Macierzyństwo

Co rodzice mają zrobić, żeby nie skrzywdzić swojego dziecka?

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
3 stycznia 2022
fot. evgenyatamanenko/iStock
 

Ważne jest, żeby rodzice zdawali sobie sprawę z tego, że skrzywdzą dzieci. Założenie, żeby „nie skrzywdzić dziecka” jest błędne.

Rodzice muszą wiedzieć, że przez brak świadomości i przez własne schematy, których nie są świadomi, czy przez brak wiedzy, czy kompetencji na pewno w jakiś sposób na dziecko wpłyną, że to dziecko być może będzie czuło się skrzywdzone. I o tyle to jest ważne, dlatego na to zwracam uwagę, że jeżeli rodzic będzie wiedział, że skrzywdzi dziecko, że nie jest idealny, to łatwiej takiemu rodzicowi będzie przyjąć taką sytuację, kiedy dziecko powie mu, że np. coś było nie tak. I rodzic to przyjmie, zgodzi się, zaakceptuje i będzie nad tym pracował. I pozwoli, żeby dziecko mierzyło się ze swoimi trudnościami.

Co zrobić, żeby dziecku pomóc?

Pozwolić sobie na błąd, na niedoskonałość, co wcale nie znaczy, żeby nie pracować nad sobą. Cały czas pracować i wiedzieć, że jestem niedoskonały i będę niedoskonały. To jedna rzecz. Druga, myślę też bardzo ważna, to być cały czas prawdziwym. To jest coś, co rodzic może dać dziecku bezcennego. Być prawdziwym, w zgodzie ze sobą, jak najbardziej świadomym, być samemu cały czas na drodze rozwoju, dawać sobie prawo do tego. Myślę, że to jest bezcenne. Jest jeszcze kwestia zaufania. To jest bardzo ważne, żeby dać dziecku zaufanie, żeby nie zakładać, że dziecko jest złośliwe z natury, że chce coś źle, z natury chce dowalić, kombinuje… Nie, dziecko ewentualnie się tego nauczyło.

Dziecko jest…?

Dziecko z natury jest dzieckiem szczęśliwym, otwartym do współpracy, do rozwoju, jak plastelina. Jak rodzic będzie delikatny i będzie modelował, to ta modelina tak się ukształtuje. Rodzic może dać wiarę dziecku, to bardzo ważne. Wiarę w siebie, wiarę w to, co czujesz, w jakim kierunku idziesz, wiarę w wyborach, decyzjach, że masz prawo wybierać, że możesz decydować, że możesz popełnić też błąd, że to nie musi być idealne, ale zaufaj sobie, spróbuj, testuj, jak ci z tym będzie.

I co jeszcze?

Rodzic może dać dziecku słuchanie. Bycie i słuchanie to bardzo ważne. Żeby słuchać, co dziecko ma do powiedzenia, co przeżywa, co się w nim dzieje. Myślę, że to, co jest jedną z fundamentalnych rzeczy to, że rodzic może dać dziecku kontakt, bliskość, bo jedną z najbardziej masakrujących, agresywnych w stosunku do dzieci postaw, zachowań to jest taki moment, kiedy rodzic zabiera dziecku kontakt, czy to kontakt wzrokowy, czy emocjonalny.

Nie tylko, że go nie ma fizycznie?

On może być, np. fizycznie, ale nie będzie się odzywał do dziecka. Żeby je ukarać. Bo rodzic się obraził za to, co dziecko zrobiło, czy powiedziało. Rodzic przygotuje mu obiad czy śniadanie, ale w ogóle nie odezwie się do dziecka. Nie powie mu: „dzień dobry”, „do widzenia”, nie zapyta „co w szkole?”. Będzie traktował dziecko jak powietrze. Zabierze mu kontakt. To jest jedna z najgorszych kar, największych traum, jakie dziecko może doświadczyć od rodzica.

A przykład pracy nad sobą?

Jedną z istotnych rzeczy, które może dać rodzic swojemu dziecku, jest obraz rozwoju, pracy nad sobą. Sam rodzic pójdzie na terapię, do szkoły, na studia, sam będzie się przyznawał do błędów, sam będzie pracował nad sobą, będzie udoskonalał samego siebie, rozwijał siebie, to jest bezcenne. W ten sposób pokaże dziecku, że nie jest idealny, że może być nieidealny i wcale w ten sposób nie traci na wartości. I że to jest w porządku. I że o to chodzi. To jest to, co może rodzic dać dziecku. To bardzo dużo.

Słyszę od kobiet, które mają małe dzieci, że bardzo denerwują się, że mogą je skrzywdzić.

Jak będzie prawdziwa, autentyczna, to jest wszystko w porządku. Nie musi być idealna. A matki trzęsą się nad obrazem samych siebie, jakie to powinny być. Bo gdzieś na wirtualnym dysku jest zapisana informacja, że matka ma być „jakaś”, ale to jest niewyjaśnione.

