Lifestyle

Trzy rzeczy, które już dziś powinnaś zrobić dla siebie

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
31 marca 2021
Fot. iStock
 

Cześć, miło cię widzieć – a to naprawdę wiele znaczy. Stałaś się widzialną, masz odbicie w lustrze, dziś widzisz już swoje ciało, duszę i swoje potrzeby. Nie wiem, czy w pełni już je akceptujesz, jeśli nie – nie szkodzi, wykonałaś już naprawdę świetną robotę, z resztą też sobie poradzisz. Przestałaś być niewidzialna, przeźroczysta… dla siebie i dla świata. Pozwoliłaś sobie czuć siebie, otworzyłaś na siebie samą oczy. Podziękuj sobie za to, bo to twój sukces.

Za nami wspaniały miesiąc, miesiąc stawania się widzialnymi – w lustrze, w związku, w pracy, w seksie. Miesiąc poznawania siebie i nazywania swoich potrzeb. Miesiąc odkrywania siebie na nowo, bez obciążenia cudzymi oczekiwaniami i budowanymi przez lata stereotypami na temat kobiet i ich roli. Dziękujemy wam za ten czas, za każdą, nawet najmniejszą przemianę, krok do przodu, każdy drobiazg, który wam w tym pomógł. Niech ten rok będzie dla was dobry, ale i wy nie zapominajcie by te dobroć i samoopiekę roztaczać nad sobą codziennie, bez namawiania, bez okazji – tylko tak nie znikniecie znów sobie z oczu.

Nigdy nie przestawaj robić dla siebie tych trzech rzeczy, a jeśli jeszcze tego nie robisz – zacznij jak najszybciej.

Trzy rzeczy, które już dziś powinnaś zrobić dla siebie

Nigdy nie przepraszać za to, że jesteś w czymś dobra

Bądź zawsze z siebie dumna i nigdy nie umniejszaj swoich zasług, wiedzy, doświadczenia. Nigdy nie przepraszaj za to, że coś potrafisz, że coś osiągnęłaś. Za to, że jesteś świetna, że masz talent, dar lub szczęście. To TY, nie przepraszaj świata za to, że jesteś. Ani za to, że jesteś silna.

Silna kobieta wie, że nie będzie potrafiła być dobra, najlepsza dla najbliższych, jeśli nie zadba najpierw o swoje potrzeby, o swój komfort psychiczny. Nie wolno przegapić swojego życia, zgubić samych siebie biegnąć do innych.

Uwierzyć, że nie musisz na nic zasługiwać

Bo pora powiedzieć sobie jestem wystarczająca, dość dobra. Nie musisz zasługiwać na miłość, prosić o nią. Również miłość do siebie samej.

Kochaj siebie. Zaakceptuj. Poczujesz ogromną ulgę, gdy zaczniesz żyć dla siebie, nie tylko dla innych.

Nigdy nie wierz, że zasługujesz na jakiekolwiek zło, bo nikt na krzywdę nie zasługuje. Po prostu. Nie można krzywdzić. Nie można się na żadną krzywdę godzić. I nie ma nic pomiędzy, z wyjątkiem zwykłych kłamstw. Ludzie, który cię krzywdzą, na ciebie nie zasługują. To trudne, ale nie ma innej drogi. Wybacz im, ale nie pozwalaj, by to trwało.

Przestać być dla siebie niewidzialną

Tylko i aż tyle. Nie ma nic złego w życiu według własnych wartości. Nie ma nic złego w podejmowaniu właściwych wyborów życiowych. Nie ma w tobie nic złego.

Dlaczego „powinnaś”, po co to wszystko? Po to, by odrzucić fałszywe poczucie wstydu i skromność, która ogranicza, ale o niczym nie świadczy. Po to, by spełniać marzenia i żyć tak, jak chcesz.

Dopiero kiedy nazwiesz to, kim jesteś, otworzysz sobie drogę do szczęścia. Bądź widzialna. Już na zawsze.

#Niewidzialne to akcja, którą zaczynamy rok wsparcia kobiet. W marcu mówiłyśmy o tym, jak stać się widzialną dla siebie, dla bliskich, dla otoczenia. Dziękujemy, że byłyście z nami. Wierzymy, że nauczyłyście się stawać widzialne! Partnerem akcji jest marka Avon – inicjator kampanii „Niech Cię usłyszą!”, której celem jest zwrócenie uwagi na głos kobiet i ich wsparcie w walce o lepsze życie.



