Macierzyństwo Psychologia

OBOJE rodziców ma prawo do opieki nad dzieckiem. Obecny tata, to siła na całe życie

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
16 czerwca 2016
Serce dziecka pęknięte na pół. Gdy rodzice rozstają się i walczą między sobą
Fot. iStock / drxy
 

Tak się dzieje często. On lub ona lub nawet razem postanawiają się rozstać. Ktoś kogoś zdradził albo ktoś kogoś przestał kochać. Albo też pojawiła się pustka nie do wypełnienia, bo w środku jedno wielkie nic. Więc mówią sobie „żegnaj” albo „adieu” albo też nie mówią nic. I wszystko byłoby do ogarnięcia, bo to przecież dorośli, a dorosły (teoretycznie) powinien umieć sobie radzić z kryzysami. Z czasem przyszłaby nowa miłość (może) albo też po prostu nowa jakość i ta historia byłaby tylko wspomnieniem na fotografii (raczej zapisanej w chmurze icloud niż w postaci albumu).

I tu można by zakończyć ten wątek, gdyby nie to, że jest dziecko. Albo dwoje. Czasami nawet trójka lub więcej. I tak, jak łatwo (?) podzielić pieniądze, samochody, biżuterię, kwiaty w doniczce, tak też TEGO podzielić się nie da. Bo jak podzielić dziecko na pół? Pokroić? Jedna ręka tu, druga tam? Prawy policzek do mamy a lewy do ojca? Dwa domy? Dwa pokoje? Koty? Psy? Podręczniki? „Co za bzdura”- mówią przeciwnicy opieki naprzemiennej. „Przecież to zwykła schizofrenia, którą fundujemy dziecku”. To także głos w tej sprawie.

Tak najczęściej mówią kobiety

Niestety, bo kobiety są mi z natury bliższe. Szczególnie wypowiadają się przeciw te, które są w uprzywilejowanej pozycji. Bo, wiadomo, sądy nadal częściej stają po stronie matki. Matka to matka. Matka ma pierwszeństwo. Dom jest przy matce. I tak dalej.

A ojciec? Przy dobrych wiatrach załapie się na dwa popołudnia w tygodniu i co drugi weekend. Punktualnie o 18 w niedzielę musi odstawić syna lub córkę do mamy ze świadomością, że będzie miał okazję zjeść z nim/nią śniadanie dopiero za dwa tygodnie. Jeden z moich pacjentów, tata na medal naprawdę, tłumaczy mi: „Dwie noce co dwa tygodnie to cztery noce w miesiącu, razy dwanaście to czterdzieści osiem w roku czyli półtora miesiąca. Przez prawie jedenaście miesięcy nie mam szans zobaczyć syna, jak zasypia i się budzi. Mimo, iż nie chciałem, by jego mama odeszła”.

Drugi mój pacjent został sam, bo żona wybrała innego. Miała prawo, tak się dzieje, nie o tym rzecz. W zabezpieczeniu kontaktów, bo zapowiada się długi proces, dostaje dwa popołudnia i weekend od piątku do niedzieli. Mimo iż oboje (matka też) wnioskują o więcej. On o opiekę naprzemienną, ona (dla niego) o trzy popołudnia i weekend, który rozpocznie się już w czwartek. Sędzia jednak ma inny pomysł. Albo z rozpędu albo też po prostu tak ocenia sytuację, że ojcu należy się mniej. Dlaczego? Nie mam pojęcia, bo ojciec także na medal.

Gdzie więc jest sprawiedliwość?

Gdzie miejsce dla kochających, coraz bardziej zaangażowanych ojców, którzy mają dokładnie takie same kompetencje jak matki po drugiej stronie? Spotykam takich coraz więcej. Tych na placach zabaw. W domach. Wracają wcześniej z pracy, by odrobić z dzieckiem matematykę, ugotować obiad, pójść na rower. Dostają minimalny wymiar opieki. Jak w czymś takim budować stabilną mocną więź z dzieckiem? Jak być obecnym? Jak wspierać i być w trudnych momentach? Przecież to system z góry skazany na umniejszenie ojcowskiej roli.

