Lifestyle

Po co pani cztery kurtki? A tak pragmatycznie, zawsze można zwrócić… O promocji w Lidlu słów kilka i nie tylko

Karolina Krause
Karolina Krause
9 listopada 2016
Fot. iStock/olaser
 

Cały internet pokrył się lidlowską plagą. Wszyscy tacy bardzo oburzeni, że „jak tak można?!’, „nie mają wstydu?”, „żenada!”, „buractwo”. A ja się zastanawiam skąd to wszystko się bierze. Po ostatnich zamieszkach w Madrycie, kiedy to Warszawscy pseudokibice zorganizowali sobie „bankiet” pod stadionem Świętego Barnaby, usłyszałam w radiu, że Polscy kibice najwyraźniej nie są jeszcze gotowi na to, by móc towarzyszyć swoim drużynom na sparingach organizowanych w zachodniej Europie. Nie to, żebym jakoś przesadnie przejmowała się piłką nożną, ale obchodzi mnie mój kraj. I boli mnie, kiedy muszę się za niego wstydzić.

Wczoraj Lidl w trybie pilnym zakończył promocję „Kupuj sprytnie i tanio”, w ramach której można było kupić produkty marki własnej Lidla, a w przypadku niezadowolenia z jakości, otrzymać zwrot pieniędzy nawet po całkowitym zużyciu.  Akcja miała potrwać do końca listopada. Organizatorzy zdecydowali, jednak o jej przedwczesnym zakończeniu, z powodu odnotowania licznych przypadków „wykorzystywania promocji wbrew jej celom”.

Co to właściwie oznacza? A dokładnie tyle, że nasi jakże pomysłowi rodacy wpadli na pomysł, że można się obłowić kupując masowo produkty, wypakować je w domu (lub już na parkingu) i zwrócić opakowania w kasie. Zaskutkowało to tym, że kolejki do kasy praktycznie nie mieściły się w sklepach, a groteskowego wyrazu całej sytuacji dodawał zapach unoszący się znad pustych opakowań (w tym także po mięsie).

Jedna z moich znajomych pracuje w Lidlu. Aferą, jaka wyniknęła z samej promocji, wcale nie jest zaskoczona. To w sumie tak, jakby codziennie był poniedziałek. Czytelniczkom, nie robiącym regularnie zakupów w tej sieci sklepów, wyjaśniam: w każdy poniedziałek przed 8:00 do sklepów przychodzi nowa dostawa. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że już o 8:45 nie można dopchać się do drzwi.

Oczywiście nie mówię, że wszędzie tak jest. W dużym mieście być może nie rzuca się to tak bardzo w oczy, ale w małych miejscowościach lub miastach, gdzie następny taki sklep znajduje się o kilkadziesiąt kilometrów dalej, to już praktycznie norma. Punktualnie o godzinie 8:00 wrota do raju się otwierają i cała zbieranina łowców okazji jak jeden mąż biegnie do półek. Urządzając przy tym scenę, jak z kultowego już skeczu Ani Mru Mru „Otwarcie Hipermarketu”, gdzie rozentuzjazmowany tłum krzyczy co chwilę:  „Open the door! Open the door!”.

Na pytanie, czemu to robią, większość osób odpowiada, że chodzi o jakość. „No bo gdzie indziej dostaniesz kurtkę dla dziecka na zimę, z takiego materiału, za TAKĄ cenę?” W internecie? – chciałoby się odpowiedzieć pytaniem na pytanie. No ale, ok. Za ciuchy dla dzieci płaci się teraz jak za zboże. Rozumiem. Ale dlaczego od razu cztery kurtki? – A to tak „pragmatycznie” przecież potem i tak będę mogła zwrócić.

No to weźmy teraz kilka takich „pragmatycznych” matek, postawmy je przed Lidlem o 7:30 (co by miały szansę dopchać się do drzwi) i dramat gwarantowany. Prawie pozabijają się o te kurtki. Widzicie to? Niemal tak, jak całkiem niedawno w kolejce po kawę, czy „cotamwsklepierzucą”.

