Macierzyństwo

Dla dzieci kupujemy kosmetyki ekologiczne, dla siebie nie – skąd ten paradoks?

Redakcja
Redakcja
18 lipca 2022
 

Gdy na świecie pojawia się dziecko, rodzice pragną dać mu to, co najlepsze. Wśród produktów w wyprawce muszą znaleźć się też kosmetyki pielęgnacyjne. Jakimi kryteriami kierują się rodzice? Można się tego dowiedzieć z „Raportu Klimat tworzą ludzie – zachowania ekologiczne Polaków”1, który został przygotowany w ramach kampanii informacyjno-edukacyjnej „Nasz Klimat”, realizowanej przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska.

Raport dotyka ciekawych obszarów, nie tylko życia codziennego i nawyków stosowanych we własnych domach, ale też kwestii podróży (tych dalekich turystycznych i tych bliskich, np. do pracy) oraz tematyki rodzicielstwa. W badaniu zapytano Polaków o ich ekopostawy, a także decyzje podejmowane przy zakupie produktów dla dzieci. Warto przyjrzeć się szczegółom i sprawdzić, czym tak naprawdę kierujemy się przy wyborach, których dokonujemy codziennie, czasem nawet wydawać by się mogło – automatycznie.

Jak kupują rodzice?

Raport wskazuje, że blisko połowa ankietowanych rodziców (48 proc.) przy zakupie kosmetyków kieruje się bezpieczeństwem skóry maluszka. Dlatego preferują kosmetyki hipoalergiczne. Niewiele mniej, bo 42 proc. rodziców dzieci w wieku 0-14 lat, dokonuje wyboru na podstawie składu opisanego na etykiecie. Zasada jest jedna – im jest prostszy, tym lepiej. Krótki skład i właściwości hipoalergiczne nieodzownie kojarzą się z kosmetykami, które są naturalne i ekologiczne. Po takie sięga aż 39 proc. rodziców. Wynik, który niezwykle cieszy, to 30 proc. osób, które wybierają produkty z atestem lub certyfikatem znanych instytucji. Polacy zwracają baczną uwagę np. na to, czy specyfik był testowany na zwierzętach. Co czwartą osobę posiadającą dziecko najbardziej interesuje to, by kosmetyk był wygodny do zastosowania.

Wyraźnie widać, że w tym przypadku dla rodziców ekologia ma większe znaczenie niż niska cena, która jest najważniejsza jedynie dla 24 proc. badanych, kupujących kosmetyk dla swojego dziecka.

Jak wygląda sytuacja, gdy jednak zakupy są dla nas i z danego kosmetyku nie będzie korzystać dziecko? Co wtedy staje się najważniejsze?

Co wygrywa: ekologia czy ekonomia?

Dokonując zakupów, Polacy najczęściej koncentrują się wokół aspektów ekonomicznych (promocja, niska cena), bezpieczeństwa oraz zdrowia (skład produktu, okres trwałości), a kwestie ekologiczne są tu wyraźnie mniej ważne. 39 proc. pytanych w ogóle nie zwraca uwagi na to, czy produkty są przyjazne dla środowiska. Natomiast 33 proc. przyznaje, że korzysta z ekoproduktów, które jednak wybierane są ze względu na ich inne właściwości.

Warto zwrócić uwagę na fakt, że co czwarty Polak wskazał, że sięga po produkty ekologiczne, w tym kosmetyki. Badani deklarują, że korzystają z nich świadomie, gdyż są one produkowane ze szczególną troską o planetę. Jednak w tym aspekcie też bardziej świadomi są rodzice, spośród nich taką odpowiedź wskazało aż 35 proc. ankietowanych. Z analiz wynika również, że kobiety są bardziej wrażliwe na kwestie środowiskowe przy wyborze kosmetyków niż mężczyźni. Gdy kosmetyk jest przeznaczony dla dorosłych, a nie dla dzieci, największe znaczenie ma ekonomia. Zachętą do zakupu tych z lepszym składem czy w możliwych do recyklingu opakowaniach mogłaby się okazać niższa cena lub atrakcyjne promocje. Ciekawym rozwiązaniem, które zyskuje na popularności i zaczyna pojawiać się w polskich drogeriach, są automaty do ponownego napełnienia butelki, np. środkiem do mycia – co pozwala nie tylko poczynić oszczędności w domowym budżecie, ale także ograniczyć zużycie plastiku.

