Macierzyństwo

Jak rozpoznać, czy dziecko bierze narkotyki? Co wtedy zrobić, jak się zachować?

Media Room
Media Room
14 lutego 2022
fot. Sneksy/iStock
 
Sądzisz, że twoje dziecko nie jest zagrożone eksperymentowaniem z narkotykami? Może i tak, ale skala ich zażywania przez polskie nastolatki jest bardzo duża. Sprawdź, po czym poznać, że dziecko zażyło substancję psychoaktywną i co wtedy robić.

Wiedza o tym, jaki wpływ mają narkotyki na organizm, szczególnie młody, jest niewielka. Właśnie dlatego tak istotna jest profilaktyka oraz promowanie wiedzy o destrukcyjnym działaniu używek zarówno na rozwój i organizm młodych ludzi, jak i na ich kontakty z rówieśnikami oraz rodziną. Te zagadnienia były tematem webinaru zorganizowanego 19.01.2022 r. przez Uniwersytet SWPS pt. „Konsekwencje uzależnienia wśród dzieci i młodzieży”.

O tym, jakimi substancjami odurzają się dzieci i młodzież, jaki jest społeczny kontekst sięgania przez nie po używki oraz dlaczego są one dla nich tak ryzykowne, przeczytasz w tekście opublikowanym 10 lutego br. https://zdrowie.pap.pl/uzaleznienia/slabe-narkotyki-dowiedz-sie-dlaczego-takich-nie-ma

Tu przypomnimy tylko, że z badań Janusza Sierosławskiego wynika, iż 25 proc. uczniów szkół ponadpodstawowych w ciągu ostatniego roku spróbowało narkotyku, a jednym z problemów obecnie jest to, iż współczesne narkotyki, nie wyłączając rzekomo łagodnej marihuany, mają większą „moc” niż te około dekady-dwóch temu.

Jak rozpoznać, że dziecko jest pod wpływem narkotyków

Prof. Mariusz Jędrzejko, dyrektor naukowy w Centrum Profilaktyki Społecznej, kierownik jedynej w Polsce poradni cyberuzależnień – cyberzaburzeń wskazuje, że najczęściej pierwszym symptomem sięgania po narkotyki są gwałtowne zmiany nastroju. Aktywne i zazwyczaj „żywe” dotąd dziecko wchodzi w stany stłumienia, jest wycofane, rozdrażnione, skłonne do agresji. Wyjaśnia, że z uwagi na działanie na ośrodkowy układ nerwowy narkotyki wywołują szereg niekontrolowanych reakcji, szczególnie dostrzegalnych na twarzy i w gestykulacji, pojawiają się zachowania kompulsywne.

Zwróć uwagę na źrenice

Niemal wszystkie środki psychoaktywne wpływają na zmianę wielkości źrenic.

Stymulanty zwiększają źrenice do 8–10 mm i wywołują opóźnioną reakcję na światło; środki otępiające zmniejszają źrenice do 2–3 mm. Ponadto osoba pozostająca pod wpływem narkotyku może mieć kłopoty z koordynacją ruchową, ma ograniczoną zdolność do oceny sytuacji, w której się znalazła, inaczej odbiera sygnały werbalne i niewerbalne, wreszcie może mieć problemy ze wzrokiem, słuchem i odczuwaniem bólu.

Fizyczne objawy zażywania marihuany można rozpoznać przez około 2-3 godziny po jej wypaleniu. Białka oczu są wtedy różowe, a im bardziej są popękane i więcej jest widocznych żyłek, działanie marihuany jest silniejsze. Należy wtedy podawać dziecku jak najwięcej płynów do picia, by wypłukać THC. I co najważniejsze – przez 24 godziny dziecko nie powinno być pozostawione samo, ponieważ tak długo działa THC, a nigdy nie wiemy jak młody organizm zareaguje.

„Dla nowych odmian marihuany charakterystyczna jest bardzo szybka zmiana aktywności edukacyjnej, ponieważ tetrahydrokannabinol (THC) i inne kannabinoidy atakują w pierwszej kolejności ośrodek motywacyjny. Krótko mówiąc, niszczą go. Takie dziecko obojętnieje, zaczyna mieć przekonanie, że nie musi się uczyć, nie musi nic robić, skoro tak przyjemnie jest nic nie robić. Jeśli zobaczycie u swoich dzieci takie zachowania powinna wam się zapalić lampka ostrzegawcza” – wskazuje prof. Jędrzejko.

Działanie amfetaminy, kokainy albo leków zawierających pseudoefedryny rozpoznamy po dużych źrenicach (8-9 mm), niereagujących na światło. Charakterystyczne dla tych środków jest euforia, duży przypływ energii, brak potrzeby snu, brak apetytu, ale często też agresja i nadmierne pobudzenie. Jeszcze większe źrenice, bez żadnej reakcji mogą oznaczać działania ekstazy. Po jednorazowym jej zażyciu osoba odczuwa podniecenie, zwiększoną energię, odporność na zmęczenie i sen, jednak długotrwałe zażywanie ekstazy powoduje nastroje depresyjne, obniżenie sprawności intelektualnej, a nawet manie prześladowcze.

Jeśli natomiast dziecko ma malutkie źrenice (2- 3mm) i wyraźnie opuszczone górne powieki, spłaszczone jak oczy węża może to być efekt zażycia opiatów albo przedawkowanie leków uspokajających, nasennych, antydepresantów.

Lekarz ostrzega, że konieczna jest wtedy interwencja medyczna, często w postaci płukania żołądka, ponieważ dziecko może zasnąć i nigdy więcej nam się nie obudzić.

