Lifestyle

Zespół jajników policystycznych? Pora na odpowiednią dietę!

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
28 września 2016
Zespół jajników policystycznych dieta
fot. iStock/Yuri_Arcurs – Zespół jajników policystycznych
 

Zespół jajników policystycznych. To choroba endokrynna, która dotyka coraz więcej kobiet w wieku rozrodczym. Objawy? Zatrzymanie miesiączkowania, problemy z zajściem w ciążę, nadmierne owłosienie, ale i otyłość. Prawie połowa kobiet chorujących na PCOS zmaga się z nadwagą. Nadprogramowe kilogramy w połączeniu z zespołem jajników policystycznych mogą być naprawdę niebezpieczne i prowadzić do chorób serca, cukrzycy typu drugiego czy też raka endometrium. Jeśli chorujesz na PCOS pora na dużą ilość ruchu i odpowiednią dietę!

Zespół jajników policystycznych

Insulinoodporność i cukrzyca czają się za rogiem

Kiedy co drugi kanał na YouTubie i konto na Instagramie opowiadają historię cudownej diety, która pozwala szybko pozbyć się zbędnych kilogramów, trudno nie wpaść w paranoję. Kiedy chorujesz na PCOS, pierwsze zalecenie lekarskie brzmi „proszę schudnąć”, a w bardziej optymistycznej wersji „niech pani się stara bardziej nie przytyć”. Niestety, gdy gospodarka hormonalna szaleje, ani jedno ani drugie nie jest takie proste.

Dlaczego to jednak takie ważne?

Zespół jajników policystycznych – dieta

Tkanka tłuszczowa jest nie tylko „rezerwą” energii. To aktywny narząd endokrynny wpływającym na wydzielanie i działanie różnych hormonów. W tkance tłuszczowej pojawia się leptyna, która wpływa na spadek produkcji insuliny w organizmie. A stamtąd już tylko krok do insulinoodporności i cukrzycy typu drugiego. Według badań około 30% kobiet chorujących na PCOS będzie zmagało się z cukrzycą lub insulioodpornością przed 30-tym rokiem życia. Czy to nie wystarczająca zachęta do diety?

Wiele opcji, jedna reguła

Nie ma jednej właściwej diety, która byłaby dobra dla osób z zespołem jajników policystycznych. Dietetycy prześcigają się w wymyślaniu coraz to nowych opcji i konfiguracji. Jest jednak kilka stałych i niezmiennych celów, które dieta ma na celu:

  • zredukowanie masy ciała o 5-10%
  • zbilansowanie posiłków pod względem zawartości białka, tłuszczu i węglowodanów
  • zmniejszenie podaży tłuszczu, zwłaszcza nasyconych kwasów tłuszczowych
  • zmniejszenie podaży węglowodanów prostych

Pomimo tego, że nie istnieje jedna dieta-cud na PCOS, w każdej będzie chodziło o to samo – zmianę nawyków żywieniowych na takie, które będą wymagały mniejszej ilości przetworzonych produktów. Sałata do obiadu już nie wystarczy!

Zasady diety w zespole jajników policystycznych

Po pierwsze: regularność

150 minut – w tym czasie możesz zobaczyć trzy odcinki ulubionego serialu, jeden film pełnometrażowy, ugotować obiad albo poćwiczyć! Dwie i pół godziny to naprawdę nie tak wiele w skali tygodnia. Tak, tygodnia! Już ten czas pozwoli nam na przeciwdziałanie cukrzycy. Oczywiście więcej nie zaszkodzi, ale pamiętaj, żeby na początku nie przecenić swoich możliwości, a zdarza się to niepokojąco często!

Regularne powinny być także posiłki. Najlepiej co 3-4 godziny, jak mawia dobrze nam wszystkim znana reguła – częściej, ale w mniejszych porcjach! „Ale jak to wpłynie na moje samopoczucie?!” Może się okazać, że zaskakująco dobrze! Regularne posiłki pozwalają utrzymać stały poziom glukozy we krwi.

