Psychologia

Kiedy kolejne „od poniedziałku” nie działa, całą nadzieję lokujemy w Nowym Roku

Redakcja
Redakcja
30 grudnia 2021
 

Nie da się zaprzeczyć, że w „magicznym początku” podobnie jak „czystej karcie” drzemie wielki potencjał psychologiczny – mówi Tatiana Mindewicz-Puacz, trener biznesu, coach, ekspert ds. kampanii społecznych, psychoterapeutka.

Lista rzeczy, które sobie obiecujemy (w głowie lub na papierze) czeka na TEN MOMENT, kiedy, bez obciążenia wszystkimi nieudanymi próbami, wejdziemy pewnym krokiem w rzeczywistość, którą jeszcze w noc sylwestrową nazywamy CAŁKIEM NOWA (NOWY) JA💃🏻🕺🏻.

Co takiego się dzieje, że ta magia po północy zamiast nabierać mocy stopniowo ją traci i co zrobić, żeby tak się nie działo?

WAGA JAKOŚCIOWA LISTY

Sprawdź czy Twoje postanowienia to projekcja życzeń czy coś więcej. Zamiast „co robić” lub „czego nie robić” – zapisz co się zmieni w Twoim życiu, jeśli TO ZROBISZ. Wyobraź sobie, jak BĘDZIESZ SIĘ WTEDY CZUĆ (i zapisz to koniecznie)

DOBRY PLAN, ODPOWIEDNIE ZASOBY

Pamiętaj, że spektakularne marzenia potrzebują spektakularnych przygotowań. Nie czekaj, aż „samo się zrobi” opracuj strategię wykonawczą dla swoich postanowień. Sprawdź co masz, a czego będziesz potrzebować.

PAKIET WZMACNIAJĄCY NA TRUDNE OKOLICZNOŚCI

Integralną częścią każdej istotnej zmiany są słabsze chwile (momenty zwątpienia, błędy). Patrz na nie jak na dowód znaczenia tej zmiany – a nie jak na hamulec lub problem. Pokonuj trudności skupiając się na pięknej obietnicy, którą zapisałaś (łeś) w punkcie 1 (jak się BĘDZIESZ CZUĆ)

DOBRE WEJŚCIE

Jeśli faktycznie chcesz skorzystać z magicznego działania NOWEGO ROKU zastanów się czy pomoże Ci w tym pękająca głowa. Sprawdź (zachęcam nie zmuszam:) czy ekscytacja wyprodukowana przez Twój organizm na myśl o tym JAK BĘDZIE nie działa bardziej euforycznie niż „krajowa, procentowa norma sylwestrowa”

CELEBROWANIE

Zacznij Nowy Rok od wdzięczności, podziękuj za to, co masz i za to, co Cię czeka. Nie oszczędzaj słów i emocji. Ciesz się tym jak dziecko.

https://www.facebook.com/tatianamindewiczpuacz

https://www.instagram.com/tatiana_empe/

 


Psychologia

On uratował jej życie, ona odwdzięczyła się tym samym. Niezwykła przyjaźń taksówkarza i jego psa

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
30 grudnia 2021
 

Lajla i pan Dariusz. Pan Dariusz i Lajla. Nierozłączni. On siedzi na kanapie, ona obok. On idzie do kuchni, ona za nim. On śpi w domku na działce? Ona przy nim, nie ruszy się zanim pan nie wstanie. On jedzie do pracy, ona już gotowa czeka przy drzwiach. Poznajcie załogę niezwykłej taksówki.

1.

Strata (kiedyś)

– Możemy zrobić kolejną operację, ale nie daję gwarancji, że suka będzie potem chodzić– mówi weterynarz, do którego Dariusz Nazarewicz od kilku miesięcy przychodzi ze swoim owczarkiem niemieckim, Tają. Jest jednym z ludzi walczących o ukochanego psa. Ale boi się. Ropomacicze, zwichnięty staw biodrowy, anemia, teraz rak trzustki. Dwie ciężkie operacje. Weterynarz zostawia decyzję Dariuszowi, ale wiadomo, że Taja słabnie, już teraz ledwo chodzi. Nie ma właściwie prawie żadnych szans. Dziś pan Dariusz mówi: – To była walka serca z rozumem. Egoizmu z miłością, która pozwala psu odejść. Wygrało to drugie.