Z takim nastawieniem to nic dziwnego, że potem jak jest promocja i można dostać coś za darmo (nie wnikajmy w szczegóły, czy do końca legalnie czy nie), to produkty opróżniane są już na parkingu. W końcu „Polak potrafi”, czyż nie? A jeśli jeszcze do tego „szwaba” robi w balona, to powinno mu się jeszcze za to podziękować. Bo co innego oznaczają te wszystkie „Mają, co chcieli”, czy „Wcale mi ich nie żal”?

Jasne, rozumiem, jesteśmy Polakami, mamy swoją historię. To ona nas ukształtowała i wpłynęła na naszą kulturę (lub jej brak?).  Ale przez ile jeszcze pokoleń, będzie się nam odbijało PRL-em? Ile jeszcze czasu musi minąć, abyśmy mogli w końcu zrozumieć, że takim zachowaniem szkodzimy tylko sami sobie? Że nic nie musimy nikomu wydzierać, że można po ludzku i uczciwie? Nadal przekonuję się, że takie zachowanie to jeszcze nie dla nas… To nasze odwieczne cwaniactwo. O ile w tamtych czasach PRL-u wydaje mi się to jeszcze uzasadnione, o tyle dzisiaj zaczynam się zastanawiać, czy my w ogóle jeszcze potrafimy inaczej…


Lifestyle

Wiesz, że mu się podobasz? Poznaj sygnały świadczące o tym, że facet z tobą flirtuje

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
9 listopada 2016
Fot. iStock / svetikd
 

Zastanawiasz się, czy facet, który właśnie rozpoczął z tobą rozmowę na imprezie, faktycznie jest właśnie tobą zainteresowany, czy raczej biedakowi się nudziło i zagaił do pierwszej lepszej osoby? A może masz kogoś na oku, ale nie wiesz jak sprawić, by cię zauważył, zanim staniesz na rzęsach? Nawet jeśli słowa nie wyjaśniają faktycznych intencji, są sygnały, które wyraźnie wskazują, do czego ktoś zmierza.

Mowa ciała jest niezwykle sugestywna

Jeżeli tylko potrafimy rozróżnić znaczenie poszczególnych gestów, mimiki, postawy, łatwiej rozszyfrujemy prawdziwe intencje rozmówcy. Komunikacja niewerbalna przekazuje więcej, niż sami zainteresowani by chcieli, i w wielu przypadkach pozwala rozwiać wątpliwości co do faktycznych intencji rozmówcy.

Zarówno mężczyźni, jak i kobiety wysyłają sygnały informujące o tym, że ktoś komuś wpadł w oko. Tyle że kobiety o wiele lepiej radzą sobie z ich odbieraniem i rozszyfrowaniem. Ale, dobre jest to, że nawet jeśli natura poskąpiła komuś „siódmego” zmysłu, można się nauczyć, co jest, a co nie należy do sygnałów zachęcających do bliższego poznania i flirtu.

Albert Scheflen, psycholog, stwierdził, że gdy znajdujemy się w towarzystwie kogoś płci przeciwnej, w naszym ciele zachodzą charakterystyczne zmiany: wygładzają się zmarszczki wokół oczu, znika wiotkość mięśni, prostujemy się, wypinamy klatkę piersiową i automatycznie wciągamy brzuch, sprawiając wrażenie młodszych, niż jesteśmy w rzeczywistości. Ale zachowań wyrażających zainteresowanie jest o wiele więcej.