Po drugie: indeks glikemiczny

Brzmi skomplikowanie, ale to bardzo proste. Indeks glikemiczny to klasyfikacja produktów żywnościowych na podstawie ich wpływu na poziom glukozy we krwi w 2-3 godziny po ich spożyciu. Wysoki indeks glikemiczny mają na przykład ciastka, cola i ziemniaki. Niski świeże i mrożone owoce oraz orzechy. Dlaczego to takie ważne? Bo dieta o niskim indeksie glikemicznym poprawia wrażliwość tkanek na insulinę. Mogłoby się wydawać, że każde warzywa i owoce są dobre dla naszego organizmu, także pod względem niskiego indeksu glikemicznego. Niestety, i tutaj możemy się nieźle potknąć. Do prawdziwych „bomb cukrzycowych” należą:

  • brzoskwinie z puszki
  • dojrzały banan
  • melon
  • arbuz
  • ananas z puszki
  • ziemniaki
  • kukurydza
  • gotowana marchewka
  • gotowane buraki
  • dynia

Oczywiście każdy produkt z wysokim IG można zastąpić tym z mniejszym. Do najprostszego i najbardziej pokrzepiającego przykładu należą makarony; te zwykłe, jasne mają bardzo wysoki IG, za to pełnoziarniste są wręcz wskazane w diecie!

Po trzecie: tłuszcze

Tłuszcze nienasycone i nasycone – brzmi podobnie, ale zdecydowanie się od siebie różnią. Te nasycone są naszymi wrogami, nienasycone mogą okazać się sprzymierzeńcem w walce o zdrowie. Badania wykazują, że kwasy tłuszczowe Omega-3, kwas alfa-linolenowy (ALA), kwas eikozapentaenowy (EPA) i kwas dokozaheksaenowy (DHA) obniżają ciśnienie krwi. Dlaczego więc nie zastąpić nimi szkodliwych tłuszczów nasyconych? To nie tylko obniża poziom cholesterolu, ale również przyczynia się do zmniejszenia stężenia triglicerydów w osoczu u osób opornych na insulinę.

Te z nas, które chorują na PCOS są w znacznie większej części narażone na choroby serca. Badania sugerują, że tłuszcze nasycone mogą również nasilać insulinooporność. Dobra informacja? Proszę bardzo! Jednonienasycone kwasy tłuszczowe wykazały zmniejszenie oporności na insulinę, a także ryzyko chorób serca.

Szczególnie warte uwagi produkty to ryby, zwłaszcza te tłuste, pochodzenia morskiego (markela, łosoś, śledź atalntycki), orzechy, oliwki i awokado.

Po czwarte: sztuczne przyjemności

Dietetyczna cola, fit ciastko czy wersja light ulubionych słodyczy? W każdym z nim znajdują się sztuczne słodziki, które powodują, że produkty zamiast być tymi zdrowymi i odpowiednimi dla każdej kobiety, są dla nas szkodliwe. Zamiast sztucznych słodzików i zwykłego, białego cukru, warto użyć np. stewii.
Jeżeli jesteś miłośniczką degustacji alkoholi przeróżnej postaci, niestety czekają cię małe zmiany. Receptory insulinowe znajdujące się między innymi w jajnikach, w wyniku spożywania dużej ilości cukrów, alkoholu i węglowodanów rafinowanych (przetworzonych) dochodzi w organizmie do zwiększonego wydzielania insuliny i produkcji zbyt dużej ilości androgenów przez jajniki. Konsekwencją nie będzie już tylko kac kolejnego dnia, ale także zaburzenia hormonalne i problemy z płodnością, które w PCOS i tak są dość poważne.


źródło: Vitalia.plTowsrodku.plDietetycy.org.pl


Lifestyle

Zazdrość o partnera? Zamiast szpiegować go na fejsie, lepiej wyhamuj z tym uczuciem

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
28 września 2016
Fot. iStock /demaerre
 

Kochasz swojego partnera i bardzo ci na nim zależy? Troszczysz się o niego, być może planujesz wspólną przyszłość, mieszkanie i psa. Wszystko jest ok, gdy jesteście razem. Poświęcacie sobie czas, jest wam dobrze, ciepło i przyjemnie. Uczucie kwitnie, nie masz powodów do niepokoju, ale gdy tylko on zamyka za sobą drzwi od domu, zapala się w twojej głowie czerwona lampka.
Zastanawiasz się, dokąd idzie, i czy na pewno z kumplami? Myśl, że może uśmiechnąć się do innej kobiety, powoduje u ciebie szybsze bicie serca. Pewnie sama siebie ganisz za takie zachowanie, a mimo to dzwonisz kontrolnie, czy aby na pewno dotarł na miejsce lub też korzystając z jego nieobecności w domu, wchodzisz na jego konto na Facebooku, myszkując po odebranych wiadomościach.

