Lifestyle Patronaty

Pokaz mody dziecięcej, jako finał tegorocznej współpracy Mustache.pl i Omenaa Foundation

Redakcja
Redakcja
19 grudnia 2015
Fot. Materiały prasowe
 

Już w niedzielę, 20 grudnia w sali Mikołajskiej w Pałacu Kultury i Nauki odbędzie się charytatywny pokaz mody zwieńczający tegoroczną współprace fundacji Omeny Mensah i platformy Mustache.pl. W pokazie wezmą udział dzieci, których rodzice pochodzą z różnych stron świata oraz pociechy polskich gwiazd zaangażowanych w akcję. Muzyczne wrażenia podczas pokazu zapewni zjawiskowy zespół The Dumplings.

Znana dziennikarka, postanowiła pomóc dzieciom w Afryce i zebrać fundusze na budowę szkoły w kraju swoich korzeni. Całkowity dochód ze sprzedaży produktów zostanie przeznaczony na budowę nowoczesnego ośrodka szkolnego w Ghanie. Ośrodek ma nie tylko zapewniać dostęp do edukacji ale także dawać bezpieczeństwo dla blisko 150 podopiecznych.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Podczas wizyty jednego z wolontariuszy Fundacji w ośrodku Don Bosco dzieci same narysowały swoje marzenia a wynik ich prac, przy pomocy marki Aloha From Deer, przeniesiono na tkaninę, tworząc unikalną kolekcję Spełniamy Marzenia, z której cały dochód wspiera budowę szkoły. Całość kolekcji dostępna jest nie tylko na Mustache.pl ale także na specjalnym stoisku na targach Mustache Yard Sale vol 17 powered by Honor (19-20.12 Warszawa PKiN), gdzie będzie można też posłuchać o całej akcji, zobaczyć filmy nakręcone na miejscu, a także pomalować największy tego dnia w Warszawie T-shirt.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

W listopadzie podczas wspólnego świętowania Międzynarodowego Dnia Tolerancji, zorganizowany został weekend tolerancji, do którego przyłączyli się m.in. Agnieszka Jastrzębska, Maffashion, Radek Pestka, Kamila Szczawińska, Marta Wierzbicka, Littlemooonster96, Michał Piróg, Ekskluzywny Menel czy Wujaszek Liestyle. Przy tej okazji, w jednej z warszawskich szkół podstawowych, odbyły się też warsztaty o tolerancji prowadzone przez Omene Mensah.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Pokaz mody, który odbędzie się w Pałacu Kultury i Nauki przy okazji targów Mustache Yard Sale vol 17 powered by Honor, jest podsumowaniem tegorocznych wspólnych działań Omenaa Foundation i Mustache.pl. To wyjątkowa inicjatywa, gdyż w pokazie ubrania zaprezentują właśnie dzieci. Pojawią się Kolorowe Dzieci – podopieczni Omenaa Foundation wraz z pociechami znanych gwiazd m.in. córka Odety Moro – Sonia Figurska; Vincent, syn Anny Ibisz; Maks, syn Katarzyny Zdanowicz, córka Omany Mensah,  Marty Kuligowskiej i Mariusza Totoszki.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Podczas pokazu zaprezentowane zostaną ubrania polskich projektantów oraz specjalna linia produktów, na które naniesiono autentyczne rysunki przedstawiające marzenia dzieci z Ghany. Całość stylizacji dopełniona zostanie butami z nowej, specjalnej kolekcji firmy BARTEK, zaprojektowanej przy współpracy z teamem projektantów z Mustache.pl i dostępne w sprzedaży w 2016 roku. Opiekę nad backstagem i doskonałym przygotowaniem dzieci do pokazu objęła firma INGLOT. Stylistki Mustache.pl będzie wspierał laureat tegorocznej edycji Top Model Radek Pestka. Patronat medialny nad pokazem objął portal Jastrząb Post, na którym pojawi się wyjątkowa relacja z wydarzenia a całość zostanie poprowadzona przez Omenę Mensah. Podczas pokazu czas umili wszystkim występ zespołu The Dumplings, młody duet wykonujący muzykę electropop w składzie Justyna Święs i Kuba Karaśnie. Laureaci Freyderyków z pewnością zagrają takie przebojoje jak Betonowy Las czy Nie gotujemy.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Pośród zaproszonych gości pojawią się m.in Agnieszka Jastrzębska, Odeta Moro, blogerka Pani Ekscelencja, Katarzyna Zdanowicz, Anna Ibisz, Radek Pestka, Mariusz Totoszko, Marta Kuligowska, Justyna Tomańska, blogerka Pani Ekscelencja, Bilguun Ariunbaatar, Areta Szpura czy Misheel Jargalsaikhan. Bilety-cegiełki, z których całkowity dochód zostanie przekazany na budowę szkoły, dostępne są na platformie Mustache.pl.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Pokaz mody odbędzie się 20 grudnia, o godzinie 13.00 w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie w Sali Mikołajskiej podczas targów mody Mustache Yard Sale vol 17 powered by Honor. Bilety cegiełki dostępne na stoisku Bilety na pokaz dostępne będą przez całą sobotę przy stanowisku akcji w strefie dziecięcej targów. Symobliczna opłata za bilet-cegiełkę zostanie w całości przekazana fundacji.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Tak powstawały rysunki dzieci:

 

Akcja dostępna na stronie Mustache

Linki do wydarzenia na fb:

https://www.facebook.com/events/828026100650620/

https://www.facebook.com/events/723312761138765/

Omenaa Mensah – Jako pół Ghanka doskonale zna problematykę tolerancji i różnic kulturowych. Prezes i inicjatorka fundacji. Prezenterka telewizyjna od 11 lat związana z telewizją TVN. Właścicielka marki Ammadora. Absolwentka Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, gdzie studiowała zarządzanie  – specjalizacja europeistyka. Aktualnie studentka III roku studiów doktoranckich o profilu ekonomiczno-społecznym na SGH w Warszawie.

Fundacja Omeny – Fundacja zajmuje się budowaniem postaw tolerancji i wzbudzeniem w dzieciach i młodzieży pozytywnych refleksji na temat odmienności innych kultur i narodów oraz zachęcaniem do zainteresowania się losem grup mniejszościowych. Rozwija emocje i empatię a tym samym uczy szacunku do innych ludzi i przeciwdziała dyskryminacji. Pokazuje, że ludzie są równi bez względu na kolor skóry czy wyznanie.

Mustache.pl – organizator niezależnych targów mody i właściciel największego polskiego marketplace dla niezależnych europejskich projektantów mody demokratycznej i designu. Skupiamy ponad 700 projektantów, którzy oferują naszym klientom ponad 20 000 produktów. Od połowy 2015 roku poza wspieraniem polskiego niezależnego rynku mody, działamy z Fundacją Omeny Mensah, w projekcie budowy szkoły dla dzieci z Ghany.

The Dumplings – polski duet muzyczny wykonujący muzykę electropop. Początkowo zdobył popularno

jako fenomen internetowy. W 2014 zespół wydał swój debiutancki album No Bad Days, który miał swoją premierę 13 maja i został nagrodzony Fryderykiem za fonograficzny debiut roku.


Lifestyle Patronaty

„Znam kobiety, które straciły ponad 30 mężczyzn ze swojej rodziny podczas tego ludobójstwa”. Nikt nie ucieka z bezpiecznego domu…

Małgorzata Gąsiorowska
Małgorzata Gąsiorowska
20 grudnia 2015
Fot. Archiwum prywatne
 

Z Eminą Ragipovic, Bośniaczką, muzułmanką, prezeską Fundacji Kultura Bez Granic spotykam się w jej warszawskim mieszkaniu. Prosi o przypilnowanie piekarnika, w którym rumieni się bałkański burek. Coś jeszcze załatwia w locie. Mam chwilę, żeby się rozejrzeć. Pokój tonie w książkach: religioznawstwo, historia, reportaże. Na półkach zdjęcia.  Na jednym uśmiechnięty 12– letni Ali, syn Eminy. Obok stoi portret Tadeusza Mazowieckiego, z którym przez wiele lat współpracowała.