Jaki jest polski ekorodzic?

Dbałość o klimat w wyborach rodziców widoczna jest nie tylko przy zakupie kosmetyków. Preferują oni zabawki wykonane z drewna (45 proc.), które są lepszym rozwiązaniem niż plastik (25 proc.). Możliwe, że po prostu uznają je za bardziej wytrzymałe i trwałe, ale przewaga 20 punktów procentowych napawa optymizmem. Wśród rodziców popularne są również akcje wymiany ubrań. Aż 67 proc. oddaje lub sprzedaje rzeczy, z których wyrosło dziecko. W tym przypadku można połączyć troskę o środowisko z zadbaniem o domowy budżet.

Warto podkreślić, że aż 60 proc. rodziców rozmawia z dziećmi i uczy je odpowiedzialnych postaw (tj. oszczędzania wody, wyłączania światła, używania wielorazowych toreb na zakupach czy segregacji odpadów). Jedynie 10 proc. twierdzi, że w ogóle nie porusza tych kwestii ze swoimi pociechami.

Badanie pokazuje, że w społeczeństwie rośnie świadomość proekologicznych postaw. Jednak z pewnością potrzebna jest dalsza edukacja i promowanie zachowań chroniących naszą planetę. To ważne, by Polacy dostrzegli, jak duże znaczenie mają ich codzienne wybory, nawet te dokonywane w sklepie, by na zakupach z pełną świadomością i odpowiedzialnością sięgali po produkty przyjazne środowisku. Nie tylko ze względu na troskę o najbliższych, ale także o klimat. Aby podnieść świadomość społeczeństwa na temat działań, jakie każdy z nas może podjąć, Ministerstwo Klimatu i Środowiska prowadzi kampanię informacyjno-edukacyjną „Nasz Klimat”. Więcej o tym, jak zmieniać swoje życie na bardziej eko znajdziecie na stronie: www.naszklimat.gov.pl. Pełen raport i szczegółowe dane dostępne są pod linkiem: Ekologiczne zachowania Polaków Raport Klimat tworzą ludzie – Edukacja Ekologiczna – Portal Gov.pl (www.gov.pl).


Macierzyństwo

„Poczułam ulgę. Wszystkie znamy seks na wciągniętym brzuchu i z udawanym orgazmem”

Redakcja
Redakcja
18 lipca 2022
Emma Thompson w filmie "Powodzenia, Leo Grande", kadr z fimu
 

„Nie lubię, gdy cokolwiek trafia do miejsc, z których rzeczy mają wyjść na jaw” – mówi Nancy, 62-letnia emerytowana nauczycielka, w której rolę wciela się Emma Thompson. Nancy nigdy nie miała orgazmu, a po śmierci męża zameldowała się u sex workera z całą listą rozkoszy, których nigdy nie doznała. Nie mogłyśmy tego przegapić i postanowiłyśmy, my kobiety z redakcji ohme.pl, wybrać się na film „Powodzenia, Leo Grande” i sprawdzić ile w nim prawdy o nas samych…

Agnieszka Żukowska: Widziałam, że się na koniec filmu wzruszyłaś. Dlaczego?

Iwona Zgliczyńska: Nie chcę spojlerować ale przyznaję, finał mnie wzruszył. Para głównych bohaterów, nie dość, że kompletnie z innego pokolenia, to jednak ich znajomość złamała wszelkie schematy w myśleniu o bliskości z drugą osobą. Poruszyło mnie to bardzo!

