Lifestyle

„Nie, tato, nie będę się z tobą więcej spotykać. Mam 18 lat, mogę zdecydować. Niedobrze mi na twój widok”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
31 sierpnia 2022
fot. Elia Pellegrini/Unsplash
 

Już dość. Wcześniej mogłeś mnie zmuszać, manipulować mną. Mogłeś mnie też urabiać i ja za za każdym razem ci wierzyłam. Bo przecież nie jesteś taki zły. A potem znów zachowywałeś się tak samo. Ale teraz nie, nie będę utrzymywać z tobą kontaktów.

To mnie za dużo kosztuje….

Najprościej mówiąc. Nie mam siły na wieczną huśtawkę. Kiedyś byłam zależna, musiałam to znosić, już nie chcę.

Od dwóch lat, chodzę na terapię. Nauczyłam się takich słów, jak zaburzenia borderline, osobowość narcystyczna. Zrozumiałam, że to o tobie. Wcześniej nie wiedziałam.
Jednego dnia byłam ukochaną córeczką, zabierałeś mnie do zoo, kupowałeś lody i byłeś miły, ale wystarczył drobiazg, a już byłeś zły i buczałeś na mnie. Nigdy nie wiedziałam, co zrobisz.
Wrzeszczałeś, że jestem debilem, bo źle postawiłam szklankę. Potrafiłeś mnie szarpnąć, a za chwilę wpadałeś do pokoju spytać, czy pójdziemy na łyżwy.

Spotkania z tobą wciąż wywołują za dużo emocji…

Albo jesteś wesoły, masz mnóstwo wspólnych planów albo siedzisz z nosem w telefonie, bo się pokłóciłeś z „nią”– jakąś kolejną koleżanką.

Ile mi ich kazałeś poznać? Dokładnie cztery. A jak zapierałam się, że nie pojadę, groziłeś mamie policją. Dwie te koleżanki były naprawdę miłe, ale to to dla mnie obce osoby– nie chciałam jeść z nimi obiadu, poznawać ich dzieci. Ale pamiętasz, do pierwszej się przyzwyczaiłam. Opiekowałam się nawet jej synkiem, tyle, że potem, gdy już się rozstaliście, zabraniałeś mi z nią rozmawiać. Potem miałeś żal, że nie jestem uprzejma dla kolejnych dwóch. A dziś zgadzasz się, żeby czwarta mówiła, że jestem „pojebaną nastolatką”. Tak, słyszałam waszą rozmowę.
I tak, nie chcę już do ciebie przyjeżdżać. Nie muszę być miła dla czwartej, obcej baby i nie będę.

Wciąż  mówisz, że to wina matki…

Generalnie oboje mówicie, że to wina tego drugiego, a ja mam tego dość, nie chcę w tym uczestniczyć– jestem tylko waszym dzieckiem.

Poza tym nieustannie przekładałeś spotkania. Miałeś być o dziesiątej, przyjeżdżałeś o pierwszej i rzucałeś, że coś ci wypadło.

Ja tego nie chcę. Wolę nie mieć ojca. I tak go nie mam– byliśmy trzy razy na wakacjach. Zawsze z twoimi kobietami. Nawet, jak brałeś ze mną pokój, to i tak słyszałam w nocy wasze jęki. To nie był czas dla mnie. Nigdy nie byłeś u mnie na zebraniu, a potem robiłeś aferę, że źle się uczę. Nigdy nie zaproponowałeś, że zapłacisz za moje korepetycje albo pomożesz mi w nauce. Za to pomagasz  obcym. Za mojego psychologa też nie chciałeś zapłacić, bo to „zbędne fanaberie”

Nie chcę już słyszeć o twoich rozterkach miłosnych. Nie obchodzi mnie to!!! Nie mam ochoty słuchać kim jest „nowa” oraz nie mam ochoty widzieć, jak podrywasz przy mnie dziewczyny niewiele starsze ode mnie– to obleśne. Nie chce również słyszeć, że „matka kradnie ci kasę i nie kupisz mi kurtki, bo ona ma alimenty”. Rzygać mi się chce na ciebie.

To tyle mniej więcej. Najgorsze jest jednak to, że gdy chcę ci to wszystko powiedzieć– przerywasz i mówisz, że „nie moja sprawa”, „jestem dzieckiem”. Bardzo ciekawe– i śmieszne, bo to ty mnie wciągnąłeś w to wszystko. I ty mówisz do mnie, jak do dorosłej. Nie wiem na co liczę, i tak nie zrozumiesz, co do ciebie mówię.

Zazdroszczę niektórym koleżankom ojców. Spokojnych i bezpiecznych. Nigdy nie czułam się przy tobie bezpiecznie.