Małgorzata Gąsiorowska: Znasz wiersz Warsany Shire „Dom”?

Emina Ragipovic: Nie, chyba nie…

Przeczytam ci początek: „nikt nie opuszcza domu, chyba że dom jest, jak paszcza rekina”

Rozumiem, bardzo symboliczne. Ja opuściłam swój dom z powodu represji politycznych. Pracowałam na Bałkanach jako koordynatorka Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i niezależna dziennikarka w najgorszych okresach reżimu Miloševića. Wspólnie z demokratyczną opozycją serbską walczyliśmy o ochronę praw człowieka licznych mniejszości narodowych zamieszkujących terytorium byłej Jugosławii, m.in.: albańskiej, bośniackiej, węgierskiej, romskiej.  Ale represje się nasilały, zwłaszcza wobec serbskiej opozycji wewnętrznej. Ludzie po prostu znikali bez śladu. Sprawę załatwiały służby specjalne, ręka w rękę z mafią i z błogosławieństwem reżimu. Byłam prześladowana i wielokrotnie zatrzymywana. Gdy stało się to pierwszy raz, nie miałam jeszcze 18. lat. Obserwowałam represje i procesy bośniackich opozycjonistów. Ale walczyłam. Dopiero kiedy sama zostałam matką, i przestałam być odpowiedzialna tylko za swoje bezpieczeństwo, postanowiłam wyjechać do Polski. Ali miał wtedy około roku.

To było już po wojnie, zbrodniarze wojenni zostali skazani …

Tak, góra tak. Zostały całe „doły”. Ci, którzy te rozkazy realizowali, ci którzy strzelali, aresztowali i gwałcili, szczególnie w Bośni. Oni zostali w aparacie urzędniczym, służbach bezpieczeństwa, na wysokich pozycjach w państwie. Dla mnie niewiele się zmieniło. Zresztą, nie wgłębiając się w historię wojny na Bałkanach, nie możemy zapominać, że reżim trwał jeszcze kilka lat po jej zakończeniu, a pogranicze długo pozostawało niespokojne. Mieliśmy z moim zespołem co robić.

Zajmowałaś się jakimś szczególnym obszarem łamania praw człowieka?

Od pewnego momentu tak. Raportowaniem sytuacji kobiet, pomocą ofiarom gwałtów i przemocy wojennej. To Tadeusz Mazowiecki jako specjalny wysłannik UNHCR (Wysoki Komisarz Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców) wywalczył, aby przemoc wojenna i gwałty zostały uznane przez Trybunał w Hadze za zbrodnię wojenną. Premierowi należy się najwyższy szacunek za to co zrobił dla prawdy o Bośni i zbrodniach dokonanych podczas tego konfliktu.

Kobiety są szczególnie narażone w czasie wojen …

Nie tylko w czasie wojen, ale tak. Mężczyzn często nie ma, bo walczą lub zostają wymordowani w pierwszej kolejności, by im tę walkę uniemożliwić. Na kobietach spoczywa ciężar utrzymania i przetrwania rodziny, a co za tym idzie szerzej – przetrwania narodu.

Kobiety są też narażone w czasie wojny na przemoc seksualną?

Kobiety, szczególnie bośniackie muzułmanki były podczas tej wojny gwałcone masowo i większość z nich w sposób zorganizowany. Tworzono nawet specjalne obozy. Aresztowane kobiety były gwałcone przez żołnierzy, przez członków grup paramilitarnych, a nawet przez żołnierzy i dowódców przysłanych tam w ramach misji ONZ.  Wiele kobiet w wyniku tych gwałtów zachodziło w ciąże. Upokarzało je to dodatkowo. „Zobacz, zostawiłem ci ślad na całe życie, ślad w twoim ciele, w krwi, i w domu”. Gwałty i inne akty przemocy oczywiście zdarzały się po wszystkich stronach tego konfliktu. Nie mam co do tego wątpliwości, jednak skala terroru jaka dotknęła bośniackie muzułmanki, była największa. Trybunał w Hadze szacuje, że takich kobiet było ponad 25 tysięcy. Ich dramat ciągnie się długo po odzyskaniu wolności, szczególnie tych, które zdecydowały zatrzymać przy sobie dzieci, owoce tych gwałtów. Niejednokrotnie były odrzucane przez męża, rodzinę czy środowisko.

