Macierzyństwo

Patologia… Prawdziwa patologia zostaje nie tknięta…

Matka prawie zona
Matka prawie zona
28 kwietnia 2016
Patologia... Prawdziwa patologia zostaje nie tknięta...
Fot. Pexels / Unsplash / CC0 Public Domain
 

Ostatnio byłam z dziećmi w przychodni,  zawsze zwracam im uwagę na to,  żeby były cicho. Wszak to miejsce gdzie powinna panować względna cisza.  Czekaliśmy na swoją kolej.

Przychodziły kolejne matki ze swoimi pociechami. Weszła. .. z dwójką…  chłopiec starszy,  dziewczynka młodsza…  wrzask…  ona nie lepsza… zamiast je normalnie uciszyć,  darła się razem z nimi. Stolik dla dzieci przerodził się w istne pobojowisko,  krzesełka latały po całym korytarzu. Próba zwrócenia uwagi matce kończyła się istnym fiaskiem. Interwencja ze strony Pani pielęgniarki…  w końcu odezwała się do swoich dzieci : do chłopca ” w domu wpierdolę Ci tak,  że przez tydzień na dupie nie usiądziesz… „…  do dziewczynki ” przez cała noc będziesz w kącie stała,  bez kolacji „.  …  Boże co za patologia…     PATOLOGIA – pojęcie słusznie wypowiedziane.

Park… słoneczny dzień…  młoda kobieta z rocznym dzieckiem…  chłopczyk…  śliczny,  uśmiechnięty,  ślicznie ubrany adekwatnie do pogody…  Mama szczęśliwa i zadowolona…  do czasu…  do czasu, dopóki pewna Pani nie powie jej, że jest Patologiczną matką…  bo nie ubrała dziecku czapeczki…  Patologia – pojęcie niesłusznie wypowiedziane.

Plac zabaw…  kolejny słoneczny dzień…  w koło placu zabaw rodzice siedzący na ławkach oraz „już” na kocach… niedziela.  ..dzień rodzinny…  słońce,  śpiew ptaków, śmiech bawiących się dzieci,  odgłos otwierających się puszek browca, z 50 m słychać już „wujka” który donosi kolejne puszeczki… co za patologia…  Patologia – pojęcie słusznie wypowiedziane.

Ona. .. może w moim wieku… troje dzieci… trzy dziewczynki… rok po roku… wszędzie z nimi sama…  dziewczynki czyste,  uśmiechnięte, lecz ubrania widać,  że nienowe,  po kimś… Ona nowe rzeczy to chyba tylko na wystawie widzi… sklep… chleb,  mleko, zakupy bardzo skromne…  ” mamusiu kup mi to „.  … „mamusia nie ma pieniążków”…  Jasne,  co za patologia,  pewnie na wódę ma ale dla dzieci to nie ma…  Patologia – pojęcie niesłusznie wypowiedziane.

Ona… lat 30…  on lat 35…  apartament w najlepszej części miasta…  piękne samochody… wycieczki w najpiękniejsze zakątki świata…  dwoje dzieci…  dwóch synów… bliźniaki… wiek przedszkolny… piękne życie dopóki Tatusiowi coś się nie spodoba…  wtedy Tatuś wyżywa się na Mamusi i dzieciach… słyszą sąsiedzi… wie policja… ona nie odejdzie… szkoda jej takiego życia…  patologia…   Patologia – pojęcie słuszne,  nigdy nie wypowiedziane na głos.

On i ona… dwoje dzieci… dwóch synów… pole namiotowe… głośne koncerty do późnej nocy… alkohol… ryk motocyklowych silników…  ” co tu robią dzieci… to nie miejsce dla nich”.  .. co za patole…  Patologia- pojęcie niesłusznie wypowiedziane.

PATOLOGIA – słowo,  które tak łatwo przychodzi nam wypowiedzieć. W każdej sytuacji,  każdemu kto nam się nawinie. Oceniamy ludzi na pierwszy rzut oka a tak być nie powinno.

Małżeństwo,  które jeździ na zloty motocyklowe… zabierają swoich synów,  nie dlatego,  że nie mają z kim ich zostawić,  ale dlatego,  że chłopcy uwielbiają na nie jeździć. Nie przebywają z pijakami i ćpunami… bo tak jest postrzegany świat motocyklistów…  przebywają z ludźmi,  którzy z całego serca kochają swoją pasję i uwielbiają dzielić się nią z innymi.

