Lifestyle

Jak nie przegapić najważniejszego. 20 sposobów na jakie on wyznaje ci miłość, choć nie mówi „kocham” wprost

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
28 maja 2017
Fot. iStock / AleksandarNakic
 

Bywa, że miłość jest na wyciągnięcie ręki – właśnie ta dobra, jedyna, na całe życie. Czasem tylko nie potrafimy jej zauważyć goniąc za czymś ulotnym, nieuchwytnym, niepewnym, albo nie chcemy przyjąć do świadomości, że może być tak bardzo „zwyczajna”. A ona przychodzi jak stary przyjaciel: nie narzuca się, ale wie co się u ciebie dzieje, podaje pomocną dłoń, kiedy jest ci źle i czujesz się samotny. Otacza cię opieką, która nie osacza, ale otula jak ciepły kocyk w jesienny dzień.

Wyznanie miłości nie musi być powiedzeniem „kocham cię”, przy świecach i romantycznej kolacji. Można wyznać miłość gestami, czynami, obecnością. Jeśli masz obok siebie kogoś, kto od dłuższego czasu wysyła ci poniższe „sygnały”, przyjrzyj się uważniej waszej relacji. Może warto spojrzeć na tę osobę w zupełnie inny, niż dotąd, sposób?…

20 sposobów na jakie on wyznaje ci miłość, choć nie mówi „kocham”wprost

1. Jesteś w centrum jego uwagi

Jeżeli przebywacie razem wśród innych ludzi, w różnych sytuacjach społecznych, ale czujesz, że jego uwaga jest skupiona na tobie bardziej niż na kimkolwiek innych, możesz założyć, że jesteś dla niego ważna, bliska.

2. Przy tobie potrafi powściągnąć nerwy, „nie umie” się na ciebie gniewać

Nawet, jeśli zrobisz coś, za co mógłby być na ciebie zły, albo coś głupiego, co normalnie, w kimś innym, by go drażniło.

3. Pamięta ważne daty

Data twoich urodzin, imienin, ważnych w twoim życiu wydarzeń nie jest dla niego tajemnicą, nawet sam ci o niej przypomina.

4. Czujesz, że ty i twoje sprawy są dla niego priorytetem

Potrafi zrezygnować z różnych, ważnych dla niego rzeczy, jeśli może ci w czymś pomóc, jeśli wie, że go potrzebujesz.

5. Broni cię

Możesz na niego liczyć, jeśli ktoś próbuje ci zaszkodzić, albo mówi o tobie złe rzeczy.

6. Bardzo chętnie spędza z tobą czas

I czujesz, że jest mu z tobą dobrze, że cieszy się każdą minutą w twoim towarzystwie.

7. Otwiera się przed tobą

Mówi o swoim życiu – tym prywatnym i zawodowym. Zasięga twojej opinii, chce dzielić się z tobą tym, co dla niego ważne.

8. Nie potrafi się długo gniewać

Nie lubi długich przerw w kontakcie z tobą i często pierwszy go nawiązuje.

9. Interesuje się twoimi przyjaciółmi i innymi członkami twojej rodziny.

Wie, kto jest dla ciebie ważny, o kogo się martwisz. Troszczy się o ciebie, kiedy przeżywasz smutek związany z jakąś relacją.

10. Czujesz, że jest w stanie wiele dla ciebie poświęcić

Swój własny komfort, czasem szczęście, jeśli tylko oznacza to, że tobie będzie lepiej.

11. Jesteś ostatnią osobą, z którą rozmawia przed snem

Albo, do której pisze wiadomości.

12. Zawsze darzy cię szacunkiem

Niezależnie od sytuacji. Nie ogląda się za innymi kobietami w twoim towarzystwie, daje ci odczuć, że jesteś wyjątkowa. Jest uprzejmy i kulturalny.

13. Chce wiedzieć o tobie jak najwięcej

Nie zanudzisz go zdjęciami z dzieciństwa ani twoimi wspomnieniami. Dla niego to ważne i interesujące.

14. Zawsze chętnie udzieli ci wsparcia

Jeśli jest coś, w czym może ci pomóc, chce być pierwszym, który to zrobi.

