Macierzyństwo Psychologia

Chcesz by twoja córka była pewną siebie kobietą? Nigdy nie mów jej tych 5 rzeczy

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
1 marca 2016
Fot. iStock / gradyreese
 

Nic nie ukształtuje nas lepiej niż mądre wsparcie ze strony rodziców i świadomość, że jesteśmy akceptowani przez tych, których kochamy. Jeśli chcesz wychować swoją córkę na mądrą i świadomą swej wartości kobietę, pracuj nad tym od jej najmłodszych lat. Twoja obecność to jedno, ale równie ważne są słowa jakie do niej kierujesz. Są momenty, kiedy zamiast motywować łamią i krzywdzą boleśnie. Czy twoja córka ma lat 5, 15 czy 20, nigdy nie mów jej:

1. „Nie potrafisz podjąć właściwej decyzji”

Umacniaj ją w przekonaniu, że umie zadecydować sama co jest dla niej dobre – to możliwe także w przypadku małego dziecka (niech na początek decyduje o kolorze koszulki, którą założy albo o tym jakimi klockami będzie się bawić). Pokazuj jej zawsze, że ma wybór i że zanim podejmie się decyzje, warto się zastanowić. Jeśli wybierze źle, naucz ją, że wszyscy popełniamy błędy i wspieraj ją. Nie porównuj swojej córki do siebie słowami „Ja w twoim wieku…” Z reguły idealizujesz.  Nie porównuj jej w ogóle. Jesteś dużo starsza i zdecydowanie bogatsza w życiowe doświadczenie.

2. „Dziewczynki się tak nie zachowują”

„Tak” oznacza więc automatycznie „jak chłopiec”. Dziewczynki nie plują, nie biją się z kolegami, nie brudzą ubranek, nie odpowiadają niegrzecznie, nie okazują skrajnych emocji, nie mówią co myślą… Ależ skąd! To są zachowania, na które stereotypowo „przymykamy oko” w stosunku do chłopców, ale nie wybaczamy ich dziewczynkom. Bądź konsekwentna. Niech wyznacznikiem tego co wolno, a co nie będą normy społeczne a nie płeć!

Ważne! Powiedz swojej córce: Mów zawsze szczerze co myślisz i czujesz, mając świadomość, że czasem możesz kogoś zranić. My, kobiety mamy z tym duży problem – często wydaje nam się, że jesteśmy odpowiedzialne za dobre samopoczucie i emocje innych.

3.”Nie oczekuj zbyt wiele”

Od życia, pierwszego chłopaka, przyjaciół. „Przyjmij wszystko, co zechcą ci dać  z wdzięcznością” – to chcesz przekazać swojej córce? Nie. Ucz ją, że zasługuje na wszystko co najlepsze: szczere uczucia, lojalność i szacunek. Niech sama decyduje, kto jest jej wrogiem, a kto przyjacielem. Niech odróżnia znajomości, które są wartościowe od tych, które przynoszą jej cierpienie. I niech będzie na tyle silna by nie uzależniać się emocjonalnie od innych.

4. „Nie zaprzątaj sobie tym swojej ślicznej główki”

Inaczej mówiąc: „Dziewczynki nie myślą o takich sprawach, nie martwią się”. Idąc dalej – myślą tylko o tej swojej ślicznej główce. I o ciuchach. Nie, dziewczynki takie nie są! Chcą się rozwijać, dowiadywać, uczyć. Nie są tylko „grzeczne i ładne”. Mogą wiele. To my, dorośli kształtujemy w ten sposób nasze córki, nie pokazując im świata i możliwości jakie niesie, tego, jak bardzo jest interesujący. Stroimy je, czeszemy, zwracamy uwagę na to, jak ładnie wyglądają wpajając im tym samym, że wygląd to podstawa.

5. „Jesteś dla niego za dobra”

Wiem, starasz się chronić swoją córkę jak umiesz najlepiej. Ale przecież, kiedy się zakocha i tak cię nie posłucha. Więc jeśli masz wątpliwości co do jej wyboru, bądź blisko, ale nie krytykuj.  Staraj się mieć z nią takie relacje, by sama mówiła ci o tym, co czuje. “Kobieta musi choć raz czy dwa w życiu pokochać złego faceta, żeby potem potrafiła docenić tego właściwego” – powiedziała  Marjorie Kinnan. Pewnych rzeczy po prostu nie da się uniknąć. Nie nauczysz swojej córki dobrej miłości chroniąc ją przed złymi doświadczeniami.

