Lifestyle

Zmęczenie psychiczne. Kiedy brak ci energii i sił do życia

Karolina Krause
Karolina Krause
1 lutego 2017
Fot. iStock/Marjan_Apostolovic
 

Przychodzą w życiu momenty, gdy zwyczajnie nie mamy siły na to, by wstać z łóżka. Zebrać się w sobie i iść dalej. Zmęczenie psychiczne może wynikać z wielu różnych powodów. Niezależnie od tego, czy są to problemy w domu, w pracy, czy w naszym związku, jego skutki dotykają nas równie dotkliwie. Choć różni się to nieco od fizycznego zmęczenia, nasze ciało podlega stałej kontroli ze strony umysłu, co może wywołać u nas także fizyczne objawy. Jak więc rozpoznać, że mamy do czynienia z psychicznym zmęczeniem i sobie z nim radzić?

Spadek energii wraz z wiekiem

Gdy patrzymy na dzieci bawiące się na placu zabaw, automatycznie zazdrościmy im tej energii. Zastanawiamy się, czy my także mogłybyśmy ją w sobie znaleźć, zamiast szukać jej na dnie dziesiątego już kubka z kawą. Odpowiedź na to pytanie brzmi: tak! Choć to normalne, że zbiegiem lat tracimy nieco z naszego wigoru. Z wiekiem przybywa nam bowiem sporo stresów i zmartwień (kredyt, opieka nad rodzicami, czy wychowywanie dzieci), które skutecznie odbierają nam energię do działania. A odpowiedzialność zaczyna nas przygniatać.

Zmęczenie umysłowe

Gdy do i tak przeładowanego kotła dodamy jeszcze silnie stresujący bodziec (zmianę pracy, kryzys w małżeństwie, czy nadmiar obowiązków), który wymaga od nas zwiększonego zaangażowania przez dłuższy czas, możemy doprowadzić swój organizm do przemęczenia. Stajemy się wówczas bardziej emocjonalni, nerwowi, a nasz umysł zaczyna płatać nam figle. Coraz częściej nachodzą nas zaćmienia umysłowe, zapominamy o drobnych szczegółach, o których zwykliśmy pamiętać, co tylko jeszcze bardziej zaognia problem.

Objawy fizyczne

Jako, że nasze ciało podlega stałej kontroli ze strony umysłu, z czasem do powyższych trudności dochodzą także objawy fizyczne. Tracimy ochotę na to, by cokolwiek zjeść, dokuczają nam nawracające migreny, a mimo chronicznego zmęczenia, nie jesteśmy w stanie zmrużyć oka choć na chwilę.

Ciągłe problemy ze snem doprowadzają w końcu do tego, że rano nie możemy podnieść się z łóżka, a błędne koło nie chce się zatrzymać.

Paradoks związany ze zmęczeniem

Zmęczenie jest, czymś funkcjonalnym – chroni nas przed wykonywaniem nadmiernego wysiłku. Jednakże nasze ciało okazuje się być równie wrażliwe na zbyt małą dawkę aktywności w naszym życiu. Więc choć w trakcie zmęczenia psychicznego najczęściej nie chce nam się nic robić, paradoksalnie powinniśmy podjąć się większej aktywności fizycznej, by się z tego otrząsnąć!

Co jeszcze powinniśmy zrobić, by przerwać błędny krąg utraty energii?

Zasięgnij porady lekarza

Jeśli doskwiera ci uporczywe zmęczenie, powinnaś jak najszybciej skonsultować się z lekarzem. Zmęczenie może być bowiem objawem czegoś znacznie poważniejszego, dlatego dobrze jest wykluczyć ewentualne choroby.

Zmień swój sposób myślenia

Skupiając się na swoim zmęczeniu i jego objawach, tylko pogarszasz sprawę. Zamiast tego postaraj się zająć czymś swoją uwagę, albo jeszcze lepiej poćwicz lub zrób coś się, co sprawia ci przyjemność.

Działaj!

Zwiększ swój poziom aktywności fizycznej. Pamiętaj jednak, aby robić to stopniowo.

Uważaj na to, co jesz

Niektóre pokarmy sprawiają, ze czujemy się osowiali i powodują późniejszy, nagły spadek cukru w organizmie. Zadbaj o to, by jeść regularnie, w ten sposób utrzymasz stały poziom energii.