Charakterystyczne dla wielu narkotyków jest pobudzenie, bełkotliwa mowa, wesołkowatość i nieco irracjonalne zachowanie np. dość często zdarza się prowadzenie rozmów z wyimaginowanymi osobami.

Gdy zauważymy któreś z powyższych objawów nie należy wypuszczać dziecka z domu i nie dopuszczać do okna, ze względu na brak koordynacji ruchowej i dezorientację w przestrzeni, ale – co ważne – nie wolno stosować wobec niego żadnej przemocy! Dlaczego? Np. działanie ecstasy zależy od subiektywnych odczuć przyjmującego. Jeżeli jest w złym humorze, istnieje ryzyko, że nasili się niepokój, napięcie, poczucie utraty kontroli nad sobą, stany depresyjne i rozchwianie emocjonalne.

Jak długo narkotyki utrzymują się w organizmie człowieka (mocz i ślina):

  • Marihuana – THC utrzymuje się w organizmie do 3 tygodni,
  • amfetamina jest wykrywalna do 72 godzin od zażycia,
  • metaamfetamina – nawet do 6 dni,
  • kokaina i barbiturany utrzymują się do 48 godzin,
  • MDMA (ecstasy) – do 4 dni,
  • morfina – od 7 do 72 godzin od zażycia.

Dlaczego warto przyswoić sobie tę wiedzę? Dla pewności – w aptekach dostępne są narkotesty, które pozwolą narkotyk wykryć.

Do przebadania można też dać włosy, tym bardziej, że w ich przypadku większość substancji odurzających można wykryć do 90 dni po zażyciu – poza LSD (3 dni). Takie testy może jednak przeprowadzać tylko wyspecjalizowane laboratorium.

Co robić, gdy dziecko eksperymentuje z narkotykami

Jest to powód do zmartwienia i niepokoju. Awantura jednak niczego nie załatwi. Lepiej znaleźć merytoryczne argumenty, żeby wytłumaczyć dziecku, dlaczego to szkodliwe. Być może będzie argumentować, że narkotyk pomaga w nauce czy poprawia nastrój, ale warto zwrócić uwagę, że jednocześnie rozregulowuje uczucia, co jest świetnym fundamentem do poważnego uzależnienia.

Najpierw jednak informacja, że dziecko sięga po narkotyki, powinna skłonić nas do szukania odpowiedzi na pytanie: „Dlaczego on to bierze?”, „Co ją do tego skłoniło?”.

„Warto skonsultować się z terapeutą i poszukać odpowiedzi na pytanie, gdzie pojawiły się luki w wychowaniu, że ono dało się na to namówić, dlaczego uciekło w narkotyk, co takiego się wydarzyło w jego życiu. Musimy pamiętać, że wzięcie narkotyku to zazwyczaj końcówka jakiegoś procesu, który rozpoczął się dużo wcześniej” – podkreśla terapeuta.

Zero tolerancji

Zdaniem profesora rodzice powinni stosować zasadę zero tolerancji, czyli nie dawać przyzwolenia na „branie” i mówić o tym głośno w domu, w trakcie komentowania zachowań innych, podczas oglądania telewizji, rozmów o zażywaniu narkotyków. Warto pamiętać, że dla nastolatków często od rodziców ważniejsi są celebryci, sportowcy, ludzie popkultury i rówieśnicy.

Terapeuta jest zdania, że ważne osoby publiczne, nawet jeżeli decydują się na ryzyko narkotykowe, nie opowiadały o tym na portalach społecznościowych. Podkreśla jednak, że najważniejsze jednak są relacje w rodzinie, rozmawianie z dziećmi i tłumaczenie im, od bardzo wczesnego wieku, dlaczego narkotyki są niebezpieczne, zainteresowanie ich życiem, i dociekanie dlaczego interesują się tymi preparatami i skąd u nich potrzeba spróbowania.

„Zauważam, że przyczyną sięgania po narkotyki często są słabe więzi w rodzinie, brak wspólnotowości, spędzania razem czasu. Zapracowani rodzice po powrocie do domu siedzą w swoim pokoju, a dzieci w swoim. I nie chodzi mi tu o >>prowadzenie dzieci na pasku<<, lecz częstszą rozmowę, pytanie, co u niego słychać. Im częściej mamy odwagę wejść do pokoju córki, siąść obok niej na tapczanie i zapytać, co u niej słychać, tym tego ryzyka mniej. Nastolatki są bardzo podatne na presję zewnętrzną >>jeśli Kaśka coś bierze, to ja też spróbuję<<, trzeba im mówić, że nie muszą robić tego, co inni. To ważne. Ponadto bardzo dużo dzieci, które do nas trafiają, ma zaburzoną samoocenę. Gdy do tego pojawiają się braki aksjologiczne, brak wzorców, dostrzegania piękna życia, nieumiejętność rozróżniania, co jest dobre, a co złe, co jest prawdziwe, a co przekłamane – jeśli dziecko tego nie zrozumie – wtedy ucieka w różne przepaści” – uważa profesor.

Kiedy konieczna jest terapia

Terapeuta zaznacza, że jeśli mamy do czynienia z pierwszym eksperymentem narkotykowym, nie należy robić z tego tragedii, nie należy zaczynać od awantury.

„Oczywiście, że wolelibyśmy, żeby nasze dziecko nigdy nie zapaliło jointa na imprezie, nie próbowało ekstazy na dyskotece, ale nie róbmy z tego dramatu. Szukajmy odpowiedzi, jak konstruktywnie wyjść z tego problemu, jak ryzykowne zachowanie zastąpić pozytywnym, takim, które ma charakter rozwijający. Kluczem jest rozmawianie i słuchanie dziecka. Jeśli będziemy skupieni na własnej karierze, jeśli będziemy uważali, że najważniejsza jest forma, a nie treść życia, nasze dziecko będzie uciekało w swój świat” – podkreśla prof. Jędrzejko.

