Lifestyle

Walentynkowo – o cnocie wszystkich cnót! Felieton z cyklu „Przychodzi baba do lekarza”

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
13 lutego 2020
Fot. iStock
 

Gdy prawie trzydzieści lat temu rozpoczynałem moją praktykę lekarską jako mody chirurg, nikt z nas lekarzy nie myślał o tym, że nadejdą czasy, w których będziemy –dosłownie i w przenośni – pochylać się nad estetyką narządów płciowych w trosce o dobro relacji damsko męskich. Postęp medycyny wkraczał w ten intymny rejon tak radykalnie, że my lekarze musieliśmy przyspieszyć własne dojrzewanie do przekonania, że jest on aż tak bardzo niezbędny.

Uzasadnienie tego przekonania przynoszą każdego dnia pacjenci, którzy zgłaszają się do nas z najdziwniejszymi kompleksami strefy intymnej, począwszy od niesatysfakcjonujących warg sromowych (tych większych lub mniejszych), niechlubnych rozmiarów penisa,  niewystarczająco wypukłego punkt G, niewłaściwych kolorów sromu lub odbytu, czy wreszcie przerwanej acz nadal wielce pożądanej błony dziewiczej. Wszystkie te dolegliwości, w moim przekonaniu, natury bardziej psychicznej niż fizycznej, nauczyłem się rozumieć i ulgę w nich przynosić, bo jak mawiają wielcy tego świata „czego się nie robi dla miłości”.

Od 20 lat, jak co roku o tej porze, w naszym kraju zbliżają się huczne obchody Walentynek, czyli święta MIŁOŚCI. Święty Walenty – mało kto dziś o tym pamięta – w naszej chrześcijańskiej tradycji był znany jako patron chorych umysłowo i opętanych. Gdy się tak nad tym zastanowić to całkiem słuszne, że dziś stał się ( co prawda za sprawą mody przywiezionej z wielkiego świata) patronem zakochanych, bo czymże innym jeśli nie opętaniem jest ta siła, która jak wiadomo obok pieniędzy jest największą siłą napędową naszego świata.

I tak już od wielu lat obserwuję w tym okresie zainteresowanie zabiegami ginekologii estetycznej większe niż w innych miesiącach w roku, bo kochankowie szykują się na celebrowanie swego dnia z prawdziwym rozmachem, zamawiając z karty menu jej najbardziej wykwintne dania. Dajmy na to doskonały przykład jej wyrafinowania – hymenoplastyka.

Mówiąc wprost, ten trudny w nazwie zabieg, to rekonstrukcja błony dziewiczej, cnoty wszystkich cnót, lub po prostu świadectwa kobiecej nieskazitelności. Choć hymenoplastyka opracowana została dawno temu na potrzeby kobiet w krajach arabskich – przed którymi religia muzułmańska stawiała warunek czystości dopuszczający do małżeństwa – na świecie stosowana jest dopiero od 15 lat.

Na podstawie mojej praktyki mogę stwierdzić, że błona dziewicza, z greckiego hymen, ten cienki fałd błony śluzowej, o pierścieniowatym kształcie, na wejściu  do pochwy, która zwykle ulega zniszczeniu podczas pierwszego stosunku, jest dziś w cenie równie wysokiej jak dawno temu, bo ilość zabiegów jak wykonuję w mojej AGKlinik jest stale rosnąca, nie tylko w okresie walentynek, acz faktycznie walentynki są jak widzę niezłym pretekstem moich pacjentek.

Od zawsze wiem, a mam już swoje lata, że różnica między oczekiwaniami kobiety, a mężczyzny na swoistą wyłączność seksualną polega na tym, że on chciałby być jej pierwszym, a ona jego ostatnią kochanką. O ile spełnienie jej pragnienia uzależnione jest od wielu czynników, jak czas w którym kochankowie poznali się, dojrzałość ich relacji, a nawet  jego potencja, to jego marzenie można dziś spełnić dosłownie na zamówienie.