Słowa mają znaczenie. Używaj ich mądrze, a swojej córkę przekonuj każdego dnia, że ma w tobie wsparcie i akceptację. I że jest w stanie osiągnąć bardzo dużo. Najwięcej zależy od niej samej.


Macierzyństwo Psychologia

Nagrywał filmy, jak przechadza się obok mojego domu. Głuche telefony, listy, maile… Nie uciekniesz. Tak smakuje 7 lat strachu

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
1 marca 2016
Fot. iStock / MotoEd
 

Policja. Zeznawałam przez 14 godzin, po tym jak zostałam wezwana. On doniósł, że brałam udział w porwaniu Iwony Wieczorek. Opowiadałam ze szczegółami, co on mi zrobił przez te siedem lat. Siedem lat nękania, poniżania i zastraszania.

Na początku uważasz to za zabawne

Śmiejesz się, że ktoś oszalał na twoim punkcie. To takie filmowe – te wiadomości, maile, listy. Wtedy jego natarczywość ci nie przeszkadza, bo myślisz, że nic w tym złego. W końcu każdy ma prawo się zakochać, a że na zabój – cóż, miło łechce taka świadomość.

Zaczepił mnie jeszcze na Naszej Klasie. Podobno poznaliśmy się na jakieś studniówce. Nie pamiętałam, ale powołał się na jakiś znajomych, pisał, że rozmawialiśmy. Faktycznie mogliśmy się spotkać. Rozmawialiśmy ze sobą pół roku. Wykręcał się od spotkań, ale nie dawałam za wygraną.

linia 2pxW aktach policyjnych przeczytałam, że miał na swoim komputerze ponad 1200 moim zdjęć.
linia 2px

Myślisz: „A jakiś idiota, się wygłupia”

Kiedy go zobaczyłam, okazało się, że to zupełnie inny człowiek niż ten z profilowych zdjęć. Był młody, ale niepodobny do tego, którego zdjęcia oglądałam przez pół roku. Szok, dezorientacja. Po kilku minutach powiedziałam, że na spokojnie spotkamy się kolejnego dnia, bo teraz znajomi na mnie czekają. Nazajutrz wysłałam SMS-a. „Okłamałeś mnie, nie mogę kontynuować tej znajomości”. Bo jak przyjaźnić się z kimś, kto na samym początku oszukał.

To był czas, kiedy o stalkingu w Polsce w ogóle nie mówiono. Nie zdawałam sobie sprawy na co mogę być narażona korzystając z Naszej Klasy – portalu, gdzie wszyscy byli dla siebie znajomymi…

Znajomi mówią: „To takie holiwoodzkie”

Zaczęłam dostawać po 150 wiadomości dziennie. SMS-y, maile, listy. Najpierw pisał miłe rzeczy. Za chwilę ubliżał mi, obrażał, że jestem najgorsza, że na nic nie zasługuję, że nic nie jestem warta. Później przepraszał. Znowu był miły. I tak w kółko. Na żadną wiadomość nie odpisywałam, myślałam: „Jak nie będę się odzywać, to w końcu mu się znudzi. Urażona męska duma”

linia 2pxAkta policyjne: okazało się, że zaraz po tym, gdy oglądał mój profil, logował się na strony pornograficzne z wyszukiwaną kategorią „malutkie kobiety – duzi faceci”.linia 2px

Ale on się nie poddaje, nie nudzi mu się

Zaczął zaczepiać moich znajomych. Prowokować ich do zwierzeń na mój temat lub do kłótni ze mną. Pisał do nich: „A wiesz, że Róża to wcale dobrze o tobie nie mówi”, „Uważaj na nią, to na pewno nie jest przyjaciółka”.

Zaczął wstawiać ogłoszenia na miejskich portalach. Pisał, że jestem prostytutką lub, że szukam sponsora. Podawał mój numer telefonu. Pojawiały się też takie, w których proponował wynagrodzenie dla tych, którzy się z nim skontaktują przekazując mu informacje na mój temat.

