Lifestyle

To już rok. Bałyśmy się, miałyśmy wątpliwości, bo jesteśmy takie jak wy, nic nas nie wyróżnia

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
5 października 2016
Fot. iStock/svetikd
 

Tak często piszemy o tym, żeby wziąć życie we własne ręce, żeby sięgać po swoje marzenia, że przecież to nasze życie i nikt lepiej niż my same go za nas nie przeżyje.

Namawiamy was: zrób ten jeden malutki krok, którego tak bardzo się boisz, a który może okazać się milowym, poprowadzi cię ku nowemu, często ku lepszemu.

Dzisiaj chcę wam zdradzić pewną tajemnicę. Ponad rok temu, gdy usłyszałam: „zróbmy to, zróbmy nasz własny portal dla kobiet”, bałam się jak cholera. Bała się każda z nas, choć wtedy żadna o swoim strachu głośno nie mówiła. Wszystkie wierzyłyśmy, że tak, że to musi się udać. Bo jesteśmy razem, bo mamy wspólny cel, wspólne marzenie. Chcemy my, kobiety, zrobić coś wartościowego dla innych kobiet.

Gosia wtedy mówiła: „Sprzedajemy nasze marzenia, naszą wizją, sprzedajemy coś, w co okazuje się, że inni wierzą, bo my wierzymy tak bardzo”. Dzisiaj uśmiechamy się do tych słów. Bo uwierzyć kilku wariatkom, które internetu się uczyły, które postawiły wszystko na jedną kartę… gdybym tego nie zobaczyła, nie przeżyła, nie uwierzyłabym. I oczywiście byli tacy, którzy pukali się w głowę, wróżyli nam krótką karierę, mówili: „Zwariowały. Kto tak ryzykuje? Kto ma czelność być tak pewnym powodzenia własnego pomysłu”. Zdradzę wam kolejną tajemnicę… Nie byłyśmy pewne, w każdej z nas tliła się iskra niepewności: „A co, jak się nie uda?” – szeptał nam tył głowy… Mogłyśmy tego głosu posłuchać. A jednak spróbowałyśmy. Bo żyjemy tylko raz, bo lepiej żałować tego, co się zrobiło niż tego, czego nigdy się nie spróbowało.

Dzisiaj każdej z nas zakręciła się łza wzruszenia w oku.

To nie była łatwa droga. Pamiętam, jak rok temu obgryzałam ze stresu paznokcie, jak pytałyśmy Hani, która stawiała stronę: „Ale jesteś pewna, że jesteśmy gotowe, że to dziś?”. Ona nie była pewna, żadna z nas nie była. Chciałyśmy, żeby było idealnie, a wiedziałyśmy, że wiele mogłybyśmy zrobić jeszcze lepiej. Tę naszą niepewność mogłyśmy przeciągać w nieskończoność, mogłyśmy pozwolić, by strach przed waszą opinią – opinią naszych czytelniczek, paraliżował nas jeszcze przez wiele tygodni.

A przecież to był dopiero początek, pierwszy dzień. A później tydzień i miesiąc… Powtarzałyśmy sobie jak mantrę: „Spokojnie, małymi kroczkami, największe rzeczy przychodzą powoli, pracuje się na nie latami”. A wiadomo, że my chciałyśmy już i teraz i natychmiast. Kto by nie chciał! Z mieszanką wybuchową naszych temperamentów, gdzie każda z nas jest inna, bywało ciężko. Zresztą bywa nadal. Ale o tym też wam piszemy, że nic tak nie rozwija, jak problem, który musisz rozwiązać, jak zmierzenie się ze swoimi słabościami i słabościami innych, jak nie uciekanie przed trudnymi sytuacjami, tylko szukanie kompromisów i nowych rozwiązań. Tak, tego ten rok na pewno nas wszystkie nauczył.

