Uroda

Trądzik, cellulit lub kłopoty z włosami? Sprawdź, jak działają herbatki ziołowe

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
10 maja 2016
herbatki ziołowe
Fot. Pixabay / condesign / CC0 Public Domain
 

Napary z ziół kojarzymy przede wszystkim z ludową medycyną i sposobami babć na różne dolegliwości. Teraz na drogeryjnych półkach stoi wiele nowoczesnych specyfików, które mają za zadanie pomóc w utracie masy ciała, poprawie kondycji skóry czy włosów. Zanim sięgniesz po gotowe farmaceutyki, spróbuj moc ziół, których dobroczynne działanie dla organizmu, jest na nowo odkrywane.

W składzie ziół, naukowcy dopatrzyli się bogactwa antyoksydantów, minerałów i witamin. Dzięki temu,  oczyszczają one ciało z toksyn, nadając cerze, włosom oraz paznokciom blask. W zależności od potrzeb, do wyboru jest wiele różnych herbatek, które dzięki aktywnym substancjom ukrytym w ziołach, oddziaływają na różne kłopoty.

Bratek i łopian pomogą na kłopoty z trądzikiem 

bratek

Fot. Pixabay / Euselia / CC0 Public Domain

Bratek dzięki zawartości antyrodnikowych flawonoidów i antocyjanów, dogłębnie oczyści skórę od wewnątrz. Pierwszej poprawy należy spodziewać się po ok 2 tygodniach, pijąc herbatkę 1-2 razy w ciągu dnia, zaparzaną po przykryciem przez 5 minut. Łopian wykazuje właściwości przeciwgrzybiczne i przeciwbakteryjne, łagodzi zmiany łuszczycowe skóry, zmniejsza łojotok i wypryski trądzikowe, pomaga usuwać toksyny ze skóry.

Skrzyp poprawi stan paznokci

skrzyp


Fot. Pixabay / summa / CC0 Public Domain

Skrzyp polny to bogate źródło krzemu, który wspomaga naturalną produkcję kolagenu. Wpływa on na stan skóry, włosów i paznokci, warto pić herbatkę z tego ziela, parzoną przez 15 min, 3 razy dziennie.

Pokrzywa wzmocni włosy

pokrzywa


Fot. Pixabay / blickpixel / CC0 Public Domain

W potocznym mniemaniu, ten zielony, parzący chwast należy omijać z daleka. To błąd, ponieważ pokrzywa posiada dużo flawonoidów detoksykujących organizm, witaminy C, K, A,  a także krzem, żelazo i wapń które fantastycznie odżywiają włosy. Herbatkę z tego ziela zaparzaj pod przykryciem przez 10 min, pij 3 razy dziennie.

Świetlik załagodzi podrażnienia okolic oczu

świetlik


Fot. Pixabay / majdharma / CC0 Public Domain

Świetlik działa skutecznie przy zapaleniu spojówek, tęczówki i łzawieniu, leczy zapalenie wiosenne spojówek, stany zapalne brzegów powiek i skóry powiek. Zamiast sięgać po gotowe specyfiki, wystarczy łyżeczkę ziela zalać 1 szklanką ciepłej wody, łagodnie gotować pod przykryciem przez 5 minut, odstawić do ostygnięcia. Jałowe kawałki gazy zwilżyć odwarem i przykładać kilkakrotnie na powieki lub przemywać nimi brzegi powiek.

Kwiat czarnego bzu pomoże w walce z cellulitem

Kwiaty czarnego bzu zawierają  flawonoidy, wzmacniające tkankę łączną i wspomagające produkcję włókien kolagenowych. Dzięki temu skóra jest bardziej elastyczna, jędrna i wygładzona. Herbatkę zaparzaj 10 min i pij 3 razy dziennie.


