Lifestyle Psychologia

Jak wychować chłopca na dobrego mężczyznę. 10 wskazówek dla rodziców

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
11 marca 2017
Fot. iStock/AleksandarNakic
 

Mówią, że chłopcy pozostaną zawsze chłopcami – ale czy jesteś matką, żoną, dziewczyną, czy siostrą, chciałabyś, żeby to powiedzenie było jedynie stereotypem. To ciekawe, zazwyczaj uważamy, że „dobrych kobiet” nie brakuje, za to znaleźć „dobrego faceta” o wiele trudniej. Tak, czy inaczej, rodzice dziewczynek i chłopców mają przed sobą trudne zadanie: pomóc wyrosnąć swoim dzieciom na dorosłych, odnoszących się do bliskich z szacunkiem i miłością. Jak sprawić by twój syn stał się w przyszłości „dobrym mężczyzną”?

10 wskazówek dla rodziców:

1. Bądź przykładem 

Ojciec powinien konsekwentnie pokazywać swojemu synowi, jak traktować innych ludzi z szacunkiem i życzliwością. Wyrażać miłość do swojej żony i dzieci, pomagać zrozumieć, jak doceniać ludzi, których kochamy. Jeśli popełniasz błąd, naucz, że trzeba za niego przeprosić tych, których się zraniło. A w twoim domu powinny panować dobroć, szacunek, miłość i troska, a także dbałość o równy podział obowiązków.

2. Nie toleruj niewłaściwego zachowania

Niezależnie od tego, czy masz syna czy córkę. Nie pobłażaj agresji, tłumacząc, że „chłopak musi się wyszaleć, pobić, pokrzyczeć”.

3. Traktuj tak samo córkę i syna – nie rób różnicy ze względu na płeć 

To, jak chłopcy postrzegają siebie w relacjach z dziewczętami, zależy od tego, co widzą w domu. Nie traktuj syna tak, by czuł się kimś lepszym niż jego siostra.

4. Nie rozpieszczaj 

Dobra miłość nie polega przecież na spełnianiu wszystkich zachcianek, nawet w stosunku do bardzo małych dzieci. Zamiast tego, ucz od małego jak ważna jest praca i wytrwałość – uniwersalne wartości, które każdemu pomogą osiągnąć życiowy sukces.

5. Ucz podejmowania decyzji

Podejmowanie decyzji jest ważną życiową umiejętnością, która wymaga nie lada praktyki. Przygotuj swojego syna do tego, aby jako dorosły człowiek umiał podejmować dobrze przemyślane i rozsądne decyzje – zacznij od przenoszenia na niego odpowiedzialności w najprostszych, codziennych sprawach (wybór ubrania, proste zakupy itd.).

6. Pomóż mu radzić sobie ze swoimi emocjami

Pomóż twojemu synowi zidentyfikować i nazwać emocje, które odczuwa w różnych okolicznościach. Niech wie, że to jest normalne, że potrafi radzić sobie z nimi w sposób pozytywny. Pokazuj mu jakie metody są tu dopuszczalne, jak można „bezpiecznie” wyrazić swój gniew.

7. Promuj dobre wzorce

Pokazuj swojemu synowi dobre, męskie wzorce. Pomóż mu rozwijać i pielęgnować relacje z innymi ludźmi, takimi jak dziadek, wujek lub przyjaciel rodziny. Jeśli możesz, posłuż się literaturą i postaw za wzór książkowego bohatera.

8. Przydziel mu obowiązki

Bycie odpowiedzialnym to coś, czego twoje dziecko musi nauczyć się odpowiednio wcześnie. Możesz pomóc swojemu synowi, przydzielając mu domowe obowiązki, odpowiednie do wieku i możliwości (przyzwyczajanie syna do wykonywania domowych obowiązków jest jasnym sygnałem, że za dom odpowiedzialni są oboje partnerzy).

9. Bądź czuły i słuchaj

Jednym z najbardziej zaniedbanych aspektów wychowywania synów jest ten emocjonalny. Nie zaniedbujmy emocji naszego dziecka, pozwólmy mu być wrażliwym, słuchajmy, kiedy mówi o swoich uczuciach.

10. Naucz go być dżentelmenem

Nie tylko w stosunku do kobiet, ale także w stosunku do innych ludzi. Mów i pokazuj swojemu synowi jak ważny jest honor, przyjaźń i pomoc słabszym.

