Lifestyle

Zakochaj się w Portugalii z fotografką Kat Piwecką

Redakcja
Redakcja
9 listopada 2021
 

Dawno temu podczas pierwszego pobytu w Portugalii na plaży zobaczyłam łódź ze słowami „If You Can Dream It, You Can Do It”, a dwa tygodnie później w innym miejscu „Live Your Dreams”. Jako że całe życie szłam za głosem swojego serca, już wiedziałam, że wrócę tutaj, i już zawsze będę wracać. I nagle zaczęła się dziać magia…

Zawsze miałam marzenie … marzenie, żeby przenieść się na kilka tygodni lub miesięcy do małej wioski na południu Europy i pobyć trochę sama ze sobą. Uciec i zaszyć się, po to aby porozmyślać o swoim życiu, o tym, co było i o tym, co przede mną. Wynajęcie małego domku w tradycyjnym portugalskim stylu na dwa miesiące w małej portugalskiej wiosce było dokładnie tym, czego potrzebowałam. I bardzo ucieszył mnie fakt, że byłam pierwszą w historii turystką w tejże miejscowości.

Wciąż pamiętam twarze zdziwionych mieszkańców, kiedy po trzech dniach męczącej drogi na trasie Polska-Portugalia wjechałam w końcu do wioski moim samochodem na polskich rejestracjach. Nie dość, że pierwszy turysta w ich wiosce, to jeszcze z tak daleka! To było takie cudowne budzić się codziennie w tak spokojnym miejscu w środku pustkowia, w otoczeniu rozległej wyschniętej od słońca sawanny, bez ludzi i turystów, bez hałasu i pośpiechu miasta.

Czas się tutaj zatrzymał. We wsi pozostali jedynie emeryci, którzy całymi dniami pracowali we własnych ogródkach, dostarczając sobie w ten sposób zajęcia oraz własnych owoców i warzyw. Nie potrzebowałam budzika. Zasypiałam i budziłam się razem z piejącymi kogutami i ryczącymi owcami i baranami.

 

Właścicielka domu, który wynajęłam – Dona Dolores otoczyła mnie także szczególną opieką. Mieszkając niedaleko, codziennie przynosiła mi świeże warzywa i owoce z własnego ogródka. Codziennie wyczekiwałam z wielką radością na przepyszne pomidory, papryki, ogórki i figi. Mój sąsiad Senhor Antonio nauczył mnie oglądać codziennie zachód słońca. Każdego wieczora o stałej porze zwykł wystawiać przed dom małe krzesełko i zasiadać przed swoim domem wraz ze swoimi psami w oczekiwaniu na zachód słońca.

W ten sposób kończył każdy dzień – siedząc w ciszy i podziwiając piękny zachód słońca. I w podobny sposób także ja kończyłam każdy swój dzień – siedząc na plaży zamykałam oczy i wsłuchana w szum fal odpoczywałam po całym dniu. I każdego dnia czułam się szczęśliwsza i szczęśliwsza. Teraz już nie mogę sobie wyobrazić życia bez oceanu, który daje niesamowitą energię.

Ale od początku. To było naprawdę wiele lat temu, kiedy zobaczyłam kultowy film Wima Wendersa „Lisbon story”. Dwie rzeczy w filmie szczególnie zwróciły moją uwagę i zostały na lata w mojej głowie.

Pierwsza z nich to samochodowa podróż głównego bohatera przez całą Europę – z Niemiec do Portugalii oraz stacje radiowe w różnych językach, które zmieniały się, kiedy przekraczał kolejne granice: z Francją, Hiszpanią, Portugalią. Wtedy nawet się nie spodziewałam, że w dalekiej przyszłości ja sama będę każdego roku odbywać dokładnie taką samą podróż, w trakcie której będę słuchać niemieckiej stacji radiowej pierwszego dnia, francuskiej stacji radiowej drugiego dnia i hiszpańskiej stacji radiowej trzeciego dnia.

