Macierzyństwo

Kobieto, jesteś dobra, empatyczna i wyrozumiała. Stop – właśnie to może być przyczyną twojego nieszczęścia

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
26 września 2022
fot. stock_colors/iStock
 

Czy wiesz, że twoje dobro, gotowość niesienia innym pomocy oraz wyrozumiałość i empatia mogą ci szkodzić? Brzmi nieprawdopodobnie!? A jednak! Czy wiesz, że te wszystkie wspaniałe cechy mogą cię po prostu unieszczęśliwiać? Zwłaszcza, jeśli nie potrafisz stawiać granic. Dlatego sprawdź, czy podczas dbania, nie naruszasz granic partnera? Sprawdź, czy będąc empatyczną, nie szukasz na siłę dobrych motywów działań krzywdziciela? A w końcu sprawdź to najtrudniejsze – czy pozwalanie partnerowi na notoryczne krzywdzenie cię, nie przynosi ci poczucia bycia lepszą, wrażliwszą i bardziej empatyczną? Jeśli na któreś z tych pytań odpowiedziałaś „tak” – uważaj, bo możesz sabotować w ten sposób swoje szczęście.

1. Dbanie jako forma przemocy

Oczywiście, że dbanie o partnera w związku powinno być czymś naturalnym. Ale jeśli kobieta zaczyna grać rolę nie „kochanki-partnerki”, ale „matki-opiekunki”, dynamika związku zaburza się. Facet zostaje zredukowany do roli „synka”, który potrzebuje opieki mamusi. Wszystko ulega zaburzeniu. Niektóre kobiety są mistrzyniami w zalewaniu swoich partnerów opiekuńczością. Potrafią wtrącać się dosłownie we wszystko: w prowadzenie firmy, w sposób ubierania się, dobór przyjaciół. Oczywiście, że robią to w poczuciu słuszności swojej motywacji. Bo na pozór wygląda to sensownie.

Facet, który zapomina płać ZUS? No aż prosi się, by żona mu przypominała. Facet, który na spotkania biznesowe zakłada wczorajszą poplamioną koszulę, znów – nie można się powstrzymać przed podaniem czystej i wyprasowanej. Ale czy wiesz, że przesadne opiekowanie się facetem to jednak dla niego spora presja? Że to subtelna przemoc oraz forma sprawowania kontroli? Taka w białych rękawiczkach, bo przecież w dobrej wierze i z dobrymi intencjami. On jest osobą dorosłą. Nie jest twoim dzieckiem. Powtarzaj to sobie, kiedy znów podkusi cię coś do podejmowania interwencji w jego sprawie.

2. Wyrozumiałość jako sabotowanie siebie

Jeśli ktoś robi ci krzywdę, a ty ciągle go usprawiedliwiasz, bo jesteś tak empatyczna. Potrafisz np. zrozumieć, że partner, który kiedyś był zdradzany przez byłą żonę, nie potrafi poradzić sobie z zazdrością wobec ciebie. Dlatego akceptujesz to, że on chce przeglądać twój telefon komórkowy oraz lubi wiedzieć, z kim i dokąd wychodzisz. A potem jeszcze lubi sobie to sprawdzić, przyjeżdżając nieoczekiwanie na twoje spotkanie. Tak, niby to jest logiczne i racjonalne. Ale czy wiesz, że czasem twoja wyrozumiałość i empatia, bez poszanowania własnych granic, może działać przeciwko tobie? Jak autosabotaż. Widząc tylko dobre motywy działań u bliskich ludzi, możesz usprawiedliwiać ich krzywdy w stosunku do siebie. Jeśli robisz to notorycznie – takie działania ci po prostu nie służą.

Oczywiście traumy z przeszłości na pewno mają wpływ na to, co teraz robi twój partner. Niezależnie od tego, czy doznał ich w poprzednich związkach, czy też w dzieciństwie od swoich rodziców. Ale on jest już dorosły! To jego obowiązkiem jest radzenie sobie ze swoimi emocjami. Ty nie musisz wszystkiego rozumieć i wybaczać.

