Lifestyle

„Zawsze już będę tą niegdyś słynną aktorką, która tańczyła z Patrickiem Swayze”

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
22 maja 2022
 

Jennifer Grey i Patrick Swayze stworzyli niesamowitą parę w „Dirty Dancing” dokładnie 35 lat temu. Mimo że prywatnie nie lubili się i nie było między nimi grama chemii, film zrobił furorę. Zainwestowano w niego jedynie 6 mln dol., a zarobił fortunę: 214 mln dolarów na całym świecie. W Patricku i Jennifer zakochało się całe pokolenie ówczesnych nastolatków. Dziś Jennifer ma 62 lata i wydała w maju biografię, w której zdradza kolejne tajemnice prawdziwych relacji ze Swayze. Mówi też o tym, że operacja nosa zrujnowała jej karierę. Dlaczego?

Na decyzje napisania tej książki wpłynęło to, że Jennifer właśnie odeszła od męża Clarka Gregga po 20 wspólnych latach, a jej córka Stella chce zacząć karierę aktorską. To właśnie jej aktorka zadedykowała swoją książkę „Out of the Corner”. Kolejna rzecz: w 2024 roku ma powstać sequel „Dirty Dancing”. Reżyser Jonathan Levine podkreślił, że najważniejszą rzeczą jest dla niego obecność w filmie Jennifer Grey, która połączy kultowy obraz z najnowszym. Ponieważ grający trenera tańca Patrick Swayze zmarł na raka w 2009 roku, twórcy prowadzą rozmowy ze spadkobiercami aktora o tym, „aby w jakiś sposób uwzględnić jego obecność”. Na razie nie są znane nazwiska pozostałych aktorów zaproszonych do projektu.

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Jennifer Grey (@jennifer_grey)

Czy oni się kochali czy nienawidzili?

W 1986 roku Jennifer Grey zagrała swoją największą rolę – Baby Houseman w „Dirty Dancing”, który opowiada o zagubionej nastolatce, która zakochała się w przystojnym instruktorze tańca podczas wakacji w kurorcie Kellerman’s w Catskills. Ona była wtedy zupełnie nieznaną dziewczyną, zachwyconą, że dostała rolę, o którą ponoć ubiegały się takie gwiazdy jak: Sharon Stone, Winona Ryder i Sarah Jessica Parker. Była więc w siódmym niebie. Natomiast Patrickowi wielu odradzało angaż, nikt nie wróżył tej historii sukcesu. A jednak!

Przed „Dirty Dancing” Grey i Swayze grali razem w filmie akcji „Czerwony świt”. Aktorka opowiadała, że praca na planie należała do męczących właśnie ze względu na to, jak zachowywał się aktor: spóźniał się do pracy, robił jej dowcipy oraz stwarzał wrażenie, jakby wszystko na planie zależało od niego. „Zachowywał się jak macho, a ja nie mogłam tego znieść. Myślałam sobie: Niech ten facet już przestanie”, wspominała. Natomiast Patrick uważał ją za snobkę i wkurzały go jej zmienne nastroje.

Trzy lata później Grey otrzymała główną rolę w „Dirty Dancing” i dowiedziała się, że Swayze ma wziąć udział w castingu, nie była zachwycona. Patrick o tym wiedział, dlatego postanowił przeprosić ją za swoje wcześniejsze zachowanie: „Wyciągnął mnie na korytarz i powiedział: »Kocham cię, kocham i przepraszam. Wiem, że nie chcesz, żebym wystąpił w tym filmie.« Miał łzy w oczach, ja miałam łzy w oczach, chociaż z innego powodu. A on wtedy powiedział: »Jeżeli to zrobimy, będziemy świetni«”, wspomina gwiazda, ale podkreśliła, że nie była pewna, czy te przeprosiny są szczere. Podobno kiedy wrócili na próbę, która miała sprawdzić, jak prezentują się razem w tańcu, oboje mieli czerwone oczy od łez.