Drugą rzeczą, która wyjątkowo mnie poruszyła w filmie Wima Wendersa był głos Teresy Salgueiro – ówczesnej wokalistki zespołu Madredeus oraz wszystkie utwory wykonane w filmie przez zespół Madredeus. To było moje pierwsze spotkanie z fado. Ta muzyka złamanych serc i wielkiej tęsknoty totalnie mnie zauroczyła. I znowu, wtedy nawet nie przyszło mi do głowy, że w dalekiej przyszłości będę fotografować najsłynniejszych muzyków tego gatunku, a jeden z nich zaśpiewa mi „Parabéns P’ra Você” na moje czterdzieste urodziny (dziękuję Pedro Moutinho – nigdy tego nie zapomnę).

Pierwszy raz do Portugalii przyjechałam jako dziennikarz podróżniczy, żeby zrealizować materiał na artykuł podróżniczy dla polskiego magazynu. Wylądowałam w Faro i rozpoczęłam moją podróż od regionu Algarve, poruszając się w kierunku północnym, po drodze odwiedzając wszystkie ważne miejsca, aż dotarłam do Porto na północy kraju. W pierwszym dniu mojego pobytu na plaży zobaczyłam łódź ze słowami, które szczególnie przykuły moją uwagę: „If You Can Dream It, Yoiu Can Do It”, a dwa tygodnie później w Nazare słowa: „Live Your Dreams”. Jako że całe życie szłam za głosem mojej intuicji, poczułam głęboko w sercu, że właśnie znalazłam swój drugi dom. I nagle zadziała się magia … Już wiedziałam, że wrócę. Że zawsze będę wracać.

Od tego czasu jestem podzielona pomiędzy dwa kraje – pomiędzy moje dwa domy – Polskę i Portugalię. Każdego roku przenoszę się do Portugalii na 4 miesiące, a kiedy moje dzieci „opuszczą gniazdo”, będę mogła ten czas jeszcze zwiększyć.

Od tego czasu wielokrotnie przejechałam całą Portugalię od południa aż po północ – zrobiłam prawie 30 000 zdjęć, odwiedzając ponad 300 miejsc (miasta, wioski, plaże, zamki, pasma górskie, wyspy).

Od tego czasu opublikowałam ponad 20 artykułów o różnych regionach Portugalii w polskich i portugalskich magazynach.

I wreszcie od tego czasu – przejechałam sama moim samochodem ponad 10 razy dystans 3000 kilometrów z Polski do Portugalii i z powrotem.

Album zatytułowałam „In Love with Portugal”, bo to historia miłości opowiedziana pięknymi kolorowymi zdjęciami. Powodów do zakochania się w tym kraju miałam mnóstwo:

  • sentymentalna Lizbona z zabytkowymi żółtymi tramwajami, wijącymi się pod górę brukowanymi uliczkami i melancholijnymi pieśniami fado,
  • klimatyczne Porto położone nad rzeką Douoro z licznymi piwnicami winnymi, tętniącą życiem nadrzeczną Ribeirą i pięknymi mostami,
  • wszechobecne ceramiczne płytki azulejos, które zdobią każdą niemal kamienicę i słynne kolorowe parasolki zawieszone nad ulicami,
  • dziesiątki kilometrów piaszczystych plaż i wydm na nieodkrytym jeszcze wybrzeżu Costa Vicentina ciągnącym się na południe od Lizbony aż do Przylądka Świętego Wincenta,
  • skaliste klify, zaciszne zatoczki i skały o najróżniejszych kształtach z tajemnymi tunelami prowadzącymi do dzikich plaż w Algarve,
  • urokliwe małe miasteczka z białymi domami ozdobionymi niebieskimi i żółtymi paskami w regionach Alentejo i Centro,
  • gigantyczne oceaniczne fale i raj dla surferów,
  • najpyszniejsze na świecie słodkości, cukiernia na każdym rogu i aromatyczna kawa popijana tak często, jak się tylko da.

