Lifestyle Macierzyństwo REPORTAŻ

„Uważaj, bo porwę ci Fabiana” – takie przysyłał SMS-y. Wszyscy o tym wiedzieli, nikt nic nie zrobił

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
27 listopada 2015
Fot. iStock / zmeel
 

Kilka miesięcy temu powiedziała: „Boję się, że on zrobi coś mojemu dziecku, ale nie chcę uciekać, jak jego była żona i dorosłe dzieci. Chcę żyć normalnie. Nie pozwolę się zastraszyć”.

Dzisiaj ojciec Fabiana jest poszukiwany. Dzisiaj wszystkie media chcą pomóc załamanej matce 3,5 letniego Fabiana, która od wielu miesięcy obawiała się tego, co wydarzyło się kilka dni temu. Już wtedy bała się, że jej syn zostanie porwany przez ojca.

„Mamusia bije Fabianka? Mojego kochanego synka bije, tak?”

Ojciec Fabiana jest świetnym manipulantem. Na Facebooku ma swoich zwolenników. Wielu kibicowało ojcu, by ten mógł odzyskać syna „katowanego” przez matkę. Wśród nich byli też tacy, którzy mamie Fabiana, pani Anecie życzyli wszystkiego najgorszego. Gdy trafiłam na tę historię coś mi w niej nie pasowało. Ojciec, który umieszcza zdjęcia syna sugerując, że matka się nad nim znęca. Na jednym z opublikowanych filmików pytał Fabiana: „Mama cię bije Fabianku? Tak? Mamusia bije Fabianka? Mojego kochanego synka bije, tak?”. Dwuletni chłopiec płacząc powtarzał za ojcem „tak”. Zrobiłam eksperyment na synu mojej siostry. Spytałam: „Tymek, tata zjadł ci wafelka, tak? Zjadł ci?” I Tymek, wtedy w tym samym wieku co Fabian, odpowiadał „tak”, choć żadnego wafelka nie było i nikt go nie zjadł.

Kilka miesięcy temu pisząc o tej sprawie rozmawiałam zarówno z mamą jak i ojcem Fabiana. Ojciec chętnie przesłał mi wszystkie pisma, badania, opinie różnych  specjalistów. Miało to być dowodem na to, że dziecko jest bite, a jego matka poważnie chora i niezdolna do zajmowania się synem. Żaden z tych specjalistów nigdy nie spotkał się ani z dzieckiem, ani z jego matką. Opinie wydawali na podstawie zdjęć i kręconych przez ojca Fabiana filmików.

Mężczyzna miał ograniczone prawa rodzicielskie. Mógł widywać się z synem tylko w obecności kuratora. Zarzucał, że wszystkie instytucje – urzędy, sądy, są w zmowie przeciwko niemu.

„Jak byłam w ciąży, przystawiał mi broń do głowy”

Kiedy historia Fabiana została opublikowana, do redakcji zaczęły spływać maile. Niezbyt miłe. Mówiące o tym, że pokazujemy zakłamany obraz ojca Fabiana, który w końcu chce wszystkiego co najlepsze do swojego dziecka. – „Jesteście poj**ani. Zobaczycie”. Nikt nie skomentował tego, co mówiła pani Aneta: „Jak byłam w ciąży, przystawiał mi broń do głowy. Pobił krótko po urodzeniu syna. Musiałam uciekać”.

Później miałam okazję rozmawiać z psychologiem, który na wniosek Rzecznika Praw Dziecka była w domu Fabiana. Psycholog poznała jego matkę, miała okazję przez kilka dni obserwować ich relacje. Powiedziała mi: „W domu nic złego się dziecku nie dzieje. Matka kocha syna nie robi mu żadnej krzywdy, ale jest tak zastraszona… boję się, że coś złego się tam stanie”.