Agnieszka Żukowska: No właśnie. Mamy Nancy Stokes, która od samego początku bardzo mi się podobała, emerytowaną, błyskotliwą nauczycielkę religii, mającą wszystkie atuty kobiety, która mogłaby przeżyć życie po swojemu, prawda? Tymczasem było inaczej. Intuicyjnie czuć ten potencjał na życie pełne przygód, widać błysk w oku, a tymczasem nic się takiego nie wydarzyło. Macie takie poczucie? Co poszło nie tak?

Monika Wanat: No przede wszystkim tradycja, cały dziadocen poszedł nie tak! Nie dość, że była nauczycielką, nie zapominajmy, że nie bez znaczenia pozostaje przedmiot, którego uczyła – religia – szczególnie, że padało kilka zdań zakorzenionych w tej świadomości. Pamiętacie, jak określała mianem „zdzir” swoje uczennice, które przychodziły do szkoły w za krótkich sukienkach, być może gdyby była matematyczką, na pewno by tak o nich nie mówiła.  Podejrzewam, że tam poszło wszystko nie tak, od wychowania począwszy, z jakiego jest rocznika, przykładny, misjonarski seks z mężem przez 30 lat. I podejrzewam, że to też nie była jego zła wola, tak był wychowany. Trudno podejrzewać, że facet nie oczekuje przyjemności z seksu. Winne było środowisko, brak edukacji, wychowanie, katolicki zaścianek. Zresztą ona w kółko powtarzała słowo „grzech”. Grzechem była już sama myśl o spotkaniu, potem samo spotkanie, na zmianę rozgrzeszała się, a potem znowu oskarżała. Od zarania dziejów to idzie nie tak. Jakie to jest przykre! Jestem skłonna dać sobie uciąć rękę, że takich kobiet, jak Nancy, szczególnie z tego rocznika, które nie mają przyjemności z seksu – jest więcej. My jesteśmy już tym pokoleniem, które miało „Bavo Girl”, „Cosmopolian” i Bridget Jones, i czytało o orgazmach na każdej okładce. Już wtedy było 80 sposobów na to, jak ten orgazm przeżyć. One tego nie miały zwyczajnie..

Iwona Zgliczyńska: Tak! Ja po raz pierwszy sobie uświadomiłam, że to nie jest historia jednej kobiety, ten film w ogóle zmienił moje myślenie o kobietach… Wstrząsnęło mną to poczucie, że jest ich na pewno bardzo wiele.

Monika Wanat: Mną wstrząsnął fakt, że mój mąż powiedział, że wszystko w tym filmie jest przykre i niesprawiedliwe…

Emma Thompson i Daryl McCormack w filmie „Powodzenia, Leo Grande”, fot. Courtesy of Searchlight Pictures. © 2022 20th Century Studios All Rights Reserved

Agnieszka Żukowska: Ale na szczęście nasza Nancy po śmierci męża postanowiła jednak zawalczyć o siebie i … zrobić sobie dobrze. To niesłychane, że temat przyjemności seksualnej jest potrzebą, która ma tak silny wpływ na myślenie o sobie, o swoim życiu, zwłaszcza czy jest udane. Kobieta, która nigdy nie miała orgazmu może wieść tak marne życie, że jej potrzeba zaspokojenia tej ciekawości jest tak ogromna, że staje się jej największym marzeniem na liście rzeczy do zrobienia ever. Ma 62 lata ale myśli, że z tymi marzeniami rzuciła się, jak z motyką na słońce. I tu z kolei pokutuje ulubione sformułowanie wszystkich: „jak na swój wiek..” Jakby te słowa przypięte były do niewidzialnego schematu, wzoru, który pochodzi z dziada pradziada i już nikt nie pamięta skąd się wziął, a jest wykładnią wszystkiego co robimy, jak się czujemy, czego potrzebujemy. Im dalej w las, tym gorzej. „40” – „jak na swój wiek”, robi coś głównie źle, bo przecież nie powinna już na przykład popełniać błędów przy wyborze partnera, 50-ka – „jak na swój wiek”, powinna się wstydzić, 60-ka na przykład – „jak na swój wiek”, czasem wygląda dobrze…

Monika Wanat: To akurat zrobił nam Internet. Długie lata sprzedawania galerii z gładkimi twarzami: 40 lat, a wygląda świetnie!

