Patronaty

Targi Ślubne WEDDING – czyli najbardziej inspirujący weekend ślubny w roku już w listopadzie!

Redakcja
Redakcja
3 listopada 2016
Fot. Lemonphoto
 

W weekend 19 – 20 listopada, w prestiżowej lokalizacji PGE Narodowy w Warszawie, odbędą się największe w Polsce Targi Ślubne WEDDING. Gościem specjalnym Targów będzie ikona polskiej mody  – MACIEJ ZIEŃ. Pary młode, które odwiedzą Targi Ślubne WEDDING czeka wyjątkowa okazja, aby zostać gwiazdą programu Izabeli Janachowskiej – „I nie opuszczę cię aż do ślubu” emitowanego na antenie TVN Style.

Rekordowa 3 edycja

Organizatorzy Targów Ślubnych WEDDING podkreślają, że program 3 edycji będzie rekordowo wypełniony atrakcjami i niespodziankami z myślą o zapewnieniu 100 % satysfakcji odwiedzającym. Zapewniają, że organizują najbardziej inspirujący ślubny weekend tego roku.

W programie zaplanowano kilkanaście widowiskowych pokazów mody ślubnej i wizytowej – w tym premierowy pokaz Macieja Zienia, który pokaże suknie ślubne na sezon 2017. Swoje unikatowe projekty sukien ślubnych oraz wizytowych pokaże polska projektantka Dorota Goldpoint – w specjalnie przygotowanym na tę okazję widowisku „Ślub na wybiegu”. Odwiedzający Targi będą mieli okazje zobaczyć najnowsze kolekcje sukien: Rina Cossack, Laurelle, Atelier vie de château, Adria, czy Mona Liza. Pokazy poprowadzi Mister Polski – Rafał Maślak.

 

Rafał Maślak zaprasza na Targi Ślubne WEDDING:

Tylko na Targach Ślubnych WEDDING zobaczymy niepowtarzalny występ z gigantycznym kieliszkiem szampana w wykonaniu Pin UP Candy – prekursorki burleski w Polsce, której pokazy zaszokowały nie tylko jury programu „Mam Talent”, ale też widzów w kraju i za granicą.

Na odwiedzających tegoroczną edycję Targów czekają dziesiątki konkursów i setki cennych nagród do wygrania, a także ponad 100 premier produktów i około 300 wystawców, którzy pokażą inspiracje w każdej kategorii od biżuterii, dekoracji, kulinariów przez kosmetyki aż do mody ślubnej zarówno dla niej jak i dla niego. Na 4 tysiącach metrów kwadratowych powierzchni wystawienniczej odwiedzający będą mogli przymierzać, dobierać i przebierać z ogromnej liczby kolekcji mody ślubnej, butów, dodatków. Na gości Targów czekać będą również styliści, fryzjerzy i wizażyści, którzy udzielą praktycznych konsultacji, wykonają próbne makijaże i fryzury.

Fot. Lemonphoto

Fot. Lemonphoto

Gospodynią paneli dyskusyjnych i warsztatów odbywających się podczas Targów będzie Katarzyna Gajek, uznana wedding plannerka gwiazd, kreatorka perfekcyjnych ślubów i wesel m.in. Małgorzaty Kożuchowskiej, Katarzyny Zielińskiej, Marty Żmudy-Trzebiatowskiej czy Lucasa Podolskiego.

Dodatkowo, przez 4 godziny każdego dnia Targów, prawnicy będą udzielać darmowych porad prawnych dla odwiedzających. Nie zabraknie także pokazów barmańskich i tanecznych.

Numer 1 w branży

Targi Ślubne WEDDING odbędą się już po raz trzeci na Stadionie PGE Narodowy. Swoją renomą oraz rozmachem na światowym poziomie wpisały się w kalendarz najważniejszych imprez, dzięki którym tysiące par młodych znajduje wyjątkowe inspiracje i spełnia marzenia o niesztampowym ślubie oraz weselu. Najlepsi wystawcy z branży, ekskluzywne marki ślubne i inspirujące rozwiązania, wszystko to w jednym miejscu w trakcie jednego weekendu, dzięki któremu słowa ślub i wesele nabierają zupełnie nowych znaczeń.

W trakcie Targów uczestnicy będą mogli także skorzystać z licznych promocji i atrakcyjnych rabatów na produkty i usługi prezentowane przez wystawców.

 

 

Zapraszamy na najlepszy weekend ślubnych inspiracji w Polsce. Nie może Was  zabraknąć!

