Macierzyństwo Psychologia

Model 1+1. Czyli Zrozum Matkę… samotną.

Zrozum Matkę
Zrozum Matkę
15 listopada 2016
 

Widać je w sklepach, przychodniach, na spacerach i placach zabaw. Zawsze same z dzieckiem. Niektórzy pomyślą, że mąż w pracy a ona na macierzyńskim i dlatego. I nikt nie zwraca wtedy na to uwagi. Chyba, że jest weekend.

Idzie z wózkiem i mija szczęśliwe małżeństwa z małymi dziećmi. Bo w weekendy większość mężów ma wolne i wychodzi ze swoją rodziną na spacer. A ona idzie sama z wózkiem.

Chyba, że to pierwsze wizyty u pediatry po porodzie, szczepienia. Wtedy przeważnie rodzice idą razem. A ona sama z dzieckiem. Niby nie wygląda to źle, bo przecież mąż może być w pracy… ale większość ojców w te pierwsze dni i tygodnie jednak częściej jest przy niej i dziecku. Jak naprawdę nie może, to zwykle jest babcia, ciocia, dziadek, koleżanka… A tu nic. Ona sama. I niby nikt się krzywo nie patrzy, ale jednak jakieś przyglądanie się ze strony otoczenia jest, bo wszyscy sparowani.

W pewnym momencie sąsiedzi zaczynają zauważać, że tego ojca nigdy nie widać. Zaczynają się podejrzenia czy on w ogóle istnieje, bo ona ciągle sama. I trochę głupio jej się robi, bo mimo wszystko gdzieś ten ojciec powinien być. A tu zonk. Brak. Czasami delikatnie dopytują czy ktoś jej pomaga, sugerując czy mieszka sama czy z kimś. Głupio wychodzi, bo ona mówi, że „mama, siostra, kuzynka, koleżanka…” i nikt nie zadaje pytania „Co z ojcem?” chociaż wszyscy wiedzą, że prędzej czy później padnie. A ojca nie ma. Odszedł.

Odszedł zanim dowiedział się, że będzie ojcem. Stwierdził, że to koniec, że jej nie kocha. A ona chciała mu właśnie powiedzieć, że będą mieli potomka… Wyszeptała jedynie „Rozumiem. Jasne. Ok. Nie ma o czym mówić”. I odeszła. Wiedziała jak to będzie wyglądało. Samotna matka. Koleżanki mówiły: „Może usuń…”, ale ona nie chciała. Bo krzywdy swojemu dziecku by nigdy nie zrobiła. To nie jego wina, że ojciec odszedł. Bo odszedł na dobre do innej. Albo innego. Kto tam go wie.

Postanowiła przejść przez to sama. Nie szukała zastępcy, nie logowała się na Sympatii. Miała to w dupie. Liczyła się tylko ona i dziecko. Ciąża minęła znośnie. Bardziej dokuczała jej świadomość, że na porodówce będzie sama, mimo tej całej mody na rodzinne porody. Zgłosiła się do szpitala gdy nadszedł czas. Na porodówce widziała ich – zestresowanych ojców czekających na swoje potomstwo. A inne matki pytały czy rodzi sama czy z mężem. Mówiła, że sama. Że nie chce stresować męża, że dogadała się ze swoją położną, która będzie ją bardzo wspierać. Oczywiście ściema. Drżało jej gardło, bo zazdrościła innym matkom, które mogą ściskać swojego faceta za ręką podczas parcia. Zazdrościła momentu w którym ojciec przecina pępowinę. Ale powiedziała, że będzie twarda, że w dupie z nimi.

Urodziła. Nie było źle. Tylko zabrakło tego kogoś do kogo można się uśmiechnąć po pierwszym buziaku dziecka. Kogoś kto ją przytuli i powie, że była dzielna, że dała radę, że urodziła cudne dziecko.

Wróciła do domu. Przyjechali jej rodzice na kilka dni, bo mieszkają za granicą. Pogadali, pośmiali się, ale temat Jego nie był poruszany, mimo napiętej atmosfery. W końcu wykrzyczała, że On nic nie wie i się nie dowie. To nie jego sprawa. On nie chciał z nią być, więc tym bardziej nie będą razem ze względu na dziecko. Ona tego nie chce.

