Lifestyle

Wyjeżdżasz na city break? Tych kosmetyków nie może zabraknąć w Twoim bagażu!

Redakcja
Redakcja
27 września 2022
 

Jeśli szykujesz się na jesienny weekend w jednym z kultowych europejskich miast lub odwiedzasz znajomych w innym zakątku Polski, z pewnością wiele uwagi poświęcasz swoim stylizacjom. Nie zapomnij jednak również o odpowiedniej pielęgnacji. Jakie kosmetyki ze sobą zabrać?

Kosmetyczka na city break – jak się spakować na krótki wyjazd?

Wybierasz się na krótki, weekendowy wypad? Spakuj się mądrze, czyli tak, żeby nie zabierać ze sobą zbyt wielu rzeczy, ale jednocześnie tak, żeby absolutnie niczego Ci nie zabrakło. Dotyczy to w takim samym stopniu stylizacji, jak i pielęgnacji twarzy i włosów. Strzałem w dziesiątkę na krótki wypad będą kosmetyki wielofunkcyjne, na przykład olejek, którym możesz umyć skórę twarzy oraz ciała (np. olejowy Cleanser od Dermocity).

Najlepiej będzie zabrać ze sobą ulubione produkty w wersji mini. Wiele marek decyduje się na wypuszczenie specjalnej linii swoich flagowych kosmetyków w wersji o pomniejszonej pojemności – idealnej do podróży samolotem. Przykładem mogą być, chociażby mini kosmetyki Dermomedica czy miniaturki znanych specyfików, które z pewnością znajdziesz w swojej ulubionej drogerii.

Czego nie brać? Produktów, których nie będziesz miała czasu użyć, na przykład masek do twarzy czy stóp, kul kąpieli, zestawów do manicure. Niekoniecznie dobrym pomysłem będzie też wybór intensywnie działających kosmetyków, które na wyjeździe miałabyś użyć po raz pierwszy. Peelingi kwasowe powinny poczekać na Twój powrót z wyjazdu.

Kosmetyki, które są must have’em na wyjeździe

Bez czego nie sposób się obejść podczas wyjazdu typu city break? Zawsze podstawą jest dobry produkt do demakijażu twarzy. Może to być żel czy pianka.. Pamiętajmy o oczyszczaniu dwuetapowym, który dokładnie usunie zanieczyszczenia z całego dnia oraz wodoodporne kremy z filtrem. Warto zaopatrzeć się w wersje travel size, aby zaoszczędzić więcej miejsca w kosmetyczce

Kolejnym must have’em jest krem do twarzy – idealnie, jeśli będzie chronił przed niesprzyjającymi warunkami, takimi jak promieniowanie ultrafioletowe czy ewentualnie smog. Jeśli chcesz na wyjeździe ładnie wyglądać, nie poświęcając zbyt wiele uwagi robieniu makijażu, postaw na podstawowy krem z filtrem, a na niego nałóż krem typu BB, który łączy funkcję pielęgnacyjną z upiększającą, korygującą.

Zabierz ze sobą ulubiony krem pod oczy i pielęgnacyjny sztyft do ust, który zabezpieczy je przed wysychaniem w podróży (na przykład pod wpływem klimatyzacji). Przyda się też z pewnością krem do rąk – może Ci też posłużyć jako balsam na suche stopy, kolana czy łokcie.

Wskazówka ekspertów? W Twojej kosmetyczce koniecznie muszą się znaleźć również te dermokosmetyki, które stosujesz na co dzień w terapii skóry, na przykład antytrądzikowe kosmetyki z kwasem azelainowym. Nie warto przerywać tego typu specjalistycznej pielęgnacji!

Pomyśl też o włosach. Nawet jeśli umyjesz je tuż przed krótkim wyjazdem i nie spodziewasz się, żeby zdążyły stracić świeży wygląd, warto zabrać ze sobą suchy szampon w niewielkiej butelce. Dzięki niemu ekspresowo poprawisz wygląd fryzury!

Jak widzisz, idealnie spakowana na krótki wyjazd kosmetyczka to tylko kwestia sprytu i umiejętności podejmowania trafionych decyzji. Dzięki naszym wskazówkom na pewno niczego Ci nie zabraknie!