Album w rozmiarze A4 zawiera ponad 330 stron kolorowych zdjęć najpiękniejszych miejsc, które warto odwiedzić podczas wyprawy do Portugalii. Podzieliłam go na 5 rozdziałów odpowiadających głównym regionom: Algarve, Alentejo, Lisboa, Centro i Norte. Album można zakupić w moim studio lub w sprzedaży wysyłkowej na mojej stronie: WWW.KATPIWECKA.COM. Organizuję też warsztaty fotograficzne w Portugalii śladami mojej książki, terminy oraz program warsztatów znajdują się także na stronie WWW.KATPIWECKA.COM.

 


Lifestyle

„Albo zaczniesz współpracować, albo się z tobą rozwiodę. Jesteś jak moje trzecie dziecko. Wydoroślej!”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
9 listopada 2021
fot. Morsa Images/iStock
 

Zacznę od tego, że bywasz naprawdę fajnym facetem, ale mój kłopot z tobą polega na tym, że nie zachowujesz się jak ojciec rodziny. Jesteś jak moje dodatkowe dziecko. Kapryśne, przekorne i krnąbrne. Nie wspierasz mnie w wychowywaniu córki i syna. Zawsze, gdy próbuję coś od nich egzekwować, stajesz okoniem. Do cholery, tak nie powinno być, to nie może dłużej trwać!

Powiedz mi, jak ja mam wytłumaczyć dzieciom, by tyle nie siedziały na Internecie, jeśli ty po powrocie z pracy zamykasz się pokoju i grasz w GTA lub przeglądasz godzinami YouTuba? Co z tego, że jesteś inteligentnym facetem i wiem, że nie skrolujesz idiotycznych obrazków na Pintereście, ale czytasz i oglądasz ciekawe rzeczy? Pomyśl, jakim wzorem jesteś dla naszych dzieci? Jak mam im zabraniać czegoś, co notorycznie robi ich ojciec?

Najgorsze, że rozmowa z tobą jest niemożliwa. Niemożliwa dlatego, że zawsze masz setki argumentów przeciwko mnie. Mówisz, że nikt jeszcze nie udowodnił, że godziny spędzane przed ekranem komputera wpływają negatywnie na zdrowie fizyczne czy psychiczne dzieci. Ty zawsze siedziałeś przed monitorem, pisząc te swoje magiczne kody i zarabiając dla domu, dzięki pracy nad sztuczną inteligencją, kupę pieniędzy. Ale… to przecież są dzieci. One tak nie mogą. To im szkodzi.

Tyle razy już prosiłam cię, byś wspierał mnie w sytuacjach, kiedy próbuję postawić granice. Jak rozmawiam młodszym synem, który ma 12 lat, by nie chodził spać o północy, to ty się wycofujesz albo się ze mnie podśmiewasz. Zrobiłeś ze mnie w domu „tego złego policjanta”. I powiem ci, że ja już dłużej tego nie zniosę.

Nasza 15-letnia córka ma fobię społeczną. Po pandemii nie chce wychodzić z domu. Odmówiła chodzenia do szkoły. Powiedziałeś, że to dobrze, że ona nie ma zamiaru uczyć się głupot i że popierasz jej decyzję o nauczaniu domowym. Mówiłeś, że cieszysz się z tego, bo twoja córka jest harda i w przyszłości nie będzie chodzić na sznurku w jakiejś korporacji.

A ja pytam ciebie: czy ona będzie szczęśliwa bez przyjaciół, bez grupy rówieśniczej? Czy będzie szczęśliwa, jeśli nie przełamie swojej fobii i nie zacznie wychodzić do ludzi? Sprawa jest poważna, bo kiedy jej proponuję, byśmy pojechały do supermarketu, ona odmawia. Kiedy ją jednak do tego zmuszam, w sklepie chodzi za mną jak cień i nie potrafi jak normalna 15-latka cieszyć się z wybierania nowej bluzki, kurtki czy butów. Chce tylko wracać jak najszybciej do domu. A ty mówisz: „I dobrze, że tak robi. Nie stroi się jak głupia lalka”. Niczego nie rozumiesz!

