Lifestyle

Tato, o jedno tylko cię proszę – zakochaj się. Pora, żebyś pozwolił komuś zaopiekować się tobą

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
25 lipca 2016
Fot. iStock/svetikd
 

Kochany Tato, u mnie dobrze, nie martw się o mnie!

Pamiętasz? Tak zaczynały się wszystkie moje listy do ciebie. Wiem, że trzymasz je ciągle w niebieskim pudełku po butach, razem z moimi pierwszymi rysunkami. Na tych rysunkach same kotki, pieski i królewny. Panie z przedszkola dziwiły się, pamiętasz Tato? Jak to możliwe, że tak jak inne, „normalne” dziewczynki, uwielbiałam rysować królewny, projektować im suknie i wycinać z papieru korony? Jak to możliwe, że przychodziłam codziennie na czas, ubrana w czyste i pachnące sweterki, spódniczki, rajstopki w serduszka? Jak to możliwe, że włosy miałam zaplecione w dwa, idealnie równe, cienkie warkoczyki? Jak to możliwe, że znałam tak dużo bajek i tak szybko składałam literki w wyrazy? Jak to możliwe, że jestem uśmiechniętym i szczęśliwym dzieckiem, skoro nie miałam mamy, miałam tylko… ciebie?

Dużo później, chyba kiedy zdawałam do liceum, opowiadałeś, żeby mnie rozbawić, jak nocami ćwiczyłeś te warkoczyki na mojej Barbie. Jak dzwoniłeś do znajomych z pracy i pytałeś, jak sprać jagody z mojej ukochanej sukienki. Jak kupowałeś różne poradniki i czytałeś o świnkach, różyczkach i pierwszych miesiączkach. Ojcowie moich koleżanek nigdy nie rozmawiali z nimi o miesiączkach, wiesz?

A jeszcze wcześniej, Tato? Zaraz po tym, kiedy zabrakło mamy? Mogłeś oddać mnie do babci, rzucić w wir pracy, zamknąć się w sobie. Przecież wiem, że cierpiałeś. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić twojego cierpienia. Nikt z nich nie potrafił, nawet babcia, która straciła córkę.

Kochałeś swoją żonę ze wszystkich sił, mieliście zbudować dom i pojechać w podróż do Nowej Zelandii. Mieliście się razem zestarzeć i patrzeć na nas – mnie i mojego brata, który nigdy się nie urodził. Mama odeszła, ty zostałeś tutaj, ze mną. Małym, wrzeszczącym, kilkumiesięcznym zawiniątkiem. Nie poddałeś się. Stałeś się dla mnie wszystkim, czego mogłoby mi brakować. Dałeś wszystko, za czym mogłabym zatęsknić, choć nigdy przesadnie nie rozpieszczałeś.

Podjąłeś decyzję, która wywróciła twój świat do góry nogami: przeniosłeś swoje biuro do domu, bez chwili zastanowienia zrezygnowałeś z życia, które miałeś wcześniej. To ja byłam przez te lata twoim życiem. Ustaliłeś zasady, z których jedna, najważniejsza, pomagała ci dokonywać zawodowych wyborów i podejmować decyzje: moja córka jest dla mnie na pierwszym miejscu – mówiłeś kolegom, którzy proponowali ci kilkumiesięczne, intratne wyjazdy daleko od domu.

Kiedy zaczęłam chodzić do szkoły, babcia pytała mnie, jak sobie radzisz. Nie rozumiałam, co to znaczy „jak sobie radzisz”. Nie wiedziałam, że ty możesz sobie nie poradzić. Dla mnie byłeś najwspanialszy i nigdy nie zawaliłeś, Tato. Ty pewnie sobie myślisz, że takich sytuacji, w których mnie zawiodłeś było mnóstwo. Wiem, że długo przeżywałeś, kiedy zapomniałeś o sukience na bal przebierańców i o urodzinach mojej przyjaciółki. I to jedno zebranie w szkole, na które nie mogłeś pójść. I wiem, że nigdy nie wybaczysz sobie, że nie mogłeś uratować mamy. Ale dla mnie jesteś bohaterem.