I stało się. 24. listopada zamaskowani mężczyźni wyrwali z rąk matki dziecko i porwali je. A ona przecież mówiła: „Nie chcę uciekać, boję się tylko, że on coś zrobi mojemu synowi. On ma potrzebę posiadania. Władzy. Udowadniania, że to jego będzie na wierzchu. Tu nie ma miłości. Gdyby kochał, nie robiłby tego swojemu synowi”.


 

Internauci związani z ojcem chłopca bez skrępowania gratulują mu porwania dziecka. | Fot. Screen z profilu ojca chłopca na Facebooku

Internauci związani z ojcem chłopca bez skrępowania gratulują mu porwania dziecka. | Fot. Screen z profilu ojca chłopca na Facebooku


„Wszyscy przyczynili się do porwania Fabianka”

– Dlaczego dopiero teraz media chcą mówić o tym, co zrobił ojciec Fabiana? – pyta pani Aneta.  –Przez tyle lat nikt mi nie pomógł, nikt nic nie zrobił. On wszystkie urzędy, sądy obrzucał błotem,  a oni nie reagowali.  Tak naprawdę wszyscy mu pomogli.

Gehenna Pani Anety i jej syna trwała, ostatnio było coraz gorzej. – Przez cały maj nie chciał oddawać dziecka po spotkaniu. Uciekał z Fabianem przed kuratorem. Mężczyzna zarzucał pani Anecie ograniczenie możliwości spotkań z dzieckiem – W ostatnich miesiącach mógł się widzieć z Fabiankiem tylko w soboty. Raz w tygodniu, bo w przedszkolu nie pozwalał dziecku normalnie funkcjonować. Wysyłał nieprzyjemne pisma. Zaniósł też wszystkie filmy, oświadczenia, opinie na mój temat. Przygotowałam pismo o utrudnianiu edukacji dziecka. Pani dyrektor napisała, że nie widzi podstaw do potwierdzenia tego, że biję dziecko. Zaniosłam to wszystko do sądu i stąd ograniczenie spotkań z Fabianem. Fabian nie chciał do niego chodzić. Mówił, że tata krzyczy i nie chce oddać do mamusi. Nie mogłam, tak jak kiedyś rocznego, płaczącego dziecka dać ojcu. Nie mogłam już na siłę założyć mu butów i przekazać ojcu. Uszanowałam jego wolę. Robiłam tak, jak każdy mi powtarzał: „Dobro dziecka jest najważniejsze”. Kuratorowi mówiłam: „Fabian jest przygotowany, ale nie chce iść”.

Fot. iStock / Alfonso Cacciola

Fot. iStock / Alfonso Cacciola

„Uważaj, bo go porwę…”

Nikt nie reagował na wołanie o pomoc pani Anety. Media opisywały sytuację, kiedy ojciec Fabiana robił wokół siebie większy szum niż zazwyczaj. Pretekstem była choćby pikieta pod urzędem w Radomiu.  – Chwilę się zainteresowali, ale nikt później już nie widział, że moje życie nadal wygląda tak samo. Że ja nadal chodzę do prokuratury i mówię, że ojciec Fabiana mnie nęka, że boję się o dzieci, że są mi wysyłane SMS-y: „Uważaj, bo porwę ci Fabianka.”. Przecież te SMS-y widział kurator rodzinny, pisał o nich w wywiadach. Wszyscy o tym wiedzieli, ale nikt nic nie robił. A teraz już na wiele rzeczy jest za późno. Tylko ja wciąż nie mam dziecka, wciąż nie wiem, gdzie ten „fantastyczny” tata przebywa. Nie chce się ujawnić. Nie chce współpracować z policją.

