Lifestyle

Poranek na 5! Jak nie tracić czasu na poranne szykowanie się do wyjścia?

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
28 czerwca 2016
Fot. iStock / piranka
 

Każdego ranka czujesz się niczym Bridget Jones, pośpiesznie zarzucając na siebie pierwsze lepsze ciuchy, cudem wygrzebane z dna szafy, przepełnionej zeszłosezonowymi ubraniami? A do tego potworny ból głowy i niewyspanie daje ci się we znaki i po raz kolejny zapominasz o ważnym spotkaniu? Nie pozostało ci nic innego tylko patrzeć pokornie na szefa, wzrokiem zranionej sarny, aż ten dosadnie da ci do zrozumienia, że podarte jeansy i koszula z plamą po porannej kawie niekoniecznie nadają się na biznesowe spotkanie. STOP. Zamiast użalać się nad sobą, weź się w garść! Czas wkroczyć do akcji i z niezdarnej Bridget Jones zmienić się w przebojową Carrie Bradshaw! 

Tyle ubrań!

Nikt nie powiedział, że jak nazwiemy cię Carrie to od razu w komplecie dostaniesz garderobę pełną ubrań od Versace i szpilek od Louboutina. Nie, nie, nie. Zacznij najpierw od uporządkowania swojej szafy — pod ręką pozostaw tylko te rzeczy, które zgodne są z bieżącą porą roku. A jeżeli okaże się, że większość jest tego samego koloru, dla ułatwienia posegreguj ubrania, rozdzielając je zgodnie z przeznaczeniem (praca, dom, wieczorne wyjścia).

O, znalazłaś bluzkę, która „zaginęła” kilka miesięcy temu, tuż po przyniesieniu jej ze sklepu? Szukaj dalej! Być może na dnie leżą też wymarzone szpilki od Louboutina! Przecież i one mogły się przypadkiem zawieruszyć!

Prawdziwa królowa jest tylko jedna, o ile… jest przygotowana

Każda przebojowa kobieta przygotowana jest na wszelką ewentualność! Idąc więc za słowami Coco Chanel – „Zawsze wyglądaj tak, jakbyś miała spotkać miłość swojego życia. Albo najgorszego wroga”. Dlatego zawsze miej w zanadrzu choć jedną rzecz, dzięki której swój casualowy strój szybko przeobrazisz w look godny królowej nocy!

Nie tylko w filmach zdarza się nagłe załamanie pogody

A już z pewnością nie staniesz się drugą Danutą Stenką, krocząc wieczorową porą w strugach deszczu wzdłuż mostu. Dlatego pamiętaj, zawsze sprawdzaj pogodę na następny dzień i dobieraj ubrania, dostosowując je do warunków panujących na zewnątrz. I zatankuj samochód — tak na      w razie czego.

Kochanie, jeszcze chwileczkę…

Ostatni raz udało ci się wypowiedzieć te słowa podczas urlopu? Nic straconego! Wystarczy, że poprzedniego dnia wieczorem przygotujesz sobie ubrania na następny dzień, a upragnione chwile we dwoje, nawet o poranku, staną się rzeczywistością!

Swoją drogą, Anja Rubik szykuje się przed wyjściem z domu w zaledwie 5 minut. A Ty? 

linia 2px

monika-chrzanowska-awatarMonika Chrzanowska

Projektantka wnętrz o wielu twarzach. Miłośniczka książek, pisania i gotowania. Niedoszła pianistka, a wieczorami ambitna malarka. Najbardziej na świecie kocha spontaniczne wyjazdy do Włoch i Hiszpanii i spędzać wieczory na nieodkrytych przez innych turystów plażach.


Lifestyle

Uwolnijmy latem dziecięce stópki! 5 zasad zdrowej stópki latem

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
28 czerwca 2016
Fot. Materiały prasowe Emel
 

Tam gdzie to tylko możliwe, i podkreślam bezpieczne, zdejmujmy dzieciom butki.

Nie zawsze można jednak hasać na bosaka dlatego pamiętajmy o idealnym dopasowaniu sandałków do stopy dziecka.

 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe Emel

5 zasad zdrowej stópki latem 🙂

1. Bezpośredni kontakt stopy z podłożem wzmacnia mięśnie i doskonale stymuluje rozwój całego ciała.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe Emel

2. Nie kupujmy zbyt dużego rozmiaru, jeśli bucik będzie luźno dzwonił na małej stopce to o zwichnięcie stopy bardzo łatwo.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe Emel

3. Kontrolujmy również czy nóżka nie wyrasta z kupionych już sandałków, wystające paluszki są bardzo narażone na stłuczenie.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe Emel

4. Jeśli dobrze dopasujemy sandał do stopki to wcale nie musi mieć pełnej, usztywnionej pięty.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe Emel

5. Doskonale dobrany, musi pozwalać dziecku na wszystkie wymyślne harce;  stawanie na paluszkach czy siadanie na piętach.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe Emel

linia 2px

Cezary Kudrzyn

Od ponad 20 lat opiekuje się dziecięcymi stopami. Właściciel i twórca marki „EMEL” ręcznie produkowanych butów dla dzieci. Laureat prestiżowych nagród i wyróżnień. Założyciel „Akademii Małej Stopy” gdzie doradza rodzicom jak dbać o dziecięce stopy. Tato dwójki dzieci.