Widziałam twoje łzy i wiem, że słabość i strach  są bardzo ludzkie i bardzo męskie. Widziałam złość, kiedy cierpiałam z powodu choroby, albo złamanego serca i wiem, że rolą ojca jest być przy córce w trudnych chwilach. Widziałam szczęście i wzruszenie, gdy pewnego sierpniowego popołudnia odbierałeś mnie z autokaru. Wyjechałam na kolonie jako mała dziewczynka, a wróciłam jako świetnie radząca sobie nastolatka z patentem żeglarza.

Dziś jestem już całkiem dużą dziewczynką, ale chyba jeszcze bardziej niż kiedyś potrzebuję czuć, że jesteś.

Pamiętasz? Mieliśmy swoje święta, swoje małe rytuały. Rok otwierały imieniny mamy, dzień, w który wyjmowaliśmy wszystkie albumy ze zdjęciami z waszego ślubu i górskich wycieczek. W Wigilię, w każdą rocznicę jej śmierci, opowiadałeś mi o niej zabawne historyjki i o tym– ciągle chciałam tego słuchać – jak zobaczyłeś ją pierwszy raz.

Przez te wszystkie lata Tato, nie pojawiła się w twoim życiu żadna inna kobieta. Wiem, co mówili inni: „Powinieneś sobie kogoś znaleźć. Dziewczynka potrzebuje matki, ty potrzebujesz kobiecej ręki w domu”. I wiesz co? Już wtedy wiedziałam, że tego nie zrobisz. Kochałeś ją cały ten czas. A twoja miłość, do niej i do mnie, starczała nam z nawiązką.

Dziękuję ci za to, że kiedy brałam ślub, nie chciałeś odprowadzić mnie do ołtarza. Powiedziałeś: „Nie należysz do mnie, nie jesteś dla mnie rzeczą, którą można oddać innemu mężczyźnie. Będę dziś szczęśliwy, bo ty jesteś szczęśliwa, ale pamiętaj – należysz tylko do siebie”.

Kochany Tato, śmiałeś się ze mną, kiedy oglądaliśmy razem „Amelię”, pamiętasz? Jej ojciec latami pielęgnował pamięć o swojej żonie. Ja chciałabym dziś mieć w sobie odwagę Amelii by powiedzieć ci, że nadszedł czas na zmiany. Pora Tato, żebyś się zakochał i wyruszył w podróż marzeń. Pora, żebyś pozwolił komuś zaopiekować się tobą. Proszę cię tato, zrób to dla swojej córki.


Lifestyle

„Szczęściara z ciebie, twoi rodzice cię kochają. Moi się mnie tylko brzydzą”

Anika Zadylak
Anika Zadylak
25 lipca 2016
Fot. iStock/DusanManic
 

Pani nie ma pojęcia jak to jest. Siedzimy przy obiedzie, ja i rodzice. Włączona telewizja i wiadomości, a na ekranie para lesbijek. Nagle ojciec z odrazą w głosie mówi: – I po co oni znowu to zboczenie pokazują?! Leczyć to cholerstwo trzeba!  Dobrze, że my mamy normalnego syna! Gdyby tylko wiedział, że moja „dziewczyna” ma na imię Kamil. I że nie jestem normalny, bo jestem gejem.

Nie rozumie, dlaczego się to rozpatruje w kategorii problem

Daria ma 15 lat. Kiedy patrzę na nie obie – córkę i mamę, uśmiech przychodzi sam. Cały czas coś mówią, przytulają się albo chociaż trzymają za ręce.

– Jesteśmy słabym materiałem na historię. Sensacji ani łez nie będzie. Gdy w ubiegłym roku odkryłam, a raczej potwierdziłam, że wolę dziewczyny to nie miałam dylematów, powiedzieć czy lepiej nie. Strach? Przed własnymi rodzicami? To żart, tak? Przecież jestem szczęśliwa, nikogo nie krzywdzę a wręcz przeciwnie! Nie obnoszę się z tym, bo traktuje to zwyczajnie. Przecież to chyba naturalne, że nastolatki się zakochują.