Kobiety są wobec wojny bezbronne

Bardzo polecam film „Grbavica” z 2006 roku, który dostał nagrodę Złotego Niedźwiedzia w Berlinie. Poruszający. Bohaterka, Esma już po wojnie mierzy się ze wszystkimi demonami. Przed córką utrzymuje, że jej ojciec zginął podczas wojny, bolesna prawda jest inna, co wreszcie wychodzi na jaw przypadkiem. Nie chcę zdradzać fabuły, ale to uniwersalne doświadczenie wielu bośniackich kobiet. Na świecie ten film był przyjęty entuzjastycznie, w Serbii wywołał oburzenie i nie wszedł do dystrybucji. Szczególnie to, że rolę Esmy zagrała Serbka – Mirjana Karanović, która w serbskiej nacionalistycznej  prasie została nazwana zdrajczynią.

Kobiety w czasie wojny muszą też patrzeć na śmierć swoich dzieci …

Takie osierocone matki zorganizowały się wokół Stowarzyszenia Matki Srebrenicy, którego byłam przedstawicielką w Polsce na pogrzebie Premiera Mazowieckiego. To kobiety, które niejednokrotnie straciły wszystkich synów podczas masakry w Srebrenicy. Nie tylko synów zresztą, braci, ojców, mężów. Znam osoby, które straciły ponad 30 męskich członków swojej rodziny podczas tego ludobójstwa.

Po czymś takim można żyć? I jeszcze walczyć?

Można, jak widać. I trzeba. Przy życiu utrzymuje je nadzieja na choćby gram sprawiedliwości w stosunku do sprawców tej zbrodni.

Przecież zostali pojmani i osądzeni….

Owszem, tak jak wcześniej mówiłam, głównie ci na górze, dowódcy, wydający rozkazy. Ci, których rękoma mordowano, często nie. Nadal żyją w swoich środowiskach i często mają się doskonale. Pracują, kłaniają się i uśmiechają do swoich ofiar, których są sąsiadami. Wielu z nich pracuje nadal w  aparacie urzędniczym i służbach bezpieczeństwa, są nietykalni. Matki Srebrenicy walczą o rozliczenie także wykonawców rozkazów, nie tylko mocodawców. Nadzieja na sprawiedliwość utrzymuje te kobiety przy życiu.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

W Polsce kontynuujesz swoją pracę w Fundacji Kultura bez Granic?

Pomagam nie tylko kobietom, ale rzeczywiście one potrzebują czasem specyficznej pomocy. Przyjeżdżają tu po strasznych przeżyciach, doświadczały najgorszych form przemocy. Tu spotykają ich kolejne dramaty, bo stykają się z bezduszną machiną urzędniczą i niewydolnym systemem. W ośrodkach nie ma sensownej polityki integracyjnej. Są wspierane przez krótki czas niewielkimi kwotami, które nie wystarczą na życie, wynajęcie mieszkania. Jeśli mają pod opieką dzieci są w jeszcze trudniejszej sytuacji. Mają problemy ze znalezieniem pracy, ze wszystkim.

Nie rozumiem  tego, jesteśmy wśród 30 najbogatszych krajów świata. Jesteśmy najszybciej rozwijającym się krajem w Europie. Argument, że nie ma mieszkań komunalnych dla polskich matek, bo nie ma, nie jest problemem spowodowanym tym, że zabierają je emigrantki. To plama na sumieniu tego systemu. Tego też nie rozumiem w państwie deklarującym ochronę i wspieranie rodziny. W kraju, w którym tak się faworyzuje postać „matki”, a de facto polityka jest antyrodzinna i antyspołeczna.  Te sprawy pozostają głównie w sferze działań organizacji pozarządowych i kościelnych.

Ty nie wyjeżdżałaś w tak dramatycznych okolicznościach jak obserwujemy to teraz podczas kryzysu uchodźczego?

