Lifestyle Macierzyństwo

Bądź dla siebie dobry, przytulaj siebie, gdy mnie zabraknie. I żyj. Nie bój się żyć – List do syna

Matka Przebiegła
Matka Przebiegła
1 stycznia 2016
Fot. iStock / wundervisuals
 

Początek największej przygody mojego życia. Odeszły wody. Porodówka. Dreptanie po korytarzu. I leżenie. I to maleństwo położone na piersiach. Moje łzy. I tego, który został właśnie tatą.

Dzisiaj mój syn kończy dziesięć lat. A ja niezmiennie myślę o tym dniu. Tak bardzo się wtedy bałam. I boję się do dziś. O mojego syna. O to, czy zdążę go wszystkiego nauczyć, pokazać. Czy będzie mądrze wybierał i nie krzywdził innych.

Dlatego życzę ci Synku:

– żebyś nie skupiał się na problemie, tylko zawsze szukał jego rozwiązania. Tak wiem, że trudno je dostrzec, że łatwiej tkwić w problemie, obracać go w palcach i przeglądać się w nim, bo to nie wymaga od nas podjęcia jakiegokolwiek działania. Proszę, pamiętaj – każdy problem na swoje rozwiązanie, przynajmniej jedno. Znajduje je. Zawsze.

– żebyś szedł do przodu, podejmował wyzwania, ryzykował. Pamiętaj – życie masz tylko jedno i to, jak ono będzie wyglądać, będzie zależeć tylko i wyłącznie od ciebie. Boisz się? To naturalne. Oswój ten strach. Zaprzyjaźnij się z nim. Nie pozwól, by się paraliżował. Jeśli go czujesz, to znaczy, że zmiana jest trudna i znacząca, ale nie niemożliwa.

– żebyś miał odwagę bycia sobą. Nie był jak marionetka wobec czyichś poglądów, emocji i słów. Mów, co dla ciebie jest ważne, idź drogą, którą wybrałeś. Nie wiesz, kim jesteś? Spokojnie, szukaj siebie, ale w zgodzie z dzieckiem, które zawsze będziesz nosić w sobie. Pielęgnuj je w sobie. I słuchaj, gdy nie wiesz, gdzie iść.

– żebyś pamiętał, że życie składa się z wyborów. Że wybór masz zawsze i to, gdzie będziesz od twojego wyboru będzie zależeć. Nie musisz być tam, gdzie być nie chcesz. Wybieraj inaczej, wybieraj tak, by być szczęśliwym.

– żebyś potrafił popełniać błędy. Błędów nie robi ten, kto nic nie robi. Do swoich błędów masz pełne prawo. Popełniaj je, ale proszę – wyciągaj z nich wnioski. Bo to największa umiejętność i jedna z najbardziej wartościowych. Przyznawaj się do swoich błędów, choćby przed samym sobą. Dzięki błędom będziesz się rozwijać, będziesz coraz lepszym człowiekiem.

– żeby ludzie byli dla ciebie ważni. Żebyś nie zapominał o tych, którzy blisko. Żebyś był uważny na ich potrzeby i uczucia. Żebyś uczył się od innych, jakim człowiekiem być można, a jakim nigdy nie chciałbyś być. Przeglądaj się w ich oczach. Patrz na siebie ich oczami. I zawsze dąż do tego, by być zadowolonym z tego, co zobaczysz. I by inni byli przy tobie szczęśliwi.

– żebyś umiał mówić. Nie zamykał się w sobie – proszę. Mów o emocjach, o potrzebach i lękach, i wątpliwościach. Nie zostawaj z nimi sam. One nie są oznaką słabości. To siła, która jest w tobie. To ty. Bo z tego wszystkiego właśnie się składasz. Pamiętaj o tym.

– żebyś umiał prosić o pomoc. Wyciągać po nią rękę. Nie musisz wszystkiego zawsze sam. Potrzebujesz pomocy? Weź ją od tych, którzy chcą ci ją dać, czekają tylko na sygnał od ciebie. Nie martw się, nie będą myśleć, że jesteś słaby. Będą ci wdzięczni, że pokazałeś, jak im ufasz i jacy są dla ciebie ważni.

