Psychologia

Manipulator w roli ofiary? Niestety są tacy, którzy nas usidlają swoją krzywdą

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
28 marca 2017
Manipulator w roli ofiary? Niestety są tacy, którzy nas usidlają swoją krzywdą
Fot. iStock/princigalli
 

To bardzo trudne, gdy spotykamy kogoś, komu stała się krzywda, kto stał się ofiarą w pewnej sytuacji. To może być skrzywdzona koleżanka, która szuka zrozumienia i opowiada, jak strasznie została potraktowana – na przykład przez byłego partnera, czy szefa w pracy. Może to być ktoś, kto wzbudza w innych litość i chęć niesienia pomocy, bo słyszeliśmy jego historie o złym dzieciństwie, o trudnej matce, czy jakiś traumatycznych przeżyciach.

Ale bywa też, że coś nam zaczyna zgrzytać. Że myślimy sobie: „kurde, no ile można grać rolę ofiary”. Oczywiście zaraz karcimy się za te myśli z powodów wyrzutów sumienia, że nie potrafimy być empatyczni, że jesteśmy niewrażliwi, obojętni na cudzą krzywdę.

Jeśli intuicja podpowiada nam, że kurczę, coś tu jest nie tak, to warto jednak wiedzieć, że są osoby, dla których bycie wieczną ofiarą ma wiele korzyści. Bo ofiara jest raczej chroniona przed krytyką innych, znajduje współczucie i zrozumienie niezależnie od tego, co robi. Zawsze wypada w dobrym świetle, bo przecież nie może mieć słych intencji, ktoś kto został skrzywdzony.

Niestety zdarza się, że pod przykrywką bycia ofiarą, kryje się świadomie lub nieświadomie szantaż.

I żeby zostać dobrze zrozumianą – oczywiście, że są wśród nas ludzie, którzy doznali prawdziwej krzywdy. I jedno jest pewne: ofiara wymaga uwagi, opieki, wsparcia i miłości. Ale ja mówię o tych osobach, dla których bycie ofiarą jest sposobem na funkcjonowanie w społeczeństwie, które nie chcą dać sobie pomóc i wyjść z traumy, tylko cały czas ją podsycają. Ich cierpienie jest starannie eksponowane.

Jest kilka oznak, które świadczą o tym, że ktoś manipuluje nami grając ofiarę.

Nie prosi bezpośrednio o to, czego chce

Taki typ ofiary raczej wysyła niedokładne wiadomości w formie skargi lub żalu. Na przykład mówi: „Nikt nie wie, jak trudno było mi się tu dostać”. I wtedy nie wiesz, czy czekają na słowa zrozumienia i pochwałę, że jednak się udało, czy może skarżą się, że to było trudne i nikt nie pomógł.

Czujesz się winna

Każde spotkanie z tego typu ofiarą powoduje, że czujesz się niekomfortowo, masz poczucie, że za coś powinnaś być odpowiedzialna, ale nie wiesz za co, to rodzi niepokój i smutek, trudny do zdefiniowania.

Złe intencje

O takie często jesteś podejrzewana, ofiary nie można krytykować, bo od razu jesteś oskarżana o brak empatii. Taka osoba jest nieufna i podejrzliwa, ostrzega cię przed innymi, bo przecież tylko ona zna się na ludziach i wie, kiedy ktoś chce komuś zrobić krzywdę.

Poświęcają się

Tacy ludzie poświęcają się dla innych, nie zdając pytań, Wciągają się całkowicie w twoje życie, są oddani, dopytują o wszystko, reagują na każdy twój zły nastrój i zawsze stają po twojej stronie, nawet jeśli ty nie masz racji.

To bardzo trudna relacja. Bo z jednej strony mamy kogoś pokrzywdzonego, kto sprawia wrażenie ofiary, często też nią w jakimś stopniu jest. A po drugiej stronie stoimy my, którzy w tej relacji nie czujemy się komfortowo, ale poczucie winy i oskarżenia o brak empatii każą nam trwać w tym układzie. Jeśli macie takie doświadczenia, warto się im przyjrzeć z dystansem.