A dzieci tego słuchają i w to im graj. Dobrze wiesz, że weszły w nastoletni, bardzo trudny wiek. Ale i tak robisz swoje: jeśli ja czegoś od nich wymagam, to ty pobłażasz, albo śmiejesz się: „Ha ha ha, matka zawsze martwi się za bardzo”. Więc, jak syn i córka mają mnie słuchać? Jak mają mnie szanować?

Wybacz, że powiem to tak wprost: „Nie mam już sił. Chyba chcę się z tobą rozwieść. Wydoroślej człowieku!”

Chciałam, by córka zaczęła terapię. Cudem udało mi się ją do tego namówić. Cudem znalazłam bardzo dobrą terapeutkę, którą poleciły mi znajome. Ale ty znów mówisz, że to bez sensu. „Jaka to nauka, gdzie są twarde dane, gdzie dowody, że to pomaga?”, pytasz mnie przy dzieciach. „Matematyka to nauka, statystyka to nauka. A terapia? Co to z wymysł? Każdy pracuje inną metodą, więc skąd wiadomo, która skuteczna i naprawdę dobra?”, krzyczysz. I co w tej sytuacji robi nasza córka, zapatrzona w ciebie jak obrazek? Wtóruje, bo to fajne jest być przeciwko temu rodzicowi, który czegoś wymaga.

A ja nie chcę być w naszym domu ta złą – tą, która gdera, która się martwi, która stoi na straży. Dla ciebie syn mógłby jeść fast foody, spać do popołudnia, a córka nie chodzić do szkoły. Fajną sobie wybrałeś pozycję w naszym domu. Dzieci cię po prostu uwielbiają. Wtórują ci i razem drwicie ze mnie. Myślisz, że to jest dla mnie fajne? Że ile niby jeszcze mam to znosić? Nie uważasz, że rodzice jednak powinni się między sobą dogadać i w ważnych sprawach mówić jednym głosem?

Mimo wszystko zadzwoniłam do tej terapeutki, by umówić mnie i córkę na wizytę. Jednak psycholożka powiedziała, że ponieważ dziecko nie jest pełnoletnie, powinieneś przyjść chociaż na pierwszą wizytę, że ona nie może podjąć się terapii, bez zgody dwojga rodziców. Przecież nie masz odebranych praw rodzicielskich. Rozumiem, że ta terapeutka kieruje się rozsądnymi zasadami. To właśnie mi się w niej, między innymi, podoba. Ale co ja mam teraz zrobić? Ręce mi opadają, bo ty konsekwentnie odmawiasz pójścia do jej gabinetu. Cóż, powiem ci tyle: ”Jesteś jak dziecko. Przecież tu nie chodzi o jakąś zabawę, żeby się tak upierać. Tu chodzi o zdrowie i przyszłość naszego dziecka. Weź człowieku, oprzytomnij!”.

Pamiętam, że kiedyś tak okropnie się pokłóciliśmy, że ze dwa tygodnie nie odzywaliśmy się do siebie. Ty w zasadzie milczałeś tak ogólnie, do wszystkich. O dziwo, to był mój najlepszy czas z dziećmi. Poukładałam szybko w domu zasady: o której mają chodzić spać, kiedy i w czym mają mi pomagać. Dzieci chodziły jak w zegarku. Po pierwsze dlatego, że były przerażone sytuacją w domu i bały się, że jesteśmy tak pokłóceni za ich sprawą, że dojdzie do naszego rozstania. Starały się więc być grzeczne, by nie być tą cholerną „kością niezgody”. Ale były też grzeczne z innego powodu. Ja wymagałam, a nikt mi za plecami nie przeprowadzał dywersji. Nie robiłeś tego, bo milczałeś. I wtedy pierwszy raz w życiu pomyślałam o rozwodzie. Pomyślałam sobie, że bez ciebie jest mi łatwiej wychowywać dzieci, że bez ciebie one się mnie słuchają i szanują.