Błona dziewicza z anatomicznego punktu widzenia nie ma żadnego znaczenia, jednak nawet w czasach takich jak dziś okazuje się, że może być wartością nie do przecenienia, szczególnie biorąc pod uwagę różne uwarunkowania społeczno–kulturowe. Moje obserwacje skłaniają mnie do refleksji, że przeprowadzam zabieg hymenoplastyki nie tylko z potrzeby dyktowanej tradycją bądź religią, w której pacjentki żyją na co dzień, ale też coraz częściej dyktowanej modą na seksualną niewinność. Są wynikiem pragnienia kochanków, by powtórzyć z sobą ceremoniał pierwszego razu, po romantycznej walentynkowej kolacji, lub w innym dowolnym momencie roku. O ile stając się nieskazitelną dla swego mężczyzny choćby pozornie, kobiety spełniają jego marzenie, o tyle  seksualne fiksacje męskie nie są tu bez znaczenia.

W najstarszym zawodzie kobiecym, praktyka usług seksualnych, których główną wartość stanowi błona dziewicza, jest dziś coraz bardziej w modzie. Internet pełen jest ogłoszeń o możliwości przeżycia tej, dla co poniektórych panów, rozkoszy erotycznej. Niejeden gotów jest za taką ofertę zapłacić dużo większe sumy niż za normalne fanaberie dlatego rośnie odsetek dziewczyn, które takie usługi świadczą.

Poserfowałem z ciekawości po sieci i widzę, że Hiszpański portal elpais.com wskazuje, że na początku popularność tej praktyki urosła dzięki europejskim muzułmankom, które w swoich obyczajach seksualnych nie odbiegały od rówieśniczek innych religii, gdzie wymóg czystości do dnia ślubu nie jest tak restrykcyjny.  Test czystości, który musiały przejść wyłącznie podczas nocy poślubnej sprawił, że hymenoplastyka stała się zabiegiem tak popularnym, jak inne zabiegi ginekologii estetycznej.

Od czasu powstania w 2004 roku International Society of Cosmetogynecology, czyli Międzynarodowego Towarzystwa Kosmetoginekologii, które  ukonstytuowało oficjalnie kosmetoginekologię, zabiegi hymenoplastyki zaczęły wprowadzać kolejne i kolejne gabinety chirurgii plastycznej. Dziś za taki zabieg w Polsce trzeba zapłacić między 2000-5000 złotych i w stosunku do innych krajów Europy czy świata jest to cena nadal na tyle atrakcyjna, by ściągać do Polski pacjentki z zagranicy.

Ta cnota wszystkich cnót jest tak cenna, że w niektórych krajach jak na przykład we Francji zabieg hymenoplastyki jest refundowany przez państwo, jeśli tylko udowodnić, że brak błony dziewiczej został spowodowany gwałtem, w wyniku którego kobieta doznała wstrząsu emocjonalnego.

– Panie doktorze, ale czy naprawdę jest pan w stanie przywrócić dziewictwo mojej kobiecie ? – zapytał z niedowierzaniem ON, trzymając JĄ za rękę siedząc w moim gabinecie – czy to naprawdę jest wykonalne, czy nie ma żadnego ryzyka?

– Niech się pan nie obawia, w dobie postępu medycyny jestem w stanie nie takie rzeczy przywrócić – odpowiedziałem z uśmiechem na ustach, bo naprawdę zabieg ten nie jest skomplikowany, a błona zostaje odtworzona, lub mówiąc dokładniej powraca wrażanie jej obecności, jakie odnosi mężczyzna przez odczuwalność oporu i widok lekkiego krwawienie po stosunku.

Niemniej jednak w okół zabiegu pojawia się sporo kontrowersji, głównie z powodu zarzutu jaki mają, o dziwo również mężczyźni, że taka zrekonstruowana błona dziewicza jest pewnego rodzaju oszustwem, wymazującym prawdę o seksualnej czystości kobiety. Jak widać zawsze znajdą się pochlebcy i krytycy, ci co będą za i ci co przeciw.

Osobiście uważam, że ocenę czy jest to forma manipulacji kobiecym wizerunkiem czy nie, powinna dokonać sama zainteresowana, bo to przede wszystkim ona, podkreślę – ONA, nie on ma być zadowolona i to jej, a nie jego decyzja powinna ingerować w kobiece ciało… ot i taki ze mnie męski NIE-szowinista, doktor od piękna kobiecej duszy i ciała.

Życzę więc Wam – piękne panie i Wam – szanowni panowie, udanego pożycia, w Walentynki i przez cały długi rok, a nawet dłużej.


