Lifestyle

„Wszyscy byli brzydcy, śmieszni albo wydawali mi się ułomni. Najgorsze, że wyglądali jak mój własny ojciec”. 7 błędów, jakie popełniamy na portalach randkowych

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
9 sierpnia 2021
fot. serpeblu/iStock
 

Przepytałam siedem moich koleżanek, które korzystały z portali randkowych. Oto ich wspomnienia, które pomogą ci unikać pomyłek. Przeczytaj, żeby nie dać się oszukać i nie tracić czasu. Teraz już będziesz wiedziała, dlaczego nie możesz się zakochać.

1. Biadolenie

Marianna: „Jak tylko wchodziłam na któryś z portali randkowych, widziałam tam nie mężczyzn, tylko „przypadki kliniczne do leczenia”. Wszyscy byli brzydcy, śmieszni albo wydawali mi się ułomni. Najgorsze, że wyglądali jak mój własny ojciec, choć metrykę wypisywali sobie identyczną z moją. Jak już mi się jakiś spodobał, to zaczynałam zastanawiać się, czy nie jest zbyt ładny dla mnie. Potem, jak coś mi już odpisał, zaczynałam rozważać, czy przypadkiem nie jest to typowy narcyz? Jednak najbardziej bolało mnie, gdy faceci pisali do mnie wprost, proponując seks i podając swoje wymiary intymne w centymetrach. No co za chamstwo i impertynencja!? Natychmiast łapałam telefon i opowiadałam o tym przyjaciółce. I tak w kółko”.

Na czym polegał błąd Marianny?

Dziś Marianna już wie, że niepotrzebnie traciła czas i energię na straszenie się i dywersję miłości. Zamiast skupić się na poszukiwanie fajnego faceta, patrzyła z przerażeniem na „to targowisko”, jakby każdym spojrzeniem próbowała siebie przekonać, że to poszukiwanie i tak nie ma sensu.

2. Pasywność

Krystyna: „Mnie konto na jednym z portali randkowych założyła przyjaciółka. Długo nie wstawiałam tam żadnego swojego zdjęcia. Wobec tego pisali do mnie tylko tacy bez zdjęć. A to ktoś wysłał emotikon „mrugnięcia oczkiem”, a to znowu „kwiatek”. Myślałam sobie tylko: „Po co mi facet bez inicjatywy? Nie jest w stanie napisać dwóch sensownych zdań, żeby się, że mną umówić?” I czekałam! Czekałam! Czekałam, aż w końcu pojawi się może ktoś cudowny, kto mnie cudem wybawi od samotności.

Na czym polegał błąd Krystyny?

Zamiast działać i szukać mężczyzny, liczyła jak mała dziewczynka, że w końcu pod jej wieżę przyjedzie na białym rumaku piękny i mądry książę, który jakimś cudem będzie znał atuty jej wyglądu (nie publikowała zdjęcia) oraz atuty jej serca (wpisała na portalu byle jakie informacje o sobie). W dodatku Krystyna liczyła na to, że ten boski mężczyzna będzie walił w drzwi kołatką z całych sił. Bo przecież nie zamierzała mu od razu otworzyć.

3. Zwlekanie

Jagoda: „Kiedyś pisałam z jednym facetem przez cztery miesiące. Był czuły, co wieczór pytał, jak minął mi dzień. Kiedy moje pieski zachorowały i codziennie musiałam jeździć z nimi do weterynarza, on wydawał się tym problemem szczerze zainteresowany. Czułam, że w końcu mam kogoś, komu na nie zależy. Zwlekaliśmy jednak ze spotkaniem, ponieważ on mieszkał w Madrycie. Po czterech miesiącach jednak udało mi się kupić bilet i poleciałam. I teraz… okazało się, że facet nie był w stanie dotrzeć na randkę przez trzy godziny. Czekałam w pubie, a on próbował wszystko przełożyć na kolejny dzień. Ale ja się uparłam. I dobrze, bo okazało się, że przyszedł pijany. Nie miał z przodu zęba i po godzinie próbował zaciągnąć mnie do łóżka. Zupełnie inaczej sobie wyobrażałam tego faceta”

Na czym polegał błąd Jagody?