Tak wychowujesz dziecko, tak je uczysz, bo uważasz, że to jest najlepsze dla tego dziecka. Później trzeba spojrzeć w oczy dziecku i powiedzieć: „Wiesz, tak zdecydowałam, bo na tym etapie, na którym byłam, uważałam, że to była najlepsza opcja dla ciebie. I biorę za to odpowiedzialność”. Problem jest z tym, że boimy się brać za coś odpowiedzialność, bo boimy się konsekwencji i w związku z tym idziemy utartym szlakiem.


Materiał pochodzi z najnowszej książki Stanisława Szlassy i Katarzyny Matusz O niektórych lękach dzieci i nastolatków. Zanim pójdziesz na terapię”, wyd. Grupa Centrum

 

 


Macierzyństwo

Jej prace znamy wszyscy, pewnie nawet mamy je w domu. Artystka zmarła w wieku 90 lat

Redakcja
Redakcja
3 stycznia 2022
 

Nie żyje Danuta Muszyńska-Zamorska, artystka malarka, witrażystka i gobeliniarka. Była autorką obrazów przedstawiających dziecięce postaci, prezentowanych na wystawach w ramach cyklu „Dzieci świata”, obrazów, których reprodukcje zostały wydane w serii pocztówek. Jedna z najsłynniejszych to „Dziewczynka  z gołębiem”. Obraz ten pojawił się na setkach widokówek.

O  śmierci artystki poinformował Związek Artystów Scen Polskich.

Dlaczego malowała akurat dzieci? – Od zawsze uwielbiałam dzieci – opowiadała w wywiadzie dla  „Dziennika Łódzkiego”. – Będąc dzieckiem nie potrafiłam sama cieszyć się jakąś zabawką. Bawiłam się w mamę otoczoną dziećmi.

 

„Dziewczynka z gołębiem” w formie gobelinu trafił do Jana Pawła II. Natomiast „Jacek i gołębie”, też w formie gobelinu otrzymał jeden z sekretarzy generalnych ONZ. Pocztówki z obrazami pani Danuty zdobyły ogromną popularność. Były marzeniem wielu dzieci, kolekcjonowały je dziewczynki. Może macie je  w swojej kolekcji?

Otrzymała „Order uśmiechu”. Artystka odznaczona została Złotym Krzyżem Zasługi, honorową odznaką Łodzi oraz srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Ponad pół wieku mieszkała w Łodzi. Ostatnie lata życia spędziła w Domu Aktora Weterana w Skolimowie.


Macierzyństwo

Pierwotna namiętność nigdy nie jest schludna. Zrób „bałagan” w sypialni!

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
3 stycznia 2022
dobry w łóżku
Fot. iStock/proud_natalia

Jesteśmy świadkami fascynującej sprzeczności. Seksuologowie łamią kolejne mity i stereotypy. Chcemy wspierać równość płci i różnorodność. „Czyż właśnie teraz nie powinniśmy uprawiać najlepszego seksu w historii?”, pyta psycholog kliniczna Marianne Brandon na łamach „Psychology Today”.

Niestety! Wszystkie badania i statystki alarmują, że ludzie uprawiają dziś coraz mniej seksu. Nawet młodzi! Coraz mniej łączy nas ze sobą w sypialni, jak i poza nią. Czujemy się bardziej odizolowani i samotni. Trendy te zostały oczywiście zaostrzone przez COVID, ale one nie zaczęły kształtować się ani rok, ani nawet trzy lata temu. Tylko znacznie wcześniej!

Czysto i elegancko w sypialni

„Seks analny? Obrzydlistwo! Mam ogromny lęk, choć mój partner nalega. Czytam bez przerwy o lewatywie, zastanawiam się, jak mam ją wcześniej zrobić, ile czasu nie jeść, jak się przygotować?”, pisze do nas Marianna. „Miłość w czasie okresu z moim mężem nie wchodzi w grę. Bez przerwy myślałabym o tym, jak bardzo się pobrudzimy”, wyznaje Katarzyna. „Choć jestem w stałym związku, nie potrafię przekonać się do seksu oralnego. Chodzi o mój zapach. Nie podoba mi się i ta kwestia mnie rozprasza”, twierdzi Irena.

Ludzie w gabinetach seksuologicznych mówią, że marzą o bardziej namiętnym seksie, ale nie wiedzą, co robić, by to osiągnąć. „Idealistyczne oczekiwania, że działania seksualne mogą zgrabnie pasować do czystych, uporządkowanych i poprawnych ram, to bujda. Ekscytujący seks jest pierwotny — nie jest ani czysty, ani kontrolowany”, twierdzi Marianne Brandon. A niestety coraz więcej młodych ludzi, wychowanych na Instagramie, gdzie większość obrazków jest „przepuszczona” przez upiększające filtry, ma wyobrażenie seksu pachnącego perfumami i pełnego wystudiowanych póz.