15. Troszczy się o ciebie

Dosłownie. Upewnia się, czy bezpiecznie dotarłaś do domu, czy dobrze się czujesz i czy wyleczyłaś katarJ.

16. Jest blisko

Kiedy wokół robi się tłum, to on zawsze stoi najbliżej.

17. Nawiązuje subtelny kontakt fizyczny

Dotknięcie ręki, opiekuńczy sposób, w jaki cię obejmuje, żeby pomóc ci gdzieś wejść, sposób, w jaki cię wita – to nie jest przypadek.

18. Szybko się dostosowuje

Jeśli dasz mu sygnał, że potrzebujesz jego obecności, dla ciebie szybko zmieni swoje plany.

19. Pamięta o czym rozmawialiście, nawet dawno temu

Przywiązuje uwagę do szczegółów, zaskakuje cię uważność, z jaką cię słucha.

20. Odległość nie jest dla niego problemem

Bo gdzieś, na końcu tej drogi, czekasz na niego Ty.


Lifestyle

Jacek Santorski: „Jeśli nie teraz, to kiedy? A facet? Facet niech się zorientuje, że nie ma cię na wszystkich warunkach i na własność”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
28 maja 2017
Jacek Santorski/fot. Tymon Wojciechowski
 

„Dlaczego nie pozwolić sobie na jakieś odważne doświadczenia, jeśli nie teraz, to kiedy? Chyba lepiej, kiedy masz 40 lat, a nie, kiedy masz 14. A facet? Facet niech się zorientuje, że nie ma cię na wszystkich warunkach i na własność. To obudzi w nim z kolei i „karła”, i „olbrzyma” i on się stanie w pełni sobą dla ciebie, z Tobą” – mówi Jacek Santorski. Jego kolejna książka „SamoDzielna kobieta. O dojrzewaniu do zmian” napisana wraz z Anną Czarnecką stała się przyczynkiem do rozmowy na temat kobiet i zmian, które w nas zachodzą.

Ewa Raczyńska: Od pewnego czasu zastanawiam się, czy budzenie się samoświadomości, gotowości do zmian w nas, czyli w kobietach koło czterdziestki – sama mam 38 lat, to kwestia wieku, czy zdobytego doświadczenia?

Jacek Santorski: Na to wszystko nakładają się natura i kultura. Bo z jednej strony mamy już jakąś pulę doświadczeń. I bez względu na to, czy są one negatywne, czy też pozytywne, to powodują jednak pewien poziom okrzepnięcia, zbudowania wewnętrznej mocy, choćby przez świadomość przetrwania tych różnych doświadczeń. To staje się impulsem do zapytania siebie: co dalej? Jak ja żyję? Na ile jestem sobą? Na ile realizuję swoje marzenia, swoje dziewczęce fantazje i dojrzałe aspiracje? Na ile jestem zdrowo egoistyczna, a z drugiej strony zdrowo wrażliwa społecznie i empatyczna w relacjach?

Jest taka teoria „drugiej kariery”, która pokazuje, że ludzie, którzy mając 50, 60, a nawet więcej lat, okazali się być wybitnym menadżerami, przedsiębiorcami czy artystami, około 45-tego roku życia przeżyli poważny zwrot swojej zawodowej kariery. Zmienili przynajmniej miejsce pracy, a często nawet zawód, czy sposób realizacji siebie. W odniesieniu do kobiet, tę teorię można przenieść na grunt Waszych relacji, związków, bo może pokrywać się niejako z elementem natury, kiedy pojawia się w Was gotowość, żeby jeszcze raz, albo „wreszcie” zadzierzgnąć coś, co może być związane z prokreacją i macierzyństwem. Co prawda współczesna medycyna przesuwa granicę gotowości do macierzyństwa nawet po 45-tego roku życia, jednak biologicznie ta granica zakodowana jest gdzieś przed 40tką. I to może być dodatkowy impuls do zmiany.

Tak więc kobieta przed 40-tką przechodzi apogeum swojej seksualności, zmysłowości, swojej biologiczności. Jednocześnie jest już wystarczająco dojrzała intelektualnie i społecznie, aby zadawać sobie też pytania z poziomu egzystencjalnego. A więc i natura i kultura domagają się spełnienia… I gdy tylko to wszystko się ze sobą pokrywa, ona nagle odkrywa, że warto zrobić przynajmniej jakąś mikro korektę w związkach, które ma ze światem, począwszy od małżeństwa, przez swoje rodzicielstwo, związek z własnymi starzejącymi się rodzicami, po pracę i życie społeczne czy twórczość.