Patrzę na mamę dziewczyny i słyszę, że to czy partner jej córki będzie Stasiem czy Matyldą, nie ma żadnego znaczenia. I, że nie rozumie dlaczego się to rozpatruje w kategorii problem. – Przecież  jestem matką. Nigdy nie myślałam o tym, jakiej orientacji seksualnej będą moje dzieci. Nie myślałam o tym, ani w kategorii problem, ani w ogóle w żadnej kategorii.
Najważniejsze jest przecież, żeby były zdrowe, szczęśliwe i żeby nikt nie robił im krzywdy. Nigdy, nie przyszłoby mi do głowy odtrącenie żadnego z moich dzieciaków ze względu na zainteresowania, wybrane przez nie religie czy orientacje. Ale wiem, że nie w każdym domu tak to wygląda. Córka ma przecież różnych znajomych. Słyszę jak te dzieciaki płaczą, jak panicznie się boją, że się wyda. I takie zdanie kiedyś padło, od kolegi geja. Zdanie, które wryło mnie w ziemie i złamało serce: „Szczęściara z ciebie Daria. Niesamowita, twoi rodzice cię kochają. Moi się mnie tylko brzydzą”. I zastanawiam się z kim jest większy problem – z tymi dzieciakami czy ich mamą i tatą.

Źle mówię, bo przecież z tymi dziećmi problemu nie ma. Dokonali logicznego wyboru, który był dyktowany uczuciami i akceptacją samego siebie. Ja tego nie wiem ale domyślam się, że jak taki nastolatek coraz bardziej zaczyna rozumieć, że nie jest taki jak większość rówieśników, to pewnie jest wystarczająco przerażony. Gdzie ma więc z tym iść, jak nie do własnej matki? Ale gdy odkrywa, że nie znajdzie tu wsparcia, zostaje sam. Sam z poczuciem lęku, wstydu, strachem przed reakcją otoczenia i tym najgorszym. Że zawiódł. Zawiódł najważniejsze osoby w jego życiu. A przecież to absurd! I straszne. I cholernie przykre.

„Ja nic pani nie powiem o Bartoszu, bo nie ma o kim. Ja już nie mam syna”

– To żona się zgodziła na tę rozmowę. Ja nic pani nie powiem o Bartoszu, bo nie ma o kim. Ja już nie mam syna. W mojej rodzinie, wszyscy z głowami mieli w porządku. Jakby miał do mnie szacunek i zdrowie psychicznie, to jak każdy facet miałby dziewczynę.

Chciałem pomóc, dać mu szansę, ale on się nawet leczyć nie chce, niewdzięcznik! Człowiek zapieprza po tyle godzin, żeby wszystko miał, a to się tak odpłaca! Jak on mógł nam to zrobić, na taki wstyd narazić. Przecież jak to się wyda, to przyjdzie się wyprowadzić, bo jak ludziom w oczy spojrzeć!

Mama Bartka, zaprasza mnie do kuchni. Przeprasza za męża, ale jednocześnie usiłuje tłumaczyć. – Jest rozgoryczony, na synową i wnuki liczył. I raz już przecież tyle nerwów było, bo Bartek liceum kończy i mówi, że będzie tańczył. Jakby normalnych, męskich zajęć na świecie nie było. Awantura za awanturą o to była, aż mąż odpuścił.

Okazał tyle zrozumienia i tolerancji przecież!  Ale jak syn wyskoczył z tym czymś… Ile ja nocy nie przespałam, ile się naprosiłam, natłumaczyłam. Błagałam go nawet, żeby do psychiatry i księdza znajomego ze mną poszedł. Nawet słuchać nie chciał, tylko łzy mu leciały. A przecież to mężczyzna jest! To musi być choroba, bo już w tym jego lamentowaniu widać, że coś jest z nim nie tak. Ja nie chciałam żeby to się tak skończyło, że syn teraz u obcych mieszka i boje się myśleć, co tam się wyrabia.

Gdzie popełniliśmy błąd? Przecież  mamy jeszcze dwóch starszych i normalni są, rodziny mają ale też się brata wstydzą.  Za złe mu mają, że taki numer wyciął. Co z tego, że to duże miasto? Ale sąsiedzi, znajomi, jest ich sporo. Żyć nam nie dadzą, zniszczą, zaszczują.