Facebook grzmiał. „Co za sz**ta bije swoje dziecko”, „Niech jej ktoś wpie***li”. – Drukowałam to wszystko, zanosiłam do prokuratury. Mówiłam, że odbył się na mnie lincz społeczny, ale nikt na to nie zwracał uwagi. Kiedy w piśmie o nękaniu napisałam, że każdy na Facebooku dzięki ojcu Fabiana może się dowiedzieć, gdzie mieszkam, co robię i gdzie pracuję, dostałam odpowiedź: „Nie stwierdzono czynu zabronionego”. Oni doprowadzili do tego co się stało, pomogli mu nie stawiając żadnych zarzutów, wręcz przeciwnie – wszystko umarzając. Tylko teraz ja Fabianka nie mam, nie wiem gdzie jest, co on z nim robi, a oni wszyscy trzymają się za głowy i myślą co jeszcze teraz mogą zrobić. Za późno…


 

Internauci związani z ojcem chłopca bez skrępowania gratulują mu porwania dziecka. | Fot. Screen z profilu ojca chłopca na Facebooku

Internauci związani z ojcem chłopca bez skrępowania gratulują mu porwania dziecka. | Fot. Screen z profilu ojca chłopca na Facebooku


 „Każdy mówi: będzie dobrze. Kiedy? Za pięć lat, jak syn nie będzie mnie już pamiętał?”

Najgorsza jest bezradność. – On mówił, że tylko wziął dziecko na badania. To jakim cudem znaleźli się podejrzani i aresztowani, którzy w tym uczestniczyli? To jest porwanie, które było planowane od dawna. Czuję się beznadziejnie, mam coraz mniej wiary, bo z każdą kolejną godziną nic się nie dzieje. Gdyby jeszcze ktoś dał nadzieję, że jest jakiś ślad. A tu nie ma nic. Nie mam dziecka. To, że ktoś napisze, że widział Fabiana, że jest zdrowy, to ja w to nie wierzę, bo może chce tylko zmylić trop.

Pozostaje czekanie, to najgorsze, kiedy nic nie można zrobić. – Muszę czekać na telefony, na jakąś wiadomość , to jest najbardziej dobijające. Każdy mówi będzie dobrze, a ja się pytam: kiedy? Za dwa lata, może z pięć, kiedy Fabian już nie będzie mnie pamiętał? Wierzę w to, że mój syn się odnajdzie, że go zobaczę i przytulę do siebie.

Na Facebooku: „Brawo”, „Gratulacje za odwagę”, „W końcu Fabianek będzie szczęśliwy, bo tatuś już go ma przy sobie”…

Nie bądźmy ślepi głusi. Łatwo wydaliśmy wyroki? Nie pomogliśmy wcześniej? Internet ma potężną moc, czynienia zła lub dobra. Pomóżmy teraz odnaleźć Fabiana.

8463922-poszukiwany-chlopiec

Fot. Childalert.pl

 

 


Lifestyle Macierzyństwo REPORTAŻ

Bądź szalona i zatańcz w deszczu. Tydzień trzeci, dzień #5

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
28 listopada 2015
Fot. iStock / JoseASReyes
 

Dziś sobota, większość z nas nie musi wskakiwać w uniformy i kołnierzyki. Wykorzystajmy to. Kiedy ostatni raz pozbyłaś się poważnej dorosłości? Wyzwanie na dziś to szaleństwo i spontaniczność. Planujesz sprzątanie? Świetnie, włącz głośno radio i odśpiewaj ulubioną balladę Roxette do mopa! Albo wystrój się i umaluj – tak dla zabawy. Śmiej się, żartuj, zrób komuś drobnego psikusa. Skacz po kałużach. Cokolwiek. Poczuj się dzisiaj jak dziecko, zrób coś bez tych wszystkich ograniczeń i zasad. 

„Sztywno” – dziś wypada ze słownika. Wychodzisz? Masz ochotę nucić pod nosem ulubioną muzykę? Wiesz, co robić.


Akcja „Bądź dobra dla… siebie”

Dołącz do nas i codziennie zrób coś dobrego dla siebie! To może być drobiazg albo marzenie życia. Godzinna w domowej wannie, 5 minut na wypicie kawy bez pośpiechu, czy zapisanie się na siłownię, a może kupno książki dla siebie na wieczór? To zależy tylko od ciebie.