źródło: exploringyourminde.com


Psychologia

Cześć, jestem mamą niepełnosprawnego dziecka. Powiem ci dziś, co o mnie sądzisz, choć w ogóle mnie nie znasz

Anika Zadylak
Anika Zadylak
28 marca 2017
Cześć, jestem mamą niepełnosprawnego dziecka. Powiem ci dziś, co o mnie sądzisz, choć w ogóle mnie nie znasz
Fot. iStock / kupicoo
 

Cześć, jestem mamą niepełnosprawnego dziecka. Powiem ci dziś, co o mnie sądzisz, choć w ogóle mnie nie znasz. Piszesz mi w anonimowym hejcie, że podła jestem i wypruta z uczuć, bo dziecko mi umiera, a ja się uśmiecham i do fryzjera chodzę. Mówisz za moimi plecami, że ciężko mi współczuć, bo nie użalam się nad sobą i nie chodzę w worku pokutnym, załamana i zgorzkniała. Oceniasz mnie gorzkimi słowami, że widocznie nie jest tak źle, skoro mój syn sam powłóczy jeszcze nogami, na których ma trampki za 150 zł. I wczoraj na zakupach czułam twój oddech na plecach, jak liczyłeś, ile wydałam i co kupiłam. A potem napisałeś, że przepijam pieniądze na leczenie, bo widziałeś butelkę wina. Pewnie też jestem alkoholiczką i imprezowiczką, która w dupie ma, czy starczy na leki i chleb, bo w sobotę wieczorem, widziałeś mnie w klubie ze znajomymi. Pieniądze, które zbiera fundacja też przewalam na luksusowe auta i inne cuda. Tak to ja, kombinatorka, która lansuje się i wozi na plecach swojego schorowanego dziecka traktując go, jak złoty interes, na którym można zbić niezłą kasę. Tak mnie widzisz, tak o mnie mówisz, choć zielonego pojęcia nie masz, kim jestem i jak przyszło mi żyć.

Zaproszę cię na chwilę do siebie. Wejdź, to pokój mojego syna. Co się stało? Nie widziałeś nigdy 18-latka ważącego 39 kilogramów i podpiętego pod butlę z tlenem? Czemu odwracasz wzrok, gdy zdejmuję mu koszulkę, a do dziury w brzuchu podłączam worki z odżywką, żeby nie umarł z głodu i przytył choć tyle, by mieć siły samemu iść do łazienki. A może zostaniesz na noc i popatrzysz, jak śpi na siedząco, żeby się nie udusić, i jak pluje krwią z jedynego płuca, które pracuje na 30 %. A może, chciałbyś z nim porozmawiać i odpowiedzieć, gdy zapyta cię o śmierć? O to, czy będzie cierpiał i czy pozwolę mu odejść, gdy przyjdzie najgorszy czas. Mało tu miejsca przez te kartony z lekami i odżywkami, przez sprzęt do inhalacji i koncentrator tlenu, prawda? Zupełnie, jakbyś przebywał w aptece, a nie pokoju nastolatka. No wejdź głębiej, śmiało, co się martwisz? Przecież to takie normalne, że sinieją mu usta, a powietrze łapie jak ryba gwałtownie wyciągnięta z wody. I macha rękoma bezgłośnie błagając o pomoc i przerażony patrzy na drzwi, czy karetka znowu zdąży dojechać na czas. Nie odsuwaj się, gdy podaję mu garść leków, które stają mu w gardle, bo jest ich zbyt dużo. Podejdź, pomożesz mi przygotować kolejną dawkę, bo to nie koniec.  Dlaczego już wychodzisz, byłeś tu raptem parę minut. Zostań, już wieczór, dam ci krzesło, na którym siedzę i sprawdzam, czy mój syn jeszcze oddycha.

