Lifestyle Święta

Zajrzyj i rozwiąż rebusowe ilustracje. Świetne

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
27 grudnia 2015
Jaroński/ skandalista
 

Brzuchy pełne. Lenistwo nam lekko zbrzydło? To może coś dla głowy. Świetne rysunkowe rebusy Pawła Jarońskiego – pogłówkujcie, rozwiążcie i dajcie znać, czy się wam udało 🙂

KRAWĘDZIE

Wszystko można co nie można.zoom: http://jaronski.pl/krawedzie/_______________kożuchy:http://jaronski.pl/narzeczy

Posted by Jaroński on 29 listopada 2015

 WIELKI ZASZCZYT

Dzisiaj dla odmiany publikuję wczesnym popołudniem. Taki ze mnie wariat.duże: http://jaronski.pl/wielki-zaszczyt/________________szpargały:http://jaronski.pl/narzeczy

Posted by Jaroński on 26 listopada 2015

 NOWA NADZIEJA

Ostatnio oglądałem. Pierwszy raz chyba.Duże: http://jaronski.pl/nowa-nadzieja/_________________fartuchy:http://jaronski.pl/narzeczy

Posted by Jaroński on 24 listopada 2015

SKANDALISTA

Aha.zoom: http://jaronski.pl/skandalista______________koszulki:http://jaronski.pl/sklep

Posted by Jaroński on 1 grudnia 2015

 ZA ŁATWE

Za łatwe.Za trudne.duże: http://jaronski.pl/za-latwe/____________Koszulki i w ogóle:http://jaronski.pl/narzeczy

Posted by Jaroński on 26 październik 2015

 ZWIERCIADEŁKA

Na Polonii 1 było anime o czarodziejskim zwierciadełku. W ogóle nie oglądałem -_- duże: http://jaronski.pl/zwierciadelka/_____________nieczarodziejskie koszulki:http://jaronski.pl/narzeczy

Posted by Jaroński on 30 październik 2015

 ZAWIERUCHA

Niektórym się skojarzy i będą mieli niedosyt.duże: http://jaronski.pl/zawierucha/________________koszki:http://jaronski.pl/narzeczyPosted by Jaroński on 2 listopada 2015

NA DWOJE BABKA WRÓŻYŁA

-_- duże: http://jaronski.pl/na-dwoje/___________skafandry:http://jaronski.pl/narzeczy

Posted by Jaroński on 15 listopada 2015

 JESTEM PODŁY

Od dzisiaj każdy może się czuć pod Ł.http://bit.ly/1OKSiVM

Posted by Jaroński on 22 październik 2015


Lifestyle Święta

Detoks w trzy dni. Aaaa, jak zgubić świąteczne kilogramy przed Sylwestrem? Spokojnie, coś doradzimy

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
28 grudnia 2015
Fot. iStock / undrey
 

Święta mają to do siebie że trudno odejść od stołu. „A może jeszcze tego spróbujesz?”, „Ale makowca jeszcze nie jadłaś” – słyszymy. I nie ma co ukrywać – trudno się oprzeć tej pokusie. Refleksja przychodzi jednak tuż po dniach świątecznych. Bo przecież za chwilę czeka nas sylwestrowa impreza.

Obojętnie czy to będzie domówka, czy nieduża potańcówka, czy wielki bal sylwestrowy. Żadna z nas nie chciałaby usłyszeć: „O rety, gratulacje nic nie wiedzieliśmy. Który to miesiąc?”.

Nie jestem zwolenniczką żadnych restrykcyjnych diet. A już w ogóle niejedzenia przez trzy dni, bo to żadna metoda, zwłaszcza przed Sylwestrem. Jednak, jeśli podejdziemy do sprawy naprawdę rozsądnie, to możemy schudnąć nawet do trzech kilogramów w ciągu najbliższych trzech dni.

Spróbujesz?

To najpierw przygotuj sobie kartkę i długopis. Rozpisz sobie, co będziesz jadła, o której godzinie przez najbliższe dni. Ważne, by było to od czterech do pięciu posiłków dziennie. Lekkich posiłków. Pamiętaj: nawet jeśli by się tobie wydawało inaczej, to naprawdę nie umrzesz z głodu, jeśli nie zjesz czekoladki, czy kanapki przed snem. W końcu to tylko trzy dni.