Uroda

„Proszę, a macie wino? Muszę odreagować”. Nałóg perfekcjonistki

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
10 maja 2016
„Proszę, a macie wino? Muszę odreagować". Nałóg perfekcjonistki
Fot. iStock / kateholms
 

Powoli wracam do życia. Odwiezienie córek do szkoły, to dla mnie wyprawa. Na osiedlu spotykam sąsiadów: „O Pani Ewo, jak tam? Dobrze?”. Uśmiecham się. „Dobrze” odpowiadam. Pierwszy stopień trudności za mną. Potem szkoła. Muszę podjechać, zaparkować, znów się uśmiechnąć, pójść załatwić coś w sekretariacie. Spotkać mamę koleżanki córki, uśmiechnąć. Jestem taka blada wciąż. W niczym nie przypominam kobiety sprzed dwóch lat. Pani Cztery Razy P. Piękna, Perfekcyjna, Pożądana, Potrzebna.

Ale jestem bliżej siebie. Nie piję. Nie biorę leków. To może niewiele. Ale może wszystko.

Ostatnio uszyłam córce sukienkę na przedstawienie. Skończyłam o pierwszej. Byłam mokra od potu.

Śmieszne, co? Sukienek szyłam dziesiątki. Dla córek. I dla ich koleżanek też. „Ewa, możesz?”. Mogę, oczywiście. Lubiłam to. Lubiłam być potrzebna, lubiłam szyć, lubiłam.
Wszystko lubiłam.

Może dlatego zaczęłam pić, a potem chorować na depresję? Bo wszystko lubiłam. Ludzie nie mogą lubić wszystkiego. To nienaturalne. Jeśli teraz spotykam młodą osobę i widzę, że ona lubi każdego i cały świat – niepokoję się. Bo za to bycie „friendly” zawsze płaci się cenę.

Zresztą nie wiem co było najpierw. Picie czy depresja. Depresja czy picie.

W każdym razie to pewnie było razem. Ludzie, którzy czują niechęć do życia mają problemy ze wstaniem z łóżka. Mogą też próbować przeżyć dzień. Mi pomagał alkohol. Ci, którzy kiedyś pili za dużo wiedzą, że alkohol dodaje energii. Przynajmniej na początku.

Bo ludzie

Gdy jesteś zdrowa odbierasz dziesiątki telefonów, wymieniasz setki informacji. Ludzie są twoją codziennością. Byłam nieśmiała. Ale wybrałam zawód, który wymagał nieustannego kontaktu z ludźmi. Rozumienia ich. Pomagania im.

Gdy zaczęłam obserwować u siebie pierwsze sygnały depresji, jedyne co mi pomagało spotykać się z ludźmi to wino albo martini. Zaczęło się od wypadów ze znajomymi.

– Nie chcę iść – mówiłam.
– Ale jak to nie chcesz??? – dopytywali.

Ludzie wielu rzeczy nie rozumieją. Że jesteś zmęczona. Że smutna. Że po prostu chcesz się pogapić w ścianę. I to nie dlatego, że przeżywasz. Nie chcesz krzyczeć, uprawiać uśmiechów i miłych gadek. Jeść na imprezach. Że chcesz coś innego.
– Nie chcę iść – powtarzałam.
– A może jednak? Wiesz, martwię o ciebie, dawno nie wychodziłaś.

Zbierałam się więc i wychodziłam. Bo nienawidziłam rozczarowywać innych. I wciąż się tłumaczyć. Przed jednym z takich wyjść koleżanka nalała mi wina. Jeden kieliszek, drugi. Dobra, mogłam wyjść. Zapomniałam, że nie lubię. Wino mnie ukoiło. Impreza była fajna. Pomyślałam: skoro zapomniałam, że chce gapić się przez okno to może alkohol jest fajny?

Potem już zawsze piłam przed imprezą. I przed większym spotkaniem z ludźmi piłam. Na początku piwo, drinka.