Nie dziwmy się potem, że niektóre mamy uznają siebie za właściciela dziecka i dysponują nim jak chcą. „Zwiążesz się z kimś, a popamiętasz”, „Nie życzę sobie, by moje dzieci spotykały twoją nową partnerkę”. „Nie zgadzam się na wyjazd, twój tydzień kończy się w niedzielę, a nie w poniedziałek”. „Ciesz się, że masz tyle. Mógłbyś nie mieć nic”. I tak dalej. Bywają okrutne, manipulują dzieckiem, a kontakt z nim traktują jak towar wymienny.

Ojcowie też tacy są. Też prowadzą grę. Też walczą. Też bywają nieracjonalni, raniący i nie myślą o dobru dziecka. Ale praw nadal mają mniej. Mimo, iż się zmieniają. Mimo iż zasługują na więcej.

Jest tylko jedno wyjście, gdy dwoje kocha i ma kompetencje, by wychowywać dziecko. To właśnie system naprzemienny. Taki, w którym rodzice mają tej opieki tyle samo. W przypadku mniejszych dzieci to na przykład trzy dni w tygodniu u jednego, cztery u drugiego, starsi mogą być tydzień tu, tydzień tam. Dobrze, gdy w tym czasie, gdy są u drugiego rodzica mają szansę zobaczyć się także z mamą lub tatą. Na przykład na zajęciach z piłki, gdy tata podjedzie (w tygodniu mamy) popatrzeć na trening syna. Lub gdy mama wyskoczy z córką na babskie zakupy, spacer lub lody. Wtedy ten świat przestaje być tak podzielony, jak zarzucają mu niektórzy.

Wiem, to zakłada współpracę rodziców. Tak, to warunek niezbędny, by o tym pomarzyć. Mimo różnych emocji jakie mają względem siebie, muszą się ze sobą komunikować. Muszą grać do jednej bramki, którą jest dobro dziecka. To, co dorosłe zostaje w świecie dorosłych. To, co rodzicielskie musi pozbyć się agresji, inwigilacji, chęci zemsty. Dziecko nie może żyć w dwóch światach, w których jeden jest czarny a drugi biały. Matka mówi, że ojciec to zbir, a ojciec, że matka to chodząca patologia. A takie słowa słyszymy w gabinetach, w aktach sądowych, w rozmowach przyjaciół. Dziecko ma prawo kochać oboje rodziców, myśleć o nich dobrze, ufać im i być z nimi tyle samo.

Rozumiem, że czasami to boli okropnie

On/ona odeszła, a ja mam ponieść jeszcze jedną konsekwencję  w postaci utraty połowy czasu z dzieckiem. To niesprawiedliwe. Tak, zgadzam się. Ale musisz wtedy pomyśleć o sprawiedliwości w życiu swojego dziecka. Czy ono ma cierpieć także z tego powodu, że traci jednego z rodziców?

Żeby było jasne: nie uważam, że opieka naprzemienna jest najlepszą z możliwych. Nie zawsze i nie w każdej sytuacji. Patrząc na to, jak się rozstajemy – nieliczni będą zdolni ją podjąć. Poza tym nikt nie wymyślił niczego lepszego niż system pod tytułem RODZINA. Pełna, mieszkająca razem, w miłości i spokoju. Wszystko inne to mniejsze zło dla dziecka. Ale w przypadku rozstania warto zadać sobie pytanie, czy mniejszym złem jest to, że nie musi przenosić się z miejsca na miejsce czy to, że będzie miało szansę nawiązać mocną więź z obojgiem rodziców?

Znam dzieci, które żyją w takich systemach i mają się dobrze.

Znam wspaniałych ojców i wspaniałe matki – trudno mi dziś nawet powiedzieć, która grupa jest liczniejsza.

Osobiście nie uważam, że jestem lepszą matką niż ojciec moich dzieci, mimo iż matką jestem niezłą (chyba).