Zasada pierwsza – często i lekko

Dlaczego do pięciu posiłków dziennie – żeby nie spadał nam poziom cukru w organizmie. Jeśli dopuszczamy do takiego stanu, to łapiemy do jedzenia co nam w ręce wpadnie, czujemy senność i zmęczenie. Dlatego tak ważne, by jeść często. To po pierwsze. Po drugie trzeba jeść lekko. Niech w waszej lodówce zagości chudy twaróg, jajka, chude mięso, jogurt naturalny. Chcesz podpowiedzi, jak może wyglądać jeden dzień z dietą?

Śniadanie: twaróg z jogurtem i szczypiorkiem z kawałkiem razowego chleba – i nie plaster twarogu, ale pokuś się nawet o 200 gram. Plus ulubione warzywa.

II śniadanie: owoc plus sok warzywny

Obiad: Grillowana pierś z kurczaka z sałatką: sałata+feta+pomidor+ogórek

Przekąska: zawijańce. Na sałatę kładziesz plaster chudego mięsa (może być ugotowana pierś z kurczaka, czy filet z indyka, może być jajko, twaróg), dodajesz ulubione warzywa i zawijasz wszystko razem – skropione octem balsamicznym, czy sokiem z cytryny do smaku.

Kolacja: dwa jajką gotowane z warzywami jako dodatkiem

Proste? Zdradzę ci małą tajemnicę: jeśli na kolację zjesz białko – tu akurat jajko, to wstaniesz z płaskim brzuchem, bo organizm zużywa więcej energii do strawienia białka podczas snu.

Zasada druga – pij, ile wlezie

Nie możesz zapominać o wodzie. Tak – te dwa litry to absolutne minimum. Najlepiej pić wodę przed posiłkiem, ona wypełnia żołądek i daje wrażenie sytości. Poza tym woda podkręca nasz metabolizm i pobudza pracę nerek, co ważne gdy jemy więcej białka. Wieczorem, po kolacji, kiedy czujesz, że coś byś jeszcze zjadła – wypij szklankę wody. Można dodać do niej trochę cytryny.

Tajemnica z wodą polega na tym, że często mylimy uczucie pragnienia z uczuciem głodu. Warto się sobie przyjrzeć i zamiast sięgać do lodówki, najpierw napić się wody i posłuchać, czego nasz organizm się domaga.

Możesz też przygotować sobie przecier warzywny i popijać przed każdym posiłkiem.

Zasada trzecia – ruch

No niestety, nie da się bez ruchu. Zwłaszcza, gdy zależy nam na odzyskaniu formy w trzy dni. Dlatego na kartce z planowanym posiłkami każdego dnia dopisz pół godziny spaceru. To wystarczy, by nasz metabolizm zaczął lepiej funkcjonować. Poza tym zbudujemy kondycję przed tańcami J

Zasada czwarta – wspomagacze

Nie, nie będzie tu mowy o jakiś magicznych tabletkach czy proszkach. Ale trzy dni to w końcu wyzwanie. Trawienie przyspiesza i poza tym zawiera dużo witamin ocet jabłkowy. Możesz trzy razy dziennie przez dwa dni wypijać szklankę wody z dwoma łyżkami octu jabłkowego dodając łyżeczkę miodu.

Za spalanie tłuszczu w naszym organizmie odpowiada między innymi tarczyca, dlatego warto dostarczać sobie odpowiednią ilość jodu, która pobudzi tarczycę do pracy. Jedz zatem ryby morskie – makrelę, łososia czy śledzia, używaj soli jodowanej.

Sekret podkręcania metabolizmu to także zimne napoje i posiłki. Dlatego warto trzy posiłki jeść na zimno, a wodę pić schłodzoną. Dlaczego? Nasz organizm musi zużyć więcej energii do ogrzania nas.

I jeśli macie pod ręką jabłka – jedzcie bez oporów. Zawierają one pektyny, które wspomagają trawienie tłuszczów.

Podejmujecie wyzwanie? To trzy dni. Może warto spróbować. A jeśli się uda, jeśli poczujecie się lepiej i lżej, to może warto pomyśleć, by takie odżywanie pociągnąć dłużej. Zasięgnijcie tylko porady fachowca, by uniknąć niepotrzebnych rozczarowań. Przez trzy dni możemy próbować same, później by, osiągnąć sukces, warto posłuchać kogoś, kto na odchudzaniu świetnie się zna.