Jeszcze jakiś czas temu napisałabym: nie lubię kobiet, nie ufam im, ale na własnej skórze miałam się przekonać, że to właśnie w kobietach siła, że w nas tkwi niesamowity potencjał i gdy zjednoczymy się w jednym wspólnym celu, w który wierzymy, choćby się waliło i paliło, będziemy razem szły do przodu. Nauczyłam się, że możemy być dla siebie prawdziwym wsparciem, wyzwaniem, inspiracją. Jesteśmy jak wielogłowy smok. Kiedy jednej głowie brakuje sił, wyskakuje ta kolejna, a później następna. Tak, dzisiaj jestem pewna, że za sukcesem każdej kobiety, stoi jakaś inna silna kobieta.

Czy miałyśmy dość? Jasne, dopadały nas chwile zwątpienia, załamania, myślenia: „nie damy już więcej rady”, kiedy zmęczenie ze stresem miesza się i odbiera nam ochotę do działania. Tak, tego pewnie nie było widać na zewnątrz, ale tu w środku, z pewnością każda z nas takich emocji doświadczyła, bo jesteśmy takie same jak wy. I tak samo bywam zmęczone, zniechęcone, z próbą wykrzesania w sobie choć odrobiny motywacji. Ale ten rok pokazał nam, że zawsze przychodzi kolejny dzień, że na ten dzień warto poczekać, że trzeba być cierpliwym i czasami odpuścić, żeby móc ruszyć z podwójną siłą.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo chcę wam pokazać, że można. Że chcieć, to móc. Naprawdę chcieć. I że ta duma, która przychodzi, jest bezcennym uczuciem. Ta energia i moc, która każe nam być coraz lepszymi dla was, ale też dla nas samych to efekt tego, że pewnego dnia każda z nas powiedziała: „Dobra, spróbuję, a niech się dzieje co chce”.

Jeśli się boicie – my też się bałyśmy.

Jeśli obawiacie się opinii innych – my też się obawiałyśmy – ośmieszenia, niezrozumienia, porażki.

Jeśli macie wątpliwości – my też je miałyśmy, pewnie każda z nas mogłaby wymienić ich co najmniej kilka.

Jeśli paraliżuje was strach – pokonajcie go, omińcie, przeskoczcie, zignorujcie, udawajcie, że wcale go nie ma, nie pozwólcie by on ograniczał realizację waszych marzeń.

I tak – nie będzie łatwo. Ale jeśli macie wokół siebie ludzi, którzy pójdą z wami, choćby mieli się pojawić tylko na chwilę – czerpcie z tego jak najwięcej. Uczcie się, doświadczajcie, bo nic oprócz was samych nie jest w stanie was zatrzymać.

Dzisiaj myślę sobie o tych wszystkich ludziach, którzy przez rok istnienia portalu się pojawili, o tych wszystkich historiach, które od was usłyszałyśmy. To wszystko składa się na całość. Każdy jedna osoba naszej układanki pod tytułem Oh!me była bardzo ważna. I nadal będzie. I za to też dzisiaj dziękujemy. Za to, że byliście z nami, za to, że jesteście.

To dopiero rok… Co się będzie działo za kolejny i jeszcze następny? Patrzymy w przyszłość z uśmiechem i wiarą, że będzie tylko lepiej i… planujemy kolejny dzień, ten jutrzejszy, bo do dużych sukcesów prowadzą te najmniejsze kroki.


Lifestyle

Pomocy, czy ja naprawdę już nigdy się nie zakocham!?!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
6 października 2016
Pomocy, czy ja naprawdę już nigdy się nie zakocham!?!
Fot. iStock / Geber86
 

Jak żyć bez miłości? Jak żyć? Jak już ją znajdziemy, to trzymamy się kurczowo, ale nie zawsze się da. Wiadomo. Miłość też ma swoje granice cierpliwości i wytrzymałości i czasami po prostu pęka jej przysłowiowa żyłka i odchodzi, kiedy dwoje ludzi zamiast się kochać coraz bardziej się nie cierpi.