– żebyś uczył się kochać. To jedna z najtrudniejszych lekcji. Kochać dobrze, szczęśliwie. Pamiętaj miłość to szczęście, ale czasami też łzy i smutek i rozczarowanie. Niech ci, których pokochasz, tego smutku przeżywają jak najmniej. Dbaj o miłość. Pielęgnuj ją, bo zostawiona sama sobie odchodzi.

– żebyś czerpał z życia garściami, smakował go, zanurzał się w nim i dostrzegał jego kolory. Żeby twoje życie było zabarwione wszystkim, co dla ciebie będzie ważne. Żeby było „jakieś” – właśnie twoje.

– żebyś był dobrym człowiekiem. Jaki on jest? Taki jak ty. Z otwartym sercem. Z otwartą głową. Uśmiechnięty. Uważny. Tak kochanie, taki właśnie jesteś. Noś w sercu tę swoją dobroć, nie zapominaj o niej, proszę. Karm ją, niech dojrzewa razem z tobą, niech wzrasta, niech ciebie wzmacnia i podpowiada, co robić, gdzie iść, gdy się pogubisz.

Właśnie zrobiłeś mi kawę. Pogłaskałeś mnie po głowie i spytałeś: „Czemu płaczesz mamo?”. Ze wzruszenia, synku. Kocham cię. A ty kochaj siebie – to ważne. Bądź dla siebie dobry, przytulaj siebie, gdy mnie zabraknie. Pamiętaj o tych wszystkich czułych gestach. I żyj. Nie bój się żyć.


Lifestyle Macierzyństwo

Kochaj i pozwalaj, kochaj i nie ograniczaj, kochaj i pozwól odchodzić

Matka Przebiegła
Matka Przebiegła
18 stycznia 2016
Fot. iStock / Imgorthand
 

Gdyby ktoś mnie spytał, na czym polega macierzyństwo, to bez wahania odpowiedziałabym: „Na kochaniu”.  Żeby kochać bezwarunkowo, najmocniej na świecie. Żeby w tej miłości wzrastało dziecko, by dzięki niej było silne, pewne swoich wartości, by lubiło siebie i było wrażliwe na innych. Tak, ta miłość jest najważniejsza. Bo gdy kochamy – dajemy to, co najcenniejsze –  akceptację.

Ta miłość nadaje sens naszemu macierzyństwu, kieruje nami, podsuwa rozwiązania, daje cierpliwość. Ale ta miłość to też wyzwanie, dlatego:

kochaj i pozwalaj na samodzielność

Nie mów: „Zostaw, ja to zrobię dla ciebie”, nie biegnij nalać soku, podać chusteczki, czy zrobić kanapki. Miłość to mówienie: „Zrób to sam”. Nie bój się uczyć tej samodzielności. Kiedy on zrobi sobie sam herbatę, a ona sama spakuje tornister do szkoły, to wcale nie będzie znaczyć, że ciebie już nie potrzebują. Zawsze będziesz mamą – tą najważniejszą. Tą, która nauczyła i pokazała na ile ich stać, ile sami potrafią zrobić. Samodzielność to wiara we własne siły. Daj dziecku tę wiarę.

kochaj i stawiaj granice

Miłość to stawianie granic, to mówienie: „Nie możesz, nie zgadzam się, nie pozwalam”. To wyrażanie swojej dezaprobaty dla pewnych zachowań. Granice to bezpieczeństwo, to poczucie, że ktoś o mnie dba, martwi się o mnie, że jestem dla kogoś ważnym. Granice to brak frustracji, to szanowanie drugiej osoby, dostrzeganie jej potrzeb.

kochaj i pozwalaj na samotność

kto kocha, nigdy nie będzie sam. A miłość to też pozwalanie na samotność, na odsunięcie się. Bądźmy uważni na potrzebę samotności. Nie bądźmy cały czas i nieustannie. Samotność to też potrzeba zatrzymania się, analizy, bycia samemu ze sobą. To nieodzowny element zmiany, rozwoju. Niekoniecznie smutek i izolacja. Przyglądaj się tej samotności, pozwalaj na nią i bądź obok. Daj sygnał, że jesteś. Nie natarczywie. Ale w sposób dający pewność, że gdy tylko zajdzie taka potrzeba przytulicie i będziecie. Zawsze.