Dobry ojciec to siła na całe życie. Brak ojca to wyrwa, która przypomina o sobie także przez całe życie.

Dziecko nie jest niczyją własnością. Nie należy do mamy. Nie należy też do taty. Należy do siebie i świata.

Obydwoje przywołali je na świat i obydwoje powinni wziąć za nie odpowiedzialność.

Tym samym, jeśli nie ma przeciwwskazań po żadnej ze stron, oboje mają prawo do takiej samej obecności w jego życiu.

Oboje.


Kochani! Zaczynamy akcję „Rozwód rodziców to nie rozwód z dzieckiem. Dziecko ma prawo do opieki obojga”. Zapraszam Was do dzielenia się z nami swoimi doświadczeniami i opiniami. Piszcie do nas, nawet jeżeli słowo: „rozwód” budzi trudne i bolesne wspomnienia. Co jest najtrudniejsze, jak udaje się to poukładać, czego byście oczekiwali od drugiej strony. Zapraszam też do tego, by pisali mężczyźni. Ważne jest zdanie każdego z was. Co zrobić, żeby nasze dzieci były szczęśliwe nawet po rozwodzie?

List przesyłajcie na adres kontakt@ohme.pl z dopiskiem „Rozwód” oraz informacją, jak chcecie zostać podpisani.

Jeżeli wyrażacie zgodę na publikację listu,  prosimy o dołączenie w treści wiadomości poniższego oświadczenia:
Oświadczam, że jestem autorem nadesłanej pracy konkursowej oraz wyrażam zgodę na jej publikację przez portal Oh!me.
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).


Macierzyństwo Psychologia

Kleszcze stanowią zagrożenie także w miastach. Nie ryzykuj poważnymi chorobami, zabezpiecz swoją rodzinę przed ukąszeniem

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
16 czerwca 2016
kleszcz
Fot. Pixabay / JerzyGorecki / CC0 Public Domain
 

Znacie to? Piękna, słoneczna pogoda, miły spacer po łące lub w lesie. Do tego towarzystwo męża, dzieci, psa, jak wolicie. Wszystko dobrze, do momentu powrotu do domu. Wtedy czekają na nas niemiłe niespodzianki. Bąble, zaczerwienienie, opuchlizna lub obce towarzystwo, które wpiło się w skórę i tkwi w niej wypijając krew. 

Kleszcze polują także w miastach

Jeśli do tej pory uważałaś, że ciebie nie dotyczy problem obecności tych pasożytów, niestety tak nie jest. Kleszcze nie są mieszkańcami jedynie lasów i łąk a poza krwią zwierząt, żywią się również ludzką. Można je spotkać także w miejskich parkach oraz skwerkach nawet dużych miast, na trawie i w niskich krzakach. Do potencjalnej ofiary zwabia je  ciepło, ruch powietrza oraz zapach potu, a bez odpowiedniej ochrony, każdy z nas może przynieść „obcego” do domu.

Kleszcze naprawdę bywają groźne

Wbijając się bezboleśnie w skórę, zaczynają pobierać krew od swojego żywiciela. Posiadają one narząd Hallera, pełniący funkcję narządu węchu, reagujący również na zmiany wilgotności i temperatury. Narząd ten umieszczony jest na przednich odnóżach kleszcza i służy do namierzania ofiary, dlatego w oczekiwaniu na żywiciela, kleszcze przyjmują charakterystyczną pozę z wystawionymi przednimi odnóżami.