ZASADY:

  1. Redakcja Oh!me codziennie opublikuje wpis pod hasłem akcji „Bądź dobra dla… siebie”.
  2. Aby wziąć udział w akcji, należy w komentarzu do wpisu opublikowanego na stronie ohme.pl dodać odpowiedź na zadanie konkursowe: „Co dobrego dziś dla siebie zrobiłaś?”
  3. Wśród osób, które będą regularnie zamieszczały komentarze z odpowiedziami, wybierzemy odpowiedzi, które najbardziej się spodobają się Jury i nagrodzimy je!
  4. Akcja będzie odbywała się w cyklach tygodniowych (Drugi trzeci: 24-30.11.2015). Po każdym zakończonym tygodniu, Jury wybierze Laureatki.
  5. Jedna osoba może wygrać jedną nagrodę.
  6. Nagrody – tydzień trzeci:
    2 x  Sesja coachingowa ze specjalistką – Karoliną Cwaliną – przeczytaj więcej na Sexy zaczyna się w głowie.

Każdego dnia należy umieszczać komentarze pod aktualnym wpisem – nie przegap naszej zabawy i śledź nas na Facebooku. Zacznij już dzisiaj i napisz w komentarzu do tego tekstu – co dobrego zrobiłaś dziś dla siebie.

Tydzień trzeci – zobacz wszystkie zadania


Lifestyle Macierzyństwo REPORTAŻ

7 kroków do lepszego jutra. Nauka pozytywnego myślenia – odrzuć to, co cię blokuje!

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
27 listopada 2015
Fot. iStock / Jason Doiy

Jak często gdzieś z tyłu waszej głowy rozbrzmiewa ten dziwny, dołujący głos, mówiąc: „nie, to się nie uda, nie dam rady” lub „nie jestem tego warta”? Czy słysząc komplement, zdarza wam się pomyśleć „to chyba nie o mnie, a jeżeli o mnie to chyba ironicznie…”? Jeśli negatywne myślenie stanie się naszym przyzwyczajeniem, dość trudno się go pozbyć. Ale przecież, dla chcącego nic trudnego… Na wieczne marudzenie też znajdzie się odpowiednia metoda. Wystarczy wziąć sobie do serca te kilka prostych porad.

Jeśli czujesz, że negatywne myśli zbyt często cię blokują i sprawiają, że zaczynasz rezygnować z planów i spraw, na których ci zależy, zatrzymaj się. Złap oddech i…

1. Popracuj nad językiem ciała

Usiądź swobodnie przed lustrem i spójrz na swoje odbicie. Zwróć uwagę na to, czy się garbisz czy kulisz w sobie. Jeśli tak, otoczenie też prawdopodobnie postrzega cię jako osobę wycofaną, zachowawczą i skłonną do negatywnego postrzegania i siebie i świata. Twój język ciała zdradza tajemnicę twojej niskiej samooceny i braku pewności. Spójrz jeszcze raz: czy czujesz, że bije od ciebie rezygnacja? Nic dziwnego, że masz złe myśli. Więc teraz przede wszystkim wyprostuj się i uśmiechnij. Postaraj się, by ten uśmiech gościł jak najczęściej na twojej twarzy. Nie bój się sztuczności, czy bycia śmieszną. Lepiej być przez chwilę śmiesznym niż nie śmiać się wcale, prawda? O, widzisz już dużo lepiej.

2. Przegadaj to

Twoje negatywne postrzeganie świata może wynikać z tego, że nie uwolniłaś się od trudnych emocji, że chowasz przed wszystkimi swoje problemy. Próbujesz dać sobie radę sama? Jeśli nie wychodzi, to nie dlatego, że z tobą jest coś nie tak, to nie jest kwestia twojej słabości. Po prostu razem o wiele łatwiej znaleźć dobre rozwiązanie. Spróbuj się otworzyć. Bliska osoba, przyjaciel, terapeuta – oni są także po to by cię wysłuchać i wspierać w tych trudniejszych momentach. Zamień to co czujesz w słowa, to pomoże ci zmienić nieco perspektywę, a może także rozwiązać twój problem? Szczęśliwy finał skomplikowanej, życiowej sytuacji pomoże ci przerwać to koło negatywnego myślenia.