Gdy facet ma ochotę na bliższą znajomość:

Sylwetka:

  • Mężczyzna zainteresowany kobietą prostuje się, napina mięśnie, wciąga brzuch i poprawia ubranie i włosy.
  • Stojąc blisko wybranki kieruje ciało i stopy w kierunku kobiety.
  • Mężczyźni szukający przygody np. w klubie zazwyczaj stoją pod ścianą, rozstawiając nogi i wkładając kciuki do kieszeni lub za pasek — dłonie skierowane są w kierunku krocza. Tym sposobem facet chce przyciągnąć wzrok kobiecy.
Fot. iStock / ViewApart

Fot. iStock / ViewApart

Twarz

  • Podniesienie brwi, gdy kobieta skieruje wzrok, świadczy o zainteresowaniu. Bardzo możliwe, że facet dokładnie obejrzy obiekt zainteresowań od góry do dołu.
  • Sposób siedzenia i kierunek stóp oraz kolan siedząc obok kobiety wskaże, kim w towarzystwie zainteresowany jest facet.
  •  Zainteresowany mężczyzna będzie chciał zwrócić na siebie uwagę, jeśli więc jest więcej ludzi wokół — wyjdzie na parkiet, będzie się głośno śmiał lub opowiadał historię, żarty, robiąc to głośniej niż dotychczas. W ten sposób chce przyciągnąć wzrok wybranki.
  • Gdy oboje spojrzą sobie w oczy będą wiedzieli, czy są zainteresowani, gdyż powiększą im się źrenice i zwiększy częstotliwość mrugania.

Zachowanie

  • Rozmawiając z ciekawą kobietą, mężczyzna obniży głos i będzie mówił ciszej, aby kobieta musiała się do niego przysunąć, by nastawić ucho.
  • Mężczyzna, który będzie chciał się spodobać kobiecie wybierze ten sam rodzaj drinka, co ona oraz subtelnie zsynchronizuje swoje gesty, np. w tym samym momencie podnosząc szklankę do ust.

Gdy kobiecie spodobał się mężczyzna:

Sylwetka

  • Kobieta zaczyna poprawiać sylwetkę, ubranie. Niespokojnie wierci się, jeśli siedzi na krześle.
  •  Kobieta zainteresowana mężczyzną rozsuwa lub krzyżuje nogi, kołysze biodrami.

Twarz

  • Mogą pojawić się rumieńce na policzkach, rozszerzone źrenice, czy odrzucanie głowy do tyłu, by włosy odsłoniły twarz.
  • Uśmiecha się dużo i szeroko, odsłaniając zęby.
  • Kobieta zerka na mężczyznę przez rzęsy, spod opuszczonych powiek, a następnie kieruje oczy w inną stronę.
  • Wiele kobiet kredką podkreśla brwi, nadając im wyraz stałego zaciekawienia. Chodzi o to, że unoszenie brwi połączone z intensywnym kontaktem wzrokowym i uśmiechem to jednoznaczny sygnał flirtowania.
Fot. iStock / demaerre

Fot. iStock / demaerre

Zachowanie

  • Bawi się łańcuszkiem, kolczykiem, zegarkiem, pierścionkiem
  • Kobiety zapalają papierosa, aby odsłonić nadgarstek oraz układają usta w „dzióbek” przy wydmuchiwaniu dymu. Jest to nawiązanie do czynności oralnej.
  • Może gładzić nóżkę od kieliszka lub bawić się pierścionkiem, wykonując tzw. ruchy posuwiste. Może również gładzić przedmioty o cylindrycznym kształcie, kojarzącym się jednoznacznie.
  •  Bawi się butem, huśta go na palcach, by przyciągnąć wzrok do tej części ciała.
  • Gdy chcemy być dotykane, przez mężczyznę, który jest w pobliżu, gładzimy się np. po rękach, udach czy szyi.

Dziękuję, nie jestem zainteresowana/y

Może być też tak, że druga osoba wcale nie jest zainteresowana naszymi staraniami. Czasem nie łatwo jest odróżnić kurtuazyjną rozmowę „bo wypada”,  z rzeczywistym zaciekawieniem drugiej osoby. Podobnie jak w przypadku zainteresowania, jego brak również okazywany jest przez wyraźne sygnały:

  • Sztuczny uśmiech lub uśmiech bez pokazywania zębów.
  • Ciało zwrócone w drugim kierunku, w stronę wyjścia lub kogoś innego.
  • Postawa zamknięta, skrzyżowane ręce i nogi, zasłanianie się np. torebką.
  • Cofanie się, gdy ktoś podchodzi do nas blisko.
  • Odchylanie się przy rozmowie.
  • Bębnienie palcami, oznaczające zniecierpliwienie.
  • Nieskupianie wzroku na rozmówcy, zerkanie inne osoby, na telefon lub zegarek, ziewanie.
  • Unikanie kontaktu wzrokowego.