Lifestyle

Koniec tak naprawdę jest zawsze początkiem. Pętelki twojego życia: doświadczenia, ludzie, emocje, kryzysy i zwycięstwa; zahaczają jedna o drugą

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
31 marca 2021
Fot. iStock

Może zaczęło się łagodnie. Palce przestały spadać z taką łatwością na klawiaturę, usta nie umiały wyszeptać tego, co krzyczała głowa. Jeszcze nie wiedziałaś dobrze, co to oznacza: to wieczne zmęczenie, ten smutny lęk, ta niechęć i niepokój. Szłaś dalej, trochę na siłę, myśląc, że przecież jakoś to będzie. Że każdy ma swoje problemy, że pandemia, że izolacja.Tymczasem życie uwierało cię coraz bardziej, coraz mocniej dając ci do zrozumienia, że już dość.

Nie mogłaś zareagować od razu.Twoje poczucie odpowiedzialności mówiło: ciągnij to dalej, nie możesz teraz wszystkiego zostawić. Jak oni sobie bez ciebie poradzą? Czy to w porządku tak po prostu powiedzieć: stop? Czy to nie egoizm myśleć o sobie, o swoim poczuciu bezpieczeństwa, o swoim komforcie? Znów wziął górę ten brak poczucia wartości i lęk, przed osądem. Ty nie możesz zawieść. Więc ciągniesz to dalej.

Aż przychodzi on, kryzys. Uderza z całą mocą w twoje życie. Rozkłada cię na łopatki, zabiera energię, wyciera gumką dobre myśli z twojej głowy. Dusisz się.

Pierwszy dzień, a może miesiąc, a może rok. Nie chcesz wstać, łzy leją się po twojej twarzy. Tak bardzo nie chcesz tu być. Marzysz o tym, by zniknąć, nie obudzić się. Albo by ktoś w cudowny sposób usunął twoje problemy. Znalazł magiczne rozwiązanie. Jesteś tak bardzo nieszczęśliwa, cierpisz tak mocno.

Drugi dzień, a może miesiąc, a może rok. Czujesz, że to już trwa za długo. Że cię niszczy od środka, że za chwilę stanie się coś niedobrego. Zaczynasz prosić o pomoc.

Trzeci dzień, a może miesiąc, wierzę, że już nie rok. To ten moment, w którym jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności, robi się cieplej, wychodzi słońce. Wystawiasz ku niemu twarz i opatulasz się jego ciepłem. I w tym jednym momencie, wszystko zaczyna się układać. Nic nie było nigdy łatwiejsze ani bardziej oczywiste. Podejmujesz działanie: walczysz o siebie i wygrywasz, wykonujesz ten jeden telefon, który wszystko zmienia, pakujesz walizkę, zamykasz jakiś rozdział.

No i odeszłaś, zostawiłaś coś za sobą. Po to, żeby móc myśleć o sobie, zaopiekować się sobą albo realizować swoje plany i marzenia. I świat nie runął w posadach. Świat sobie dobrze bez ciebie poradził. Znalazł dla siebie rozwiązanie. Znów mu się udało.

A kryzys minął. Zostawił cię mądrzejszą, pewniejszą siebie, silniejszą. Dał ci wszystko to, czego potrzebowałaś. Za moment masz urodziny, okrągłe. Zrobiłaś sobie wspaniały prezent: objęłaś się mocno, z czułością i miłością. Zrobiłaś coś dla siebie. W końcu.

Nieważne, czego dotyczy twój kryzys. Może związku, w którym już dawno nie powinnaś być, może innej toksycznej relacji. Może pracy, która już nie jest tym miejscem, do którego biegłaś z radością i ciekawością. Może choroby, która zabrała ci zdrowie i sprawność. Może schematów, które zamykały cię jak ciasna klatka. Może czyjegoś odejścia. Najtrudniejsze masz już za sobą: krok, decyzję, działanie, które sprawia, że odzyskujesz kontrolę nad swoim życiem.

Jeśli uda ci się z kryzysu wyjść, zrozumiesz: koniec tak naprawdę jest zawsze początkiem. Pętelki twojego życia: doświadczenia, ludzie, emocje, kryzysy i zwycięstwa; zahaczają jedna o drugą, tak by stworzyć całość. Skutek i przyczyna są wpisane w twoje życie. Teraz jesteś wolna.

Wielkanoc dla wielu z nas jest czasem nadziei. Niech i tobie pomoże pokonać to, co jest twoim osobistym kryzysem.


Zobacz także

Myślisz, że to tylko smutek, a ja zapadam się coraz bardziej dając się wciągnąć depresji. Pomóż mi, nim będzie za późno

„Nadzieja umiera ostatnia, a być może nie umiera w ogóle”. Obejrzyjcie koniecznie i podajcie dalej

Regulamin Akcji „Jestem siebie warta”