Lifestyle

Teraz zastanawiam się czy można kochać więcej niż raz? A co, jeśli prawdziwa miłość zdarza się tylko ten jeden raz w życiu?

Maciej Rębisz Męskim Okiem
Maciej Rębisz Męskim Okiem
21 października 2017
Fot. iStock/AlexanderNovikov
 

Od jakiegoś czasu… mam kryzys. Sam nie do końca wiem czym spowodowany. Dużo myślę ostatnio o miłości. Czy ona naprawdę istnieje? I nie… nie mówię tu o chwilowym (nawet kilkuletnim) uczuciu. Chodzi mi o miłość na całe życie.
Chciałbym zestarzeć się u boku ukochanej. Siedzieć z nią w ogrodzie za domem, rozmawiać sobie i… widzieć miłość w jej oczach. Chciałbym troszczyć się o nią, całować ją, wspominać i z rozrzewnieniem myśleć, że zmarszczki na jej twarzy spowodowane są w dużej mierze tym, że sporo się uśmiechała. Uśmiechała do mnie… przez całe życie.

Obserwuję jednak rodzinę, znajomych z mojego otoczenia i… nie widzę nawet perspektyw na stworzenie takiego związku u kogokolwiek. Większość jest albo nadal sama, albo… znowu sama. Zawodzą ostatnie bastiony – związki, które wydawały się idealne – nagle się rozpadają. Coraz częściej okazuje się, że to tylko ułuda. Obraz wspaniałego uczucia stworzony tak, by z zewnątrz wszystko wyglądało pięknie.

Są też znajomi nadal w związkach, ale i u nich tej miłości za specjalnie nie widać. Raz po raz kłócą się ze sobą. Tak, mam świadomość, że kłótnie są częścią relacji… Ba! Jak cudownie jest później się godzić. 🙂 Niemniej bywa tak, że na pierwszy rzut oka widać, że są ze sobą… z konieczności. Może z przyzwyczajenia. Łączy ich kredyt, łączą dzieci, a uczucie – niekoniecznie. Nie chcę tak. Nie godzę się na to!

Szekspir napisał:”Podróż się kończy, kiedy spotkasz miłość.” To niewątpliwie wspaniała myśl. Z drugiej jednak strony – czy rzeczywiście tak jest? A może to właśnie dopiero początek podróży? Może świadomość, że od tej pory razem będziemy mierzyli się z codziennością, razem zachwycali światem oznacza, że wyprawa dopiero się zaczyna? Zdarzało mi się sporo podróżować po świecie. Także samotnie… To z pewnością interesujące doświadczenie, ale nawet jeśli pojedziesz w najpiękniejszy zakątek świata, a nie masz z kim dzielić tego zachwytu to… moim zdaniem ta podróż jest niepełna.

Literatura raczy nas cudownymi opowieściami o miłości. Uczucie potrafi pokonać wszystko, radzi sobie z każdą przeciwnością losu, a każdy kolejny dzień w związku nie jest monotonny, a jedynie umacnia więź między kochającymi się osobami. Ludzie rozstają się, owszem… ale często, po to by rzucić się w ramiona nowej miłości. Podobnie jest z filmami. Komedie romantyczne dają nam obraz szczęśliwie zakochanych par… Jasne, często rzuca się tej miłości kłody pod nogi, ale tylko po to by… ją wzmocnić.

Żeby nie było. To nie tak, że mnie miłość omija. Zdarzyło mi się kochać. Sercem i duszą. Był czas, że byłem najszczęśliwszym człowiekiem na tej planecie. Ale się skończyło. Jakby uciął nożem… Teraz zastanawiam się czy można kochać więcej niż raz? A co jeśli prawdziwa miłość zdarza się tylko ten jeden raz w życiu? Co jeśli wykorzystałem już mój przydział szczęścia? Każdego dnia wmawiam sobie, że to niemożliwe… że ona gdzieś tam jest. Być może tuż za rogiem.

A jak jest z wami? Kochacie? Tak naprawdę kochacie? A może wśród waszych bliskich kwitnie wspaniałe uczucie? Podzielcie się ze mną proszę waszymi miłosnymi historiami. Bardzo ich obecnie potrzebuję. Może przywrócą mi wiarę…

Obiecuję nagrodzić najwspanialszą historię, którą się ze mną podzielicie.


Lifestyle

Komplementy… dlaczego przed nimi uciekamy?