Słuchaj, my zabrnęliśmy w jakiś ślepy zaułek. Nie wiem, jak się z niego wydostaniemy. Jest tylko jedno wyjście, musisz się zmienić, wydorośleć i ze mną współpracować. Bo zwariuję.

Napisałam ten list, bo chcę wiedzieć, czy inne kobiety też borykają się z takimi problemem. A może są tu jakieś czytelniczki, które w końcu doszły do porozumienia z mężem? Jestem ciekawa, jak to zrobiłyście? Bo ja widzę przed sobą tylko jedno rozwiązanie. Szantaż. Szantaż, że jak nie oprzytomniejesz, to ja odchodzę!!!


Lifestyle

To, w jaki sposób dotykasz twarzy, zdradza skrywane emocje. Sprawdź jakie!

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
9 listopada 2021
fot. Prostock-Studio/iStock

Okazuje się, że na policzkach, skroniach, nosie mamy mnóstwo zakończeń nerwowych, które głaskane, pocierane, a nawet szczypane czy drapane pomagają nam ukoić nerwy. Uważaj, bo jeśli nadal pracujesz z domu, to twoja twarz jest teraz wystawiona na ekranie komputera podczas spotkań on-line na widok publiczny: szefa i współpracowników. Ci, którzy potrafią czytać z ruchu twoich dłoni, dowiedzą się z nich więcej niż z twojej mimiki.

Czy wiesz, że twarze służą nam również do tego, byśmy łatwo i błyskawicznie mogli się uspokoić, gdy tego nagle potrzebujemy? Czy wiesz, że sposób, w jaki je dotykamy różni się w zależności od intensywności odczuwanego stresu? Nie wiedziałeś?! To musisz koniecznie przeczytać ten tekst.

1. Palec wskazujący i kciuk na brodę

Przez cały dzień dotykamy naszego nosa policzków, czoła, ust, uszu, ale nie zawsze w ten sam sposób, ani w tym samym miejscu. Jeśli wierzyć naukowcom robimy to nawet 23 razy na godzinę. Na przykład, kiedy jesteśmy głęboko zamyśleni lub czytamy książkę, mamy tendencję do tego by sięgać do brody palcem wskazującym i kciukiem. To oczywiście nie jest konieczność wymagana do czytania lub myślenia, a jednak ten gest jest tak powszechnie wykonywany, że na pewno znasz kogoś, kto właśnie tak robi.

2. Masowanie skroni i policzka

Podobnie dotykamy lub masujemy skronie czoła, gdy boli nas głowa, albo odczuwamy zmęczenie. Natomiast kiedy jesteśmy znużeni mamy tendencję do tego, by przykładać policzek do ciepłej wewnętrznej stroni dłoni, bo to jest dla nas realny substytut wygodnej i miękkiej poduszki.

3. Pocierania nosa lub ucha

Mówi się, że dotykanie nosa podczas rozmowy oznacza, że ktoś kłamie. To niestety mit. Nie możemy z całą pewnością stwierdzić, że taka osoba nie mówi prawdy. Ale coś jednak musi być na rzeczy, ponieważ naukowy twierdzą, że taki ruch mówi o napięciu emocjonalnym. Kiedy jesteśmy zirytowani, możemy wielokrotnie pocierać nos lub ciągnąć za płatek ucha.

4. Zagryzanie warg

Powszechnie twierdzi się, że delikatne zagryzanie warg zębami, lub ich zwilżanie językiem, albo zawijanie włosów na place to oznaka kobiecej kokieteryjności. Ale znów, wcale tak być nie musi. To samo możemy robić, kiedy gubimy się w myślach lub zastanawiamy się nad trudnym pytaniem. Dzięki takim gestom uzyskujemy chwilowy spadek napięcia nerwowego i to pomaga nam zachować spokój. „Kiedy angażujemy się w masowanie, drapanie, a czasem szarpanie skóry twarzy, uwalniamy oksytocynę i serotoninę, które służą do uspokojenia nas”, twierdzi Joe Navarro, który przez 25 lat pracował dla FBI od 25 lat, gdzie służył w programie analizy behawioralnej Wydziału Bezpieczeństwa Narodowego.