Dr Adam Gumkowski

Dr Adam Gumkowski – specjalista II stopnia chirurgii ogólnej – w 2009 roku w Cambridge zdał egzamin z zakresu chirurgii estetycznej. Jest członkiem International Board of Cosmetic Surgery, European Academy of Cosmetic Surgery oraz International Society of Lipolysistherapy.

Od 1992 roku zajmuje się chirurgią estetyczną. Specjalizuje się w zabiegach mało inwazyjnych: w szczególności modelowania sylwetki za pomocą liposukcji, przeszczepów własnej tkanki tłuszczowej w dowolne miejsce ciała oraz w zabiegach bezbliznowego podnoszenia i powiększenia piersi.

Jako pierwszy w Polsce chirurg w zakresie chirurgii estetycznej i certyfikowany członek International Board of Cosmetic Surgery przeprowadza zabiegi podniesienia piersi za pomocą siatki, szkoli lekarzy w zakresie implantacji nici wchłanialnych i niewchłanialnych w celu podniesienia twarzy i szyi oraz obsługi laserów.

Dr Gumkowski uzyskał wiele prestiżowych tytułów i dyplomów, ukończył specjalistyczne kursy, jak m.in. II International Course Advances of Plastic and Aesthetic Surgery w Barcelonie, Advance International Course of Aesthetic Surgery w Rzymie, II International Course of Rhinoplastia w Madrycie i wiele innych. Uczestniczy w licznych szkoleniach w kraju i zagranicą stale podnosząc swoje kwalifikacje i przenosi swoje doświadczenia szkoląc lekarzy w Polsce i za granicą. Stworzona przez niego AGKlinik-klinika sztuk pięknych to miejsce , w którym od ponad 27 lat pacjenci i pacjentki poddają się zabiegom dzięki, którym pooprawia się ich samopoczucie i samoocena, a co najważniejsze często jakość życia.


Lifestyle

Zegarek zamiast telefonu? Objawienie sceptyka: testujemy Movetime Family Watch

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
13 lutego 2020

Kiedyś byłam zdania, że tego typu gadżety nie są mi potrzebne. Po pierwsze, zakładałam, że to raczej produkt dedykowany maluchom (a te przecież z założenia nigdy nie są bez opieki), po drugie, sądziłam, że w przypadku starszego dziecka lepiej sprawdzi się mimo wszystko telefon. A potem moje dziecko dorosło do telefonu… i okazało się, że nic nie jest takie proste, jakim się wydaje. Jako naczelny sceptyk połączenia dziecko i technologia, postanowiłam przetestować smart zegarek na własnej rodzinie. I sama byłam zaskoczona. Ale zacznijmy od początku.

Jak już wspominałam do takich rozwiązań podchodzę ostrożnie. Mam nadzieję, że moje małe testowanie będzie pomocne, jeśli rozważacie zakup takiego sprzętu. I – od razu zaspojleruje – jeżeli tak, jak ja macie mieszane uczucia, warto spojrzeć na to urządzonko z zupełnie innej perspektywy…. A było to tak…

Jakiś czas temu, moja córka „dorosła” do upragnionego telefonu. Długo trwały negocjacje, ale gdy zaczęła samodzielnie wracać ze szkoły, telefon okazał się urządzeniem uczącym odpowiedzialności i małym zabezpieczeniem naszego spokoju. Tak nam się przynajmniej wtedy wydawało. Szybko jednak okazało się, że:

  • telefon najlepiej służy dziecku do wszystkiego oprócz tego, do czego ma służyć… (tak, wiem, nawet to zakładaliśmy, ale ułuda i nadzieja umierają ostatnie),
  • dziecko nie korzysta z telefonu w szkole (i chwała mu za to), ale po szkole: a) zapomina włączyć dźwięk – i tak się nie można dodzwonić, b) niekoniecznie uznaje funkcje telekomunikacyjne (jak np. wiadomości SMS czy Messenger) za istotne,
  • nie przydaje się na podwórko, bo… jest za wielki. Musi zostać w jakimś plecaku, więc leży i dzwoni sobie…  „w kosmos”…
  • zapomina go zabrać.

Po kilku ekstremalnych sytuacjach (ekstremalnych dla mnie oczywiście) i ćwiczeniach prawidłowego według wapniaków wykorzystania telefonu, zaczęliśmy czynić postępy. Jednak jak się okazało tam, gdzie telefon zawodził, testowy zegarek zrobił show. Pozwólcie, że teraz trochę się pozachwycam nad najbardziej, moim zdaniem, przydatnymi funkcjami.