Mikro korektę, albo w ogóle przemeblować swój świat?

To może być mikro korekta, która uruchomi „efekt domina”, przyniesie makroefekty albo rzeczywiście makro korekta, z nią mamy np. do czynienia, gdy postanawiamy rozwiązać jakiś związek, albo gdy przyjmujemy do wiadomości, że trzeba go rozwiązać, gdzie my tymczasem mamy jeszcze chęć i energię, aby w naszym życiu zbudować coś na nowo.

Dopuszczamy do głosu naszą samoświadomość i co się z nami dzieje? Co się wydarza?

Znamienne jest, że w wielu krajach zachodnich duża liczba kobiet po 40-tce rozwodzi się z własnej inicjatywy. To nie są kobiety porzucone przez mężczyzn, tego rodzaju nieudane scenariusze dzieją się wcześniej, to są kobiety, które właśnie się obudziły. I kiedy spotykam kobiety dokładnie w pani wieku, przy okazji coachingu, szkoleń, czy działań czysto biznesowych, gdzie pracuję jako trener, coach od zarządzania przywództwa, one przy okazji dzielą się ze mną konstatacją, że nie z nimi jest „coś nie tak”, tylko „z tymi mężczyznami”. Że bardzo trudno znaleźć w mężczyźnie, z którym jest lub których spotyka, gotowość do sprostania tej nowej energii, tym przemianom, tym przewartościowaniom, które z powodów egzystencjalnych i biologicznych kobieta przechodzi.

I nie ukrywam – użyję tu może metafory – że zdarzyło mi się, że„ego mi podskoczyło”, bo kiedy pytałem, jacy by mieli być ci mężczyźni według tych 40-letnich kobiet, to zdarzyło mi się słyszeć, że „podobni do Pana”. Odpowiedziałem: „Tylko jakby pani mnie spotkała, gdy miałem 45 lat, to byłaby pani równie rozczarowana mną, jak dziś i innymi mężczyznami w tym wieku”. Bo trudno jest, żeby znaleźć taką mądrość, czułość i drapieżność zarazem, którą dysponuje dojrzały sześćdziesięciolatek u mężczyzny 40-paroletniego. Trudny paradoks.

Spotykam i rozmawiam z wieloma kobietami w moim wieku, które są rozczarowane mężczyznami, z którymi się związały. To wynik tego, że pojawia się w nas mocna potrzeba samorozwoju, ciekawości świata, otwartości…

… i trudno spotkać kogoś kto będąc sobą, nie będzie tylko egoistycznie zajmował się swoją karierą i treningiem sportowym, ten stan zrozumie empatycznie i jeszcze spróbuje temu nam towarzyszyć.

Właśnie… Moja mama zawsze mi powtarzała, że najlepszy czas dla kobiety to ten po 40-tce, choć pewnie początkowo trudny, bo trzeba się zmierzyć z tym, kim i gdzie jestem.

Trzeba się przede wszystkim samo ogarnąć i to naprawdę na bardzo wielu poziomach, bardzo często przeciwnych sobie. W taoistycznym podejściu do takiej duchowej, ale też bardzo bliskiej organizmowi miłości, mówi się, że jeśli chodzi o potencjał miłosny i seksualny, to optymalny układ dla równowagi potencjału i sił jest między 40-kilkuletnią kobietą i dwudziestoparoletnim mężczyzną. Więc z jednej strony jest ktoś bardzo dojrzały, a z drugiej 24-latek… Cóż, współczuję trochę facetom wspaniałych 38-latek, czasem chcę zawołać w imieniu ich mężczyzn: „Litości!”. Ale z drugiej strony cieszy mnie, że w kobietach w pani wieku budzą się takie boginie, takie siły i że dajcie sobie prawo do tego przebudzenia.