Bo stres

Odkąd pamiętam czułam stres. Nie chcę obwiniać rodziców. Ale to pewnie i tak ich wina:) Że kłótnia, że konieczność bycia najlepszą, że klasówka, że tyle zajęć pozaszkolnych. Po latach zrozumiałam – dziecko chce przede wszystkim spokoju. Jedno to pokazywać mu nowe życie, drugie to wymagać, żeby te nowe rzeczy kochało. Żeby to stawało się rywalizacją. Żeby było lepsze.
Dlatego, kochani rodzice, którzy tak pchacie swoje dzieci do przodu, zastanówcie się czy przypadkiem nie wychowujecie Perfekcyjnej w depresji. Pożądanej w stresie.
Jeśli całe życie mówią, że musisz być najlepsza to zawsze się porównujesz. I zawsze zastanawiasz się czy dostatecznie dość
– czy to ciasto dość dobre?
– czy ta praca wystarczająca?
– a ja w tej pracy dostatecznie.
– czy nie powinnam zrobić tego ładniej?
– a lepiej?
– dokładniej powinnam na pewno.
Nieustannie podwyższasz sobie poprzeczkę. Nieustannie czujesz napięcie. Napięcie. Wydawało mi się, że wszyscy to czują. Wszyscy się denerwują. I wciąż.
Nie?
Chciałabym, żeby ktoś napisał, że nie, bo ja myślę, że tak, że wszyscy udajemy.
Więc wolałabym, żeby ktoś wprost powiedział: niczym się nie denerwuję, nie musisz tak żyć.

Gdy nie miałam siły, piłam. Nie, niewiele. Jeden, dwa drinki. Ale tak chyba nie wygląda życie. Tak zaczyna się uciekanie przed światem, picie, (nie) dawanie rady.

Bo dzieci

Dopóki nie urodziłam wierzyłam, że jestem matką idealną. Że wystarczy kochać. I chcieć. Ale to nieprawda. Dzieci wymagają poświęceń. Moje córki chorowały. Jedna miała kolejna operacje, miała problemy z sercem. W szpitalach uczyłam się pokory, wystając pod kolejnym gabinetem, prosząc profesorów, żeby udzielili mi informacji.
– Napijesz się drinka? – pytała przyjaciółka do której przychodziłam zmęczona i wycieńczona. Mieszkała tuż pod szpitalem Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie.
– Pewnie, że się napiję – mówiłam.
Bo jedyne o czym marzyłam po szpitalu to odprężający drink. Ale to nic takiego.
Nic takiego. Oczywiście.

Bo plany

Których nie udaje nam się, z różnych powodów realizować. Bo tych planów jest za dużo. Albo za bardzo marzysz. Wiem, że po każdym dniu pracy marzyłam, żeby wypić martini z lodem. I nawet nie zauważałam, gdy wypijałam butelkę. A potem piłam po prostu wino, bo wydawało mi się mniej kaloryczne.

Przez pięć lat wypijałam dziennie butelkę wina i nikt tego nie widział. Piekłam, gotowałam, sprzątałam, odrabiałam lekcje z jedną córeczką, drugiej pomagałam w przedszkolu, prasowałam górę ubrań, załatwiałam milion rzeczy związanych z życiem, uprawiałam seks.
Byłam perfekcyjna.

Postanowiłam

Któregoś dnia postanowiłam, że już więcej nie będę szukać energii w używkach.
Moje córki mają prawo mieć świadomą matkę, a ja chcę rozumieć wszystko. Obiecałam sobie: „nigdy więcej”/
Nie, to nie jest proste. Szczególnie na początku. Zapisałam się na grupę AA. Każdy dzień był bolesny, bo był strasznie zwyczajny. Albo bolał, a ja nie mogłam tego odreagować.
Zrozumiałam wtedy kilka rzeczy.
– nie lubimy ludzi smutnych– nikt nie akceptował mnie smutnej, a w pewien sposób byłam smutna
– nie lubimy ludzi odważnych. Mówiłam: nie piję, miałam z tym problem. Ludzie się śmieli, patrzyli po sobie. Dlaczego słabość jest tabu? Każdy nałóg jest tabu.
– nie lubimy ludzi, którzy się nie starają, a ja nie miałam sił się starać. I w domu, i w pracy. Gdy mówisz: nie ma siły, ludzie się dziwią. Boże, kłam chociaż. Że chory jesteś na grypę, że babcia umiera, pies kona. Jak to jesteś słaba? Tak po prostu.
Ogromną ulgą było powiedzenie: tak po prostu.
Tak, po prostu. Zostawcie mnie na chwilę.