Z czasem emocje się uspokoiły. Pogodziła się z tym, że wszyscy będą ją obserwować i komentować, że jest samotną matką. Ale ona daje radę. Jest dzielna. Kocha swoje dziecko i zawsze tak będzie. Wszystkie wspaniałe chwile dzieli ze swoim Maleństwem. Gorsze chwile też. Pomagają jej sąsiedzi, bo ona potem musi iść do pracy i ktoś musi się zająć dzieckiem. Trochę ciotka, trochę koleżanka i trochę ona, bo po części udaje się pracować zdalnie. Jednak gorzej jak dziecko choruje. Bo dzieci chorują! Trzeba brać wolne za każdym razem. W pracy się czepiają, bo ile można. Mijają miesiące, w końcu lata.

Dziecko zaczyna pytać „Gdzie jest tata?” bo koledzy w przedszkolu mają takiego kogoś kogo nazywają Tatą. I pojawia się dylemat. Umarł? Odszedł? Nie istnieje? Jest w więzieniu? Wojsku? w kosmosie? pracuje w NASA i wróci za 150 lat? 

Mówi wprost: „Tata nie kochał mamusi, więc odszedł”.

Syn odpowiada: „W takim razie ja nigdy nikogo nie pokocham, bo nie chcę być smutny jak Ty, Mamo”.

// Historia Angeliki – mamy 5 letniego Wojtka. Dzięki za Twoją historię. Piszcie na [email protected] . O czym chcecie. O tym co Was boli, czego doświadczacie, co cieszy i o czym myślicie.//


Macierzyństwo Psychologia

Co rodzice najczęściej słyszą od osób BEZDZIETNYCH?

Zrozum Matkę
Zrozum Matkę
22 listopada 2016
 

Do tego wpisu zainspirowała mnie Mumandthecity.pl , swoim artykułem „Grr… 7 rzeczy, które na bank usłyszysz od bezdzietnych!”. Postanowiłam pociągnąć temat i dopisać kilka rzeczy oraz uzupełnić te, które już się pojawiły.

Część na własnym przykładzie, a część na Waszych doświadczeniach. Przypominam, że niektóre rzeczy są JESZCZE dla mnie obce, ponieważ moja córka ma dopiero 4,5 miesiąca, więc wiele fantastycznych komentarzy dopiero przede mną. No to jedziemy:

  1. PODEŚLIJ MI TO W WOLNEJ CHWILI/ MOŻESZ PRZESŁAĆ MI TO DZISIAJ? / OD WCZORAJ CZEKAM NA ODPOWIEDŹ OD CIEBIE… itd. Nie, nie mam wolnej chwili. Nie mam pojęcia co to jest wolna chwila i nie jestem w stanie zrobić wielu rzeczy teraz/ już/ natychmiast/ dzisiaj . Pisanie artykułów to dla mnie wyzwanie, ponieważ staram się to robić podczas drzemek córki, które często są bardzo krótkie. Wiele rzeczy robię przy pomocy smartfona, bo umożliwia mi to robotę „z dzieckiem na rękach”, ale nie zawsze jest to możliwe. Przypomnijmy, że poza opieką nad dzieckiem, karmieniem, zmianą pieluch, matka stara się zadbać też o dom. Sprzątanie, pranie, prasowanie i (o zgrozo) gotowanie. Między te czynności wplata próbę krótkiej drzemki (chociaż to już odpuściłam) i nadzieję, że przeczyta chociaż ze dwie strony książki nad którymi i tak zaśnie… Więc nie. Nie da się czasem zrobić tego dzisiaj/ zaraz/ teraz/ natychmiast.
  2. SPOTKAJMY SIĘ O 16.00 NA OBIEDZIE W CENTRUM HANDLOWYM. CO ZA PROBLEM?A no problem taki, że z niemowlakiem do centrów handlowych się nie chodzi. Nie jest to rozrywka dla takiego malucha. Dużo bodźców, zarazów, grzyby w klimatyzacji. Nie, nie przesadzam. Tak jest i już. (Czytajcie TU). Poza tym, nawet jeśli zrobi się wyjątek, to wyjście na konkretną godzinę graniczy z cudem. Nakarm, ubierz, a teraz usnęło, zapakuj pół mieszkania, wózek, fotelik, zabawki, pieluchy, zapakuj wszystko do samochodu. Uff, dojechaliśmy. 16.40. Ale jesteśmy. Siadamy, rozmawiamy. Za 5 minut marudzenie. Trzeba nakarmić, więc szukanie gdzie tego cycka wystawić, żeby było w miarę dyskretnie. A teraz pielucha… dobra szukamy przewijaka. „Zaraz wracam” i jestem po 20 minutach, bo po drodze jeszcze dorobiła w pieluchę. A teraz chce spać, więc trzeba pobujać, ale muzyka przeszkadza. Dobra, kelner przyniósł jedzenie, ale dziecko jest niespokojne, więc trzymamy na rękach/na kolanach i jemy na zmianę. Albo jedną ręką jemy a drugą trzymamy dziecko, albo jedno z nas je, a drugie zajmuje się dzieckiem, a potem zamiana. Tylko pytanie kto będzie chciał jeść zimne? Więc tak: obiad ze znajomymi w centrum handlowym jest problemem. Zapraszamy na obiad do nas. Dziecko pobawi się na macie, a my porozmawiamy.
  3. JESTEŚ ZMĘCZONA? NORMALKA. JA TEŻ. Tylko rodzicielskie zmęczenie, to co innego niż zmęczenie pracą czy nieprzespaną nocą po imprezie. Matka nie ma kiedy tak naprawdę odpocząć. 24h na pełnych obrotach. Nawet w nocy jak dziecko śpi, matka się budzi jak tylko usłyszy, że maluch się kręci. Często to jest pobudka kilka razy w nocy, mimo snu dziecka. Nie wspomnę już o nocnym karmieniu i zmianie pieluchy jeśli jest taka konieczność. Potem nastaje dzień. Nakarm, zajmij się, pobaw, ponoś, pogadaj do dziecka. A jak uśnie to zajmij się domem, swoją pracą itd. Wypadałoby jeszcze iść na spacer, bo pogoda ładna. Zapakuj malucha do wózka, zejdź z tym całym majdanem i spaceruj godzinę, dwie, trzy… Niby dla zdrowia, ale to męczące. Po drodze szybkie zakupy w osiedlowym sklepiku, żeby coś na obiad zrobić. A jeszcze rachunki są do zapłacenia i wypadałoby zadzwonić do babci porozmawiać trochę. Przychodzi chwila spokoju… Siadasz na kanapie, chcesz się zdrzemnąć i przypominasz sobie wtedy, że jutro wpadają teściowie, więc trzeba na szybko odkurzyć mieszkanie. A potem dziecko się budzi i cała zabawa od początku. Więc nie, Wasze zmęczenie jest inne niż nasze!
  4. CO ROBICIE WIECZOREM? MOŻE WPADNĘ?Nie, nie wpadniesz. Wieczorem się do nas nie wpada. Kąpiemy malucha, a potem usypiamy. Dziecko ma mieć ciszę i spokój, bo dopiero od niedawna rozróżnia dzień od nocy. I wie, że w nocy gości nie ma. Gdy już cudem uda się ją uśpić (a usypia dopiero koło 22…) to chcemy ten czas spędzić we dwoje. Sami. Jak mąż z żoną. Gości zapraszamy w weekendy jak jesteśmy w komplecie albo w ciągu dnia jak jestem sama. Towarzystwo zawsze mi się wtedy przyda. Poza tym wieczorne przesiadywanie z gośćmi to jest jakiś horror. Oboje ledwo patrzymy na oczy. Ja po maratonie z dzieckiem, mąż po maratonie w pracy. Próby obejrzenia razem filmu kończą się na chrapaniu i komentarzu: „dobra, dokończymy jednak jutro”.
  5. JEDZIEMY NA FERIE W GÓRY. JEDŹCIE Z NAMI! CO ZA PROBLEM?Taaaa, zaapakuj kilkumiesięczne niemowlę w samochód i jedź 600 km, przy temperaturze -10, a potem najlepiej załóż narty na te mikrostopki i pobawmy się na stoku. A jak nie będzie chciało jeździć na nartach to zawsze może ulepić bałwana. A jak nie będzie chciało siedzieć na stoku cały dzień, to tam jest taka karczma z grzanym winem. Posiedzicie sobie i będzie fajnie. Taaa, fajnie. Ciekawe dla kogo… Ubieraj w te kombinezony, potem rozbieraj, idź nakarmić cycem, a potem zmień pieluchę. Ewentualnie spędzisz cały dzień w pensjonacie z dzieckiem, podczas gdy całe towarzystwo będzie się świetnie bawić. Nie, nie pojedziemy na ferie w góry. Nie w tym roku.
