Lifestyle

Posłuszne dziewczynki idą tam, gdzie chcesz. Pomóż im odnaleźć siebie

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
19 lipca 2016
Fot. iStock/misfire_asia
 

Opowiem ci dziś trochę o sobie. I jeszcze o tysiącach takich jak ja, którym w dzieciństwie nakazano, a w dorosłości nikt nie powiedział, że już nie trzeba, być posłuszną. Posłuszną, to znaczy przyjmować ślepo i bez dyskusji do wiadomości co do ciebie należy, co ci czuć wolno, a czego nie powinnaś. I jeszcze, żeby nie odzywać się niepytana, bo tobie nie wypada.

Mam lat trzydzieści, czterdzieści albo i sześćdziesiąt. Dawno dorosłam, choć w moim życiu nie zmieniło się wiele. Dużo się uśmiecham, jeszcze częściej śmieje się na głos. Problemy? Ja nie mam problemów. U mnie wszystko jest dobrze. Musi być dobrze. Ja zawsze byłam posłuszną dziewczynką.

Takie posłuszne dziewczynki jak ja, w dorosłym życiu

Zazdroszczą innym, nieposłusznym

Ale nigdy nie pokazują tego wprost. Wystarczy jeden, niepozorny komentarz, jedna cienka szpileczka, która skutecznie przekłuje cały balon cudzego szczęścia. Bo skoro ja nie miałam tej wolności, to dlaczego ona ma ją mieć? Dlaczego ty masz cieszyć się swoim życiem bez kompleksów? Ciągle dobrze wiem, czego mi nie wolno. Nie wolno mi wychodzić przed szereg, więc drażnią mnie kobiety, które otwarcie i ze swobodą wyrażają swoje zdanie, choćby było kontrowersyjne lub odmienne niż opinia pozostałych.

Nie wolno mi postawić siebie na pierwszym miejscu, więc nie lubię tych, które potrafią o siebie zawalczyć. Rzadko kiedy stanę po ich stronie. Nie wolno mi nie być odpowiedzialną, więc nie mogę patrzeć na ciebie, kiedy tak beztrosko wychodzisz z domu, zostawiając go na cały wieczór. Ty pewnie nawet nie masz wyrzutów sumienia z powodu pustej lodówki. Dla mnie to nie do pomyślenia. Nie umiem zrzucić z siebie tej odpowiedzialności za innych. Nie umiem też żyć bez niej. Zazdroszczę ci wolności, bo moja jest tylko pozorna.

Nie bój się, nie okażę ci nienawiści, ani złości. Moja niechęć do ciebie pozostanie gdzieś wewnątrz mnie, od czasu do czasu wymykając się tylko jakimś słowem, spojrzeniem, jakimś niegroźnym działaniem przeciw tobie. Jeśli jesteś nieuważna, nawet się nie zorientujesz.

Prędzej skłamią, że są szczęśliwe niż przyznają, że mają dość

Nie, nie powiem, że jest mi smutno albo źle. Ja nie mam prawa czuć się nieszczęśliwa, bo nie mam prawa chcieć więcej niż to, co mam. A jest tego tak wiele: rodzina, praca, dom. Ja czuję, że powinnam być z tego życia zadowolona. Co innego moje słabości. Mam ich mnóstwo. Jestem zdecydowanie niedoskonała. Zazdroszczę ci twojej pewności siebie. A przynamniej tego, że dobrze ci ze sobą. Jako dziewczynka nie umiałam skupić się na sobie uważnie, zrozumieć w czym leży moja siła. Nagradzano mnie za posłuszeństwo, nie za moje osiągnięcia. A osiągałam to, czego ode mnie wymagano, na więcej nie miałam już siły. Cieszyłam się, gdy się udawało, bo okazywałam się godna pochwały. Smuciłam, gdy zawodziłam. Nie sięgałam po marzenia inne, niż te, na które mi pozwolono. Przeraża mnie myśl, że szczęście może dać mi coś innego niż życie zgodne z oczekiwaniami innych.