kochaj i pozwalaj dorastać

Nie mów: „Jesteś za jeszcze za mały”, albo „Oj taka z ciebie jeszcze dziewczynka, zdążysz jeszcze wszystkiego spróbować”. Pozwól dorastać, nie traktuj swoich dzieci jak niezdarnych maluchów. One dorastają, chcą sprawdzać smakować, próbować. Bo tylko tak uczą się świata i uczą się siebie. Nie zaprzeczaj temu, tylko idź obok.

kochaj i nie ograniczaj

Nie powtarzaj: „Daj sobie spokój, to bez sensu”, kiedy wpada na pomysł rozbicia namiotu w środku wiosny. Albo: „Ale po co ci to”, gdy proponuje, że zapisze się na zajęcia z makramy albo szachy. Pozwalaj rozwijać się. To nic, że my nigdy nie poszlibyśmy na trening koszykówki, albo na szydełkowanie. A jeśli ono chce – proszę, idź, próbuj. Sprawdzaj się, szukaj swojej pasji. Miłość to pozwalanie na budowanie swojej przestrzeni, poszerzanie horyzontów, otwartości na to co nowe, co fascynujące, choć nam może wydawać się nudne.

kochaj i mów, co czujesz

Miłość to szczerość, to pozwalanie na bycie sobą. To akceptowanie siebie nawzajem ze swoimi nastrojami, smutkami, kłopotami. To rozumienie, że każdy z nas ma prawo do różnych emocji. Kochasz? Więc mów, że ci się nie chce, że jesteś zmęczona, że jest ci smutno, bo on nie tak się zachował, a ona odezwała się ciebie w taki sposób. Jeśli boli zachowanie dzieci, nie mów: „Jestem tobą rozczarowana”, ale: „Jest mi przykro, że tak się zachowałeś”. Nie neguj dziecka, tylko jego zachowanie. Masz prawo mówić, ze coś ci się nie podoba. To nie jest przyznawanie się do wychowawczej porażki. Tak pokazujesz, że obok jesteś ty, ze swoimi uczuciami. Że uczucia innych są ważne. A to bardzo istotna lekcja.

Kochaj tak, by zawsze być obok. To trudna miłość, bo trzymana w nieustannych ryzach. Bo przecież nieba byśmy chciały przychylić, wystrzec przed wszystkim co złe. Sprawić, by życie było łatwe i przyjemne.  Ale ono takie nie jest. Jak byśmy się nie starały – nie będzie proste. Ale my możemy uczynić je łatwiejszym mądrze kochając. Miłością, która nie ogranicza, nie chowa pod swoim kloszem, która pozwala na ponoszenie konsekwencji włąsnych wyborów, która stawia granice i uczy szanować innych, i wierzyć w siebie. Tak kochać – to nauczyć znajdowania rozwiązań, patrzenie odważnie na to, co przede mną. To chęć zmian, to oswojenie lęków, panowanie nad strachem. To nauka – jak być szczęśliwym. Pozwólmy na to szczęście.


Lifestyle Macierzyństwo

Bądźcie w tym roku bardziej niż zawsze. Nie wbrew komuś, ale dla kogoś. By pomagać. Finał WOŚP

Matka Przebiegła
Matka Przebiegła
22 grudnia 2015
Fot. Adam Kliczek, http://zatrzymujeczas.pl (CC-BY-SA-3.0)

Jak grali pierwszy raz miałam 12 lat. Siedzieliśmy z moimi rodzicami i oglądaliśmy transmisję w telewizji. Mój tata płakał ze wzruszenia, powtarzał: „Zobacz, jaka moc jest w ludziach, jaka potrzeba robienia czegoś dobrego dla innych”.

Później ja płakałam już na każdym finale WOŚP. Za każdym razem, kiedy Jurek Owsiak na koniec dziękował zachrypniętym głosem, choć bywało, że prawie nic nie mówił, kiedy zebrana kwota po raz kolejny zadziwiała, kiedy ludzie z różnych stron Polski przyjeżdżali do studia mówiąc, ile udało im się zebrać pieniędzy. Liczyła się zawsze każda złotówka, te najdrobniejsze rzeczy zbierane przez wolontariuszy. Wzrusza mnie to niezmiennie.