Zazwyczaj jesteście wszędzie razem, a ty ostentacyjnie łapiesz go za rękę lub w rozmowie stale podkreślasz waszą jedność słowem my – zrobiliśmy, byliśmy, pojechaliśmy, dając tym samym do zrozumienia, że on należy do ciebie. Ale, gdy tylko znika z twojego horyzontu, dręczy cię zazdrość i niepewność. Czasem nawet o to się kłócicie, bo jemu ciężko jest wytrzymać z zazdrośnikiem. Miłość rządzi się swoimi prawami i odrobina zazdrości podkręca płomień w związku. Jednak jej nadmiar, zamiast odkręcać temperaturę, ziębi emocje partnera, bo mało kto wytrzymuje życie w ciągłym podejrzeniu o najgorsze.

Nadmiar zazdrości niszczy, naucz się ją kontrolować

Partner być może przez dłuższy czas wytrzymuje presję, jaką na niego . Nie ma nic do ukrycia, więc przymyka oko na widok swojego telefonu w twojej dłoni, czy setne pytanie kto był jeszcze na imprezie. Jednak dla dobra swojego i partnera zmień nastawienie do kwestii lojalności i uczciwości faceta, zanim naprawdę nie postanowi złapać oddechu, z dala od wiecznych podejrzeń i pytań godnych upartego śledczego. Poluzuj trochę lejce, a zobaczysz, o ile łatwiej jest funkcjonować ze zdrowym podejściem do związku i sporą dawką zaufania.

5 sposobów na wyhamowanie zazdrości o partnera

1. Zastanów się, skąd się ona u ciebie bierze

Zazdrość, o ile nie przesłania ci wszystkiego, jest zwykłym uczuciem. Pojawia się, gdy komuś zależy na danej osobie. O ile jest ono przemijające, nie stwarza dla was zagrożenia. Gdy nie myślisz o niczym więcej, zazdrość staje się destrukcyjna, patologiczna. Często osoby zazdrosne działają impulsywnie, od razu w reakcji na niepokojące odczucia. Zastanów się więc, co stoi za twoim zachowaniem i jakie ma ono konsekwencje dla twojego związku. Najczęstszą przyczyną wątpliwości i podejrzliwości jest niska samoocena lub niezaspokojone potrzeby w związku. Jeśli jednak zazdrość wynika z twoich osobistych przeżyć, to ty musisz sobie z nią poradzić.

2. Rozmawiaj, by wyjaśnić wątpliwości

Rozmowa to podstawa porozumienia, jeśli więc dręczy cię zazdrość, porozmawiaj o tym z partnerem. Możliwe, że on nie jest bez winy i nieświadomie podsyca twoje obawy o wierność. Zazdrość bywa reakcją na określone zachowanie partnera, który być może nie wie, w jaki sposób wpływ ma na ciebie jego styl bycia — np. nadmierna otwartość na inne osoby, skłonność do niewinnych flirtów, które ciebie mogą boleć. W takim przypadku musisz porozmawiać z partnerem, aby wspólnie znaleźć porozumienie odnośnie do jego zachowań i twoich reakcji na nie.

3. Odpuść kontrolę

Nadmierna kontrola i zazdrość idą ze sobą w parze. Zazdrosne kobiety zapominają o tym, że partner nie jest ich własnością i nie powinny podążać krok w krok za facetem. W dodatku na dłuższą metę intensywna kontrola, wręcz inwigilacja, powoduje dyskomfort i chęć wyrwania się spod czujnego wzroku partnerki. Inną kwestią jest, że nie jesteś w stanie przez cały czas upilnować wszystkiego, a partner co ma zrobić i tak zrobi niezależnie od dokładanych przez nas starań.

4. Skup się na sobie

Nakręcając się przez cały czas zazdrością o partnera, zapominasz o samej sobie. A przecież jesteś tak samo ważną częścią związku, jak twój partner. Skup uwagę na sobie i zrób dla siebie rzecz, która poprawi ci samopoczucie i doda pewności siebie. Pasja, hobby, którym się zajmiesz, skutecznie odciągnie myśli od partnera nada nowy wymiar twojemu życiu.