Jagoda dziś już nie zwleka i nie traci swojego czasu na piękne słówka w internecie. Wie, że wiele osób woli prowadzić długie rozmowy on-line, ponieważ nie potrafi nawiązać prawdziwej więzi w realnym świecie. Twierdzi, że w opisach prawie każdy mężczyzna ma zaznaczone, że jest: wysoki, wysportowany oraz ma niepowtarzalną osobowość. A w realu… to już same wiecie!

4. Nadwrażliwość

Iwona: „Kiedy mi nagle jakiś facet z portalu przestawał odpisywać, zamęczałam siebie, że może zrobiłam coś nie tak. Kiedy przyszedł na randkę nieogolony, w rozciągniętej i poplamionej bluzie, pomyślałam, że to przez przypadek. Kiedy dałam swój numer telefonu kolesiowi, który potem zadręczał mnie po nocy esemesami (były w nich jego strasznie głupie wiersze), pomyślałam, że jestem idiotką. A kiedy facet nie zapłacił za pierwsze piwo, zadręczałam się, że jestem za brzydka i za gruba na randki.”

Na czym polegał błąd Iwony?

Iwona twierdzi, że kiedy poznała swojego obecnego narzeczonego, wszelkie „zmory” zniknęły. To nie z nią było „coś nie tak”, tylko z tymi facetami, z którymi wiązała nadzieję. Dziś uważa, że niepotrzebnie siebie tak zadręczała. Jakiś facet nie odpisuje? Dziś pomyślałaby, że to jego strata!

5. Wyrozumiałość

Dominika: „Moja koleżanka opowiadała mi randkach, które wyglądały tak, że umawiała się na placu w centrum miasta i prosiła gościa, by miał w ręku czerwoną różę. Kiedy przejeżdżała obok niego autobusem, miała chwilę, by mu się przyjrzeć. Jeśli jej się nie podobał, to nawet nie wysiadała z autobusu. Kiedy usłyszałam tę historię, byłam w szoku. Jak można tak traktować ludzi? Przecież ten „człowiek z wąsem” czy „w idiotycznym kaszkiecie” mógł mieć cudowną duszę. Po latach randkowania przez internet niestety zmieniłam zdanie. Sama dawałam gościom szanse na drugie i trzecie spotkanie, choć czułam, że to kompletna pomyłka. Korespondowałam z facetami, którzy mnie nie kręcili, tylko dlatego, że było mi ich żal. Gdy poznałam jednak mojego obecnego partnera, zaiskrzyło natychmiast”.

Na czym polegał błąd Dominiki?

Dziś Dominika już wie, że dawanie n-tej szansy i umawianie się na siłę, nie ma kompletnie racji bytu. To tak, jakbyś zaprzeczała swojej intuicji. A przecież każda kobieta podświadomie potrafi rozpoznać, czy konkretny człowiek jej pasuje. Być może jednak z powodu niskiego poczucia wartości, myśli sobie, że już nikogo lepszego nie spotka i warto jednak dać szanse. Najczęściej jednak nasza intuicja dobrze nam podszeptuje. To jej warto dać szanse! Należy ufać sobie.

6. Naiwność

Marta: „Kiedyś na wstępie nie wypytywałam gości o dzieci, żony i szczegóły dotyczące przeszłości. Wychodziłam z założenia, że ludzie nie kłamią. Bo po co? Tym oto sposobem nieświadomie dwa razy weszłam w krótkie romanse z żonatymi facetami. Teraz już wiem, że na samym początku trzeba o wszystko wypytać Jednym z moich pierwszych pytań jest więc: „Czy jesteś z kimś w związku?”. I uwaga, nie pytam się: „Czy masz żonę?”, tylko: „Czy z kimś się spotykasz?” Kiedyś na takie pytanie facet mi odpisał: „Jestem półsinglem”. Ja na to: „A co to znaczy?” On: „Że mam laskę, ale z nią nie mieszkam”. (śmiech). Skreśliłam go od razu!”

Na czym polegał błąd Marty?

Niestety naiwnością, jest wiara, że ludzie nie kłamią. Kłamią! Dlatego nie ma sensu się krygować. Warto zabezpieczyć się i zadać kilka kluczowych pytań i oczywiście nie „łykać odpowiedzi jak młody pelikan”. Mówisz, że nie wypada tak od razy prosto z mostu pytać, czy ktoś ma dzieci, żonę, pracę? Cóż, wypada! Takie teraz są czasy.

