Kuchnia Lifestyle

Racuchy z serem na leniwy sobotni dzień

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
20 lutego 2016
Fot. Archiwum prywatne
 

Jest tak: wstajesz i nic ci się nie chce. Sobota, niedziela – chcesz mieć wreszcie leniwy dzień, jeśli można tak nazwać dzień z dziećmi, które domagają się atrakcji (także kulinarnych). „Dziś jest dzień słodkiego!”- słyszysz od rana, po tygodniu zmagania się z:

  • Mamo, mogę lizaka? – Nie.
  • Mamo, czy żelek to też słodycz? – Tak.
  • Mamo, a Tosi mama daje jej do szkoły batona. – Fajnie.
  • Mamo, a Jurek kupił sobie w szkole chipsy. – Jurek!!!
  • Chipsy to nie słodycz. Zdecyduj się, Mamo. – Jezu!
  • Mamo, czy to brązowe, co masz nad ustami to Nutella? – Cooo?
  • Mamo, kiedy będzie sobota? – Nie masz kalendarza?

Dobra. Więc nie chce ci się jechać na zakupy. Wolisz poszwędać się w pidżamie, szlafroku lub dresach. Postanawiasz zrobić coś, co:

  • Nie wymaga wyjścia z domu
  • Jest proste
  • Składniki prawie zawsze masz w lodówce/spiżarni
  • Nie jest z owsem, ziarnami, orkiszem czy czymkolwiek innym zdrowym
  • Przypomina ci smaki z dzieciństwa
  • Wrzuci trochę endorfin do spracowanego tygodniem umysłu

Może więc Racuchy z serem? Mięciutkie, pyszne, rozpływające się w ustach.

Przepis (na ok. 8-10 racuszków):

  • 2 jajka
  • 1/2 szklanki mąki
  • 2 łyżki cukru, najlepiej waniliowego (no ja daję 3) – pamiętajcie, że na wierzch posypiecie jeszcze cukrem pudrem
  • ok. 150 gram twarogu (ja mam kruchy, najlepszy od Pani Różyczki z targu w Sandomierzu)
  • ja dodaję do wszystkich racuchów odrobinę maślanki lub kefiru (spulchnia je)
  • ewentualnie rodzynki/żurawina (moja Klara nie lubi, ale moim zdaniem dobry pomysł)
  • olej do smażenia

Przygotowania:

  • Miękki szlafrok
  • Czyste ręce
  • Cokolwiek już w żołądku (bo nie zdążysz podać, a zjesz)
  • Muzyczka w tle (u nas leci Mamma Mia)
  1. Ubijamy pianę z jajek (najlepiej przy Voulez-Vous)

    Fot. Archiwum prywatne

    Fot. Archiwum prywatne

  2. Dodajemy żółtka, cukier waniliowy, mąkę i ser (miksujemy przy Honey, Honey, myśląc o komentarzach ukochanego, że zaraz będzie narzekać, że d… rośnie)IMG_1506
  3. Mieszkamy łyżką i rozgrzewamy oliwę
  4. Smażymy (tylko przy Dancing Queen)

    Fot. Archiwum prywatne

    Fot. Archiwum prywatne

  5. Odsączamy na ręczniku papierowym, by jednak d… nie urosła
  6. Posypujemy pudrem (obficie, nie żałując sobie, bo jednak duża d… jest podobno seksowna)
  7. Można podać w towarzystwie owoców na talerzu (mi się nie chciało układać, zresztą nie było co po kilku minutach) 🙂
Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Smacznego! Zobaczcie to naczynie na mąkę, które znalazłam u Mamy, skarb! Jutro ciasto drożdżowe mojej Mamy!