 

 


Lifestyle Psychologia

„W porządku” – mówisz, kiedy pytają jak się czujesz. Pora powiedzieć prawdę – twoje zdrowie psychiczne to fundament twojej rodziny

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
11 marca 2017
Fot. iStock/domoyega
 

Twoje dzieci są zdrowe, mąż też, dodatkowo świetnie spełnia się zawodowo. A ty? Jak się czujesz? No, oczywiście, skoro oni są zdrowi i szczęśliwi, to czy jest jakikolwiek powód byś mogła czuć się źle? U ciebie wszystko w porządku, pamiętasz? No dalej, mów sobie, powtarzaj, że jest dobrze. Nauczyłaś się tego, łatwo powiedzieć „wszystko w porządku”, bo to zdanie obojętne względem twoich uczuć. Wszystko jest tak, jak powinno: uporządkowane, harmonijne. Świat wokół ciebie jest bezpieczny, dzięki tobie. Ale co się dzieje w twoim sercu i głowie?

Perfekcyjnie maskujesz te ataki paniki i niepokoju, nieco mniej perfekcyjnie – złość i zmęczenie. Ukrywasz wahania nastroju, depresję, wszystkie wzloty i upadki. Zaraz,  jaką depresję? To tylko niewyspanie. W końcu starasz się łączyć tyle obowiązków, że ciągle brak ci snu. Możesz się czasem zdenerwować, prawda?

U ciebie w porządku, pamiętasz?

To całe napięcie jest normalne, prawda? To znaczy, ty jesteś współczesną matką, a to nie jest łatwa rola. A tych dwoje, to tylko dzieci! Bywają roszczeniowe, chore, wściekłe, zbuntowane. Takie są dzieci, przecież nie jesteś zaskoczona. Kto powiedział, że powinnaś się codziennie z czegoś cieszyć? Radość? Co to, u diabła, takiego? Tobie najczęściej towarzyszą obojętność, rozdrażnienie, lęk.

Tak trzymaj, jest dobrze, funkcjonujesz tak przecież od dawna. Przecież minęło kilka lat tego twojego „w porządku”, tych stanów dziwnego zawieszenia, smutku i niepokoju, który pospiesznie od siebie odsuwałaś, bo zawsze były ważniejsze sprawy. Wciąż „jakoś” żyjesz. Dzieciaki są w sumie w porządku. Twój mąż też.

I u ciebie wszystko w porządku, prawda?

Z wyjątkiem tych chwil, gdy wcale nie jest w porządku. A one zdarzają się coraz częściej. Ale przecież – myślisz – to tylko smutki, smuteczki, kilka łez. Na ogół, jest dobrze! Jesteś psychicznie wyczerpana, ale kto nie jest, mając dwójkę ciągle jeszcze małych dzieci, codzienne domowe obowiązki i swoją pracę?

W zeszłym miesiącu ominęło cię wyjście z przyjaciółkami. Twoje dziecko zaczęło wymiotować, i trzeba było zostać w domu, bo kto by się nim zajął? Stop. To nieprawda. Był przecież twój mąż. On potrafi równie dobrze jak ty zająć się waszym synem w chorobie. Co mówisz? Że nie mogłabyś przestać myśleć, czy wszystko jest dobrze? Przyznaj, tak naprawdę nie miałaś ochoty nigdzie wychodzić. Od dawna nie masz na to ochoty.

Ale u ciebie w porządku, prawda?

W zeszłym tygodniu zadzwoniłaś do pracy i wzięłaś wolny dzień, na żądanie. Powiedziałaś, że boli cię bardzo gardło i masz gorączkę. Znowu skłamałaś. Nie powiesz przecież swojej szefowej, która wymaga od ciebie pełnego profesjonalizmu, jasnego umysłu i zimnej krwi w sytuacjach stresowych, że nie mogłaś przestać płakać. Że płaczesz od kilku dni, miesięcy, a może nawet lat?

Nie. Pomyśli, że nie możesz już wykonywać twojej pracy. Albo każe ci pójść do lekarza, zająć się swoim zdrowiem psychicznym. Powie coś o terapeucie. A gdzie ty teraz znajdziesz czas i pieniądze na terapeutę? Z resztą, czy to w ogóle pomoże? Prawdopodobnie nie.

