Lifestyle REPORTAŻ

„Znam kobiety, które straciły ponad 30 mężczyzn ze swojej rodziny podczas tego ludobójstwa”. Nikt nie ucieka z bezpiecznego domu…

Małgorzata Gąsiorowska
Małgorzata Gąsiorowska
20 grudnia 2015
Fot. Archiwum prywatne
 

Z Eminą Ragipovic, Bośniaczką, muzułmanką, prezeską Fundacji Kultura Bez Granic spotykam się w jej warszawskim mieszkaniu. Prosi o przypilnowanie piekarnika, w którym rumieni się bałkański burek. Coś jeszcze załatwia w locie. Mam chwilę, żeby się rozejrzeć. Pokój tonie w książkach: religioznawstwo, historia, reportaże. Na półkach zdjęcia.  Na jednym uśmiechnięty 12– letni Ali, syn Eminy. Obok stoi portret Tadeusza Mazowieckiego, z którym przez wiele lat współpracowała.

Małgorzata Gąsiorowska: Znasz wiersz Warsany Shire „Dom”?

Emina Ragipovic: Nie, chyba nie…

Przeczytam ci początek: „nikt nie opuszcza domu, chyba że dom jest, jak paszcza rekina”

Rozumiem, bardzo symboliczne. Ja opuściłam swój dom z powodu represji politycznych. Pracowałam na Bałkanach jako koordynatorka Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i niezależna dziennikarka w najgorszych okresach reżimu Miloševića. Wspólnie z demokratyczną opozycją serbską walczyliśmy o ochronę praw człowieka licznych mniejszości narodowych zamieszkujących terytorium byłej Jugosławii, m.in.: albańskiej, bośniackiej, węgierskiej, romskiej.  Ale represje się nasilały, zwłaszcza wobec serbskiej opozycji wewnętrznej. Ludzie po prostu znikali bez śladu. Sprawę załatwiały służby specjalne, ręka w rękę z mafią i z błogosławieństwem reżimu. Byłam prześladowana i wielokrotnie zatrzymywana. Gdy stało się to pierwszy raz, nie miałam jeszcze 18. lat. Obserwowałam represje i procesy bośniackich opozycjonistów. Ale walczyłam. Dopiero kiedy sama zostałam matką, i przestałam być odpowiedzialna tylko za swoje bezpieczeństwo, postanowiłam wyjechać do Polski. Ali miał wtedy około roku.

To było już po wojnie, zbrodniarze wojenni zostali skazani …

Tak, góra tak. Zostały całe „doły”. Ci, którzy te rozkazy realizowali, ci którzy strzelali, aresztowali i gwałcili, szczególnie w Bośni. Oni zostali w aparacie urzędniczym, służbach bezpieczeństwa, na wysokich pozycjach w państwie. Dla mnie niewiele się zmieniło. Zresztą, nie wgłębiając się w historię wojny na Bałkanach, nie możemy zapominać, że reżim trwał jeszcze kilka lat po jej zakończeniu, a pogranicze długo pozostawało niespokojne. Mieliśmy z moim zespołem co robić.

Zajmowałaś się jakimś szczególnym obszarem łamania praw człowieka?

Od pewnego momentu tak. Raportowaniem sytuacji kobiet, pomocą ofiarom gwałtów i przemocy wojennej. To Tadeusz Mazowiecki jako specjalny wysłannik UNHCR (Wysoki Komisarz Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców) wywalczył, aby przemoc wojenna i gwałty zostały uznane przez Trybunał w Hadze za zbrodnię wojenną. Premierowi należy się najwyższy szacunek za to co zrobił dla prawdy o Bośni i zbrodniach dokonanych podczas tego konfliktu.

Kobiety są szczególnie narażone w czasie wojen …

Nie tylko w czasie wojen, ale tak. Mężczyzn często nie ma, bo walczą lub zostają wymordowani w pierwszej kolejności, by im tę walkę uniemożliwić. Na kobietach spoczywa ciężar utrzymania i przetrwania rodziny, a co za tym idzie szerzej – przetrwania narodu.

Kobiety są też narażone w czasie wojny na przemoc seksualną?