Ps. Może pójdę pobiegać? 🙂


Kuchnia Lifestyle

„Tolerowałam homoseksualność pod warunkiem, że mnie ona w żadnej sposób nie dotyka. Aż syn spytał: Co byście zrobili, jakbym powiedział, że jestem gejem?”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
20 lutego 2016
Fotomontaż: Pixabay / kaicho20 / Olichel / thetruthpreneur / Greyerbaby / langll / CC0 Public Domain
 

Idą w białych kapeluszach z tęczowymi wstążkami. Na paradzie dumnie niosą transparent: „Jestem mamą geja”, „Moja córka jest lesbijką”, „Jestem dumnym ojcem geja”. Tak mogą wspierać swoje dzieci. – Homoseksualność od zawsze istnieje. Dopiero od jakiś stu lat zaczęła być piętnowana i stygmatyzowana w naszej kulturze. Czytałam w internecie, że skoro moja córka jest lesbijką, to powinnam uważać, że jest zboczona. Są tacy, którzy wrzuciliby ją do jednego worka z pedofilami i zoofilami, którzy uważają homoseksualność za dewiację. A to moja córka, wychowana przeze mnie, która nikomu krzywdy nie robi tym, że kocha, a co z tego, że kocha inaczej niż większość?

„Mamo, bo ty nic nie rozumiesz”

linia czerwona 6px

To są zawsze różne historie. Homoseksualność dzieci jest często dla rodziców niezauważalna, mówią o swojej orientacji w różnym wieku, bo kiedy już oswoją swoją seksualność jest ona dla nich czymś zupełnie naturalnym. Tak samo intymnym jak dla osób heteroseksualnych.

Dla rodziców niemal zawsze jest szokiem. – Rozmawiałam ze starszym synem o ślubie młodszego prosząc o pomoc w odwiedzeniu go od tego pomysłu. Młodszy miał zaledwie 21 lat, co on wiedział o małżeństwie. Kiedy zaczęliśmy mówić o rodzinie, kiedy sięgnęłam do wzorców rodzinnych, do tradycji, zaczęłam mówić o mężu, żonie i dzieciach, mój syn zaczął się buntować, że nie zawsze rodzina oznacza bycie z kimś odmiennej płci. Spytałam: „To co, ty jesteś gejem?”. „Tak” – usłyszałam. Miał wtedy 23 lata. Wybiegłam do sypialni, usłyszałam jeszcze: „Mamo, żebyś tylko nie czuła się z tego powodu winna”.

Rodzic powinien być na to przygotowany, tylko który tak naprawdę jest.

– Moja córka miała 25 lat, a mnie martwiło, że jest sama. Kiedy przyszła na niedzielny obiad rozmawiałam z nią o tym, jak ważne jest mieć kogoś obok siebie, że to przyjemność mieć rodzinę. A ona zaczęła płakać. Obiad skończyłyśmy w kiepskiej atmosferze. Pomyślałam, że powinnam ją przeprosić za te naciski. Kiedy wychodziła, rzuciła mi tylko: „Mamo, bo ty nic nie rozumiesz”. I tak patrzyła na mnie i patrzyła, i wtedy padło: „Mamo, bo ja jestem lesbijką”. Szok. Kompletnie nic o homoseksualności nie wiedziałam. Ale chciałam ją przytulić i dać jej wsparcie, tak po prostu z matczynej miłości.

– Zawsze mi się wydawało, że nie jestem homofobką. Tolerowałam homoseksualność pod warunkiem, że mnie ona w żadnej sposób nie dotyka. Mając 15 lat syn spytał przy Wigilii: „Co byście zrobili, jakbym powiedział, że jestem gejem”. Zatkało mnie. Jak zza ściany usłyszałam, jak moja mama mówi do mojego syna, że nieważne kim jest, ona zawsze będzie go kochać. Miałam do siebie ogromny żal, bo te słowa powinny paść z moich ust. A ja nie byłam w stanie nic z siebie wydobyć.

Homoseksualność burzy i rujnuje twoje wyobrażenia o szczęśliwym życiu

linia pomaranczowa 6px

Rozczarowanie. Obok obawy przed niezrozumieniem i odrzuceniem to uczucie może towarzyszyć dzieciom homoseksualnym. Bo odmienna orientacja niszczy marzenia rodziców o szczęśliwym życiu swoich dzieci. A przecież szczęście to rodzina – żona, mąż, dzieci, w końcu wnuki. – W momencie, kiedy dowiadujesz się i słyszysz, że twoje dziecko jest homoseksualne, to burzy, rujnuje wizję o przyszłości twojej i twojego dziecka – mówi jeden z rodziców dodając – To jest bardzo trudne i bardzo bolesne. Każdy musi przejść swoją żałobę. Pogodzić się z utraconymi marzeniami, choćby o wnukach i ślubie swojego dziecka.