Kleszcz tkwi w ciele tak długo, aż nie opije się do oporu krwi a wtedy odpada od skóry. W zależności od tego, jak silny jest nasz układ immunologiczny, ugryzienie może przynieść objawy takie jak  zmiany skórne o charakterze alergicznym, ropnym, obrzękowym.  Niestety, przy okazji ten pasożyt przenosi w swojej ślinie groźne drobnoustroje, mogące spowodować bardzo groźne choroby zakaźne, takie jak:

  • Borelioza. Aż  20% kleszczy jest nosicielami bakterii Borrelia burgdorferii, którą co roku zaraża się ponad 3.500 osób i ta ilość z roku na rok zdecydowanie rośnie. Po około 10 – 14 dniach od ukłucia pojawiają się pierwsze objawy boreliozy. Zmiany skórne w postaci pierścieniowatego rumienia wędrującego, występują jedynie u ok. 30% chorych. Typowy rumień pojawia się jako koło o średnicy 1 – 1,5 cm, które się powiększa do ok 5 cm, blednie od środka i zanika. Czasami rumień wygląda inaczej, jest mylony ze śladem po ugryzieniu, otarciem lub uczuleniem. Zachorowanie na boreliozę daje różne objawy, dlatego często chorzy są źle diagnozowani, chorują latami. na powagę sytuacji wpływa fakt, że nawet najlepsze obecnie badania na zarażenie boreliozą dają około 50%-wykrywalności. Nie istnieje szczepionka przeciw tej chorobie.
  • Kleszczowe zapalenie mózgu. Objawy mają charakter grypopodobny i trwają przez tydzień, występują ok 7-14 dni po zainfekowaniu. Przebieg choroby bywa ciężki i może prowadzić do kalectwa, a nawet śmierci. Niekiedy zakażenie przebiega bezobjawowo. Na kleszczowe zapalenie opon mózgowych istnieją szczepienia ochronne.
  • Tularemia. W miejscu ukąszenia kleszcza przenoszącego wirusy, powstaje krostka przekształcająca się w kraterowate owrzodzenie. Pojawiają się nasilone objawy jak wysoka gorączka, dreszcze, bóle głowy i mięśni, wymioty. Na skórze może pojawić się wysypka plamista lub grudkowa, intensywnie powiększają się węzły chłonne. Objawy mogą wystąpić również w obrębie spojówek lub brzucha, płuc.

Jeśli przytrafi się wam takie niechciane towarzystwo, jak najszybciej wyjmijcie kleszcza ze skóry

  1. Plastikową pęsetą lub miniaturową pompką ssącą, chwyć kleszcza przy skórze, za przednią część ciała i zdecydowanym ruchem pociągnij ku górze.
  2. Umyj ręce i zdezynfekuj miejsce ukłucia wodą utlenioną lub 40% alkoholem do dezynfekcji.
  3. Obserwuj miejsce po ukłuciu. Jeśli wystąpią niepokojące zmiany, skontaktuj się z lekarzem.

Tego nie rób podczas usuwania pasożyta:

  • Nie wykręcaj kleszcza palcami
  • Nie próbuj go „zadusić” substancjami natłuszczającymi.

Takie działania mogą skutkować zatkaniem tchawek kleszcza, który wymiotując rozprzestrzenia więcej bakterii i wirusów do ciała żywiciela.

Nie ryzykuj, zabezpiecz rodzinę i zwierzęta przed ukąszeniami kleszczy

Kleszcze są wszędobylskie, nie można więc cały czas unikać zagrożenia ukąszeń tych pasożytów. Lepsze od ryzyka jest zabezpieczenie się przed ukąszeniami, dzięki urządzeniom TickLess. Ich skuteczność opiera się na emisji impulsów ultradźwiękowych o częstotliwości 40 kHz, ponieważ narząd Hallera u kleszczy jest bardzo czuły i reaguje na ultradźwięki o odpowiedniej częstotliwości. Impulsy są całkowicie nieszkodliwe dla ludzi oraz zwierząt domowych, blokują one jednak narząd Hallera u kleszczy. TickLess jest skuteczny również przeciw pchłom!