Kobiety, szczególnie bośniackie muzułmanki były podczas tej wojny gwałcone masowo i większość z nich w sposób zorganizowany. Tworzono nawet specjalne obozy. Aresztowane kobiety były gwałcone przez żołnierzy, przez członków grup paramilitarnych, a nawet przez żołnierzy i dowódców przysłanych tam w ramach misji ONZ.  Wiele kobiet w wyniku tych gwałtów zachodziło w ciąże. Upokarzało je to dodatkowo. „Zobacz, zostawiłem ci ślad na całe życie, ślad w twoim ciele, w krwi, i w domu”. Gwałty i inne akty przemocy oczywiście zdarzały się po wszystkich stronach tego konfliktu. Nie mam co do tego wątpliwości, jednak skala terroru jaka dotknęła bośniackie muzułmanki, była największa. Trybunał w Hadze szacuje, że takich kobiet było ponad 25 tysięcy. Ich dramat ciągnie się długo po odzyskaniu wolności, szczególnie tych, które zdecydowały zatrzymać przy sobie dzieci, owoce tych gwałtów. Niejednokrotnie były odrzucane przez męża, rodzinę czy środowisko.

Kobiety są wobec wojny bezbronne

Bardzo polecam film „Grbavica” z 2006 roku, który dostał nagrodę Złotego Niedźwiedzia w Berlinie. Poruszający. Bohaterka, Esma już po wojnie mierzy się ze wszystkimi demonami. Przed córką utrzymuje, że jej ojciec zginął podczas wojny, bolesna prawda jest inna, co wreszcie wychodzi na jaw przypadkiem. Nie chcę zdradzać fabuły, ale to uniwersalne doświadczenie wielu bośniackich kobiet. Na świecie ten film był przyjęty entuzjastycznie, w Serbii wywołał oburzenie i nie wszedł do dystrybucji. Szczególnie to, że rolę Esmy zagrała Serbka – Mirjana Karanović, która w serbskiej nacionalistycznej  prasie została nazwana zdrajczynią.

Kobiety w czasie wojny muszą też patrzeć na śmierć swoich dzieci …

Takie osierocone matki zorganizowały się wokół Stowarzyszenia Matki Srebrenicy, którego byłam przedstawicielką w Polsce na pogrzebie Premiera Mazowieckiego. To kobiety, które niejednokrotnie straciły wszystkich synów podczas masakry w Srebrenicy. Nie tylko synów zresztą, braci, ojców, mężów. Znam osoby, które straciły ponad 30 męskich członków swojej rodziny podczas tego ludobójstwa.

Po czymś takim można żyć? I jeszcze walczyć?

Można, jak widać. I trzeba. Przy życiu utrzymuje je nadzieja na choćby gram sprawiedliwości w stosunku do sprawców tej zbrodni.

Przecież zostali pojmani i osądzeni….

Owszem, tak jak wcześniej mówiłam, głównie ci na górze, dowódcy, wydający rozkazy. Ci, których rękoma mordowano, często nie. Nadal żyją w swoich środowiskach i często mają się doskonale. Pracują, kłaniają się i uśmiechają do swoich ofiar, których są sąsiadami. Wielu z nich pracuje nadal w  aparacie urzędniczym i służbach bezpieczeństwa, są nietykalni. Matki Srebrenicy walczą o rozliczenie także wykonawców rozkazów, nie tylko mocodawców. Nadzieja na sprawiedliwość utrzymuje te kobiety przy życiu.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

W Polsce kontynuujesz swoją pracę w Fundacji Kultura bez Granic?

Pomagam nie tylko kobietom, ale rzeczywiście one potrzebują czasem specyficznej pomocy. Przyjeżdżają tu po strasznych przeżyciach, doświadczały najgorszych form przemocy. Tu spotykają ich kolejne dramaty, bo stykają się z bezduszną machiną urzędniczą i niewydolnym systemem. W ośrodkach nie ma sensownej polityki integracyjnej. Są wspierane przez krótki czas niewielkimi kwotami, które nie wystarczą na życie, wynajęcie mieszkania. Jeśli mają pod opieką dzieci są w jeszcze trudniejszej sytuacji. Mają problemy ze znalezieniem pracy, ze wszystkim.