Bywa. Niestety. Choć mogło być tak pięknie. Bywa też tak, że ktoś się rozgląda wokół i nic… Nie nadchodzi na wyczekana, upragniona, która ma uczynić nasze życie szczęśliwszym.

Dlaczego tak jest? Mogłybyśmy tu powtórzyć historie i o tym jedynym, co to na białym koniu do nas przybędzie, ale… Za duże jednak na te bajki jesteśmy, choć nadal chciałybyśmy w nie wierzyć.

A czasami powody braku tego jedynego w naszym życiu są w nas samych, w naszych przekonaniach, myślach i nastawieniu.

Nie znajdzie miłości ta z nas, która myśli:

Wszyscy najlepsi są już zajęci

Haloo! Naprawdę? Skoro wszyscy najlepsi faceci są już zajęci, to znaczy, że zajęte też są wszystkie najlepsze kobiety. Jeśli tak myślisz, to naprawdę ciężko jest ci się zakochać, bo nie rozglądasz się, bo skupiasz się na tym, czego nie masz, a nie na tym, co mieć możesz. Przestań patrzeć z zazdrością na partnerów swoich przyjaciółek, wyjdź poza ten krąg, wyjdź poza swoje przekonanie, że już żadnej fajny facet nie chodzi samotnie po świecie. To nieprawda.

Co jest ze mną nie tak?

Myślisz tak czasami o sobie? Że kurczę co jest ze mną, musi coś być, skoro przyciągam niewłaściwych facetów? Eee, to tak nie działa. Zaakceptuj siebie, pomyśl o sobie dobrze. A gdyby tak: „Kurczę jestem fajna, lubię siebie, zasługuję na najlepsze” – takie myślenie zdecydowanie zmienia punkt widzenia, a także postrzegania nas przez innych. Jeśli szukamy obsesyjnie miłości, skamlemy o nią, to niestety… przyciągniemy wszystkich tych, którym nigdzie indzie się nie udało, a u nas będę mieli nadzieję na kolejną szanse.

Nie zasługuję na miłość

A kim trzeba być i co zrobić, żeby zasłużyć. Samo „nie zasługuję” pomniejsza naszą wartość, bo dlaczego ktoś inny zasłużył, a ty nie? Pomyśl – dlaczego akurat nie ty? Przecież jesteś fajna, ładna, dbasz o siebie, masz swoje pasje, zainteresowania, poczucie humoru. Czego wyjątkowego trzeba, żeby na miłość zasłużyć. Rozejrzyj się, czy ktoś ma coś więcej niż ty? No właśnie, czas najwyższy przestać tak myśleć.

Jestem za stara na miłość

Jakby miłość miała jakiś wiek. Wiadomo, że inna jest tak nastolatków, ale motyle w brzuchu można poczuć zawsze. Naprawdę. Znam ludzi, którzy zakochali się po 60-tce i oni na miłość nie byli za starzy, byli po prostu na nią otwarci, więc przyszła do nich. Miłość nie patrzy, ile mamy lat. Ona czeka, żebyśmy ją zaprosili do naszego życia.

Stara miłość nie rdzewieje

Cóż, kiedy wracamy myślami do przeszłości, to jak rozejrzeć się tu i teraz za nową miłością? Tę starą, choćby nie wiadomo, jak nas skrzywdziła, idealizujemy z czasem zapominając jej wszystkie krzywdy. Kiedy patrzymy za siebie, nigdy nie zrobimy kroku do przodu. Tamto już było. Skończyło się. Zostały wspomnienia i niech one tylko w sferze wspomnień będą. Nie szukaj faceta podobnego do tego byłego, nie porównuj. Otwórz się na nowe. Nudna, już jestem z tym „nowe”, ale co zrobić, jak to właśnie tak działa…