Ona z trójką dzieci… nie możesz o niej powiedzieć,  że jest matką patologiczną. Poznaj ją i dopiero oceń. Spędza z dziewczynkami całe dnie,  kiedy jej się nie uda wyskoczy coś dorobić. Cały czas jest widziana z nimi sama,  bo on pracuje…  do nocy…  spłaca swoje długi…  Mieli firmę,  mieli wszystko. Dom,  samochód… przyszły złe dni… coś poszło nie tak… zbankrutował…  musiał wszystko oddać. Ale są silni… w końcu odbiją się od dna i wrócą do nich piękne czasy.

Matka,  która nie nałożyła swojemu synkowi czapeczki w piękny,  słoneczny dzień. Nie możesz jej nazwać patologiczną matką. Przecież to błahostka.  .. sprawa indywidualna… nic co można by było podciągnąć pod patologię…

Zajmujemy się właśnie takimi błahostkami,  ale nikt nie zwróci uwagi,  nie pomoże kobiecie z dwójką dzieci,  którą mąż tłucze regularnie… powiedzą,  że na własne życzenie… w końcu nie chce od niego odejść…  nikt nie zajmie się matką,  która znęca się psychicznie nad swoimi dziećmi.

Prawdziwa patologia zostaje nie tknięta przez społeczeństwo,  które szuka problemu tam gdzie go nie ma.


Macierzyństwo

Trzy różne nazwiska? „Trzeba było się nie puszczać, to byś się teraz nie wstydziła”

Matka prawie zona
Matka prawie zona
6 maja 2016
Fot. Flickr / Donnie Ray Jones / CC BY
 

Dlaczego rodziny patchworkowe dalej są uważane za rodziny gorsze?? Dlaczego kraj, który uważa się za tak mądry i rozwinięty, temat rodzin łączonych jest nadal tematem tabu???

Kiedy ludzie widzą nas wszystkich razem, zachwycają się widokiem cudownej rodzinki. Dziewczynki takie do siebie podobne a synek ma coś z Mamy i z Taty… ale bardziej z Taty. Lecz gdy większość dowiaduje się prawdy już tak cudownie na Nas nie patrzy. Najgorzej było wtedy, gdy musiałam coś załatwić w urzędzie lub gdy rejestrowałam Nas do lekarza i musiałam podać trzy różne nazwiska. Wtedy widziałam ich wzrok, każda osoba patrzy tak samo  „puszczałaś się”, „puszczalska”, „trzeba było się nie puszczać to byś się teraz nie wstydziła”.

Owszem, tak, jakiś czas temu miałam ogromne opory, gdy musiałam podać gdzieś Nasze trzy różne nazwiska, lecz w końcu zdałam sobie sprawę, że tak być nie może. Przecież Kocham swoją rodzinę i nie wstydzę się tego, jacy jesteśmy. Przecież ludzie, którzy swoimi myślami obrzucili mnie najgorszym błotem nie znają Nas a tym bardziej Naszych  i Naszej życiowej historii. Nikt nie ma takiego prawa. Nie jesteśmy wcale gorsi od „normalnych” rodzin.

Z moich osobistych statystyk wynika, że 8/10 rodzin są właśnie rodzinami patchworkowymi. Jesteśmy rodzinami szczęśliwymi, kochającymi się nad życie, wiedzącymi, czym jest prawdziwy ból utraty i budowania swojego życia na nowo. Więc dlaczego w oczach innych jesteśmy gorsi?

Kiedy byłam młodsza i nie miałam jeszcze dzieci zawsze w głowie miałam tylko jedną myśl ” będę miała szczęśliwą rodzinę „. Dorosłam posmakowałam trochę życia, poznałam mężczyznę, myślałam, że będzie tak jak powinno być, ale nie było. Chciałam żeby moja córka miała wspaniałego ojca i takiego ma.

Kiedy patrzę na swoją córkę  i mojego partnera wiem, widzę i czuję, że bardzo mocno się kochają, wiem, że On nie da Jej nigdy w życiu zrobić krzywdy. Wiedziałam już to w dniu, gdy się poznali. Wiedziałam, że to On będzie jej Tatusiem, który otula Ją do snu, odgania koszmary i całuje stłuczone kolano. Wtedy tego dnia, gdy On zobaczył Ją pierwszy raz wiedziałam, że to Jego będzie wypatrywała na występach w przedszkolu, że to Nim będzie straszyła dzieci, gdy będą jej dokuczać i to On będzie odganiał od Niej adoratorów, gdy będzie nastolatką. Ty to widzisz zanim weźmiesz ślub ze swoim ukochanym i urodzisz mu dzieci, ja to zobaczyłam ciut później i w innym mężczyźnie, ale czy to oznacza, że jestem od Ciebie gorsza?