Nie rozumiem  tego, jesteśmy wśród 30 najbogatszych krajów świata. Jesteśmy najszybciej rozwijającym się krajem w Europie. Argument, że nie ma mieszkań komunalnych dla polskich matek, bo nie ma, nie jest problemem spowodowanym tym, że zabierają je emigrantki. To plama na sumieniu tego systemu. Tego też nie rozumiem w państwie deklarującym ochronę i wspieranie rodziny. W kraju, w którym tak się faworyzuje postać „matki”, a de facto polityka jest antyrodzinna i antyspołeczna.  Te sprawy pozostają głównie w sferze działań organizacji pozarządowych i kościelnych.

Ty nie wyjeżdżałaś w tak dramatycznych okolicznościach jak obserwujemy to teraz podczas kryzysu uchodźczego?

To była trudna decyzja, chociaż nie tak dramatyczna. Ale bardzo trudna. Długo nie mogłam jej podjąć, chciałam walczyć. W pewnym momencie zdawałam sobie już sprawę, że dalekie jest to od normalnego, spokojnego życia. Miałam dobre kontakty z polską ambasadą. Postanowiłam się ubiegać o azyl polityczny. Teraz jestem polską obywatelką.

Gdy patrzysz na tych ludzi w łodziach, teraz i na to jaka atmosfera społeczna wokół uchodźców panuje, co czujesz, co myślisz?

Jestem zła. I widzę ogromną hipokryzję tych, którzy mianują się wyznawcami podstawowy wartości europejskich. Europejskiej solidarności. Tych, którzy tak bardzo podkreślają szacunek i ochronę  każdego życia ludzkiego. Brakuje tej solidarności i na poziomie przywódców i niestety zwykłych ludzi. Myślimy, że gdy coś się dzieje daleko, to nas nie dotyczy. Nie obchodzi nas, że w Syrii ginie 250 tysięcy ludzi, a ucieka 4 miliony. Jesteśmy bezpieczni w naszej potężnej Europie, a że ludzie giną w Somalii, Erytrei i Kongo lub topią się na tych łodziach. Cóż … Z mojego punktu widzenia to europejski kulturowy szowinizm, też się poczuwam, chociaż nie podzielam tych postaw,  jestem Europejką. Do tego dochodzi islamofobia. To teraz główna oś oporu przed pomocą dla tych ludzi.

Skąd to się bierze? Nie mówmy może o Europie, ale w Polsce?

Za tę sytuację najbardziej obwiniam media, które konsekwentnie, od lat budowały obraz muzułmanina terrorysty. Mówiono o Państwie Islamskim, podkreślano wyznanie ludzi dokonujących aktów przemocy, o ile był nim islam. Nie wymienia się wyznania każdego mordercy lub robi się to rzadko. A przez nas, muzułmanów, człowiek, który aktów terroru dokonuje nie jest uważany za muzułmanina, bo godzi w filary naszej wiary. Fundamentem naszej wiary jest jeden z wersetów, który mówi, że kto zabija niewinnego człowieka, zabija cały świat. A kto ocali jednego niewinnego człowieka, ratuje cały świat. Niewiele możemy poradzić na to, że radykałowie wypaczają te prawdy i te zasady. Najwyżsi przywódcy duchowni wydali fatwę – dekret w którym wykluczają takie organizacje, jak ISIS, z grona muzułmanów. Potępili też wszystkie zamachy, w których giną cywile.

Z Syrii uciekają zwykli ludzie, którzy nie mogą normalnie żyć i wychowywać dzieci w chaosie i ciągłym poczuciu zagrożenia. I  ja to doskonale rozumiem, bo sama to przeżyłam, ale wystarczy trochę empatii i zrozumieć jest to w stanie każdy. Bojąc się robimy tylko prezent radykałom, którym zależy na pogłębianiu chaosu i destabilizacji.

A wy jakoś doświadczacie niechęci?  Twój syn Ali jest w szkole dyskryminowany?

W zasadzie nie. Był  może taki moment, co mnie zaskoczyło, bo Ali jest bardzo lubiany w klasie. Ale szybko wspólnie z rodzicami, pedagogiem i wychowawcą opanowaliśmy sytuacje i jest dobrze. Ja chodzę bez chusty, zakładam ją tylko do modlitwy, więc tym bardziej nie widać na pierwszy rzut oka, że jestem muzułmanką. Natomiast dziewczyny pod hidżabami boją się ostatnio nawet wychodzić.

Powszechnie uważa się, że kobieta muzułmanka ma niską pozycję, jest cichutka, skromniutka. Ty burzysz stereotyp.