  6. CZEMU NIE WPADNIECIE DO DZIADKÓW NA WEEKEND? PRZECIEŻ ONA MA JUŻ 2 TYGODNIE!Właśnie dlatego. Bo ona ma JUŻ 2 tygodnie to nie wpadniemy na weekend. Bo jest za mała. I nie, nie ma JUŻ 2 tygodni, tylko DOPIERO. Noworodek czy niemowlak to nie dorosły człowiek. Nie można traktować go tak samo. Pomijając całą logistykę wycieczki – zabieranie pół mieszkania, zatrzymywanie się co chwile (2 tygodniowe dzieci robią kupę co chwile i są co chwile głodne), niewygodny fotelik (takie maluchy nie powinny zbyt wiele czasu spędzać w foteliku), to na weekendowe odwiedziny przyjdzie jeszcze czas. Za kilka miesięcy…albo lat.
  7. NAPIJ SIĘ WINKA. KARMISZ? OJ TAM, ODCIĄGNIESZ. Nie, nie muszę pić wina. Nie chcę odciągać pokarmu i czekać kilku godzin, żeby znowu móc nakarmić piersią i stresować się, że może odczekałam zbyt krótko i dziecko dostało mleko z procentem. Karmię piersią – nie piję alkoholu. Proste. Nie mam też potrzeby picia alkoholu, po prostu nie chcę i już. Chcę zachować czujność i ostrożność przy dziecku. Uszanuj to.
  8. CZYM TY JESTEŚ ZMĘCZONA? PRZECIEŻ TYLKO SIEDZISZ W DOMU Z DZIECKIEM!Tego chyba nawet nie skomentuję. Właśnie tym. Jestem zmęczona tym, że TYLKO siedzię w domu z dzieckiem. Bo to siedzenie w domu z dzieckiem jest cholernie męczące.
  9. A CO ZA PROBLEM PODRZUCIĆ DO DZIADKÓW? Ano taki problem, że nie zawsze dziadkowie chcą, żeby im podrzucać dziecko. Czasami dziecko nie chce być podrzucone do dziadków. A czasami rodzice nie chcą zostawiać dziecka u dziadków z różnych powodów. Czasami logistyka nie pozwala, czasami inne tematy. Poza tym nie zawsze jest to takie proste. Zostawiasz dziecko a po godzinie jest telefon, że płacz i chce do mamy. Nie wspomnę już o dzieciach malutkich. Noworodkach i niemowlakach. One po prostu potrzebują rodziców. Ich nie powinno się od tak „podrzucać”.
  10. A NIE MOŻESZ ZABRAĆ JEJ/JEGO ZE SOBĄ? Nie, nie mogę. Nie wszędzie dziecko można zabrać. Zatłoczone, zadymione knajpy to zły pomysł. Tłumne imprezy też. Spędzanie czasu u znajomych gdy dziecko ma skok rozwojowy/kolkę/jest zmęczone/rozdrażnione to nie jest szczyt marzeń rodzica. Przebywanie w miejscach gdzie trudno zmienić pieluchę czy nakarmić nie jest zbyt komfortowe dla nikogo. Więc nie, nie mogę jej/jego zabrać ze sobą.
  11. WPADNIEMY DO WAS NA NOC, OK? POSIEDZIMY, POGADAMY… Nie. Nie posiedzimy i nie pogadamy. Nocowanie dla rozrywki nie jest dla nikogo przy małym dziecku fajne. Zwłaszcza jeśli mieszkanie jest małe, ciasne, jedna łazienka i kilkoro dorosłych kręcących się po mieszkaniu. Wszyscy chcą się wykąpać, zrobić kupę, umalować się, pogadać, zjeść śniadanie, wejść, wyjść, odebrać telefon, umyć ręce itd. A przy tym wszystkim gdzie dziecko? Znajomi robią stypę jak za studenckich czasów, nie wiedząc jakie to jest upierdliwie przy małym dziecku. Nie widzą problemu. Najlepiej zaprosić jeszcze ze dwie parki do 2-pokojowego mieszkania i kupić wódeczkę. Fajnie będzie. Uśpisz dziecko i pobalujemy do rana. A jak nie, to wy idźcie spać, a my w końcu zajmiemy się sobą. Dawno nie baraszkowaliśmy, bo nie mieszkamy razem, a u kogoś zawsze fajniej. Więc przenocujemy, ok?
  12. ZOBACZYSZ CO BĘDZIE JAK BĘDZIE STARSZEA Ty skąd wiesz? Masz swoje? Nie? Mhm. Aaaa widziałeś dzieci sąsiadów… To wiele by wyjaśniało. Dzięki za wskazówki.
  13. PRZESZKADZA CI BRZUSZEK? JA CODZIENNIE ĆWICZĘ Z MEL-B. SPRÓBUJ!Mogę już zwymiotować? Ja codziennie noszę 8 kg na rękach, przez kilka godzin. I schodzę z tymi 8 kg z czwartego piętra po schodach a potem w drugą stronę. Myśląc o rozłożeniu maty do ćwiczeń, już zastanawiam się w jakiej pozycji ułożyć się, żeby było mi wygodnie spać…
  14. WIDZIAŁAM SUPER SUKIENKĘ DLA CIEBIE! TAKA DOPASOWANA, Z SUWAKIEM Z TYŁU… NIE PRZESADZAJ! CZASEM LICZY SIĘ WYGLĄD A NIE WYGODA!Dopasowane sukienki, z suwakiem z tyłu to to co matki karmiące lubią najbardziej. Żeby wyjąć tego cyca, trzeba zdjąć całą sukienkę. Rewelacja. Do tego nie można chodzić w niej, a co dopiero kucać i schylać się do dziecka. Marzenie każdej matki.
  15. OGLĄDAŁAŚ WCZORAJ TEN FILM? O 22.00 NA TVN. REWELACJA!– Chciałam. Naprawdę chciałam. Ale dziecko się obudziło tuż przed filmem, a potem sama poszłam spać.
    – Serio? Poszłaś spać o 22.00? O tej godzinie się nie śpi jeszcze!
    – …..
  16. WPADNIJ DO MNIE NA NOC! MĄŻ SOBIE PORADZI W DOMU Z DZIEĆMI!
    Pozostaje się tylko uśmiechnąć 🙂