– Przepłakałam tydzień. Nie mogłam się pogodzić ze stratą swoich wyobrażeń o swoim i mojego syna życiu. Dopiero później zaczęłam czytać i szukać kontaktu z rodzicami, którzy znaleźli się w podobnej do mojej sytuacji.

– Tłumaczyłam mojej córce, żeby zaczęła się inaczej ubierać, zmieniła kolczyki, była bardziej atrakcyjną dla mężczyzn kompletnie nie zdając sobie sprawy, że moja wizja jej szczęśliwego życia była kompletnie inna od jej marzeń i potrzeb. Kiedy powiedziała, że jest lesbijką w kompletnej nieświadomości i szoku powiedziałam: „Oj, najwyżej będę mówić, że jesteś starą panną” – strasznie ją tym zraniłam.

„A ja nienawidziłam homoseksualistów”

linia żółta 6px

– Moja córka stwarzała problemy w szkole, alienowała się, nie miała przyjaciół wśród rówieśników. Chodziłam z nią do psychiatry. Nikomu – ani mnie, ani nauczycielowi, nawet psychiatrze nie powiedziała, z czym sama się borykała. A ja nienawidziłam homoseksualistów i nie raz mówiłam o tym głośno. I ona w takiej atmosferze wzrastała. Nie było we mnie za grosz tolerancji dla osób z odmienną orientacją seksualną. Ta moja nienawiść do innej orientacji powodowała, że moja córka jeszcze bardziej się zamykała. Dzisiaj myślę, że gdybym nie zachorowała na nowotwór, ona być może popełniłaby samobójstwo. Wtedy wiedziała, że potrzebuję jej wsparcia, może jej problemy zeszły na dalszy plan. Najbardziej boli, że przez wiele lat utwierdzałam ją w przekonaniu, że homoseksualność jest czymś bardzo złym.

Wyrzuty sumienia. One towarzysza rodzicom dzieci homoseksualnych. Że nie zauważyli, że byli zbyt mało uważni, że nie domyślili się i że nie wspierali swoich dzieci w najtrudniejszym dla nich okresie dorastania. – Od swojego syna w kilku krótkich zdaniach, bo więcej nie byłam w stanie udźwignąć, dowiedziałam się, że on o swojej homoseksualności wiedział już wiele lat wcześniej.  Najtrudniej było mi przyjąć informację, że to ja nawaliłam, że zamiast być wsparciem dla mojego dziecka, działałam wręcz opresyjnie w tak zwanej dobrej wierze. Te wyrzuty sumienia dopadły mnie na długie lata. Myślę, że jeszcze dzisiaj się z nimi nie uporałam. Nie było mnie, kiedy byłam Wiktorowi potrzebna. Cofnęłabym tylko jedno – ten czas, kiedy nie mogłam go wesprzeć, a wręcz potęgowałam jego wyobcowanie i strach. I nigdy nie odważę się spytać, jak on czuł się w tamtym okresie… Mogę sobie tylko wyobrazić. Jedno wiem – bał się, że zostanie przeze mnie odrzucony i będzie musiał żyć samotnie – to musiało być dla niego straszne.

– Popełniłam bardzo dużo błędów. Tekst o starej pannie, kiedy moja córka powiedziała, że jest lesbijką był kompletnie nie na miejscu. W tym całym szoku zadzwoniłam do niej i spytałam, czy nie potrzebuje pomocy psychologa, bo wydawało mi się, że skoro ona mi właśnie powiedziała, że jest lesbijką, to dopiero sama to sobie uświadomiła. My, rodzice, często tak myślimy. Podczas gdy nasze dzieci już kilka lat wcześniej oswoili w sobie tę homoseksualność. Była we mnie wielka potrzeba przeproszenia mojej córki za wszystkie słowa, którymi mogłam ją skrzywdzić w przeszłości. I to też zrobiłam.