Tak, my wszystkie burzymy. Szczególnie samodzielne mamy, jaką i ja jestem.

Pozycja kobiet w islamie jest i była zawsze bardzo wysoka. Cieszymy się prawami w niektórych obszarach bardziej postępowymi niż kobiety  innych wyznań. Na przykład mamy prawo do rozwodu. Mamy prawo do dziedziczenia, prawa wyborcze, prawo do edukacji oraz prowadzenia modlitwy, to nasze prawa koraniczne. Miałyśmy je znacznie wcześniej niż inne kobiety.

To, że w niektórych krajach te prawa są łamane wynika z regionalnych uwarunkowań, a nie z religii i tak samo dotyka to muzułmanek jak i na przykład chrześcijanek. To są inne procesy, związane z kulturą patriarchalną, ale nie z religią jako taką. Przed Bogiem i prawem jesteśmy równi, chociaż oczywiście we współczesnym świecie jest to utopia. Tak jak każda religia może być używana do politycznych rozgrywek.

W stosunku do kobiet?

Dokładnie. W niektórych regionach te prawa koraniczne się kobietom odbiera, islam sie  asymiluje do lokalnych tradycji. Te najgorsze rzeczy, kojarzone stereotypowo z islamem, nie mają z religią nic wspólnego. Jak, na przykład, obrzezanie kobiet, kamienowanie (które jest podkreślone w Starym Testamencie). To są okrutne, ale bardzo lokalne „tradycje”.

Nasi religijni przywódcy niejednokrotnie potępiali takie praktyki jako niezgodne z islamem. Przemoc wobec kobiet jak terroryzm, nie ma religii, nie ma narodowości i dotyka nas pod każdą szerokością geograficzną. W Europie nie jest z tym różowo, skala przemocy wobec kobiet jest ogromna, więc zanim zaczniemy zamiatać czyjeś podwórka, warto najpierw zrobić porządek na swoim.


Emina Ragipovic. Bośniaczka, muzułmanka, obywatelka polska. Absolwentka kulturoznawstwa i  literatury południowo-słowiańskiej na Uniwersytecie w Sarajewie. Na Bałkanach pracowała jako niezależna dziennikarka i koordynatorka Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Była współpracowniczką Tadeusza Mazowieckiego (od czasu gdy pełnił funkcje specjalnego wysłannika UNHCR na Bałkanach). Dla przyjemności studiuje stosunki międzynarodowe w Collegium Civitas. Była koszykarka. Prezeska Fundacji Kultura Bez Granic, a przede wszystkim mama 12 letniego Alego, młodego sportowca, który idzie w jej ślady i też trenuje koszykówkę.


Lifestyle REPORTAŻ

„Cześć kochani, znów święta, mam przesrane. Ale większość z was też”. List singielki do całej reszty ludzi

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
20 grudnia 2015
Fot. iStock / nandyphotos
 

Zawsze, gdy słyszę w radiu nieśmiertelną piosenkę „Last Christmas” myślę, że oto zaczyna się czas, gdy będę miała przej**ane.

To kolejny rok, gdy jestem sama, znów nie przedstawię rodzinie nowego chłopaka, narzeczonego. Nie pojawię się u ciotki, siostry z przystojniakiem u boku, dowodem na to, że jeszcze jestem kobietą, że istnieje w moim życiu coś poza pracą.

Tata znów powie: „No to miłości ci w końcu życzę, kochanie”, mama da mu  ukradkowego kuksańca, bo przecież wie, jak mnie to złości. A potem, po cichu, w kuchni powie siostrze, że bardzo się o mnie martwi, bo ja wciąż jestem sama. I czy siostra może wie co z tym Pawłem, z którym ostatnio, nawet miło, rozmawiałam przez telefon.

No cóż, mamusiu, my się tylko od czasu do czasu bzykamy. Nie kocham go, ale sama widzisz, czasem potrzebuję seksu. Jednak nie chcę tworzyć w swojej głowie iluzji, że kocham kogoś z kim tylko łączy mnie fizyczność. Może chciałabym inaczej, ale sama rozumiesz, serce mam puste. Nie rozumiesz?

Myślałam, że twoje serce jest puste od dawna.