Wiele osób, których dzieci eksperymentują z narkotykami zastanawia się czy ośrodek wychowawczy dla dziecka, które używa narkotyków to dobre rozwiązanie. Mają dylemat, czy to na pewno miejsce dla niego, czy nie pogorszą w ten sposób swoich relacji z dzieckiem, starają się chronić swoje dziecko przed konsekwencjami. W rezultacie dzieci mogą nie rozumieć, że zażywanie narkotyków im szkodzi. Do tego dla wielu rodzin tego rodzaju ośrodek to wstyd „Co sąsiedzi pomyślą, gdy pod dom podjedzie karetka albo policja?”.

Profesor wskazuje – „przecież tak samo, jak wzywamy lekarza, gdy dziecko jest chore, tak samo przyjeżdża pogotowie do ratowania dziecka, które jest pod wpływem narkotyków. To może być bolesne, ale to jest przejaw miłości wobec dziecka.”.

„Rozmawiałem niedawno z rodzicami, którzy po raz trzeci znaleźli u swojego syna narkotyki. Chcieli się poradzić, co robić. Doradziłem im, by wezwali policję i zrobili to. 17 -latek został zatrzymany, przesłuchany, a następnego dnia dostał wybór: albo idzie się leczyć, albo zostanie wszczęte postępowanie. Zdecydował się na leczenie. To było bolesne, ale czasem nie mamy wyjścia. Mamy szansę na działanie tylko w dwóch przypadkach: jeśli pacjent godzi się na leczenie lub gdy upadnie na samo dno. Naszą rolą jest zrobić wszystko, by do tego ostatniego nie dopuścić, bo podnoszenie się z dna trwa o wiele, wiele dłużej. Tak więc umieszczenie dziecka w ośrodku szkolno-wychowawczym jest ostatecznością, porażką, ale tylko w ten sposób możemy taką osobę uratować. Umieszczamy w ośrodku 14-letnią dziewczynkę, która ma przed sobą jeszcze 70 lat życia i te lata jej w ten sposób ratujemy. Jeśli rodzice nie zdecydują się na ten ruch, to istnieje duże ryzyko, że za kilka miesięcy trafi do nas ta sama dziewczynka, która stała się przez ten czas bohaterką filmów pornograficznych. To autentyczna historia jednej z naszych pacjentek, której koleżanka podała mefedron i nieświadoma tego co robi przed kamerą, narobiła sobie kłopotów. A zdjęcie takiego stygmatu jest nieporównywalnie trudniejsze niż tego związanego z pobytem w ośrodku” – opowiada dyrektor Centrum Profilaktyki Społecznej.

Profesor przekonuje, że zwlekanie nie ma sensu, bo problem narasta. Warto zrozumieć mechanizm działania narkotyków: one wyzwalają ogromną ilość dopaminy, czyli są źródłem przyjemności. Gdy jest jej bardzo dużo, to trudno dobrowolnie zamienić ją na naukę matematyki czy rodzinną kolację. Terapeuta przestrzega, że rodzice, którzy nie zdecydują się dzisiaj zostawić swojego dziecka w ośrodku na dwa miesiące, za trzy miesiące będą prawdopodobnie musieli zostawić je na 10 miesięcy.

„Wielu rodziców pyta mnie, czy jeśli wezwą do swojego dziecka policję, to ono im jeszcze kiedyś zaufa. Jestem wtedy szczery i mówię wprost: >>Na początku nie<<. Muszą nastawić się, że usłyszą wiele przykrych słów, w tym te najgorsze jak >>nienawidzę cię<<, >>wyprowadzam się<<. Musimy zrozumieć, że dziecko nie jest w stanie holistycznie ogarnąć tego świata, często nie rozumie, co jest dobre, a co jest złe, a do tego ma kłopot z samoregulacją i my musimy mu w tym pomóc. Negatywna konsekwencja musi być na tyle dotkliwa, żeby pojawiła się gotowość do jej unikania, bo nie ma co liczyć, że dziecko oceni swoje zachowanie jako złe i to wystarczy, uniemożliwiają mu to zażywane substancje. Ale pocieszające jest to, że po upływie jakiegoś czasu dziecko zrozumie że umieszczenie go w ośrodku było oznaką miłości i troski o niego” – zapewnia terapeuta.

Pamiętaj! Walka w pojedynkę nie ma większego sensu. Wsparcia możesz szukać w fundacjach, stowarzyszeniach, możesz też skorzystać z bezpłatnych porad telefonicznych, np. 800 199 990, numer Krajowego Centrum Zapobiegania Narkomanii.

Źródło informacji: Serwis Zdrowie


Macierzyństwo

„Zazdrość, kontrola, cierpienie to nie miłość. Miłość to równość i bezpieczeństwo”. Justyna Czekaj o tym, przed jakimi relacjami uciekać

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
14 lutego 2022
fot. iStock
 

Zdrowy i szczęśliwy związek jest dla nas ogromnym wsparciem i wydobywa z nas to, co najlepsze. Jednak bez świadomości siebie i swoich potrzeb oraz miłości i szacunku do siebie nie jesteśmy w stanie zbudować relacji, która daje nam poczucie spełnienia. Latami żyłam w toksycznym związku i mam świadomość tego, jakie to ważne – mówi Justyna Czekaj, autorka bloga Wilczycą Być.

Ale wiele związków zaczyna się, gdy jesteśmy młode. Która dwudziestolatka zna siebie? Chociaż znam kobietę, dziś po pięćdziesiątce, która w młodości miała dwóch kandydatów na partnera: tzw. „Bad boya” i stabilnego, zakochanego w niej chłopaka. Wybrała drugiego.

