Psychologia

7 rzeczy, które robisz by schrzanić sobie życie. To prostsze niż myślisz

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
25 lipca 2018
Fot. iStock/praetorianphoto
 

To wcale nie jest takie trudne. Nie trzeba się bardzo starać, by zepsuć w swoim życiu wszystko to, co się da i nawet nie bardzo zrozumieć, jak to się stało. Życiowe katastrofy to zazwyczaj po prostu seria konsekwencji różnych słych decyzji… Zresztą, sami zobaczcie.

7 rzeczy, które robisz by schrzanić sobie życie

Obwinianie wszystkich innych za twoje problemy

Gdyby nie twoja mama (lub: tata, księgowy, chłopak, szef, była przyjaciółka, twoje dzieci …) twoje życie byłoby wspaniałe! To oni ponoszą całkowitą odpowiedzialność za wszystko, co ci się przydarzyło. Spędzasz dużo czasu i energii mentalnej, katalogując złe zachowanie innych ludzi. Problem z tym sposobem myślenia polega na tym, że wierzysz, że ktoś inny musi się zmienić, aby twoja sytuacja się poprawiła. Nie masz poczucia kontroli ani nie odczuwasz prawdziwego szczęścia. TY, twoje własne myśli, uczucia i postawy są tymi, które mogą cię doprowadzić do wewnętrznego spokoju.

Stale się krytykujesz

„Nie jestem mądry.” „Nie mam ręki do pieniędzy.” „Ludzie po prostu mnie nie lubią.” „Nigdy mi się nic nie uda.” Rozmyślasz nad rzeczami, które sprawiają, że jesteś nieszczęśliwy. Dodatkowo, często patrzysz w przeszłość, żeby sobie udowodnić, że masz rację.

Nienawidzisz swojej pracy

Pełnoetatowa praca to ponad 2000 godzin rocznie. Spędzanie tego czasu „nielubieniu” czegoś jest ogromnym drenażem energii. Naciskasz przycisk „drzemka” kilka razy, zanim w końcu wstaniesz z łóżka. Czujesz się wyczerpany pod koniec dnia, ponieważ spędziłeś ostatnie godziny robiąc coś, czego nienawidzisz. Co lubisz? Co cię ciekawi? Zacznij od tego i idź dalej.

Nie słuchasz swojej intuicji

Wszyscy mamy wewnętrzny system „kierowania”, który pomaga nam odnieść sukces w życiu. Ignorowanie tego wewnętrznego głosu doprowadzi do większego nieszczęścia i niezadowolenia z tego, gdzie się obecnie znajdujemy. Intuicja daje nam małe dawki dobrych pomysłów przez cały dzień. Komunikuje się z nami poprzez jakąś wizję, podszept, sen, ulotną myśl lub uczucie.

Bierzesz na siebie zbyt wiele

Kiedy podejmujesz się zbyt wielu projektów, nawet tych, które lubisz, jesteś wyczerpany. Nie będziesz dobrze spać, nie wykonasz dobrze swojej pracy. Ważne, by umieć wyznaczać granice – również sobie samemu. Ważne, by nauczyć się mówić innym „nie”.  Możesz także powiedzieć „nie” sytuacjom, które sprawiają, że twoje życie nie znajduje się w równowadze.

Jesz śmieciowe jedzenie i nie ćwiczysz

Jeśli masz trzydzieści lub więcej lat, taki styl życia bardzo cię spowalnia. Jeśli czujesz się zmęczony, wyczerpany i ciągle rozkojarzony, musi ci być naprawdę ciężko. Zachorujesz i przybierzesz na wadze. Czas na zmianę. Zrób małe kroki. Co byś chciał zjeść? Naucz się gotować dla siebie. Dodaj świeże warzywa i owoce. Idź do parku w przerwie na lunch. Wybierz się na spacer lub zrób coś innego dla siebie, każdego dnia.