Siostra też się pomartwi, w końcu wszystko lepsze od przyglądania się temu, że jej małżeństwo już dawno jest trupem. W końcu to zawsze małżeństwo, prawda? Kilka dni przed świętami wypoleruje je, wyczyści, wypcha jakąś treścią. W Wigilie będzie wyglądało nawet jak żywe. Pozwoli uspokoić  ciotki, zatka je choć i tak wypowiedzą słowa, które wypowiadają zawsze: „Ależ ta Madzia szczęśliwa, i on taki przystojny, piękna para”.

Madzia co prawda wyje mi w słuchawkę co weekend, co jego podróż służbowa, co nieudany seks, co (nie)pomoc przy dziecku. Ale nie ma się co martwić, od czego są doraźne pastylki na spokój. Dzięki nim chociaż Madzia zachowa twarz, ona jest taka miła i spokojna, nie to co ja, ta gniewna karierowiczka. Nic dziwnego, że nikomu się nie podobam.

Ale to nie jest tak, kochani. Podobam się żonatemu M. Jest nawet fajny, ale znam tę żonę, ona myśli, że są dobrym małżeństwem. Ale pewnie są, prawda? No i jeszcze jest Paweł. Ale o tym pisałam już wyżej. Nawet jeśli myślę, że jednak spróbuję go pokochać, nawet gdy zaciskam oczy i powtarzam sobie jak mantrę, że to moja ostatnia szansa – to nic,  nie działa. Nie umiem tak pięknie czarować jak wy.

Usiądziemy i będziemy się do ciebie wszyscy uśmiechać przesadnie. Ciotka jeden wypije duszkiem wino, żeby nie zrobić afery babci, która nie zapisała jej domu, ale za to zapisała połowę wujkowi i innym wnukom. Ciotka nie rozumie, bo to bardzo dziwne, przecież ona babcią opiekuje się najbardziej. Ciotka dwa nie przestanie opowiadać o sobie, o tym jak jej dzieci są genialne, te języki, to wykształcenie, ta praca w najbardziej światowych korporacjach, ten sukces wpisany w drogę życia i licho wie co jeszcze. Ciotkę trzy ledwo zniesiemy wszyscy, bo przecież wie najlepiej jak robić rybę po grecku, karpia, uszka, i cholera, nie ma rzeczy na której ktoś może znać się bardziej, więc pomilczmy lepiej, bo po co strzępić sobie język. Mi tam, na przykład, szkoda energii.

Potem i tak pewnie ktoś się z kimś pokłóci, bo jednak tego wina za dużo. No cóż, polskie święta, nie może być bez emocji.

Zniosę to wszystko, bo jestem naprawdę grzeczną dziewczynką. Mam ładnie zasznurowane usta, zasznurowane ciało, pragnienia też mam zasznurowane wyku**iście pięknie. Świetnie udaję, że jestem szczęśliwa, że nic mi nie przeszkadza, że wszystkich i wszystko rozumiem.

Obiecuję, nie powiem więc, że:

– wolałabym, żebyście przestali być dla siebie sztucznie mili, żebyśmy rozmawiali na proste wyrazy, żebyście nawet klęli, ale byli prawdziwi.

– moja samotność czasem przeszkadza mi mniej, czasem bardziej. Ale nie jestem nieszczęśliwa, przepraszam. Nie pożeram wieczorem paczki wafelków i pudła lodów, nie słucham smutnych kawałków, moje ciało nie jest głodne seksu i bliskości. Biorę co mi życie daje i nie oszukuję, że jest inaczej.

– wolałabym, żebyście nie patrzyli na mnie ze współczuciem czy znajdowali czasu dla mnie tylko w święta. Żebyście przestali wciskać mi frazesy, że mogę na was liczyć tylko, żebyście kiedyś pomogli mi wnieść tę kanapę czy naprawić kran.

  wolałabym, żebyście byli wolni od tych wszystkich „musisz”, „powinnaś”, bo jedyne co ja muszę to być szczęśliwa i w miarę dobra dla siebie i innych.

– powinniście przestać wkładać świat do tych szufladek. „gruba”, „chuda”, „właściwe”, „piękne”, „brzydkie”, „beznadziejni” , bo ciężko się tego słucha i to bardzo męczące.