Jeżeli dorastałyśmy w domu, gdzie rodzice, a w szczególności matka była niedostępna emocjonalnie z wielu różnych powodów i my czułyśmy się niekochane, brakowało nam poczucia bezpieczeństwa i akceptacji, możemy poszukiwać w bliskości z drugim człowiekiem tego samego, czyli braku poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji. Dlatego też zwiążemy się z „bad boyem”  .

Kiedy byłam nastolatką również wiązałam się chłopakami, z którymi nie czułam się bezpiecznie i  którzy fundowali mi stres i niepewność. W domu rodzinnym doświadczyłam właśnie takiego braku bezpieczeństwa , więc na partnera wybrałam mężczyznę niebezpiecznego.

Oczywiście, gdy jesteśmy młode, młodzi to myślimy, że jakoś to będzie, że nam się uda. Liceum kończyłam w 1995 roku, wtedy nie było powszechnego dostępu do wiedzy psychologicznej. Pojawiał się pierwsze książki o tej tematyce, ale naprawdę niewiele, nie było też żadnych rozmów w szkole, podnoszących świadomość w tych zagadnieniach. Skąd miałybyśmy się uczyć? Dlatego dziś ważne jest dla mnie to, żeby budować świadomość społeczną.

To zacznijmy od początku. Co to znaczy dobrze wybrać i co to znaczy mieć relację z samym sobą? Przecież chodzi o miłość…

Tak, ale to w dzieciństwie tworzymy definicję miłości. To rodzic pokazuje nam, czym jest miłość. Jeśli jest to osoba kochająca siebie, dbająca o siebie, swoje granice, uczymy się tego od niej i my. Taki rodzic daje nam też przestrzeń do poznawania siebie, budowania swojej świadomości emocjonalnej, a to skutkuje tym, że znamy swoje granice i potrafimy zaopiekować się sobą.  Dzięki temu później naturalne jest to, że jeżeli ktoś nas krzywdzi, mówimy: „Nie”. W ogóle wyrażamy emocje i jasno komunikujemy , gdy coś nam się nie podoba, że chcemy czegoś więcej, a czegoś mniej.

Zazdrość, kontrola, zlewanie się w jedno kojarzy nam się z wielką miłością, takie nadmierne dbanie o nas również. Adoracja. Szalone gesty. Ile słyszałam razy zachwycone: „On powiedział, że nigdy nie spotkał takiej kobiety jak ja”. 

Oczywiście. W przeszłości uważałam, że miłość musi być intensywna, tych stabilnych chłopaków postrzegałam jako nudnych. Myślałam: „Jak on mnie tak ciągle na przemian przyciąga i odpycha, to jest miłość. Cierpię, więc kocham”. Albo to przekonanie, że jak już się zakochamy, to będziemy żyli długo i szczęśliwie. To często życie w świecie fantazji i wypieranie tego, kim naprawdę jest osoba z którą jestem w związku i jak ja się w tym związku czuję. Taki stan rzeczy może być spowodowany tym, że chciałyśmy   uciec od tego, co było w domu, od cierpienia, zniewolenia, frustracji rodziców i całą sobą wierzyłyśmy, że jak pojawi się ten właściwy mężczyzna to reszta się sama poukłada i nic już nie musimy robić .

Katarzyna Miller: „Facet nie może być dla nas rozwiązaniem życia. Facet nie jest ratunkiem!”

Dzięki zdrowej opartej na współczuciu, uważności i zaufaniu relacji ze sobą jesteśmy w stanie zbudować dojrzałą relacja z drugim człowiekiem. To również pozwala nam na zauważanie znaków ostrzegawczych, które mogą nam mówić o tym, że związek, w którym jesteśmy nie jest zgodny z naszymi wartościami, co powoduje w nas wewnętrzny konflikt i narastającą frustrację, a to nam prostu nie służy. Jeżeli nie mamy kontaktu ze sobą i jesteśmy nauczone do ignorowania swoich emocji i odczuć, wtedy też możemy mieć skłonności do zadowalania innych, stawiania ich wyżej od nas i skupiania się na ich potrzebach z jednoczesnym zapominaniem o sobie albo też robimy odwrotnie izolujemy się od ludzi i unikamy bliskości budując wokół siebie mury.

Jeżeli chcemy poznać siebie warto zacząć od zadawania sobie pytań. Co lubię? A  czego nie lubię? Jakie są moje wartości, którymi chcę się w życiu kierować? Dzięki temu będziemy  prawdziwe i autentyczne w każdej naszej relacji nie tylko tej romantycznej.  Druga osoba w relacji jest dla nas ważna, ale nie ważniejsza od nas samych. Nie zatracamy się w relacji. Kiedy nie stawiamy  granic, dajemy się wchłonąć. A kiedy stawiamy mury dookoła siebie i na każdym kroku podkreślamy naszą niezależność i samowystarczalność, wtedy w relacji jest dystans i niepewność.

Co to znaczy?

Kobiety, które dały się wchłonąć robią dokładnie to, czego partner oczekuje, zapominają o sobie. Ważny jest on, jego pragnienia, ambicje, cele. One mu tylko towarzyszą, a nawet nie wiedzą, czego same by chciały.  Ale są też kobiety, które robią coś absolutnie przeciwnego, są aż nadto niezależne, podkreślają to na każdym kroku, ale to też nie jest w zgodzie, z tym czego pragną, bo każdy z nas ma naturalną potrzebę bliskości. Za każdą z tych postaw stoi lęk przed bliskością. Brak poczucia bezpieczeństwa w relacji z drugim człowiekiem.