Nie prasuję, rzadziej sprzątam, mniej się śmieję. Rano piję zieloną herbatę, jestem bardziej zwyczajna. Tak trwam od kilku miesięcy.

Mam lepszy kontakt z córkami, przestałam być panią miłą, mniej sprzątam, mniej prasuje, wszystkiego robię mniej.

Dziewczyny – za każdy NADMIAR w końcu zapłacimy. Musicie być skałami, żeby nie zapłacić. Ale po co nimi być? Ja nie jestem pierwszy raz w życiu skałą. Mówię nawet czasem: mam to w dupie.

Nigdy nie byłam szczęśliwsza.

wysłuchała: Katarzyna Troszczyńska


Uroda

Są rzeczy, o których nie mówią szczęśliwi ludzie. Chcesz poznać ich tajemnice?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
10 maja 2016
Fot. iStock / South_agency

Bycie szczęśliwym, to bycie naiwnym – oj, wiele ludzi tak uważa. Te wszystkie szklanki do połowy pełne, ten uśmiech przyklejony do twarzy, ta beztroska, która się nam ze szczęściem kojarzy. Szczęśliwi są tylko głupcy, którzy nie znają prawdziwego życia, bo gdyby znali, to by się tak nie cieszyli ze wszystkiego.

Kto z nas nie słyszał takich opinii, albo co więcej nie nosi w sobie takiego przekonania. Bo jak być szczęśliwym w świecie, który jest tak bardzo niesprawiedliwy?

Wkurza cię dziewczyna na przystanku, która się do ciebie uśmiecha, kolega w pracy nucący pod nosem jakąś melodię, i jak ktoś ci mówi: „nie narzekaj, działaj, zrób coś”?

Bo chciałabyś jak oni, chciałabyś być szczęśliwym człowiekiem, który każdego dnia potrafi uśmiechnąć się do siebie i lekko wejść w codzienności. Ale wiesz co, szczęście nie przychodzi nikomu łatwo. Poza tym jest kilka rzeczy, o których szczęśliwi ludzie w ogóle nie mówią, a z których my często nie zdajemy sobie sprawy.

Przygotowują się na najgorsze

Szczęśliwi ludzie z każdej sytuacji wyciągają pozytywną dla siebie rzecz, do wszystkiego co ich spotyka chcą wyciągnąć jak najwięcej dla siebie. Ale to nie znaczy, że nie zdają sobie sprawy z porażki. Wiecie, jak brzmi ich dewiza: mam szczerą nadzieję na najlepsze, ale jestem przygotowany na najgorsze.

Nie dążą do doskonałości

Szczęśliwi ludzie nie chcą być doskonali, idealni. Nie dążą do osiągnięcia stawianych sobie coraz wyżej i wyżej poprzeczek – oni ich po prostu nie stawiają tak wysoko. Są świadomi własnych słabości i ułomności, i to im pozwala zaakceptować i polubić siebie nawet, gdy daleko im do ideału. Zresztą, czy ideały naprawdę istnieją? Czy tylko się o nich mówi, a tak naprawdę nikt ich nigdy nie widział?

Niczego nie są pewni

Ktoś powiedziałby – jak to, jak być szczęśliwym i nie być pewnym sukcesu, zwycięstwa, pozytywnej zmiany? No właśnie tak. Optymiści nie zakładają z góry żadnego wyniku, osiągnięcia. Cieszą się tym, co tu i teraz bez względu na rezultat, który tak naprawdę jest rzeczą wtórną.

Cieszą się z małych rzeczy

Co niektórzy uważają za głupotę. Bo jak cieszyć się z tego, że porozmawialiśmy z nieznajomą panią w sklepie, że zakwitł bez, że kawa smakowała dzisiaj jakoś tak wyjątkowo? Jak widać można. Szczęśliwi ludzie pochylają się nad każdą rzeczą, która wywołuje w nich uśmiech i zapamiętują ją, celebrują, bo przecież życie składa się z takich małych przyjemności.

