Lifestyle

Ona nie wierzy w miłość, ale wierzy w złamane serca. Ucieka przed demonami przeszłości. Niezwykła książka Tarryn Fisher „Bogini niewiary”

Redakcja
Redakcja
20 czerwca 2018
Fot. iStock/nd3000
 

Ona nie wierzy w miłość. On nie chce wierzyć, że tylko złamane serce wyzwoli w nim prawdziwą pasję do muzyki. Chce, by to ona została jego muzą.

Książek o miłości napisano naprawdę wiele. Znamy te historie doskonale, co więcej, chcemy w nich doszukiwać się w nas samych, a przynajmniej liczyć na to, że taka miłość też kiedyś nas spotka.

„Bogini niewiary” trochę wytrąca nas z miłosnej opowieści swoim tytułem. Nie ulegajcie jednak temu złudzeniu, bo w środku znajdziecie fantastycznie opowiedzianą historię bardzo trudnej i wymagającej miłości.

Yara, porzucona w dzieciństwie przez matkę, nie potrafi w żadnym z odwiedzanych miejsc pozostać na dłużej. Spotykamy ją, gdy podróżuje po Stanach Zjednoczonych, mieszkając zaledwie po kilka miesięcy w każdym z miast. Ale to właśnie w Seatle spotyka Davida – chłopaka, który wyciąga jej drzazgę z palca po czym… znika. I choć Yara nie wierzy w miłość, uważa, że nie zakochuje się, to jednak David przykuwa jej uwagę. Może dlatego, że zawsze przyciąga do siebie artystów, że wcześniej związana była z malarzem, który – gdy odeszła, stworzył swoje najpiękniejsze obrazy?

David wierzy w miłość. Kocha muzykę i… kocha Yarę. Zakochuje się w jej wyjątkowości. To on mówi: „Miłość jest wtedy, gdy nie potrafisz się kogoś pozbyć. Ktoś wślizguje się w ciebie i zostaje tam na resztę życia”.

Jednak ta miłość nie jest łatwa. Yara przyzwyczajona do uciekania przed – tak naprawdę – demonami przeszłości, boi się zaangażowania, obawia się uwikłania w poważny związek, który przecież z założenia będzie musiała porzucić. Tłumaczy sobie, że dopiero łamiąc serce Davidowi stanie się inspiracją dla jego sztuki. Szuka powodów do odejścia, czepia się, jest zazdrosna. Gdzieś w drugim tle pojawia się historia relacji z jej mamą, sytuacja w jakiej przyszło jej dorastać, a z którą ona sama nie chce się zmierzyć… Zamknęła trupy w szafie i ucieka przed nimi nieustannie nie próbując zrozumieć mechanizmów swoich zachowań.

Miłość jednak w końcu ją dogania. Ktoś, kto ją kocha nie poddaje się, nie zostawia jej, nie odchodzi, tylko walczy o nią ze wszystkich sił, chcąc jej pokazać, że zasługuje na to by być kochaną. Trochę w tym podstępu, zupełnie niezaplanowanego, za to niezwykle skutecznego. Na tyle, że sama zaczęłam się zastanawiać, jak ja zachowałabym się w sytuacji, w jakiej została postawiona Yara.

To nie jest po prostu książka o miłości. To książka o nas, o tym co siedzi w nas głęboko, co nami kieruje. To książka, która zmusza do refleksji, do zastanowienia się, czy ja przypadkiem nie ranię sama siebie, nie uciekam ze strachu przed bliskością i intymnością, boję się być szczęśliwa, bo gdzieś w środku tkwi we mnie przekonanie, że na to nie zasługuję, dlatego niszczę wszystko, co piękne w moim życiu?

Uważajcie, bo „Bogini niewiary” Tarryn Fisher wciąga tak, że trudno będzie się wam od niej oderwać. Napisana niezwykle dynamicznie, bez zbędnie przesłodzonych romansowych opisów. Jest bardzo plastyczna. Tak naprawdę czytając tę książkę będziesz mieć wrażenie, że siedzisz na krześle przy barze w zatłoczonej knajpce i słuchasz historii Yary i Davida okraszonej muzyką, dla której inspiracją stała się ich miłość.