Ostatecznie Jennifer przyjęła przeprosiny. Razem zatańczyli najpiękniejszy układ choreograficzny z filmów rozrywkowych wszechczasów do piosenki („ Ive Had) The Time of My Life”. Powstała absolutnie … kultowa scena.

 

Ale w biografii Grey mówi więcej: „My nie byliśmy naturalną parą. Ale musieliśmy tak grać i to tworzyło napięcia. Normalnie, kiedy para nie czuje się naturalnie i swobodnie, to każdy idzie dalej w swoją stronę, ale my byliśmy zmuszeni być razem. I to stworzyło coś w rodzaju synergii lub tarcia, które dało taki efekt”.

W kwietniu 2022 roku, tuż przed pojawianiem się biografii na rynku, Grey udzieliła wywiadu magazynowi „People”, w którym zdradziła, co dziś powiedziałaby swojemu filmowemu partnerowi. Okazało się, że wielu rzeczy żałuje: „Gdybym mogła teraz powiedzieć coś Patrickowi, powiedziałabym: »Tak mi przykro, że nie potrafiłam cię po prostu docenić i cieszyć się twoim towarzystwem, zamiast życzyć sobie, żebyś był bardziej taki, jakim chciałam, żebyś był«”.

On uważał ją za snobkę, ona nie mogła znieść jego przesadnej pewności siebie. Dziś Jennifer ma 62 lata i patrząc w przeszłość, żałuje, że nie potrafiła cieszyć się tamtymi pięknymi chwilami.

Nos z piekła rodem

Co ciekawe, gwiazda uważa, że sama siebie odstawiła do kąta. Wszystko z powodu zmieniającej rysy jej twarzy – operacji nosa. Namówiła ją do tego matka, również aktorka, która doskonale znała realia pracy w Hollywood.

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Jennifer Grey (@jennifer_grey)

„Kocha mnie, kochała i będzie zawsze kochać. Była pragmatyczna, ponieważ mówiła: »Wiesz co? Zbyt trudno cię obsadzić. Ułatw im to«. (…) To nie było stwierdzenie: »Nie jesteś ładna«, Tylko: »Wiesz co? Jeśli nie chcesz być aktorką, okej. Ale jeśli chcesz być aktorką…« Ale kiedy byłam dzieckiem, byłam całkowicie przeciwna korekcie nosa. (…) Nie miałam nic przeciwko temu, że zrobili to moi rodzice [poddali się korekcji nosa — przyp. red.]. Rozumiem, że to były lata 50. Rozumiem, że się asymilowali. Rozumiem, że trzeba było zmienić imię i nazwisko i zrobić inne rzeczy – to było po prostu znormalizowane. Nie mogłeś być gejem. Nie mogłeś być Żydem. Wiedziałeś, nie możesz wyglądać jak Żyd. Po prostu starasz się dopasować do tego, co myśli grupa”, opowiada Grey w swojej biografii.

 

Jednak po drugiej korekcie, gdy poszła na premierę jednego z filmów, nie poznał jej Michael Douglas. To był pierwszy raz, gdy pokazała się publicznie po dłuższej przerwie. „W oczach świata nie byłam już sobą”, pisze.
Gardner opowiada to ku przestrodze dla innych kobiet. Podkreśla, że przy tak ważnej decyzji warto kierować się sercem, intuicją i nie słuchać tak zwanych „dobrych rad”.

„Najdziwniejsze było to, że opierałam się przez całe życie i byłam tak zła na matkę, że zawsze mówiła mi, że mam sobie poprawić nos. Naprawdę myślałam, że to kapitulacja. Naprawdę myślałam, że oznacza to poddanie się wrogiemu obozowi. Pomyślałam tylko: »Jestem wystarczająco dobra. Nie powinnam tego robić«. Tak naprawdę czułam. »Jestem wystarczająco piękna«”.