5. Masowanie do dołu!

A czy zauważyliście, że wszyscy mamy tendencję do głaskania twarzy ruchem w dół? Według innego badacza Davida J. Lindena ma to związek z włosami na twarzy, nawet tymi bardzo maleńkimi, których nie widzimy gołym okiem. Wszystkim nam niezależnie od płci przyjemnie i kojąco jest głaskać brodę i policzki w dół, czyli zgodnie z porostem włosa. To, jak silny nacisk wywieramy na skórę, zależy od okoliczności – im silniejszy stres odczuwamy, tym mamy większe zaangażowanie. Tu liczy się nie tylko siła nacisku, ale też to, jak szybko i jak często powtarzamy ten gest.

6. Dlaczego to staje się nawykiem?

Podobnie jak w przypadku innych głęboko zakorzenionych nawyków, od obgryzania paznokci po pstrykanie naciąganymi kostkami w palcach, gdy powtarzasz jakieś zachowanie dużo razy, część mózgu zwana jądrem podstawnym przejmuje nad tym kontrolę. Kiedy tak się dzieje, zachowanie jest niemal instynktowne”, twierdzi Charles Duhigg, autor „The Power of Habit”. Jeśli więc jakiś gest, przynosi ci ulgę, nic dziwnego, że zaczynasz go automatycznie powtarzać.

7. Dlaczego w ogóle się dotykamy po twarzy?

Wspomniany już Joe Navarro w artykule dla „Psychology Today” zakłada, że prawdopodobnie tak często dotykamy naszych twarzy, ponieważ te miejsca są bogate w zakończenia nerwowe, co daje nam idealną ścieżką do uspokojenia. Im bliżej naszego mózgu znajduje się nerw, tym szybciej wysyła kojące sygnały do mózgu. I chociaż masaż pleców lub stóp może skutecznie zmniejszać napięcie po ciężkim dniu pracy, nic nie działa tak szybko i skutecznie, jak dotykanie twarzy.

8. A dlaczego szczypiemy i drapiemy?

Navarro przez lata przeprowadzając wywiady dla FBI, zauważył, że subtelna zmiana z dotykania na drapanie była spowodowana podniesiemy się stresu. Gdy zadano niekomfortowe pytanie lub poruszano trudny temat, przesłuchiwany człowiek nagle zaczynał drapać się po głowie albo szczypać w brodę i w policzki. „Jest to bardzo podobne do tego, co widzę dziś jako nauczyciel – kiedy uczniowie dostaną trudne pytanie, nagle energicznie drapią się po głowie. Wtedy rośnie ich niepewność, niepokój lub stres, a za tym idzie potrzeba bardziej energicznego samoukojenia.

***

Wnioski na koniec? Dla nas taka wiedza ma dwa praktyczne wymiary. Możemy sami bardziej panować nad gestami naszych rąk podczas ważnych spotkań, zwłaszcza tych on-line albo w cztery oczy. A gdy widzimy konkretne, powtarzające się gesty u naszych bliskich lub znajomych, możemy zastanowić się, czy te osoby nie potrzebują w danym momencie wsparcia, bo być może właśnie targają nimi trudne emocje.


Zobacz także

Czy jedno z rodziców, może być tak samo dobrym rodzicem, co dwoje? Samotne matki kontra reszta świata

Hanna Bakuła: „Dlatego dziewczyny: założyć najkrótsze mini świata, szpilki, pomalować usta, udawać niemowę i mamy powodzenie jak w banku”

O czym marzą dzieci? Przeczytajcie nim rzucicie się w wir prezentowych zakupów