Fot. Archiwum prywatne

Genialne – za to go pokochałam! Czyli najfajniejsze funkcje

Opcja lokalizacji – i pracy w czasie rzeczywistym

To coś cudownego i bynajmniej nie zagraża prywatności dziecka. Umówmy się, że dziecko, które korzysta z zegarka nie jest nastolatkiem i organizujemy zamachu na jego wolność osobistą. Dziecko powinno wiedzieć o takim działaniu zegarka. U nas sprawdziło się to przede wszystkim w trakcie samodzielnych powrotów do domu.

Przede wszystkim było to moje poczucie bezpieczeństwa, gdy dziecko wracało z popołudniowych zajęć dodatkowych. Niby 200 m od domów, droga znajoma, ale gdy wcześnie robi się ciemno, zawsze pozostaje wątpliwość. Możliwość śledzenia w czasie rzeczywistym lokalizacji to genialne rozwiązanie dla całej rodziny. My mamy pewność, że nic złego się nie dzieje (widzi, że dziecko idzie), a dziecko czuje się bezpieczniej, wiedząc, że możemy zareagować.

Fot. Materiały prasowe

Ta opcja przyda się również w przypadku próbowania nowych, samodzielnych tras. Jeśli dziecko się zgubi, możemy je pokierować podczas rozmowy.

I najważniejsze: czyli to, o czym bardzo boimy się nawet pomyśleć, zabezpieczenie w przypadku uprowadzenia, porwania czy jakiegokolwiek wypadku. Możecie na aplikacji ustawić tzw. bezpieczną strefę, czyli teren, po którym dziecko może się poruszać. Jeśli nogi poniosą je gdzieś indziej, urządzenie uruchomi alarm na telefonie rodzica.

Fot. Archiwum prywatne

Opcja rozmów

Fajna sprawa. W aplikacji ustalacie zaufane numery, które mogą łączyć się z dzieckiem i do których dziecko może zadzwonić lub wysłać wiadomość. Jest bezpiecznie. W dodatku odpada konieczność pamiętania o wyciszaniu i ponownym włączaniu dźwięku – jeśli tylko wy możecie dzwonić, macie pewność, że nie będzie telefonów w czasie lekcji. Poza tym możecie ustawić w aplikacji ograniczenie czasowe (opcja „szkoła”) – wtedy niektóre funkcje zegarka będą czasowo wyłączone.

Jakość połączenia jest świetna. Do wyboru macie dwa rodzaje połączeń: audio i wideo. Przy wideo jakość jest ciut niższa, ale to pewnie kwestia zasięgu. Największym zaskoczeniem jest bardzo dobre działanie mikrofonu i głośnika. Testowałyśmy połączenia w ruchu, na dworze – i szum ulicy w ogóle nie przeszkadza w rozmowie w trybie audio. Za to de mnie piątka z dużym plusem.

Możliwość czatowania

To funkcja, która bardzo spodobała się mojej córce. Możecie wysyłać sobie wiadomości głosowe. Moje zaskoczenie – i mikrofon i głośnik świetnie działają. Wszystko jest zrozumiałe. Dorosły przez aplikację może również wysłać wiadomość tekstową czy emotki. Przydatne bardzo (wiecie, jak to jest… „nie zapomnij przynieś stroju z WF-u” itp.).

Krokomierz

Dodatkowy bajer, w końcu fajnie by smartwatch był smart. Zegarek obliczy ilość kroków oraz dystans. Nie tylko dzieciom sprawia to frajdę. Spokojnie, jeśli chcecie wyrobić normy na spacerze, spokojnie możecie pożyczyć zegarek, bransoleta ma spore możliwości regulacji 🙂

Fot. Archiwum prywatne

Co jeszcze?

Zegarek jest atrakcyjny dla dzieci. Jest w nim kalkulator, aparat fotograficzny, prosta i wciągająca pozytywnie mini-gierka, przypomnienia i budzik. Wszystkie podstawowe funkcje – czyli zestaw idealny, by nauczyć się korzystać z takiego urządzenia, jako urządzenia komunikacyjnego – a nie zostać ofiarą miliona aplikacji i pożeracza czasu. Ekran jest sprawny i wystarczającej wielkości. Dziecko ma do wyboru kilka opcji „tapety” na ekranie startowym. Znajdzie się coś dla starszych, i dla młodszych.