A jednak uległa i potem żałowała tego wiele lat. Grey twierdzi, że z powodu operacji nie dostawała już ciekawych propozycji. Ta decyzja całkowicie wykoleiła jej karierę aktorską! „Poszedłem na salę operacyjną jako celebrytka i wyszedłem anonimowa. To była nos z piekła rodem. Zawsze będę tą niegdyś słynną aktorką, której nikt nie rozpoznaje z powodu operacji nosa”, ujawniła Jennifer w brytyjskim The Mirror.

Źródło Insider, Closer, TVN24

 


Lifestyle

„Moja mama podarowała mi taką śmierć, żeby przeprosić mnie za życie” – Małgorzata Ohme o stracie i nadziei

Redakcja
Redakcja
22 maja 2022
Małgorzata Ohme z mamą, Basią
 

„Zamykam drzwi. Otwieram okno. Poprawiam kołdrę. Zamykam okno. Otwieram drzwi. Prostuje róg poduszki. Strzepuje pyłek. Otwieram okno. Kręcę się bezsensownie z miejsca na miejsce. Mama śpi. Mama zamknęła oczy. Mama zasnęła. Większość boi się zapytać, jak mi jest. Niepotrzebnie. Czuję się dobrze. O dziwo lepiej niż zakładałam. Nie uciekłam w zadania, nie zagłuszyłam myśli, nie zapiłam smutku. Jestem, przeżywam, stało się, a ja żyję dalej. Tak, jakby życzyła sobie moja Mama.”

To były słowa, jakie napisała Małgosia zaraz po śmierci mamy. Dzisiaj wraca wspomnieniami do tych bolesnych chwil, ale z budującym spokojem. Udzieliła jednego z najtrudniejszych wywiadów TVN Style w programie „Miasto Kobiet”. Rozmowa pełna była wzruszających i intymnych faktów z relacji Małgosi i jej mamy. Nie zabrakło łez. A my słuchając tej rozmowy w redakcji, płakałyśmy razem z nią. Czy strata może dać siłę? Jak śmierć najbliższej osoby może nas zmienić, czego nauczyć? Czy możemy wyjść z niej silniejsi? Lepsi? I wreszcie, czy można przygotować się na odejście mamy? Bliskich?

Czy możemy się przygotować na śmierć bliskich?

Na to pytanie Małgosia odpowiedziała: – ” Myślę, że można. Pamiętam, że wszystko zostawiłam, jakoś wszyscy wszystko zostawili. Mój były mąż, moje dzieci, wszyscy byliśmy z moją mamą. Wiedziałam, że to jest bardzo ważny dla mnie moment. To w jaki sposób przeżyję pożegnanie z moją mamą, będzie miało dla mnie ogromne znaczenie. Wiedziałam, że muszę być obecna, nie mogę przed tym uciec. Mój 18-letni syn bardzo mnie zaskoczył. Siedzieliśmy przy mamie, on bujał się na fotelu i puszczał  piosenki Ireny Santor, które uwielbiała. Był to jeden z najpiękniejszych momentów.”

„Miałam takie poczucie, że moja mama podarowała mi taką śmierć, żeby przeprosić mnie za życie. Ona zdawała sobie sprawę, że było mi bardzo trudno, że obciążyła mnie swoją osobą i chorobą. Ta śmierć była tak piękna i łagodna. To, że jakby wyznaczyła ona sobie to w tym czasie, żeby nas nie obciążać swoim odchodzeniem. Wszyscy wiemy, że kiedy długo odchodzą nasi rodzice jesteśmy bardzo zmęczeni, obwiniamy się tym wszystkim. Ona dała mi wtedy tylko samo dobro. Przebudzała się i była wtedy taka wesoła. Moja mama była bardzo dobrą osobą, z wielką radością życia. Otrzymałam od niej bardzo dobre rzeczy – zamiłowanie do życia, zachwyt nad światem. Budziła się, nie mogła nic mówić, ale robiła do mnie śmieszne miny. Śmiech przez łzy. Nie potrzebowała rozmawiać o tym co się dzieje. Nie było pytań o to czy ona odchodzi.”