Dodalibyście coś? 


Macierzyństwo Psychologia

Moje niemowlę ciągle płacze! Jak je uspokoić? 10 sprawdzonych metod matek, które w końcu śpią spokojnie

Zrozum Matkę
Zrozum Matkę
9 listopada 2016
Moje niemowlę ciągle płacze! Jak je uspokoić? 10 sprawdzonych metod matek, które w końcu śpią spokojnie
Fot. iStock / Halfpoint

Nie sztuką jest ze spokojnego niemowlaka zrobić płaczącego potworka. Trudniej jest z wiecznie krzyczącego maluszka, zrobić aniołka. 

Każde dziecko rodzi się z własnym, indywidualnym temperamentem. Jedne dzieci z natury są spokojne, inne pobudzone i bardzo wrażliwe, czyli tzw. typ „wiecznie płaczący”. Jednak temperament temperamentem, ale pewne zachowania często zależą od nas – rodziców. Moja córka jest bardzo spokojna, ale widzę, że banalnie jest sprawić, że będzie płakała przez kilka godzin, będzie marudna i krzycząca. Natomiast żeby każdy dzień był pogodny i radosny nawet u spokojnego dziecka, należy trzymać się pewnych zasad. 

A jak to jest z dziećmi wrażliwymi? Czy da się sprawić, żeby stały się spokojniejsze i pogodniejsze?
Przepytałam kilkanaście mam, które stosowały różne techniki uspokajania swoich dzieci i zebrałam je do kupy. U niektórych maluchów wystarczyło zastosować jedną czy dwie metody, u innych wszystkie. To zależy od stopnia wrażliwości dziecka. U niektórych te czynności należało powtarzać kilkukrotnie żeby zaczęły działać, u innych było to natychmiastowe rozwiązanie wszystkich problemów.*

*(Oczywiście mówimy o dzieciach płaczących mimo: najedzenia, czystej pieluchy, zdrowych, nieprzegrzanych/niewychłodzonych itp).

CO MOŻESZ ZROBIĆ, ŻEBY USPOKOIĆ SWOJE PŁACZĄCE NIEMOWLĘ?