7. Nie ten portal

Klaudia: „Szukałam miłości, a siedziałam na Tinderze. Niby to oczywiste, że ludzie szukają tam głównie seksu, ale ja liczyłam, że jednak znajdę coś więcej. Dopiero jak zapłaciłam pieniądze i zapisałam się na eDarling i na Sympatię, zaczęłam poznawać fajniejszych facetów, którzy podobnie jak ja liczyli na związek.”

Na czym polegał błąd Klaudii?

Oczywiście, że wiele fantastycznych par poznało się na Tinderze. Jednak z doświadczenia moich przyjaciółek wynika, że na portalach, gdzie trzeba zapłacić minimalną kwotę, łatwiej znaleźć mężczyzn, którzy szukają poważniejszych relacji.


Lifestyle

Zachowania pasywno-agresywne – oto 6 objawów męskiej „agresji nie wprost”

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
9 sierpnia 2021
fot. kieferpix/iStock
 

Kobiety chętniej stosują strategię „komplementowania z drugim dnem”. Mówią: „Świetnie wyglądasz w tej sukience, kochanie! Cudownie ci maskuje brzuszek”. Mężczyźni stosują sarkazm, cichy sabotaż i milczenie. Jak to rozpoznać?

Jeśli myślisz, że tylko kobiety są mistrzyniami biernej agresji, jesteś w błędzie. Wprawdzie wydaje się, że to panowie dążą do bezpośredniego starcia i „walą” prosto między oczy argumentami, to jednak najnowsze badania pokazują, że wcale niekoniecznie. Według publikacji w „Journal of Physics” 30,19% ankietowanych mężczyzn i 31,92% kobiet odpowiedziało „tak” na pytanie: „Wolałbym zachować swój gniew dla siebie, niż skonfrontować osobę z jakimś problemem”. Co ciekawe aż 20,75 procent ankietowanych mężczyzn i tylko 14,89% pań odpowiedziało „zgadzam się” na pytanie „Używam dużo sarkazmu”. Co z tego wynika? Mężczyźni tak samo, jeśli nie bardziej, stosują bierną agresję.

Warto jednak na początek odpowiedzieć sobie na pytanie: czym jest bierna agresja?

Klinika Mayo amerykańska organizacja non profit zatrudniająca blisko 5 tysięcy lekarzy oraz naukowców definiuje zachowanie pasywno-agresywne jako „wzorzec pośredniego wyrażania negatywnych uczuć zamiast otwartego zajmowania się nimi. Istnieje rozbieżność między tym, co mówi pasywno-agresywna osoba, a tym, co robi”. Pasywną agresję można również scharakteryzować jako „gniew, wrogość lub wyuczoną bezradność w przebraniu”, czyli wyrażoną w pokrętny sposób z nadzieją, że… jakoś mi się to „upiecze”. Dlatego właśnie tak trudno poradzić sobie z biernym agresorem. Jego działania i słowa sprawiają nam dyskomfort, ale trudno uchwycić, co konkretnie go wywołuje. Trudno takiego człowieka złapać na konkretnym przykrym działaniu. Niby po wierzchu wszystko wygląda ok, a jednak w relacjach z nim czujemy dużo tłumionej złości i agresji.

1. Rozmyślna cisza

Jedną z najczęstszych form męskiej biernej agresji jest coś, co można nazwać: milczeniem lub milczącą urazą. Moja przyjaciółka twierdzi, że mąż często karze ją… ciszą. On milczy, macha ręką i zachowuje się tak, jakby marzył tylko o świętym spokoju. Czasem też obraża się, gdy przyjaciółka pyta go o coś już piąty raz. Nic więc dziwnego, że ona wtedy zaczyna czuć się winna, bo przecież myśli: „Może ja niepotrzebnie go tak ciśnieniuję?” Owszem, ciśnieniuje, bo on milczy i się obraża. Zupełnie inaczej sprawa by wyglądała, gdyby mąż powiedział wprost: „Kochanie, ja nie zrobię tego, o co mnie prosisz, bo nie potrafię”, albo nawet: ”Nie zrobię tego, bo mi się dziś nie chce”.

To są słowa wprost i od razu wiadomo, na czym się stoi w tym sporze. Natomiast osoba pasywno-agresywny, zamiast werbalizować niezadowolenie, ucieka się do środków wywierania nacisku poprzez opór i kontrolę. Milczenie umożliwia jej unikać konfliktów oraz odpowiedzialności.