Tu jeszcze wejdź – do pokoju Martyny. Ma porażenie mózgowe i kilka innych niespodzianek, jakie podarował jej podły los. No chodź, nie krępuj się, nie odwracaj głowy, gdy jej wyrodna matka, która była wczoraj u kosmetyczki, odłącza jej respirator. Spokojnie, wiem, że się dławi. Masz, trzymaj i odsysaj wydzielinę z rury włożonej w gardło i patrz, jak przełyka własne łzy. Kręcisz nosem? No tak, ja wiem, że zapach odleżyn nie jest najprzyjemniejszy, a trzeba jeszcze pieluchę i pościel zmienić. Ciężko samemu i smród? No co ty, popatrz, jak jej mama ją podnosi, choć pot z wysiłku zalewa jej oczy, a ręce odmawiają posłuszeństwa. Nie pomagaj, po co? Przecież jest taka dzielna i skoro miała siłę iść zrobić paznokcie, to i tu sobie poradzi. Rozglądasz się przerażony, bo nie znalazłeś ukrytych milionów, o których pisałeś w jeszcze wczoraj, za to zauważasz, że mała leży na starym łóżku, a ze ścian sypie się tynk. Pewnie matka Martyny na byle co przepuściła ten ogrom pieniędzy, jakie dostaje, zamiast wyremontować łazienkę, w której niestety, dobrze widzisz, grzyb straszy od wejścia. Dlaczego nie chcesz słuchać, jak mała jęczy i wyje, bo leki przeciwbólowe nie działają. Poczekaj! Zaprowadzę cię gdzieś jeszcze.

Pusto tu i smutno, tylko czarno-białe zdjęcie na stoliku i skulona kobieta w kącie. No wejdź i usiądź, opowie ci, kto tu mieszkał jeszcze kilka miesięcy temu. – Byłam matką i już nie jestem. Bo przyszła śmierć i wyrwała mi syna z objęć, nie patrząc na moje błagania, choć prosiłam o jeszcze jeden dzień. Nie zwracała uwagi, gdy na kolanach krzyczałam, żeby go nie męczyła, przestała targać wychudzonym ciałem, żeby nie zadawała kolejnego bólu odpornego na dużą dawkę morfiny. I zdjęła rękę mocną zaciśniętą w okół jego szyi. Tam leżał, a ja stałam i patrzyłam, bo bezsilność nie pozwala na zbyt wiele. I choć widziałam jego oczy, gdy ostatkiem sił szeptał: „Mamusiu, pomóż mi, proszę, niech to się skończy”, ja kochająca do granic możliwości, nic nie mogłam zrobić. A potem, gdy wszystko ucichło, wzięłam go na ręce, tuliłam do serca wierząc, że ogrzeję jego coraz zimniejsze ciało. A potem mnie pytali o kolor trumny i w co go ubrać, a ksiądz na pogrzebie powiedział, że Bogu był bardziej potrzebny. Zostałam sama, bez pracy i dalszej drogi, bo wszystko, co miałam, poświęciłam swojemu dziecku. I teraz myślę, żeby jak najszybciej znaleźć się tam, gdzie on teraz jest. Dlaczego zatykasz uszy? Nie pójdziesz ze mną na cmentarz, żeby zobaczyć, jak leżę na płycie pomnika i gryzę palce do krwi? Z bólu, bo nie ma gorszego niż ten, po stracie dziecka.

Uciekasz? A nawet jeszcze nie zaczęłam zapoznawać cię z tymi, o których piszesz, że są roszczeniowe, że zarabiają na chorobach swoich dzieci, że udają i kłamią, naciągają, a potem roztrwaniają. Powiedz patrząc im w oczy, że wiesz, co czują, z czym się zmagają i jak walczą, żeby nie zwariować, nie oszaleć z rozpaczy. Że znasz to uczucie, gdy budzi cię w nocy nieopisany lęk, a z pokoju dobiega szmer, odgłos wymiotów i duszności, które rozrywają płuca na strzępy. Wykrzycz jej w twarz, że nie ma prawa myśleć o sobie, zadbać i nie zapomnieć, że też jest ważna. Najważniejsza, bo jej chory dzieciak ma tylko ją. Rozumiem też, że zaopiekujesz się jej przykutym do łózka synem albo córką, której ciało gnije za życia, gdy ona, padnie gdzieś w końcu wykończona i wyczerpana. Udźwigniesz jej ciężar, weźmiesz go na siebie i podpiszesz zgodę na  kolejny ryzykowny zabieg, wiedząc, że twój wybór jest między piekłem a bagnem. I wiesz również,  że to ciebie sumienie zje żywcem, gdy coś się nie powiedzie, a twoje dziecko wywiozą z sali operacyjnej ubrane w czarny worek. I oznajmią, że zrobili wszystko. I przepraszają, że nawet nie mogłeś się pożegnać. A może jednak zdążysz, będziesz mógł trzymać je za rękę, do samego końca i mówić spokojnie : „Nie bój się synku, pomogę ci odejść, nie puszczaj mojej dłoni”. A potem wyrwie cię z letargu nieprzerywalny dźwięk, który oznajmi, że już nie jesteś rodzicem, bo serce przestało bić.