5. Zmień zazdrość w pozytywną motywację

Wbrew pozorom, nawet tak negatywne uczucie, jak nadmierna zazdrość, może być czymś dobrym dla ciebie. Bo jeśli jest coś, czego możesz zazdrościć innym kobietom, równie dobrze możesz wypracować to u siebie. To przewrotny motywator, ale skuteczny, bo jeżeli któraś ma albo wygląda i też byś tak chciała, zadziałaj w tym kierunku. Po prostu. Fryzjer, fitness czy zajęcia artystyczne — świat stoi przed tobą otworem.


źródło: psychologwlodzi.pl


Lifestyle

„Od nas się tylko wymaga, żąda, straszy niepewną przyszłością”. O nastolatkach, których problemów nie chcemy zauważyć…

Anika Zadylak
Anika Zadylak
28 września 2016
Fot. iStock/AntonioGuillem

Mówią o nich „naznaczeni”. Ślady swojej bezsilności, walki z lękami, z brakiem akceptacji zostawiają wszędzie. Na udach, na rękach, na brzuchu. Nie tylko się okaleczają i podcinają żyły, ale też biją, aż do pojawienia się krwiaków. Krzywdzą  się, żeby bólem fizycznym zagłuszyć ten gorszy, psychiczny, który atakuje dusze. Tną się, żeby choć na moment uciec od rzeczywistości, która ich przerasta i z którą sobie kompletnie nie radzą.

– Marysia zaczęła sobie „radzić” z tym, czego nie potrafiła powiedzieć głośno, ponad rok temu. W drugiej klasie gimnazjum. Uczyła się świetnie, nie sprawiała kłopotów, udzielała charytatywnie, była bardzo cicha. Zbyt cicha, jak się okazało, bo wszystko tłumiła w sobie. I dusiła w środku  do tego stopnia, że fizycznie nie mogła oddychać. Więc znalazła sobie sposób i zaczęła się ciąć. Wszędzie i wszystkim, bo te dzieciaki rzadko używają żyletek. Cięła się nożem, nożyczkami, połamaną płytą CD, ostrzem wyciągniętym ze szkolnej temperówki. Nic nie zauważyłam na początku, bo robiła to w mało widocznych miejscach, np. na podbrzuszu. Ręce zakrywała ubraniami lub dużą ilością bransoletek, a kiedy zdarzyło jej się pociąć uda nosiła dłuższe spodenki. Wydało się przypadkiem, gdy zemdlała i trafiła na pogotowie. Zawołał nas lekarz, pokazał blizny. Wie pani, co czuje matka, gdy widzi poranione ciało swojego ukochanego dziecka i wie, że ono samo sobie to zrobiło? Koszmar.  Skierowano nas do psychiatry i poradni psychologicznej. Początkowo nawet pomogło, ale nikt nie mógł ustalić jednoznacznej przyczyny. W domu było wszystko w porządku, nie rozwodziliśmy się z mężem, nawet nie kłóciliśmy. Na wszystko starczało, nie było chorób i innych większych problemów. Doszło do tego, że spaliśmy z mężem na zmianę, żeby w nocy kontrolować, czy córka  nic sobie nie robi. Tym bardziej, że zdarzały się szycia, zakładanie szwów,  bo rany były głębokie. Pomału wyszło, że to przez szkołę, przez grupę kolegów, którzy się z niej naśmiewali, zaczepiali, obrażali. Nikomu nie mówiła, wstydziła się a potem myślała, że odpuszczą.  I przez kilka miesięcy był względny spokój, nie zauważałam nowych śladów, nawet zaczęliśmy spać jak kiedyś.  Aż nastąpił nawrót.  Mam pretensje, bo jak ich nie mieć…?  Do szkoły, że nie zareagowali odpowiednio, zbyli temat. Do psychologa, że nie odesłał nas gdzie indziej, nie zasugerował szpitala czy innej pomocy. Do psychiatry, że zwlekał z przepisaniem leków. I do siebie, najwięcej żalu mamy do siebie, że nie zauważyliśmy, nie zdołaliśmy pomóc. I, że nie zdążyliśmy, kiedy pocięła się zbyt głęboko, ten ostatni raz.