Ogranicz kofeinę

Zbyt częste picie kawy paradoksalnie odbiera nam energię.

Nawadniaj się

Pij przynajmniej 1,5 litra wody dziennie.

Rób przerwy

Jeśli czujesz, że twoje oczy same się zamykają i czerwienią podczas pracy przy komputerze, to znak, że powinnaś zrobić sobie przerwę. Zwiększysz wydajność swojej pracy, gdy choć na chwilę się od niej oderwiesz: pooddychasz świeżym powietrzem i rozciągniesz swoje ciało.

Przejmij kontrolę nad stresem

Przewlekły stres wywołuje w nas objawy zmęczenia, ale istnieje wiele sposobów, aby sobie z nim radzić. Takich jak chociażby joga, czy medytacja.


 

Źródło: dailyvibes.orgpsychologytoday.com


Lifestyle

Różne nazwy, ten sam schemat. W teorii możesz wszystko, praktyka jednak, strzela ci z liścia w twarz. O grupach na Facebooku

Anika Zadylak
Anika Zadylak
1 lutego 2017
Fot. iStock/KatarzynaBialasiewicz
 

Kiedy bezmyślnie, klikałam kolejne zaproszenia do coraz to innych grup na FejsBogu Wszechmogącym, czy innych forach, nie zgadłabym, w co się pakuję. Okazało się, że owszem, należeć do nich możesz. Ba! Ty nawet, możesz coś skomentować czy zapytać, ale… No właśnie, ale uważaj, bądź czujny i ostrożny. Zanim choć pomyślisz, czy aby nie zostawić tam jakiegoś swojego śladu, prześpij się z tym.

Tego, że do różnorakich grup należę – a ściślej – należałam, nie będę się wypierała. W Internecie zresztą, nic nie ginie. Net pamięta dłużej nawet, niż do końca naszych dni. Na swoją obronę mam tylko to, że w natłoku zajęć, nie do końca się w tę część Internetu zagłębiałam. Czasem mi coś na tablicy wyskoczyło, nie przywiązywałam uwagi. I przyszedł ten dzień, kiedy przyszło mi do głowy, spróbować. No zwyczajnie, wejść na jedną z tych obcych jak się okazało planet i zapytać. Po to zresztą istnieją, żeby się wspierać, coś doradzić, podzielić doświadczeniami. Czasem, sprzedać w dobrej cenie lub korzystnie, wymienić. Ponieważ jestem posiadaczką kotów wybrednych i wiecznie sfochowanych, które jedzą co im pasuje, nie ważne ile kosztuje i z jakiej jest półki. Zapytałam. Jedno zdanie napisałam, co sądzą o karmie takiej i takiej. Nawet bez wzmianki, że ją stosuje. Nawet, że znam kogoś, kto tym karmi swoje zwierzaki. A potem, czytałam z wypiekami na twarzy i stanem przedzawałowym, że jestem mordercą. Że powinno mi się te moje dwie kotki, zabrać jak najszybciej, zanim je wykończę. Żebym sama sobie, to żarła i patrzyła, jak puchnę i gnije. I szybko do weterynarza, bo może jeszcze jest szansa na ratunek. Siedziałam wgnieciona w ścianę. Długo, zanim oprzytomniałam. I na swoje nieszczęście, poszłam dalej.

Albowiem znalazłam na swej drodze, kilka krętych ścieżek. Różne nazwy, ten sam schemat. W teorii możesz wszystko, praktyka jednak, strzela ci liścia w twarz.

1. Jemy zdrowo i bez mięsa. I rozdajemy… kosmiczne porady.

 Nie jestem wegetarianką, tylko nie jem mięsa. Z różnych powodów. Moja córka jest weganką, za to syn stuprocentowym mięsożercą. Gotuje czasem na trzy garnki, nie widzę problemu. Siadamy do stołu razem, nie zaglądamy sobie w talerze. Wchodzę na grupę dla bezmięsnych, bo szukam przepisu na pasztet z ciecierzycy. Przeglądam posty, coś tam nawet widzę o żywieniu, polecaniu produktów. Ale częściej jednak coś, co mnie zmiażdżyło. Dziewczyna pyta, czy ryba to mięso. Sama się nad tym, milion razy zastanawiałam. Chyba tylko jedną odpowiedź znalazłam, że była na temat. Reszta to hejt, pouczania, że dupa z niej, nie wegetarianka.