Artykuł powstał we współpracy z marką Emel


Lifestyle

„Żyjemy w małżeństwach spokojnych, ale martwych. Czy mamy prawo wymagać więcej?”. Rodzina 2016

Listy do redakcji
Listy do redakcji
27 czerwca 2016
Fot. iStock / KatarzynaBialasiewicz

To nie jest historia o nieszczęśliwym małżeństwie. To jest historia dobrej, poukładanej rodziny.  Dwoje dzieci, fajne relacje. Wieczorami jemy wspólne kolacje, gramy w Farmera i Monopoly. Jest dużo śmiechu. Wiem wtedy, że tak właśnie wygląda szczęście. Dzieci kwiczą z radości, tłuką się. „Nieeeee, oszukujesz”, „Nieeeee, ty oszukujesz”. Wiem, że gdy dorastałam o tym marzyłam. O spokojnym, stabilnym domu.

Mam go.

Kot mruczy, pies wyleguje się na kanapie. Tak właśnie jest w reklamach, nawet wczoraj taką widziałam. Pies na kanapie, mruczący kot są symbolami luzu, radości, szczęścia. Wstaję rano, pachnie kawą, robię śniadanie. Dzieci ganiają się po kuchni. Chciałabym zatrzymać te momenty na wieczność, bo wiem, że miną.

Tym bardziej czuję się winna. Że chcę czegoś więcej. Czy mam właściwie prawo, gdy wokół tyle bólu i rozwodów?

Mamy wielu przyjaciół, zapraszamy znajomych, jeździmy na wspólne wakacje. Ludzie na nas patrzą i na pewno też myślą, że jesteśmy bardzo szczęśliwi.

Nigdy nie wiedziałam, że można mieć dobrą rodzinę i jednak czuć smutek.

Bo choć rodziną jesteśmy fantastyczną, mi i mojemu mężowi miłość wychodzi średnio. Namiętność, czułość. Słucham? A co to jest? Czy to naturalne, że mija? Nieprawda. Dziś moi znajomi wrzucili na Facebooka zdjęcie ze ślubu. Ona pisze: 24 lata i wciąż tak samo. Może nie było zawsze różowo, ale zawsze barwnie. On (jej mąż) pisze bardzo ciepły komentarz.

Inni znajomi przychodzą na kolacje. On dotyka jej kolana, głaszcze ją go po głowie. To jest małżeństwo z takim samym stażem jak my.

My sprzed kilkunastu lat. Ja bardzo ciepła, czuła, on mniej, ale zakochany, a który mężczyzna nie okazuje czułości, gdy jest zakochany. Jest wyjątkowo.

Kupujemy mieszkanie, budujemy wspólne życie, trochę spieramy się o to, jakiego koloru mają być nasze ściany, i czy w wanna w łazience półokrągła czy klasyczna. Ale jest między nami wszystko to, co powinno być w miłości. Namiętność, czułość, fascynacja, troska, ciepłe słowa. Po prostu wiem, że to jest „to”.

Mijają lata, zmieniamy się. To prawda, pokonujemy razem kryzysy. Jestem przy nim, gdy umiera jego tata. Siostra, mama, młodszy brat pogrążają się w depresji. Biegam między nimi, koję, pomagam, wspieram

On też jest przy mnie. Gdy choruje moja mama wyciąga z konta odkładane przez lata pieniądze. Jest moim przyjacielem, bez wątpienia. Najlepszym. Jestem jego przyjaciółką. Pewnie najlepszą. Wiem, że go otworzyłam, jego mama zachwycona, moja też, bo jestem z kimś stabilnym.

Ale czy wciąż jest moim partnerem? Co zarzucę mu jako kochankowi? Mnóstwo rzeczy.

Prawie  mnie nie dotyka. Nie mówię o seksie raz na dwa, trzy tygodnie. Nie ma potrzeby, żeby mnie przytulić, pocałować. Kiedyś nawet zrobiłam eksperyment. Nie inicjowałam sama kontaktu fizycznego przez dwa tygodnie. On też nie. Zero.

– Czy wiesz, że nie przytulałeś mnie dwa tygodnie?

– Oj, nie przesadzaj. To na pewno nie było tyle. Miałem pracę, mamy kłopoty. O co ci chodzi? Przecież cię kocham.

