Lifestyle

Pozycja na łyżeczkę – to prawda, że zawsze się sprawdza?

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
17 czerwca 2022
spać nago
fot. panossgeorgiou/iStock
 

Pozycja na łyżeczkę to najpopularniejsza i wymagająca najmniej wysiłku pozycja seksualna. Bywa nazywana pozycją dla leniuchów, których ekstremalne wyczyny i eksperymenty łóżkowe nie kręcą. Pozycja na łyżeczkę jest w pełni bezpieczna dla kobiet w ciąży. Jak wygląda i co warto o niej wiedzieć?

Pozycja na łyżeczkę – jak wygląda?

Seks jest czymś wyjątkowym. Pobudza zmysły, wzmacnia więź, sprawia przyjemność i odpręża. Oczywiście tylko wtedy, gdy każdy z partnerów odczuwa pełną satysfakcję. Dobrze, by para nie nudziła się ze sobą w łóżku. Eksperymentowała, próbowała nowych pozycji, czy korzystała z gadżetów pozwalających czerpać jeszcze większą radość ze zbliżenia intymnego. Okazuje się, że niektórzy wolą spokojniej, bardziej tradycyjnie i klasycznie. Jak wygląda pozycja na łyżeczkę? Partner obejmuje swoją partnerkę, która odwrócona jest do niego plecami. Oboje mają delikatnie ugięte nogi. Właśnie w takiej pozycji większość z nas budzi się o poranku. Gdyby spojrzeć na partnerów z góry, kształt ciał przypominałby kuchenną łyżeczkę. Podczas zbliżenia mężczyzna wchodzi w partnerkę od tyłu lub w zależności od preferencji – analnie.

To partner jest stroną dominującą. Decyduje o szybkości i intensywności penetracji. Mężczyzna podczas zbliżenia ma wolne ręce, którymi może dotykać kobiece ciało. Choć to partner przejmuje władzę, partnerka nie jest całkowicie pozbawiona możliwości działania. Zmieniając ruch i ułożenie bioder, a także ułożenie nóg, zmienia kąt penetracji.

Dla kogo?

Pozycja na łyżeczkę jest stosunkowo łatwa technicznie i nie wymaga od partnerów większego wysiłku. Z tego względu polecana jest tuż po przebudzeniu lub przed snem. Uznawana jest za najlepszą pozycję dla osób starszych, kobiet w ciąży i partnerów o gorszej kondycji fizycznej.

Zobacz również: Oto najbardziej stresująca pozycja seksualna. Lubisz ją?

Pozycja na łyżeczkę – zalety

Bez wątpienia to niewymagająca, relaksująca i spokojna pozycja, która nie wymaga wyjątkowych umiejętności i dużej sprawności. Jej leniwy charakter, delikatność i wyjątkowa bliskość ciał sprawiają, że uznawana jest za bardzo romantyczną. Dla jednych brak kontaktu wzrokowego jest wadą, dla innych to ogromna zaleta – podkręca, pobudza wyobraźnię i stymuluje inne zmysły. Podczas współżycia w pozycji na łyżeczkę, partner ma wolne ręce i nieograniczoną swobodę ruchów. Może pieścić całe ciało swojej partnerki. Choć kobieta ma utrudnioną sytuację, wystarczy odrobina fantazji, by jeszcze bardziej pobudzić zmysły partnera. To wygodna i dyskretna pozycja, która polecana jest nie tylko kobietom w ciąży, ale i partnerom o różnej budowie ciała.

Zobacz również: Pozycja misjonarska – jak ją uatrakcyjnić?

Pozycja na łyżeczkę – wady

Niestety, tak jak każda, tak i ta pozycja seksualna ma swoje wady. Przede wszystkim utrudnia partnerom seksualnym kontakt wzrokowy czy pocałunki. Muśnięcia warg, namiętne pocałunki dla wielu są ważną częścią zbliżeń i samego stosunku. Partner, może pieścić partnerkę rękami, ale ona, choć ma wolne dłonie, ma bardzo ograniczony zakres ruchów. Ze względu na ułożenie podczas zbliżenia, może się zdarzyć, że penis „wypada” z pochwy, co może być stresujące i frustrujące. Jednak wiadomo – praktyka czyni mistrza. Nie jest to pozycja polecana partnerom lubiącym akcję podczas stosunku. Zdarza się, że anatomiczna budowa ciała utrudnia współżycie w takim ułożeniu. Czasami budowa pochwy sprawia, że penetracja jest nieprzyjemna i bolesna. Niekiedy zbyt duży brzuch mężczyzny lub zbyt krągłe pośladki kobiety okazują się kłopotliwe.


Lifestyle

„Rozkwitła, jak ją zostawił…” Kobiety, co z Wami? A gdzie byłyście wcześniej? Więził was ktoś?