Lifestyle

Zrobiłam tylko jedną magiczną rzecz, która odmieniła moje życie. Odegnała fatum i poznałam fantastycznego faceta

Listy do redakcji
Listy do redakcji
27 września 2022
fot. Unsplash

Moje pierwsze małżeństwo było nieudane. Typowo nieudane. Kłótnie o odpowiedzialność i o to, kto zajmie się synem. Moje wiecznie nieprzespane noce po narodzinach dziecka, narastające zmęczenie i jego niefrasobliwość. Za ostatnie pieniądze potrafił kupić sobie bez konsultacji ze mną kolejne fajne buty. A kiedy pytałam, skąd mam wziąć kasę na pieluchy, rozkładał tylko ręce. Wiedział, że popłaczę się, ale od kogoś jednak pożyczę. Nie chcę wchodzić w szczegóły. Pragnę za to opowiedzieć o czymś zupełnie innym – o tym, jak odczarowałam swoją „złą kartę od życia”. W jaki sposób sprawiłam, że zły los się ode mnie odwrócił. Bo dziś jestem bardzo szczęśliwą kobietą, mam drugiego fantastycznego męża, trzech synów, dom za miastem. A przede wszystkim czuje się otoczona miłością, spokojem i życzliwością. Dziś jest wspaniale, a przed laty zrobiłam tylko jedną rzecz, by odczarować swoje fatum. Magiczną rzecz!

O tym, jak zostałam z niczym

Pamiętam, że kiedy się rozwiodłam, zostałam z niczym. Miałam na ręku tylko małe dziecko, a w kieszeni ze dwieście pożyczonych złotych na jedzenie. Byłam absolutnie przerażona. Wydawało mi się, że świat się zawalił, a ja po prostu sama nie dam rady. Bo niby, jak? Byłam tuż po studiach, z dzieckiem, bez pracy i bez mieszkania. Na szczęście wtedy na pomoc przyszli mi przyjaciele. Zamieszkałam u koleżanki za free.

I może to było jakieś zrządzenie losu, ponieważ Kaśka jest bardzo uduchowioną osobą, wierzy w znaki od losu. Cała jest magiczna i mistyczna. Inna niż wszyscy. Ona mi mówiła, że muszę na wszystkich dokumentach zmienić nazwisko, wrócić do swojego panieńskiego, coś nadpisać numerologicznie, ponieważ ten zlepek dwóch nazwisk (dziedzictwo po mężu) bardzo źle wróży mi na przyszłość. Postanowiłam jej posłuchać, ale dlatego, że chciałam mieć porządek w życiu i papierach. Nie bardzo wierzyłam w tę całą numerologię.

Blisko Kaśki moje życie pomału zaczęło się układać. Załatwiłam żłobek dla synka. Kolega wciągnął mnie do fajnego zespołu w malutkiej agencji marketingowej. Zaczęłam zarabiać przyzwoite pieniądze i jakoś stawać na nogi. Pierwsze wrażenie było niesamowite, bo choć miałam mnóstwo obowiązków, rozwód z Markiem sprawił, że poczułam się lekka. Nie było kłótni, nie było napiętej atmosfery. Wszystko szło do przodu. Zostało tylko marzenie o spełnionej wielkiej miłości…

O tym, jak poznałam moc ognia

Wtedy do gry znów weszła Kaśka, która zaczęła mi opowiadać o tradycjach naszych słowiańskich przodków, bo studiowała kulturoznawstwo. Mówiła mi rzeczy, których absolutnie na początku nie rozumiałam. Opowiadała np. że ogień posiadała własną osobowość, że jest istotą, której należy się szacunek. W pierwszym odruchu pomyślałam: „Wariactwo! Szaleństwo jakieś!”

Ale Kaśka tłumaczyła mi dalej, że nasze prababki, zanim poszły spać, szeptały mu zaklęcia. Podobno kiedyś ognia nie można było pożyczyć byle komu. Nie wolno było na niego oddawać moczu ani pluć w palenisko, bo płomień mógł zemścić się, paląc np. całe gospodarstwo. Na wsiach do tej pory mówi się, że ci, co plują do ognia w piekle będą bez przerwy lizać gorące kamienie. Od Kaśki dowiedziałam się też, że ogień od wieków był traktowany jak święty, niemal jak żywa istota, z którą można było rozmawiać i prosić o przychylność. Pomału słowa przyjaciółki zaczęły we mnie jakby rezonować.