2. Fałszywe obietnice

Łatwym sposobem działania pasywno-agresywnego jest powiedzenie, a potem po prostu niedotrzymanie słowa. Opowiadają o tym wszystkie moje koleżanki, które słyszą od mężów: „tak, owszem wytrzepię ten dywan” albo „zreperuję zatkane kolanko w umywalce” i czekają na to, jak to się mówi do… śmierci. Maż natomiast wtedy czuje natychmiastową ulgę, że w ten sposób „zdjął sobie z pleców” ciśnienie i presję, a potem przez celowe zwlekanie ma nadzieję, że problem zostanie zapomniany. Czas jest tu wykorzystywany jako forma manipulacji i kontroli. Co ciekawe, jeśli taka „sztuczka” udaje się kilka razy, to bierny agresor może dojść do wniosku, że to jest jego ukryta moc, z której czerpie nawet satysfakcję, irytując innych brakiem odpowiedzialności. Wiesz już, o czym mówimy?

Zdarzało ci się czekać na odpowiedź szefa tygodniami w sprawie podwyżki. A co działo się, gdy dyskretnie upominałaś się, czy rozmawiał już w tej sprawie z odpowiednimi osobami? Kolejny raz zostałaś spławiona? Tak, to właśnie jest bierna agresja w najczystszej postaci.

3. Wymyślanie wymówek

Aby usprawiedliwić brak odpowiedzialności, bierny agresor często wylicza jak z nut – wymówki i te rzeczywiste i te wymyślone – by usprawiedliwić swoje niepowodzenie. To sprytne, bo w ten sposób odwraca uwagę od siebie. Co istotne, taka osoba, nigdy nie podaje sposobu, w jaki zamierza rozwiązać problem. Bo jak szef ci powie: „Niestety nie udało mi się z porozmawiać w twojej sprawie w dziele IT, by wymieniono ci sprzęt komputerowy na szybszy, ponieważ najpierw byłem na urlopie, ale już dzisiaj napisałem w tej sprawie maila i czekam na odpowiedź od Kowalskiego”, to jest okej. Gorzej, jeśli szef odpowiada mętnie: „Od tygodnia jestem chory, za dużo spraw ma głowie, spytam o to, ale muszę najpierw ustalić do kogo napisać. W naszej firmie w tej kwestii panuje ogromny rozgardiasz. Sama wiesz, że w dziale IT zmieniono szefa i nie wiadomo już kto się tym zajmuje…”. Cóż, jeśli coś takiego cię spotkało, to możesz mieć do czynienia z biernym agresorem.

4. Przerzucanie winy

Inną taktyką związaną z wymyślaniem wymówek jest obwinianie innych za własne niedociągnięcia. Taki mężczyzna często stawia siebie w świetle „ofiary”, co akcentuje, mówiąc: „Nic nie mogę na to poradzić, że cieknie woda z kranu, to wina tego fachowca, co przyszedł i wszystko popsuł”. Brzmi znajomo? Niestety wzruszanie ramionami w ważnej dla ciebie kwestii, to też jest biera agresja.

5. Cięty sarkazm

Mężczyźni częściej od kobiet używają sarkastycznych żartów, by wprowadzić rozmówcę w zakłopotanie. Moja przyjaciółka miała szefa, który często do niej mówił niby na wesoło: „Szczegóły twojej niekompetencji kompletnie mnie nie obchodzą”. Wszyscy zarykiwali się ze śmiechu, kiedy to słyszeli, bo szef oczywiście mówił to przy publiczności. A moja przyjaciółka czuła się poniżona, ale odpuszczała. Ba, ona nawet śmiała się z innymi pracownikami, gdy słyszała takie złośliwości na swój temat. Zasadniczo, nie dochodziła dalej swoich racji. A to przecież nie było nic innego jak stosowanie biernej agresji w celu uzyskania przewagi psychologicznej. Gdy dochodziło do konfrontacji, jej szef łatwo mógł przecież mógł „wycofać się” i powiedzieć „nie znasz się na żartach?” A tak naprawdę był to jego sposób na zastraszanie i wykorzystywanie pracowników.