2.

Spotkanie

Pan Dariusz nie może spać, jest zrozpaczony. Później powie: „Nie nadawałem się do życia”. Ma wyrzuty sumienia, może podjął złą decyzję? Powinien dać suce jeszcze dzień, dwa, tydzień? Może jednak zdecydować się na kolejną operację? Z drugiej strony wie, że to nie miało sensu. Konsultował to z niejednym weterynarzem.

Tęskni za Tają, czuje, że stracił sens życia, chwilami wydaje mu się, że zwariuje. Można tak kochać psa? Można. I to wiedzą osoby, które przeżyły to samo. Już po tygodniu zaczyna przeglądać stronę schroniska dla zwierząt. Tak, jest pewien, uratuje go tylko kolejna psia miłość. Wsiada w samochód i jedzie na Paluch, to znane, warszawskie schronisko. Krąży między boksami i nagle… staje, jak wryty. Serce zaczyna szybciej bić. W jednym z boksów siedzi pies, który wygląda jak Taja. To też owczarek niemiecki, suka. Okazuje się jednak, że nie jest do adopcji, bo została odebrana właścicielce, która nie chce się zrzec praw do niej i do dwóch innych owczarków niemieckich też zabranych z interwencji. „Trzeba czekać na wyrok sądu” słyszy pan Dariusz w schronisku.

– Ludzie po takiej wiadomości rezygnują, boją się, że się za bardzo przyzwyczają, a potem okaże się, że pies nie może zostać adoptowany. Dla mnie to nie było istotne, chciałem choćby przebywać obok Lajli– wspomina dzisiaj Dariusz Nazarewicz. I dodaje: – Jeździłem do niej codziennie o dziesiątej, zabierałem ją na działkę, spacer i codziennie o 15.30 odstawiałem ją do schroniska. Wchodziła do bosku i odwracała się do mnie tyłem, była obrażona. Ale następnego dnia rano, już przed dziesiątą, na mnie czekała.

Dwa miesiące później właścicielka owczarków w końcu zrzeka się do nich praw. Lajla trafia do domu pana Dariusza i jego żony.

 

3.

Przyjaźń

Lajla jest inna niż Taja. Bardziej pewna siebie. Akceptuje obcych. Ale w domu czasem boi się żony pana Dariusza. Oboje zdają sobie sprawę, że wynika to z jej doświadczeń z przeszłości. Gdy żona pana Dariusza podnosi głos (nie na psa, tak po prostu, wystarczyło, że mówi głośniej) Lajla chowa się w innym pomieszczeniu i dopiero po jakimś czasie wychodzi sprawdzić, czy już jest spokojnie. Na początku jednak zostaje w domu bez ukochanego pana.

Któregoś dnia Lajla choruje, ma problemy z żołądkiem. Żona dzwoni do pana Dariusza i prosi, żeby podjechał i wyszedł z suką, bo znów szczeka i pokazuje na smycz.

– Szybko skojarzyła fakty, mój głos w telefonie, chwilę później mój powrót– mówi Dariusz Nazarewicz. –Gdy wyzdrowiała, po dwóch godzinach od mojego wyjścia podchodziła do stołu, gdzie leżał telefon żony i trącała go nosem. Na początku żona nie wiedziała o co chodzi, potem zaczęła się domyślać, bo sytuacja się powtarzała. Kiedyś zrobiła eksperyment i po takim znaku od Lajli zadzwoniła do koleżanki. Lajla słysząc inny głos, zaczęła dosłownie wyć do telefonu. Potem żona zadzwoniła do mnie, chwilę później Lajla już stała pod drzwiami gotowa do wyjścia.