Maciej Rębisz Męskim Okiem
Maciej Rębisz Męskim Okiem
29 października 2017
Fot. iStock / izusek
 

W ramach mojej osobistej akcji poprawy świata i sprawiania by ludziom żyło się przyjemniej, milej i by… częściej się uśmiechali ustanowiłem Tydzień prawienia ludziom komplementów. Założenie było takie, że muszą to być komplementy szczere. Wszak w każdej osobie możemy przecież znaleźć coś pięknego, zatem nie muszą być to pochwały wyssane z palca, wymuszone 🙂

I tak komplementuję niemal wszystkich. Zatrzymuję się biegając, by powiedzieć starszej Pani, że pięknie dziś wygląda. Miała wspaniale dobrany do płaszcza kapelusz i wyglądała niezwykle elegancko. Moje słowa spotkały się z jej konsternacją. Spojrzała na mnie jak na wariata, prychnęła i… poszła dalej. Co najmniej, jakby pomyślała, że próbuję ją podrywać 🙂

Mam taki osiedlowy sklep w którym robię codzienne zakupy. Ekspedientki mnie znają, moja wizyta tam, nigdy nie kończy się na sprawunkach, zawsze bowiem zamienimy choć kilka słów, a czasami zdarza mi się stać i z pół godziny, gdy wciągnie nas rozmowa. Przyszedłem jak co dzień rano… moja ulubiona ekspedientka nie w humorze, pomyślałem zatem, że będzie to świetna okazja by komplementem poprawić jej nastrój. Ciężko było skomplementować uśmiech, gdy mina skwaszona. Postanowiłem pochwalić nową fryzurę i od razu w odpowiedzi usłyszałem: „Aaaa gdzie tam, na szybko tak uczesałam rano, ja nie umalowana, a pan to bajerant! Mam lustro w domu i wiem jak wyglądam”.

W centrum handlowym w Gdyni mijam faceta około 40-tki. Wygląda niczym żywcem wyjęty z reklamy salonów z garniturami. Spokojnie jego zdjęcie mogłoby znaleźć się w jakimś katalogu. Pochwaliłem jego wygląd, ale ku memu zdziwieniu nie ucieszył się. Moje słowa ewidentnie go zirytowały. Być może wziął mnie za geja – wysyczał tylko przez zęby: „SPIER…”

Wczoraj wpadłem do znajomych. Siedzieliśmy sobie w najlepsze i gadaliśmy, gdy z pracy wróciła żona mojego przyjaciela. Miała na sobie piękną sukienkę w kolorze butelkowej zieleni i wyglądała w niej zjawiskowo. To była idealna okazja by wyrazić uznanie. Pochwaliłem sukienkę… i znowu padało: „no co Ty… przecież to stara sukienka, miałam już ją na sobie z tysiąc razy, nic szczególnego”.

Dziś rano na siłowni pochwaliłem chłopaka, który przychodzi tam niemal codziennie od kilku miesięcy. Widuję go regularnie. Przez ten czas jego sylwetka bardzo się poprawiła, sporo schudł, przestał się garbić, ewidentnie nabrał pewności siebie. Tak mi się przynajmniej wydawało. Powiedziałem mu, że super wygląda i, że widać, że ciężka praca przynosi efekty. Spłonął rumieńcem i… uciekł.

Wychodząc z siłowni zobaczyłem piękną blondynkę w czerwonym płaszczu, który tylko podkreślał jej urodę. Powiedziałem jej, że ma piękny płaszcz i wygląda obłędnie.
A ona na to… uśmiechnęła się, dzięki czemu wyglądała jeszcze piękniej i odpowiedziała – „Dzięki, tak też się czuję” i poszła dalej 🙂
Przez cały tydzień tylko ona jedna! Jedynie ona ucieszyła się z pochwały. Tylko u niej dostrzegłem na moje słowa błysk w oku.

Zastanawiam się dlaczego mamy tak wielki problem z przyjmowaniem komplementów. Dlaczego od razu torpedujemy pochwały wypowiadane w naszą stronę?
Przecież, jeśli wypowiadająca je osoba dostrzeże, że swoimi słowami sprawiła nam przyjemność poczuje się zachęcona, by wypowiadać te miłe słowa znacznie częściej.
Dlaczego, gdy ktoś wyraża uznanie na nasz temat – od razu sprowadzamy go na ziemię, próbujemy zaprzeczać. Czy wynika to z faktu, że sami nie jesteśmy siebie pewni? A może boimy się, że zostaniemy odebrani za osobę zbyt pewną siebie, może nawet arogancką?

Nie wiem… W każdym razie ewidentnie mamy w tej kwestii sporo do poprawienia. Zachęcam Was, żebyśmy razem to zmienili. Powiedzenie komuś czegoś miłego – nic nie kosztuje, a może zdarzy się tak, że naprawdę poprawi komuś nastrój, sprawi by deszczowy, jesienny dzień był przyjemniejszy. A nade wszystko – wierzę, że jeśli częściej będziemy sobie wszyscy wzajemnie prawili komplementy – staną się one tak naturalne, że w końcu zaczniemy na nie reagować właściwie – z uśmiechem i dziękując osobie, która nas docenia.