Takich historii jak Nasza są tysiące, ludzie się spotykają i rozchodzą, bo po jakimś czasie odkrywamy prawdziwe oblicze tego drugiego człowieka. Odkrywamy rzeczy, których nigdy byśmy się po nim nie spodziewali. Czasami wystarczy mieć inne poglądy na życie, aby się rozejść. Lecz w większości przypadków jest tak, że pewne rzeczy rozumiemy i widzimy dopiero, gdy rodzą się dzieci. Lecz gdy decydujemy się na podjęcie skrajnej decyzji, nie oznacza to, że dzieci będą bardzo cierpiały. Oznacza to, że dorośliśmy do pewnych decyzji i postawiliśmy na lepsze życie dla Nich i dla siebie.

Nadal uważasz, że jestem gorsza od Ciebie?

Nie jestem gorsza od Ciebie… Mam przy sobie mężczyznę, którego Kocham, który Kocha moją córkę i mamy razem wspaniałego syna a ja bardzo Kocham Jego córkę. Tworzymy razem wspaniałą rodzinę. Zapewne nie byłoby tak gdyby los nie spłatał nam psikusa. Z moim partnerem znamy się 8 lat, ale w pewnym momencie los postanowił Nas rozdzielić i za jakiś czas postanowił połączyć Nas na nowo w międzyczasie stawiając Nam różnych ludzi na Naszej drodze. Lecz najważniejsze jest to, że od prawie 4 lat znów jesteśmy razem z bagażem doświadczeń.

Czy chciałabym takiego życia dla Naszych dzieci?

Chciałabym, żeby Nasze dzieci zawsze były szczęśliwe, żeby nigdy nie musiały przechodzić przez to, co my przeszliśmy. Żadnych rozwodów, kłótni, rozpraw sądowych. Chciałabym żeby uniknęli tego bólu, łez i zmartwień, żeby nigdy nie popełnili naszych błędów. Lecz jeśli stanie się inaczej zawsze przy nich będziemy, zawsze będziemy ich wspierać, zawsze będziemy im powtarzać, że rodzina jest cudem, nie ważne, jaka. Ważne żeby byli szczęśliwi, ważne żeby mieli przy sobie osoby, które będą z nimi dzieliły życie mimo wszystko. I chciałabym, aby to samo powtarzał swoim dzieciom. Bo rodzina jest najważniejsza, nie ważne czy jest posklejana. Ważne jest to, że Nasze życiowe przeżycia nie zniszczyły Naszych uczuć i przez to jesteśmy silniejsi, dbamy i kochamy jeszcze mocniej, bo nie chcemy, aby ktoś Nas znów zranił.

Nie skreślaj Nas…To może spotkać każdego…Twoją siostrę, córkę, przyjaciółkę… Jesteśmy normalnymi rodzinami poszukującymi szczęścia, miłości i lepszego życia dla Naszych dzieci. Więc następnym razem zastanów się zanim nazwiesz kogoś nawet w swoich myślach ” puszczalską „.

 


Macierzyństwo

Miała kiedyś ojca

Matka prawie zona
Matka prawie zona
28 kwietnia 2016
Fot. Unsplash/Steven Van Loy / CCO

Pamiętacie te wszystkie ckliwe sceny z filmów, gdzie Tatuś odchodzi a zrozpaczone dzieci go wołają ?? Ja pamiętam, nigdy nie zapomnę i za każdym razem kiedy słyszę dziecko na ulicy, które woła swojego Ojca taka oto scena pojawia mi się przed oczami. Ale to nie scena z filmu lecz z życia …

Kiedy była malutka, jej Tata wyjechał za granicę w poszukiwaniu lepszego życia dla swojej rodziny. Taki wiecie „Amerykański Sen”… Tatuś wyjeżdża, Mamusia z dziećmi czeka z niecierpliwością aż Tatuś przyśle wymarzone bilety… ale Tatuś zwodzi, przesyła listy i zdjęcia… swojego pierwszego mieszkania, pierwszego samochodu, a później drugiego i trzeciego bo przecież jak każdy facet lubi się chwalić nowymi autami. Przyjeżdża po jakimś czasie… piękne zachodnie ubrania, z kamerą pod pachą co by swoje dzieci nagrać i niby piękne miasto co tak bardzo za nim tęskni. Przywozi trochę zabawek i słodycze, co by się dzieci mogły pochwalić na podwórku, że z zagranicy mają, gdy Mamusia pyta o wyjazd On dalej ją zwodzi… że pieniądze jeszcze nie takie, że jeszcze mieszkanie a dom chce dla nich… że jeszcze musi uzbroić się w cierpliwość… że jeszcze trochę…