 

O organizatorze Targów:

Organizatorem Targów jest lifestyle’owy magazyn WEDDING, lider na rynku prasy ślubnej, w którym znajdziecie praktyczne porady i wyjątkowe inspiracje dotyczące każdego tematu związanego z organizacją ślubu i wesela. Więcej o magazynie: www.e-wedding.pl

Szczegółowe informacje o Targach Ślubnych WEDDING dostępne są na stronie: targislubnewedding.pl

Patroni medialni: Styl.pl, Ohme.pl, Example.pl, Glamour.pl, Cosmopolitan, Pakamera.pl, Newseria Lifestyle oraz TVN Style.

24.10laner-1000x600px


Patronaty

Miłość na serwisie. Jak naprawić popsuty związek?

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
4 listopada 2016
Fot. iStock / Geber86
 

Prawie każdy związek ma swoje lepsze i gorsze momenty, ale są pary, które w stanie swobodnego spadania tkwią o wiele częściej i dłużej niż w miłosnej euforii i zgodzie.  Taka złamana relacja nie jest już satysfakcjonująca. Ale co zrobić, gdy to nie pora, żeby odejść, bo w sercu nadal tli się uczucie? Naprawić.

Proste. Pytanie brzmi: tylko jak?

Diagnoza upadłego związku

Aby naprawić, najpierw trzeba zdać sobie sprawę z tego, że coś nie działa – i to coś zazwyczaj ma wiele imion. Pierwszym sygnałem, że pora na poważny remont, a nie tylko wymianę zasłonek na te w kwiatki, są częste starcia. Zamiast kochać siebie, cieszyć się sobą, partnerzy skupiają się na pojedynkach o drobiazgi. Drugi sygnał, to uczucia, które was przepełniają. Jeżeli przez większość czasu czujesz się źle, niekomfortowo, a poczucie satysfakcji ze związku bardziej przypomina wspomnienie – pora zacząć działać!

Co ważne, nie wszystkie związki są skazane na rozpad, gdy podupadną w swojej jakości.  Czasem relacja z bratnią duszą jest warta walki ze zwykłym, szarym życiem, które wystawiło was na ciężką próbę. W upadłych związkach nie ma nic złego – pod warunkiem, że to stan przejściowy, który oboje chcecie naprawić – w przeciwnym razie mogą zamienić się w toksyczną relację, taką,  z której trudno się wyplątać, a jeszcze trudniej ją odratować.

Jak reanimować „upadły” związek?

Przede wszystkim, żeby naprawiać – trzeba wiedzieć co się zepsuło…

#1 Zidentyfikuj problem

Albo problemy, bo może się okazać, że trochę się ich nazbierało. I nieważne jak bardzo chciałabyś zadeklarować przed samą sobą, że to już nieważne i wspaniałomyślnie zaczynasz od nowa – jeśli coś się popsuło, bez naprawy nie zadziała. Nie dajcie się zwieść złudzeniu, że problemem w waszej relacji jest niezgaszone światło w łazience. Chcecie ratować związek, musicie zdobyć się na szczerość – przede wszystkim przed samym sobą.

#2 Komunikacja

Nie ma  w tym nic odkrywczego, ale komunikacji nie da się niczym zastąpić. I nie chodzi tylko o to, żeby dyskutować tylko o żalach i pretensjach. Pary, które bez kłopotu komunikują się w codziennym życiu, potrafią rozmawiać „o niczym”, dużo łatwiej komunikują się w sytuacji problemowej.

#3 Wyraź swoje obawy

Nie trzymam ich dla siebie. Nic tak nie  ściąga w dół jak nierozwiązane problemy i żal, który ukisiliśmy w sercu – mówiąc jednocześnie „nic się nie stało”. Prędzej czy później rozczarowanie, frustracja i żal wrócą. Tyle tylko, że mogą schować się za niedokręconym słoikiem dżemu czy zjedzonym samolubnie ostatnim cukierkiem.

Fot. iStock / Geber86

Fot. iStock / Geber86

#4 Zainteresuj się uczuciami partnera

Bo związek to więcej niż ty. Twoje uczucia są tak samo ważne, jak to, co czuje on.

#5 Bawcie się

Znajdźcie dla siebie przestrzeń do zabawy, do miłego spędzenia czasu, zabawy. Zadbajcie o to, by robić wspólnie reczy miłe, które sprawiają wam przyjemność i budują radosne momenty. Nawet te najmniejsze.

#6 Czas dla siebie

Oprócz pracy nad tym co was łączy,  nie zapominaj o tym, czego ty potrzebujesz. Jeżeli nie przepracujesz swoich indywidualnych trudności i zaspokoisz swoich podstawowych potrzeb – praca we dwoje może się okazać wyzwaniem z góry przegranym.