Poszłam na policję. Powiedziano mi, że kwalifikuje się to tylko do wykroczenia, i że szkoda czasu na takie duperele, że on pewnie działa pod fałszywym nazwiskiem. A w ogóle, że to takie miłe – takie zainteresowanie, jak w filmie. I że powinnam się cieszyć, że ktoś się tak zakochał.

On idzie dalej

Pojawiają się filmiki z moimi zdjęciami i opisem nosicielem ilu chorób wenerycznych jestem. Przeprowadziłam się, chciałam od tego odciąć się od tego. On jednak zdobył mój adres, przysłał listy. Nagrywał filmy, jak przechadza się obok mojego starego domu.

Dopóki żyjesz w takim stałym napięciu i strachu, nawet nie wiesz, że można inaczej. Kiedy ktoś nęka cię przez lata, to wydaje ci się, że twoje emocje, reakcje są naturalne. Dzisiaj mam stwierdzoną nerwicę lękową. Na spotkania wychodzę tylko ze znajomymi i to pod warunkiem, że po mnie przyjdą i ktoś mnie odprowadzi. On nie zbliżył się do mnie fizycznie, a ja i tak nigdy nie wyjdę sama z psem na wieczorny spacer.

Zaczął pisać, że mnie śledzi. Bałam się. Na policji powiedzieli mi tym razem, żebym wynajęła hakera, który namierzy autora wiadomości i filmów, a któremu moi koledzy najlepiej niech spuszczą łomot. Mam to załatwić sama.

Studiowałam prawo. Obiecałam sobie wtedy, że to będzie pierwsza sprawa, którą poprowadzę.

I wchodzi na „wyższy” poziom

Przez chwilę dał mi spokój. Wycofał się. Nie trwało to długo. Zaczęłam dostawać wezwania. Między innymi z urzędu celnego – dostali zgłoszenie, ze szmugluję papierosami i alkoholem. Był urząd skarbowy – przekręty w podatkach. Niedaleko mojej miejscowości zginął chłopiec, policja otrzymała donos, że byłam w to zabójstwo zamieszana… Nie wiesz, w jakiej rozsypce mogą być twoje nerwy.

Przysyłał listy, na których były ślady spermy. Dostawałam gotowe ogłoszenia, które pewnie gdzieś rozwieszał – o tym, że jestem dziewczyną na telefon, że szuka informacji na mój temat.

Nawet nie zdajesz sobie sprawy, w jakiej klatce cię zamyka. Boisz się obcych ludzi. Schodzisz do podziemia, nie masz odwagi przedstawiać się swoim prawdziwym nazwiskiem.

Wielu z moich znajomych, którzy nie znali mnie dobrze, odsunęło się ode mnie – uwierzyli jemu. Nawet dziś nie wiedzą, jak całą historia się skończyła. Zostali prawdziwi przyjaciele.

Prowadziłam dziennik. Zapisywałam wszystko. Wiadomości, głuche telefony, listy, maile. Wiedziałam, że w sądzie będę musiała udowodnić przesłankę o uporczywości. To jest najważniejsze – dokumentować każdy przejaw nękania, treść wiadomości jest sprawą drugorzędną.

linia 2pxAkta policyjne: wyszukiwał informacji pod hasłami: miejsca zabójstw kobiet, jak uprowadzić kobietę, zdjęcia zamordowanych kobiet…linia 2px

Kiedy Róża trafiła do komendy wojewódzkiej policji, po tym gdy ktoś podsunął jej nazwisko w sprawie Iwony Wieczorek – była przerażona. To tam w końcu, po siedmiu latach, ją wysłuchano i obiecano pomoc. Okazało się, że stalker działał pod swoim nazwiskiem. Wcześniej nikomu nie chciało się go sprawdzić. Policja zarekwirowała u niego dwa komputery, telefony.

Poprosił o rozmowę. Obiecał wpłacić pieniądze na jakieś schronisko dla psów, bo wiedział, że ona bardzo lubi zwierzęta… Chciał, by wycofała oskarżenie.

Dostał wyrok w zawieszeniu, zakaz kontaktu, zakaz zbliżania się, nakaz podjęcia terapii i wypłacenie zadośćuczynienia swojej ofierze.