Odpuszczasz, gdy sprawy stają się trudne

Jeśli robisz to wystarczająco często, szybko okaże się, że w twoim życiu wciąż tkwi sama blokada niepowodzenia i rezygnacji. Rzeczy, które warto wykonywać w życiu, zwykle wymagają czasu, pracy i wytrwałości. Ludzie, którzy osiągają sukcesy w życiu, rozumieją, że „trudne czasy” są czymś naturalnym.


Na podstawie: beliefnet.com


Psychologia

3 rzeczy, które musisz wiedzieć o osobie pasywno-agresywnej. Ona myśli, że nikt jej nie rozumie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
25 lipca 2018
Fot. iStock/hoozone
 

Osoby pasywno- agresywne cierpią na zaburzenia osobowości. Ich główną cechą behawioralną jest ciągłe upieranie się, prowokacyjny sposób reagowania na potrzeby innych oraz negatywny, jeśli nie całkowicie fatalistyczny stosunek do wydarzeń życia. Życie z osobą pasywno-agresywną jest bardzo męczące. Ludzie o zaburzeniach tego typu mają wyjątkową zdolność manipulowania innymi i budowania relacji interpersonalnych opartych na cierpieniu.

Jeśli masz wśród bliskich taki właśnie przypadek, powinieneś wiedzieć, że istnieją strategie radzenia sobie takimi osobami i terapie, które mogą pomóc im zakończyć to negatywne i wrogie zachowanie, którego źródłem są zazwyczaj gniew i frustracja.

1. Jakie są cechy osoby pasywno-agresywnej?

Przede wszystkim potrafi ona szkodzić innym w świadomy sposób, maskując swoje szkodliwe zachowania fałszywą czułością. W rzeczywistości stara się upokarzać, kontrolować lub wyśmiewać innych.

Podstawowe cechy osób pasywno-agresywnych:

  • lubią krytykować innych
  • kiedy je dobrze poznajemy, odkrywamy, że są one często nieprzyjemne i rozdrażnione
  • kiedy oczekują czegoś od innych, potrafią nagle stać się uprzejme, uważne i ciepłe
  • szybko zapominają o pewnych rzeczach, aby nie brać za nie odpowiedzialności
  • nigdy nie kończą tego, co zaczynają
  • są cyniczne
  • mają wielką zdolność obwiniania innych, nawet jeśli wiedzą, że to one są odpowiedzialne
  • przedstawiają siebie jako ofiary w większości sytuacji
  • nienawidzą wszelkich form władzy
  • odrzucają sugestie innych

2. Co kryje się za tymi osobowościami?

Ogólnie rzecz biorąc, są to osoby, które wychowały się w rodzinach, w których istniał jakiś deficyt emocjonalny lub brak umiejętności zarządzania emocjami. Tacy ludzie nigdy nie nauczyli się kierować swoją frustracją ani pozbyć się gniewu, mają również bardzo niską samoocenę. Uświadomili sobie jednak, że kontrolując innych i przejmując nad nimi władzę, mogą ukryć swoje niedociągnięcia. Uświadomili sobie także, że są momenty, w których ​​bycie życzliwym lub delikatnym może pozwolić im osiągnąć to, czego chcą.

Nie wiedzą, jak radzić sobie z negatywnymi emocjami. Czują, że świat jest niesprawiedliwy. Myślą, że nikt ich nie rozumie.

3. Jak postępować z osobą pasywno-agresywną?

Pierwszą rzeczą, którą musimy zrobić, to zrozumieć. Zrozumienie podstaw tego zaburzenia może nam pomóc sobie z nim poradzić. Unikajmy poddawania się kontroli osoby pasywno-agresywnej. Musimy wyjaśnić jej konsekwencje jej działań i powiedzieć jasno, że jej zachowanie nie jest dobre, lub że nie jest logiczne.

Musisz być asertywny, wprowadzać ograniczenia, być rozsądnym i proponować bliskiej osobie jak może zachować się inaczej.

Warto powiedzieć wprost:

„Jeśli mówisz do w tak cyniczny sposób, nie będę ci ufał. Musisz mnie szanować.”