Lifestyle

„W pierwszym momencie pomyślałem, że mnie ta akcja nie dotyczy”. Męski głos #metoo

Maciej Rębisz Męskim Okiem
Maciej Rębisz Męskim Okiem
21 października 2017
Fot. iStock/BERKO85

Od kilku dni Facebookiem rządzi tag #metoo. Wszystko zaczęło się od aktorek molestowanych seksualnie przez Weinsteina. Kobiety zjednoczyły się w akcji społecznej #Metoo, czyli #Jateż byłam ofiarą przemocy seksualnej. Tagom towarzyszy tekst: „O co chodzi w akcji? Gdyby wszystkie kobiety, które kiedykolwiek były molestowane seksualnie napisały „ja też” w statusie, być może pokazałoby to ludziom, jaką skalę ma to zjawisko. Więc – jeśli to było też twoje doświadczenie, możesz skopiować i wkleić #metoo, #jateż.”

Za tym tagiem poszły wyznania… wstrząsające. Poraża nie tylko treść, ale przede wszystkim ilość osób, których problem dotyczy. Rzecz jasna zaraz za tym poszły wstrętne, obraźliwe odpowiedzi mężczyzn, którzy wytykali, że to mało prawdopodobne by część z pań była molestowana, nie są bowiem wystarczająco atrakcyjne. A nawet jeśli to prawda to powinny być wdzięczne, że ktokolwiek zechciał…

Ale ja nie o tym chciałem… Zmilczmy temat, spuśćmy na idiotów zasłonę milczenia…

W pierwszym momencie pomyślałem, że mnie ta akcja nie dotyczy. Sam molestowany nigdy nie byłem, a skoro jestem fair, skoro jestem przyzwoitym człowiekiem to i pewnie nie molestowałem nikogo. Niemniej… przez cały ten tydzień nie dawała mi ta akcja spokoju.

Zacząłem w głowie przeczesywać wspomnienia, szukając jakichś „momentów”. Okazało się, że to moje „jestem fair” pękło niczym bańka mydlana. I tym bardziej zrobiło mi się przykro… Wstyd i przykro. Pora przyznać się przed samym sobą i bijąc się w pierś stwierdzić, że nie, nie jestem fair.

Już pod koniec szkoły podstawowej „strzelałem” koleżankom z biustonoszy i w dosadny sposób komentowałem ich budzącą się kobiecość, kiełkujące piersi. W liceum moje dłonie wędrowały tam, gdzie nie życzyły sobie moje partnerki. Wielokrotnie też rzucałem seksistowskie uwagi na temat wyglądu koleżanek. Kilkukrotnie w klubach, pod wpływem alkoholu (choć nie jest to żadne usprawiedliwienie i kompletnie mnie to nie tłumaczy) zdarzało mi się wkładać język w usta kobiet, które delikatnie powiedziawszy nie były tym faktem zachwycone. Takich „akcji” z pewnością było więcej. O części pewnie nie chcę pamiętać i skutecznie wyparłem je ze świadomości. To prawda, nigdy nikogo nie zgwałciłem… ale molestowanie to nie gwałt! A przynajmniej nie tylko gwałt!

Teraz po latach, wielokrotnie reagowałem na przemoc wobec kobiet. Za pobicie mężczyzny, który na moich oczach znęcał się nad swoją partnerką miałem sprawę w sądzie. Protestowałem będąc świadkiem naprzykrzania się paniom w klubach. Tym bardziej… jest mi przykro, że i ja… byłem jednym z nich.

Rozmiar akcji #jatez #metoo przeraża. Wydaje mi się, że chyba nikt się tego nie spodziewał. Taki ogrom postów. Opowieści. Tyle okrutnej prawdy. Szczerze powiedziawszy nie sądzę, że uda się coś zmienić. Może jednak da nam to do myślenia. Może to będzie rodzaj przebudzenia i zdamy sobie sprawę w jakim świecie tak naprawdę żyjemy. A może ta akcja da coś tym wszystkim kobietom? Nie od dziś wiadomo, że zjednoczenie daje siłę… A tutaj okazuje się, że ogrom kobiet jest częścią ogólnoświatowej wspólnoty. Kobiet, które ktoś zbrukał. Kobiet, które teraz przestają milczeć. Nie, to nie Wasza wina. Nie, to nie Wam powinno być wstyd.

Pozostaje mi mieć nadzieję, że mimo wszystko nikt nie napisał przeze mnie posta otagowanego #metoo. Niemniej… przepraszam. I to nie tylko tutaj… to przepraszam nie jest pustym słowem rzuconym w przestrzeń, które nie dotrze do zainteresowanych. Postaram się bowiem dotrzeć bezpośrednio do kobiet z odmętów mojej pamięci i je też przeprosić. Nawet jeśli tego po latach nie pamiętają… Mam nadzieję.