Polecam. Bardzo!

Ewa Raczyńska, red. naczelna magazynu Oh!Me

bogini-niewiary-okladka-front_1000px


Lifestyle

Jem bo się stresuję. Jak kontrolować „zajadanie” nerwów

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
20 czerwca 2018
Fot. iStock/Alija
 

Podjadanie w sytuacjach stresowych pozwala nam czuć się dobrze, być bardziej zrelaksowanym, ale jedynie przejściowo. Szybko pojawia się poczucie winy. W średnim i długim okresie jedzenie kompulsywnie powoduje jeszcze większy niepokój.

Jeśli jesz ze strachu lub zdenerwowania, zazwyczaj jesz „byle co”, nie zwracając uwagi na jakość spożywanego produktu. Zazwyczaj jest to czekoladowy batonik, fast food, coś niezdrowego, co na chwilę zadowoli twoje podniebienie i odwróci twoje myśli od smutków. Głównym problemem jest to, że stany lękowe nie znikną tylko dlatego, że zjesz coś co ci smakuje. Próba uspokojenia lęków przekąską kończy się w większości przypadków pogorszeniem sytuacji. Problem jest znacznie bardziej złożony.

Dlaczego lęk powoduje, że jemy

Podjadamy w sytuacji stresowej, ponieważ mamy słabą zdolność zarządzania emocjami. Wielu z nas ukrywa negatywne emocje, tłumi je w sobie, ponieważ nie są one dobrze odbierane społecznie. Jemy, żeby ich uniknąć.

Inną przyczyną kompulsywnego podjadania jest nadmierna samokontrola. Jeśli spróbujemy na siłę stłumić nasze nadmierny apetyt, możemy spowodować odwrotny skutek, a takie rozwiązanie pogorszy jeszcze nasz problem.

Zajadamy stres również wtedy, gdy jedzenie traktujemy jako źródło wyjątkowej przyjemności. Jeśli dobre samopoczucie osiąga się jedynie poprzez spożywanie smacznego posiłku, łatwo doprowadzić do kompulsywnego podjadania. Takie zachowanie może stać się uzależnieniem, jeśli nie jest kontrolowane.

Głód spowodowany niepokojem – jak go odróżnić od zwykłego głodu

Pojawia się nagle i jest bardzo intensywny, nie sposób go stłumić. Trochę tak, jakby był generowany przez to, co mamy w głowie, a nie przez nasz żołądek. Zachęca nas do jedzenia dla czystej przyjemności. Jeśli poddasz się mu i zjesz, wtedy opanuje cię poczucie winy i jeszcze większego niepokoju.

Jak go pokonać

Aby walczyć z głodem związanym z nieopanowanymi emocjami, musisz najpierw nauczyć się dobrze rozpoznawać te sytuacje, które go prowokują. Zastanów się, czy cierpisz z powodu jakiegoś zdarzenia, które mogło mieć na ciebie wpływ emocjonalny, czy to w pracy, czy w domu.

Poza tym, zarządzaj swoimi emocjami. Tłumienie ich jest błędem. Negatywne emocje są częścią naszego życia i musimy je zaakceptować, dzielić się nimi lub wyrażać je w razie potrzeby. Ucząc się radzić sobie z emocjami, zarówno negatywnymi, jak i pozytywnymi, zaobserwujemy, że nasz poziom lęku spada. Zmniejszy się napięcie i cierpienie, a także pragnienie podjadania.

No i oczywiscie, zrelaksuj się. Zbawienny wpływ przy problemach z podjadaniem ma odpowiednia ilość snu (co najmniej 7 godzin) oraz ćwiczenia fizyczne i… czytanie.