„Jeśli jesteś tak negatywny, skończysz zagubiony we własnych lękach.”

„Zamiast zawsze skupiać się na moich błędach i krytykować, powinieneś spróbować zobaczyć we mnie to, co dobre”.


Na podstawie: amelioretasante.com

 


Psychologia

„Albo spędzisz ze mną weekend albo nie masz już tu czego szukać”. Historia o zniszczonych marzeniach i godności, którą łatwo podeptać, gdy ma się władzę

Redakcja
Redakcja
24 lipca 2018
Fot. iStock/Antonio_Diaz

Poznałam ją na zajęciach. Przyszła do mnie na kurs angielskiego, młoda, uśmiechnięta, ambitna i delikatna jednocześnie. Właściwie jeszcze dziecko. Nie zaprzyjaźniła się specjalnie z innymi kursantami, ale też nie izolowała się od nich. Miała poczucie humoru i apetyt na życie, choć niekoniecznie to, które tu zastała. Do Warszawy przyjechała z małego miasteczka, z południa Polski. Najpierw skończyła tu studia, a niedługo potem zaczęła swoją pierwszą, wymarzoną pracę. Wielka korporacja, budge zawieszony na szyi, otwarte przestrzenie i własne biurko, na którym postawiła zdjęcie rodzinnego domu, jej bazy. Jej psychicznej ostoi. Do rodziców wracała tak często, jak tylko mogła. Potrafiła wsiąść w nocny pociąg, z laptopem na kolanach kończyć raporty i tabelki byle tylko za chwile być „u siebie”.

Poza tym, że spełniała swój sen o karierze w stolicy, nie miała sentymentu do tego miasta. Nie zaiskrzyło. Kurs językowy opłacono jej w pracy, jak kilka innych, drogich szkoleń. Praca, a właściwie wysoki biurowiec, był jej całym światem. Wychodziła z domu codziennie punkt 7:30, wracała po 18 -tej. Wyjątkiem były dni, kiedy wieczorem przychodziła na mój kurs. Uczyła się świetnie, zawsze przygotowana, zawsze chętna do udziału we wszystkich ćwiczeniach. Chciała wykorzystać możliwość, którą jej zaoferowano, jak najlepiej się dało.

Z biegiem czasu zaczęło się z nią dziać coś dziwnego. Z lekko nieśmiałej, ale jednocześnie otwartej i uśmiechniętej dziewczyny, jakby uchodziła chęć życia. Z tygodnia na tydzień bladła, szarzała na twarzy. Rzadziej zabierała głos na zajęciach, kilka razy nie przyszła wcale. Zamyślona, rozkojarzona i bardzo spięta – taka się stała.

Pewnego dnia, tuż przed świąteczną przerwą zimową, poprosiłam ją, żeby na chwilę została po zajęciach. Była tak nieobecna, że zgodziła się automatycznie.

Usiadłam blisko niej i zapytałam wprost, czy mogę jej pomóc. Opowieść, okrutna, obrzydliwie smutna popłynęła z jej cichych ust sama. A ona wyglądała tak, jakby każde wypowiedziane na głos zdanie przynosiło jej ulgę, a jednocześnie niesamowicie bolało.

Od początku wyróżnił ją pośród innych pracowników jako najzdolniejszą, „najlepiej rokującą” z młodych. Przydzielał jej zadania, żeby ją wyróżnić, wysyłał na najdroższe szkolenia chwaląc i zapewniając, że czeka ją w firmie naprawdę świetna przyszłość. „W takich pracowników jak ty, warto inwestować. Z tobą warto budować tę markę” – mówił, a ona była szczęśliwa, że tak doceniają jej pracę.