6. Cichy sabotaż

Ten typ działania jest już bardziej perfidny. Polega na celowym sabotowaniu twoich działań, przy jednoczesnym unikaniu konfrontacji. Zdarzyło ci się, że ktoś w pracy nie poinformował cię celowo o przeniesieniu terminu albo godziny ważnego spotkania i musiałaś potem tłumaczyć się gęsto, dlaczego nie dotarłaś? Po co to zrobił? Na złość albo dla własnych korzyści.

Czasem każdy z nas jest złośliwy, ale…

Jeśli zdarza się to od czasu do czasu, w porządku. Wszyscy czasami jesteśmy ludźmi i zachowujemy się mało elegancko albo przykro. Ale jeśli zachowania bierno-agresywne stają się nagminne, jest kłopot. Niestety osoba patologicznie pasywno-agresywna będzie regularnie uciekać się do jednej lub więcej z poniższych machinacji, bez świadomości i troski o to, jak negatywnie wpływa to na relacje z drugą osobą.


Lifestyle

„Zrozumiałam, że chcę być sobą, bez tego ciągłego ważenia się i obsesji na punkcie rozmiaru. I w dupie mam, co ludzie nieżyczliwi o mnie myślą”

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
9 sierpnia 2021

Dominika Gwit napisała: „Wiele z Was pyta mnie jak to jest , że się nie wstydzę wyjść np. w stroju kąpielowym i co ludzie powiedzą? Wiele z Was pyta mnie, jak to jest, że nie wstydzę się korzystać z wodnych atrakcji, jak np. kajaki czy inne rowerki. A ja powiem tak! W dupie to mam! Czerpię z życia pełnymi garściami! Komuś się może wydawać, że dodatkowe kilogramy są efektem obżarstwa. 90 procent z nas, kobiet plus size, doskonale wie, że to nie prawda. Choroby metaboliczne to zmora dzisiejszych czasów. (…) Ale oceniać jest łatwo.”. Po tym wpisie wybuchła prawdziwa burza w internecie.

Wiele moich grubszych koleżanek obawia się latem pokazać w kostiumie kąpielowym. Co byś im mogła powiedzieć?

– Co przyjdzie nam z tego, że zakryjemy się na plaży, albo będziemy w upale siedzieć w ubraniu? I tak przecież widać, że jesteśmy grube! Jesteśmy grube, bo jesteśmy ludźmi, a ludzie są różni. Ale każdy ma prawo korzystać z życia. Jak pójdziesz na plażę to, co? Podejdzie ktoś do ciebie? Ubliży ci? Czasem tak, ale nie zdarza się to jednak zbyt często. Ten ktoś musiałby być ostatnim chamem, żeby podejść i powiedzieć ci: „O, gruba świnio, ubierz się!”

Jak jesteśmy na plaży, to przecież widzimy innych grubych ludzi, bo świat nie składa się z samych idealnie zgrabnych młodych kobiet. Mało tego, przecież takie pływanie to jest aktywność fizyczna, pomoże ci w odzyskaniu zdrowia. Bądźmy aktywne, bo dzięki temu będziemy zdrowsze! Kobiety, zakładajmy stroje kąpielowy i korzystajmy z życia!

Na co dzień chodzisz w kolorowych, pięknych sukienkach! Jak się do nich przekonałaś?

Przez lata uczyłam się tego. Wiele kobiet ma dużo kompleksów i dlatego nigdy nie założą obcisłej sukienki, która podkreśli ich figurę, bo się będą źle czuły. Wolą założyć coś, co zakryje całe ciało. Ja na przykład dziś włożyłam zieloną sukienkę, która ma przepiękny, kwiatowy print i uwielbiam ją, bo ona odsłania… ramiona. Lubię zawsze coś pokazać: nogi, ramiona, dekolt. Dziś już nie wstydzę się niczego właściwie! Jestem, jaka jestem i już! Mam lustro i widzę siebie. Wkładam piękną sukienkę i idę.

Jak dochodziłaś do tego, by nie dręczyć się kompleksami?

Małymi kroczkami! Dziś mówię dziewczynom: jeżeli nie czujesz się komfortowo, żeby włożyć obcisłą sukienkę, to spróbuj odsłonić najpierw ramię albo nogę. Mowa ciała też ma duże znaczenie! Ja nie powiem nikomu, że uwolnienie się od kompleksów jest łatwym procesem. Trzeba przejść długą drogę, żeby zrozumieć, że to nie wygląd nas definiuje! Ja myślę dziś o sobie tak: czy będę nosić rozmiar M, czy XXL to zawsze przecież będę ja, wewnętrznie taka sama.