Ale przecież nie każda 38-letnia kobieta musi rekonstruować swoje życie, tak jak się odważyła współautorka mojej książki Ania Czarnecka. Czasem można się zatrzymać w momencie, kiedy ona próbowała ze swoim mężem przełamać kryzys w małżeństwie, kiedy poszli wspólnie na terapię, próbowali rozmawiać, przewartościować, poeksperymentować. Im się nie udało. Ale są tacy, którzy twórczo wychodzą z kryzysu i pozostają razem.

Każdy związek ma swoje tajemnice, magie, jak i zakątki piekła. Znam na przykład takie związki, częściej jednak spotykam je na Zachodzie, gdzie czynniki ekonomiczne i społeczne bardziej temu sprzyjają, że para mająca już nastoletnie dzieci rozstaje się. Mieszkają odrębnie, przestaje działać schemat „mąż w chałupie wrzód na dupie” i nagle na nowo się spotykają. Spotykają się na dobre, bo jadą gdzieś na narty, na wakacje, wychodzą do opery, ale też na trudne, bo uczestniczą w wyborze studiów swoich dzieci, albo gdy rodzice któregoś z nich ciężko zachorują. I nagle po latach okazuje się, że ich związek był zbyt symbiotyczny, zbyt współzależni byli od siebie. Bo kiedy związek jest zbyt symbiotyczny, to przestają w nim przeskakiwać iskierki. A żeby one przeskakiwały, musimy być nie za daleko, blisko siebie, ale jednak tak, żebyśmy ty i ja pozostawali w swoich granicach oddzielali się i spotykali na przemian.

Ktoś, kto w dzieciństwie dobrze się wyodrębnił od swoich rodziców, łatwiej może budować związki, w których jest rezonans i dialog odrębnych, ale bliskich sobie istot. Ktoś kto był porzucony, albo się nie rozdzielił z rodzicami, może mieć skłonność do związków symbiotycznych. I te pozornie dobre małżeństwa, ale oparte na jakiejś mistyfikacji, pozornie dobre przyjaźnie właśnie stąd się biorą. Zresztą związki symbiotyczne mogą zaistnieć również między wspólnikami w biznesie albo przełożonym a podwładnym. I nagle okazuje się, że tu są potrzebne przewartościowania i na nowo ustalenie granic. Tak, aby znów przeskakiwały te iskierki.

Bardzo często mówimy: „Taka była z nich fajna para i się rozstają?”.

A może za fajna, może byli za bardzo podobni do siebie, za bardzo ze sobą zestrojeni? Aby to zmienić potrzebna jest najpierw bardzo duża uwaga, aby rozeznać się w sobie na nowo, skupić się na sobie, na ustaleniu, co jest moim nawykiem, co stereotypem, a co moją prawdą. Następnie ważna jest uczciwość wobec siebie, aby wciągnąć wnioski z tego, do czego doszliśmy. A potem potrzeba już odwagi społecznej, żeby w wdrożyć w życie.

To, co podkreślane w książce, to role i stereotypy, w które jesteśmy upychane. Moja mama, mówiąca z jednej strony, że życie zaczyna się po 40-tce, z drugiej powtarzała: „jak sobie nie znajdziesz męża na studiach, to już sobie nie poradzisz”.

To jest niesamowite, że ten autostereotyp kobiety sobie z pokolenia na pokolenie przekazują. Co z tym zrobić będąc w najlepszym dla kobiety wieku, jak twierdzi pani mama. Otóż bardzo ważne jest, aby obudzić w sobie pewnego rodzaju dzikość, drapieżność. Lubię czytać trenerkę Annę Rataj, która odwołuje się do wiedzy antropologicznej i na jej podstawie przedstawia pewną typologię. Otóż każda z was może uporządkować w sobie cztery aspekty: kobiety matki, kobiety-hetery, która jest romantyczną kochanką, ale która się zatraca właśnie w symbiotycznych związkach i uzależnianiach, kobiety-amazonki – wolnej i niezależnej i kobiety-pośredniczki, która intuicyjnie i z wyczuciem integruje związki rodzinne. Anna Rataj mówi, że ważne jest, aby te cztery elementy w każdej kobiecie się równoważyły, by żaden nie przegiął się w jakąkolwiek ze stron. Przywołuje też ona mit o bogini Lilith. Bogini miała być pierwszą kobietą, partnerką Adama, która mieszkała w raju na długo przed nim, a która porzuciła Adama nie chcąc być służalczo traktowana i opuściła raj. Inna wersja mówi, że Adam był pierwszy, że osamotniony poprosił Boga o towarzyszkę… W każdym razie, niezależnie czy ona pochodzi z żebra, czy „z brudu i błota”, to jednak to, co w niej pierwotnego ma znaczenie, bo jest to pierwotna moc, drapieżna, coś mrocznego, coś tajemniczego, gotowość nawet do zatracenia się w miłości, w pasji, ale i walce, osiągnięcia dna i odbicia się od niego.