Możesz wybrać urządzenia:

TickLess dla dzieci (TickLess Baby) – zasilane niewymienną baterią, po wyjęciu zawleczki działają nieprzerwanie przez 10-12 miesięcy, zasięg wynosi około 1,5 m.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

TickLess dla dorosłych/myśliwych (TickLess Human i TickLess Hunter) – zasilane niewymienną baterią, po wyjęciu zawleczki urządzenie można włączyć i wyłączyć, bateria starcza na około 3000 h, zasięg to 3 m, urządzenie wyłącza się samoczynnie po 8 h.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

TickLess dla zwierząt (TickLess Pet) – zasilane niewymienną baterią, po wyjęciu zawleczki działają nieprzerwanie przez 10-12 miesięcy, zasięg wynosi około 1,5 m., w szerokiej gamie kolorystycznej.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

 

Urządzenia są wilgocioodporne, a w przypadku bezpośredniego kontaktu z wodą, również zazwyczaj nic się nie dzieje i wystarczy je

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

osuszyć. TickLess, w przeciwieństwie np. do obroży czy różnych innych specyfików przeciw kleszczom, nie wydziela chemii. TickLess działa przez okres żerowania kleszczy (TickLess Human i Hunter  nawet 2 sezony), czyli co najmniej 7 miesięcy. Koszt urządzenia to 99 zł (TickLess Baby i Pet), więc koszt dzienny skutecznej ochrony przed kleszczami to mniej niż 50 gr! Urządzenie będzie działać przez cały sezon, nie trzeba więc pamiętać o ponawianiu nakładania innych preparatów, tak jak w przypadku tradycyjnych metod ochrony przed kleszczami.


 

Wpis powstał we współpracy z TickLess 


Macierzyństwo Psychologia

To nie będzie zły dzień, o nie! Kilka recept na boski humor

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
16 czerwca 2016
Fot. Unsplash / CC0 Public Domain

Wydawać by się mogło, że kiedy za oknem słońce i ciepło, to już nic nas nie ruszy. Niestety, chandra nie wybiera, nawet w pozornie szczęśliwe miesiące może nas dopaść spadek nastroju.

Czasem dzieje się tak też dlatego, że za dużo od siebie wymagamy. Zbliża się lato, planujemy urlop i opiekę nad dziećmi. Jak na złość nic w szafie nie leży na nas jak powinno. Mąż chudnie i zdecydowanie wchodzi w swój najlepszy wiek, podczas gdy my z roku na rok powiększamy rozmiar i bikini zastępujemy kostiumem jednoczęściowym. Jak żyć ? I wtedy przychodzi on – TEN DZIEŃ.

Od rana budzik drażni uszy. Kawa nie smakuje jak powinna i nie pomaga jak powinna. Dzieci nie słuchają nas jakoś bardziej niż zazwyczaj, mąż niech lepiej zmyka szybko do pracy. Z szafy nic nie pasuje. W pracy klienci dzisiaj powariowali, a szefowi wyrastają diabelskie rogi.

W taki dzień najlepiej byłoby się zamknąć w domu, w pidżamce, z kubełkiem lodów, włączyć tv i tak dotrwać do wieczora. A potem zasnąć i przeczekać. Niestety nie zawsze się da…

Wybierz się na spacer

Nieważne gdzie, ważne, żeby wyjść z domu. Zmiana otoczenia skieruje nasze myśli na inne tory niż to, że akurat dziś czujemy się beznadziejnie. Zaczniemy skupiać się na otoczeniu, na tym gdzie idziemy, co widzimy po drodze. Pomoże nam to złapać nieco dystansu. Powiesz – kiedy mam to zrobić? Idź do pracy piechotą. Na zakupy idź spacerem, wyjdź z psem lub dziećmi. Nie wierzę, że nie znajdziesz w ciągu dnia 10 minut na to, by wyjść i po prostu się przespacerować po okolicy. Tonie musi być całodniowa wycieczka do lasu, chociaż taką też zaplanuj na wolny dzień – las w czerwcu pachnie cudownie!