Pan Dariusz zaczyna zabierać Lajlę do taksówki. Zawsze pyta ludzi, czy nie przeszkadza im pies.

taksówkarz i jego pies

4.

Praca

Trzecia w nocy, do taksówki pana Dariusza wchodzi mężczyzna. – Niech będzie pochwalony mówi. „To pewnie ksiądz” myśli Nazarewicz. Ale zanim ruszą do taksówki podchodzi inny mężczyzna, też chce wsiąść. „Ksiądz” zaczyna obrzucać go takimi wyzwiskami, że pan Dariusz myśli, że chyba nieliczni bandyci takie znają. Ruszają, a Lajla cały czas wpatruje się w „księdza”.

–Ugryzłaby mnie? Taka jest spokojna
–Proszę pana, ona jest skuteczna, gdyby próbował mi pan coś zrobić, owszem, zareagowałaby.

– Pięć razy  mnie o to spytał– wspomina  pan Dariusz. – W końcu nagle stwierdził, że kończymy kurs, a wcześniej chciał jechać dużo dalej. Ponieważ to był początek covidu, starałem się czyścić auto po każdym pasażerze, w miejscu, w którym siedział „ksiądz” znalazłem młotek, półkilogramowy, z dużym trzonkiem… Dziś myślę, że Lajla mnie uratowała. Zresztą tak pewnie zdarzyło się nieraz. Wystarczy, że podejdzie ktoś podejrzany, a ja otworzę drzwi bagażnika. Nic nikomu nie robi, ale wystarczy, jak spojrzy. Zauważyłem też, że jak wchodzi ktoś, kto nie wydaje się zagrożeniem, Lajla się kładzie, jest spokojna, w innym przypadku cały czas siedzi i obserwuje człowieka. Czasem biorę ją na przednie siedzenie, szelki przypinam do pasa bezpieczeństwa, niektórzy ludzie tak wolą. Choć jestem jej pewien, bo przez dwa lata naszej wspólnej pracy nigdy nie zachowała się nieprzewidywalnie. Tylko jeden raz złapała jednego faceta lekko zębami. Był pijany, załatwiał się na postoju. Zwróciłem mu uwagę, żeby poszedł w ustronne miejsce. Razem z kolegą zaczęli się ze mną kłócić, zachowywali się agresywnie. Normalnie może bym się ich bał, ale tak to podszedłem do bagażnika i go otworzyłam. Lajla wyszła i podbiegła do pana i ostrzegawczo złapała go w nagie udo, mężczyzna wciąż był bez spodni. Wystarczyła sekunda, żeby panowie zniknęli.

5.

I znów spotkanie

Zamawiam taksówkę. Dzwoni kierowca: „Czy mogę być z psem?”.

„A jakie imię?” – pytam.

„Dariusz” – słyszę odpowiedź.

„Pies Dariusz?”.

„Nie, to ja, a pies – Leila”.

„A da się Leila pogłaskać?”.

„Oczywiście”.

„To jadę”.
 Tak zaczyna się historia o panu Dariuszu, którą na swoim profilu opisał Mariusz Szczygieł, znany reporter.

To dzięki niemu świat zainteresował się Leilą i jej panem.

Gdybyście i wy chcieli ich spotkać, pan Dariusz zwykle stoi na postoju na Dworcu Południowym w Warszawie (to niedaleko metra Wilanowska).

 

 

 


Psychologia

„Ten rok przyniósł mi blisko 40 pierwszych randek. Usłyszałam setki komplementów i na nowo uwierzyłam w siebie. A miłość?”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
30 grudnia 2021
fot. LightFieldStudios/iStock

Dość szybko okazało się, że korepetycje z angielskiego, na które zapisał się mój narzeczony, to bardzo dosłowna nauka cudzego języka – w tym wypadku języka młodej korepetytorki. Rozstanie było głośne, z przytupem i tłuczonymi talerzami.