Lifestyle Święta

„Najpierw grała seksbombę, a teraz kładzie się do szpitalnego łóżka”. Wcale nie twierdzę, że wszystkie teściowe to wredne małpy

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
27 grudnia 2015
iStock/ JayKay57

– Pamiętasz „Sposób na teściową”? – pyta Ewa, a jej zielone oczy zamieniają się w dwie śmiejące się szparki. Jasne, że pamiętam, jedna z moich ulubionych komedii. – To filmowa wersja mojej historii. Tylko dużo bardziej elegancka – mówi. W jej małżeństwie teraz jest dobrze. I tego ciągłego napięcia brak. Ale jeszcze dwa lata temu to się działo…


– E tam, to chyba niemożliwe, żeby jedna osoba mogła popsuć relację między dwojgiem dorosłych i kochających się ludzi? – dopytuję. – Że niby idę w stereotypy? Że zwalam na nią winę za jakieś nasze nieporozumienia? Na wredną, zakochaną w swoim synku małpę? Ja tam wierzę, że są teściowe, z którymi można się dogadać. Co ja mówię – dogadać! Że można z nią normalnie, jak kobieta z kobietą porozmawiać. Moja przyjaciółka ma ze swoją świetne relacje. Mój brat też nie narzeka na teściów –  przemili i otwarci ludzie. Ale u mnie od samego początku było inaczej. Level „hard”. Po prostu. Nie do przeskoczenia.

Akt pierwszy – szpilki i sukienka mini

Z Maćkiem poznaliśmy się na czwartym roku studiów. Oboje pochodzimy z niedużych miast, mamy liczną rodzinę. Do Warszawy przyjechaliśmy, by się stamtąd właśnie„wyrwać”, a przy okazji poznać kogoś podobnego do siebie i już dłużej nie szukać. Do tego skończyć studia, znaleźć dobrą pracę, kupić mieszkanie, a potem wziąć ślub i mieć dwójkę dzieci. Broń Boże więcej! W domu rodzinnym było co prawda wesoło. Ale żeby zaraz fundować sobie powtórkę z rozrywki? Co to, to nie. To była od początku miłość, prosta, nieskomplikowana i radosna.

Po trzech miesiącach Maciek przedstawił mnie swoim rodzicom. Przede wszystkim mamie, którą opisywał, jakby była rodzinną „Alfą i Omegą”. Przyszła teściowa – energiczna, zadbana i dość zdecydowana, zmyliła mnie niczym wytrawny agent KGB. Pierwsze spotkanie było całkiem miłe. Bez absolutnie żadnych niepokojących sygnałów. Wręcz przeciwnie, mama Maćka – Dorota przywitała mnie dość serdecznie i jeszcze serdeczniej pożegnała. Może nie myślała, że to będzie poważna znajomość.

Drugie spotkanie wyglądało już jednak zupełnie inaczej. Przywitanie było chłodne, za to Maćka Dorota wyściskała nad wyraz wylewnie i z odpowiednią oprawą. Głowę dam, że to był całus w usta. Dziesięciometrowe szpile, opinająca sukienka mini z olbrzymim dekoltem…  Miałam wrażenie, że ona  Maćka traktuje jak swojego chłopaka! „Kochanie – zauważyłeś, że byłam u fryzjera? Kochanie – czy te buty pasują do paska? Kochany, zrobić ci masaż? Choć, pokażę ci jakie mam plany na rozwój gospodarstwa, a Ewunia sobie odpocznie.”

Nie byłam u siebie, więc nie tupnęłam nogą, nie strzeliłam focha, tylko zaczekałam, aż będziemy sami. Padło: „Przeczekajmy”. Maciek mówił: „Może ma problem ze starzeniem się  i w ogóle?”. Uspokoił mnie. Przecież nie mieszkamy z nią na stałe. Stwierdził, że jego matka musi zrozumieć, że to poważany związek. I będzie ok.

Po dwóch dniach wróciliśmy do Warszawy. Odetchnęłam. Zdecydowaliśmy, że zacznamy szukać mieszkania. I że damy teściowej trochę czasu. Niech się kobieta oswoi z myślą o przyszłej synowej. – To wtedy zaczęły się te SMS-y? – pytam. – Tak.

Akt drugi przedstawienia – SMS-y.