Zjedz coś dobrego

Zajadanie emocji, wydawałoby się, nie jest najlepszym pomysłem. I nie, nie namawiam do całodziennego lub, o zgrozo, całonocnego obżarstwa. Ale zrób sobie małą przyjemność. Jeśli lubisz szparagi to ugotuj je na obiad, nawet jeśli planowałaś krupnik, bo to ulubiona zupa dzieci. Skup się na sobie. Pamiętaj, że posiłki powinny być lekkie. Napchana tłustym fast foodem poczujesz się gorzej, gwarantuję. Za to po daniu, które lubisz i które pozytywnie wpłynie na organizm uszczęśliwisz i duszę i ciało. A na deser, czekolada, taka 70% kakao najlepiej.

Spotkaj się z przyjaciółką

Otaczaj się pozytywnymi ludźmi na co dzień, nie tylko w chandrę. Wtedy, w takie dni, kiedy dopadnie cię spadek nastroju, będziesz wiedziała do kogo zadzwonić. Pozytywni, szczerzy i oddani przyjaciele, działają lepiej niż niejeden psychoterapeuta. Ludzie, przy których czujemy się swobodnie, nie wstydzimy się swoich uczuć i możemy bez skrępowania się otworzyć, są na wagę złota. I nie, nie potrzebujesz ich wielu. Wystarczy jedna oddana przyjaciółka lub przyjaciel. Taka relacja jest równie ważna jak relacja miłosna.

Wkręć się w coś!

Znajdź chwilę na swoje pasje lub postaraj się znaleźć coś w co się wkręcisz. Lubisz jeździć na rowerze? Pływać? Tańczyć? Zaplanuj chwilę na to zajęcie. Nie musisz od razu zapisywać się na kurs tańca, chociaż czemu nie. Ale wystarczy, że włączysz ulubioną muzykę i potańczysz w domu, kiedy nikt nie widzi. Albo z dziećmi. Albo jeszcze lepiej z partnerem. Tańczcie tak jakby was nikt nie widział. Czy to nie brzmi wspaniale? Ten dzień od razu staje się lepszy.

Zrób coś dla ciała

Popularna kosmetyczka lub fryzjer. Brzmi banalnie, wiem. Ale cóż na to poradzisz, że to działa. Kup sobie coś, co chciałaś. Może nowy kosmetyk do pielęgnacji, albo nowy kolor lakieru do paznokci? Oddaj się zabiegom pielęgnacyjnym w salonie lub sama zrób sobie wieczór z maseczką i wanną pełną aromatycznych soli. Unikaj jednak radykalnych zmian, których możesz żałować np. przed obcięciem długich włosów na jeża daj sobie kilka dni 🙂

Odpocznij

Bywa tak, że nasze organizmy są tak przeciążone, że po prostu padamy z nóg. Zamiast udowadniać sobie i innym, że damy radę, czasem lepiej po prostu zawinąć się w ten kocyk i przespać. Sen regeneruje, oczyszcza nasze umysły i ciała, pozwala nam nabrać perspektyw i sił do pracy. Dbaj o higienę snu i wysypiaj się na co dzień. Coś w tym jest, że jak człowiek niewyspany i głodny to zły.

Poznaj swój emocjonalny cykl

Istnieje coś takiego jak emocjonalna sinusoida. Z łatwością ją zauważysz, jeśli tylko przeanalizujesz swoje nastroje. Działamy wszyscy na zasadzie fali. Mamy dni kiedy nic się nie dzieje, jest stabilnie, nudno wręcz. A potem albo górka albo dołek. Podczas górki, w naszym życiu zaczyna się coś rozkręcać, padają intratne propozycje, życie towarzyskie nabiera tempa, jest super. Wydawać by się mogło, że ten stan powinien trwać wiecznie. Niekoniecznie. Taki stan emocjonalnego haju, tylko pozornie jest dobry. Zazwyczaj kończy się to dołkiem. Bo po prostu dogania nas szarość życia codziennego. Wtedy z gorszego dnia, przechodzimy w fazę stabilizacji, rutyny i znów czekamy na falę. To zupełnie naturalny stan we wszechświecie i nie pozostaje nam nic innego jak to zaakceptować. Dbaj o rutynę dnia codziennego, wpleć w swój dzień zajęcia, które uszczęśliwiają.