Jednak poszłaś do lekarza. Zrobiłaś badania. Siedziałaś na krzesełku, a pielęgniarka pobierała ci krew. Poczułaś, że chce ci się płakać. W głowie szumiało i krzyczało” „Po prostu powiedz jej. Powiedz jej! Powiedz coś, cokolwiek. Powiedz jej, że nie czujesz się dobrze. Że coś jest z tobą nie tak. Nie wiesz co, ale życie jest coraz trudniejsze, a wiesz, że nie powinno tak być, bo nie dzieje się w nim nic niepokojącego ani złego.” Milczysz. Mówisz sobie, że to nie jest dobry moment, a za chwilę na pewno poczujesz się lepiej.

Internistka ogląda twoje wyniki badań. „Czy czuje się pani przygnębiona? Jakiś smutek, niepokój?”.  Uśmiechasz się szeroko, potrząsasz głową przecząco. Ty? Skąd, czujesz się wspaniale.

Potem wsiadasz do samochodu i wracasz do domu. Za chwilę wybuchniesz. Rozpłaczesz się, krzykniesz, powiesz kilka słów za dużo. Poczujesz, jak bardzo jesteś beznadziejna.

Potrzebujesz pomocy.

Jeśli widzisz siebie w każdym z tych zdań, musisz zrozumieć, że potrzebujesz pomocy. Nie powinnaś dłużej cierpieć w milczeniu. Powiedz prawdę o tym, jak się czujesz swoim bliskim, jeszcze dzisiaj. Jeśli nie masz na to siły, pokaż ten tekst mężowi, przyjaciółce, czy rodzicom, i powiedz: „to o mnie”. To będzie twój pierwszy krok do zmiany.

Odzyskaj z powrotem swoją radość. Jeszcze może być „ w porządku”.


Inspiracja: scarrymommy.com


Lifestyle Psychologia

Czy naprawdę wszyscy jesteśmy hejterami ?

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
11 marca 2017
Fot. istock/SIphotography

Gdyby przeprowadzić powszechną sondę z pewnością zdecydowana większość ludzi stwierdziłaby, że życzliwość, sympatia i wdzięczność są cechami pozytywnymi, a nienawiść, zazdrość i kierowanie się uprzedzeniami należą do tych niechlubnych i negatywnych. A jednak pomimo to coraz częściej spotykamy się z zachowaniami z drugiej grupy. Wokół nas pełno jest poniżania, zawiści, krytyki i obniżania czyjejś (lub czegoś) wartości. A może gdzieś tam w głębi wszyscy jesteśmy po prostu hejterami?

Nie lubię, nie cierpię, nienawidzę

Jesteśmy narodem marudzącym i narzekającym. Taka prawda i nie ma co się tutaj spierać – wiecznie coś nas drażni, coś przeszkadza, wkurza i doprowadza do szału. Polityka, urzędy, zima, jesienna chandra, wiosenne przesilenie, letnie upały, korki na drogach, nauczyciele w szkole dziecka, sąsiad, który od tygodnia coś wierci popołudniami, szef, który ciągle wymaga więcej i więcej, teściowa, która czepia się od zawsze. O wiele częściej z naszych usta padają słowa „nie lubię”, „nie cierpię”, „nienawidzę” niż ich przeciwieństwa – „lubię”, „kocham”, „doceniam”. Dla wielu powiedzenie komplementu przychodzi z wielkim trudem, ale skrytykowanie i wytknięcie błędu to dla nich bułka z masłem. Większość z nas bez problemu na jednym oddechu wymieni swoje wady, ale z zaletami będzie mieć ogromny problem.

A przecież psychologowie ostrzegają, że należy wystrzegać się takich zachowań, nie kształtować w sobie nawyku negowania wszystkich i wszystkiego, bo nie jest to korzystne nie tylko dla ogółu, ale także i dla nas samych – sprawia, że o wiele trudniej osiągnąć nam zadowolenie, szczęście i dobre samopoczucie. Po pewnym czasie nasz umysł ma jakby włączonego autopilota, który kieruje nas w stronę marudzenia, narzekania i czarnowidztwa, a radość staje się przez to stanem o wiele trudniej osiągalnym.