Przypomniałam sobie, jak całkiem niedawno moja babcia na wsi rzucała w palenisko garść kłosów żyta, by obłaskawić los, by całej rodzinie żyło się pomyślnie. Kiedy to robiła, szeptała jakieś modlitwy. A może to były jakieś zaklęcia?

O tym, jak przeprowadziłam rytuał

Od Kaśki dowiedziałam się też, że według starych wierzeń, ogień żywi się tym, co materialne, a potem zmienia materię w energię, która ma moc sprawczą. Kaśka miała w swoim domu wtedy takie palenisko, na które mówi się „koza”. To właśnie w tym miejscu obie zaczęłyśmy rozmawiać z ogniem i otaczać go wielkim szacunkiem.

Pamiętam ten moment przełomowy jakby to było dzisiaj. Nazbierałam kilka garści drobnych szczap drewna i postanowiłam oddać ogniowi swoje marzenia o wielkiej miłości. Nikt mi nie mówił, że tak można. Po prostu uznałam, że chcę (że potrzebuję) to zrobić. Wrzucałam w płomienie kolejne patyki, mówiąc szeptem w kilku słowach – jakiego faceta pragnę. Postanowiłam być zachłanna i wcale się tym nie przejmować. W naszej kulturze chrześcijańskiej jesteśmy uczeni od małego, że Boga nie wolno wzywać nadaremno. Jakoś podskórnie mamy zakorzenione w sobie przekonanie, że prosić Istotę Wyższa można tylko w chwilach tragicznych lub granicznych. Boimy się Mu zawracać głowę.

Z ogniem jest jednak inaczej – czułam, że przed nim mogę sobie pozwolić na prośby z serca i wyznanie wszystkich kobiecych krzywd i marzeń. Mówiłam więc, że chcę, by mój mężczyzna był przystojny, wysoki, silny, mądry, szczodry, delikatny, otwarty, by potrafił kochać mojego syna, by się mnie nie czepiał, by miał rozsądek i by dbał o wszystkich. Naprawdę miałam pod ręką ogromną garść patyków i szczap drewna do spalenia. Wrzucałam je po kolei do ognia, licząc, że pożarta przez płomienie materia zamieni się w wibrującą energię, która pozwoli mi rozpoznać takiego człowieka na swojej drodze.

O tym, jak poznałam fajnego męża

I stało się. Bardzo szybko. Macieja poznałam podczas firmowej gwiazdki. Spodobał mi się od razu. A na pierwszej randce, byłam nim tak oszołomiona, że myślałam sobie tylko: „Nie możesz napić się drugiego kieliszka wina, bo nagle przestaniesz panować nad mimiką twarzy i on się zorientuje, jak bardzo ci się podoba”.

Zakochaliśmy się błyskawicznie w sobie po uszy. I co ciekawe, tym razem nie miałam ochoty tego faceta zmieniać. Nic mnie w nim nie denerwowało i w zasadzie tak jest do dziś. W przypadku pierwszego męża miałam miliony „ale”. Teraz tak nie było. Nie mam pojęcia, czy ceremoniał ognia miał tu jakieś znaczenie. Ale chcę wierzyć, że miał. Nie myślę o tym, jak o wizycie w sklepie, że zamówiłam sobie „faceta idealnego”. Maciej ideałem nie jest. Ale jest wspaniały. Kocham go już kilkanaście lat. Niezmiennie. Każdego dnia mocniej.


Zobacz także

11 sposobów, żeby z powodu świąt nie pójść z torbami

Nie tylko ciekawie, ale też zdrowo. O czym pamiętać, spędzając z dzieckiem lato w mieście?

Agnieszka Cegielska

Agnieszka Cegielska: „Im człowiek starszy tym bardziej akceptuje siebie i nie czuje potrzeby być ani „przemalowany”, ani „przebrany”