Listy do redakcji
Listy do redakcji
16 czerwca 2022

Tak się jakoś dzieje, że w zdecydowanej większości przypadków, rozstanie jest powodem do wszelkiej zmiany w życiu kobiety. Zauważyłyście tę zależność? Kobiety, co z nami? Gdzie byłyśmy wcześniej? Więził nas ktoś?

Jak to jest, że gdy tylko dojdzie do rozstania, często na własne życzenie, (tak, tak, jestem świadoma tego, co piszę), uruchamiamy tryb – ja ci teraz ch… pokażę! I lecimy do fryzjera, bo przecież zawsze marzyłyśmy o blondzie, albo krótkich włosach, a przecież całe życie nosiłyśmy długie. I kiedy on mówił, że w krótkich nam było fajnie, bo pamięta sprzed lat, kiwamy głową z politowaniem, bo niby co on może o nas wiedzieć…

Z miejsca startujemy z dietą, bo przecież wcześniej nam się nie chciało o siebie zadbać, że niby nie miałyśmy powodu. A teraz proszę! Wystarczył tydzień, a przyciasna spódniczka seksownie opina nasze uda, nawet stringi się znalazły. Ja się złapałam na tym, że miałam takie pudło głęboko schowane w szafie z napisem „10 kilo mniej”, a tam cuda, cudeńka! Stringi, sexi koszulki do spania, nawet stroje kąpielowe, w które od lat nie wchodziłam. I nigdy mi tego pudła nie brakowało, a on tylko patrzył jak ciągnę to pudło w nowe miejsca przeprowadzek i nawet nie komentował. Słowem się nie odezwał. Czekałam zawsze kiedy przypomni, żeby wypalić jakiś inteligentnie złośliwy pocisk w stylu: „znam pełno takich lasek, które z całą pewnością się w to zmieszczą… i tylko tyle można o nich powiedzieć”! Ha! Dobre, co! Że ja niby taka mądra, inteligentna, że wygrał los na loterii. Niech tylko coś powie.

Nigdy nie powiedział, ale powiedzonko mi się nie zmarnowało, bo były inne okazje. Czasem coś chlapnął, że powinnam z nim więcej na rowerze jeździć, albo dać się namówić na nurkowanie. Snorkeling chociaż.  No to słyszał, co miał słyszeć…

Na kolejny ogień zmian leci nasza praca. Będziemy teraz spełniać się zawodowo! Spełniać nasze marzenia! Będziemy teraz stawiać na siebie. Latać na spotkania, korzystać z życia! Nagle okazuje się, że naszym marzeniem był start w maratonie, wspinaczka wysokogórska, a i okazuje się, że jedziemy nurkować, a co! Kiedyś nam się nie chciało ale teraz zmienimy wszystko. A co! Jeszcze tylko foty na Insta: #trzymajciekciuki #idzienowe #terazja #carpediem #idinach… Cieszymy się, nawet nam to dobrze robi przez chwilę dobrze na głowę, wszyscy biją nam brawo. Wow jaka silna, piękna, gdzie on miał oczy… Karmimy się tym przez kolejne miesiące, czasem tylko dopada nas żal i przypomina, że w tych zmianach zabrakło prawdy o nas samych.

Kobiety, co z nami? Czy aby na pewno robimy to z naszej i tylko naszej organicznej potrzeby, czy … tylko na pokaz? A gdzie byłyśmy wcześniej? Konia z rzędem tej, co się przyzna, że na pewno zwyczajnie nie popełniłyśmy grzechu zaniedbania…

Piszę „byłyśmy” i utożsamiam się z nami, bo ja też jestem po takiej historii. Patrzę jednak na to swoje rozstanie z perspektywy i spokojnie, bo widocznie, aż tak mocno mi na nim nie zależało. Nie kochałam wystarczająco. Ale tak, przyznaję – nie myślałam o sobie w taki dobry sposób, żeby i on był zadowolony. Miał się cieszyć z tego, co ma, bo nie zawsze miałam czas, żeby o siebie zadbać. Nie myślałam, że to może być ważne, co tam 10 kilo więcej, niż kiedy się poznaliśmy. ma mieć kochać taką jaką jestem! Byłam wyniosła i złośliwa, a kiedy bąknął coś o rozstaniu, to pierwsza wypaliłam, że „jak mu źle, to ma szukać szczęścia gdzie indziej”. Oczywiście nie zabrakło tych wszystkich obelg o tępych dzidach, co to mają czas na malowanie pazurów, więc i dla niego znajdą.

No i pojawiła się. I wcale nie taka tępa. Lubi z nim na rowerze jeździć. A ja po miesiącu wcielania wszystkich zmian w życie, próbuję nie zwariować, bo zabrakło oklasków.

 

 


Zobacz także

O przemijaniu inaczej. To, jak szybko mija czas najlepiej widzę, gdy patrzę na moje dzieci

12 rzeczy, z których zdasz sobie sprawę dopiero, gdy całkowicie zrezygnujesz z alkoholu

O której godzinie powinnaś chodzić spać? To zależy od twojego znaku zodiaku