Przeglądam adresy poradni psychologiczno-pedagogicznych, szukam szpitali psychiatrycznych dla dzieci i młodzieży, i pierwsze co zauważam, to zbyt mała liczba takich placówek.  Na ponad 30 tysięczne miasto znajduję jedno takie miejsce, plus jeden taki szpital na całe województwo. Podobnie jest w większych miastach. Za mało kadry zajmującej się nastolatkami, z problemami podobnymi do tych, które miała Marysia. Dlaczego to robią? Co ich pcha do tak drastycznych posunięć i dlaczego, w skali tak ogromnego zagrożenia, jest tak mało pomocy dla tych młodych, zagubionych ludzi. Od znajomego terapeuty słyszę, że problem jest bardzo złożony, że zazwyczaj niepotrzebnie wrzucany do jednego worka z napisem :  bunt, hormony i okres dojrzewania. Umawiam się więc na rozmowę z Przemkiem, czternastolatkiem zakwalifikowanym do leczenia w zamkniętym ośrodku.

– Wytykają nas palcami, mówią, że Emo jesteśmy (subkultura, charakteryzująca się m.in. okaleczeniami – przyp. autora), że jesteśmy nieprzystosowani. Mówili, że jestem rozpieszczony, bo ojciec ma dużą firmę, że pedał, bo książki lubię czytać i dlatego mi się w głowie poprzewracało. Nikt nas tak naprawdę nie pyta, o co nam właściwie chodzi. Od razu jest kwalifikacja, że albo w szkole coś albo w domu, ewentualnie problemy miłosne. Kiedy chodziłem wcześniej do pedagoga i takiej psycholog, to miałem wrażenie, że mnie nie bardzo słucha. Od razu narzucała mi kierunek problemu, ja to sobie tak nazwałem. Wypytywała o relacje rodziców i jedną ich kłótnię, o której wspomniałem, rozdmuchała do rangi patologii. A ja mam dobrych rodziców, normalnych, kłócą się czasem jak wszędzie i nie przez to się tnę. Podwija rękawy koszuli i odsłania nogawki spodni. To co tam widzę, jest jednym bolesnym krzykiem o ratunek, wołaniem, że dzieciak cierpi, że to co się z nim dzieje, pożera go od środka. – Mnie to po prostu wszystko przerosło, życie mnie przygniotło. Ktoś powie: „A co ten gówniarz bredzi, co on tam o życiu wie”. No mało wiem,  i więcej chyba, już nie chce. Każdy z tych krwawych śladów jakie pani widzi, to moje mówienie o tym, że nie chcę tu być. Od nas się tylko wymaga, żąda, straszy niepewną przyszłością. Posyłają do szkół pięcioletnie dzieci i tłuką im do głów, że to nie drugi człowiek, a wykształcenie jest najważniejsze. A potem wracamy i patrzymy na swoich bezrobotnych rodziców, którzy też są przecież po studiach. Każą nam się przystosować do ogółu, do obowiązujących norm, a sami ich często nie przestrzegają. My nie jesteśmy nastolatkami, które beztrosko bujają się na trzepaku, tylko małymi dorosłymi, którzy już w wieku 10 lat boją się, o swoją przyszłość. Będę się ciął, bo tylko wtedy o tym wszystkim nie myślę. Wolę ból od żyletki, niż ten, spowodowany istnieniem. I tak przecież nikt mi nie pomoże, nie przekona, że można żyć inaczej.

Znajomy terapeuta mówi jeszcze, że takich przypadków będzie więcej, bo czasy nie zmieniają się na lepsze. Nastolatkowie czują ciągłą presje, są obserwowani, manipulowani. Dramat jest jeszcze większy, kiedy odkrywają, że są innej orientacji seksualnej, mają inne zainteresowania niż rówieśnicy. Wtedy ich strach przed odrzuceniem, przed brakiem zrozumienia się pogłębia. I dodaje, że setki takich pacjentów, trafia do niego zbyt późno, już jako dorośli ludzie. Często po próbach samobójczych, z głęboką depresją, zespołem sanów lękowych. I bliznami.  Tymi najgłębszymi, nie do zakrycia czy usunięcia. Bliznami w psychice.


Zobacz także

przepisy na wodę

Jak i z czym najlepiej pić wodę, żeby nam naprawdę smakowała? Podajemy kilka przepisów

Niestabilny emocjonalnie, czyli jaki?

Wyjdź pojeździć na rowerze

Dzień #3. Zadbaj o siebie naprawdę. #SlimemGO