Kiedy mamy do siebie żal

„Mam wrażenie, że ona wiedziała, że odchodzi. Na koniec poddała się. Z jednej strony bardzo chciała żyć, a z drugiej bardzo tęskniła za tymi, którzy odeszli. Jakby czuła się trochę niepotrzebna, obciążona tym, że muszę jej dostarczać towarzystwa w życiu. Moja mama była tak bardzo na mnie skupiona, że byłam obciążona tym, że jestem jakby jej partnerem.

„Kiedy byłam na nią zła mówiłam okropne rzeczy. Nie jak była chora, tylko wcześniej. Myślę, że nikomu nigdy nie powiedziałam takich rzeczy i musiałam zmierzyć się z tym, że uświadomiłam sobie, że mam dużo zrozumienia i wybaczenia dla ludzi, a dla niej nie miałam.”

Wybaczamy

„Zastanawiałam się, jak można najbliższej osobie nie móc wybaczyć. Dzisiaj sobie myślę, że ja nie miałam po prostu takich zasobów. Moja mama czekała na mnie. Miała w sobie delikatność. Wszyscy w obliczu śmierci stajemy się tacy sami, mamy ogromną wrażliwość. Pamiętam, jak pani która nam pomagała powiedziała do mnie, to jest czas Małgosiu, żeby zaśpiewać mamie ostatnią kolędę. Wiedziałam, że umiera. Zeszłam na dół i siedziałam przy niej.

Moja mama dała mi wszystko co mogła dać. Powiedziałam jej, że ją kocham. Ona kiwnęła do mnie głową z tym swoim promiennym uśmiechem. Powiedziałam jej, żeby pozdrowiła tatę. Popłynęła jej łza po policzku. Z jednej strony dała mi taką radość, a z drugiej powiedziała kocham cię, ale żal, że cię zostawiam.

Rozmawiamy

„Widzę moją mamę codziennie na zdjęciu, które mam i pamiątkach, które mi zostały. Przeprowadziłam z nią po śmierci wiele rozmów. To rodzaj monologu wewnętrznego. W rożnych momentach się do niej zwracam i o niej myślę, ale w inny sposób niż wtedy kiedy była tutaj na ziemi. W taki bardzo wybaczający, wybaczający też sobie.”

Czujemy ulgę

„To bardzo trudne żeby przyjąć takie uczucie. Odczuwamy też ulgę kiedy odchodzą ludzie, których kochamy co społecznie jest nieakceptowalne. Odczuwamy ulgę  kiedy zajmowaliśmy się kimś bardzo długo i jesteśmy bardzo zmęczeni. Bardziej myślałam o tej uldze kiedy mama żyła. Myślałam jak będzie wyglądało moje życie kiedy jej nie będzie. Bardzo karałam się za te myśli. Jest też taki rodzaj ulgi i takiej „samej” dojrzałej dorosłości, z która musisz się zmienić.

Nie masz rodziców, rodzeństwa to stajesz się jedynym dorosłym na tej ziemi. Oswojenie tego jest najlepszą rzeczą jaką możemy zrobić. Czytanie, medytowanie, dawanie sobie przestrzeni na to, że odejdziemy i ludzie od nas odejdą. Że w pewnym momencie być może przestaniemy być razem.

Kochaj życie jeśli wiesz, że je stracisz. Kochaj ludzi, jeśli wiesz że odejdą. Zadzwoń dzisiaj do swojej mamy bo jutro może jej nie być. Ta świadomość i dojrzałość tego, że wszyscy kiedyś odejdziemy, straszy nas i motywuje do lepszego życia. To bardzo wzmacniające, budujące. Myślę, że kiedy moja mama odeszła stałam się jeszcze lepszą mamą dla swoich dzieci. Pełnokrwistą i mocną matką.”

         Źródło: TVN Style, „Miasto Kobiet”

Fot. Archiwum prywatne

 

 


Lifestyle

Trzy „brzydkie” cechy charakteru, które świadczą o twojej wysokiej inteligencji. Nie zmieniaj się!

