Go to content

Co rodzice mają zrobić, żeby nie skrzywdzić swojego dziecka?

fot. evgenyatamanenko/iStock

Ważne jest, żeby rodzice zdawali sobie sprawę z tego, że skrzywdzą dzieci. Założenie, żeby „nie skrzywdzić dziecka” jest błędne.

Rodzice muszą wiedzieć, że przez brak świadomości i przez własne schematy, których nie są świadomi, czy przez brak wiedzy, czy kompetencji na pewno w jakiś sposób na dziecko wpłyną, że to dziecko być może będzie czuło się skrzywdzone. I o tyle to jest ważne, dlatego na to zwracam uwagę, że jeżeli rodzic będzie wiedział, że skrzywdzi dziecko, że nie jest idealny, to łatwiej takiemu rodzicowi będzie przyjąć taką sytuację, kiedy dziecko powie mu, że np. coś było nie tak. I rodzic to przyjmie, zgodzi się, zaakceptuje i będzie nad tym pracował. I pozwoli, żeby dziecko mierzyło się ze swoimi trudnościami.

Co zrobić, żeby dziecku pomóc?

Pozwolić sobie na błąd, na niedoskonałość, co wcale nie znaczy, żeby nie pracować nad sobą. Cały czas pracować i wiedzieć, że jestem niedoskonały i będę niedoskonały. To jedna rzecz. Druga, myślę też bardzo ważna, to być cały czas prawdziwym. To jest coś, co rodzic może dać dziecku bezcennego. Być prawdziwym, w zgodzie ze sobą, jak najbardziej świadomym, być samemu cały czas na drodze rozwoju, dawać sobie prawo do tego. Myślę, że to jest bezcenne. Jest jeszcze kwestia zaufania. To jest bardzo ważne, żeby dać dziecku zaufanie, żeby nie zakładać, że dziecko jest złośliwe z natury, że chce coś źle, z natury chce dowalić, kombinuje… Nie, dziecko ewentualnie się tego nauczyło.

Dziecko jest…?

Dziecko z natury jest dzieckiem szczęśliwym, otwartym do współpracy, do rozwoju, jak plastelina. Jak rodzic będzie delikatny i będzie modelował, to ta modelina tak się ukształtuje. Rodzic może dać wiarę dziecku, to bardzo ważne. Wiarę w siebie, wiarę w to, co czujesz, w jakim kierunku idziesz, wiarę w wyborach, decyzjach, że masz prawo wybierać, że możesz decydować, że możesz popełnić też błąd, że to nie musi być idealne, ale zaufaj sobie, spróbuj, testuj, jak ci z tym będzie.

I co jeszcze?

Rodzic może dać dziecku słuchanie. Bycie i słuchanie to bardzo ważne. Żeby słuchać, co dziecko ma do powiedzenia, co przeżywa, co się w nim dzieje. Myślę, że to, co jest jedną z fundamentalnych rzeczy to, że rodzic może dać dziecku kontakt, bliskość, bo jedną z najbardziej masakrujących, agresywnych w stosunku do dzieci postaw, zachowań to jest taki moment, kiedy rodzic zabiera dziecku kontakt, czy to kontakt wzrokowy, czy emocjonalny.

Nie tylko, że go nie ma fizycznie?

On może być, np. fizycznie, ale nie będzie się odzywał do dziecka. Żeby je ukarać. Bo rodzic się obraził za to, co dziecko zrobiło, czy powiedziało. Rodzic przygotuje mu obiad czy śniadanie, ale w ogóle nie odezwie się do dziecka. Nie powie mu: „dzień dobry”, „do widzenia”, nie zapyta „co w szkole?”. Będzie traktował dziecko jak powietrze. Zabierze mu kontakt. To jest jedna z najgorszych kar, największych traum, jakie dziecko może doświadczyć od rodzica.

A przykład pracy nad sobą?

Jedną z istotnych rzeczy, które może dać rodzic swojemu dziecku, jest obraz rozwoju, pracy nad sobą. Sam rodzic pójdzie na terapię, do szkoły, na studia, sam będzie się przyznawał do błędów, sam będzie pracował nad sobą, będzie udoskonalał samego siebie, rozwijał siebie, to jest bezcenne. W ten sposób pokaże dziecku, że nie jest idealny, że może być nieidealny i wcale w ten sposób nie traci na wartości. I że to jest w porządku. I że o to chodzi. To jest to, co może rodzic dać dziecku. To bardzo dużo.

Słyszę od kobiet, które mają małe dzieci, że bardzo denerwują się, że mogą je skrzywdzić.

Jak będzie prawdziwa, autentyczna, to jest wszystko w porządku. Nie musi być idealna. A matki trzęsą się nad obrazem samych siebie, jakie to powinny być. Bo gdzieś na wirtualnym dysku jest zapisana informacja, że matka ma być „jakaś”, ale to jest niewyjaśnione.

Tak wychowujesz dziecko, tak je uczysz, bo uważasz, że to jest najlepsze dla tego dziecka. Później trzeba spojrzeć w oczy dziecku i powiedzieć: „Wiesz, tak zdecydowałam, bo na tym etapie, na którym byłam, uważałam, że to była najlepsza opcja dla ciebie. I biorę za to odpowiedzialność”. Problem jest z tym, że boimy się brać za coś odpowiedzialność, bo boimy się konsekwencji i w związku z tym idziemy utartym szlakiem.


Materiał pochodzi z najnowszej książki Stanisława Szlassy i Katarzyny Matusz O niektórych lękach dzieci i nastolatków. Zanim pójdziesz na terapię”, wyd. Grupa Centrum