Zgubne stereotypy

Kolejną rzeczą, którą często się kierujemy, są uprzedzenia i stereotypy. Świat staje się coraz bardziej skomplikowany i być może dlatego uciekamy się do skrótów myślowych i automatycznego szeregowania ludzi pod jakieś kategorie, uproszczamy i uogólniamy, bo tak jest nam łatwiej. Blondynka jest głupia, homoseksualista jest pedofilem, kibic bandytą, imigrant terrorystą, feministka niekochaną babą, a ktoś zamożny na pewno dorobił się na oszustwie i lichwie. Idziemy na skróty ze strachu, z lenistwa, bo nie chce nam się zagłębiać w temat, poznać bliżej drugiego człowieka i jego sytuacji – to wymaga już wysiłku, otwartości i gotowości na zmianę poglądów i zbudowanie nowego obrazu świata. Pogardzamy innymi, czujemy się bardziej wartościowi, lepsi; odrzucamy, tłamsimy i szydzimy sobie z czyjejś odmienności tylko dlatego, że jesteśmy częścią większej grupy. A co najgorsze, nie kryjemy się ze swoimi poglądami, mówimy o nich głośno i przenosimy swoje uprzedzenia na następne pokolenie.

Nie osądzaj, jeśli kogoś nie znasz

Bardzo łatwo i szybko oceniamy także postępowanie innych, osądzamy, choć przecież nie znamy całego kontekstu, a jedynie mały wycinek. Lubimy stawiać się w pozycji sędziego, który wydaje wyroki – ten zrobił dobrze, ten źle – a sami zapominamy, że niejedno mamy na sumieniu i do doskonałości nam daleko. Łatwiej jest nam założyć, że ktoś postąpił źle, niegodziwie, nieuczciwie, niż spróbować stanąć na jego miejscu i postawić się w jego sytuacji. Empatia, życzliwość i zwykła wiara w drugiego człowieka jakby wyparowały. Niektórzy wyżywają się na innych z powodu własnych frustracji i kompleksów – widać to bardzo dobrze w Internecie, gdzie na sto złośliwych i wrednych komentarzy można znaleźć zaledwie kilka miłych i sympatycznych. Bez zastanowienia i żadnych hamulców oceniają, obrzucają inwektywami, posądzają o najgorsze i snują niewiarygodne teorie stawiające daną osobę w jak najgorszym świetle – dzięki temu czują się ważniejsi i silniejsi, ale to tylko pozory.

Hejterstwo zjada własne dzieci

Hejsterstwo w końcu pożera własne dzieci. Ci, którzy z łatwością obrzucają innych błotem, nieustannie narzekają i sieją defetyzm, w końcu wpadają w pułapkę swojego toksycznego myślenia – ich negatywny sposób postrzegania wszystkiego staje się rutyną, z której trudno jest się wyzwolić. Powoli wszystko przestaje ich cieszyć, coraz więcej rzeczy dookoła rodzi niezadowolenie i frustrację, o satysfakcji życiowej mogą zapomnieć.  Szczęście – to upragnione i wyśnione przez wielu – staje się nieosiągalne, bo przecież to stan umysłu, a skoro ten jest zatruty pogardą i nienawiścią, to na radosne uczucia nie ma w nim miejsca.

Ale nie wszystko stracone! Bo z hejterstwem można walczyć – uśmiechem, życzliwością, wdzięcznością i sympatią do bliźniego. Szacunkiem, tolerancją i akceptacją dla innych od nas, otwartością na poznanie, zmianę swojego światopoglądu i poszerzenie wiedzy. Ich codzienna praktyka pozwoli na wyrwanie się z mentalnych (a przy tym fatalnych) nawyków i dostrzeżenie kolorowych stron naszego życia – a od tego do szczęścia już tylko niewielki krok.


Zobacz także

Tak właśnie myślę o życiu. Jako o czasie, który mogę odliczyć Wigiliami. Ile jeszcze razy siądziemy do stołu razem?

Kiedy twoja znajomość przeradza się w „coś więcej”. 4 nie zawsze subtelne znaki

Czy można przebaczyć matkom, które nie kochają? Dorosłe córki brak miłości niosą w sobie latami

Czy można przebaczyć matkom, które nie kochają? Dorosłe córki brak miłości niosą w sobie latami