Kiedyś pracowałam w lokalnej gazecie. Przez całą niedzielę jeździłam po miasteczkach i wioskach. Orkiestra dociera do takich miejsc, o których, gdyby nie ona, nikt nigdy by nie usłyszał. Do miejsc, gdzie licytowane są ciasta, gdzie dzieci przynoszą swoje zabawki i książki, gdzie ksiądz apeluje o to, by nikt nie chodził bez naklejonego czerwonego serca WOŚP.

Wzrusza mnie młodzież, której tak wiele złego potrafi się zarzucać, a która w styczniu, kiedy zimno, wieje, pada, od rana chodzi po mieście chcąc pomóc najmłodszym, a ostatnio także i najstarszym.

I wzruszałam się, kiedy moi synowie mieli badany słuch po urodzeniu sprzętem orkiestrowym. Kiedy przyjaciółki syn leżał w inkubatorze z sercem orkiestry. Kiedy mamy wcześniaków mówią – gdyby nie WOŚP, moje dziecko by nie żyło.

Jedliśmy orkiestrową grochówkę przygotowaną przez wojsko. Wjeżdżaliśmy na strażackim wysięgniku na wysokość ósmego piętra mogąc podziwiać panoramę miasta. Poznawaliśmy psy policyjne, chłopcy ubierali się w policyjne czapki, siadali za kierownicą służbowych wozów Straży Granicznej. Zwiedzaliśmy okręty Marynarki Wojennej. Wszyscy uśmiechnięci w ten jeden dzień w styczniu zawsze jakiś taki cieplejszy i szczęśliwszy. Bo każdy, kto bierze udział w finale wie, ba – czuje, że robi coś dobrego. Że chleb pieczony w kształcie serca, kiełbaska z grill, nawet wata cukrowa – wszystko to dzieje się w jednym wspólnym DOBRYM celu. Jednoczy ludzi, wyciąga z domu.

Moje Dziki w tym roku idą po raz drugi z puszką. W tym roku ze swoją własną, wcześniej pożyczoną od zaprzyjaźnionej organizatorki. Wiedzą dla kogo zbierają pieniądze, znają dzieci, które z pomocy WOŚP korzystały. Biorą swoje oszczędności ze skarbonki i licytują w miejscowej licytacji, co się da i wzruszają mnie, gdy to, co wylicytują oddają do ponownej sprzedaży, żeby zebrać jak najwięcej pieniędzy. I nie chodzi o wyścig, o rywalizację.

I kiedy słyszę, jak ktoś finał WOŚP nazywa „hecą”. Ktoś, ba – polityk, który będzie postulował o zakaz udziału służb mundurowych w finale Orkiestry, to dostaję piany i mam ochotę gryźć. Mam ochotę życzyć mu na starość łóżka fundowanego przez WOŚP na jednym z oddziałów geriatrycznych.

Bo ta heca, proszę Pana, to tysiące zaangażowanych ludzi, także tych najmłodszych, to uratowane życia wielu noworodków, to w końcu czynienie ludzi lepszymi, bo takimi się czują mogąc wziąć udział w akcji.

I obserwuję profil WOŚP na Facebooku. I ponownie się wzruszam. Oni wiedzą, mają pewność opartą na 24-letnim doświadczeniu, że to nie politycy, nie władza, nie słowa stanowią o ich sile. Ale każdy choćby najmniejszy człowiek. „Wszyscy jesteście wielcy” piszą. I my to czujemy. Wiemy, że oni w nas wierzą. W nasze dobre serca, w chęć pomagania, bycia lepszym.

I choć nie lubię politykowania, to bądźcie w tym roku bardziej niż zawsze. Nie wbrew komuś, ale właśnie dla kogoś. Rozejrzyjcie się, pomyślcie, kto potrzebuje pomocy. I pomagajcie. Róbcie coś dobrego dla siebie i innych. Do końca świata i jeden dzień dłużej.