Lifestyle Psychologia

Ten kot idzie w górę czy schodzi po schodach? Twoja odpowiedź ujawni prawdę o twojej osobowości albo… spostrzegawczości

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
17 listopada 2017
Fot. Screen z YouTube /Dwayne Johnson The Rocks
 

To, jak postrzegamy świat wiele mówi o naszych cechach osobowości, prawda? Pewnie widzieliście już wiele testów obrazkowych, których analiza miała podpowiedzieć wam, jacy jesteście. Ale ten jest wyjątkowo sympatyczny. Kiedy się pojawił, internet oszalał. Odpowiedzi na pytanie, czy kot się wspina, czy zbiega po schodach udzieliło nawet kilku wybitnych profesorów… Zatem do dzieła!

Przyjrzyj się obrazkowi. Jakie jest twoje PIERWSZE wrażenie?

Kot idzie w górę

Jeśli uważasz, że kot się wspina, jesteś pozytywnie nastawiony do innych, nie masz problemów ze znalezieniem motywacji, cechuje cię optymizm i otwartość. Czasem porywasz się z motyką na słońce, ale w tym cały twój urok.

Kot idzie w dół

Uważasz, że kot schodzi w dół?  Zastanów się, czy nie cechuje cię pesymizm i negatywne nastawienie do wszelkich zmian i nowości. W skrajnych przypadkach osoby patrzące na ten obrazek uważają, kot przed czymś ucieka. Pomyśl o tym!

Druga możliwa interpretacja: jesteś ponadprzeciętnie inteligentny, bo właściwie rozwiązałeś zagadkę, nad która głowili się profesorowie 😀

A dla sceptyków rozwiązanie zagadki:

Kot idzie w dół. Świadczy o tym zarówno budowa schodów, jak i cień, rzucany przez kota, widoczny tylko wtedy, gdy zwierzę schodzi po schodach w kierunku widza, który patrzy na górę.


Lifestyle Psychologia

Dieta 5:2, czyli odchudzanie dla tych, którzy nie lubią sztywnych zasad i odmawiania sobie wszystkiego

Redakcja
Redakcja
17 listopada 2017
Fot. iStock/filadendron
 

Wiele kobiet poszukując najlepszego dla siebie sposobu schudnięcia, szczególną uwagę zwraca na propozycje różnorodnych diet. Z jednej strony diety bardzo restrykcyjne, niebezpieczne, które można określić mianem głodówek, a z drugiej pomysły typu „jedz wszystko i chudnij”. Nie każdy z tych pomysłów ma rację bytu, więc poszukujemy złotego środka, diety, która pozwala na chudnięcie, ale i zdrowe odżywianie bez wielkich wyrzeczeń.

Jednym z takich pomysłów jest dieta 5:2, która stała się znana kilka lat temu, za sprawą dr Michaela Mosleya, Brytyjczyka zafascynowanego światem biologii i medycyny. Mosley, który jest cenionym lekarzem, nie tylko współtworzył programy wyjaśniające funkcjonowanie ludzkiego organizmu, ale postanowił stworzyć sposób żywienia, idealny dla swojego ciała. W efekcie opracował on zasady diety 5:2, która zdobyła wielu zwolenników.

Przez 5 dni jesz co chcesz, a przez 2 pościsz

Tak można w skrócie określić założenia diety Mosleya, ale warto ten temat rozwinąć. Przez 5 wybranych dni w tygodniu można jeść normalnie, a przez 2 należy ograniczyć ilość przyjmowanych kalorii — kobiety 500 kcal dziennie, mężczyźni 600 kcal. Tak więc nie chodzi o to, by przez dwa dni zupełnie głodować, ale by rozsądnie pościć. W tych dwóch dniach najlepiej niską wartość kaloryczną podzielić na dwa skromne posiłki, czyli śniadanie i kolację (przeciętnie 500 kalorii wpada na nasze talerze podczas obiadu). Mosley założył, że dzięki takiej przerwie organizm czerpie korzyści z krótkotrwałego postu.