Miła wbity wzrok w podłogę, gdy spotkali się w sądzie. – Tego spotkania przez te wszystkie lat bałam się najbardziej, a zobaczyłam faceta, który nie był w stanie spojrzeć mi w oczy. Typ stalkera, który czuje się mocny na odległość.

Napisała pracę magisterską ze stalkingu, dziś pomaga innym kobietom w podobnej do jej sytuacji. – Zbieraj dowody nękania, wzywaj policję, gdy stoi pod twoim domem. Moim koleżankom mówię, żeby uważały, do kogo piszą, z kim rozmawiają, jakie zdjęcia pokazują w sieci. Bo stalkerem nie musi być ktoś obcy, to może być zazdrosny znajomy, były facet, czy dziewczyna.

Dzisiaj wypalam paczkę papierosów dziennie. Może reaguję mniej nerwowo, gdy słyszę telefon. Nie lubię zostawać sama. Sama nie wiem, czy to koniec. Facebook zablokował mi konto, bo ktoś zgłosił, że jest pod fałszywym nazwiskiem, odblokowali, kiedy wysłałam skan swojego dowodu. Czasami ktoś pod nazwiskiem moich znajomych wysyła mi zaproszenie, by mieć dostęp do moich myśli, do zdjęć. A na profilu tylko jedno zdjęcie… Ostrożność, ona mi towarzyszy.


Macierzyństwo Psychologia

„Przecież to border, dziewczyno. To pat.”. O życiu z partnerem z Borderline

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
1 marca 2016
Fot. Picjumbo / >a href=”https://picjumbo.com/man-with-a-bouquet-of-roses/”target=”blank”>Victor Hanacek / CC0 Public Domain

„Było tak: kocham cię, chcę z tobą żyć, jesteś najwspanialsza. A potem: żenuje mnie to, co robisz. Jesteś manipulantką. Nie wiem, co czuję, nie pytaj mnie, co będzie. I tak w kółko. Mój świat podzielił się na dwa: ten czas, gdy było spokojnie, czule, namiętnie, wyjątkowo, najlepiej, jak nigdy dotąd. I ten czas, gdy było najgorzej, awantury non stop, dewaluowanie mnie na każdym kroku, bez litości, bez granic, bez serca. Czasami mówiłam mu, że jest ich dwóch: Piękny i Bestia. Dwóch bez kontaktu ze sobą, dwa antagonizmy, dwie wykluczające się osobowości. A jednak. To niezwykłe, że można mieścić w sobie taką zmienność i taką sprzeczność. Pewna terapeutka powiedziała kiedyś, że oni żyją jak w westernie, obsadzają siebie i innych w dwóch rolach: dobrego i złego. Bo to rozszczepienie obrazu dotyczy także innych ludzi. Raz jesteś wspaniała, raz beznadziejna. Kocham cię, a za chwilę jestem tobą rozczarowany. Będziemy razem, nie będziemy. Chcę dziecka, nie chcę. Chcę ślubu, nienawidzę ślubów. Wiesz co jest najgorsze? Że za kazdym razem jest to bardzo autentyczne, bo oni wierzą tak samo w obie wizje. A kiedy pytam, dlaczego wciąż wszystko się zmienia, odpowiada, że życie takie jest. Jak karuzela.

Nie jest. Dzisiaj to wiem, ale wciąż za tym tęsknię. Udało mi się przerwać to piekło, sama nie wiem jak, bo potem nie wierzyłam już, że tym razem nie wrócę. Taki człowiek jest jak narkotyk, silnie uzależniający. Przez ciągłą huśtawkę wyostrza wszystkie doświadczenia. Jesteś ekstremalnie szczęśliwa i ekstremalnie cierpisz. I wciąż nie wiesz, co się zdarzy.