 

Na podstawie: nospensees.fr


Lifestyle

Nie szukajmy łatwych rozwiązań i porządnie się przygotujmy – dr Łukasz Durajski, pediatra i bloger, o tym jak bezpiecznie podróżować z dzieckiem

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
19 czerwca 2018
Fot. Materiały prasowe

Przed nami wakacje, znów wyruszymy w podróż z maluchami. Na co powinniśmy być przygotowani, czego przewidzieć się nie da i dlaczego nie dawać dzieciom jedzenia w samochodzie – o tym i o wielu innych, ważnych rzeczach rozmawiamy z pediatrą, miłośnikiem podróżowania i ekspertem Akademii 5.10.15. , dr. Łukaszem Durajskim.

Anna Frydrychewicz: W jakim wieku możemy zabrać nasze dziecko w pierwszą podróż?

dr Łukasz Durajski: Ta granica to szósty tydzień życia.

Kierunek podróży nie ma znaczenia?

Na pewno doradzam rodzicom, by z tak małym dzieckiem unikali podróży w regiony egzotyczne. No i oczywiście musimy być świetnie przygotowani, dziecko powinno mieć osobną walizkę przeznaczoną na wszelkie kosmetyki, ewentualne leki, środki pielęgnacji, mleko modyfikowane, którego za granicą nie kupimy. Najlepszym rozwiązaniem jest podróżowanie z małym dzieckiem, kiedy jest ono jeszcze karmione piersią. Wówczas mamy pewność, że jest odpowiednio nawodnione. Poza tym, jeśli mama przystawi dziecko do piersi podczas startu i lądowania, nie ma ono  poczucia dyskomfortu i niepokoju związanego ze zmianą ciśnienia.

Czyli nie powinniśmy się bać latania samolotem z malutkim dzieckiem?

Nie, ale musimy się na ten lot dobrze przygotować. Pamiętajmy też o klimatyzacji w samolocie, ona jest włączona na stałe i powoduje niższą temperaturę na pokładzie. Nie możemy zapominać o bakteriach i wirusach, bo przecież lecimy z całą grupą osób, która potencjalnie może być źródłem zarażenia dla naszego dziecka. Kichający czy kaszlący pasażer, który znajduje się obok – niby prozaiczna sprawa, ale dla kilkutygodniowego malucha realne zagrożenie.

Czy są jakieś regiony, których powinniśmy unikać? Wysokie góry nie dla trzylatka?

Azja, Ameryka Środkowa, Afryka – unikajmy miejsc, gdzie istnieje wysokie ryzyko zachorowania na egzotyczną chorobą. Oczywiście, jedzenie możemy ze sobą wziąć. Jednak lecąc do Afryki mamy olbrzymie ograniczenia, jeśli chodzi o dostępność odpowiednich dla dziecka produktów, to dość oczywiste. Pozostaje jeszcze kwestia higieny. Wymienione regiony stanowią pod tym względem spore wyzwanie. Azja to zupełnie inne alergeny niż w naszym środowisku. Musimy wziąć to wszystko pod uwagę.

Wróćmy na ziemię i przesiądźmy się do samochodu. Wielu rodziców wciąż ignoruje fakt, że podczas jazdy nie powinniśmy dawać dzieciom jeść.

Oczywiście, a zagrożenie to przede wszystkim zachłyśnięcie. Grozi praktycznie w każdym momencie. Samochód może gwałtownie zahamować. Co prawda są na przykład kubki niekapki, ale ja zdecydowanie odradzam podawanie dzieciom napojów, a także posiłków podczas jazdy. Jest mnóstwo miejsc, w których możemy się zatrzymać. Zaplanujmy wcześniej postoje, to nam zdecydowanie ułatwi podróżowanie z dzieckiem i uchroni nas od potencjalnych niebezpieczeństw właśnie w postaci zachłyśnięcia czy zadławienia. W takiej sytuacji nie mamy służb, które nam pomogą. Na autostradzie musimy sami reanimować.

A co powinniśmy spakować do dziecięcej apteczki?