Czym jest miłość?

To wzajemny szacunek, szczerość, dobra komunikacja, zaangażowanie i otwartość. Często nie potrafimy się komunikować jasno, otwarcie i prosto. Mówimy do siebie w sposób zawoalowany, wielopoziomowy, co może być wynikiem braku braku świadomości potrzeb. Jeśli nie jesteśmy świadome tego, co potrzebujemy i jasno tego nie komunikujemy: potrzebuje tego, to jest dla mnie ważne, wtedy to próbujemy uzyskać w inny sposób, manipulujemy, jesteśmy sarkastyczne, złośliwe, a czasem milczymy, bo nie wierzymy, że w jakikolwiek sposób możemy osiągnąć to, czego pragniemy. Buduje się w nas wtedy poczucie bezsilności i rezygnacji.

W dobrej miłości jesteśmy sobie równi. Rozmawiamy o tym, co jest nam potrzebne, żeby czuć się bezpiecznie i co najważniejsze słuchamy siebie nawzajem. Dominuje poczucie stabilizacji, ale też wolności. Tego, że ta osoba jest przy mnie i jest dla mnie, ale też ma swoją przestrzeń. I co ważne, jest w nas wola naprawienia wyrządzonych krzywd oraz rzeczy, które nie funkcjonują dobrze, chcą tego obie strony.

Wiele z nas orientuje się zbyt późno, że jest w toksycznym związku, jak zobaczyć te ostrzegawcze sygnały. Czego pani nie zauważyła?

Brak zaufania do siebie spowodował, że omijałam i bagatelizowałam swoje emocje, które pojawiły się w związku: strach, niepewność i dezorientacja. Nie dopuszczałam do siebie, że to co czuję jest efektem bycia manipulowaną, lekceważoną i wyśmiewaną.  Bardzo prostym sposobem sprawdzenia relacji, czy związku jest postawienie granic i powiedzenie  „nie”. Najczęściej ludzie toksyczni nie respektują naszych granic, przekraczają je w sposób otwarty, bezpośredni albo robią to w sposób zawoalowany.

Na przykład?

Mówimy: „Nie chcę iść z tobą do kina, nie mam czasu, nie mam przestrzeni. A partner: „No ale wiesz, umawialiśmy się, nie możesz mi tego zrobić”. „Nie, naprawdę nie chce”. A ta osoba staje się coraz bardziej agresywna. „Nie możesz, jesteśmy razem, to niepoważne”. Albo mówi: „Okej” a po południu wraca z tą samą propozycją: „A może jednak”. To może być nawet słodkie, ale widzimy tendencję, że ktoś nie odpuszcza, nie słyszy komunikatu. I to jest pierwszy znak ostrzegawczy.

Drugi sygnał: ktoś nas umniejsza, stawia się wyżej, nawet w subtelny sposób. „Ach, ty zawsze się spóźniasz”, „Zawsze gubisz te klucze” „Taka z ciebie dziewczynka”. Albo ktoś na siłę nam radzi, mówi, co mamy ze sobą robić, jak postępować. Też porównuje nas z innymi: „Zobacz, jak ta kobieta wygląda, jaka jest zadbana, też byś tak mogła”. To niby nie jest agresywne, ale podkopuje nasze poczucie własnej wartości, zaczynamy coraz bardziej się sobie przyglądać. „Chyba rzeczywiście muszę się bardziej postarać” myślimy. Czasem dostajemy też takie mniej lub bardziej subtelne komunikaty, czego partner od nas oczekuje. „Mój związek się rozpadł, bo partnerka się ze mną kłóciła” rzuca on. A co tak naprawdę chodzi? O to, że „Nie możesz się ze mną kłócić, bo od ciebie też odejdę.”

Ważne jest obserwowanie, jak ta osoba zachowuje się wobec innych, bo dla nas może być super miła, ale będzie opryskliwa dla obsługi w kawiarni, czy dla kogoś przez telefon. Czyjaś gwałtowność może przejawiać się w różnych sferach.

Ale my to bagatelizujemy …

Myślimy, że na pewno z nami tak nie będzie, a to eskaluje. Narcyzi też szukają osób empatycznych, wrażliwych, opiekuńczych.

Bardzo ważny jest wgląd w nasze emocje, nie bagatelizowanie tego, co mówi do nas intuicja, która mówi więcej niż nasza świadomość. . Nasza podświadomość odbiera komunikaty pozawerbalnie, mikro gesty, mimikę oraz postawę ciała. Im bardziej ufamy sobie, tym jesteśmy bezpieczniejsze i szybciej możemy skończyć relację, która jest dla nas niebezpieczna.

To ważne, żeby to wiedzieć. Toksyczni partnerzy, partnerki potrafią manipulować tak, że przestajemy sobie wierzyć, z miesiąca na miesiąc jesteśmy coraz bardziej zagubieni.

Jak manipulują?

Załóżmy, że szukam pierścionka. Wiem, że położyłam go na toaletce. Partner mówi: Wcale go tam nie położyłaś, wydawało ci się. I pierścionka rzeczywiście nie ma na toaletce, bo on go specjalnie przełożył.

Ale po co?

Takie zachowanie to  forma manipulacja, nazywana z angielskiego „gaslighting’em” i zdarza się częściej niż możemy przypuszczać. Często słyszę takie historie podczas pracy z kobietami.  Albo on wieczorem powie: „Jutro idziemy do znajomych”. Na drugi dzień pytamy: „To kiedy idziemy?” On: „Ale ja nie mówiłem, że mamy gdzieś iść”. Są też inne sytuacje. „Jestem zła na to, co robisz” wyznajemy. Ta osoba otwiera szeroko oczy: „Ja coś robię? Chyba żartujesz” albo „Nie możesz czuć się zła, bo nic robię”.