„Jak ja to powiem ludziom?”

linia zielona 6px

Mówi się, że kiedy dzieci wychodzą z szafy, rodzice się do niej chowają. Jedną z pierwszych obaw, która przychodzi – jak ja powiem o tym innym, a co jak ktoś nie zaakceptuje mojej córki lub syna. Może lepiej siedzieć cicho? – Podczas rodzinnego spotkania moja szwagierka zaczęła bardzo źle mówić o osobach homoseksualnych, próbowałam zmienić temat. Kiedy zaczął wtórować jej  szwagier, który wiedział, że Patrycja jest lesbijką – moja córka nie wytrzymała i głośno powiedziała o swojej orientacji. Bo to jest tak: okey to sobie bądź, ale siedź cicho i broń Boże głośno o tym nie mów. Dzisiaj nie mam kontaktu ze swoją rodziną. Córka jest dla mnie najważniejsza. Nie toleruję ich hipokryzji. Za to zrozumienie i pełną akceptację otrzymałyśmy od najbliższych mojego partnera. Ja sama musiałam pokonać trudną drogę – przejścia z bieguna nienawiści dla homoseksualności do zrozumienia mojej córki i pokazania jej i sobie, że moja miłość do niej jest kompletnie bezwarunkowa.

– Gdybym głośno nie mówiła, że moja córka jest lesbijką, dzisiaj nie mogłabym się chwalić, że rysuje fantastyczne komiksy lesbijskie, że zdobywa wyróżnienia w różnych konkursach, była nawet zaproszona na wystawę do Berlina. Po pierwszym strachu „co ludzie powiedzą”, przyszła refleksja, że nie chcę udawać, że tego nie ma. Dowiedziała się rodzina, później koleżanki. I nikt nie miał z tym żadnego problemu.

– Jedno, co się zmieniło po tym jak mój syn się wyoutował – odeszłam od kościoła. Nie mogę sobie wybaczyć, że wysyłałam go na religię, na bierzmowanie mówiąc, że do ślubu mu się to przyda… A on już wtedy już wiedział, że żadnego ślubu kościelnego nigdy nie weźmie. Nie chcę być tam, gdzie mój syn nie jest akceptowany, a relacje ze znajomymi, którzy nie byli w stanie przełknąć, że jest gejem – zerwałam bardzo szybko. On jest dla mnie najważniejszy.

Każdy z rodziców powtarza, że najgorszy jest brak wiedzy. Nikt ich nigdy nie uczył o homoseksualności, nie uświadamiał, że jest ona zupełnie naturalna. Nikt ich dzieciom w szkole nie powiedział: „Jeśli jesteście homoseksualni, to nie ma w tym nic złego”. Orientacja seksualna jest jak kolor skóry – z nią się po prostu rodzimy.

– Kiedy mój syn powiedział, że jest gejem – nadal był moim ukochanym dzieckiem. Najbardziej wzruszające jest, gdy jego ojciec, który nie jest zbyt wylewnym wita się i żegna z chłopakiem mojego syna przytulając się. To jest siła pełnej akceptacji i zrozumienia.

„Idą dwa pedały”

linia niebieska 6px

Rodzic dziecka homoseksualnego nieustannie się boi. Czy  jego dziecko dozna przemocy, agresji i poniżenia. – Walczę z językiem nienawiści. Zwracam uwagę tym, którzy w taki sposób wypowiadają się homoseksualności. Pytam: „A co gdyby twoje dziecko powiedziało, że jest gejem lub lesbijką?”. To zawsze skutkuje i powoduje chwilę refleksji.

– Mój syn mieszka w Niemczech, tam sobie ułożył życie. Zobaczył, że poza naszym krajem można żyć normalnie, że nikt nie wytyka cię palcem. A gdy ktoś zaprasza cię na imprezę, to nie dziwi się, kiedy przychodzisz z partnerem tej samej płci. Komfort tego, że Wiktor jest bezpieczny, to dla mnie bardzo bardzo ważne.

– Jest we mnie strach, że mój syn zostanie skrzywdzony fizycznie. Czasami słyszy, gdy idzie ze swoim chłopakiem: „Idą dwa pedały”. Tego boję się najbardziej.