Agnieszka Żukowska: No właśnie! My nawet „niby” komplementujemy siebie takim stwierdzeniem, a które w założeniu zakłada coś nienormalnego. „Świetnie wyglądasz, nie dałabym Ci tylu lat!” – to jest hit, często to słyszę. I tak przeważnie mówią sobie kobiety, bo faceci kiedy generalnie widzą zadbaną, atrakcyjną, pogodzoną ze sobą kobietę, to nie pytają o wiek, żeby się dziwić… I tak dochodzimy do kolejnego ważnego wątku. Ten film moim zdaniem zrobił dużo więcej dobrego, niż cała edukacja seksualna razem wzięta przez ostatnią dekadę. Szokujące jest to, że dalej toczymy dyskusje na temat tego, czy w ogóle ona jest potrzebna? I komu. Zatrzymałabym się na chwilę, jak ważny jest to manifest filmowy?

Iwona Zgliczyńska: To prawda. Dzisiaj skupiamy się na tym, jak zdrowo jeść, oddychać, jak radzić sobie ze stresem, a przecież nasze zdrowie seksualne jest równie ważne! seks też jest naszą pierwszą potrzebą.

Agnieszka Żukowska: Brak seksu, przyjemności ze sobą zamyka nie tylko nasze pory…

Iwona Zgliczyńska: Ale przypomnę Ci, bo to mi nie daje spokoju, że na naszym seansie wydarzyło się coś takiego, że po pierwszych piętnastu minutach salę opuściły trzy nastolatki, to młode dziewczyny były. Roześmiałyśmy się trochę, a teraz tak sobie myślę, że to strasznie smutne, że one wyszły.

Emma Thompson i Daryl McCormack w filmie „Powodzenia, Leo Grande”, fot. Courtesy of Searchlight Pictures. © 2022 20th Century Studios All Rights Reserved

Agnieszka Żukowska: To prawda, one wyszły ale wolę o tym myśleć jednak z nadzieją. Gadanie o tym, że 60 latka nigdy nie miała orgazmu, jest dla nich zbyt surrealistyczne. Czymś, czego one kompletnie nie rozumieją. Tak chciałabym o tym myśleć, może życzeniowo trochę…

Iwona Zgliczyńska: Ale uważam właśnie, że ten film mógłby być dla nich bardzo dobrą lekcją. Nie wierzę, że to młode pokolenie ma tak świetnie z tym seksem. Porno, używki, dużo bodźców… To przeszkadza przeżyć po prostu cudowną przygodę między dwojgiem ludźmi.

Monika Wanat: Tak, możesz mieć rację. Ja, kobieta w średnim wieku, seks rozumiem jako kompletną zgodę i przyjaźń przede wszystkim ze sobą, swoim ciałem, potrzebami, tym kim jestem, ze swoją pewnością siebie. Za tym seksem stoi dużo więcej rzeczy, niż jedynie jego fizyczność.

Iwona Zgliczyńska: Sam Leo Grande mówił przecież o swoim zawodzie, o swoich klientach w niezwykle emocjonalny sposób, co było dla mnie zaskakujące ale i wspaniałe – jego uważność na drugiego człowieka.

Agnieszka Żukowska: Zauważcie, jak te jego historie zmieniają myślenie o nim. Nancy od samego początku chciała go zaszufladkować i koniecznie mu przypisać jakąś życiową traumę, jakby chciała mu udowodnić, że ktoś, kto zajmuje się „tymi rzeczami” musi być pokaleczony, albo mieć ciężkie dzieciństwo. Oczywiście Leo ma swoją historię, która wynika z odrzucenia ale to jednak niesamowite kiedy opowiada o swojej pracy, jak o misji.