Chcą by ich córki były także posłusznymi dziewczynkami  

Moja mama wychowywała mnie twardą ręką. – Dzieci i ryby głosu nie mają – mówiła. I tak właśnie było. W domu najpóźniej o 20-tej, żadnego nocowania u koleżanek, żadnego spotykania się z chłopakami. Dopóki mieszkasz w moim domu, mieszkasz tu na moich zasadach. Ubierasz się tak, jak ci na to pozwalam, twój czas wolny jest czasem nad którym to ja mam kontrolę. Takiego życia dla mojej córki chcę i nie chcę. Wydaje mi się, że to jedyna bezpieczna droga. Ale prawda jest taka, że innej po prostu nie znam. Ona nie jest mną. Buntuje się, wymyka, chce iść swoją drogą. Boję się tego i podziwiam ją jednocześnie. Zazdroszczę jej tej odwagi i znowu staje się złą matką. Tak, w głębi serca wiem, że to jest złe.  Narzucam jej posłuszeństwo i tłamszę jej prawdziwą naturę. Widzę w niej siebie i jest mi smutno. Chciałabym być inna. Dla niej.

Posłuszne dziewczynki idą tam, gdzie chcesz, bo nie nauczyły się sprzeciwiać. Może zrobić im krzywdę, możesz pokazać im że mają wybór, ale nie spodziewaj się, że od razu wybiorą dobrze. Wiążą się z silnymi mężczyznami, którzy mówią im co mają robić. Oni sterują ich losem i decyzjami jak rodzice w dzieciństwie. Posłuszne dziewczynki za wszelką cenę chcą twojej akceptacji. Pomóż im odnaleźć siebie.


Lifestyle

Świetnie wyglądasz, masz kogoś? Nie, właśnie się rozwodzę

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
22 lipca 2016
Świetnie wyglądasz, masz kogoś? Nie, właśnie się rozwodzę
Fot. iStock / Martin Dimitrov
 

–  Ty to chyba kogoś masz – powiedziała moja znajoma do naszej wspólnej koleżanki Tosi. Tosia pół roku temu odeszła od męża i czasu wolnego, który mogłaby poświęcić na poszukiwania nowego partnera aktualnie nie posiada. Ochoty raczej też nie. – Hę? – rzuciła więc niezbyt mądrze, bardzo zdziwionym tonem. – No, bo świetnie wyglądasz. Wręcz podejrzanie dobrze. Jakbyś się zakochała – usłyszałyśmy w odpowiedzi. No jasne, samotna kobieta z dwójką dzieci nie ma prawa wyglądać dobrze bez tak ważnego powodu jakim jest nowy mężczyzna w jej życiu. Generalnie odnoszę wrażenie, że podświadomie, dobry wygląd to my zawdzięczamy jedynie facetom. I wcale nie mam tu na myśli różnych wybitnych specjalistów od medycyny estetycznej.

A przecież w przypadku Tosi było zupełnie odwrotnie. Jeszcze kilka miesięcy temu, zanim wyprowadziła się z domu i kiedy nie wiedziałyśmy o jej problemach z mężem, podejrzewałyśmy u niej ciężką anemię, lub inną poważną chorobę. Tosia chudła, bladła w oczach. Do pracy przychodziła z podkrążonymi, zapuchniętymi od płaczu powiekami, aż któregoś dnia powiedziała, że zabiera dzieci i odchodzi od męża, który znalazł sobie bliższą znajomą. A znalazł ją oczywiście z winy Tosi, która „nie zauważyła, że jego potrzeby się zmieniają i że ona – żona mogłaby o siebie zadbać, tu i tam podnieść, bo po karmieniu opadło, byle nie za jego pieniądze”.

Tosia zagrała w otwarte karty stawiając sprawę jasno: ona i rodzina albo kochanka. Żadne „potrzebuję czasu” nie wchodziło w grę. Kiedy jasne stało się, że mąż z kochanki nie zrezygnuje, spakowała siebie i dwuletnie bliźniaczki w trzy walizki i wyprowadziła się do mieszkania po babci. Mieszkania, które delikatnie mówiąc wymagało choćby odświeżenia.

Ważyła wtedy dokładnie 47 kg, a jej skóra miała odcień papieru w kserokopiarce. Gdzieniegdzie przebijały tylko cienkie, niebieskie żyłki. Wszystkie przeżycia odcisnęły piętno na jej delikatnej urodzie. Nawet zmarszczki, te od śmiechu, wokół ust ustąpiły miejsca tym od robienia „podkówki”. Nawet włosy, wcześniej lekko zawinięte na końcach, teraz zwisały smętnie dopełniając tego smutnego obrazu. Żal ściskał od patrzenia na Tosię.