Seks jest nieziemski przede wszystkim wtedy, gdy pochodzi z miejsca ukrytego głęboko w nas – tego nieuporządkowanego, zwierzęcego, naturalnego, dyktowanego instynktami. Marianne Brandon, by wytłumaczyć to swoim czytelnikom, używa analogii kulinarnej. Przypomnij sobie te noce, kiedy po imprezce wróciłaś do domu i zjadałaś bez wyrzutów sumienia, chciwie i lekkomyślnie to, na co akurat miałaś ochotę. Palcami, stojąc przy kuchennym blacie. Zorganizowanie uporządkowanego, cywilizowanego miejsca przy stole w jadalni z widelcem i nożem nie ma sensu w takiej sytuacji. Bo nie smakowałoby równie fajnie. Podobnie jak grzecznie zjedzone przekąski, nie smakuje nam grzecznie konsumowany seks.

Zaufanie kontra szaleństwo

„Mąż pyta mnie, czy będziemy uprawiać seks tak, jakby chciał się napić filiżanki kawy. A gdyby tak choć trochę… poświntuszył?”, twierdzi Krystyna. „Zawsze podążamy tą samą nudną ścieżką, mam wrażenie, że mój facet mógłby w ogóle nie zdejmować piżamy”, twierdzi Grażyna. „Jak sobie przypomnę szalony seks z kochanką, to sorry, ale smutek mnie ściska, że z moją żoną jest tak nudno i przewidywanie. Niedawno usnąłem, kiedy ona była na górze. Cóż za dramat!”, twierdzi Michał.

Co ciekawe, ludziom często łatwiej poczuć się bardziej na luzie i pierwotnie podczas romansów lub krótkotrwałych związków. Nasz organizm uwalnia wtedy niezwykle silne neurochemikalia w odpowiedzi na nowego partnera. Dlatego możemy łatwiej uzyskać dostęp do swoich pierwotnych doznań fizycznych i ignorować mózg”, twierdzi Marianne Brandon. Kolejny czynnik to fakt, że w przypadku szybkiego numerka, może nam tak bardzo nie zależeć. Nie martwimy się, że zostaniemy ocenieni, bo jest duża szansa, że już się nie spotkamy.

Ale przecież w naszych długoterminowych związkach teoretycznie powinniśmy mieć większe poczucie komfortu. Owszem, jeśli uprawiasz seks z tą samą osobą od dziesięciu lat – doszło już do naturalnego osłabienia wytwarzania naturalnych neurochemikaliów, ale pojawiło się między wami coś bardziej cennego: zaufanie. Wiesz, że żona cię nie wyśmieje, tylko przytuli. Zdajesz sobie sprawę, że mąż niejedno już widział, więc możesz się wyluzować.

Bardziej dzika technologia

„Przyłapałam mojego męża na tym, że zamiast seksu ze mną woli oglądać jakieś sprośne filmiki”, twierdzi Agnieszka. „Często masturbuję się rano pod prysznicem. Czasem zabieram tam ze sobą wibrator. Dlaczego wolę to, niż seks z mężem?”, pyta Monika.

Ludzie dziś coraz częściej swoje pierwotne instynkty lokują w technologii. Oglądamy na ekranie nasze skrywane fantazje, a wszystko to bez konieczności poczucia bezbronności lub ryzyka osądu partnera.

„Twórcy tych filmów wiedzą, że naszym popędom można zaprzeczać i tłumić je, ale nie można ich zniszczyć. I w ten sposób w końcu nieświadomość wymyka się spod kontroli i pokazuje, co w sobie tłumimy”, twierdzi Marianne Brandon.

Terapeutka dodaje, że niestety kierowanie naszych pierwotnych, niechlujnych popędów z seksu z partnerem na seks solo podsycany filmikami, zazwyczaj zmniejsza intensywność w parze. Bo seks z pornografią, choć mniej intymny, wydaje się bardziej kuszący i łatwy.

Ponieważ nasze pierwotne popędy z czasem mogą zostać stłumione w strukturze bezpiecznego związku, warto podjąć wysiłek, aby by je zintensyfikować. Terapeuci twierdzą, że przywrócenie silniejszych wrażeń w sypialni bywa trudne, bo odczuwanie i wyrażanie surowego pragnienia w obecności drugiej osoby jest bezbronne i wymaga oddania się. A wielu partnerów, choć delkaruje, że się kocha i sobie ufa, to i tak boi się uzyskać i oddać dostęp do swoich bardziej wrażliwych i pierwotnych struktur. Choć to nie łatwe, to jednak możliwe. Marianne Brandon namawia: „Bądźmy otwarci i odważni, przywróćmy bałagan seksu w naszej sypialni”.


Zobacz także

Tylko kobiety są w stanie walczyć do utraty tchu… Współczesne gladiatorki

Czym tak naprawdę różnią się dzieciaci znajomi od bezdzietnych singli? Nie udawaj, że nie wiesz, o co chodzi...

Czym, tak naprawdę, różnią się dzieciaci znajomi od bezdzietnych singli? Nie udawaj, że nie wiesz, o co chodzi…

Wojciech Bojanowski o stracie dziecka. Dom pogrzebowy zaproponował wysyłkę ciała kurierem