Kochani, ja wciąż mam szansę na miłość, na dom prawdziwy, bez frazesów, głodnych kawałków, mam szansę na ciepło, wsparcie i bliskość. Wciąż mogę żyć jak chcę, mam czas. Wciąż jestem prawie czystą kartą i nie godzę się na półśrodki, bo wiem jak półśrodki wyglądają i dopóki mogę marzyć– to będę.

A wy gdzie jesteście? W jakim punkcie swojego życia? Zamiast się mnie pytać co będę robić na Sylwestra i z kim, spytacie sami siebie czy we będziecie robić w tego Sylwestra to czego naprawdę pragniecie. Bo to chyba jest dużo ważniejsze pytanie. Uwierzcie, wiem gdzie jestem. A wy to wiecie?

Wasza singielka, wasza czarna owca, wasz powód do rozmów.

Wasza ucieczka przed sobą:)

P.S Tekst powstał na podstawie wczorajszej rozmowy z pewną trzydziestolatką, która napisała do mnie, że nienawidzi świąt. I żebym wytłumaczyła ludziom, że warto się w święta i Sylwestra odczepić od singielek i przestać je zadręczać głupimi pytaniami.


Lifestyle REPORTAŻ

Pokaz mody dziecięcej, jako finał tegorocznej współpracy Mustache.pl i Omenaa Foundation

Redakcja
Redakcja
19 grudnia 2015
Fot. Materiały prasowe

Już w niedzielę, 20 grudnia w sali Mikołajskiej w Pałacu Kultury i Nauki odbędzie się charytatywny pokaz mody zwieńczający tegoroczną współprace fundacji Omeny Mensah i platformy Mustache.pl. W pokazie wezmą udział dzieci, których rodzice pochodzą z różnych stron świata oraz pociechy polskich gwiazd zaangażowanych w akcję. Muzyczne wrażenia podczas pokazu zapewni zjawiskowy zespół The Dumplings.

Znana dziennikarka, postanowiła pomóc dzieciom w Afryce i zebrać fundusze na budowę szkoły w kraju swoich korzeni. Całkowity dochód ze sprzedaży produktów zostanie przeznaczony na budowę nowoczesnego ośrodka szkolnego w Ghanie. Ośrodek ma nie tylko zapewniać dostęp do edukacji ale także dawać bezpieczeństwo dla blisko 150 podopiecznych.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Podczas wizyty jednego z wolontariuszy Fundacji w ośrodku Don Bosco dzieci same narysowały swoje marzenia a wynik ich prac, przy pomocy marki Aloha From Deer, przeniesiono na tkaninę, tworząc unikalną kolekcję Spełniamy Marzenia, z której cały dochód wspiera budowę szkoły. Całość kolekcji dostępna jest nie tylko na Mustache.pl ale także na specjalnym stoisku na targach Mustache Yard Sale vol 17 powered by Honor (19-20.12 Warszawa PKiN), gdzie będzie można też posłuchać o całej akcji, zobaczyć filmy nakręcone na miejscu, a także pomalować największy tego dnia w Warszawie T-shirt.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