Miałam klientkę, która czuła, że jest zdradzana. Mąż był wciąż zajęty, znikał z telefonem, wieczorami siedział przy komputerze, nie było bliskości między nimi. Czuła, że mąż jest niedostępny i nieobecny. „Coś się dzieje złego, bądź ze mną szczery i powiedz czy mnie zdradzasz?” poprosiła moja klientka. Usłyszała, że nic się nie dzieje.  Jeżeli takie rozmowy się powtarzają i jesteśmy niesłyszane i odrzucane z tymi naszymi wątpliwościami  przestajemy sobie ufać, wmawiamy sobie, że to co czujemy jest nieprawdą. Skoro on mówi, że jest szczęśliwy i to ja mam problem, w końcu zaczynam w to wierzyć. Rośnie we mnie przeświadczenie, że to  ja się czepiam. Stajemy się agresywne same dla siebie.

Jak to przerwać?

Jeżeli zauważamy, że w naszym związku coś jest „nie tak” warto porozmawiać z kimś, komu ufamy albo udać się do terapeutki i omówić nasze wątpliwości. Takie wsparcie pomoże nam w nazwaniu problemu i tego co czujemy. Terapia i psychoedukacja pomogą nam w odzyskaniu  zaufania do siebie, wzmocnienia naszego poczucia wartości, co doprowadzi do tego, że przestajemy pozwalać innym  zbijać się z tropu i odrzucać to co wyczuwamy, że ma miejsce w związku. To, że ktoś mówi,, że nie mam prawa czegoś czuć nie oznacza, że ma rację.  Warto, też prowadzić dziennik, zapisywanie naszych przeżyć i zdarzeń powoduje, że  mamy do czego wrócić i zobaczyć, co on dokładnie powiedział, jak się zachował, co zrobił. To naturalne, że zapominamy, wypieramy, to rodzaj ochrony. Gdy mam to na papierze, nie możemy się oszukiwać, czy być oszukane. Nasze dalsze kroki zależą od tego jaka jest nasza sytuacja,  jeśli mamy dzieci musimy się przygotować, iść do prawnika, zabezpieczyć się, być może poszukać mieszkania. Przygotować się do odejścia. Jeśli to jest związek bez tego typu zobowiązań, to spakować się i odejść.

Mimo tego bólu?

Tak, ten ból to z jednej strony utracona miłość oraz nasze nadzieje na bliskość i szczęście u boku drugiej osoby, a z drugiej jest to również ból spowodowany uzależnieniem na poziomie biochemicznym. Pierwsze dni, tygodnie po zakończeniu takiej toksycznej relacji to często ogromne cierpienie, brak sił do życia. Są kobiety, które tak bardzo cierpią, że wątpią w to, czy przeżyją ten początkowy okres. To ważne, aby mieć świadomość tego, że  im dłużej zostaniemy w takiej relacji, tym trudniej będzie odejść. Często łudzimy się, że druga osoba widząc nasze starania i jednocześnie nasze cierpienie coś zrozumie, będzie chciała się zmienić. Sama trzymałam się tej myśli przez wiele lat  wierzyłam, że  jeśli ja rozumiem, to mój partner też. To jest zgubne. Bo jeżeli jesteśmy w związku ileś lat i ta osoba nic nie zrozumiała i nie zmieniła się, to znaczy, że nie chce, nie widzi potrzeby? Co musiałoby się stać, żeby się obudziła?

Jak mamy budować spokojny związek, gdy jesteśmy uzależnieni od adrenaliny?

Myślę, że bardzo ważnym krokiem jest pójście na terapię, zaczęcie od spojrzenia na to, co wydarzyło się w naszym dzieciństwie i zrozumienie tego, dlaczego w moim życiu powielam pewne schematy. Dzięki terapii możemy przejść proces żałoby dotyczący tego, co było trudne i często traumatyczne. Terapia pozwoli nam również na rozpoznanie tych potrzeb, które nie zostały zaspokojone w dzieciństwie. To daje nam szansę na zaopiekowanie się sobą i zaspokojenie tych pragnień w dorosłości, co więcej ten proces powoduje również, że bierzemy za siebie pełną odpowiedzialność. Przestajemy liczyć na to, że ktoś inny zadba o nas i odgadnie nasze pragnienia.  Praca nad sobą pozwala nam również na zmianę naszych schematycznych zachowań, które tak często pchają nas w ramiona niedostępnych emocjonalnie partnerów. Dzięki budowaniu samoświadomości zaczynamy zauważać takie zachowania i zmieniać je.

Czasem singielki patrzą na romantyczne zdjęcia par i myślą: Oni to mają fajnie. 

W związku nie chodzi o ideał i perfekcję. To  jest naturalne, że się kłócimy, są między nami konflikty i nieporozumienia. Czasami nasze potrzeby są inne, dlatego tak ważna w związku jest szczera i otwarta komunikacja oraz gotowość pojednania i znalezienia rozwiązań, które byłyby satysfakcjonujące dla obu stron. Czasami bywa i tak, że rezygnujemy z czegoś dla bliskiej nam osoby i odwrotnie. Jeżeli w związku jest miłość wtedy nie mamy poczucia, że „poświęcamy się”, czy rezygnujemy z siebie.

To ważne, abyśmy pamiętały o tym, że relację możemy naprawić, jeśli jest wola z obu stron, gotowość do rozmowy i wysłuchania siebie nawzajem. Kryzysy również dotyczą rodzin patchworkowych, bo w grę wchodzą nasze doświadczenia z poprzednich związków, byli mężowie oraz dzieci. Dla wszystkich to nowe doświadczenia i nowe osoby. Poukładanie relacji i budowanie związku w takim układzie wymaga od nas jeszcze więcej zrozumienia, ciepła i dojrzałości.