Emma Thompson i Daryl McCormack w filmie „Powodzenia, Leo Grande”, fot. Courtesy of Searchlight Pictures. © 2022 20th Century Studios All Rights Reserved

Iwona Zgliczyńska: I on naprawdę lubił te swoją pracę. Ja mu wierzyłam, kiedy opowiadał jak bardzo satysfakcjonujące jest na przykład patrzenie na ludzi, którzy doznają rozkoszy, jak dużą sprawia mu to frajdę i przyjemność.

Agnieszka Żukowska: Ale wróćmy do Nancy Stokes: 4 spotkania i wraca do żywych. Bardzo wiarygodna była jej przemiana, poza wszystkim, że Emma Thompson jest znakomitą aktorką i dzięki niej było to tak kompletnie zauważalne. Z każdym spotkaniem jej cielesność podobała mi się coraz bardziej. A kiedy na sam koniec swój historii, Nancy zdjęła hotelowy szlafrok, co pomyślałyście?

Iwona Zgliczyńska: Na początku wystraszyłam się, że zobaczę wyretuszowaną, ustawioną w odpowiednim świetle ładną panią i to się zamieni w kino z happy endem…

Monika Wanat: Romantyczną komedię…

Iwona Zgliczyńska: A ona zdjęła szlafrok i stanęła przed nami dokładnie taka, jaka jest. I właśnie po tym, co powiedziałaś Aga, zobaczyłam, że ona jest piękna! I poczułam taką ulgę, że nie zobaczyłam przerysowanej, wygładzonej, sztucznej lalki po operacjach…

Monika Wanat: … albo dublerki pośladków, ciepłego światła…

Iwona Zgliczyńska: Zobaczyłam prawdziwą kobietę. Poczułam ulgę, bo ja też taka jestem. Gdybym się znalazła w podobnej sytuacji jak Nancy, miałabym dokładnie jej obawy – przede wszystkim, czy ja mu się spodobam, czy to nie będzie dla niego męczarnia. A on po prostu skupił się na jej najładniejszych atutach i chyba nie kłamał!

Agnieszka Żukowska: Nie kłamał, ja też mu wierzyłam.

Iwona Zgliczyńska: Poczułam tę ulgę, ponieważ już od bardzo bardzo dawna zresztą, wszystkie znamy ten seks na wciągniętym brzuchu, w opiętych majtkach…

Agnieszka Żukowska: Zgadzam się absolutnie, przy zgaszonym świetle, z udawanym orgazmem…

Iwona Zgliczyńska: Tak, każda z nas to robiła…

Agnieszka Żukowska: Każda. Niezależnie od związku, w różnych okolicznościach. Czy to jest złe? Czy to nie jest jednak jakaś zasłona dymna przed naszymi kompleksami?

Iwona Zgliczyńska: Każda z nas ma tę drogę do przejścia, może nie jak Nancy – całe życie bez orgazmu, z jednym mężczyzną, nieudanym seksem… Wiesz kiedy patrzę na swoją córkę, piękne, młode dziewczyny które nie lubią swojego ciała, niezależnie od tego, czy są szczupłe, czy są grube, – każda zawsze coś znajdzie, czego będzie nienawidzić. Nie wiem czemu tak jest. A potem patrzysz na swoje zdjęcie, kiedy byłaś 20 latką i myślisz sobie – boże, co ja od siebie chciałam? To też chyba jakieś zbiorowe doświadczenie, nie wiem, czy tak miałyście?

Monika Wanat: Tak, zdecydowanie.

Iwona Zgliczyńska: Za grube nogi, uda, a teraz sobie myślę, że były naprawdę ok!

Agnieszka Żukowska: Odstające uszy, co za zmora, były takie jazdy, to prawda, a dzisiaj ich nawet nie zauważam…

Iwona Zgliczyńska: Im jesteśmy młodsze, tym jesteśmy bardziej surowe dla siebie, dla swojego ciała.