Instalacja i konfiguracja

Kocham! Wystarczy pobrać aplikację, zeskanować kod QR na zegarku i gotowe!

Uzupełniacie numery telefonów w aplikacji. Wszystko robicie w aplikacji. 💗 Aplikacja na smartfony rodziców dostępna jest do pobrania ze sklepów Google Play i Apple AppStore.

I to wszystko, co napiszę. Klik i już.

Dla kogo?

W sumie to produkt o dość szerokim zastosowaniu. Przyda się każdemu, kto poszukuje takich funkcjonalności. Działa dobrze, nie zawiesza się. Zużycie baterii jest umiarkowane, a ładuje się bardzo szybko. Czy polecam? Jeśli zależy wam na właśnie takich funkcjonalnościach, myślę, że ten Alcatel bardzo dobrze się sprawdzi. W mojej opinii  to o wiele lepsza opcja na kontakt z dzieckiem niż klasyczny, rozpraszający smartfon.

 

Fot. Materiały prasowe

Movetime Family Watch MT40 – szczegóły techniczne i cena

Fot. Materiały prasowe

Wymiary / Waga
45 x 39,05 x 14,55 mm / 50 g

Kolor:
niebieski / różowy

Bluetooth
wersja 4.2

Bateria
pojemność baterii 600 mAh, czas ładowania 2h, czas pracy do 2 dni, czas czuwania do 5 dni

Fot. Materiały prasowe

Koszty:

Całkiem przyjazna dla portfela opcja w T-Mobile. W umowie abonamentowej T-Mobile z Family Watch, za kartę sim do zegarka, z nielimitowanymi rozmowami, zapłacicie 24,99 zł miesięcznie. Do tego 1 GB internetu w pakiecie. Zegarek za złotówkę. Oferta korzystna, bo kupując kartę na doładowania musimy wydać co najmniej 30 zł miesięcznie, by utrzymać numer.

Więcej informacji o zegarku i ofercie T-Mobile, znajdziecie tutaj: http://www.t-mobile.pl/telefony-i-urzadzenia/telefony/alcatel-tcl-family-watch-mt40/AT-H-T400.phtml


Zegarek do testu udostępniła nam firma T-Mobile


Lifestyle

17 lutego obchodzimy Dzień Kota! Poznaj jego fascynujące zwyczaje

Redakcja
Redakcja
13 lutego 2020
Dzień Kota
Fot. Materiały prasowe – 17 lutego obchodzimy Dzień Kota! Poznaj jego fascynujące zwyczaje

Koty są wyjątkowe i każdy, kto dzieli z nimi życie, wie o tym doskonale. Chociaż Dzień Kota obchodzimy oficjalnie 17 lutego, to miłośnicy tych zwierząt wiedzą, że kocie święto trwa przez cały rok. Przecież każdy koci dzień jest niezwykły! Jak on wygląda? Czym tak naprawdę zajmują się nasi mruczący przyjaciele? Czego potrzebują do kociego szczęścia oraz co my – jako troskliwi opiekunowie – powinniśmy robić, by zaspokoić ich potrzeby?

Instynkt łowiecki

Dzień mruczka może wydawać się leniwy, ale to tylko pozory. Koty domowe to przodkowie małego kota afrykańskiego (Felis silvestris libica), zwierzęta o silnym instynkcie łownym i terytorialnym. Instynkt drapieżnika powoduje, że każdego dnia w Twoim domu toczą się istne polowania: na latającą muchę, falującą firankę, czy promienie słońca odbijające się na ścianie. Twój ulubieniec, wiedziony głosem natury, spędza czas według określonego schematu (tzw. łańcucha łowieckiego): polowanie – jedzenie – spanie. Taki cykl może powtarzać się do 20 razy na dobę. Jak zatem bawić się z pupilem w zgodzie z jego zwyczajami?