„Kocham” to jest takie słowo pułapka. Można wrzucić w to każdą nielojalność, zaniedbanie, nieuważność. „Ale przecież cię kocham” mówi ktoś. I powinno zatkać ci usta. „Przecież nie zdradzam”, „Przecież’.

Ludzie zaniedbują się w różny sposób i szalenie mnie złości, ze poruszamy się tylko po kilku polach. Zdrada, niekochanie. Ale ludzie też zaniedbują siebie, choć wciąż coś do siebie czują.

Mój mąż ogląda mecz (przykład z zeszłej soboty)

Klnie jak wariat, wali mnie w kolano jak kumpla. Chce się podzielić swoją radością.

Pewnie, spoko, czepiam się.

Mój mąż zasypia… nigdy nie idzie ze mną spać, bo jeszcze coś ogląda 

– Idziesz?

– Zaraz.

Pewnie. Budzę się o czwartej, jego nie ma obok. Schodzę na dół, śpi na kanapie.

Łapię go za rękę: „Hej, choć na górę”. Bez reakcji.

Ale spoko, czepiam się.

Mój mąż uprawia seks

W sobotę. W tygodniu przelotnie. Chyba oboje się oszukujemy. Bo dziś udajemy, że wystarcza nam pięć minut na stole. I w samochodzie. Karmimy się tym, że mamy taką wyobraźnię i tak fajnie się bzykamy. Spontaniczne. Ejże, ejże. Udajemy sami przed sobą, że szybkie numerki są seksem, a nie uspokajaniem siebie, że jednak coś fizycznego robimy.

Ale spoko, czepiam się.

Właściwie, gdy o tym piszę widzę, że jako namiętny związek już nie istniejemy.

O ja głupia.

Nie istniejemy też jako para romantycznych zakochanych, bo on kiedyś dzwonił w ciągu dnia, a gdy dziś dzwonię ja, on mówi: no?! słucham?! Pracuję!

Tyle słyszałam o małżeństwach. Że prawie wszystkie tak kończą, nawet jeśli zostają razem. Wierzyłam, byłam pewna, że z nami będzie inaczej.

Ale też wylądowałam na planecie stabilizacja. I przepraszam, ale nie o to mi chodzi.

Bardzo jest mi bliski. Wiem, ile mu zawdzięczam, ale nie chcę fizycznie umierać za życia.

Ilu z was umiera tak fizycznie za życia? Oszukuje się dobrze, bo jest rodzina? Bliskość jakaś, nie ma przemocy. Sympatia jest i porozumienia. Faceci też tak mają. Ona wie gdzie są jego majtki, wie jak prać mu spodnie i ułożyć rzeczy. Zna jego każdą wadę. I tajemnicę. To podobno miłość.

Czy ja wiem…

A może to więź głęboka. Może przyjaźń.

Chciałabym, żeby mój mąż szalał za mną. Jak być może oszalałby dla nowej kobiety. Chciałabym, aby wciąż chciało mu się biec mi rano po bułki i kupować ukochaną gazetę. A nie tylko kłócić się, kto tym razem wyjdzie z psem i mówić: „o jezu, o co ci chodzi?”. Chciałabym, żeby zadzwonił w ciągu dnia i spytał: co słychać. Oraz nie zasypiał na kanapie, bo tak ma. ( kiedyś nie miał)

On mi czasem mówi: „Tak bardzo cię kocham”.

Chciałabym powiedzieć: nie musisz mi tego mówić, postaraj się o mnie jak kiedyś. Bo ja wciąż piszę ci czułe SMS-y i czekam z kolacją.

Nigdy nie powiedziałam o tym głośno.

Teraz to napisałam.

I usłyszałam.

Czasem żyjemy w małżeństwach spokojnych, ale martwych. Tyle naszych potrzeb jest niezaspokojonych. Potem się zdradzamy, bo wcześniej nie mieliśmy odwagi powiedzieć: jest średnio, bardzo średnio.

I ja to rozumiem. Większości z nas nie jest potrzebna tylko stabilizacja.

Chcemy być kochani, dotykani.

Chcemy, by ktoś nam mówił, że jesteśmy ważni. Chcemy mieć świetny seks, nie tylko przez pierwszych pięć lat związku.

I nieważne, że mamy dzieci. Potrzeba miłości nie zależy od cyferek w metryce czy liczby potomków.

Można żyć z kimś bardzo bliskim, ale jednak czuć samotność.

A kiedy mamy walczyć o siebie jak nie tu i teraz?


Zobacz także

Czy masz w sobie coś z psychopaty? Jakie są ciemne strony twojej osobowości? Zrób sobie test Szondiego i sprawdź

Znacie serię „Emi i Tajny Klub Superdziewczyn”? To książki, które mówią językiem dzieci o tym, co jest im bliskie

10 rzeczy, których nie wolno mówić ofiarom przemocy domowej

Nigdy nie mów, że sama się prosiłam, że to moja wina. Nie wiesz, jak wygląda życie ofiary przemocy