Listy do redakcji Związek

Jeśli on cię zdradził, a ty wierzysz, że się zmieni, to przestań głupio wierzyć

Listy do redakcji
Listy do redakcji
31 maja 2017
Fot. iStock/gilaxia
 

Myślisz, że on się zmieni? Ile razy słyszałaś: to nie tak, jak myślisz, to pomyłka, ona nic dla mnie nie znaczy. Matko, jakbym czytała jakiegoś idiotycznego harlequina albo była jedną z bohaterek komedii pomyłek. Bo przecież wy mieliście być inni, przecież on miał być tym jedynym, dobranym specjalnie tak, byś przy nim czuła się bezpieczna i kochana. Nie brałaś pod uwagę nawet takiego scenariusza, bo przecież mieliście żyć długo i szczęśliwie. A nie długo, ale w kłamstwie i zdradzie.

Dzisiaj spuszczasz głowę na wspomnienie słów, które przyjaciółce mówiłaś kilka lat wcześniej, że głupia, że jak zdradził, to powinna odejść, a dziś? Dziś nawet się nie przyznajesz, że odkryłaś w jego telefonie wiadomości brzmiące jednoznacznie. Z datami, godzinami, miejscami i zdjęciami jej nóg, jej biustu… W jednym się nie pomyliłaś, że faceci są głupi i nie potrafią zdradzać dyskretnie, oni wystawiają się od razu na ostrzał, przynajmniej za tym pierwszym razem. Wystarczy zajrzeć do telefonu, przez pomyłkę zerknąć na nie wylogowaną pocztę i wszystko jest jasne, jeśli tylko chcesz to zobaczyć. Później fakt – są ostrożniejsi, wiedzą, że zaufanie trudno odzyskać, że ty dajesz sobie prawo do kontrolowania go, bo inaczej nie wyobrażasz sobie wspólnego życia.

Tak, w teorii jestem mocna. Za pierwszym razem to był przypadek, jeden SMS, który wywołał mój niepokój… Nie mogłam się pozbyć tego ścisku w żołądku, zaczęłam grzebać i znalazłam to, czego nigdy w życiu nie chciałabym znaleźć. Zamarłam. Bo jak to mogło mnie spotkać? Jak mnie – kobietę starająca się ze wszystkich sił być idealną, on mógł zdradzić? Nie, to na pewno nie on, to ona tylko naciskała, ale on na pewno się oparł. A jednak… Nie ma co się oszukiwać, że nie uległ tej pokusie, a kto wie, może to on dla niej stał się pokusą. Kto kogo zdobywał, kto kogo namawiał, czy w ogóle musiał namawiać? A może to jednorazowy wybryk, może taka zabawa. W ciągu kilku minut próbowałam zracjonalizować sobie wszystko to, co zobaczyłam, co przeczytałam. A w głowie najgłośniej brzęczało: TO NIEMOŻLIWE! To nie może być prawda! A zaraz za tym pytałam siebie: co ja takiego zrobiłam, czym sobie zasłużyłam, gdzie popełniłam błąd. Dlaczego on nie przyszedł, nie powiedział: „hej, źle mi, coś się psuje, zróbmy coś, bo nie wiem, jak to się skończy”. Nie, on poszedł na skróty. To wszystko, czego mu brakowało, znalazł sobie w innym łóżku, w innej sypialni, w innym zapachu.