Agnieszka Żukowska: A potem bardziej współczujące. Nasi rodzice nie zrobili nic, żebyśmy siebie lubiły. Nic. Ale są oczywiście usprawiedliwieni, bo nie zajmowali się takimi bzdurami jak pewność siebie, samoocena, nadwrażliwość, nie zajmowało ich to, mieli inne problemy…

Monika Wanat: Ani ich rodziców, skąd mieli to wiedzieć, że to w ogóle był temat do zajmowania się…

Agnieszka Żukowska: My to już wiemy ale zobaczcie ten paradoks – zajmujemy się nie dla siebie, ale dla swoich dzieci.

Iwona Zgliczyńska: A co by było, gdybyśmy stanęły jak Nancy przed lustrem i powiedziały sobie, że to, jakie jesteśmy jest ok. Naprawdę. To byłoby bardzo wyzwalające.

Agnieszka Żukowska: Może tak właśnie byłoby, taka terapia chodzi i po mojej głowie, żeby spojrzeć na siebie z pełną akceptacją, nie walczyć ze sobą, nie szarpać się, popatrzeć dobrymi oczami. Bardzo chciałabym to zrobić ale jeszcze się wstydzę…

Iwona Zgliczyńska: Mi pomaga myślenie o swoim ciele z czułością: „Boże, to twoje ciało, może jest grube ale wzięło na siebie wszystkie twoje trudy, urodziło dzieci, bywa tak bardzo zmęczone, jest jakie jest. Jest twoje”.

Agnieszka Żukowska: Ale to jest proces. Jak się chodzi na takie filmy jak „Powodzenia, Leo Grande” który pięknie rezonuje z takimi potrzebami, zawsze jest ten krok do przodu. Szłam na ten film z nadzieją, że znowu mamy szansę, na to żeby przestać być niewidoczne, dla siebie i dla innych. Nie zawiodłam się.

Monika Wanat: Po wyjściu z kina mój mąż powiedział o całej tej historii: „Odważne to było”, a ja chciałabym, żeby to nie było odważne, żeby to wreszcie było normalne!

Iwona Zgliczyńska: Podpisuję się pod tym, co powiedziała Monika. I dopisuję sobie ten tytuł do pierwszej 10 ki moich top filmów ostatniej dekady. Ten film wrył się w moje serce i już tam zostanie.


Macierzyństwo

Kogo i czego w życiu słuchać? Trzy najlepsze opcje

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
18 lipca 2022
słowa wsparcia
fot. FilippoBacci/iStock

Dziś Światowy dzień słuchania. W kalendarzu takie uzasadnienie święta: „Światowy Dzień Słuchania podkreśla wagę tej umiejętności, która jest niezwykle cenna. Obecnie wiele osób skupia się na dawaniu niepotrzebnych rad innym ludziom. Natomiast wystarczy ich wysłuchać i okazać odrobinę empatii, aby poczuli się lepiej”. 

Święte słowa– nieustannie wszyscy nawzajem sobie radzimy, wyplenienie tego nawyku jest bardzo trudne. Nas, w przeszłości, zwykle też nie słuchano, chyba każdy pamięta „dobre rady” nauczycieli, rodziców, babci, cioci, sąsiadki i innych doroślejszych, lepiej wiedzących.
Dlatego: nie słuchajmy rad, których nie chcemy i ich sami nie dawajmy nieproszeni. A kogo dobrze jest słuchać?

Siebie

Przede wszystkim. I nie chodzi o egocentryzm, narcyzm, czy skrajny egoizm. Chodzi o bycie blisko siebie, w zgodzie ze sobą. A jak mamy to zrobić, gdy siebie nie słuchamy? Niemożliwe. Moja znajoma terapeutka mówi, że zanim cokolwiek zrobi w życiu pyta siebie: czy to jest dla mnie? Jak się poczuję z tym? Czy naprawdę tego chcę. Oczywiście, nie chodzi o dylematy: iść do marketu, czy nie iść, zjeść arbuza, czy nie, ale o poważniejsze życiowe kwestie, życiowe wybory.