3. Empatia jako naiwność

Myślisz, że u podstaw działań każdego człowieka są tylko dobre intencje, które po prostu czasem zmieniają się w szkodzące innym czyny? Wierzysz, że każdy człowiek jest z gruntu dobry? Niestety, mamy dla ciebie złą wiadomość – jesteś w błędzie! Niestety na świecie istnieją też jednostki zaburzone, którym przyjemność sprawia krzywdzenie i manipulowanie innymi. Tacy ludzie stawiają swoje interesy ponad twoimi. Są mili i przyjaźni, ale tylko do momentu, do którego jesteś im potrzebna. Wiemy, niestety bardzo trudno w to uwierzyć i się z tym pogodzić. Ale im bardziej naiwna jesteś – tym oni bardziej do ciebie lgną. Czują, że dasz się wykorzystać. Czują, że mogą od ciebie brać i krzywdzą cię bez specjalnego celu. Nie mają głębszej refleksji, ponieważ brakuje im empatii i realnego wglądu w siebie. Mało tego, wierzą, że to oni mają rację, że to oni są biedni i poszkodowani.

4. Cierpienie jako trampolina dla podziwu

Jeśli godzisz się na związek, w którym jesteś notorycznie raniona… Jeśli pozwalasz się dręczyć… Jeśli cierpisz, płaczesz i potem opowiadasz o tym przyjaciółkom, które otulają cię swoją mądrością, pomocą, radami… Jeśli ich nie słuchasz, tylko dalej z niejasnych dla siebie przyczyn tkwisz w tym toksycznym związku, warto byś się zastanowiła: czy poczucie bycia ofiarą – nie jest dla ciebie – wygodne?

Wiem, że brzmi to absurdalnie. Wiem, że może wydawać ci się niesprawiedliwe albo nawet brutalne. Ale uwierz, część kobiet naprawdę czerpie satysfakcję z tego, że są tak dobrymi osobami, mimo krzywd, które na nie zsyła świat.

Dzięki temu mogą opowiadać ludziom o swojej wspaniałomyślności, krzywdach i dobroci. Świat oczywiście to podziwia, bo widzi w nich osoby pokrzywdzone. A one wtedy czują się nagrodzone i dlatego nie chcą niczego zmieniać. Wolą tkwić w toksycznej relacji, dzięki której dostają od innych ludzi podziw i wsparcie.


Macierzyństwo

7 rzeczy, których możemy (i musimy) nauczyć się od dzieci

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
26 września 2022
Fot. iStock

Zdecydowanie zbyt często mówimy o edukacji w kontekście przekazywania wiedzy o świecie dzieciom przez dorosłych, a zbyt mało o procesie zachodzącym w drugą stronę. A przecież od dzieci możemy –  a nawet musimy ­– każdego dnia uczyć się wielu cennych rzeczy.

Czas więc wyjść z powszechnej roli wszystkowiedzącego dorosłego i nieomylnego nauczyciela, a w zamian wejść w rolę ucznia i otworzyć się na to, co możemy zyskać naśladując w niektórych kwestiach nasze pociechy.

Beztroska

Dzieciaki cieszą się tym, co dzieje się tu i teraz, nie hamują swojej radości roztrząsając minione wydarzenia, nie układają w głowie planów i list rzeczy, które trzeba zrobić kolejnego dnia (bo inaczej świat się zawali). Są pełne beztroski, o której dorośli już dawno zapomnieli i która… wielu z nas przeraża! Bo jakże to tak, dać się ponieść zabawie i radości, przestać kontrolować wszystko dookoła? A może właśnie trzeba, może powinniśmy czasami zapomnieć o byciu statecznym, ważnym i poważnym i po prostu cieszyć się życiem?