Każda z nas ma kompleksy. Czasem patrzę na piękne szczupłe kobiety i widzę, że są zakompleksione, garbią się i chowają całe swoje ciało pod ubraniami. Co człowiek, to inna historia.

Coś się zmieniło, gdy przestałaś się tak bardzo przejmować swoim rozmiarem?

Stałam się prawdziwie wolnym i szczęśliwym człowiekiem. Zdałam sobie sprawę z tego, że przecież rozmiar nic nie znaczy. Mam przyjaciółki, które nie są w stanie kupić sukienki z metką „L”, nawet jeśli znajdą w sklepie przepiękną kieckę. Nie kupią jej, bo w swojej głowie mają zakodowane, że przecież noszą „M”. Te dziewczyny nie biorą pod uwagę tego, że co sklep, to inna rozmiarówka i że wszystkie te numerki, cyferki i literki są tak naprawdę o kant tyłka rozbić. Nikt nie ma pojęcia, jaką metkę masz pod sukienką, a najważniejsze jest to, że świetnie w niej wyglądasz.

Trudno jest to wytłumaczyć, bo każdy człowiek ma inną historię, inne kompleksy i przeszłość, która nabudowała różne bariery. Dlatego każda z nas wie, że nie ma cudownego lekarstwa na kompleksy.

Gdzie się ubierasz?

Wiele dziewczyn plus size, pyta się mnie, co polecam. Dziś 90% mojej szafy to przede wszystkim w Cellbes (szwedzka marka). To są niedrogie, fajnej jakości ubrania i rozmiarówka jest od 34 do 62, więc naprawdę każda kobieta może coś tam znaleźć dla siebie. Zaglądam też na Zalando, lubię brytyjską markę ASOS, rzeczy stamtąd przychodzą w trzy dni. Ostatnio odkryłam też strony: Tono.pl, Karko.pl, Laversa.pl. Można tam ubrać się w dobrej cenie i modnie. Uważam, że każdy ma prawo, żeby wyglądać dobrze i kobieco, niezależnie od rozmiaru.

Dla mnie to wcale nie jest takie oczywiste, gdzie szukać tych ciuchów. Jak idę do sklepu, to rozmiarówka w popularnych sieciówkach zwykle kończy się na 42, góra 44.

Rzeczywiście, w sklepach stacjonarnych trudno dostać ubrania w większym rozmiarze. Ja nauczyłam się więc kupować przez internet i przestałam chodzić w ogóle do sklepów. Wiem, że są osoby, które muszą dotknąć i zobaczyć, jak naprawdę wygląda materiał, podszewka, krój i że dużo dziewczyn boi się kupować on-line. Moim zdaniem niepotrzebnie, bo przecież w każdym sklepie internetowym jest tabela rozmiarów. Jeżeli dobrze się pomierzysz, to trudno o pomyłkę. Poza tym dziś procedury zwrotu są proste. Jeśli marka nie ma osobnych działów „plus size”, wystarczy wstukać w wyszukiwarkę „curvy” i wtedy automatycznie wyskakują propozycje ubrań większych niż 42.

Wiele razy probowałaś schudnąć?

Miałam kilka prób restrykcyjnego odchudzania. Ale kiedyś przyszedł po prostu taki dzień, że przytyłam z powrotem 25 kilogramów i stanęłam wtedy przed lustrem i zdałam sobie sprawę z tego, że „jestem taka, jaka jestem”. Zrozumiałam, że chcę być sobą bez tego ciągłego ważenia się, mierzenia i obsesji na punkcie swojego rozmiaru. Pomyślałam: „Niezależnie od rozmiaru, to ja Dominika jestem swoją największą wartością i zacznę cieszyć się tym życiem”. Nie zaprzeczam, że trzeba dbać o siebie i o swoje zdrowie, robić regularne badania i wiedzieć, jak walczyć z chorobą i co nam faktycznie dolega.

Byłaś u dietetyka, u diabetologa?