Pamiętam nasz wyjazd do Wenecji. Cudowny przedłużony majowy weekend. Tulił mnie do siebie, spacerowaliśmy uliczkami tego pięknego miasta, a on jak najlepszy przewodnik opowiadał mi o zabytkach, poetach, malarzach. To było jak film, a ja dostałam najlepszą główną rolę. W pewnym momencie obwiązał mi sznurkiem palec i powiedział, że jestem jego i że się ze mną ożeni (do dziś mam ten czerwony sznurek w pudełku z pamiątkami). Kochaliśmy się jak wariaci, a ja wierzyłam, że to jest miłość mojego życia, nagroda za trudne dzieciństwo, za nieprzespane noce, gdy rodzice pili, za wujka, który się do mnie dobierał, za nauczyciela fizyki, który mnie poniżał, za pierwszego chłopaka, który nie uszanował, za kilka lat pustki. Był moim wyczekanym marzeniem, ściskałam ten sznurek jak najcenniejszy dar.

Już w drodze na lotnisko zamilkł. Nie odzywał się do mnie, obrażony za jakąś błahostkę (wspomniałam coś o byłym chłopaku, który wysłał mi sms z prośbą o przepis na ciasto drożdżowe). Wyciągał mi wszystkie wady, oskarżał o nieuczciwość, mówił, że nie można mi ufać. Wspomniał o moich powalonych rodzicach, dziedzictwie patologii, która na mnie ciąży. I zniknął na tydzień. Byłam zrozpaczona, czułam się winna, bo trafiło na DDA czyli idealnie uderzał w moje słabe strony. Pisałam: „Przepraszam”. „Chyba niczego złego nie zrobiłam”. „Jeśli uważasz, że coś zrobiłam, daj znać”. „Porozmawiajmy proszę”. „Proszę”. Proszę. Proszę.

Prosiłam jeszcze nie raz. Wiesz, to takie uczucie, że chcesz przede wszystkim sprawiedliwości. Chcesz zrozumieć, bo przecież wiesz, że nie zrobiłaś niczego złego. On zrozumie. On się zmieni. Przecież człowiek jest z natury dobry. Potrzebuje mnie. Pomogę mu. Uratuję. Misja. Mówię ci, jaka ja czułam się święta wtedy. Do nieba bez pardonu bym poszła. Myślałam „Ludzie się mylą w stosunku do niego. Są zawistni. Zazdroszczą mu. Przecież on jest tylko zagubiony, a że bywa opryskliwy? Arogancki? Chamski? Nie radzi sobie z emocjami. Boi się.”.

Potem zabrał się za moich znajomych. Przyjaciółki oszołomki, stare, zgorzkniałe prukwy, które nastawiają mnie przeciwko. Lubił tylko moją matkę. Bo ona tak jak ja wciąż mu nadskakiwała. Kamil to, Kamil tamto. Był w centrum, a o to chodziło. Powoli ograniczał moje życie tylko do jego osoby, ale to też nie było takie oczywiste, bo nie chciał ze mną być blisko. Cztery lata błagałam, by się wprowadził, ale to już oznaczało zależność, zobowiązanie. Brrr, nienawidził tego. Jego życie to wolność i miłość, jedno i drugie chodzące swoimi ścieżkami, bez powiązań. „Nigdy nie zamkniesz mnie w klatce!” – krzyczał, gdy po tygodniu mieszkania u mnie, nie miał argumentu, by wrócić do siebie. Było nam dobrze, byłam wspaniała, ale bliskość parzy. Jego strach przed bliskością był porażający. Przyciąganie – odpychanie.

Nie miał zbyt wielu przyjaciół. Chyba nikogo. Bo kto by wytrzymał te ciągłe nieoczekiwane ataki? Bycie z nim to stała czujność, kiedy nadchodzi moment Bestii. A nawet pewność, że po dobrych dniach nadejdą złe. Za wszystko zapłacisz. Za każdą piękną chwilę, za pierścionek ze sznurka, za Wenecję, za każde kocham. To takie piekło w raju.

Gdy zaczęłam obojętnieć, wiesz to taka obojętność wynikająca ze zmęczenia. Byłam wykończona nim, tym związkiem, ciągłym lękiem, niepewnością. Wtedy on nagle się uaktywniał. Zrozumiałam ten mechanizm, gdy wyłączyłam telefon, a on dzwonił z piętnaście razy i wysyłał smsy, że tęskni, czy coś się stało, kocha, przeprasza. Gdy nauczyłam się nie odpowiadać, przyjeżdżał pod dom albo wysyłał kwiaty. Odrzucenie było jak magnes, jak kawałek kiełbasy dla wygłodniałego psa. Zamieniałam się w królową lodu, a to było takie nie moje. Grałam w tę grę, by dotknąć tej iluzji, że jest dobrze, że szaleje za mną, że zrobi wszystko, bym nie odeszła. Dla mnie to były te małe chwile triumfu, wzruszenie łapiące mnie za gardło, że jednak potrafi, umie, że kocha.