Nie umiał wytłumaczyć, co się stało. Właściwie to nawet nie wiedział, kiedy, jakby cała ta sytuacja działa się poza nim, a on był tylko pionkiem do przesunięcia w prawo lub w lewo – ale zawsze jak najdalej ode mnie, od nas. Tak, ja, która zapierała się, że zdrady wybaczyć się nie da, wybaczyłam. Nie umiałam sobie wyobrazić siebie samej zamykającej drzwi jednoznacznie przekreślając to wszystko, co mieliśmy. Dobre to „wszystko”. Jak często posługujemy się takimi nic nie znaczącymi ogólnikami? Wszystko przekreśliłeś, wszystko straciłam – czyli co? Czym jest owo wszystko? Iluzją, którą próbujesz żyć, nadzieją, że to, co czujesz, to jest właśnie szczęście? Błagam cię, nazwij to „wszystko” punkt po punkcie, zapisz, co się na to składa, a czego na pewno nie ma. Ty się tylko łudzisz, że istnieje. A tymczasem on ma cię w dupie, w głębokim poważaniu. To jemu jest ciepło i wygodnie, bo kiedy tylko chce, ma gdzie wrócić, do kogo się przytulić i kogoś, kto mu gacie wypierze, bo on zupełnie nie ma do tego głowy.

Brzydziłam się sobą. Dzisiaj to widzę. Choć mówiłam, że wybaczyłam, tkwiłam w niewyobrażalnym rozczarowaniu. Najpierw sobą, później nami, a na końcu nim samym. Bo przecież miłość nie polega na ranieniu się, na wyliczaniu krzywd. Miłość to akceptacja, to zrozumienie. No więc ja jak taka idiotka próbowałam zrozumieć, próbowałam zaakceptować,bo tak się zdarzyło, bo przecież nikt nie jest idealny, każdy popełnia błędy. Ja sama nie wiem, jakbym się zachowała znajdując się w takiej sytuacji jak on, mając żonę zajmującą się dziećmi, pracą, domem, rzadko tak naprawdę zwracając uwagę na niego. DOŚĆ! Krzyczałam i zatykałam uszy. Jak mogłam to sobie robić, jak mogłam siebie obarczać winą za to, co on zrobił. Przecież on jest dorosły, on podejmuje decyzje i powinien ponosić za nie odpowiedzialność. Tymczasem ja nadal gotowałam jego ulubiony obiad, w weekend piekłam ciasta, a kiedy był zmęczony wychodziłam z dziećmi na spacer, żeby mógł odpocząć po pracy. Skoro nie chciał mnie tamtej idealnej, teraz musiałam być idealna jeszcze bardziej, żeby do głowy mu nie przyszło znowu wejść do obcej sypialni.

Każdy jego wyjazd, każde spóźnienie się do domu, każde przedłużające się zakupy wywoływały u mnie ból żołądka. Nie chciałam myśleć, co robi, gdzie i z kim jest, bo wyobraźnia podsuwała mi najgorsze scenariusze. A może to była intuicja… Intuicja, która nigdy się nie myli, choć tak bardzo byśmy chciały wierzyć, że tym razem nie ma racji.

Moja miała, choć zaprzeczałam jej bardzo długo, choć wysyłała mi sygnały, choć na mój bunt reagowała fizycznym bólem, to ja stałam murem za moją, nie za jej prawdą.

Rozsypywałam się tysiące razy czekając na zgrzyt kluczy w zamku, żyjąc nadzieją, że jednak wróci szybciej, że tym razem rzekoma służbowa kolacja się nie przedłuży. Nie chciałam sprawdzać, kontrolować, przecież obiecał, że teraz już na zawsze i tylko razem, przecież ja powiedziałam, że jeszcze jeden raz i koniec, może się pakować. Mówiłam poważnie, postawiłam granicę. A tymczasem miałam poczucie, że przesuwam ją coraz bardziej. Z każdym jego telefonem odbieranym w łazience, z każdym nagłym wypadkiem w pracy, wyjazdem tylko na jeden dzień, zapachem na jego koszuli, który nie był jego zapachem.

Zamykałam się na to wszystko. Zaciskałam granice na własnej szyi. To ja się dusiłam, a on miał coraz więcej przestrzeni, on był panem sytuacji. Matko, jaka byłam głupia, jak naiwna, jak uparcie wierząca, że mnie to nie dotyczy. Żyłam dziećmi, pracą, życiem mojej mamy, przyjaciółki, tylko na pytania, czy wszystko w porządku, odpowiadałam, że zmęczeni oboje jesteśmy. Ktoś zauważył, że go często nie ma, że nie wychodzimy razem. To chyba wtedy do mnie dotarło, to wtedy usłyszałam kierowane do mnie samej: kogo ty chcesz oszukać, on się nie zmieni. Nie był księciem na białym koniu, to już wiedziałam. Nie był doskonały – to też.