  1. WIĘCEJ TULENIA
    Zauważyłam, że jest pewna zależność między temperamentem dziecka a niektórych matek. Te matki, które były zapracowane, mocno zadaniowo podchodziły do opieki nad dzieckiem, często tworzyły pewien dystans w stosunku do dziecka. Zwykle były dość zimne i oschłe, mało emocjonalne. Dziecko to był jeden z kilku punktów w harmonogramie dnia. O takich matkach pisała też Tracy Hogg w książce pt. „Język niemowląt„. Dziecko potrzebuje bliskości, czułości, poczucia bezpieczeństwa w ciepłych matczynych ramionach. Gdy matka nie ma czasu na tulenie dziecka, albo nie jest na tyle wylewna emocjonalnie, by czuć potrzebę robienia tego, dziecko może być bardzo płaczące. Po prostu nie zaspokaja się jego głównych potrzeb – bliskości i bezpieczeństwa. Rozwiązanie? Wyrzuć kalendarz, telefon, komputer, klientów, kij z tyłka – wyrzuć z siebie wszystkie emocje i poczuj tą wspaniałą więź z dzieckiem. Przytulaj, kochaj, baw, noś na rękach, całuj. Zapewnij jego podstawowe potrzeby! Jesteś jego/jej mamą!
  2. SPOKÓJ MATKI
    Dzieci bardzo mocno wyczuwają nasze emocje. Gdy jesteśmy rozdrażnieni, zdenerwowani, wkurzeni – maluchy przejmują nasze emocje. Zadbaj o spokój, relaks, wypoczynek, komfort życia. Zastanów się z czego wynikają Twoje emocje. Kłótnie z mężem? Z dziadkami? Problemy finansowe? Praca? Jeśli masz na to wpływ, rozwiąż najpierw swoje problemy, zrzuć z siebie bagaż, który nie daje Ci spokoju. Jeśli Twój nastrój wynika z tego, że dziecko ciągle płacze – tworzysz błędne koło. Weź głęboki oddech, znajdź przyczynę, spróbuj ten problem rozwiązać z uśmiechem na twarzy, a zobaczysz, że maluszek też poczuje się dużo lepiej. Oczywiście pomoc Partnera jest tutaj konieczna. Nie zapominajcie o tym!
  3. SPANIE Z DZIECKIEM
    Temat kontrowersyjny, ale skuteczny i sprawdzony. Dzieci, które płaczą w nocy, często nie są gotowe na odseparowanie od matki. Pamiętajmy, że niemowlęta do pewnego momentu myślą, że są integralną częścią macicy. Nie rozumieją otaczającego go świata, dlatego tym bardziej nie wiedzą czemu nie ma mamy obok! Spanie z dzieckiem to najlepszy sposób na zaspokojenie potrzeby bliskości, bezpieczeństwa, ciepła i komfortu dziecka. Śpiąc z dzieckiem należy jednak pamiętać o wszelkich zasadach bezpieczeństwa! Jeśli mimo wszystko nie chcecie spać z dzieckiem, może warto pomyśleć, żeby kłaść malucha na ubraniu mamy (żeby czuło zapach), albo dostawieniu łóżeczka do łóżka rodziców, żeby było blisko. Sprawdzone są też tzw. dostawki do łóżka. Dziecko śpi z Wami, ale osobno 😉 . Niemowlęta śpiące z rodzicami są dużo spokojniejsze i praktycznie w ogóle nie dochodzi do SIDS (Nagłej Śmierci Łóżeczkowej. Jedyna przyczyna śmierci niemowląt w łóżku rodziców to upadek z łóżka lub przygniecenie/przyduszenie. Dlatego tak ważne jest zachowanie środków ostrożności).
  4. IZOLACJA OD BODŹCÓW
    Niektórzy rodzice nie potrafią zmienić swojego dotychczasowego życia po pojawieniu się dziecka w domu. Lubią gwar, chaos, muzykę, zabawę, atakują dziecko tysiącem zabawek, bodźców, co wywołuje potworne zmęczenie i rozdrażnienie. Przebodźcowanie to jedna z najczęstszych przyczyn płaczliwości u dzieci. Pamiętaj, że im młodsze dziecko, tym mniej zabawek i atrakcji potrzebuje. Ich mózg naprawdę pracuje na wysokich obrotach i czasami wystarczy patrzenie na to co ma w pokoju (to naprawdę ogromna ilość rzeczy do poznania!). Co zrobić? Wycisz dziecko. Wyłącz radio, telewizor, zabierz nadmiar zabawek, pozwól dziecku poznawać świat na spokojnie. W jego tempie. Nie Twoim.
  5. IZOLACJA OD GOŚCI