Dlaczego nie pozwolić sobie (poza wiekiem 12 – 13 lat, kiedy to może być groźne) na zatracenie się w czymś lub w kimś. Przecież jako 40-latka możesz w odpowiednim momencie wygramolić się z tego szaleństwa i ewakuować. Dlaczego nie pozwolić sobie na jakieś odważne doświadczenia, jeśli nie teraz, to kiedy? Chyba lepiej, kiedy masz 40 lat, a nie, kiedy masz 14. A facet? Facet niech się zorientuje, że nie ma cię na wszystkich warunkach i na własność. To obudzi w nim z kolei i „karła”, i „olbrzyma” i on się stanie w pełni sobą dla ciebie, z Tobą.

Ale przecież nie musimy robić w swoim życiu od razu jakiś wielkich rewolucji?

Dokładnie tak. To mogą być krótkie i ważne komunikaty, sygnały krótkie i ważne rozmowy, nawet mikro awantury, mikro szaleństwa, a czasami takie mikro elementy przynoszą makro efekty.

Spotykam kobiety, które nagle zaczynają zdawać sobie sprawę, że coś je uwiera, że przez ostatnie 15-20 lat szły ślepo jakimś torem, a teraz zatrzymują się i pytają samych siebie: co ja potrafię, co chcę robić… I nie wiedzą…

Bo zatracają i zapominają siebie.

I to nie tylko w pracy, ale w związku, w macierzyństwie.

Zgadza się. Przeczytałem bardzo ciekawe studia o takim właśnie zatracaniu się. Myślę, że na szczęście polskich kobiet wyniki tych badań mniej dotyczą, bo ten „zachodni” czy „japoński” model życia i kariery się u nas nie rozwinął. Ale o czym mowa. W latach w 70-tych może jeszcze 80-tych, standardem wśród realizujących się pań na Zachodzie było poczucie braku totalnego orgazmu. No więc, chodziły one na kursy, do seksuologów, integrowały orgazm łechtaczkowy z pochwowym, chciały być wieloograzmiczne, miało to całą swoją poetykę i swój rynek. I okazuje się, że dzisiaj współczesna realizująca się zawodowo kobieta w Londynie, czy w Poczdamie, Paryżu, a już na pewno w Japonii i kilku miastach amerykańskich, w ogóle nie ma tego problemu, co jej rówieśniczka 20 czy 30 lat temu. Dlaczego? Bo ona w ogóle nie czuje potrzeby. Tak zwana anhedonia i unlibidemia dotyka masę realizujących się w karierze zawodowej i macierzyńskiej kobiet. Tyle tylko, że to macierzyństwo jest zadaniowe, kobieta opiera się na zasadzie: jestem w dwóch spółkach – spółce z o.o., gdzie pracuję jako menadżerka i w spółce na całe życie z mężem, gdzie jestem w określonej roli. A potem idę na fitness…

Psycholodzy dostrzegają, że w warunkach mindfullness, w sytuacji pełnego skupienia i medytacji kobiety zaczynają się najpierw same najpierw zmysłowo, a później erotycznie dotykać, aby otworzyć się na nowo na kontakt. Czasem bywa to budzące też dla partnera, który ma poczucie, że partnerka go opuściła, że nie może się już z nią dogadać. Ona z kolei wytyka mu, że nie jest prawdziwym mężczyzną i dlatego jej nie pobudza. Być może po części on też się pogubił.

Z drugiej strony to właśnie kobieta oddzieliła się od siebie, zapomniała się, zatraciła. I tu jest potrzebne odzyskiwanie siebie rozpoczynające się od swojej zmysłowości, od swojego libido, od swoich tęsknot, od czułości, która jest nie tylko bliskością wymienianą z dzieckiem lub z psem.