To była trudna decyzja, chociaż nie tak dramatyczna. Ale bardzo trudna. Długo nie mogłam jej podjąć, chciałam walczyć. W pewnym momencie zdawałam sobie już sprawę, że dalekie jest to od normalnego, spokojnego życia. Miałam dobre kontakty z polską ambasadą. Postanowiłam się ubiegać o azyl polityczny. Teraz jestem polską obywatelką.

Gdy patrzysz na tych ludzi w łodziach, teraz i na to jaka atmosfera społeczna wokół uchodźców panuje, co czujesz, co myślisz?

Jestem zła. I widzę ogromną hipokryzję tych, którzy mianują się wyznawcami podstawowy wartości europejskich. Europejskiej solidarności. Tych, którzy tak bardzo podkreślają szacunek i ochronę  każdego życia ludzkiego. Brakuje tej solidarności i na poziomie przywódców i niestety zwykłych ludzi. Myślimy, że gdy coś się dzieje daleko, to nas nie dotyczy. Nie obchodzi nas, że w Syrii ginie 250 tysięcy ludzi, a ucieka 4 miliony. Jesteśmy bezpieczni w naszej potężnej Europie, a że ludzie giną w Somalii, Erytrei i Kongo lub topią się na tych łodziach. Cóż … Z mojego punktu widzenia to europejski kulturowy szowinizm, też się poczuwam, chociaż nie podzielam tych postaw,  jestem Europejką. Do tego dochodzi islamofobia. To teraz główna oś oporu przed pomocą dla tych ludzi.

Skąd to się bierze? Nie mówmy może o Europie, ale w Polsce?

Za tę sytuację najbardziej obwiniam media, które konsekwentnie, od lat budowały obraz muzułmanina terrorysty. Mówiono o Państwie Islamskim, podkreślano wyznanie ludzi dokonujących aktów przemocy, o ile był nim islam. Nie wymienia się wyznania każdego mordercy lub robi się to rzadko. A przez nas, muzułmanów, człowiek, który aktów terroru dokonuje nie jest uważany za muzułmanina, bo godzi w filary naszej wiary. Fundamentem naszej wiary jest jeden z wersetów, który mówi, że kto zabija niewinnego człowieka, zabija cały świat. A kto ocali jednego niewinnego człowieka, ratuje cały świat. Niewiele możemy poradzić na to, że radykałowie wypaczają te prawdy i te zasady. Najwyżsi przywódcy duchowni wydali fatwę – dekret w którym wykluczają takie organizacje, jak ISIS, z grona muzułmanów. Potępili też wszystkie zamachy, w których giną cywile.

Z Syrii uciekają zwykli ludzie, którzy nie mogą normalnie żyć i wychowywać dzieci w chaosie i ciągłym poczuciu zagrożenia. I  ja to doskonale rozumiem, bo sama to przeżyłam, ale wystarczy trochę empatii i zrozumieć jest to w stanie każdy. Bojąc się robimy tylko prezent radykałom, którym zależy na pogłębianiu chaosu i destabilizacji.

A wy jakoś doświadczacie niechęci?  Twój syn Ali jest w szkole dyskryminowany?

W zasadzie nie. Był  może taki moment, co mnie zaskoczyło, bo Ali jest bardzo lubiany w klasie. Ale szybko wspólnie z rodzicami, pedagogiem i wychowawcą opanowaliśmy sytuacje i jest dobrze. Ja chodzę bez chusty, zakładam ją tylko do modlitwy, więc tym bardziej nie widać na pierwszy rzut oka, że jestem muzułmanką. Natomiast dziewczyny pod hidżabami boją się ostatnio nawet wychodzić.

Powszechnie uważa się, że kobieta muzułmanka ma niską pozycję, jest cichutka, skromniutka. Ty burzysz stereotyp.

Tak, my wszystkie burzymy. Szczególnie samodzielne mamy, jaką i ja jestem.