I wydawało się, że dopiero teraz zrobi się naprawdę ciężko. Sama, z dwójką dzieci i olbrzymim mieszkaniem, które trzeba było dostosować do potrzeb energicznych bliźniaczek, mogąca jedynie liczyć na sporadyczną pomoc swojej, ciągle pracującej mamy. Jak tu znaleźć czas, żeby o siebie zadbać? Okazało się jednak, że (w miarę) pusta od smutków głowa i spokój (od awantur i wyrzutów) w domu, to już jakaś gwarancja lepszej organizacji. Z czasem i z pomocą mamy, udało się wygospodarować dwie godziny w tygodniu na fitness, który dodał Tosi energii życiowej i przywrócił jej dawną, spontaniczną radość. Smutek i żal zaczęła wypacać tam, na siłowni, ćwicząc i plotkując w gronie fajnych, roześmianych dziewczyn, z których niejedna miała podobne problemy.

Potem była wizyta u fryzjera i Tosia pożegnała swoje długie, czarne włosy na rzecz rudej, młodzieżowej i zadziornej fryzurki z głęboką grzywką. To był strzał w dziesiątkę. „Odkryłem w pani nowe piękno – powiedział zadowolony pan Grześ, z dumą wręczając Tosi lusterko. To był ten moment. Tosine oczy rozbłysły. Zobaczyły młodą, bardzo ładną kobietę, której nie potrafił już dostrzec w niej jej mąż. A przecież tak naprawdę zawsze taka była: pełna ciepła, łagodności, delikatna, dziewczęca. Piękna.

Tylko, że kiedy myśli zaprząta złość i smutek, kiedy głowa zajęta cierpieniem i krzywdą, kiedy mężczyzna, którego kochasz odchodzi do innej, młodszej i „bardziej atrakcyjnej”, jakoś tak nie wiadomo dlaczego widzisz się brzydszą niż jesteś. I nawet sama obecność tego, który tak zawiódł i zranił, nie motywują do zrobienia czegoś dla siebie.

Mąż Tosi również docenił „nowy wygląd”. Pokalkulował, policzył, wyszło mu, że ze starą, ale dobrze wyglądającą żoną, bez rozwodu i alimentów łatwiej mu będzie niż z wymagającą ciągle pewnych zabiegów finansowych (ma się ten gest) kochanką i wysokimi alimentami. Teraz chce wrócić. A Tosia się zastanawia. I nie dlatego, że kalkuluje, ale dlatego, że ciągle kocha. Nie do końca wierzy jednak w trwałość tego nowego strumienia gorących uczuć.

Wieczorem rozmawiam z Tosią przez telefon.  – Wiesz – mówi ona– dobrze mi ze sobą, taki spokój mam w duszy. I nawet, lubię siebie w lustrze. A przy nim, nie lubiłam. To chyba znaczy, że powinnam zostać tu, gdzie jestem.


Lifestyle

Facet musi się wyszaleć. A ty, to zupełnie co innego. No trzymajcie mnie, bo mam nerwa

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
17 lipca 2016
Fot. iStock/KristinaJovanovic

Facet musi się wyszumieć – mówią. Zanim wpadnie jak śliwka w kompot w poważny związek, zanim straszna żona (czy aktualna partnerka „na stałe”) zabierze mu wolność i nałoży na niego okowy swoich wymagań i oczekiwań. Zanim spadnie na niego miażdżąca i niesprawiedliwa odpowiedzialność za rodzinę i dzieci. Facet musi dojrzeć, to jest jego święte prawo, o którym przypomni ci jego matka, babcia, a nawet czasem i jakaś inna, nawet życzliwa ci kobieta (w ramach pocieszenia). Nie wymagaj do niego od razu nie wiadomo czego. Facet to dziecko. Ty to co innego.

Weźmy na przykład taki ślub. Dla ciebie to oczywiście wymarzony dzień, przyznaj. I jeszcze ta satysfakcja, że udało ci się faceta nakłonić na całą tę  imprezę, na wizyty w urzędzie…  To trochę jak wygrać szczęśliwy los na loterii… Przecież marzysz o tym od dawna: biała sukienka, romantyczna sceneria i sesja zdjęciowa u dobrego fotografa – tyle zaprząta twoją głowę.