Jest jeszcze intuicja, której podszeptów tak często nie chcemy słyszeć, ignorujemy je.

A one mogą być bardzo potrzebne, ale by to zrozumieć potrzebna jest uczciwość wobec siebie, choć ta nie zawsze wystarczy, bo ktoś w pół drogi może powiedzieć: ja łaknę zmiany, lecz gdy rozpatruję czy mobilizuję energię, by zacząć działać, to ogarnia mnie trwoga. Wtedy zaczynam tylko mówić o tym, co chcę zmienić. Spotykam się w kolejnej kawiarni, w kolejnym klubie, czy na kolejnym czacie i opowiadam nic w rzeczywistości nie robiąc. A w jakimś momencie trzeba po prostu zaeksperymentować.

Trzeba się odważyć.

Tak.

Pamiętam, jak ja postanowiłam przeprowadzić zmiany w swoim życiu i przyjaciółka powiedziała: „Podziwiam cię za odwagę”, a ja się zdziwiłam, bo w ogóle nie czułam się odważna, wręcz przeciwnie – okropnie się bałam.

Prawdziwa odwaga czy bohaterstwo, heroizm życia polega na tym, że robimy to co jest ważne dla nas i dla świata pomimo strachu. Czekanie, aż poczuję się bezpiecznie z tym swoim planem jest straszną iluzją.

W końcu nie bez przyczyny koło 40-tki część z nas powtarza sobie, jak mantrę, że grzeczne dziewczynki idą do nieba, a niegrzeczne tam gdzie chcą. Mamy dosyć bycia grzecznymi, spełniania oczekiwań innych.

Możesz odnaleźć w sobie i „damę”, i „niegrzeczną dziewczynkę”. Dlatego tak warto obudzić w sobie tę dzikość, o której mówiłem. Obudzić w sobie dziką boginię, która się buntuje, która idzie swoją drogą, która potem może służyć pięknu i dobru na świecie, bo dlaczego kobieta ma się dalej nie zrealizować jako uzdrowicielka dla świata.

Może dlatego nadal tak chętnie sięgnie sięgamy po książkę „Biegnąca z wilkami”?

Tak, i proszę zobaczyć, minęło parę dekad i ta książka jest ciągle aktualna. To pokazuje, że na szczęście ta tęsknota za dzikością w was, kobietach, przynajmniej tu, nad Wisłą, nie wygasła.


Jacek Santorski/fot. Tymon Wojciechowski

Jacek Santorski/fot. Tymon Wojciechowski

Jacek Santorski –  kiedyś psychoterapeuta , dziś psycholog biznesu , prowadzi Akademię Psychologii Przywództwa dla doświadczonych liderek i top managerów.

 

 

 

 

 

 

 

 

SANTORSKI_okladki

 


Lifestyle

„Siostry od kuchni” polecają: Kremowe risotto ze szparagami

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
28 maja 2017
Fot.Siostry od kuchni

Dziś proponujemy wam danie, które opiera się o sezonowy składnik, jakim są szparagi. Sezon na nie jest wyjątkowo krótki, dlatego nie zwlekajcie zbyt długo z przygotowaniem, bo kolejna szansa na ten smak może przydarzyć się dopiero za rok! A nasze kremowe risotto ze szparagami, z pewnością przypadnie wam do gustu..

Szparagi same w sobie są przepyszne, a w tej kompozycji ich smak jest jeszcze bardziej delikatny i rozpływający się w ustach.

Czas wykonania: 35-40 min

 

Fot.Siostry od kuchni

Fot.Siostry od kuchni

Za co kochamy risotto? Przede wszystkim za szybkość wykonania, ale również za cudowny smak, pachnący winem, serem i niekiedy ziołami. To co musicie wiedzieć przygotowując risotto to fakt, że przyrządza się je raptem w nieco ponad pół godziny, ale wymaga od nas bieżącego dodawania bulionu i ciągłego mieszania. Dzięki temu zabiegowi wszystkie smaki łączą się i danie staje się spójną całością.