 

 


Lifestyle

Weronika Książkiewicz: Kiedy jesteś spełniona i spokojna, to czas na miłość przyjdzie. Nie warto skupiać się na szukaniu

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
31 sierpnia 2022

– Kobiety powinny zainwestować w siebie w taki sposób, żeby same ze sobą mogły czuć się dobrze. Wierzę, że kiedy jesteś spełniona, szczęśliwa i spokojna, to i czas na miłość kiedyś przyjdzie. Nie warto skupiać się na szukaniu. Może to dziwnie zabrzmi, ale lepiej… skupiać się na sobie, żeby być silną, mądrą, dobrą i uśmiechniętą kobietą – mówi Weronika Książkiewicz, która zagrała właśnie główną rolę w komedii romantycznej „Szczęścia chodzą parami”. Dlatego pytamy aktorkę, czy szukanie miłości ma sens? Czy wierzy, że z pecha może narodzić się coś dobrego? I co dziś pomaga jej skutecznie poprawiać humor?

Mówi się, że komedia jest najtrudniejszą sztuką aktorską. A ty masz do tego niesamowity talent!

– Wydaje mi się, że ludzi wzruszają podobne sprawy, ale każdy ma trochę inne poczucie humoru. Dlatego trudno jest zrobić komedię, która rozbawi wszystkich. Niemniej powiem ci, że „Szczęścia chodzą parami” to film, który może otworzyć nowe ścieżki w myśleniu i głęboko poruszyć. Nie tylko rozśmieszyć. Wierzę, że takie walory mają nie tylko głębokie i skomplikowane dramaty. Dobra komedia, zwłaszcza w tych niełatwych czasach, w których teraz żyjemy, ma wielką wartość. Wszyscy chcieliśmy, by nasi widzowie dostali od nas sporą dawkę śmiechu, dużo relaksu i odpoczynku, bo to właśnie w tej chwili jest nam wszystkim bardzo potrzebne. Dlatego mówimy o tym filmie, że to najbardziej przewrotna komedia w tych przewrotnych czasach.

Na koniec pada jeszcze motto: „Pech czasem przynosi szczęście”. Wierzysz w to powiedzenie?

– Wierzę w to, że my, ludzie, emanujemy energią i w dużej mierze sami kreujemy swoją rzeczywistość. Jeżeli mamy wysokie wibracje, to będziemy przyciągać do siebie podobnych ludzi i sytuacje. Natomiast jeżeli nasze wibracje są obniżone, czyli jesteśmy zabiegani, nieskupieni i gdzieś daleko od samych siebie, to wtedy zdarzają się nam niefortunne wypadki.

Dasz jakiś przykład?

– Opowiem ci coś śmiesznego. Do ostatnich chwil przed wejściem na plan nie było wiadomo, czy wezmę udział w tym filmie, bo właśnie miałam serię różnych nieszczęśliwych wypadków. Zaczęło się od tego, że uderzyłam zderzakiem samochodu w zaparkowany skuter. To nie była wielka kraksa, ale jednak. Potem zostawiłam klucze do mojego domu w zupełnie innym mieście, a ostatecznie musiałam jechać do szpitala.

Fot. Jarosław Sosiński / ZYGFRYD STUDIO

Co się wydarzyło? Dlaczego musiałaś jechać do szpitala?

– Słuchaj, ja wpadłam do toalety! Uwierzyłabyś?

Właśnie miałam jechać na przymiarki kostiumów, a… musiałam zadzwonić do reżysera i powiedzieć: „Bartek, ja nie dam rady przyjść”. „A co się stało?” spytał reżyser i wyobraź sobie, że wtedy usłyszał ode mnie: „Bartek, ja wpadłam do toalety”. Sytuacja była banalna, bo nakładałam balsam na nogi i jedną stopę oparłam o brzeg sedesu. Nagle palce ześlizgnęły się i cała noga wpadła do środka, a druga w tym samym czasie uniosła się i runęłam na podłogę. Milimetry głową od brzegu brodzika prysznica. Leżałam tak chwilę i przez głowę przebiegła mi jedna myśl: „Nie, jest już po filmie w ogóle!”. Moja stopa była potłuczona, sina, spuchnięta i wyglądała jak noga słonia. Bartek Prokopowicz stanął jednak na wysokości zadania i zabrał mnie natychmiast do szpitala. Szczęście w nieszczęściu, okazało się, że tylko się okropnie potłukłam. Gdyby noga była złamana, to niestety teraz byśmy nie rozmawiały o tym filmie. (śmiech).

Jak ci się pracowało na planie z Bartoszem Prokopowiczem?