Kończył się rok i uznałam, że może właśnie tak miało być. Nasz związek opierał się na wspólnych zobowiązaniach, może teraz czas na prawdziwą miłość, pożądanie i pasję? Koleżanki namawiały na założenie Tindera, „Rozerwiesz się, zapomnisz, pobawisz na randkach, a kto wie, może też spotkasz tego jedynego?”.

Zainstalowałam aplikację i… Przepadłam! Tylu przystojnych mężczyzn, uśmiechy, fajne opisy. W przeciągu godziny wykorzystałam dobowy limit przesunięć w prawo. Zupełnie inny świat, w którym trawa wydawała się bardzo zielona i niesamowicie kusząca. Zaczął się szalony rok tinderowych randek.

Na pierwszy ogień poszedł S., zawodowy żołnierz. Ależ miałam szczęście, że takie ciacho chce się ze mną umówić! Umówiliśmy się w miłej knajpce. Przyszedł elegancki, pachnący, wprost idealnie. Niestety rozmowa szybko zamieniła się w przesłuchanie – masz zdjęcia na profilu z wesela, z kim byłaś? Z jakim kolegą? Czy to nic więcej? Na pewno? Co z tego, że znacie się od podstawówki, on z pewnością chce czegoś więcej, to facet! Nie dałam się zaprosić na kolejną randkę, wymawiając się taktownie brakiem chemii. Usłyszałam, że jestem księżniczką, która spodziewa się fajerwerków i już zawsze będę sama. Milutko.

Później była randka z K. Informatyk. Na randce okazało się, że mocno podrasował swoje zdjęcia w programie graficznym. Sam przyznał się, że od lat unika fryzjera (poszłabym nawet krok dalej – zapewne też grzebienia!). Kłamstwo na temat wyglądu było dla mnie nie do przejścia – wyszłam po pierwszym drinku.

Kolejna randka to prawdziwa wtopa, tym razem jednak z mojej strony: nieopatrznie umówiłam się na dwie randki jednego dnia! Na szczęście w innych godzinach, ale nie da się ukryć, że randkowicz popołudniowy podwiózł mnie na randkę wieczorną.

Niezrażona umówiłam się po raz kolejny. P. był policjantem, który, podobnie jak K., miał zamiłowanie do grafiki komputerowej. Zabrał mnie na spotkanie akurat po smutnym epizodzie w moim życiu – poprzedniego dnia pożegnałam swoją kotkę. P. starał się mnie rozweselić: „Kot? Może i dobrze, z kota dużo sierści leci.” Next!

Przystojny A. był psychiatrą, lekarzem rezydentem. Przyszedł na spotkanie wyraźnie zmęczony. Poprosił o kawę i zapytał, czy ureguluję za niego rachunek. „Rezydenci bardzo mało zarabiają, musisz zrozumieć”. Nie dopuścił mnie do głosu i przez dwie godziny żalił się na polską służbę zdrowia. Na koniec wsiadł w taksówkę, którą sobie zamówiłam i poprosił o podrzucenie do domu. Nie jestem nawet pewna, czy zapamiętał moje imię.

To był szalony rok, który przyniósł mi blisko 40 pierwszych randek. Czy znalazłam miłość na Tinderze? Nie. Czy żałuję? Z całą pewnością nie mam czego. Byłam w miejscach, których sama bym nie wybrała, z ludźmi, z którymi moje losy pewnie nigdy by się nie splotły. Usłyszałam setki komplementów i na nowo uwierzyłam w siebie. A miłość? Czekała na mnie za rogiem.


Zobacz także

Czy mając nieszczęśliwe dzieciństwo, możemy być szczęśliwymi dorosłymi? Rozmowa z dr psychologii Moniką Wasilewską

10 sygnałów, że twój partner jest zbyt zaborczy

Osobowość narcystyczna – istnieją jej trzy różne rodzaje. Jak je rozpoznać?