    Gdy pojawia się dziecko w domu, goście walą drzwiami i oknami. Czasami rodzice przyzwyczajeni do tłumów sami spraszają codziennie kolejnych wujków, ciocie i znajomych. Miło jest gdy rodzice mogą spędzić czas w gronie najbliższych, ale nie zawsze jest to dobre dla dziecka. Po porodzie noworodek przeżywa szok. Nie rozumie kim jest mama i tata, a co dopiero inni ludzie. Wstrzymajcie się od gości na jakiś czas. Maluszek może się ich bać (obce głosy, zapachy, dotyk… to wszystko przeraża!). Wiele matek zabrania odwiedzin przez pierwszy miesiąc życia dziecka. Ja osobiście to popieram. Dziecko potrzebuje spokoju i zżycia się z rodzicami. Będzie później czas na gości.
  6. IZOLACJA OD WYJAZDÓW I WYPADÓW W GŁOŚNE MIEJSCA
    Niedawno urodziłaś a już Cię niesie, żeby wyskoczyć z maluchem na weekend? A może czas na zakupy w centrum handlowym? Dziecko nie jest na to jeszcze gotowe. Pomijając kwestie infekcji i wirusów, które można złapać, to znowu jest to nadmiar bodźców i chaosu, którego Twój maluch nie rozumie. Dzieci mogą wtedy płakać ze strachu, z przebodźcowania i z braku bliskości z mamą. Wstrzymaj się na razie od takich atrakcji. Daj sobie czas na regeneracje po porodzie i daj czas dziecku na przystosowanie się do życia w naszym świecie.
  7. NOŚ W CHUŚCIE
    Ciekawe jest to, że u wielu znajomych matek u których dzieci bardzo płakały, sprawdzało się chustonoszenie. To było jedyne miejsce gdzie się uspokajały i usypiały. Potwierdza to fakt, że większość noworodków potrzebuje spędzać czas w warunkach zbliżonych do panujących w macicy. Ciasno, ciepło, blisko mamy, kołysanie, bicie serca… Warto spróbować!
  8. CIASNO I CIEPŁO
    Jak już pisałam wyżej: spróbuj odtworzyć warunki panujące w macicy. Otulaj ciasno niemowlę, bujaj, szuszaj do ucha, ogrzewaj. Dzieci czują się wtedy bezpieczniej i lepiej śpią oraz szybciej się uspokajają.
  9. DUŻO PIERSI
    Nic tak nie działa kojąco na dziecko jak pierś mamy. Żaden smoczek ani butelka nie zapewni tego spokoju jaki daje ciepłe mleko, ssanie piersi i zapach mamy. Niestety wiele mam czuje się uwiązanych gdy dziecko „wisi na piersi”, zamiast zrozumieć, że to daje bardzo dużo dobrego. A z czasem to „wiszenie” się skraca. Ja pozwalałam swojej 4,5 miesięcznej córce wisieć na piersi. Smoczka do tej pory nie poznała. Mimo, że przez pierwsze tygodnie potrafiła wiele godzin ssać, tak teraz ten czas skrócił się jedynie do karmienia. Karmienie piersią pozwala też matce się wyciszyć, potulić dziecko, uspokoić i nawiązać więź, której często brakuje. Pozwalając dziecku korzystać z dobrodziejstw piersi zaspakajamy też punkt 1 – więcej tulenia. Ale musimy pamiętać o kolejnych punktach: nie spieszymy się, nie denerwujemy, wyłączamy bodźce, wypraszamy gości itd. Bez tego wszystkiego karmienie piersią nie będzie przyjemne ani dla dziecka ani dla matki.
  10. UŚMIECHAJ SIĘ I POZBĄDŹ ZŁYCH EMOCJI
    Gdy widzicie człowieka ze smutną miną czy chce Wam się śmiać? Raczej nie. Zwykle przejmujemy emocje drugiej osoby (odbicie lustrzane). Gdy trafiamy na entuzjastę, czujemy przypływ energii, gdy widzimy marudę, nam też się wszystkiego odechciewa. Czemu więc dzieci mają nie przejmować naszych emocji? Przejmują! I to bardzo! Jasper Juul w książce „Twoje kompetentne dziecko” opisał ciekawą historię: Rodzice odprowadzali dziecko do przedszkola. Gdy malucha odprowadzał tata, dziecko z uśmiechem szło do przedszkola, a gdy matka płakało. Można by pomyśleć, że ciężko znosiło rozłąkę z matką. A prawda była taka, że przejmowało emocje mamy, których na zewnątrz nie było widać. To matka nie była gotowa na rozłąkę z dzieckiem. Widzę to też u siebie. Ostatnio mieliśmy gościa, który bardzo mnie zdenerwował. Wręcz rozwścieczył, ale chcąc być kulturalna starałam się nie dać tego po sobie poznać, mimo, że w środku aż kipiałam. Jaki był tego efekt? Moja córka z uroczej śmieszki w trzy sekundy stała się wrzeszcząco-płaczącą marudą.