Za to on ma wątpliwości. A nawet jeśli do tej pory ich nie miał, znajdzie się kumpel, który rzuci beztrosko:  „No, stary, gratuluję… odwagi”. Bo od teraz wszystko będzie inaczej (kumpel to wie, dlatego jest sam). Nieważne, że od kilku lat dzielicie jedno łóżko, kilka talerzy, stolik z IKEI i rudego kota. Nie szkodzi, że się znacie jak łyse konie i razem przeżyliście niejedno. Coś, co potencjalnie niewiele zmieni w waszych relacjach, urasta nagle do rangi jakiegoś przerażającego symbolu. No ślub, to poważna sprawa. Zupełnie tak, jakbyś wcześniej była tylko „opcją przejściową”. Zostawić cię teraz dla innej, to nie problem, ale już rozwieść się z tobą – cała masa zachodu. Niech on się dobrze zastanowi. Facet musi się wyszaleć, zanim na zawsze zabierzesz mu wolność. Czy on w ogóle miał jakiś wybór?

Nie obchodzi mnie liczba twoich partnerów z tego okresu kiedy jeszcze go nie znałaś. Ale nie chwal się lepiej, jeśli było ich więcej niż dwóch. Jak to ty też musisz zrobić jakiś rekonesans? A po co? Chcesz wiedzieć, czego oczekujesz od związku? No chyba, żeby kochał? Nie wystarczy? Nie miej zbyt wielu wymagań. To mężczyzna powinien być tym bardziej doświadczonym, pamiętaj. W seksie przede wszystkim. A, mądrzejszy też powinien być.

Jak to się wahasz? Uciekająca panna młoda? Dobre na filmie, żeby się pośmiać. Nie żartuj, to chyba tylko taka kokieteria. Rozmyśliłaś się? Boisz się? Nie sprawisz chyba zawodu całej rodzinie. Przymykali oko na waszą „kocią łapę”, nie rób im tego. Jemu też tego nie rób, jak on się poczuje? To takie niemęskie zostać porzuconym w dniu ślubu. Koledzy nie dadzą mu żyć.

Dziecko? Jesteś na nie gotowa odkąd zaczęłaś miesiączkować, prawda? Ale on potrzebuje czasu, żeby zaakceptować tę sytuację. Każda kobieta chce być matką. To taka naturalna kolej rzeczy. Ojcem zostaje się z czasem. Nie wolno na niego naciskać. On to musi zaakceptować, przetrawić w sobie. Musi to poczuć. Mężczyźni są tacy delikatni w tej kwestii. Daj mu czas, w końcu się z tym oswoi. A wtedy pamiętaj – każdy przejaw zainteresowania twoim samopoczuciem w ciąży, a potem twoim dzieckiem nagradzaj niekłamanym zachwytem. Jeśli nie umiesz, zaproś teściową. Ona ma praktykę.

Jak to sam tego chciał? Przecież to ty zaszłaś w tę ciążę, mogłaś tego nie robić. A poza tym, może i chciał, ale zdecydował, że emocje go przerosły. Nie, on nie odszedł, on wyjechał, żeby odnaleźć siebie, dowiedzieć się czego naprawdę w życiu chce. Wróci. Nie martw się.

Wiem, mamy XXI wiek i pewnie większości z was w głowie się nie mieści taki ogrom krzywdzących stereotypów. A jednak świat nie jest idealny. Spora grupa młodych kobiet myśli może jedynie odrobinę inaczej niż ich prababcie. Wiele dziewczynek nadal wychowuje się w przekonaniu, że ślub to szczyt ich marzeń, a mężczyźnie należy „stworzyć dom” (tak- jemu a nie – z nim). A wszystko zaczyna się od banałów. Facet to dziecko – mówisz i usprawiedliwiasz wszystkie głupawe i ryzykowne zagrywki. Faceci dojrzewają później – oznajmiasz całemu światu i decydujesz się związać z nim na stałe. Czekasz, lata mijają, ale jego dojrzałość nie nadchodzi. W ten właśnie sposób stereotypowe pojmowanie różnic między obiema płciami przeszkadza ci zrozumieć, jak powinien wyglądać partnerski, dobry związek. Ba, nawet przeszkadza ci dobrze wybrać życiowego partnera.  Tak lekceważąca osobiste potrzeby i pragnienia postawa odbiera ci szansę na szczęście w miłości. Nie ryzykuj, wybieraj dojrzale.