W apteczce na pewno powinien znalezć się krem z filtrem, tak zwana „50”-tka, oprócz tego plastry, którymi opatrzymy otarcia i zakryjemy znamiona, elektrolity, preparaty po oparzeniu , opatrunki, probiotyki, preparaty na ukąszenia i nakrycie głowy. Należy pamiętać, by regularnie sprawdzać daty ważności leków znajdujących się w naszej apteczce. No i myśleć „do przodu”. Przewidywać.

Pewnych rzeczy nie da się jednak przewidzieć. Chyba każdy rodzic przeżył to na własnej skórze – wymarzony wyjazd i pojawiająca się, nie wiadomo skąd, choroba dziecka. Na przykład zakaźna…

To jest klasyk. Rodzice często odwiedzają gabinet pediatry przed podróżą, żeby mieć pewność, że jakaś choroba się nie rozwinie. Nie możemy tego przewidzieć. Część chorób, takich jak ospa wietrzna, pojawia się po tygodniu. Kontakt z zakażonym mógł mieć miejsce tuż przed podróżą – w szkole, w przedszkolu. Musimy się na taką ewentualność ubezpieczyć. Jeśli podróżujemy po Europie, wyrabiamy sobie kartę ECU. W krajach egzotycznych, będziemy mieli bardzo ograniczone możliwości skorzystania z dobrej opieki zdrowotnej. Dlatego niezwykle ważne jest przygotowanie dobrze wyposażonej apteczki, w której powinien znaleźć się preparat na ukąszenia, który jest bardzo pomocny przy ospie, czy środki do dezynfekcji, który stosujemy na skórę. W przypadku zachorowania dziecka konieczna jest wizyta w szpitalu, by lekarz mógł rozpoznać ewentualne zagrożenia i podpowiedzieć jak dalej z dzieckiem postępować. Zawsze warto pomyśleć o ubezpieczeniu, które da nam pewien komfort psychiczny, a także o szczepieniach, które są zalecane.

A jakie błędy popełniają rodzice wyruszając w podróż z dzieckiem?

Powiedziałbym, że jest to przede wszystkim brak uwagi. To są tak zwane „zaniedbania” rodzicielskie, brak czujności. Wystarczy chwila nieuwagi i dziecko znika nam z pola widzenia albo wchodzi samo do wody. Jeśli jedziemy na wakacje z dzieckiem, musimy być uważni.

Wracając do podróży samochodem – większość rodziców na dłuższą podróż montuje dzieciom w zagłówkach ekrany. Jaki jest limit czasowy takiego rozwiązania?

Do trzech lat w ogóle nie używamy ekranów. Jest to kwestia poza dyskusją. Zalecenia są bardzo proste – traktujmy elektronikę jako nagrodę, dosłownie na chwilę. Niestety zbyt często podchodzimy do niej jak do „opiekunki”. To olbrzymi błąd. Starajmy się zaciekawić dziecko podróżą. Wiem, że jest ona długa i uciążliwa, ale istnieje mnóstwo gier i zabaw, które możemy dzieciom zaproponować zamiast gry w telefonie. Choćby zabawa w liczenie drzew, krów, zabawa w „kto pierwszy zobaczy coś czerwonego”…. To są proste rzeczy, które zaciekawią dziecko krajobrazem. Nie szukajmy rozwiązań, które nas zwalniają z wysiłku. Skupmy się na dziecku, potraktujmy podróż jako możliwość spędzenia czasu razem i wspólnej zabawy.

Na blogu Akademii 5.10.15. możecie pobrać bezpłatnego ebooka z poradami ekspertów na temat bezpieczeństwa dziecka podczas wakacji Pobierz tutaj.


Artykuł powstał we współpracy z Akademią 5.10.15.

 

Fot. dr Łukasz Durajski

Fot. dr Łukasz Durajski


Zobacz także

Koniec kiepskich prezentów. Jak kosmetyki pod choinkę, to te wyjątkowe! Prezentownik Oh!me 2018

List do syna, którego będę miała: nie pozwól żadnej dziewczynie zniszczyć dobrej miłości, którą w końcu nadejdzie

Regulamin konkursu „Przygody latającego Zibiego”