Sama jestem w takim związku i widzę, ile budowanie go wymaga od nas obu pracy i zaangażowania. Dzięki tej relacji zrozumiałam, czym jest dojrzały związek w którym jest szacunek, zaangażowanie i miłość oraz to jak wiele dobra wnosi do naszego życia bliska osoba, która chce naszego dobra i wspiera nas. Co nie oznacza, że żyję w idealnym związku, mówiąc szczerze, nie wierzę w takie związki.  W zdrowej relacji podstawą jest to, że oboje jesteśmy równi , bo jak już wspominałam w toksycznych związkach brak jest tej równowagi.

Ewa Woydyłło-Osiatyńska: „Jesteśmy nieszczęśliwi, bo mamy skłonność do osądzania i egocentryzmu. To przeciwieństwo empatii bez której nie ma szczęścia”.

Co to znaczy? Chodzi tylko o upokorzenie?

Nie tylko upokorzenie to również bagatelizowanie nas, umniejszanie naszego sukcesu, nie świętowanie tego, co dla nas ważne. To również ciągłe odrzucanie nas i karanie za „przewinienia”, czyli bycie nieidealną.

Jeżeli naszym schematem w relacji jest stawianie innych ludzi ponad siebie i uznawanie ich za bardziej wartościowych od nas samych, wtedy  – łatwo się temu poddajemy i powielamy takie zachowania w związku.

Dotyczy to również naszych przyjaźni–  skoro sądzimy, że ktoś jest ciekawszy, to jego potrzeby stawiamy wyżej niż nasze.  Schodzimy na dalszy plan, co powoduje, że buduje się w nas poczucie niesprawiedliwości, złość i frustracja.

W moim byłym związku nieraz podejmowałam próbę rozmowy, ale zawsze spotykałam się z tym samym murem i zaprzeczeniem: „Ja nie mam żadnego problemu, zajmij się sobą”. Takie reakcje powodowały, że obwiniałam siebie , no tak, to jednak moja wina, znowu coś wymyślam, mam zażalenia, czepiam się.

Piszą do pani też mężczyźni?

Tak, to oczywiste, że są też toksyczne kobiety. Sama wychowywałam się z taką matką, pracuję też z klientami, które miały narcystyczne matki. Wiele kobiet też doświadcza takiej przemocy emocjonalnej od przyjaciółek.

W tej rozmowie hołdujemy stabilnym związkom? 

Zdecydowanie, gdyż żyjąc w nich możemy nie tylko zobaczyć też siebie ale również rozwinąć się. Kiedy jesteśmy w relacji toksycznej nasza energia idzie na tęsknotę, czekanie, walkę i próby zmiany drugiej osoby. Gdy spotykamy tzw. porządnego faceta możemy przyjrzeć się też sobie, swoim reakcjom, słabościom i wspólnie je przepracowywać. Możemy się wspólnie rozwijać.

To nam daje ogromne wsparcie, poczucie, że nie jesteśmy sami, mamy kogoś, na kogo możemy liczyć. To jest najważniejszy wyznacznik, bo przecież jesteśmy różni, inaczej też te relacje budujemy. Natomiast w narcystycznej relacji mamy cały czas poczucie, że jesteśmy sami.

Ja od początku miałam wewnętrzne przekonanie, że jeśli postawię granice, zostanę sama. No i tak się stało. Osoby narcystyczne nie akceptują granic, ponieważ są skupione na swoich potrzebach i ich zaspokojeniu, nie widzą ani przestrzeni, ani potrzeb drugiego człowieka.

A kiedy kobieta boi się odejść, przeraża ją samotność?

Ta samotność często jest nie jest samotnością dorosłej kobiety, ale dziecka, którym kiedyś byłyśmy. Dziecka niedostrzeganego, niezauważanego, bagatelizowanego. I dlatego warto wrócić i zobaczyć jakie było to nasze dzieciństwo, jak ja się tam rzeczywiście czułam. Bardzo często idealizujemy nasze dzieciństwo i rodziców, jest to nasz mechanizm obronny, który służył nam w przeszłości, jednak w życiu dorosłym jest przeszkodą przed poczuciem emocji i zaleczeniem naszych ran z przeszłości. Dzięki temu, że odbudowujemy relację z naszym wewnętrznym dzieckiem, co oznacza wsłuchanie się w nasze emocje, przeżycia i otoczenie siebie opieką odbudowujemy naszą siłę sprawczą i odporność psychologiczną.

To powoduje, że  budujemy krok po kroku nasze nowe przekonania o nas samych, co owocuje tym, że zaczynamy wierzyć w to , że damy radę zadbać o siebie i nasze dzieci. Zbudować nasze nowe życie.


Justyna Czekaj, autorka znanego bloga Wilczycą Być. Od lat wspiera kobiet budowaniu samoświadomości, ponieważ – jak twierdzi– to jest klucz do naszego szczęśliwego życia, którego pragnienie każdy człowiek.


Macierzyństwo

Najpierw podbił świat, a teraz Polskę. Serial „Kontrola” opowiada o miłości dwóch kobiet biseksualnej i homoseksualnej

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
14 lutego 2022
Fot. Michał Stańczyk dla TVN. Warszawa 19.10.2021

Na miniserial „Kontrola” trafiłam przez przypadek na Playerze. Urzekł mnie. Opowiada o świecie młodych ludzi dopiero wkraczających w dorosłe życie. Ja – mama 19-latki – zakochałam się  w tej historii, która opowiada o społeczności LGBT+. Dlaczego?