#7 Nie bądź automatem

Postaraj się wyeliminować swoje machinalne reakcje. Wyrazy niezadowolenia, automatyczne odpowiedzi, które już na dobre zagościły w waszej komunikacji. Jeżeli chcecie pracować nad złamanym związkiem, nie dokładajcie sobie nawzajem powodów do kłótni i niezadowolenia. Nic tak nie zniechęca i nie psuje relacji, jak brak postępów – mimo włożonej pracy. A właśnie tak zakodowane w głowie „zniechęcenie”.

#8 Nie bój się powiedzieć, co nie działa

Bo bez tego nie ruszycie z miejsca. Jeśli kochacie – walczcie o siebie. Bo nawet upadły związek, nadal ma swoje skrzydła. Gdy o nie zadbać we dwoje, mogą was jeszcze wysoko unieść.


Patronaty

Jak już mieć pecha to na całego! O tym, co wczoraj mi się przytrafiło i dlaczego Oscara dostać powinnam

Anika Zadylak
Anika Zadylak
3 listopada 2016
Fot. iStock / Don Bayley

Nóż mi się w kieszeni otwiera, gdy słyszę, że ktoś nie lubi poniedziałku. Jakby plagę egipską czy innego pecha można było mieć tylko wtedy. I oczywiście idąc za myśleniem tłumów w dniu wczorajszym, czyli środę, straciłam swą czujność. Bo przecież to nie początek tygodnia, więc dlaczego cokolwiek miałoby pójść nie tak? Co prawda już poranek był nieco ekscentryczny, gdy  pewien pan przywożący sąsiadce dary natury ze wsi, czyli mleko, sery i jaja, pomylił domofony. I podczas dyskusji, jaka się między nami wywiązała, zamiast „weganka” usłyszał „Marsjanka”. Głośno się potem dziwił, że my tam u siebie jajek nie jemy. Ale za to serdecznie witał na planecie ziemia. Podbudowana zatem życzliwością ludzką, ubrałam się pięknie. Wszak znowu przecież ani taka stara, ani najbrzydsza nie jestem i myślę: – Ruszę w miasto, załatwię to i owo. Pogoda pod psem, choć nigdy tego przysłowia nie rozumiałam, bo co wspólnego ma deszcz i wichura z zaglądaniem pod psa, ale ok. Nie czepiam się, w końcu nie z tej planety ponoć jestem. Nie muszę znać i rozumieć, wszystkich obyczajów tutejszej ludności.

Pierwszy zaczął mój syn. Zaraz jak tylko wyszliśmy i poczuliśmy znajomy zapaszek na klatce schodowej. Odkąd tu bowiem mieszkamy, czyli miesiące już ponad dwa, codziennie czuć kapustę kiszoną. Mi to osobiście zwisa, co tam kto gotuje. Sama w planach miałam dziś kotlecik z ciecierzycy i sałateczkę ze wspomnianego warzywa. Ale mój syn strzelił wykład o tym, że ile można jeść sam bigos czy kapuśniak. – A może tam mieszka ktoś, kto ją kisi mamo? Wiesz, kiedyś w takim filmie widziałem, normalnie się w beczce depcze tę kapuchę! Zjadłabyś suróweczkę spod cudzych stóp? Myślisz, że je najpierw myją? Dobra, plan z obiadem szlag trafił.  Myślę sobie też, że niezła z nas rodzina. Matka z księżyca, a syn się w czasach zamierzchłych zatrzymał. Wychodzę sobie spokojnie, proszę ja was na podwórze i słyszę awanturę. Pani od kotów nasza osiedlowa żywo dyskutuje z sąsiadem, któremu chyba nawet własna małżonka nie pasuje. O budkach dla kociaków, które są u nas dokarmiane. – Weź im pani jeszcze centralne ogrzewanie podłącz, bo przecież nie będą sobie hrabięta w piecu same palić. I koniecznie sweterki i gacie na drutach im zrób, żeby im dupy nie zamarzły. Myślę sobie: „nawet się nie zatrzymuję”, prę do przodu, nie wchodzę w tę dyskusję. Bo tam za rogiem pewnie jest już inne, lepsze życie. Nikt się z nikim nie kłóci, nie miesza w garze kwaśnicy, nikt nikomu pod ogon nie zagląda. Wybiegam więc i jeb z liścia! Dosłownie, bo przecież jesień, wieje strasznie i wszystko fruwa. Niestety, nie miałam tyle szczęścia co inni, i przysłowiowy „liść” był w postaci przyklejonej do mojej twarzy reklamówki. Szybka reakcja. Szach mat, ściągam to z siebie, upycham na prędko w kieszeni, bo innego pomysłu chwilowo nie mam. Ważne, że nikt nie widział, myślę i klnę w duchu, po czym czuje zimno. Zimno, mokro, ciężko jakoś tak dziwnie.