Widzę w oddali twój podkulony ogon, pseudo bohaterze. Schowaj się za ekranem swojego monitora, centrum dowodzenia, gdzie jesteś panem i władcą, i pisz. Jak dużo o mnie wiesz, jak znasz każdy mój dzień i nieprzespaną noc. A ja się gorzko uśmiechnę i pójdę robić swoje, bo nikim jesteś, skoro nie masz nawet imienia. Bo nie istniejesz, skoro nie zapukasz do moich drzwi, żeby mi w twarz powiedzieć, co o mnie myślisz. I nie zazdroszczę ci, tylko współczuję, bo pewnie ciężko być szczurem w tłumie normalnych ludzi w realnym świecie.


Psychologia

Takim panom dziękujemy! Czyli znienawidzone przez kobiety cechy u mężczyzn (mimo, iż często taki zostaje ich mężem)

Redakcja
Redakcja
28 marca 2017
Takim panom dziękujemy! Czyli znienawidzone przez kobiety cechy u mężczyzn (mimo, iż często taki zostaje ich mężem)
Fot. iStock / Spauln

Podszedł do ciebie przy barze w piątkową noc i zagadał. Byłaś miła, bo głupio ci było go spławić. Przecież to tylko nic nieznacząca gadka podczas czekania w kolejce. Tak myślałaś… dopóki nie dostałaś na drugi dzień SMS-a. Numer podałaś, bo nie chciałaś być niegrzeczna licząc, że się nie odezwie.

Pisze, że jesteś przepiękna i jesteś jego słoneczkiem. I jest największym szczęściarzem na świecie, bo cię poznał. Czytasz to, nie wierzysz. Dziwne, ale nie podzielasz jego zachwytu i klniesz pod nosem.

Znowu rozlega się dźwięk dzwonka. Po czwartej wiadomości od zakochanego chłopaka z baru zaczynasz z koleżankami układać taktykę, jak go spławić. Masz do wyboru – udawać lesbijkę lub zasłaniać się nieistniejącym chłopakiem. Bo przecież nie trafi do niego fakt, że nie jesteś nim zainteresowana. Jak to? NIM?!

Po namyśle wybierasz drugą opcję z nadzieją, że da ci wreszcie spokój i słodki wielbiciel zacznie wysyłać słodziutkie SMS-ki innej ofierze. Dobra, wysłałaś. A tu nagle wiadomość: „Słoneczko, TWUJ chłopak mi nie przeszkadza. Nie dowie się o niczym”. Cholera. Już wiesz, że to namolny typ, który się szybko od ciebie nie odczepi.

Pechowo poznałaś typ zdobywcy, który za cel postawił sobie zdobycie właśnie ciebie – jesteś szczęściarą, słoneczko! A ty masz ochotę uciec jak najdalej od niego i przyrzekasz na wszystko, że już nigdy nie wdasz się w gadkę przy barze.

Niestety, typów facetów, których chciałyby unikać kobiety, jest wiele. Nasze przyjaciółki przygotowały zestawienie tych, od których chciałyby trzymać się z daleka. I wam radzą zrobić to samo.

„Kupię ci w prezencie to, co sam lubię i czego sam potrzebuję”

– Wiesz, co dostałam na urodziny?! PATELNIĘ! – usłyszałam w słuchawce wkurzony głos mojej 28-letniej przyjaciółki. – Patelnię? – powtarzam za nią z niedowierzaniem. – Tak, PATELNIĘ. A wiesz dlaczego? Bo postanowił zacząć gotować i stwierdził, że potrzebuje nowej. A moje urodziny to idealna okazja na taki drogi prezent. Przecież na pewno się ucieszę, że mam wreszcie w kuchni porządną patelnię – kontynuuje Daria. – I zupełnie nie rozumie, dlaczego mam ochotę go tą patelnią walnąć w łeb.

„No to teraz opowiem kawał, he he”

– I już zaczyna rżeć. Jeszcze nic nie powiedział, a już jest cały czerwony z radości, że zaraz rozbawi towarzystwo – opowiada 29-letnia Marysia. – Te jego kawały to znam na pamięć ja, jego matka i wszyscy nasi znajomi. Ale co z tego? „PRZECIEŻ TO TAKI ŚMIESZNY KAWAŁ, HE HE”.