Chodziłam po lekarzach latami i nikt mi nie umiał powiedzieć, co mi jest. Aż w końcu trafiłam na świetną lekarkę, która zbadała mnie holistycznie, zleciła szereg badań i okazało się, że mam agresywne choroby autoimmunologiczne, które mnie od środka niszczą i to co, się ze mną działo przez te wszystkie lata, jest wynikiem właśnie tych schorzeń.

Dlatego mam taki apel, że jak patrzymy na kogoś plus size, to pamiętajmy, że nie mamy pojęcia, kim on jest, co przeszedł i jak wygląda jego życie. Wiele osób nie wie, co to są choroby metaboliczne, autoimmunologiczne i autoagresywne. Bagatelizują i nie rozumieją mechanizmów, jakie zachodzą wtedy w organizmie.

Zauważyłaś, że u nas w kraju wszyscy są dietetykami? Niemal każda kobieta próbuje doradzać, co zrobić, by schudnąć.

My Polacy mamy tendencję do tego, by być specjalistami od wszystkiego.
Jeżeli ktoś ci mówi, jak masz żyć, to ty powiedz mu, że wiesz, co powinnaś, bo podejmujesz dla siebie najlepsze możliwe decyzje i radzisz się specjalistów, a nie ludzi, którzy nie mają o żywieniu i chorobach najmniejszego pojęcia. Ja żyję w zgodzie ze sobą, dbam o zdrowie i nikomu nic do tego. To jest moja prywatna sprawa i w dupie mam – i tak będę mówić, mimo że jest to wulgarne określenie. W dupie mam, co ludzie nieżyczliwi o mnie myślą.

Spotkało cię wiele hejterskich komentarzy?

Niektórzy wypisują o mnie od lat takie rzeczy, że nic już mnie nie zdziwi. Ale ja nie mam już zgody na to, żeby ludzie traktowali się nawzajem tak brutalnie. U mnie pod zdjęciami, które wrzucam na Instagram dziewczyny, zwierzają się, opisują swoje trudne historie z otyłością i nadwagą w komentarzach. A potem ktoś je obraża i miesza z błotem? Natychmiast kasuję te wpisy, bo nie ma na to mojej zgody!

Dlaczego niektórzy ludzie hejtują?

Łatwo jest napisać z perspektywy kanapy albo biurka jakąś inwektywę. Tylko czy hejterzy biorą pod uwagę to, że po drugiej stronie zawsze jest wrażliwy człowiek? Przestańcie robić przykrość! To jest karygodne! Skąd wiesz, może ta osoba ćwiczy z Chodakowską czy Lewandowską, odżywia się zdrowo i chudnie sobie powoli? Może jest chora? Może tylko w ten sposób potrafi sobie radzić z emocjami? Daj jej święty spokój!

Jakie dziewczyny do ciebie piszą?

Niedawno wstawiam na Instagram swoje zdjęcie w kajaku i napisałam, że cieszę się życiem. Wtedy dostałam dziesiątki wiadomości od dziewczyn plus size, że one mi tego zazdroszczą, bo one wstydzą się i nigdy nie wejdą do kajaka. Te kobiety piszą wiadomości przepełnione smutkiem, wstydem, frustracją i pragnieniem normalnego życia. A ja im mówię: „Kto wam zabrania żyć? Wy same. Wasze kompleksy. Zamykacie się na świat tylko dlatego, że obcy, nawet najbliżsi ludzie, wytykają palcami?”

Ale z drugiej strony ja rozumiem takie zachowanie. Tylko otyły otyłego zrozumie. My wiemy, że w pewnym momencie te dodatkowe kilogramy nie biorą się z obżarstwa. To już kwestia wspomnianych wyżej chorób metabolicznych. Naprawdę my wpadamy w błędne koło: trudno nam schudnąć, a bardzo łatwo przytyć.

fot. ttps://www.instagram.com/dominikagwit/


Zobacz także

Test osobowości. Nawet z tego, co zobaczysz w plamie z atramentu można odczytać jaki jesteś

7 umiejętności, które zmienią twoje życie i nauczysz się ich w czasie krótszym niż 6 miesięcy. Akcja „To lato jest Twoje. Pierwszy krok do zmian”

„Uświadom sobie, że masz już wystarczająco dużo”. Mała rzecz, a cieszy… czyli król minimalizm. Akcja: Szybki kurs czerpania przyjemności z życia #8