Lifestyle

Jak uprać kurtkę puchową i jej nie zniszczyć? Wypróbuj ten sposób

Pani Mądrala
Pani Mądrala
17 stycznia 2018
Fot. iStock/RapidEye
 

Jak mi ktoś powie, że pranie to taka prosta czynność, to przysięgam, że uduszę. „Przecież wystarczy wrzucić rzeczy do pralki, nasypać proszek lub wrzucić kapsułkę, wcisnąć START, poczekać i wywiesić”. Terefere. Dla mnie wiąże się to zawsze z dylematami – co z czym połączyć, czy ta niebieska bluzka zalicza się do ciemnego czy do jasnego, z czego właściwie została zrobiona… No i do tego ta nieszczęsna bielizna, koronki, ręczniki, pościele i puchowe kurtki. Generalnie, jakby tak człowiek miał robić wszystko porządnie, to mógłby non stop prać, czyż nie? Bo tego nie można łączyć z tym, a tego z tamtym. To się zniszczy, to rozciągnie, a tamto trzeba ręcznie. 

Dla mnie prawdziwą zmorą były zawsze te wszystkie rzeczy wypełnione puchem. Pewnie dlatego, że jeszcze jako nastolatka uprałam tak kurtkę mojej matki (założyłam cichaczem, myślałam, że się nie zorientuje, ale ubrudziłam i szybko wyprałam w pralce). Kto raz tak zrobił, ten wie o co chodzi. Dopiero po latach, jako doświadczona gospodyni domowa (i fanka nietypowych rozwiązań, ułatwiających życie), dowiedziałam się, jak właściwie należy to robić.

Tak, tak, drogie panie. Puchowych kurtek wcale nie trzeba oddać do pralni (raz, że to kosztuje, a dwa, że trzeba trochę poczekać na odbiór). Wystarczy wraz z nią wrzucić do pralki kilka piłeczek tenisowych. W trakcie prania będą się obijały o siebie, o bęben i o kurtkę, dzięki czemu puch/wata/pierze (czy co tam jest w środku) nie zbiją się w kupkę. Genialne prawda? Oczywiście można tę procedurę schrz*nić, jeśli zastosuje się niewłaściwy tryb prania, ale to już pozostawiam w waszej gestii.


 

Źródło: Polki


Lifestyle

3 powody, dla których od jutra będę spać z cebulą w skarpetkach

Pani Mądrala
Pani Mądrala
22 stycznia 2018
Fot. iStock/ehaurylik
 

Wyznaję zasadę, że „jeśli coś wydaje się głupie, ale działa, to przestaje być głupie”. Przekonałam się już o tym, gdy koleżanka namówiła mnie do własnoręcznie przygotowanego antyperspirantu, a także wtedy, gdy pierwszy raz suszyłam pranie w zamrażalniku. Teraz zamierzam… spać z cebulą w skarpetkach. Dlaczego?

Nawet jeśli nie jesteś fanką medycyny naturalnej, z pewnością słyszałaś o cudownych właściwościach cebuli. Skuteczność słynnego syropu z cebuli nie wzięła się przecież z powietrza. Z pewnością byłby bardziej popularny, gdyby lepiej smakował i pachniał. Na szczęście to warzywo ma także inne zastosowanie. Idealne dla osób, którym cuchnący syrop nie przejdzie przez gardło, a jednak chcieliby w naturalny sposób zatroszczyć się o swoje zdrowie.

Wystarczy pokroić cebulę na grube plastry, przyłożyć do stóp od spodu, założyć skarpetki i… iść spać. Co ci to da?

Bye, bye infekcjo!

Cebula uznawana jest za naturalny antybiotyk. Choć nie zastąpi leków zapisanych przez lekarza, zdecydowanie wspomoże leczenie i przyspieszy powrót do zdrowia. Warto stosować ją profilaktycznie, by uchronić się przed infekcjami.

Bye, bye toksyny!

Cebula przyciąga je niemal jak magnes, dzięki dużej zawartości kwasu fosforowego, który oczyszcza krew. Ponadto zabija bakterie, wirusy i zarazki

Poprawa odporności

Cebula jest bogata w witaminy E i C, które wzmacniają układ odpornościowy. Ponadto są też doskonałymi przeciwutleniaczami, które spowalniają procesy starzenia się komórek.

Dlaczego właśnie stopy?

Ponieważ znajduje się na nich mnóstwo receptorów, łączących się z różnymi organami. Doskonale wiedzą o tym masażyści i specjaliści od akupunktury.

Spanie z cebulą w skarpetkach ma tylko jeden mankament… Chodzi o zapach, unoszący się w sypialni. No ale czego się nie robi dla zdrowia, prawda?


 

Źródło: Step to health


Lifestyle

Chcesz, żeby niemowlę przesypiało całą noc? Sprytna mama dzieli się swoim pomysłem

Pani Mądrala
Pani Mądrala
12 stycznia 2018
Fot. iStock/gpointstudio

Doskonale pamiętam czasy, gdy mój syn był jeszcze malutki i miał problemy ze snem. Na pewno wiecie o czym mowa – najpierw musisz się nagimnastykować, żeby w ogóle jakoś uśpić dziecko (kołysanie na rękach, bujanie w wózku, noszenie, nucenie, głaskanie, włącznie odkurzacza lub suszarki i inne czary-mary), potem JAKOŚ próbujesz je przełożyć do łóżeczka. Śpi. Wiesz jednak, że to tylko kwestia czasu, gdy się obudzi, bo smoczek wypadnie z ust. Jeśli podasz go stosunkowo szybko, dziecko zaśnie ponownie. Jeśli zrobisz to o sekundkę za późno, będzie płacz i pobudka. Znacie to? Okazuje się, że istnieje prosty trik, by temu zapobiec. 

Tak, ja też kombinowałam na wiele sposobów i przeczytałam mnóstwo poradników, by nauczyć moje dziecko spokojnego przesypiania nocy. I jak to zwykle w życiu bywa, okazuje się, że najprostsze rozwiązania są najskuteczniejsze. Swoim sposobem podzieliła się niedawno Laura Gerson z Wielkiej Brytanii. I potwornie żałuję, że sama na to nie wpadłam!

Młoda mama odkryła, że jej córka budzi się wyłącznie wtedy, gdy nie może znaleźć swojego smoczka. Zamiast więc co godzinę wstawać, szukać go w łóżeczku i wkładać z powrotem do ust dziewczynki, postanowiła kupić kilkanaście smoczków i wszystkie umieścić w łóżeczku. Od tamtej pory, gdy mała Amelia się przebudzi, sama sięga po pierwszy lepszy smoczek i zasypia. Proste, a genialne, prawda?

Źródło: Daily Mail