Powiedział: „Tak łatwo mi wybaczyłaś”, a we mnie wszystko krzyczało, że nie wybaczyłam, że udawałam, żeby nie uciekł, żeby został, żeby poczuł, że ma szansę wszystko naprawić. Kogo chciałam okłamać? On się nie zmienił, bo ja zostałam tą, od której uciekał. I to nie jest tak, że go usprawiedliwiam. Głupia byłam chcąc wierzyć, że jedna zdrada zdarza się w co drugim związku, a one jakoś są w stanie przetrwać ten kryzys. Nigdy nie spytałam, jak im się udało. Naiwnie wierzyłam, że moja wspaniałomyślność, moja dobra wola przebaczania wyrówna wszystkie doły, że ocalejemy, bo ja na to pozwolę.

Nie bądź głupia, jak ja. Proszę. Nie daj się zwieźć podszeptom strachu, który wkłada w twoje usta: „wybaczam, spróbujemy, tylko obiecaj, że już nigdy więcej”. Nie da się wybaczyć kierując się lękami, że co inni powiedzą, że kim będę w oczach innych – tą nieszczęsną i nie dość doskonałą, którą musiał zdradzić, bo miała jakieś braki? Nie musisz wybaczać, możesz spróbować, ale tylko i wyłącznie na twoich warunkach, na twoich zasadach z kłótniami, awanturami, z nieufnością – jeśli kocha, przetrwa i zostanie i będziesz go pewna, jak nikogo innego na świecie. Tak może się wydarzyć, bo każda historia musi mieć swój plan B, swoje szczęśliwe zakończenie. Bardzo chcę w to wierzyć.


Listy do redakcji Związek

Rezygnujesz z seksu podczas miesiączki? Już nie musisz! Z tymi tamponami możesz robić to bez obaw

Anna Wójtowicz
Anna Wójtowicz
1 czerwca 2017
Fot. Facebook/Tampons Beppy
 

Wiele kobiet rezygnuje ze współżycia w czasie miesiączki. Przyczyną są zazwyczaj względy higieniczne oraz estetyczne. I choć za sprawą szalejących hormonów mają zwiększony apetyt na miłosne uniesienia, to odmawiają sobie i partnerowi przyjemności. Powstrzymuje je wizja brudnej pościeli i myśli, że ich partner się do nich zrazi i może poczuć obrzydzenie.

Jeśli należysz do tej grupy kobiet, mamy dla ciebie świetną wiadomość. Na rynku znajdują się tampony, w których możesz uprawiać seks.

Tampony Beppy to niezwykle higieniczne, delikatne i elastyczne hypoalergiczne gąbki, które dopasowują się do kształtu ciała. Dzięki tym właściwościom kobieta czuje się komfortowo i bezpiecznie podczas okresu – zapewniają producenci na stronie „Naturalna Płodność”. Poza tym są niewidoczne, ponieważ nie mają sznureczków i są idealne podczas uprawiania sportu, pływania, wizyty w saunie, w podróży i przy współżyciu podczas menstruacji. Posiadają certyfikat ISO 13485, co świadczy o tym, że są wyrobem medycznym i spełniają niezwykle rygorystyczne wymogi międzynarodowe.

Fot. Facebook/Tampons Beppy

Fot. Facebook/Tampons Beppy

 

Na rynku europejskim są od ponad dziesięciu lat, w Polsce od ok. pięciu i można je kupić w sklepach internetowych. Pomimo tego, że już sporo czasu znajdują się na rynku, nie są bardzo popularne. Dlatego warto o nich wspomnieć, żebyśmy wreszcie bez krępacji mogły się cieszyć seksem także podczas miesiączki.