Ledwo rozpakowaliśmy walizki z zapasami (10 słoiczków z przetworami z czerwonym serduszkiem „dla Skarbeńka”), zaczęły się SMS-y. „Maćku, od kilku godzin mam duszności. Przyjedź, proszę. Chyba trzeba mnie zawieźć od szpitala. Tata nie da rady, sam się słabo czuje. Kocham”.  Przejęłam się, że ona mocno nasz związek przeżywa. A może jeszcze menopauza robi swoje? To hormony. I co? Będzie miała teraz seksowną panią wójt na sumieniu?

„Zadzwoń” – namawiałam Maćka, który był dość sceptyczny. Jednak dzwonił, a mama opowiadała o bezsennych nocach, palpitacjach i nerwach. I możliwym nowotworze. No bo ciotka od strony matki ojca miała. To przecież ona na pewno też! Syn tak daleko… Dlaczego on nie mógł tych studiów wybrać gdzieś bliżej i zaopiekować się schorowaną matką?

Schorowaną, rozumiesz? Najpierw grała seksbombę, a teraz kładzie się do szpitalnego łóżka. Maciek pojechał. Wrócił wściekły i milczący. Ciężko chorą Dorotę zastał na potańcówce. W pełni sił i w wyśmienitym humorze. „Chciałam mieć cię tylko dla siebie, synku” – powiedziała. SMS-y przychodziły kilkanaście razy dziennie, ale Maciek już nie odpowiadał. Zadzwonił dopiero na imieniny.

Akt trzeci – trzy dni wspólnego mieszkania

Planowaliśmy ślub. Mamę Maćka poinformowaliśmy mailowo… Teściowa zjawiła się z niezapowiedzianą wizytą. Byłam wtedy sama w domu. „Jak to ślub planujecie beze mnie?!” – padło zamiast „dzień dobry”. I już rozpakowywała walizkę. I przetwory wyjmowała na kuchenny blat. Te z ozdobną nalepką i serduszkiem. Dla Skarbeńka. A następnie oznajmiła, że ona sobie z nami do tego ślubu pomieszka. I mimo, że Maciek grzecznie prosił i oferował, że wynajmie jej pokój, albo lepiej odwiezie do domu, pomieszkała całe trzy dni.

I tego trzeciego nastąpił Armagedon. Nie wytrzymałam. Nic nie mówiłam, gdy teściowa poprzestawiała mi w kuchni garnki. Milczałam, kiedy prasowała „tak jak trzeba” maćkowe koszule i wybierała dla mnie ślubną suknię. Ale gdy dobrała się do szafek z moją bielizną głośno komentując rozmiar: „No chyba trzeba będzie troszkę poćwiczyć przed przymiarką sukni” – rozpętało się piekło.

Gdy krzyczałam do teściowej: „Jesteś wredną małpą” – wszedł Maciek… „Nie spodziewałem się po tobie”. Wzięłam, co miałam pod ręką i wyszłam bez słowa. „Nie będę tłumaczyć i konkurować z matką” – myślałam. Kurierem odesłałam pierścionek zaręczynowy. Pomyślałam, skoro jest ślepy i naiwny, szkoda mojego czasu. Ale bolało strasznie. Po dwóch tygodniach Maciek stanął w drzwiach tłumacząc, że już wcześniej powinien zareagować, ale z jakiegoś powodu odsuwał to od siebie.

Dziś Ewa i Maciek są szczęśliwi. W zeszłym roku wzięli skromny ślub, teściowa nie przyjechała. Z rodzicami Ewy świetnie się rozumieją i często ich odwiedzają. Z mamą Maćka nie mają kontaktu. Choć Ewa wie, że jej męża to boli. W głębi duszy żal jej Maćka. Jego mamy trochę mniej. Zwłaszcza, gdy przypomina sobie ten uśmiech rekina, dochodzi do wniosku, że jeszcze trzeba poczekać. Aż rekin sam wyciągnie płetwę na zgodę.


Zobacz także

Nauka odpuszczania dla perfekcjonistek. Akcja: Szybki kurs czerpania przyjemności z życia #3

Uważasz, że dajesz z siebie wszystko w związku? Kiedy ostatni raz zadałeś jedno z tych pytań?

„Przed wojną, to był inny świat… My byliśmy młodzi, zakochani, odważnie braliśmy się z życiem za bary!”