Zabrał ich do ZOO, piękna pogoda była… zdjęcia… pełno zdjęć… za rękę, pod rękę, z tyłu, z przodu… On z kamerą, bez kamery, z dziećmi, bez dzieci …  i nagrywał,  ciągle nagrywał te filmy… tak jakby chciał wszystko zapamiętać, każdy szczegół…

Wyjechał… pamięta, że dzwonił, do sąsiadki i do babci bo tylko one miały telefon… później coraz rzadziej dzwonił, a Mama coraz częściej płakała…  pamięta jak jej ciut starsza siostra rozmawiała z nim… krzyczała na niego, taki mały człowiek płakał i krzyczał … że nienawidzi, że cierpi…

Amerykański sen zmienił się w koszmar… puste mieszkanie, bo Mama wyprzedała wszystko, przecież mieli wyjechać… mieli być wszyscy razem… Ojciec i Mąż. I nie opuszczę Cię aż do śmierci … przecież przysięgał był i obiecał, że dom, że szkoła, że praca, że wspaniałe życie…  Amerykański Koszmar…

On miał swoje piękne Amerykańskie życie, miał dom, samochód, piękną kobietę u boku. Bo On nie kochał już swoich dzieci, on kochał małą blondyneczkę o niebieskich oczach…Nie przejmował się, że jego dzieci spały na podłodze, gdy on kupował swojej blondyneczce nowy rower… nie przejmował się, gdy jego dzieci siedział w pustym mieszkaniu gdy on i jego nowa wspaniała rodzinka jechali na wymarzone wakacje… nie przejmował się, gdy jego dzieci płakały z tęsknoty za nim w poduszkę, gdy on całował swoją blondyneczkę i otulał do snu…

Nie przejmował się, a ta najmniejsza, najdrobniejsza ze zdjęć, ona pamiętała, nie dużo. Pamiętała i tęskniła, w środku, w ukryciu… nigdy nie wstydziła się tego, że odszedł, że wyjechał i nie wrócił. Tyle lat a ona nadal czekała…

Doczekała się… pierwszy portal łączący ludzi w Polsce jej siostra znalazła.Wujka, jego brata, po tylu latach… On się odezwał. Tatuś. Siostra sceptyczna, zrównoważona, miała już swoją rodzinę… a ona ta najmłodsza i najdrobniejsza ze zdjęcia, podjęła ryzyko chciała wiedzieć, chciała poznać, wsiadła w samolot i poleciała…

Poznała, nie czuła już urazy. Zrozumiała, nie wszystko, ale chociaż część, posmakowała tamtego życia, lecz to nie dla niej, odwiedziła rodzinę, która była dla niej ukojeniem w złych chwilach. Przyszedł czas, zobaczyła film, z kamery, którą on miał pod pachą gdy przyjechał jak była mała. Pamięta ZOO, pamięta zdjęcia, najmłodsza i najdrobniejsza szła z nim za rękę, niósł ją na barana, śmiała się, wołała go radosnym głosem do czasu. Końcówka, pękło jej serce, dosłownie  „Tato… tatusiu… zostań, nie idź „.

Łzy leciały jej z oczu, czuła pęknięte serce. Koszmar z dzieciństwa. Koszmar każdej nie przespanej nocy. „TATO… TATUSIU” dudni jej w głowie, ale on się nie zatrzymał …

Nie zrozumiał, myślał, że tak działają tylko wspomnienia. Nie zrozumiał, gdy mówiła, że tęskniła, a śliczna blondyneczka siedziała mu na kolanach. Nie zrozumiał, gdy mówiła, że płakała, a śliczna blondyneczka mówiła do niego TATO. Nie zrozumiał, gdy mówiła, że każdej nocy marzyła, a śliczna blondyneczka spędzała z nim najlepsze wakacje,  nie zrozumiał…

Wróciła do domu. Odzywał się przez jakiś czas. Przestał znowu, znów szukała z nim kontaktu – bezskutecznie. Dała sobie spokój, lecz po jakimś czasie serce znów zatęskniło, tym razem nie dała rady go uciszyć. Zadzwoniła, ucieszył się, tyle lat minęło, poznał wnuki. Rozmawiali, miał jeszcze zadzwonić. Nie zadzwonił. Cierpiała, cierpi i będzie cierpieć… ale uciszy serce na zawsze.

Idzie ulicą, słyszy „Tato , Tatusiu , nie idź…” . Jej serce staje. Blizna pękniętego serca boli, zaczyna uwierać, pamięta, oczy łzawią. Pamięta i nigdy nie zapomni. Koszmar każdej nie przespanej nocy…