Miłość jest wszystkim, czego mi w życiu potrzeba

Tak, miłość jest niezbędna. Ale nie miłość drugiej osoby do nas, najważniejsza jest miłość do siebie. Koniec kropka. Inaczej się nie da. Jeśli uważasz, że to miłość cię uszczęśliwi, że to ona będzie świadectwem twojej wartości, da ci pewność i bezpieczeństwo, to pomyśl – kto udźwignie tę odpowiedzialność. Jak zakochać się w kobiecie, która na wstępie ma tyle oczekiwań. Hej, pokochaj siebie, doceń to, kim jesteś, tylko wtedy będzie wokół ciebie aura kobiety gotowej na dojrzałą miłość.

Miłość przychodzi nagle

Spada jak meteoryt na łeb i rozwala cię na kawałki. Takie rzeczy tylko w filmach – kiedy pani wpada na pana tuż za rogiem kolejnej ulicy, kiedy ona oblewa go niechcący kawą i wystarczy jedno spojrzenie, a oni już wiedzą, że spędzą ze sobą resztę życia. Naprawdę wierzysz w to, że zakochasz się w facecie, który pierwszy rozwali błotnik twojego auta? Miłości trzeba dać szansę, wyjść, próbować, sprawdzać. Spotykać się z różnymi facetami, nawet jeśli randka ma być tą najgorszą – przynajmniej wiesz, jak ta najgorsza wygląda. Jeśli my nie wyjdziemy jej naprzeciw, tylko będziemy czekać na znak z nieba… Cóż, może być trudno.

To jak? Gotowa na zmianę swojego myślenia? Gotowa na miłość? A może masz przyjaciółkę, która dzwoni w piątkowy wieczór płacząc: „Już zawsze będę sama”. Wtedy podrzuć jej ten tekst. Może się jej przyda. 😉


Lifestyle

11 rzeczy, które robią kobiety, gdy wkurzy je partner

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
5 października 2016
fot. iStock/Olena Chernenko

Małżeństwo i związki to nie taka łatwa sprawa, jak na pozór mogłoby się wydawać. Niby powinniśmy zachowywać się jak dorośli, ale nie do końca nam to wychodzi. Przynajmniej nie zawsze. Pisarki, które są dumnymi mężatkami, podzieliły się swoimi pomysłami na to, jak z przymrużeniem oka zirytować swojego ukochanego. Chociaż na chwilę!

1.”Kiedy kłótnia przybiera ogromne rozmiary, mój mąż może się pożegnać z kołdrą. Negocjacje się skończyły, a on nie dostanie nawet koca! Powodzenia i dobranoc!” 

Stella G. Maddox, autorka A Thousand Tiny Cracks

2. „Tak naprawdę wszystko, co powiem po kłótni przemienia się w pytanie. Przykład? Ależ proszę bardzo! Mąż: Co będzie na obiad? Ja: No nie wiem, co będzie na obiad? No i nie robię zwykłych rzeczy, które robię zazwyczaj. Na przykład nie piorę, nie umawiam spotkań czy nie uzupełniam papieru toaletowego. Zostawiam wszystko w napotkanym stanie, aż on w końcu to zauważy.”

Jenny Triplett, autorka Surviving Marriage: In the 21st Century

3.”Kiedy jest w pracy, oglądam odcinek lub dwa serialu, który aktualnie razem oglądamy. Bum! Lubię także zrobić dodatkowe pięć tysięcy kroków w naszym Fitbit wyzwaniu. Najlepiej nie logując się w żadnym miejscu, żeby nie wiedział, gdzie mnie znaleźć. To naprawdę świetne uczucie!”

Katie Hall, blogerka – Can I Get Another Bottle Of Whine

4.”Zakładam swoją świąteczną, flanelową koszulę. Uważam, że jest naprawdę odświętna, ale on myśli o niej w kategoriach niestosownych i po prostu brzydkich, szczególnie w czerwcu czy lipcu. (Wtedy muszę zmniejszyć temperaturę do naprawdę chłodnej!)”