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
22 maja 2022
Fot. iStock/vicnt

Znana aktorka, Jennifer Lawrence przyznaje, że uwielbia kląć. Do późnego chodzenia spać przyznają się natomiast Barack Obama i Keith Richards. A Albert Einstein pytał retorycznie: „Jeżeli za­bałaga­nione biur­ko jest oz­naką zabałaganione­go umysłu, to czego oznaką jest puste biurko?”


Czy w dzieciństwie rodzice upominali cię, byś już gasiła światło i szła spać? Do tego musieli wstydzić się, że z pasją przeklinałaś, a twój pokój przypominał pole minowe, w którym tylko ty potrafiłaś odnaleźć swoje rzeczy? Spokojnie, być może to wszystko oznacza, że masz po prostu… ponadprzeciętne IQ. Naukowcy mają na to swoje dowody!

Klniesz jak szewc?

„Nie rozumiem, dlaczego nie mogę w towarzystwie dorosłych osób czasem sobie poprzeklinać. Wiele razy zwracano mi uwagę. A ja jestem po prostu impulsywna i kocham to w sobie. Oczywiście nie klnę siarczyście na ważnych biznesowych spotkaniach. Jednak w zespole (między znanymi sobie ludźmi) lubię powiedzieć mocniejsze słowo. Uważam, że czasem dzięki temu rozładowuję napiętą atmosferę, albo rozbawiam kolegów z pracy. To bywa potrzebne i nie uważam, że to mnie definiuje jako prostaczkę”, twierdzi Marta, dyrektorka kreatywna w agencji reklamowej.

Zapewne wiele razy słyszałaś, że ci, którzy sporo przeklinają mają niewielki zasób słów i nie potrafią wyrazić siebie za ich pomocą. Ale to absolutnie nie musi być prawda! Patrząc na ten temat nieco żartobliwie, można powiedzieć, że ludzie, którzy nie używają żadnych „brzydkich słów”, mają uboższy słownik, ponieważ skreślają z niego przynajmniej kilkanaście wyrazów.

A już całkiem serio, prezentujemy badania, które naukowo tłumaczą, dlaczego przeklinanie idzie często w parze z inteligencją. W eksperymencie, którego wyniki opisano na stronie „Since Direct”, poproszono ludzi, by bardzo szybko wymienili jak najwięcej przekleństw. Następnie skierowano ich na testy IQ. Okazało się, że im wyższy wynik dana osoba osiągnęła podczas testu, tym więcej brzydkich wyrazów potrafiła wymienić. Czujesz się przekonana?

Jesteś nocnym markiem?

„Gdy poprosiłam szefa o dzień pracy w domu, krzywił się i nie dowierzał, że będę równie efektywna, jak siedząc na tyłku przy biurku w pracy. Wtedy mówiłam mu: „Słuchaj, mogę tu wysiadywać tzw. dupogodziny, popijając kawkę, ale domu pracuję w swoim rytmie o wiele szybciej, bo mój mózg wchodzi na najwyższe obroty, kiedy trzeba wychodzić z pracy. Fakt, że wstaję o godzinie. 9.00 i rano jestem nieprzytomna, nie czyni mnie leniwą osobą. Daj mi pracować w swoim rytmie”. Kiedy się zgodził, był w szoku, jak potrafię z domu być kreatywna”, mówi Inga, doradca finansowy.

W „Psychology Today” opublikowano wyniki badań, które udowadniają, że osoby z wyższym IQ lubią później kłaść się spać. Według badań psychologa ewolucyjnego Satoshi Kanazawy osoby z ilorazem inteligencji poniżej 75 kładą się spać około 23:41 w dni powszednie, podczas gdy osoby z ilorazem inteligencji powyżej 125 dopiero około godz. 00:29. Dlaczego tak się dzieje?

„Ludzie, w przeciwieństwie do innych gatunków ssaków, mają wyjątkową zdolność, świadomie przełamywać swój wewnętrzny zegar biologiczny i jego rytmiczność. Innymi słowy, dla ludzi ich rytm dobowy nie jest wyłącznie kwestią genetyki, ale wyboru”, napisał Kanazawa. Nocami, kiedy telefon milczy, a dzieci śpią, ich rodzice mogą czytać, tworzyć, pracować, odpoczywać, poświęcać czas sobie. Czasem nawet kosztem niewyspania się do pracy. Poza tym zawody osób lepiej wykształconych często nie wymagają bycia w miejscu pracy skoro świt na 6.00 rano.