Na początku nie było mowy o seksie czy jakiejkolwiek zażyłości. Za ciężką, solidną pracą naturalnie szły sukcesy i dość szybki awans. Potem sytuacja zaczęła robić się „dziwna”. Przełożony zaczął skracać dystans. Zapraszał ją do siebie do gabinetu i pytał o plany na weekend, zainteresowania, miłość. „Musisz odpoczywać, nie samą pracą człowiek żyje” – powtarzał. I doskonale nią manipulował. Szybko dowiedział się, że nie ma tu nikogo. I to był jego atut. Pracy było coraz więcej, coraz dłużej trzeba było zostawać po godzinach. Choć właściwie „po godzinach” w tej firmie nie istniało. Kto chciał się wykazać był tu jak najdłużej.

Naiwnie wierzyła, że on chce jej dobra. Przestała jeździć do rodziców, bo w weekendy ślęczała nad papierami, doszkalała się na własną rękę. Uzależnił ją od siebie. W to, co do niej mówił, zręcznie wplatał słowa „potrzebuję cię”, „jesteś dla mnie ważna”. W końcu nadszedł ten dzień, kiedy wsunął jej rękę pod bluzkę. Byli sami, przy jego biurku. Zastygła jak sparaliżowana, nie powiedziała ani słowa. Tego popołudnia nie posunął się dalej, ale wieczorem wysłał SMS „Pamiętaj, jeśli chcesz zrobić karierę, musisz dać z siebie naprawdę wszystko”.

Próbowała się oszukać, że to pomyłka, że źle wszystko zrozumiała. Kiedy podczas następnego „sam na sam” dotknął jej uda, wmówiła sobie, że może on się zakochał, a to wszystko jej wina. Ale nie widziała żadnego wyjścia z tej sytuacji. Powiedzieć? Komu? Koleżanki tylko czekają, aż powinie jej się noga. Nieprzyjemna szefowa HR – u jest jego dobrą przyjaciółką, o ile to możliwe w korporacyjnych standardach oczywiście. Zadzwoniła do mamy, ale nie umiała przyznać, co się stało.

Milczała, bladła i myślała, że jeśli będzie pracować jeszcze ciężej, on da jej w końcu spokój. Że musi mu odowodnić ile jest warta jej praca. Ale on posuwał się coraz dalej. Dotykał, wysyłał erotyczne SMS-y, polował na każdą chwilę, w której mógł być z nią sam. Ta sytuacja trwała już dziesięć miesięcy.

W dniu, w którym poprosiłam ją o rozmowę, dał jej ultimatum. Albo pojedzie z nim na weekend albo nie ma czego dłużej szukać w firmie. Bo właściwie, to ona wcale nie jest taka zdolna. Właściwie, to wszystko co umie, nauczyła się od niego i dzięki niemu. Właściwie, to on zadecydował o tym, że kilkanaście tysięcy złotych zainwestowano w jej szkolenia. A poza tym on ma znajomości w innych korporacjach i jeśli chciałaby zmienić pracę, powiedzieć komu trzeba, że nie warto jej przyjmować. Więc chyba wybór jest prosty.

Przerażona zadzwoniłam do przyjaciółki, która doświadczyła podobnej sytuacji. Obie byłyśmy zdania, że gnoja należy jak najszybciej zdemaskować i doprowadzić do jego dyscyplinarnego zwolnienia. Ale Kasia nie chciała walczyć, za bardzo się bała. Stać ją było już tylko na wycofanie się, na poddanie się. W pracy się już nie pojawiła. Jej przełożony chyba się jednak trochę przestraszył, bo umowę o pracę rozwiązano za porozumieniem stron.

Co się stało z Kasią? Wróciła do rodzinnego miasteczka. Założyła tam własną małą firmę i na razie nie myśli o tym, żeby znów przyjechać do Warszawy. Ma w sobie lęk, żal i rozczarowanie, o którym nikomu nie odważyła się powiedzieć.


Zobacz także

Nigdy nie jest za późno by zacząć żyć. Ale jak zostawić kogoś, kto tak kocha i potrzebuje?

Zaufanie czy naiwność? Naucz się ufać zdroworozsądkowo

Zaufanie czy naiwność? Naucz się ufać zdroworozsądkowo

„Wcale nie muszę kupić sobie tego kremu”. Dlaczego to źle, jeśli boisz się swojego partnera