Pozycja kobiet w islamie jest i była zawsze bardzo wysoka. Cieszymy się prawami w niektórych obszarach bardziej postępowymi niż kobiety  innych wyznań. Na przykład mamy prawo do rozwodu. Mamy prawo do dziedziczenia, prawa wyborcze, prawo do edukacji oraz prowadzenia modlitwy, to nasze prawa koraniczne. Miałyśmy je znacznie wcześniej niż inne kobiety.

To, że w niektórych krajach te prawa są łamane wynika z regionalnych uwarunkowań, a nie z religii i tak samo dotyka to muzułmanek jak i na przykład chrześcijanek. To są inne procesy, związane z kulturą patriarchalną, ale nie z religią jako taką. Przed Bogiem i prawem jesteśmy równi, chociaż oczywiście we współczesnym świecie jest to utopia. Tak jak każda religia może być używana do politycznych rozgrywek.

W stosunku do kobiet?

Dokładnie. W niektórych regionach te prawa koraniczne się kobietom odbiera, islam sie  asymiluje do lokalnych tradycji. Te najgorsze rzeczy, kojarzone stereotypowo z islamem, nie mają z religią nic wspólnego. Jak, na przykład, obrzezanie kobiet, kamienowanie (które jest podkreślone w Starym Testamencie). To są okrutne, ale bardzo lokalne „tradycje”.

Nasi religijni przywódcy niejednokrotnie potępiali takie praktyki jako niezgodne z islamem. Przemoc wobec kobiet jak terroryzm, nie ma religii, nie ma narodowości i dotyka nas pod każdą szerokością geograficzną. W Europie nie jest z tym różowo, skala przemocy wobec kobiet jest ogromna, więc zanim zaczniemy zamiatać czyjeś podwórka, warto najpierw zrobić porządek na swoim.


Emina Ragipovic. Bośniaczka, muzułmanka, obywatelka polska. Absolwentka kulturoznawstwa i  literatury południowo-słowiańskiej na Uniwersytecie w Sarajewie. Na Bałkanach pracowała jako niezależna dziennikarka i koordynatorka Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Była współpracowniczką Tadeusza Mazowieckiego (od czasu gdy pełnił funkcje specjalnego wysłannika UNHCR na Bałkanach). Dla przyjemności studiuje stosunki międzynarodowe w Collegium Civitas. Była koszykarka. Prezeska Fundacji Kultura Bez Granic, a przede wszystkim mama 12 letniego Alego, młodego sportowca, który idzie w jej ślady i też trenuje koszykówkę.


Lifestyle Patronaty

Czy istnieje życie po rozstaniu? Cóż to za pytanie!

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
18 grudnia 2015
Fot. Unsplash / John Mark Arnold / CC0 Public Domain

Dostaję list. „Pamięta Pani tekst – „jeszcze będziesz kochać Fi” ? Czytałam go codziennie przez wiele dni, bo wiedziałam co się zbliża wielkimi  krokami. Czułam to. Baby to czują po prostu (…).  Zimna przerażająca cisza… w nim, w jego oczach , w łazience gdzie siedziałam na podłodze prosząc żeby to jeszcze przemyślał. I jak mantrę powtarzam dziś te słowa, jakbym chciała nauczyć się ich na pamięć, połknąć, przetrawić, może to serce głupie tak naiwne w końcu zrozumie”.

Ból, gdy ktoś odchodzi… jest nie do zniesienia. Czasami przypomina emocjonalne reakcje po śmierci kogoś bliskiego. Szok, niedowierzanie, zaprzeczanie, wielkie cierpienie, rozpacz. Tęsknota za tym, co już nie wróci. W tej jednej chwili, gdy rozstanie nie jest już wymysłem lęku, nie jest wyobrażonym scenariuszem wewnątrz naszego umysłu, nie jest już intuicją. Po prostu się dzieje. Ktoś mówi:

KONIEC. Nie kocham. Lub po prostu znika, jakby nie był zobowiązany do pożegnania

To jest ten jeden moment, w którym znaną ci rzeczywistość zastępuję inna. Obca, początkowo pusta, pełna tęsknoty i braku. Gdy jeszcze wczoraj przecież był (choć już czułaś, że właściwie go nie ma), ale siedział w twoim fotelu, pił herbatę z kubka, który dopiero co umył się w zmywarce, wysłał smsa (enigmatyczny, chłodny, ale wyświetlił jego obecność w twoim życiu), powiedział „do zobaczenia”, a przecież to nie oznacza, że jest ciąg dalszy, a teraz okazuje się, że nie. Gdy jeszcze w nocy myślałaś o tym, że uda się to wszystko naprawić (to znaczy ty będziesz naprawiać), bo przecież jest między wami czas i zobowiązanie i miłość (choć już dawno nikt o niej nie wspominał), można jeszcze wiele zrobić, tyle w tobie było nadziei. „ I wczoraj tak bardzo nie chciałam go prosić. Tak bardzo nie chciałam go błagać. O maleńka szansę  (och jak ja bym się wtedy postarała), o minutę rozmowy, o wytłumaczenie dlaczego… dlaczego mi to zrobił po raz drugi… bo już raz uciekł do niej. i wpuściłam go, równo miesiąc temu… i miało już być pięknie i już wszystko ponoć zrozumiał i wiedział… i cisza.”

Cisza jest najgorsza – myślisz. Nie możesz już znieść tego milczenia…

…choć kiedyś wydawało ci się, że nie ma nic gorszego niż przykre słowa, krzyk, chłodne syntetyczne zdania, które mówiły tylko o obojętności. Ale koniec jest czymś najstraszniejszym, bo nawet w tamtym (braku) dialogu była nadzieja. Jest człowiek, jest miłość. Jest miłość, jest przyszłość. Cisza jest nicością. Brakiem człowieka. Miłości. Przyszłości.

Może coś zrobiłam źle? Do ciszy dołącza zazwyczaj wredna przyjaciółka oskarżycielka. Twój wewnętrzny krytyk przywołany w rozpaczy. Mogłam nie być taka ostra. Obrażalska. Kłótliwa. Mogłam się postarać bardziej. Albo starać się mniej. Być chłodniejsza. Kazać mu za sobą gonić. Być nieuchwytną. Nie prosić. Nie błagać. Złapać dystans.

Mogłam zrobić więcej – włącza się zadaniowiec. Zapisać go na terapię. Nas razem. Siebie też. Do psychiatry (mógł potrzebować leków). Może na jakieś zajęcia razem (taniec? joga?). Zapraszać znajomych. Być milszą dla jego mamy. Mogłam lepiej gotować. Schudnąć. Więcej czytać. Rozmawiać o jego pracy. Zmienić coś w łóżku. Zaskoczyć go. Uwieść. Zaplanować podróż. Wyjechać. Mieć dla siebie czas.

Wczoraj napisał mi „tęsknie”… to już prawdziwe okrucieństwo biorąc pod uwagę, że od poniedziałku żyje z inną kobietą, nie uważa Pani?

„Łatwiej jest gdy mężczyzna odchodzi do nieznajomej, w niebyt. A ja znam jej uśmiech i kształt łydek, kolor włosów i rozkład mieszkania, słyszałam jej głos i widziałam jaką aurę roztacza. Trudne to bardzo, dziś mam kryzys.  Przepraszam, wykreślam te dni, mówię sobie – poczekaj , poczekaj, oddychaj, czas wszystko ukoi… tylko czas”.

Tak. Oni czasami wracają. Wpadają na chwilę zobaczyć, czy jest gdzie wracać. Tak na wszelki wypadek, jakby tam nie wyszło. Albo podkarmić swoje ego, które być może bez ciebie jest dużo słabsze, kruchsze, niepewne. Jeśli byłaś dawcą, nie jest łatwo z ciebie zrezygnować (właściwie z tego, co dajesz). Często tak się dzieje, że odchodzą do biorców (biorczyń?). Nagle stają po drugiej stronie barykady i okazuje się, że im się chce, potrafią, dają. Dlaczego nie dawali tu? Bo ktoś dawał podwójnie. Tacy wracają najczęściej, aby naładować baterie, które szybko zużywają w nowej relacji.