Pytam, czy się nie martwi, nie boi, że Bartek coś sobie zrobi, że go stracą. – Przecież to nie nasza wina! Powinien tu przyjść i przeprosić, ojca o wybaczenie prosić i przestać się wygłupiać. Mamy taki duży dom, miłości i miejsca starczy dla wszystkich. Dla jego wybranki kobiety też. No sama pani widzi, to nie tak, że my go odtrąciliśmy i zamknęliśmy przed nim drzwi. Chcemy dać mu szansę, pomóc, lekarza nawet opłacimy.

Milknie na dłuższą chwile, widzę łzy spływające po jej twarzy. – Jak mąż śpi, to do jego pokoju idę. Koszulki wącham, poduszkę do serca przyciskam. Urodziłam go, kocham. Tak, nadal bardzo kocham, tęsknie. I liczę na to, że wróci. Kilka dni temu SMS-a napisałam, żeby dał znak, czy głodny nie jest, czy krzywda mu się nie dzieje. Zaczął dzwonić ale nie odebrałam, bałam się rozmawiać. Napisał i zapytał, czy my go w ogóle jeszcze kochamy. I że chciałby do domu wrócić, bo mu strasznie ciężko bez nas. I co mu pani odpowiedziała? – Synku, bardzo cie kochamy. Wróć, pomożemy ci. Przecież każdą chorobę można pokonać, zwłaszcza ze wsparciem rodziny. Nie wrócił. I już się nie odezwał. Podobno do pracy do Warszawy pojechał z tym, no z tym kolegą swoim, przez którego to wszystko. Może to i lepiej. Tam miasto ogromne, więcej możliwości. Może tam mu ktoś pomoże, na terapie namówi.

Siedzimy na ławce. Ja i Bartek. Mówi, że nie muszę mu powtarzać, jak wyglądała rozmowa z jego rodzicami. Domyśla się. Mimo to uśmiecha i opowiada o planach na przyszłość. O pracy, o studiach, swoim chłopaku, w którym znalazł oparcie. Słucham i jednocześnie myślę o tym, jaki przeszywał go ból. Za każdym razem, gdy przekraczał próg własnego domu. Za każdym razem, gdy siadał do stołu z matką, która nosiła go pod sercem przez 9 miesięcy i powtarzała, jak bardzo go kocha i cieszy się że jest. I przestała, gdy tylko wyznał jej prawdę o sobie. Myślę o tym, jak bardzo się bał za każdym razem, gdy szedł na spacer z ojcem i czuł, zaciskającą się w okół szyi pętle. Pętlę złożoną z lęku i odrazy, obrzydzenia i nienawiści – ojca do syna. Pytam go na koniec, o czym marzy. – Chyba najbardziej, żeby usiąść do tego symbolicznego stołu, bez poczucia winy. Zawiodłem, bo kocham, ale nie tak, jakby życzyli sobie ci najbliżsi. Myślisz, że ojciec poda mi jeszcze kiedyś rękę?


Lifestyle

Bielizna i pewność siebie? Duet, który można wypracować!

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
25 lipca 2016
Bielizna i pewność siebie? Duet, który można wypracować!
fot. iStock/Lorado

Z bieliźnianą miłością jest jak ze szpinakiem, żeby zrozumieć jego wartość i przekonać się do unikalnego smaku, trzeba po prostu dorosnąć. Zakup pierwszego biustonosza nie dla wszystkich jest przyjemnością; czasem na zalew radości z powodu nowego kompletu bielizny musimy trochę poczekać. Jednak kiedy już znajdziemy idealny rozmiar, chcemy więcej i więcej. Dessous to najlepszy przyjaciel kobiety, który może być zarówno oznaką buntu przeciw panującym trendom, ale i potwierdzeniem, że o siebie dbasz, a do tego może sprawić, że poczujesz się lepiej!

Definicja stylu

Mówi się, że bielizna to narzędzie do uwodzenia mężczyzn, bo czy może być coś seksowniejszego od czarnej koronki na nagim ciele? Zamiast zmuszać się do ubierania tego, co modne i co powinno znaleźć się pod codziennym strojem, zastanów się, jaki styl preferujesz tak naprawdę. Myśląc o czarnej koronce zapominamy, że nie każda z nas czuje się w niej komfortowo, a przecież komplet dopasowany do naszego charakteru może nie tylko poprawić humor, ale przede wszystkim dać nam wygodę na cały dzień. Sportowy stanik na co dzień? A może najmodniejszy bralet? Cokolwiek wybierzesz, pamiętaj, że nie ma żadnych zasad, kiedy chodzi o styl. Po prostu ubierz to, co sprawi, że poczujesz się piękna i szczęśliwa.