Zaraz po tym, chłopak wrzuca fotkę z potrawą wege, w tle widać dwie męskie dłonie. Ktoś głupio żartuje, że randka z ukochanym. I się zaczyna. Dwa obozy, jedni gejów bronią, drudzy szydzą. Nikt, nie słucha autora zdjęcia, że post nie o tym a w tle jego brat.
 W nadziei czytam dalej, szukam czegoś o wegetarianach. Znajduje poradnik. Dziewczyna zadaje pytanie, w które aż nie wierzę. Ona nie je mięsa i nie tknie go nigdy a on, jej przyszły mąż, 3 lata zaręczeni, jednak nie dał się przekonać. I co teraz. Zostać, czy dać spokój? Czytam tylko dwa pierwsze komentarze, że nie ma co się oszukiwać, że lepiej teraz niż potem płakać. I, że takie przypadki się nie zmieniają, po co sobie życie marnować.
 Tyle, to nie na moje nerwy. Wiem, może zwyczajnie źle trafiłam. Dlatego, idę dalej.

2. Forum prawnicze, czyli porady i bezpłatne konsultacje. Profesjonalne(?).

W informacji czytam, że to miejsce, gdzie można przyjść praktycznie z każdym kłopotem, na który jest paragraf. Kto zapyta, otrzyma odpowiedź. Fachową i rzetelną, wsparcie i wskazanie drogi. Myślę sobie, spoko inwestycja. Czasem trzeba coś na szybko albo zwyczajnie, na adwokata nie stać. Przeglądam, co tam serwują. I na pierwszy rzut oka, wszystko wygląda na normalne. Ktoś pyta, wiele osób odpowiada. I nie znajduje głupot ani wyzwisk. Zagłębiam się bardziej i doznaje oświecenia. Na forum prawniczym, takich prawdziwych znalazłam dwóch. Napisali, że to miejsce, to kpina. Bo oto owszem, możesz opowiedzieć szerokiemu gronu odbiorców, co ci dolega i kto cię ściga. W zamian oni, zwykli ludzie, którzy mieli z tym jakąś styczność, albo wiedzą, że sąsiad miał. Czy też, zasłyszeli w telewizji, mówią ci, co zrobić. Jedynym ryzykiem jest to, że najwyżej się nie uda albo się okaże, że taka luka prawna, nie istnieje. Czasem, gdy masz szczęście, to możesz usłyszeć coś bardziej fachowego. Od studenta prawa lub pani, która chwilę prawnikiem była ale coś tam się podziało, i już nie jest. Wiedza natomiast, została, więc się dzieli.

I dowiaduję się, że długów spłacać nie trzeba, wystarczy się dobrze parę lat ukrywać. Że komornika, można załatwić jednym kwitkiem. I  jak, wyłudzić od firm ubezpieczeniowych parę groszy. Pomyślałam, że świat oszalał, dostałam zaćmy i po prostu, zabłądziłam. Bardzo mocno, dlatego szybko wyszłam.

3. Sprzedam, kupię, zamienię a wszystko miło i uczciwie. Doprawdy?

Myślę sobie, tu odetchnę a może sobie nawet humor poprawię, nowymi trampkami. Przecież tu same damy, jedne sprzedają, drugie kupują, jeszcze inne wymieniają. I owszem, nie zawiodłam się, znalazłam kilka fajnych okazji. Niestety, mój wzrok zawiesił się niepotrzebnie, na czymś innym. Białe futerko, ktoś wystawił. A ściślej dziewczyna, która miała je na sobie raz, i chcę odsprzedać. Ale nie ta kurteczka, mnie tak zatrzymała tylko ilość komentarzy. Myślę, pewnie licytacja, kłócą się, bo każdy je chce. I z takim myśleniem, powinnam się oddalić. Zostałam jednak i czytam, że jak ona mogła! Co jej te króliki zrobiły, że im gardło poderżnęła i ze skóry obdarła? No jak ona śmiała w tym, do ślubu iść? Ukochany normalny czy upośledzony? Jedna z komentujących, przyznała się na swoją zgubę, że sama miała buty z węża. Ta od futerka mogła odetchnąć na chwilę, bo teraz przenieśli się, na tę drugą. Dowiedziałam się nawet, czytając coraz to nowe powiadomienia, skąd pochodzą węże. I ile ich wyginęło, według statystyk. I, że za to powinno się zamykać. Tę panią, która takie obuwie posiadała, również. I, że obie, ta od buta też, powinny natychmiast wylecieć z grupy. Więc ja po cichutku, nie udzielając się wcale, sama poszłam. Bo wierzyłam, że jeszcze nie wszystko stracone.