„Szukałam drugiej osoby, która jest w podobnej sytuacji”

linia fioletowa 6px

Jedna z mam odpowiada na listy, które piszą rodzice dzieci homoseksualnych. – Piszą bardzo krótko: : „Kocham mojego syna, ale nigdy w życiu nie powiem na głos, że jest gejem” albo: „Proszę o pomoc. Moja córka jest lesbijką”. Otwierają się dopiero z każdym kolejnym listem. Najtrudniejsze jest, gdy piszą geje lub lesbijki, którzy mają problem ze swoimi rodzicami. Najczęściej z matkami, z którymi mieli dobry kontakt, a po wyoutowaniu słyszą obelgi i bluzgi… Ja mogę im jedynie opowiedzieć swoją historię.

Rodzice często szukają pomocy. – Poszłam na spotkanie organizowane przez Kampanię Przeciw Homofobii i powiedziałam, że ja tu przyszłam jako rodzic, bo potrzebuję pomocy, szukam drugiej osoby, która jest w podobnej sytuacji. I ta rozmowa, wymiana doświadczeń z kimś, kto przeszedł przez to samo jest bezcenna.

Rodzice dzieci homoseksualnych prowadzą blogi, by przybliżyć innym problemy z jakimi się sami borykali i dać dostęp do solidnej wiedzy. Jedna z mam podkreśla, że w każdym większym mieście są organizacje pomagające rodzicom.  – Nie zawsze jest to Kampania Przeciw Homofobii,  w Łodzi jest na przykład Fabryka Równości, w Gdańsku Tolerado. Wiem, że we Wrocławiu powstała organizacja na kanwie KPH. Trzeba szukać, bo warto. Naprawdę. Nie jest łatwo zmierzyć się z homoseksualnością swojego dziecka samemu, my też potrzebujemy wsparcia.

linia czerwona 6px linia pomaranczowa 6px linia żółta 6px linia zielona 6pxlinia niebieska 6px linia fioletowa 6px

W Kampani Przeciw Homofobii ruszył nabór do kolejnej edycji Akademii Zaangażowanego Rodzica – cyklu bezpłatnych warsztatów skierowanych do matek i ojców osób LGB, czyli lesbijek, gejów i osób biseksualnych. Pierwsze zajęcia już w kwietniu. Więcej informacji znajdziecie pod tym linkiem.

Chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj na blog: rodzice lgb.

linia czerwona 6px linia pomaranczowa 6px linia żółta 6px linia zielona 6pxlinia niebieska 6px linia fioletowa 6px


Kuchnia Lifestyle

„Nie, druga osoba nie cierpi tak samo”. Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o rozstaniu

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
19 lutego 2016
Fot. iStock / Gajus

Decyzja o tym, by rozstać się z partnerem nigdy nie przychodzi łatwo. A gdy już ją podejmiemy, to i tak często mamy wątpliwości. Dlaczego tak jest? Po czym poznać, że przestałyśmy kochać partnera albo jak dostrzec, że on przestał kochać nas? Kiedy należy skończyć związek i jak można przygotować się do rozstania?


Czy kobieta, która przygotowuje się do rozstania powinna szukać wsparcia innych kobiet?

To bardzo pomaga. Dla wielu z nas koniec związku to trauma. Można się z tym borykać latami, unikać budowania nowej relacji. Warto szukać kobiet, które przeżyły podobne rzeczy – tylko one mogą nam krok po kroku pokazać jak to jest – jak sobie radzić, na co musimy być przygotowane.

Co pomaga uporać się ze stratą?