Masz bałagan… wszędzie?

„Wkurzało mnie, że szefowa wymagała ode mnie porządku na biurku i wykonywania zadań po kolei. Byłam dziennikarką. Miałam wszystko poukładane w tylko sobie znanym porządku. Jeśli potrzebowałam, wiedziałam, po co i gdzie sięgnąć. Poza tym moja ściana roślin ogradzała mnie od kolegi, a wieża ułożona z czasopism służyła za dodatkową półkę. Nie miałam okna, więc na tablicy korkowej poprzyklejam sobie ulubione obrazki, które poprawiały mi humor. Przyznam, że byłam wściekła, gdy ktoś napominał mnie i nazywał bałaganiarą albo osobą chaotyczną. Ja po prostu pracowałam w tylko sobie znanym systemie. Lubiłam pisać kilka artykułów naraz. Bo do jednego przez chwilę poczytałam książkę, potem do drugiego udało mi się do kogoś dodzwonić, a do trzeciego przyszła mi akurat w jakimś momencie ciekawa myśl. I tak byłam najszybsza w zespole! Dziś piszę z domu. Książki pod swoim nazwiskiem”, opowiada Kaśka, dziś pisarka.

Opublikowane na łamach „Psychologu Science” wyniki badań specjalistów z Uniwersytetu Minnesoty potwierdzają, że tzw. twórczy nieład, czy zwykły bałagan może stymulować twórcze myślenie. Zespół psychologów pod kierunkiem Kathleen Vohs udowodnił, że przebywanie w schludnym i uporządkowanym otoczeniu powoduje, że ludzie zwykle robią to, czego się od nich oczekuje. Kiedy zaś mogą pozwolić sobie na więcej luzu, czyli np. bałagan na biurku lub tysiące pootwieranych plików na ekranie komputera, są w stanie wpaść na ciekawsze i mniej standardowe rozwiązania.

Takie środowisko pracy często jest potrzebne naukowcom, łamiącym utarte schematy myślenia, osobom z wolnymi zawodami, wynalazcom i intelektualistom. Dopiero wtedy ich umysły są w stanie szybko łączyć ze sobą różne fakty, a pozorny nieład dostarcza im więcej bodźców do rozważań i tworzenia ciągów logicznych. Kiedy ktoś zmusza ich do porządkowania, tracą wenę i hamują swoje myśli. Działają wbrew sobie z mniejszymi rezultatami.

***

Spokojnie, jeśli jesteś pedantką, która nie lubi przeklinać, a kocha medytować o świcie, to nie oznacza, że nie możesz być wybitna. Nie popadajmy w skrajności, ludzie są różni. Po prostu rebelianckie cechy charakteru często sprzyjają większej odwadze do przełamywania tabu, a powszechnie akceptowane zachowania dla niektórych są hamulcem w rozwoju i szukaniu tego, co nie zostało jeszcze odkryte. Jeśli człowiek tak bardzo nie przejmuje się opinią innych i nie koncentruje się na tym, jak wygląda w oczach współpracowników czy szefa, to znaczy, że jest w stanie odważniej dążyć do wyznaczonych przez siebie celów. A jeśli mierzy wysoko… Wow, gratulacje! Bo jeśli jest zwykłym klnącym leniem, to… po prostu sorry. Przemilczę puentę.


Zobacz także

Łowcy, zbieracze i miłośnicy wyprzedaży – 10 ciekawostek o zakupach Polaków

Tracę kilogramy. Młodnieję, bo uelastycznia mi się skóra, poprawiają włosy i paznokcie. I mam znów tyle energii! Chce mi się żyć, śmiać!

Co twój ulubiony kolor mówi o tobie? Trochę o psychologii kolorów