Wracają też, bo tęsknią. Nawet gdy nie kochają, to przecież spędzili z porzuconą osobą jakiś czas, jest jakaś więź, porozumienie, bliskość wpisana w godziny spędzone razem. Przytulą policzek na chwilę i biegną dalej. Nie rozumiesz tego, bo ty nie masz gdzie iść. Nie tylko nie masz pojęcia, gdzie byś miała się podziać, ale też nie masz siły. Ten moment przytulenia sprawia, że nawet jeśli zrobiłaś krok do przodu wracasz w to samo miejsce. W ten ostatni moment razem. Zaczynasz odliczanie od początku.

Czasami mimo iż są sprawcami tego rozstania, zaczynają nas nienawidzić…

Masz nawet wrażenie, że wasza przeszłość nagle staje się jakimś nowym tworem. Tak jakby podmienić cię na te 5 lat. Niedobra, nieczuła, zaborcza, chciwa. Czy to naprawdę o tobie? Może ty żyłaś w jakiejś innej relacji? Jakieś science-fiction. Otóż nie, mechanizm jest podobny. Im było gorzej, tym bardziej racjonalne staje się rozstanie. Im ty byłaś gorsza, tym bardziej możliwe społeczne usankcjonowanie jego decyzji. Kto by chciał być z taką kobietą, w takim związku? Jedna z pacjentek powiedziała mi kiedyś „Zabrał mi 18 lat życia”. Relacja, którą zdewastował w swoich opowieściach. Mówiła „Nie mam nawet swojej przeszłości”. Boli, wiem.

Boli też to, gdy widzimy, jak potrafi być inny. Czuły, troskliwy, opiekuńczy, zakochany. Podczas gdy ty łapałaś mikrosekundy jego dobroci. Łudzisz się, że za chwilę pokaże jej swoją prawdziwą twarz. Niestety tego nie możemy być pewni. Bywa, że w jednych relacjach jesteśmy katem, a w innych ofiarą. Możesz tylko myśleć o tym, jaki był dla ciebie. I jaki nie był.

Ludzie, których kochamy, czasami od nas odchodzą. To smutne bardzo, ale spotyka większość osób, które znam. Ci co odchodzą, często nie wracają. Miłość bywa niepojęta, nieracjonalna i kapryśna. Wybory, których dokonują potem, niejednokrotnie nas zaskakują (ona??? naprawdę?). Tak, ona. I nigdy tego nie zrozumiesz. Nie zastanawiaj się nad tym więcej.

Trudno ci dziś o tym myśleć w ten sposób, ale bardzo jest możliwe, że jego odejście było najlepszym, co mogło cię spotkać. Bo być może sama byś się nigdy na to nie zdobyła i całe życie ograniczałoby się do niego. Jego potrzeb, marzeń, wygody. Pomyśl, że nie istniałabyś przez całe swoje życie. Jedna starsza pani mi powiedziała kiedyś „Gdybym żyła w dzisiejszych czasach, w których łatwiej się rozwieść, ani minuty bym nie spędziła z tym samolubem. Chcę przynajmniej spocząć w osobnej trumnie, aby po śmierci go nie obsługiwać”. Inna opowiadała mi, jak strasznie jest żyć z kimś, kto nie kocha. „Dopiero gdy umarł i przeczytałam jego listy do dawnej miłości, zrozumiałam, że on nie miał trudności w kochaniu, miał tylko trudność w kochaniu mnie”.

Pomyśl, jak wyglądałoby twoje życie, gdyby został. Czy naprawdę nie stać cię na więcej?

PS: Droga D., pytasz, czy istnieje życie po rozstaniu? Cóż to za pytanie. Właśnie Ci odpowiedziałam.


Zobacz także

Babka piaskowa

Babka piaskowa – szybka i prosta (przepis dla opornych)

Każdy z nas ma swoje mocne strony. Ważne, by umieć je w sobie znaleźć i nazwać. Spróbujesz?

Każdy z nas ma swoje mocne strony. Ważne, by umieć je w sobie znaleźć i nazwać. Spróbujesz?

To zdjęcie porusza… „Za kilka dni będę musiała pochować tę piękną dziewczynę… kilka tygodni lub miesięcy później mojego ojca”