Jestem mamą nastolatki, która co chwilę musi mi coś tłumaczyć. Oczywiście mogłabym to zgooglować, ale wolę jak opowiada mi o tym córka. Niedawno robiłam wywiad z Piotrem Jaconiem, ojcem transpłciowego dziecka. Córka przeszkoliła mnie szybko przed tym wywiadem.

– Tylko nie pytaj go o zmianę płci! – podkreśliła
– Dlaczego?
– Bo coś takiego nie istnieje. Jego córka zawsze czuła się dziewczyną. Dlatego nie zmienia płci, tylko swoje ciało. Mów „tranzycja”.
– A kim ja jestem? – pytam
– Kobietą cispłciową, heteroseksualną.

Okej, postaram się zapamiętać! Cieszę się, że dziś młodzi ludzie mają szersze spektrum, by definiować swoją orientacją seksualną. Ale wracając do serialu… Dlaczego mnie tak urzekł?Jest kręcony z niezwykłą wrażliwością i opowiada o miłości dwóch kobiet, jedna z nich jest homoseksualna, a druga biseksualna. Dziewczyny przyjaźnią się z ciekawą grupą osób: z gejem, osamotnioną starszą kobietą oraz parą: heteroseksualnym transpłciowym mężczyzną i biseksualną kobietą, oraz singielką zdradzaną przez męża. Niezłe combo! Ale ich przyjaźń jest wzruszająco silna, fascynująca, wspierająca i tolerancyjna. Taka, o jakiej każdy marzy! Do tego relacje między bohaterami pokazane są z czułością, wrażliwością i… prawdą. I tu chcę podkreślić: najpierw obejrzałam dwa sezony miniserialu, a potem zaczęłam sprawdzać, kto go nakręcił. Dlatego urzekł mnie uczciwie.

Droga do sukcesu serialu „Kontrola”!

10 lutego na Playerze pojawiły się dwa pierwsze odcinki trzeciej transzy. Rewelacyjne! Czekam na kolejne. Ale powiem wam jedno – zastanawiam się, czemu tak późno dowiedział się o tym serialu. Czemu jest o nim tak cicho!? Zaczęłam googlować i po pierwsze okazało się, że już dawno jest głośno, ale nie w Polsce, tylko na świecie. Po drugie, nakręciła go bardzo młoda kobieta — rocznik 1999! Zaczęło się od etiudy na zaliczenie w Warszawskiej Szkole Filmowej. W 2018 roku 18-letnia wówczas Natasza Parzymies (zapamiętajmy to nazwisko!) nakręciła wraz z ekipą studentów zmysłową niespełna trzyminutową scenę na lotnisku. Ona stała się właśnie pierwszym odcinkiem miniserialu. Parzymies opublikowała ją na YouTube, gdzie ma już 25 milionów odsłon. Wrzucała więc króciutkie kolejne odcinki, a komentarze pod nimi są entuzjastyczne, w najróżniejszych językach świata, głównie z Brazylii, Indii i USA. W zeszłym roku produkcja trafiła do serwisu Player.pl, gdzie widzowie mogą już obejrzeć kontynuację tej historii.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Natasza Parzymies (@natiszka)

Kim są aktorki „Kontroli”?

W serialu grają dwie wspaniałe młodziutkie dziewczyny: Ada Chlebicka wystąpiła dotąd m.in. w „Bejbi blues” Katarzyny Rosłaniec, „Historia Roja”, Hiacynt, a Ewelina Pankowska pracuje w najlepszych warszawskich teatrach – w TR Warszawa gra tytułową bohaterkę w „Ewelina płacze” Anny Karasińskiej, w Nowym Teatrze występuje m.in. w „Kinie moralnego niepokoju” Michała Borczucha. Dziennikarka Karolina Korwin-Piotrowska napisała, że te dziewczyny zagrały tak, jakby urodziły się dla tych ról. I trudno się z nią nie zgodzić! Obie olśniewają. Kolejna dobra wiadomość jest taka, że do trzeciego sezonu dołączają już gwiazdy: Cezary Żak, Katarzyna Gniewkowska, Irena Melcer oraz Ralph Kaminski.

Na konic chcę napisać jedno, choć serial zrobił wielką furorę wśród najmłodszej publiczności, bardzo go polecam rodzicom. Choć historia jest arcyuniwersalna, wierzę, że dzięki niemu łatwiej zrozumiemy świat naszych dzieci. Mnie pomogło!

 

Kontrola 3, fot. Michał Stańczyk dla TVN

 

Co zobaczymy w 3. sezonie serialu „Kontrola”?

Dziewczyny dojrzały już do uczucia, które je połączyło. Majka po kilku miesiącach spędzonych za granicą wraca do Polski. Natalia z kolei spędziła ten czas, skupiając się na realizacji swoich marzeń. Po miesiącach rozłąki, nie mogły się doczekać ponownego spotkania. Burzliwe czasy mają już za sobą, teraz do pełni szczęścia potrzebują już tylko siebie. I kiedy wydawać by się mogło, że nic już nie może stanąć im na drodze, ich życie wywraca się do góry nogami. Decyzja o posiadaniu dziecka powinna być przemyślana, jednak tego czasu w przypadku Majki i Natalii zabrakło. Czy uczucie, które je połączyło, jest na tyle silne, by przejść przez trudniejszy czas razem?

 

Kontrola 3, fot. Michał Stańczyk dla TVN


Zobacz także

Wcześniak w domu – jaka jest różnica w opiece nad wcześniakiem, a dzieckiem, które przyszło na świat w terminie

7 rzeczy, których możemy (i musimy) nauczyć się od dzieci

3 rzeczy, których nauczyła mnie śmierć mojej matki