Składniki:

  • 1 pęczek zielonych szparagów
  • 1 szklanka ryżu do risotto (np. Arborio)
  • 1 łyżka masła
  • 1/3 szklanki białego wina wytrawnego
  • 3 ząbki czosnku
  • 1 cebula szalotka (lub zwykła)
  • 3 szklanki bulionu drobiowego lub warzywnego (domowego)
  • 1/2 szklanki startego sera Pecorino Romano (może być też parmezan)
  • 1/2 szklanki śmietany 30%
  • sól i pieprz do smaku
  • garść świeżej natki pietruszki

Wykonanie:

Szparagi umyć, odłamać twarde zdrewniałe końcówki – powinny same złamać się w odpowiednim miejscu. Następnie pokroić szparagi na około 1,5-centymetrowe kawałki. Bulion przelać do garnka, doprowadzić do wrzenia i wrzucić pokrojone szparagi. Gotować pod przykryciem na średnim ogniu około 3 minuty i odcedzić, zachowując gorący bulion – to bardzo ważne.

Cebulę posiekać drobno, czosnek przecisnąć przez praskę. Na patelni rozpuścić masło, dodać cebulę oraz czosnek i delikatnie zeszklić (ok. 1 minutę na średnim ogniu ciągle mieszając). Na patelnie wsypać ryż i smażyć razem z cebulą i czosnkiem około 2 minuty, następnie dodać wino i odparować je ciągle mieszając jeszcze około 1 minutę. Wlać 1/2 szklanki bulionu i na średnim ogniu gotować ryż ciągle mieszając, do momentu aż wchłonie cały płyn. Czynność tę powtarzać przez ok 20 minut, to momentu, aż ryż będzie al dente, tzn. miękki ale zarazem jędrny.

Ogień zmniejszyć, dodać szparagi, ser i śmietanę. Doprawić świeżo zmieloną solą i pieprzem. Gotować jeszcze ok. 3-4 minuty ciągle mieszając.

Posypać natką pietruszki i podawać natychmiast.

FB_IMG_1495644764474

Fot. Siostry od Kuchni

Jeśli skusicie się na szparagi  zajrzyjcie koniecznie na bloga „Siostry od kuchni” i śledźcie na bieżąco ich poczynania na Facebooku! My co weekend będziemy na naszym portalu umieszczać dla was nowy przepis.

18492427_10209141583683180_1950963320_n (1)


SIOSTRY OD KUCHNI, CZYLI

siostryKRZYSIA – na co dzień pracująca zawodowo, zabiegana mama dwójki dzieci. Mimo braku czasu odnajduje czas na swoją największą pasję, jaką jest gotowanie. Pewnie dlatego, że kocha dobre jedzenie. Zodiakalny Koziorożec, a więc konsekwentna w działaniach oraz bardzo ambitna i wnikliwa. Każde danie, które tworzy jest w 100% przemyślane, ale jej artystyczna wyobraźnia dokłada odrobiny szaleństwa i kulinarnej spontaniczności… Uwielbia kawę…ale tylko parzoną w kawiarce, a dobre ciacho to raj dla jej podniebienia. Lubi testować nowe przepisy i nie boi się eksperymentować.

EWKA – Można powiedzieć, że to człowiek orkiestra – znajdzie pasję w każdym zajęciu. Twardo stąpa po ziemi, mówiąc że nie ma rzeczy niemożliwych i z powodzeniem realizuje założone cele. W swojej pracy zajmuje się prowadzeniem projektów informatycznych, gdzie wykorzystuje i rozwija swoje menadżerskie zdolności. Uwielbia podróżować i odkrywać smaki lokalnych kuchni. Kocha kuchnię włoską i w tej dziedzinie chce się rozwijać, ale z sentymentem wraca rownież do polskich smaków znanych z dzieciństwa. Gotowanie i wypieki sprawiają jej ogromną przyjemność. Dzięki jej zdolnościom organizacyjnych każdy ruch w kuchni jest zawsze przemyślany, dzięki czemu przygotowanie dań trwa chwilę.

 


Zobacz także

Czy na pewno powrót dzieci do szkoły to taki świetny pomysł?

Przestań kręcić się w kółko, usiądź na tyłku i posłuchaj siebie zamiast coacha! Może znajdziesz szczęście szybciej, niż myślisz

„To matka daje córce moc. Przykro mi, że nie wszystkie kobiety tego doświadczają”. List córki do matki