Nie zajmują ich rzeczy bez znaczenia

Tak, jak są uważni na sytuacje, kiedy są szczęśliwi, tak zupełnie nie zwracają uwagi na rzeczy, które pod koniec dnia okażą się kompletnie nieważne. Bo jakie znaczenie za kilka godzin będzie miał fakt, że spóźnił się autobus, albo, że szef był w złym nastroju. To jego nastrój, jego problem, na pewno nie twój.

Zawsze mają plan

To nie jest tak, że szczęśliwi ludzie dryfują sobie bez celu czekając na okazję, która im się przytrafi. Wbrew pozorom ludzie szczęśliwi mają swój pomysł na życie, i realizują go małymi kroczkami. Wiecie na czym polega sekret – oni nie mają jednego planu, wręcz przeciwnie każda litera alfabetu to jakiś plan, na wypadek gdyby inny zawiódł.

Mają oczy szeroko otwarte

Nie idą sobie bezmyślnie przez dzień myśląc,  że właściwie mają wszystko i po co im więcej. Co to, to nie. Szczęśliwi rozglądają się wokół, by nie przegapić żadnej okazji do wykorzystania. Dzięki temu potrafią rozpoznać te momenty, czy sytuacje, które warto wykorzystać. To często jest dla nich gwarantem sukcesu.

Rzadko mówią „nie”

Szczęśliwi ludzie zdecydowanie częściej mówią „tak”, nie odmawiają pomocy, nowych obowiązków, i wielu innych rzeczy, bo nie boją się wyzwań, nie boją się, że czemuś nie sprostają. Poza tym wiedzą, że to co dają wróci do nich z podwójną siłą, więc dają z siebie jak najwięcej.

Śmieją się z siebie

Tajemnica ich uśmiechu polega na tym, że nie biorą życia zbyt poważnie, nie ma dla nich rzeczy na wagę życia lub śmierci. Mają dystans do wszystkiego co się wokół dzieje, a przede wszystkim do siebie. Śmieją się ze swoich błędów i porażek nie dlatego, że są ignorantami, ale dlatego, że wiedzą, ze z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. W końcu jest plan B, F, czy R.

Nie są szczęśliwi cały czas

Wydaje ci się, że szczęśliwi ludzie zawsze są szczęśliwi? A to nieprawda. Też miewają chwile załamania, zwątpienia, też płaczą w poduszkę wieczorem. Jednak rano wstają gotowi do działania, do zmian, bo życie jest zbyt krótkie, żeby zajmować się tym, na co nie mamy wpływu, lepiej znaleźć rozwiązanie niż płakać nad porażką.

Są świadomi siebie

Nie wystarcza im wiedza o sobie, o swoich wadach, zaletach i słabych punktach. Nieustannie nad sobą pracują, chcą się zmieniać, reagują na krytykę, która pokazuje im, co faktycznie może uczynić ich lepszymi. Nie boją się własnego rozwoju, wsłuchiwania się w siebie.

Żyją chwilą

Nie roztrząsają, co się wydarzyło wczoraj, czy tydzień temu. To już było, na to już nie mają wpływu. Ludzie szczęśliwi żyją tym co tu i teraz, by z tego czasu wycisnąć jak najwięcej się da dla siebie. Dla nich każdy dzień to nowy rozdział, nowe wyzwanie, nowa szansa. Dzięki temu ich życie wypełnia się po brzegi.

Są samolubni

Bo są świadomi swoich potrzeb, których nie marginalizują. Są dla samych siebie ważni i nie mają zamiaru o tym zapominać. Wiedzą, że jeśli oni będą szczęśliwi, szczęśliwi będą ludzie wokół nich, dlatego tak uparcie dążą do spełniania swoich potrzeb, by móc spełniać potrzeby innych. To daje im siłę do działania – dbanie o siebie.

I jak? Spróbujesz od dziś być szczęśliwsza znając tajemnice szczęśliwych ludzi?


Zobacz także

CHIC CHIQ

CHIC CHIQ – maseczki inspirowane Ajurwedą

Żel intymny się nie sprawdził? Możesz zastosować go w inny sposób

Takiej metody suszenia włosów nie znałyśmy. Efekt zwala z nóg