„Może jeszcze jeden? No dobra, ostatni. Albo jednak nieee”

– I nie, nie chodzi o ostatni kieliszek. Tu akurat zajmuje twardą pozycje i wie, czego chce. Czyli następnej kolejki – opowiada 31-Zosia. – Mam kumpla, który nigdy nie wie, czego chce. A mnie szlag trafia, gdy muszę z nim coś ustalać – kontynuuje. – Takie lelum polelum. Facet bez jaj. Nigdy nie jest na nic zdecydowany, inni muszą za niego podejmować decyzje. Nie dziwię się, że nie ma dziewczyny. Zresztą, nie wiem, czy umiałby się na którąś zdecydować – kończy Zosia.

Takim panom dziękujemy! Czyli znienawidzone przez kobiety cechy u mężczyzn (mimo, iż często taki zostaje ich mężem)

Fot. iStock / RyanJLane

„Ależ naprawdę to żaden problem. Ja naprawdę jadę po drodze, więc cię podrzucę”

– Natarczywa uprzejmość i brak przyjęcia odmowy to cechy, na które mam alergię. Bo ile razy można tłumaczyć mężczyźnie, że dziękuję za podwiezienie? – zastanawia się 30-letnia Hania. – Bo po prostu nie chcę przebywać z nim dłużej, niż tego wymaga sytuacja. Dlaczego nie potrafią przyjąć odmowy, która nie jest wynikiem grzeczności, lecz po prostu wynika z braku ochoty na przebywanie w ich towarzystwie? – zastanawia się. – Nosz k…wa z zasady zrezygnuje z propozycji podwiezienia i pójdę 50 km pieszo, bo ileż można mówić „nie, dziękuję”.

„Wiesz dlaczego kobiety mają krótsze stopy od mężczyzny?”

– Żeby stała bliżej zlewu – kończy 25-letnia Monika. – Nienawidzę szowinistycznych świń, które zawsze uświadamiają kobiecie, że ich miejsce jest w kuchni i tłumaczą im, do czego służy mózg – dodaje. – Dla mnie taki facet to po prostu zwykły cham. Niestety, takich prostaków spotkasz wszędzie i musisz wysłuchiwać tych pierdół, bo przecież KOBIECIE nie uda się go zamknąć – ubolewa.

„Nie masz racji, mama mówi inaczej”

– Oprócz tego mama robi najlepsze schabowe, najlepiej uprawia kwiatki i zawsze ma rację – żali się 34-letnia Teresa, której brat pomimo już dojrzałego wieku, dalej we wszystkim słucha mamy. – Dzwoni do niej codziennie i konsultuje każdą decyzję. Już niejedna dziewczyna go zostawiła, bo miała dość bycia na drugim miejscu – dodaje. – Ale on żadnej mocno nie przeżywał, bo przecież mama mówi, że nie była go warta – ironizuje.

„Przecież TE koszulkę mogę jeszcze ze trzy razy założyć”

-Wiesz, dlaczego nie znoszę lata w mieście? – zadaje mi pytanie 27-letnia Ania. Bo upał, bo brak zieleni? – Bo będę musiała się tłuc autobusami miejskimi pod śmierdzącą pachą faceta, który nie wie, że prysznic trzeba brać codziennie. I tyle samo razy trzeba zmieniać koszulkę – mówi z obrzydzeniem. – Nienawidzę niechlujów, to jest dla mnie najgorszy typ mężczyzny, od takiego uciekam. I robię to też dlatego, że nie mogę znieść jego smrodu – dodaje na koniec.

Niestety, wiele z moich przyjaciółek przeklina codziennie swój los, bo budzą się codziennie obok typa, od którego chciałyby uciec. Ale łączy ich kredyt, miłość i wierność.

A wy jakich facetów nie znosicie?


Zobacz także

8 wskazówek, by internet służył, a nie niszczył

Życie masz tylko jedno. Nie pozwól, by paraliżował cię strach

"Wczoraj chciałam odebrać sobie życie, jutro je komuś uratuję"

„Trochę – zerwanie”. To jest najtrudniejsze, już nie być w związku, ale nadal go pragnąć