Zmień coś!

Pozytywna zmiana to coś czego potrzebujesz. Jeśli nie wystarcza zmiana w wyglądzie po wizycie u fryzjera, znajdź w swoim życiu element, który wymaga zmiany. Może chciałaś zawsze zmienić zawód, tylko brakowało odwagi? Zrób coś w tym kierunku. Nie musisz od razu pisać wypowiedzenia, ale np . przejrzyj oferty pracy, zobacz czego oczekują pracodawcy. Może zapiszesz się na kurs doszkalający? A może wystarczy zmienić układ mebli w salonie? Albo zaplanować dekoracje w kuchni? Cokolwiek co sprawi, że poczujesz przypływ świeżości w życiu jest bardzo na tak.

Obejrzyj coś wzruszającego

Wiem, nie każdy lubi wyciskacze łez. Jednak filmy, które prowokują nas do uzewnętrznienia emocji, działają na zasadzie katharsis – pomagają nas uwolnić od tłamszonych emocji. Wzruszenie oczyszcza. Łzy powodują, że odpuszczamy to co tak mocno utknęło w naszych sercach, a pozwalamy wszystkim uczuciom na swobodny przepływ. Czasem po prostu taki wieczór z chusteczką jest potrzebny, każda z nas ma go pewnie za sobą i to nie raz.

Poćwicz, pobiegaj – daj sobie wycisk

Wycisk fizyczny działa podobnie. Dasz sobie w kość a wszystkie stresy dnia codziennego ulatują gdzieś w niebyt. Nasze ciało podczas treningu przechodzi oczyszczenie fizyczne i umysłowe. W mózgu wydzielają się hormony szczęścia, czujemy się zmęczone, ale zrelaksowane i szczęśliwe. Jeśli masz gorszy dzień – potrenuj. Wiem, wyjście na siłownię to ostatnie na co masz ochotę. Włącz Youtube, jest pełen filmów treningowych.

Zrób listę rzeczy, za które jesteś wdzięczna

Na koniec męczącego dnia, zrób coś, co pozwoli ci wstać z uśmiechem. Spisz na kartce kilka rzeczy za które jesteś w życiu wdzięczna. Dużo wymagamy od siebie i innych, ale czy dziękujemy za to co nas spotyka i za to co mamy? I czy dziękujemy same sobie? Jeśli skupisz się na tej liście zobaczysz, że masz w życiu za co dziękować. Nawet jeśli akurat ten dzień, nie był najlepszym w twoim życiu, to wiedz, że gdzieś ktoś ma gorzej. I nie są to oklepane frazesy. Po prosty bądźmy wdzięczni i dziękujmy każdego dnia, za wszystko.

Seks

Ostatni ale nie najmniej ważny 😉

Seks ma podobne profity jak trening czy robienie sobie drobnych przyjemności. Pozwala się oderwać od codzienności, skupić na ciele i po prostu wyłączyć myślenie. Seks poprawia nam nastrój, ale też pomaga rozładować stres i napięcie. Podczas uprawiania seksu uwalniane są hormony podobne do tych, uwalnianych podczas treningu. Czujemy się zrelaksowane, dotlenione, mamy dobry humor. No i cóż, nasza relacja z partnerem kwitnie. Same plusy.

linia 2px

karolina paradowska awatar

Karolina Paradowska

Trochę kobieta na krańcu świata, a trochę profesor. Lubi się pomądrzyć, ale nic  nie poradzi, że ma rację. Zazwyczaj. Z zawodu pedagog, z zamiłowania człowiek i matka.  Do życia podchodzi z dystansem i nutką złośliwości.

 


Zobacz także

Jak odróżnić narcyza od osoby pewnej siebie? To bardzo proste

Jak odróżnić narcyza od osoby pewnej siebie? To bardzo proste

Wybierz sowę i dowiedz się jaką prawdę skrywa twoja podświadomość

Związek to nie tylko seks

365 dni bez seksu. Kto da więcej?