Polki chętnie po nie sięgają. Dzielą się swoimi spostrzeżeniami, w których chwalą produkt za to, że nie muszą rezygnować z przyjemności podczas okresu. Doceniają także to, że są niewyczuwalne dla partnera, który „nie ma szans czegokolwiek zauważyć ani wyczuć”, jak pisze jedna z internautek. Inna zwraca uwagę na to, że dzięki nim jest higienicznie i nie trzeba się martwić, że pościel będzie brudna.

Jedyne, co zarzucają tamponom, to trudności z wyjmowaniem. Nie ma sznureczków, więc wymaga to trochę więcej trudu. W zamian za to tampon posiada dziurkę, w którą trzeba włożyć palce i pociągnąć. Dlatego warto najpierw przeczytać instrukcję.

Nam ten pomysł się podoba. A Wy co o tym sądzicie? Może stosowałyście kiedyś?

Źródło: naturalnaplodnosc


Listy do redakcji Związek

Kiedy rodzice się rozstają. 10 rzeczy, które musisz sobie uświadomić, jeśli chcesz by twoje dzieci cierpiały jak najmniej

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
31 maja 2017
Fot. iStock/weerapatkiatdumrong

Dla dzieci, rozwód, czy rozstanie rodziców to czas szczególnie trudny. Nie chodzi o cierpienie (wyprowadzka jednego z rodziców często wiąże się przecież z uspokojeniem sytuacji w domu – końcem kłótni, przemocy, ”przepychanek” między rodzicami), ale o zmiany, które nieuchronnie nastąpią, a których dzieci bardzo nie lubią. Nie powinniśmy zaniedbywać kosztów rozstania, które ponoszą nasze dzieci, ale starać się je zrozumieć, by zminimalizować emocjonalne zawirowania.

1. Dzieci nie rozwodzą się z rozwiedzionymi rodzicami

Uszanuj tę prawdę, bo jest ona przewodnią zasadą, zgodnie z którą powinnieneś wychowywać swoje dzieci. Dla dziecka, ojciec jest zawsze ojcem, a matka pozostaje zawsze matką. Nie istnieją zamienniki. Nawet jeżeli rodzic „wypadł z obiegu”, dla dziecka ten rodzic zawsze będzie częścią jego świata, teraz i w przyszłości. Tę zasadę musisz zrozumieć i zaakceptować.

2. Dzieci indentyfikują się z rodzicem tej samej płci

Ta identyfikacja to budulec dziecięcej osobowości. Córka będzie identyfikowała się z matką, syn z ojcem – niezależnie od tego czy rodzice rozwiedli się, czy nie. Jeśli dziecko otrzyma sygnał „nie bądź jak ojciec” lub „jeżeli będziesz zachowywała się jak matka, zostaniesz odrzucona”, ich rozwój emocjonalny zatrzyma się w momencie, gdy będą wkraczać w role dorosłego życia: żona, rodzic, pracownik. Nawet jeżeli dziecko otrzymało „zły” przykład od rodzica, zidentyfikuje się z nim, będzie działało podobnie i wtedy, być może, spróbuje naprawić to „zło” (które doprowadziło ich rodzinę do rozpadu), we własnym związku.

3. Córki mają tendencję do potajemnej identyfikacji z „ tą drugą kobietą” , synowie z „tym drugim mężczyzną”

Jeśli w życiu rodziców pojawią się nowi partnerzy, dzieci z czasem ich zaakceptują, pragnąc dalej należeć do świata mamy, czy taty. Nie traktuj tego jako braku lojalności, zdrady, braku miłości. Dziecko kocha cię nadal tak samo mocno, a nowa pratnerka twojego byłego męża z pewnością nie zajmie twojego miejsca.