Nie u każdej z tych kobiet możemy mówić o „uporaniu się”. Jedne, owszem, są szybko gotowe do nowego życia. Ale są też inne, które muszą pokonać długą drogę, żeby powiedzieć: to już za mną. Ważne, żeby poradzić sobie ze wszystkimi emocjami związanymi z rozstaniem. Zadać sobie pytanie: jakie konkretnie są moje uczucia. Wtedy po raz pierwszy możemy mówić o o żalu, złości, smutku,strachu. Czy wiemy z czym konkretnie nie możemy sobie poradzić? Z poczuciem odrzucenia, przegraną rywalizację z inną kobietą? Wstydem? Czasem warto wyobrazić sobie lustro, w którym widzimy byłego partnera.Roztrzaskajmy to lustro, w wyobraźni, na kawałki. Jest tu i teraz. Co to znaczy? Że już nie jesteśmy w tamtym związku, że to już przeszłość, że to już. To ważne, bo często karmimy się iluzjami – wszystko się uda naprawić, znów będziemy razem. Żyjemy takimi złudzeniami nawet wiedząc o tym, że ich były partner już jest w innym związku.

Czy ktoś kto porzuca cierpi podobnie?

Smutne, ale ktoś, kto podjął decyzję o rozstaniu, jest tego pewny, to raczej już nie cierpi. Oczywiście, są ludzie, którzy odchodzą, bo nie mają wyjścia. Ale wtedy trudno mówić o decyzji, to jest bardziej przymus. Bo co mi pozostaje, jeśli druga strona już nie odpowiada na to, czego ja potrzebuję, odsuwa się? Kto tutaj kogo porzuca nawet jeśli to ja wypowiadam słowo „koniec”. Choć z drugiej strony nawet taką sytuację możemy przeżyć z dumą i poczuciem wpływu – co ułatwia pogodzenie się ze stratą.

Dlaczego zostajemy, choć chcemy rozstania?

Tym, co sprawia, że kobieta nie odchodzi, często jest lęk. On ma, oczywiście, różne podłoże. Czasem zastanawiamy się, co będzie potem i to budzi strach, bo wydaje nam się, że będzie gorzej. Sama zmiana życia też generuje strach – nie jesteśmy na to gotowe. Jest mnóstwo mechanizmów, które zatrzymują kogoś w relacji. Trzeba je powoli poznać, rozbroić jak bombę, dopiero wtedy można mówić o gotowości do rozstania.

Czy dużo jest kobiet, które potrafią się rozstać?

Z pewnością nie, a to pewnie dlatego, że jest niewiele rodzin, które uczą takiego komfortowego funkcjonowania w relacji z mężczyzną. Jesteśmy raczej od dziecka przygotowywane do tego, że może być ciężko, a naszym zadaniem jest to znosić, naprawiać, łagodzić.

Co to znaczy wiedzieć, że związek mnie niszczy? 

A skąd w ogóle wiemy, że czujemy się źle? Jakie ciało daje nam sygnały? Najczęściej to ściśnięty żołądek, drżące ręce, przyspieszony puls, ogólny dyskomfort. Jeżeli kobieta wraca do domu i jest zestresowana, boi się, nie może jeść albo przeciwnie, kompulsywnie się objada, pojawiają się problemy ze snem, jeśli nie może się rozwijać, cieszyć, jest smutna – jest to znak, że ta relacja jest niszcząca. Mąż czy partner nie powinien być źródłem lęku czy frustracji. Jeśli, oczywiście, uznajemy, że właściwa jest definicja związku jako relacji napędzającej do życia, dodającej energii. Że razem możemy zrobić więcej niż samotnie, lepiej zarabiać, może więcej podróżować, mieć dzieci, pasje, seks. Gdy tego nie ma, warto się zastanowić dlaczego tak się dzieje. Może to nie chodzi o partnera, albo nie tylko o niego. Może to ja przestałam kochać?

Czasem myślimy: „Boże, rzucę go, ale co będzie z domem, rodziną?”. Czujemy się winne. Jak sobie z tym poradzić? Co to oznacza?

Zdrowa relacja to taka relacja, w której możemy być sobą, nie musimy udawać, tylko możemy szczerze mówić o tym, co czujemy. I jeśli kobieta zaczyna mieć wątpliwości, to siada z partnerem i mówi: „Nie wiem, co się z nami dzieje, nie wiem co czuję, zróbmy coś z tym”. Wtedy mogą podjąć ileś działań, których celem jest przyjrzenie się temu – mogą rozmawiać, iść na terapię, wyjechać razem czy nawet zdecydować na chwilę rozłąki. Ale to zawsze jest współpraca. Ona mówi, on reaguje. A jeżeli ona w samotności zastanawia, co ma z tym zrobić, czy go kocha czy nie kocha, to chyba nie najlepiej świadczy o  porozumieniu. Potrzeba uchronienia związku przed rozpadem musi być po obu stronach. To bardzo ważne. Jeśli on nie chce walczyć– znaczy, że nie zależy mu tak bardzo jak tobie. Nie myśli. „Co będzie z domem, rodziną”.