Leslie Blanchard, bloggerka – A Ginger Snapped

5. „Mój mąż doskonale wie, że nienawidzę, gdy rozrzuca swoje brudne ciuchy na podłodze. Na pewno zapyta, czy nie jestem na niego zła. Wtedy ja, biegając w kółko i zbierając brudne rzeczy z podłogi, z całą ironią i uśmiechem na twarzy pytam ‚Kochanie, ja? Zła na ciebie?! Nie wiem co sprawiło, że tak pomyślałeś!”

Shea Curry, blogger at Shameless Mama

6. „Kiedy jestem wściekła na swojego męża, po prostu nie gotuję. Nie ma jednak powodu, żeby karać siebie! Zamawiam więc nasze ulubione jedzenie na wynos, tylko dla siebie. Kiedy widzę, że zauważył moją ucztę mówię tylko: ‚oh, nie wiedziałam, że będziesz chciał coś zjeść! Zobacz w lodówce, może zostały jakieś resztki!’ Tak naprawdę daję mu znać, że dla niego zostały tylko kości!”

Andrea Tate, pisarka i reżyserka

7. „Jeżeli skinę głową na tak w czasie kłótni, a przy okazji mam do twarzy przyklejony uśmiech rodem z Żon ze Stepford on już dobrze wie, że ma przewalone!”

Jodi Meltzer, bloggerka – Mommy Dish 

8. „W przeciwieństwie do większości kobiet, wcale nie stawiam sprawy jasno i nie zakazuję seksu odrazu. Wręcz przeciwnie! Staram się być naga o wiele częściej niż zazwyczaj, gdy mąż jest w pobliżu. Wiem, że pewnie nie powinnam tak robić, ale kogo będziemy oszukiwać? Patrzenie na niego, gdy jest rozpalony i ciężko wzdycha, bo by chciał, a nie może jest bezcenne!”

Amanda Fox Raynor, bloggerka – The Fur Files

9. „Mój mąż dobrze zna sygnały wściekłości w moim wykonaniu. Widzi, że jestem wściekła, smutna lub zła szybciej, niż ja. Pyta mnie czy wszystko w porządku, a ja zagryzam zęby, układam usta w uśmiech i odpowiadam, że nic się nie dzieje. Wtedy on spokojnie odpowiada, że czeka, aż zrozumiem, że coś się dzieje.” 

Peggy Nolan, autorka Inspiration for a Woman’s Soul: Choosing Happiness

10. „Po prostu trzaskam drzwiami. Mąż pyta, czy jestem zła. Odpowiadam: „nie no, skąd! Dlaczego tam myślisz?” I trzaskam drzwiami!”

Deva Dalporto, vloggerka – My Life Suckers

11. „On już dobrze wie, kiedy coś jest nie tak! Zaczynam wtedy sprzątać wszystko do koła. Po prostu biegam po domu i sprzątam, nawet jeżeli jest czysto. No i jeszcze zmieniam swój ton na bardzo miły, grzeczny, wręcz dyplomatyczny. Potem się śmieje, że zachowuje się jak Królowa Elżbieta, ale zdaje sobie sprawę, że jest w tarapatach.”

Shawna Wingert, bloggerka – Not The Former Things

Macie swoje sposoby na denerwujących mężów i facetów? Koniecznie się nimi podzielcie!

źródło: Huffingtonpost.com


Zobacz także

Introwertyk to zamknięty w sobie samotnik? 10 mitów, które najwyższy czas pożegnać

Zanim rozstaniecie się z powodu tych rzeczy, zastanówcie się czy nie szkoda wam czasu! Inteligencja i fakultety mają się nijak do tych argumentów…

Miłość wszystko pokona, pożycz mi tylko proszę, dwa tysiące euro. O tych, co bez skrupułów grają na naszych emocjach