Nie gwarantuję, że Wasze dzieci się zmienią, ale każda metoda jest dobra, żeby spróbować uspokoić płaczące niemowlę. Czasami wystarczy zmienić jeden element, a czasami konieczna jest zmiana wszystkich nawyków i dotychczasowego życia. Niektórzy rodzice uważają, że nie można dostosowywać wszystkiego do dziecka. Moim zdaniem jest inaczej. Wprowadzanie zmian we wczesnym, niemowlęcym okresie, pozwoli wrócić do pewnych rzeczy w przyszłości. Gdy zaspokoimy potrzeby dziecka, zadbamy o jego komfort psychiczny, istnieje szansa, że łatwiej nam będzie się z nim komunikować w przyszłości i dobrze współpracować.
Znam przypadek w którym rodzice za wszelką cenę nie pozwalali swojemu wiecznie płaczącemu dziecku spać z nimi. Nie zgadzali się na bujanie i uspakajanie na rękach, zajmowali się ciągle swoimi sprawami zawodowymi, regularnie zostawiali niemowlę z dziadkami lub znajomymi. Przetrwali te pierwsze trudne lata licząc, że gdy dziecko podrośnie to będzie inaczej. Syn ma teraz kilka lat. Kończy przedszkole. Od roku śpi z rodzicami, wymaga dużo uwagi, nie potrafi się sam sobą zająć, bo jak tylko rodzic schodzi z pola widzenia ma małego wisielca przy nodze. Łatwo go wystraszyć i trudno uspokoić gdy wpadnie w histerie. Potrzebuje dużo czułości i bliskości oraz zapewnienia, że rodzice go kochają. Nie ma mowy, żeby zostawili go u dziadków czy cioci na kilka godzin. Wyjście do przedszkola zawsze jest koszmarem, więc ten czas, którego nie poświęcili mu w okresie niemowlęcym, nadrabiają teraz dwukrotnie.

Pewne rzeczy zostają w głowie dziecka od pierwszych dni jego życia. Budowanie poczucia bezpieczeństwa, bliskości, więzi z rodzicami to jest inwestycja na całe życie. Nie da się odłożyć tego na później. Rodzicielstwo jest tu i teraz. Nie za rok czy pięć lat. Dlatego zmiany warto wprowadzić od razu, bo im później tym będzie dużo trudniej. A nie wszystko będzie dało się zmienić i nadrobić w późniejszych latach.