Wytrwałość

Wytrwałość w życiu dzieci jest ogromnie ważna – spójrzcie chociażby na malucha, który uczy się stawiać pierwsze kroki. Nieustannie przewraca się, potyka, potrzebuje wsparcia i pomocy, a pierwsze dystanse pokonuje krokiem chwiejnym i niepewnym. Mimo tego wszystkiego uparcie dąży do samodzielności i realizuje swój cel. Warto wziąć z dzieciaków przykład i nie poddawać się zbyt wcześnie – może nie od razu, może nie bardzo szybko, ale w końcu nasze wysiłki i starania przyniosą realne efekty.

Radość z małych rzeczy

Dzieci potrafią bawić się kawałkiem starego materiału lub znalezionym w parku patykiem niczym najdroższą zabawką. Uśmiech wywołuje u nich tęcza na niebie, skoki przez kałużę i napotkana przypadkiem biedronka. Nie szukają niczego więcej w danej chwili, nie myślą, że można lepiej, nie chcą udoskonalać czegoś, co jest wystarczające dobre i daje im satysfakcję. Ta umiejętność dzieci do tego, by cieszyć się nawet najmniejszymi drobiazgami, godna jest pozazdroszczenia i naśladowania.

Otwartość w wyrażaniu swoich potrzeb

Na pewno nie raz doświadczyliście zdecydowanego dziecięcego „NIE”, radosnego rzucenia się na szyję czy niepohamowanego wybuchu śmiechu. Najmłodsi nie odkładają swoich emocji na później, jeśli coś czują lub potrzebują w danym momencie, nie boją się wyraźnie poinformować o tym wszystkich dookoła. Są blisko tego, co w danym momencie odczuwają i czego chcą, choć nie zawsze potrafią to nazwać i dokładnie określić.

Szczerość

W dziecięcym wydaniu potrafi być wręcz brutalna i nie oszczędza nikogo, ale to niezwykle cenne i oczyszczające. Ile razy musisz gryźć się w język, by nie powiedzieć tego, co naprawdę myślisz? Jak często używasz utartych formułek, zamiast otwarcie podzielić się szczerymi przemyśleniami i odczuciami? Może zamiast nieustannie udawać i ubarwiać rzeczywistość, warto zdobyć się na odwagę i głosić prawdę?

Marzenie o tym, co małe i wielkie

Nie ma większych marzycieli od dzieciaków! Marzą o tym, by na drzewach rosły żelki, by święty Mikołaj przyniósł im wymarzony prezent, by w przyszłości zostać piratem, piosenkarką albo kierowcą Formuły 1. Te marzenia są piękne i niczym nieograniczone, mają szansę zamienić się w późniejsze pasje i konkretne cele (może poza tymi żelkami – niestety nie chcą rosnąć na drzewach). Nie bójmy się marzyć i dajmy ponieść się fantazji, to pierwszy krok do tego, by zdefiniować samych siebie i określić nasze potrzeby. Z marzeń wyrosnąć mogą przecież realne efekty.

Spontaniczność

Jest bodziec – jest reakcja. U dzieciaków to niezwykle proste. Nie ma kalkulacji, oglądania się na to, co powiedzą inni, czy wypada, czy można. Plany są po to, aby je zmieniać w zależności od tego, co życie przyniesie, nigdy odwrotnie. W nas także powinno być więcej takiej spontaniczności, elastyczności i zdolności do modyfikowania celów i codziennych obowiązków – pranie nie ucieknie, możliwość zdobycia wyjątkowych doświadczeń czy spotkania z interesującym człowiekiem może się nie powtórzyć!

FB/ohmepl


Zobacz także

Kiedy TAK zmieniam w NIE

O tym, jak powinna wyglądać extra szkolna stołówka

Czy rycerze i księżniczki zawsze muszą być symbolem dobra, a smoki symbolem zła?