No żesz k*rwa  jego mać! Moja piękna, nowa kurteczka i seksowne buciki, można sobie wsadzić, bynajmniej nie w kieszeń. Bo oto, przejeżdżający niedaleko mnie typek z impetem rozjechał błotną kałużę i całą jej zawartość postanowił zostawić na mnie. Pewnie, jasne, czemu nie! A co to, Woodstock i kąpiele błotne to tylko w Kętrzynie u Owsiaka? Po co, jak można tu i teraz! Cieknie mi z rękawów, z butów się wylewa. Z godnością jednak  wycieram się tu i ówdzie i już myślałam, że nikt znowu nie zauważył, gdy słyszę: – Może ci pomóc, Anika? Gdyby w tym momencie rozdawali nagrody dla aktorów pierwszoplanowych, Oscar byłoby za mało. Bo oto stoję mokra i brudna i czuję, że zbliża się najgorsze. Przypomina mi się bowiem w ułamku sekundy, ile lakieru do włosów jest na mojej głowie, żeby przyklepać grzywę. Najpierw jednak jeszcze przez chwilę walczę. Udaję, że on, Boski Ku*wa On, ten sam, za którym wzdycham od dawna, się pomylił. Że to nie ja, że deszcz mu oczy zachlapał, że nigdy mnie w tym miejscu o tej porze, nie było. Widzę, że nie działa, bo patrzy na mnie dziwnie i nerwowo się uśmiecha. Ucieczka! No przecież! Uciekniesz, a potem znikniesz na chwilę, aż zapomni. Albo się wyprzesz! My kobiety jesteśmy w tym mistrzami przecież. Niestety, nieubłagany czas się kończy i czuję, jak dzieje się dramat. Bo oto wicher, stawia mi na głowie tę cholerną grzywę. I to do pionu. No teraz to wyglądam, myślę, teraz to już pozamiatane. Wyciągnę lepiej z kieszeni tę reklamówkę, co mi się niedawno do twarzy przykleiła i lepiej sobie ją na łeb wsadzę.

Niestety, on bierze mnie pod ramię i mówi, że odprowadzi  do domu. Myślę sobie, może go zapytam, czy on by mi tego w sobotę wieczorem nie mógł zaproponować. Bo wtedy z nienagannym makijażem, znieczulona  winem ochoczo się zgodzę. Bo teraz to niekoniecznie, trochę jakby się nie wstrzelił w sytuację. A pogorszyć bym tego nie chciała.

A co może być jeszcze gorszego kretynko, kończę swój wywód myślowy, bo oto czuję pod nogą, coś dziwnie miękkiego. Jezusie – prawie krzyczę – dobra już, uwierzę w ciebie, tylko przestań  się znęcać. Niestety, to on nie uwierzył w me obietnice. I to miękkie coś, było tym, o czym od razu wiedziałam, że jest. I teraz tak. Kątem oka widzę, że on tego nie dostrzegł, więc stoję w bezruchu, żeby smrodu nie roznieść. Usiłuję się grzecznie pożegnać, nawet jakoś tak uśmiechnąć, żeby w miarę normalnie wyglądało. I ręką niby, że nie specjalnie, chcę tę grzywkę ugłaskać. Ale oporna franca taka, prędzej ją połamie i z łysym placem zostanę, niż położę. On chyba to zauważa, coś tam rzuca, że też się spieszy. I, że może jeszcze mi w czymś pomóc. Myślę sobie: „Stary serio??? Co mam ci powiedzieć, że bądź jak ten książę z Kopciuszka. On jej bucik znalazł, a ty mi możesz patyczkiem,  z gówna oskrobać? No bez jaj”.

Wracam do domu, dzieci pytają, czy mnie tir przejechał. I co tak śmierdzi gorzej niż ta kapucha z rana. Więc milcząc i cuchnąc znikam w łazience i patrzę w lustro. Płaczę. I tak mam całą mordę brudną, odkręcam więc kurki i nalewam wody do wanny. Kładę się. Nie myślę o tym, co mnie spotkało w tenże nie poniedziałek. Zapomną, ja zapomnę. On też zapomni i będzie jeszcze pięknie, jeszcze to zaaranżuję, zrobię na nim wrażenie. No i zrobiłam. Gówniane. Bo oto nadszedł SMS od Boskiego : „Nie przejmuj się Ani. Każdemu się zdarzy w kupę wdepnąć”.


Zobacz także

Pacjenci walczą o zdrowie – Choroba to nie wyrok!

LADIES DAY – wyjątkowe wydarzenie dla kobiet we Wrocławiu. Serdecznie zapraszamy

Wielka Wymiana Kontaktów

Ostatnia Łódzka Wielka Wymiana Kontaktów w tym roku!