Choć z drugiej strony może gdybyśmy zadawały sobie te pytania przed prostymi czynnościami, byłybyśmy szczęśliwsze? Na przykład: czy ja naprawdę muszę odkurzać podłogę kolejny raz? A może teraz zrobi to inny domownik. Albo: może ta podłoga mogłaby pobyć trochę brudna. Czy ja chcę odebrać ten telefon od koleżanki? I tak dalej.

Wrzuciłam dziś w wyszukiwarkę hasło: jak słuchać siebie. Na stronie Moniki Gabrysiak, psychologa, autorki podcastu: „Możesz Myśleć Inaczej” znalazłam cytat z Abrahama Maslowa:

„Nie możesz dokonywać mądrych wyborów życiowych, jeśli nie odważysz się słuchać samego siebie, swego Ja, w każdej chwili swojego życia”.

Tych, na których nam zależy

Komunikacja to przede wszystkim umiejętność słuchania. Tylko słuchając możemy poznać myśli, potrzeby drugiej strony, przez to zrozumieć jej zachowania. Tyle że jesteśmy zabiegani, zmęczeni i czasem po prostu nam się nie chce. Wyrzucamy więc z siebie słowa, polecenia, pretensje i… tak, te nieszczęsne rady. A potem dochodzi do małżeńskich kryzysów, problemów w relacji z dziećmi. Kiedyś usłyszałam, że fajnie by było gdyby codziennie wieczorem, przy rodzinnej kolacji mówić sobie, co u kogo słychać. Jak minął dzień. Znam ludzi, którzy tak robią.

Z drugiej strony – bez presji. Ale naprawdę warto spróbować pomilczeć, gdy ktoś do nas mówi. Notorycznie proszę o to męża: nie musisz mnie ratować, wymyślać rozwiązania, chcę się tylko wygadać. A wczoraj przyjaciółka mi pisała, że ma ciężkie dni, a ja musiałam się powstrzymywać, żeby jej nie powiedzieć, że przecież tyle ma, niedawno się zakochała, że POWINNA się tym cieszyć. Nie mogłam wytrzymać swojego milczenia i chciałam ją zalać rozwiązaniami. Ała.

Przyrody, ciszy i wszystkiego, co przynosi ukojenie

To nam pomoże w pierwszym punkcie. Tak, żeby usłyszeć siebie, czasem trzeba posiedzieć w ciszy, w samotności albo na plaży, w lesie. Bez ludzi, bez mediów społecznościowych, bez nieustannego mówienia. To bywa trudne, dużo osób mówi, że po prostu się tego boi, w takim momencie musi natychmiast gdzieś zadzwonić, przejrzeć Facebooka, Instagram, nawet czytać.

W 2021 roku, w Stanach Zjednoczonych przeprowadzono nawet badania wśród pacjentów szpitali , analizowano dźwięki z 251 miejsc w 66 amerykańskich parkach narodowych, okazało się, że otoczenie ma ogromny wpływ na zdrowie pacjentów. I tak, jeśli w okolicy było dużo naturalnych dźwięków, a mało mało sztucznych, stan pacjentów się poprawiał, odczuwali mniejszy ból, mieli lepszy humor, mijało zdenerwowanie, rozdrażnienie. Co więcej, różne dźwięki przynosiły różne efekty – dźwięki wody były najlepsze w poprawianiu nastroju i zdrowia, podczas gdy śpiew ptaków obniżał stres i irytację.

Może to więc też dobry plan na dziś?

 

 


Zobacz także

Alimenty? A co mi zrobisz, jak ci nie zapłacę? Dłużnicy alimentacyjni śmieją się w twarz swoim dzieciom i byłym partnerkom

Alimenty? A co mi zrobisz, jak ci nie zapłacę? Dłużnicy alimentacyjni śmieją się w twarz swoim dzieciom i byłym partnerkom

Ciężkie grzechy macierzyństwa. Czyli czego nie wolno, a jest bardzo skuteczne

Ciężkie grzechy macierzyństwa. Czyli czego nie wolno, a jest bardzo skuteczne

Żywienie ma znaczenie! Jak układać jadłospis dziecka?