Zdradzał mnie kilkakrotnie. Najpierw kłamał i zaprzeczał, a potem gdy trzymałam wydruk maili, zamieniał się w ofiarę. Wracał jak siuch z glutami pod nosem, błagając o wybaczenie. Siedział na mojej wycieraczce w płaszczu i czapce nasuniętej na oczy. Jestem chujem, jestem nikim, zasługujesz na kogoś lepszego. Zrobię wszystko. Z czasem zaczęłam cieszyć się tymi zdradami, bo po nich był najlepszym człowiekiem na ziemi. Ja ratowniczka dostawałam złoty medal, a obchody mojej wspaniałości obchodziliśmy na jakiejś wyspie typu Rhodos. Po którymś razie powiedział „zróbmy sobie dziecko”, a ja uznałam, że to będzie gwóźdź do trumny. Nie będzie miał wyjścia, wszystko się ułoży. Jak nie dla mnie, to dla dziecka. Kochałam go bardzo i tak samo pragnęłam tego dziecka, jak się go bałam. Nie udało się. Poroniłam w drugim miesiącu, zaraz po tym, jak powiedział swoim rodzicom. Jego żałoba zabrała miejsce mojej. Ledwo stojąc na nogach, skakałam wokół niego, by pomóc mu sobie z tym poradzić.

Domyślasz się, że wypomniał mi to w którejś awanturze. „Co z ciebie za kobieta, jeśli nie płakałaś po swoim dziecku?!”. Nie płakałam? Ja nie płakałam?! Ja wyłam za tym dzieckiem, częścią jego, jedynym świadkiem tego związku, dowodem na miłość, nadzieją, ale przecież nigdy nie zapytał, jak się czuję. Nie dostałam od niego ani milimetra wsparcia.

Temat dziecka wyrósł jak mur między nami. Chyba coś we mnie umarło wtedy. Paradoks polega na tym, że to utracone dziecko zakamieniowało moje uczucia do niego, uratowało mnie. Zalałam się żalem. Czułam ból w każdej części siebie, za to, co mi zabrano. Za wszystko, czego mi nie dał. Za nic, w którym żyłam.

Nikt nie rozumiał, dlaczego nie odchodzę. Przyjaciele mówili, że powinnam się leczyć. Przypadkowi słuchacze, że to nie jest miłość, że on mnie tylko wykorzystuje. Nikt nie rozumie osoby z borderline, jeśli z nią nie żył kiedyś. To też jest miłość, ale chyba najtrudniejsza z możliwych. „Borderline” (zaburzenie osobowości na pograniczu) padło na pierwszym spotkaniu grupy wsparcia kobiet, na które poszłam. Ala, koleżanka z grupy, zaśmiała się szyderczo. „Przecież to border, dziewczyno. To pat”.

A więc zrozumiałam, że tak będzie zawsze. Moje życie z nim nigdy się nie zmieni. Będę latać na tej paralotni, aż mi łeb pęknie. Bo ja jestem za słaba, by nauczyć się tym sterować. Na pewno są kobiety, może mniej wrażliwe, delikatne, może nie dzieci alkoholików dławiące się własnym poczuciem winy – które to uniosą. Jakaś cześć mnie im zazdrości, bo ja za te momenty uniesień mogłabym w tym piekle zamieszkać. Może.

Pytasz, czy bym wróciła… Nie umiem odpowiedzieć ci na to pytanie niestety. To jest jak z uzależnieniem, chorym jest się do końca życia.”

Wysłuchała: Małgorzata Ohme


Zobacz także

Jeśli na tych 5 pytań odpowiesz „TAK”, jesteś uzależniona

Chociaż socjopaci różnią się od siebie, jest kilka zachowań dla nich charakterystycznych

Sprawdź, czy masz FOMO – chorobliwy lęk przed tym, że ominie cię coś ważnego