 4. Powiemy ci jaką jesteś matką i czy w ogóle, powinnaś nią być.

Tu dowiesz się, czy urodzić w domu, czy prywatnej klinice. I ok. Oraz, który wózek czy fotelik do samochodu, będzie lepszy. To też ,bardzo przydatne. Tu również, mamy nastolatków, opowiedzą, jak u nich przechodziły kolejne etapy buntu. Temat zawsze na czasie. Jeszcze o tym, co też fajne, gdzie znaleźć dobre place zabaw i tanie ciuchy. Tu dowiesz się również, że już dawno, powinnaś się powiesić, bo taka jesteś wyrodna. Że skoro tyle schudłaś po porodzie i to tak szybko, to pewnie skalpel. Albo głodzisz siebie, więc też dzieciaka. Lub po prostu ćpasz.

Jeśli nie masz ciężkiej sytuacji, czytaj: posiadasz męża, udane życie, własnie się przeprowadziliście na swoje. I nie daj Boże – godzisz macierzyństwo z pracą i miłością, dobrze ci radzę. Od razu, sama siebie zbanuj. Albo udawaj kogoś innego, inaczej zginiesz.
Nie polecam również, wychylania się z niestandardowym wychowaniem, czymś normalnym ale dla większości ” mamusiek” patologicznym. Podciąganym, pod zastraszanie MOPS-em czy inną instytucją. Nie kłamię. Widziałam, na własne oczy. Lincz w biały dzień.
I najgorsze – kto powinien posiadać dzieci, a komu, nie wolno nawet o nich pomyśleć. Obdzieranie z wszelkich złudzeń i marzeń. I to traktowanie kobiet, które mówią głośno, że macierzyństwo im nie służy. Szczerze, że nie chcą i są z tym szczęśliwe. Czytasz kawałek i od razu, trzaskasz drzwiami. I nie chcesz wracać. Takie miejsca, nie powinny istnieć.

5. Po co do lekarza czy innego weterynarza. Najsłynniejszy doktor świata i jego odłamy

Chyba nawet nie dawno, o tym pisałam, że Doktor Google wie wszystko. Najlepiej, szybko i bez stresów. Bez dzwonienia i wykłócania się, o skierowanie. Bez wychodzenia z domu i wysiadywania, w najdłuższej kolejce świata. Bez oglądania wykrzywionej gęby wkurzonego lekarza, bo mu NFZ gówno płaci. Za to, wymaga. Wpisujesz kilka objawów, jeden klik i już wiesz. Jak moja córka, którą bolała szyja, coś jej strzelało. Sprawdziła i ze łzami w oczach oznajmiła, że ma raka jąder. Wspomniany doktor, diagnozuje często i trafnie, za to bardzo boleśnie. Jedni, pozazdrościli innym i tak powstały grupy, leczące zwierzęta. Nie, weterynarza tam nie uświadczysz, za to ekspertów i fachowców, cały tłum. Uświadomią cię, czym nie karmić absolutnie. Pod groźbą, odebrania kotów. Albo doradzą, czy lepiej ze schroniska czy kupić. Tylko już tu przygotuj się, że obrońcy schronisk,bywają różni. Czasem psychopatyczni i mówię to, z ogromnym bólem. Może unikaj, zaangażowania w rozmowę.