– „Koty ucieszą się z wszelkich aktywności naśladujących polowanie: zabawa piórkiem na sznurku, plastikową myszką czy papierową kulką to dla nich prawdziwe wyzwanie. Ważne by pamiętać o łańcuchu łowieckim. Polowanie musi zakończyć się złapaniem zdobyczy – wystarczy, że kot chwyci w łapki zabawkę. Kolejny etap to jedzenie. Podaj ulubieńcowi koci przysmak lub kilka granul pełnowartościowej karmy, a następnie pozwól odpocząć po wyczerpujących łowach” – tłumaczy Małgorzata Głowacka, lekarz weterynarii i ekspert ds. żywienia zwierząt w Mars Polska.

Wypatrywanie zdobyczy

Zanim kot upoluje swą zdobycz, długo ją obserwuje. Dlatego Twój mruczek tak bardzo lubi wpatrywać się w ptaki za oknem czy bzyczące muchy. Takie zwyczaje pociągają za sobą konieczność odpowiedniej aranżacji przestrzeni życiowej. Koty potrzebują otoczenia w 3D, pełnego zakamarków, miejsc na różnej wysokości, szorstkich powierzchni (w tym także drapaków). Dzięki temu mogą obserwować swoje terytorium lub odpoczywać w bezpiecznej kryjówce.

Jedzenie

Kot jest bezwzględnym mięsożercą, co oznacza, że w swojej diecie potrzebuje składników pochodzenia zwierzęcego. To właśnie w nich zawarte są niezbędne dla niego składniki odżywcze, których nie ma w roślinach. Jednak przekonanie, że kot je wyłącznie mięso (mięśnie szkieletowe) jest mylne. Bardzo wartościowymi elementami jego diety, które dostarczają wiele ważnych substancji, są tzw. surowce pochodzenia zwierzęcego np. wątróbki, żołądki, serca.

Dzień Kota

Fot. Materiały prasowe / 17 lutego obchodzimy Dzień Kota! Poznaj jego fascynujące zwyczaje

– „Najlepszym pokarmem dla mruczka są dania opracowane specjalnie dla niego – pełnoporcjowe karmy gotowe dla kotów. Aby zaspokoić instynktowną potrzebę zmiany smaku i tekstury jedzenia, karmy gotowe są dostępne w wielu odmianach smakowych i w różnych konsystencjach. Kot będzie szczęśliwy, jeśli w jego miseczkach znajdą się zarówno pokarmy mokre, jak i suche. Dzięki temu otrzyma wszystko czego potrzebuje, a dodatkowo skorzysta z zalet obu formatów karmy. Mokre jedzenie dostarcza więcej płynów i jest mniej kaloryczne. Z kolei karmy suche wspierają higienę jamy ustnej” – wyjaśnia ekspert Mars Polska, Małgorzata Głowacka.

Pamiętaj, że Twój urodzony drapieżnik poluje często na małe zdobycze. Dlatego podawaj mu jedzenie z saszetki na śniadanie i kolację, a suchy pokarm zostaw, kiedy wychodzisz z domu w ciągu dnia oraz na nocne łowy.

Duuużo snu

Mruczki uwielbiają spać – ta czynność zajmuje im nawet 18 godzin w ciągu doby. Nie ma więc nic zaskakującego w tym, że kotu należy zapewnić odpowiednie miejsca do odpoczynku. Idealnie sprawdzi się kilka legowisk na podwyższeniu, z których może wygodnie obserwować otoczenie. Dobrym pomysłem są rozbudowane kocie domki – drzewka, w których pupil może bawić się i spać.

Terytorium

Koty, jako zwierzęta terytorialne, są bardzo wrażliwe na punkcie swojej „własności”.

– „Jeśli w domu mieszka więcej mruczków, każdy z nich musi mieć swoje własne miseczki oraz kuwetę. Należy także pamiętać, aby naczynie z wodą nie stało zbyt blisko jedzenia (minimum pół metra) oraz by miseczki były oddalone od kociej toalety” – tłumaczy lekarz weterynarii Małgorzata Głowacka.

Twój mruczący domownik ma wyjątkowe potrzeby i preferencje. I bez wątpienia doceni Twoją troskę o spełnienie tych wymagań i oczekiwań. Niech każdy dzień będzie Dniem Kota!

FB/ohmepl


Zobacz także

„TE” rozmowy małej i dużej kobiety

Masz problemy z zaśnięciem? Ta metoda pomoże ci uporać się z bezsennością

Trzy przepisy na smaczne śniadanie, które zapewni ci dobry humor na cały dzień