Co jeść, a czego lepiej unikać?

Dieta pozwala na zachowanie dotychczasowego sposobu żywienia, jednak by przyniosła jak najlepsze efekty, dobrze jest sięgać po produkty zdrowe i przemyślane. Szczególnie podczas dni postu polecane są te bogate w białko (ryby, drób) i o niskim indeksie glikemicznym (przede wszystkim warzywa, ziarna). Białka mają sycić, a produkty o stosunkowo niskim indeksie glikemicznym, zapobiegać wahaniom poziomu glukozy we krwi i napadom głodu.

A co z głodem?

Podczas diety większość z nas obawia się uczucia głodu i zajadania niedostatków z dnia postu w dniu następnym. Obserwacje pokazały jednak, że lęk jest bezpodstawny, ponieważ po takich dniach badani jedli tylko trochę więcej niż zazwyczaj, średnio 110% normy. A to pokazuje, że wcale nie nadrabiali wcześniejszych strat. W rzeczywistości drastycznie ograniczenie jedzenia powoduje obkurczenie żołądka, który na co dzień jest zazwyczaj rozciągnięty. Z tego powodu nie można w siebie wcisnąć więcej jedzenia, by nadrobić ubytki. Poza tym zapominamy często o jednej rzeczy — ludzki organizm jest przystosowany do krótkotrwałych głodówek, co jest pozostałością jeszcze po naszych pradawnych przodkach. Dzień lub dwa dni głodówki, o ile dana osoba jest zdrowa, nie spowoduje katastrofy.

Efekty diety 5:2

Wg zwolenników diety dr. Mosleya, ma ona u wielu osób szanse powodzenia. Okresowe głodowanie przyspiesza utratę masy ciała oraz poprawia gospodarkę lipidową, co udowodniono w eksperymentach z udziałem gryzoni, jak i ludzi.  Przerwa w jedzeniu sprawia, że pobudzany jest metabolizm do lepszego spalania zgromadzonych wcześniej kalorii. Post pomoże wyregulować trawienie i wspierać prawidłową pracę jelit, co również ma przełożenie na funkcje metaboliczne organizmu. Pozytywnie wpływa również na wrażliwość na insulinę, dzięki czemu organizm lepiej toleruje węglowodany. Po zakończeniu postu insulina skuteczniej podejmuje glukozę we krwi, trzustka ma czas na regenerację, bo nie następują wahania poziomu cukru we krwi. Dzięki braku restrykcyjnego jadłospisu przed 5 dni, zachowamy komfort psychiczny, uchronimy się przed obsesją na punkcie jedzenia, która utrudnia utrzymanie zmian.

Nie należy jednak popadać ze skrajności w skrajność. Dwa dni postu poprzedzone 5 dniami zajadania fast foodów nikomu nie przyniosą oczekiwanych efektów. Im bardziej różnorodnie będziemy wtedy jeść, sięgając po więcej owoców, warzyw i innych ważnych dla zdrowia pokarmów, tym lepiej na tym wyjdziemy. W tej diecie nie chodzi wyłącznie o spadek masy ciała (Mosley przez 6 pierwszych tygodni schudł 6 kilogramów), ale o odzyskanie inteligencji żywieniowej i wyrobienie dobrych nawyków, co przełoży się na lepsze zdrowie, samopoczucie i wygląd.

Praktycznie każda zdrowa osoba może korzystać z tego pomysłu, natomiast przeciwwskazaniem do podjęcia diety są choroby serca, cukrzyca typu 1, zaburzenia odżywiania czy niedożywienie.