– Niesamowite było dla mnie spotkanie z całą familią Prokopowiczów. Bartek reżyserował, Jeremi robił zdjęcia, Wiktor, najmłodszy z braci, był drugim reżyserem. Już od samego początku na etapie zdjęć próbnych między nami zaiskrzyło. Złapaliśmy nić porozumienia. Bartek miał swoją wizję, ale pozwalał nam też na wymyślanie, kreowanie i lekkie zmienianie scenariusza. On wierzy, że do dobrej komedii trzeba się dobrze przygotować, bo w tej dziedzinie po prostu pójście na żywioł i improwizacja nie zawsze się sprawdzają. Komedia to tak naprawdę matematyka. Ja to najlepiej widzę w teatrze na przykładzie sceny, podczas której widownia zawsze wybucha salwami śmiechu. Czasem zdarza się, że jak zgubimy rytm, nagle zapada cisza. Dlatego mówię, że komedia, to ścisłe wyliczenia, tu wszystkie puzzle muszą do siebie pasować.

Bardzo przewrotnym pomysłem było wybranie Michała Żurawskiego na twojego partnera romantycznego. Michał zupełnie nie kojarzy się widzom z komediowym amantem.

– I właśnie to było wspaniale. Wybór Michała nie był oczywisty, ale dzięki temu nasza komedia jest zupełnie inna. Michał zagrał Brunona bezpretensjonalnie. Jestem przekonana, że jego dobro i ciepło sprawią, że niejedna kobieta zatęskni za fajną miłością.

Bardzo polubiłam też twoją bohaterkę, Malwinę. Masz krótko ostrzyżone włosy, nie nosisz romantycznych sukienek na ramiączkach i przede wszystkim jesteś kobietą niezależną, która nie szuka miłości.

Moja bohaterka jest skupiona na swojej pracy, karierze i marzeniach. Malwina jest grafikiem, projektantką przedmiotów użytkowych i dotychczas dostawała zlecenia, które nie były dla niej zbyt interesujące. Aż nagle otrzymała możliwość stworzenia karoserii samochodu, co zawsze było jej ogromnym marzeniem, bo od dziecka spędzała z tatą czas w warsztacie samochodowym. Ponieważ na tym etapie życia była absolutnie pochłonięta spełnianiem tego marzenia, to szukanie drugiej połówki nie było dla niej istotne.

Fot Jarosław Sosiński / ZYGFRYD STUDIO

Jest taka teoria, że miłość można znaleźć, dopiero kiedy przestaje się jej szukać. Wierzysz w to?

– Słyszałam o tym, ale tych teorii na temat znajdowania miłości jest tak wiele, w dodatku sprzecznych, że nie potrafię się pod żadną definitywnie podpisać. Mam taką jedna rzecz, w którą wierzę. Miłość bywa naszym lustrem, bo ta druga osoba zazwyczaj okazuje się naszym odbiciem. Jak to wytłumaczyć? Po prostu przyciągamy do siebie dokładnie to, co mamy w środku. Jeżeli nam wydaje się, że partner ma wątpliwości, to może okazać się, że wątpliwości tak naprawdę są, ale po naszej stronie.

Dlatego kobiety powinny zainwestować w siebie w taki sposób, żeby same ze sobą mogły czuć się dobrze. Wierzę, że jak jesteś spełniona, szczęśliwa i spokojna, to i czas na miłość kiedyś przyjdzie. Nie warto skupiać się na szukaniu. Może to dziwnie zabrzmi, ale lepiej… skupiać się na sobie, żeby być silną, mądrą, dobrą i uśmiechniętą kobietą.

A ty jak dziś inwestujesz w siebie?

– Medytuję, choć nie nazwałabym się żadną znawczynią tematu. Wyraźnie jednak czuję, że dzięki temu mam teraz więcej energii, spokoju i widzę wiele rzeczy z dystansem. Od momentu, kiedy zaczęłam tę swoją wewnętrzną podróż, wszystko wokół mnie zaczęło się powoli zmieniać. Ludzie, którzy od dawna byli w moim życiu, odeszli, a pojawili się zupełnie nowi. Nawet zawodowo dostaję teraz zupełnie inne propozycje ról do zagrania.

Medytacja nauczyła mnie też w dużej mierze panować nad swoimi emocjami. Jeśli w moim życiu wydarza się dziś coś smutnego, to nie idę na sam dół, tylko dzięki medytacji i „byciu tu i teraz” potrafię się do góry wyciągnąć.

A na poprawę humoru zawsze najlepsza jest fajna komedia!

– Żebyś wiedziała! Dlatego zapraszam do kin nie tylko singli i poszukiwaczy miłości. Od 2 września.


Zobacz także

Ludzie od nas odchodzą, poczucają

Im częściej i więcej dajesz od siebie innym, tym mniej do ciebie wraca. Jak się w życiu nie rozczarować?

Twoje „normalne” dla nich jest magiczne – zobaczcie ten wzruszający film pokazujący „zwykły” dzień widziany oczami matki i dziecka

Sprawdź, czy jesteś w toksycznym związku [QUIZ]