A jeśli się boję, że powiem co czuję? Bo on odejdzie?  

I jak to świadczy o tym związku i jego wartości? Inna rzecz, że kobiety często nie chcą dostrzec tego, co mężczyźni im przekazują, nawet niewerbalnie. On się już wycofuje, a ona myśli, że jak będzie miła, to wszystko da się uratować. Godzi się na wszystko, byle tylko on z nią był. Często utrzymujemy więc pozory, że wszystko jest ok. Robimy to i dla siebie, i dla otoczenia. Łatwiej przepłakać noc, a rano z dumnie podniesionym czołem ruszyć do pracy i podtrzymywać iluzję dobrze funkcjonującej rodziny. U większości ludzi jest ta ogromna tęsknota za domem z ogródkiem, dwójką dzieci i kolacjami dla przyjaciół. Bo tak – w obiegowej opinii – wygląda i żyje człowiek, który ma udane życie.

Są kobiety, które w takim związku się nudzą. Chcą silnych emocji, dla nich relacja z mężczyzną to ciągłe przejażdżki z nieba do piekła i z powrotem. Skąd one mają wiedzieć, że powinny podjąć decyzję o rozstaniu skoro wciąż żyją w skrajnych emocjach?

Warto przyjrzeć się relacji z rodzicami. Jeśli tam było zbliżanie i oddalanie, odrzucenie, napięcie, huśtawka – to trudno, żeby ktoś wychowany w takiej atmosferze umiał potem żyć w spokojnym związku. Taka osoba rzeczywiście często mówi „nudzi mnie stabilizacja”. Za tym kryje się lęk przed bliskością. Niestabilny partner jest gwarancją, że nigdy nie będziemy z nim naprawdę. A co za tym idzie – nie zostaniemy odrzuceni. Paradoks polega na tym, że kobiety żyjące z niestabilnym mężczyzną są przecież wciąż odrzucane, ale z drugiej strony mają złudzenie, że nie muszą bać się, że on je odkryje, pozna, zaakceptuje, a potem odtrąci. One też nie będą musiały pokochać go naprawdę – z jego wadami, słabościami. Taka więź jest dla nich odstraszająca. Takie kobiety zakochują się nie tylko w niestabilnych mężczyznach, ale też w takich, z którymi nie mogą się związać: księżach, uczniach, żonatych. I ich związek może ciągnąć się latami. Jak z tego wyjść? Obedrzeć relację z iluzji nieba. Ale to jest trudne. Bo takie kobiety potem – gdy tęsknią, albo gdy on się odzywa – racjonalizują. „Było źle, ale przynajmniej od czasu do czasu miałam ten moment haju, więc i tak mam więcej niż kobiety żyjące w nudnych związkach”. Trzeba dokładnie zobaczyć ten mechanizm, skoncentrować się na sobie, zaobserwować, co nami kieruje, być może skorzystać z pomocy psychoterapeuty. Ważne, żeby zastanowić się, na jakim związku nam zależy, jak chcemy żyć. I na ile partner, z którym jesteśmy, jest w stanie pomóc nam zrealizować ten cel.

Dlaczego tak wiele z nas tak bardzo boi się rozstań?

Bo rozstania generują bardzo dużo trudnych emocji. Wymagają nauczenia się nowych zachowań, uruchomienia siły, energii. Dużo trudniej się rozstać ludziom, którzy nie zostawili sobie w związku pewnej sfery niezależności. I nie chodzi tylko o pieniądze. To często dzieje się wtedy, gdy kobieta oczekuje, że mężczyzna będzie nie tylko partnerem, ale że się nią całkowicie zaopiekuje, wszystko za nią załatwi. To jest oczywiście wygodne. Ale to pułapka, bo przestajemy zaspokajać swoje potrzeby albo je tak bardzo tłumimy, że nie potrafimy ich rozpoznać. A kończy się to depresją, nerwicami.