 

źródło: bonavita.plzdrowie.gazeta.pl


Lifestyle Psychologia

Jeśli myślisz, by do niego wrócić, odpowiedz sobie na 6 ważnych pytań. Co zrobisz, gdy pojawią się „stare” problemy?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
17 listopada 2017
Fot. iStock/1BSG

Dla niektórych miłość bywa ciągłą podróżą – „od zerwania do powrotu”. Rozstanie może być jej niezbędnym elementem, czymś co pozwoli naprawić związek, uświadomić nam sobie, że jesteśmy dla siebie stworzeni, że potrafimy się zmienić, bo to uczucie jest dla nas bardzo ważne. Ale czasem powrót do byłego partnera, to powrót do tego, co dla nas szkodliwe. Skąd wiedzieć, czy warto ponownie się zejść?

Jeśli rozważasz powrót do (wciąż jeszcze „byłej”) miłości, poświęć trochę czasu, by odpowiedzieć sobie na sześć, ważnych pytań.

1. Co spowodowało rozpad tego związku?

Czy każde z was miało w tym swój udział? Jakie macie wsparcie, jakie możliwości, by zmienić złe wzorce zachowań? Jeśli niewielkie, to negatywne, głęboko zakorzenione mechanizmy z pewnością powrócą. Jeśli natomiast istnieje nadzieja na zmiany i motywacja , stwórz plan gry. Co zrobisz, gdy pojawią się „stare” problemy?

2. Czy waszemu związkowi zagrażają nałogi?

Jeśli tak, powrót nie ma sensu, dopóki uzależniona strona nie przejdzie odpowiedniego leczenia.

3. Czy po którejś ze stron występują nieleczone lub niewłaściwie leczone zaburzenia psychiczne?

Jeśli twój partner nie chce się leczyć, twój powrót nie ma sensu. Jeśli podjął terapię, upewnij się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku, nawet jeśli miałoby to potrwać, i czy jesteś w stanie go wspierać w walce z problemem.

4. Czy w związku wystąpiła przemoc?

Jeśli tak – nie wracaj. Nawet jeśli w tej chwili uważasz, że to się więcej nie powtórzy, chyba że oboje pracujecie regularnie z wykwalifikowanym terapeutą. (Uwaga: indywidualna terapia  nie zastąpi terapii par w sytuacjach takich jak ta). Jeśli wrócisz „mimo wszystko”, spodziewaj się, że problemy pojawią się ponownie

5. Co was do siebie przyciąga?

Czy twój partner inspiruje cię tym, jak traktuje ciebie i innych, tym, jak żyje?  To ten rodzaj przyciągania, który pozwoli relacji przetrwać. A może jesteś z nim, bo desperacko pragniesz, by w końcu naprawdę cię pokochał i zaczął traktować tak, jak na to zasługujesz?

6. Czy twój lęk przed bliskością blokuje potencjał tego związku?

Często uciekamy od partnerów, którzy są dobrzy, przyzwoici, mili i emocjonalnie „dostępni”. Czujemy się znudzeni, gubimy pożądanie lub stajemy się niemal nieracjonalnie krytyczni i osądzający –  w głębi duszy boimy się miłości. To zjawisko może być wywołane traumą, doświadczeniami związanymi z poprzednimi relacjami lub po prostu obawą, którą odczuwamy nieświadomie, gdy rozważamy podjęcie kolejnego kroku w związku.

Ktoś kiedyś powiedział, że we wszystkich relacjach nadchodzi moment, w którym to, czego najbardziej potrzebujesz od swojego partnera, jest tym, czego on nie może ci dać. Ale tak właśnie powinno być: trwały związek rodzi się wtedy, gdy obie strony nad tym ciężko pracują.


Na podstawie: psychologytoday.com

 


Zobacz także

Krem, który aktywuje endorfiny i działa, jak aromaterapia? Jest taki i kosztuje, mniej niż 30 zł!

Dlaczego wciąż nie możesz znaleźć miłości? Twój znak zodiaku wyjaśnia zagadkę

Syndrom Kasandry – kiedy tak bardzo się nie doceniasz