4. Strzeż dzieci przed „wypełnienianiem luk”

Rozwód może stworzyć „luki” w strukturze rodziny, w życiu obojga rodziców. Dzieci często chcą je wypełniać, na przykład próbując rozwiązać  problem samotności ich rodziców, szukając im nowych partnerów.  Synowie mogą próbować zdyscyplinować swoje młodsze rodzeństwo tak,  jak robił to ojciec. Córki często  stają się  „towarzyszkami” swojego ojca. Gdy takie „wypełnianie luk” ma pierwszeństwo nad własnym rozwojem osobistym dziecka, pora położyć mu kres, postawić granice.

5. Konflikt może być szczególnie intensywny, jeśli twoje dziecko zachowuje się dokładnie tak jak jego rodzic

Zachowanie twojego dziecka wynika najprawdopodobniej z jego chęci zachowania dawnej struktury rodziny. Jeśli jesteś współczujący i rozumiesz te mowtywy, łatwiej ci będzie przeprowadzić z dzieckiem szczerą rozmowę.

6. Nie traktuj dziecka jako pośrednika w kontakcie z byłym partnerem

Taki „trójkąt” pojawia się już wtedy, gdy wciągasz dziecko w wasz konflikt i stawiasz je w pozycji „ty i ja przeciwko niemu”. „ Dzieci mogą „pośredniczyć” w relacjach swoich rozwiedzionych rodziców, starając się wypełnić lukę. Rodzice wykorzystują ich uczucia, stosując emocjonalny szantaż, wyciagając informacje dotyczące byłego partnera i (na przykład) jego nwoej partnerki. Wasze sprawy zachowajcie dla siebie, nie wciągając w to nigdy dzieci.

7. Nie należy mylić swoich obaw z obawami swoich dzieci

Co to znaczy? Nie bój się, że jeśli ty czujesz się samotny, nieszczęśliwy i opuszczony, twoje dziecko z pewnością przeżywa to samo. Ono ma swoje własne lęki, zazwyczaj zupełnie inne niż twoje. Tylko wtedy będzie w stanie pomóc swoim dzieciom, jeśli poznasz ich prawdziwe obawy.

8. Nie staraj się „wynagrodzić” dzieciom rozpadu rodziny

Wina nie jest dobrą podstawą dla udanego rodzicielstwa. Oboje rodzice powinni jak najszybciej powrócić do swoich domowych obowiązków tak szybko, jak tylko będą w odpowiednim emocjonalnie stanie. Życie dzieci toczy się dalej i najważniejsze jest to, by podstawowe zasady według których żyły do tej pory, nie ulegały zmianom .

9. Kiedy dzieci stają się nastolatkami, być może zechcą zamieszkać z drugim rodzicem

Może to być bardzo bolesne dla mamy, czy taty, z którym dziecko przebywały do tej pory. Dlatego najważniejsze, by nie zapominać, że w większości przypadków motywem dziecka jest chęć dowiedzenia się jak to jest być z tym drugim rodzicem, a nie przestać kochać tego, z którym było do tej pory. Odległą (bo widywaną o wiele rzadziej) osobę łatwo idealizować. Kiedy dorastasz, chcesz jednak wszytsko sprawdzić „na własnej skórze”.

10. Przekazywać im wartości zamiast domagać się kontroli

Z różnych powodów, po rozwodzie, sprawowanie takiej kontroli nad dziećmi, jak dotychczas, może stać się trudne. Pomoże ci umiejętnośc zachowania kontroli nad samym sobą. Bądź stanowczy, ale cierpliwy. Pilnuj wypełniania szkolnych obowiązków, czystości, odpowiedniej godziny powrotu do domu. Ale myśl przede wszystkim o tym, że najważniejsze jest przekazywanie pozytywnych wartości.


 

Na podstawie: psychcentral.com

 


Zobacz także

Dzielcie się pomocną wiedzą, radą i pomocną dłonią wzajemnie, i z innymi. Akcja „List do dziecka”

Dziękuje wam również za to, że dzięki wam spełniam się jako tancerka. Akcja „List do dziecka”

Ukręć łeb gremlinowi