Jak pokonać strach przed decyzją o rozstaniu?

Trzeba przyjrzeć się temu lękowi. Zadać sobie pytanie: „czego konkretnie się boję”? Załóżmy, że odpowiedź brzmi: samotności. Kiedy będę się czuła samotna? Wieczorami. To co mogę zrobić, żeby te wieczory sobie umilić? Warto też zrozumieć, dlaczego tak bardzo boimy się samotności. Czy to nasz lęk czy na przykład przekazała go nam mama, babcia czy inna ważna osoba. Trzeba oddzielić to co jest moje, od tego, co ktoś mi wpoił. Należy także zaakceptować trudne emocje. Decydując się na rozstanie, decyduję się na swego rodzaju kryzys, ale kryzysy są najbardziej rozwojowymi momentami w życiu, może więc warto podejść do tego z optymizmem.

Na co musimy być przygotowane ?

Nie wymyślajmy różnego rodzaju scenariuszy, emocjonalnie będziemy już je przeżywać, czyli kryzys rozstania będziemy przeżywać dużo dłużej niż on trwa, a potem może okazać się, że czujemy w ogóle inaczej niż przewidywałyśmy.

Możemy nie radzić sobie ze strachem czy jeszcze kiedyś się zakochamy i założymy rodzinę, z obawą przed nową rzeczywistością, w której wszystko będziemy musiały robić same. Warto się zastanowić czy lęk w ogóle nie jest dominującą emocją w naszym życiu. Możemy wchodzić w relacje, bo się boimy. Boimy się być same, a za tym „same” kryje się świadomość, że musimy być teraz odpowiedzialne za swoje życie, że nie ma „my”. Możemy też sobie nie radzić ze społecznym przymusem wychodzenia do ludzi. „Zbierz się, nie można tak siedzieć w czterech ścianach”. A w sumie dlaczego nie? Trzeba słuchać swojego organizmu. Owszem, jesteśmy istotami stadnymi, każda relacja, spotkanie może być budujące, ale samotność jest nam potrzebna do pracy nad sobą, do rozwoju, to nie jest gorszy sposób na życie. Nie mówię o izolacji czy ucieczce. Ważne, żeby po rozstaniu rozmawiać, dzielić się tym, nie stawiać się w roli ofiary – „jestem gorsza, bo mi sie nie powiodło”. Wiele kobiet ma takie myśli i ja bym się przyjrzała, co się za tym kryje. Lęk przed opinią, utratą określonego wizerunku, bo przecież mając partnera jestem atrakcyjniejsza, bo koleżanki przychodzą z mężami, ja też chcę.

Czy warto zaraz po rozstaniu uciec w nowy związek?

Ważne, żeby wykorzystać ten moment po rozstaniu dla siebie, żeby – co się często zdarza – kolejny związek nie był lekarstwem. Na przykład znajdujemy partnera kompletnie innego od poprzedniego i kompulsywnie zaspokajamy potrzeby, których nie zaspokoił tamten. Ale ile tak będziemy się karmić? W nowy związek powinnyśmy wchodzić będąc już świadome tego, czego chcemy w relacji, co same możemy dać, a na to często potrzeba czasu. I dobrze, gdy go mamy, bo dzięki temu potem będziemy szczęśliwsze. I mądrzejsze. I nawet jeśli zauroczymy się kimś, będziemy bardziej racjonalnie na to patrzeć. A słowo rozstanie, nie będzie już budzić tak strasznego niepokoju.


Na podstawie rozmowy Pauliną Kapiec Kałużyńską, psycholog, psychoterapeutą, która prowadzi warsztaty dla kobiet po rozstaniu.


Zobacz także

Tragedia niechcianego dziecka. Kiedy mama nie mówi „kocham”

Śmierć nie jest końcem. Śmierć powinna nas uczyć o życiu

„Proszę go uśpić. Albo zatłukę”. A może ja zatłukę ciebie?! Dobry człowiek dba o zwierzęta!