To co mnie, przeraża jednak najbardziej. Widzisz filmik, na którym przepraszam ale schodzi piesek po zabiegu. Piana z pyska, drgawki, charczy. A laska go nakręca, wrzuca na tę grupę i pyta – Przeczekać jeszcze, czy jednak szukać lekarza, bo mam dość daleko? Jakbym łopatą dostała. Łzy mi lecą i czytam pod zdjęciem, jak muchomory po deszczu rosną rady.
Żeby go kocykiem przykryć, bo pewnie wyziębiony. Albo, że zwyczajnie się boi pewnie. Kilka mądrzejszych, zasugerowało chociażby telefon do lecznicy. Oczywiście w finale, pies zdechł. Laska wystawiła czarno białe zdjęcie kundla, a wszyscy stawiali świeczki z nawiasów. Amen?
Było jeszcze kilka drastycznych fotografii, z równie głupimi pytaniami i nie dałam rady. Wy też, nie próbujcie. Albo uważniej niż ja, patrzcie, w co klikacie „ok”.

6. Jak być fit, ciągle młodą i pełną wigoru, bez katorgi i wyrzeczeń.

Tu byłam najkrócej. Owszem, kwiatki się zdarzały, w postaci sportowej i sensownej porady, czy fajnie i z głową, skomponowanej diety. Częściej jednak możesz się jedynie dowiedzieć, że ogólnie rzecz biorąc, to kłamczucha z ciebie. Wystarczy, że wrzucisz popularne tam zdjęcia „przed” i „po”. Foto shop to najłagodniejsze. Pewnie to fota, sprzed lat. Albo się wspomagałaś i to niczym legalnym. Na końcu, po przeprowadzonym śledztwie, dojdą do wniosku, że to nie ty. To znaczy ta gruba tak, ale ta odchudzona wersja, już nie.

Dowiedziałam się również, że wszystko co mam w lodówce to zło, że to dziwne, że jeszcze nie świece w ciemności.Jeśli chcę być smukła, umięśniona, zdrowa i na czasie, zaczynam dzień od świtu. Żeby przed zwykłą, domową bieganiną i pracą, zacząć dzień od serii ćwiczeń. A na śniadanko, wodą z plastrem limonki. Szał! I zostałam wyśmiana za buty do biegania. I nie chodziło o to, że nieodpowiednie. Tylko,  że wieśniackie. Bez metki.
Wyszłam szybciej, niż tam zajrzałam. Lubię o siebie dbać, uprawiam sport, staram się nie jeść byle czego. Mogę być takim samym ekspertem, jak one. Ale chyba, podziękuję.
Pewnie mi się oberwie, za stronniczość. Pewnie, przyjdą obrońcy, w co wierzę, fajnych stron i miejsc, gdzie ludzie wiedzą, po co została stworzona dana grupa. Po prostu, chwilowo mam dość. Zniechęciłam się, zmęczyłam a nawet wystraszyłam.  I mimo tego, że na pewno  trafię w końcu gdzieś, gdzie będę chciała przebywać, to dziś was ostrzegam! Bo co się raz zobaczy…


Lifestyle

Może łączy nas więcej, niż ci się wydaje? Obejrzyjcie koniecznie, te trzy minuty mogą zmienić sposób myślenia

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
1 lutego 2017
Fot. Screen Facebooka

Łatwo zaszufladkować ludzi. Jesteśmy my i są… oni. Są tacy, którym ufamy i tacy, których staramy się unikać. Ci, którzy są tu nowi i ci, którzy byli zawsze. Ci, którzy pochodzą ze wsi i ci, którzy nigdy nie widzieli krowy. Wierzący i wierzący w siebie. Tacy, z którymi coś nas łączy i tacy, z którymi nic nie dzielimy.

W tym projekcie poproszono biorące w nim udział osoby, by odpowiadając na, czasem bardzo osobiste, pytania (Kto z was był w szkole klasowym klaunem?Kto jest przybranym rodzicem? Kto jest biseksualny?) ustawiały się na środku sali. Z czasem zniknął podział na „nas i was” i zostało „my”. My, którzy kochamy tańczyć, my, którzy ratujemy życie, my, których dręczono w dzieciństwie, my, którzy dręczyliśmy innych, my, którzy kogoś kochamy i my, którym złamano serca…

Obejrzyjcie koniecznie ten niesamowity projekt. Film zrealizował duński reżyser, Asger Leth.


Zobacz także

Lubisz mruczenie kota? 7 powodów, dla których kot jest najlepszym terapeutą

Walcz, trzymaj się, nie poddawaj! A może jednak warto odpuścić i zmienić kierunek?

Nienaganne maniery, wielkie zmiany i ten angielski akcent. „Downton Abbey” – najlepszy brytyjski serial ostatnich lat