Rozpieszczaj się!

Nowy biustonosz w ramach gratulacji dla samej siebie za kolejny udany projekt? Dlaczego nie! Kiedy bieliźniana miłość już zakwitnie, nic nie sprawia większej radości od nowego kompletu upatrzonego w ulubionym sklepie. Jako kobieta z serii plus size, bardzo często słyszę, że powinnam nosić zwykłą, ładną bieliznę, ale na pewno nie taką zarezerwowaną tylko i wyłącznie dla pięknych, szczupłych dziewczyn. Trochę czasu zajęło mi przekonanie siebie samej, że to wielka bzdura. Niestety dla społeczeństwa, jestem strasznie przekorną osóbką, co w tym wypadku polecam każdej z was! Nieważne, ile ważysz i jaki nosisz rozmiar, ważne, żeby sprawiać sobie drobne radości, które sprawią ci przyjemność, ale i podkreślą twoją kobiecość. Kiedyś usłyszałam, że seksowna, luksusowa bielizna przypomina kobietom o ich wrodzonej wartości – coś w tym jest!

Działaj pod przykrywką

Każda z nas lubi mieć słodkie tajemnice, a kiedy takim sekretem staje się ulubiony komplet pięknej bielizny, poczujesz się naprawdę wyjątkowo! Możesz pracować od dziewiątej do siedemnastej, szanować dress code, a jednocześnie sprawić, że poczujesz się sobą. W końcu nikt nie zajrzy ci pod sukienkę! Naprawdę nie doceniamy potęgi  tej części garderoby, która jest wielkim polem do popisu w temacie wyrażania swojej indywidualności. W końcu pod ogromny, wygodny sweter możesz założyć zalotny, koronkowy biustonosz, a pod profesjonalną garsonkę – piękne, tiulowe body. Dla mnie seksowna bielizna to pewnego rodzaju pokreślenie osobowości, ale i poczucie, że jestem sobą w każdej minucie dnia, niezależnie od tego, gdzie jestem. No i jak mawiają faceci – zawsze miło zobaczyć piękną bieliznę po zdarciu tradycyjnej spódniczki z ukochanej.

Doceniaj to, co czyni cię wyjątkową

Niezależnie od tego jaki kształt ma twoja sylwetka czy jaki aktualnie nosisz rozmiar, powinnaś cieszyć się swoim ciałem. Tak, doskonale wiem, że to wcale nie takie proste. Szczególnie jeżeli twój rozmiar odbiega od sieciówkowych norm, a przepiękny stanik w krzykliwym kolorze staje się obiektem pożądania. Na trudnej drodze do tej pięknej miłości stoi jeszcze ciężki okres dojrzewania, z którego czasem wychodzimy z minimalną pewnością siebie, a wrogiem numer jeden zostaje lustro. Cała sztuka polega na tym, żeby docenić coś, co czyni cię wyjątkową, choć wcześniej nie zwracałaś na to uwagi. W moim przypadku było tak z biustem, który zawsze odbiegał od przyjętych norm. Nienawidziłam go, aż w końcu dotarło do mnie, że może to być mój największy (dosłownie) atut. Pomogła mi w tym brafiterka, która idealnie dobrała rozmiar biustonosza, dobierając do niego piękne, wysokie majtki. Wtedy pierwszy raz poczułam się naprawdę piękna! Jeżeli w przeszłości nasłuchałaś się, jak bardzo jesteś: brzydka, gruba, za chuda, za niska, masz za długie ręce, za krótkie nogi – potraktuj noszenie pięknej bielizny jako trening pewności siebie i akceptacji. Zobaczysz, z czasem to, co kiedyś powodowało ogromny ból, stanie się twoim atutem!


Zobacz także

Nie wystarczy tylko być prawdomównym. Co zrobić, żeby inni ci ufali?

15 myśli, które siedzą w głowie każdego narcyza

8 zaskakujących faktów o śnie

Co ci się dzisiaj śniło, jakie miewasz sny? O symbolice snów i ich znaczeniu