3. Wprowadź do swojego życia kolory

Wierzcie lub nie, istnieje zależność między  zastosowaniem przez was (w ubiorze, otoczeniu) odpowiednich kolorów a podejściem do życia. Osoby o skłonnościach do pesymizmu znacznie częściej zakładają ubrania w beżowych i ciemnych odcieniach. Osoby nastawione pozytywnie wybierają jasne lub żywe barwy. One napawają optymizmem i dają radość.
Przywróćcie więc kolory do swojego życia. Spokojnie, na początek – tylko na talerzu, w postaci kolorowych warzyw i owoców. Dieta bogata w witaminy ma olbrzymie znaczenie w leczeniu stanów depresyjnych, w twoim wypadku również zbawiennie wpłynie na stan ducha.

4. Porządkuj swoje myśli

Zwolnij. Zacznij przeznaczać choć kilka minut dziennie na „wyłączenie się””a potem ułożenie swoich myśli od nowa. Wyobraź sobie, że twój umysł to wielka szafa. Musisz w niej uporządkować swoje myśli jak przedmioty codziennego użytku: te mniej ważne i te bez których trudno się obejść. Zastanów się nad priorytetami, wartościuj swoje myśli. I zacznij odrzucać te, które ciągną cię w dół. Po prostu : zacznij oczyszczać swój umysł.

5. Bądź kreatywna

Kiedy czujesz natłok negatywnych myśli, spróbuj spożytkować jakoś tę złą energię: napisz coś, namaluj, stwórz. Pomóż złym emocjom wydostać się w ten sposób na zewnątrz. Taki rodzaj terapii naprawdę poprawi ci nastrój, niezależnie od wymiaru twojego talentu;). Uwierz mi: poczujesz ulgę, zajmiesz umysł, czymś innym, odpoczniesz i  odsuniesz od siebie choć na chwilę to, co cię ogranicza.

6. Idź na spacer

Czasem negatywne myśli rodzą się w naszej głowie tylko dlatego, że znajdujemy się w takim, a nie innym środowisku. Pracujesz lub żyjesz w otoczeniu ludzi, którzy potrafią zdołować cię jak nikt przedtem? Otaczają cię ludzie, którzy ciągną cię w dół? Masz wokół przestrzeń, w której źle się czujesz? Wyrwij się na chwilę, wyjdź na spacer, do parku… Czas, dystans i ucieczka od negatywnych wpływów, przyniesie Ci spokój ducha. A skoro tak właśnie się dzieje, może pora zmienić to otoczenie na dłużej?…

7. Zrób listę rzeczy, za które jesteś wdzięczna

Chyba nie zapomniałaś jeszcze o tych wszystkich dobrych wydarzeniach, chwilach i spotkaniach, które miały miejsce w twoim życiu? Warto pielęgnować w sobie choćby samo wspomnienie o nich i czerpać z tego dla siebie jak najwięcej dobrej energii.  To jest twoja siła napędowa i remedium na wszystkie złe myśli.

Nie wiecie od którego z tych punktów zacząć? Chyba od tego, który wyda się najbliższy waszej naturze… A potem, to już będzie znacznie łatwiej. Obiecuję:)


Zobacz także

Wszawa sprawa. Nie ma się czego wstydzić!

Bywasz niekonsekwentna na diecie? I dobrze, bo według naukowców możesz w ten sposób stracić więcej kilogramów

Kocham mojego męża, bo… poznajcie treść najpiękniejszego listu o miłości dojrzałej