W listopadzie podczas wspólnego świętowania Międzynarodowego Dnia Tolerancji, zorganizowany został weekend tolerancji, do którego przyłączyli się m.in. Agnieszka Jastrzębska, Maffashion, Radek Pestka, Kamila Szczawińska, Marta Wierzbicka, Littlemooonster96, Michał Piróg, Ekskluzywny Menel czy Wujaszek Liestyle. Przy tej okazji, w jednej z warszawskich szkół podstawowych, odbyły się też warsztaty o tolerancji prowadzone przez Omene Mensah.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Pokaz mody, który odbędzie się w Pałacu Kultury i Nauki przy okazji targów Mustache Yard Sale vol 17 powered by Honor, jest podsumowaniem tegorocznych wspólnych działań Omenaa Foundation i Mustache.pl. To wyjątkowa inicjatywa, gdyż w pokazie ubrania zaprezentują właśnie dzieci. Pojawią się Kolorowe Dzieci – podopieczni Omenaa Foundation wraz z pociechami znanych gwiazd m.in. córka Odety Moro – Sonia Figurska; Vincent, syn Anny Ibisz; Maks, syn Katarzyny Zdanowicz, córka Omany Mensah,  Marty Kuligowskiej i Mariusza Totoszki.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Podczas pokazu zaprezentowane zostaną ubrania polskich projektantów oraz specjalna linia produktów, na które naniesiono autentyczne rysunki przedstawiające marzenia dzieci z Ghany. Całość stylizacji dopełniona zostanie butami z nowej, specjalnej kolekcji firmy BARTEK, zaprojektowanej przy współpracy z teamem projektantów z Mustache.pl i dostępne w sprzedaży w 2016 roku. Opiekę nad backstagem i doskonałym przygotowaniem dzieci do pokazu objęła firma INGLOT. Stylistki Mustache.pl będzie wspierał laureat tegorocznej edycji Top Model Radek Pestka. Patronat medialny nad pokazem objął portal Jastrząb Post, na którym pojawi się wyjątkowa relacja z wydarzenia a całość zostanie poprowadzona przez Omenę Mensah. Podczas pokazu czas umili wszystkim występ zespołu The Dumplings, młody duet wykonujący muzykę electropop w składzie Justyna Święs i Kuba Karaśnie. Laureaci Freyderyków z pewnością zagrają takie przebojoje jak Betonowy Las czy Nie gotujemy.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Pośród zaproszonych gości pojawią się m.in Agnieszka Jastrzębska, Odeta Moro, blogerka Pani Ekscelencja, Katarzyna Zdanowicz, Anna Ibisz, Radek Pestka, Mariusz Totoszko, Marta Kuligowska, Justyna Tomańska, blogerka Pani Ekscelencja, Bilguun Ariunbaatar, Areta Szpura czy Misheel Jargalsaikhan. Bilety-cegiełki, z których całkowity dochód zostanie przekazany na budowę szkoły, dostępne są na platformie Mustache.pl.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Pokaz mody odbędzie się 20 grudnia, o godzinie 13.00 w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie w Sali Mikołajskiej podczas targów mody Mustache Yard Sale vol 17 powered by Honor. Bilety cegiełki dostępne na stoisku Bilety na pokaz dostępne będą przez całą sobotę przy stanowisku akcji w strefie dziecięcej targów. Symobliczna opłata za bilet-cegiełkę zostanie w całości przekazana fundacji.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Tak powstawały rysunki dzieci:

 

Akcja dostępna na stronie Mustache

Linki do wydarzenia na fb:

https://www.facebook.com/events/828026100650620/

https://www.facebook.com/events/723312761138765/

Omenaa Mensah – Jako pół Ghanka doskonale zna problematykę tolerancji i różnic kulturowych. Prezes i inicjatorka fundacji. Prezenterka telewizyjna od 11 lat związana z telewizją TVN. Właścicielka marki Ammadora. Absolwentka Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, gdzie studiowała zarządzanie  – specjalizacja europeistyka. Aktualnie studentka III roku studiów doktoranckich o profilu ekonomiczno-społecznym na SGH w Warszawie.

Fundacja Omeny – Fundacja zajmuje się budowaniem postaw tolerancji i wzbudzeniem w dzieciach i młodzieży pozytywnych refleksji na temat odmienności innych kultur i narodów oraz zachęcaniem do zainteresowania się losem grup mniejszościowych. Rozwija emocje i empatię a tym samym uczy szacunku do innych ludzi i przeciwdziała dyskryminacji. Pokazuje, że ludzie są równi bez względu na kolor skóry czy wyznanie.

Mustache.pl – organizator niezależnych targów mody i właściciel największego polskiego marketplace dla niezależnych europejskich projektantów mody demokratycznej i designu. Skupiamy ponad 700 projektantów, którzy oferują naszym klientom ponad 20 000 produktów. Od połowy 2015 roku poza wspieraniem polskiego niezależnego rynku mody, działamy z Fundacją Omeny Mensah, w projekcie budowy szkoły dla dzieci z Ghany.

The Dumplings – polski duet muzyczny wykonujący muzykę electropop. Początkowo zdobył popularno

jako fenomen internetowy. W 2014 zespół wydał swój debiutancki album No Bad Days, który miał swoją premierę 13 maja i został nagrodzony Fryderykiem za fonograficzny debiut roku.


Zobacz także

Co musisz wiedzieć, jeśli spotykasz się kimś, kto w przeszłości zdradził

Co się dzieje z nami po śmierci według buddyzmu?

Być jak rajski ptak. Dominika Tajner-Wiśniewska ambasadorką marki odzieżowej Vippi Design