 


Lifestyle

Mówią, że szczęście jest sumą przypadków. A gdyby tak wygrać milion?

Anika Zadylak
Anika Zadylak
9 listopada 2016
Fot, iStock/nullplus

Zastanawialiście się kiedyś, co by było, gdyby na wasze konto nagle wpadł okrąglutki milion? Albo i dwa? No ba! Nie przyznajemy się do tego głośno, ale większość z nas była już z tą sumką na zakupach. I domy z basenem budowała, kraje odległe zwiedzaliśmy, jeździliśmy na koncerty największych gwiazd, kupowaliśmy drogie auta i złote zegarki. Czasem lot balonem, czasem jakieś prezenty dla najbliższych, czy operację dla chorej mamy. Bo pieniądze szczęścia nie dają, ale pozwalają na szaleństwa, o których marzy każdy. W moim pięknym mieście, w pewnym urokliwym miejscu stoi ławeczka. Przesiaduje na niej zazwyczaj tych samych trzech jegomości. Popijając winko marki wino, prowadzą wieczorne Polaków rozmowy. Dosiadłam się więc na dłuższą chwilkę i posłuchałam, na co przeznaczyli by swoją wygraną. 

Pan Tadziu

Pan Tadzio ma 60 wiosen z kawałkiem. Jest bezdomny  z własnego wyboru. Mawia, że ludzie wolni, mogą mieszkać wszędzie i on z tego przywileju korzysta. Z rozbrajającą szczerością przyznaje się też do swojego zamiłowania napojami wyskokowymi. Oraz do tego, że pieniądze go chyba nie lubią. Bo się go zwyczajnie nie trzymają i już. Ale gdyby je miał, to wiedziałby co z nimi zrobić. – Kochaniutka, milion? To istnieją tak ogromne pieniądze? Dla mnie stówka to sztaba złota! Ale jak mówisz, że można tyle mieć, a nawet wygrać, to warto też się rozmarzyć. W końcu nadal żyję, mam się nieźle jak na mój hulaszczy tryb życia to i czemu nie.

Powiem szczerze, że większość oddałbym mojej ciężko chorej żonie. Co z tego, że byłej? Prawda jest taka, że ja swoim chlaniem się do tego chorowania mocno przyłożyłem. I wstyd mi jak cholera, więc wysłałbym jej anonimowo, żeby na leki i na nic jej nie zabrakło. Anonimowo, bo kobieta swój honor ma i normalnie, nic by ode mnie nie przyjęła. Swoją drogą człowiek to takie niedoskonałe stworzenie jest. Przecież dobra była, kochałem ją i nadal kocham, a jednak krzywdzę… Dużo też bym dał na chore dzieciaki. Bo nie ma większego bólu dla rodzica, jak umierające dziecko. A nasz kraj piękny jest ale podły i chytry. Daje nie tym co trzeba, a tym, co nie trzeba, odbiera. Księżą bym nie dał złamanego grosza! Oni przez te swoje opasłe brzuchy i tak już drugiego człowieka nie widzą. Sobie bym buty kupił, bo zima idzie i czapkę cieplejszą. O! I ławkę bym nam taką wygodniejszą, z wiatą postawił. Może nawet jakoś ocieplił. Siedzielibyśmy sobie z  chłopakami, śnieżek by prószył, kolędy z okien roznosiły. A my byśmy sobie popijali i cieszyli, że mamy choć tyle.

Pan Henio

Pana Henia poznałam dwa lata temu na Wigilii dla ludzi bezdomnych. Ciepły człowiek, były bibliotekarz, dla którego nie ma złych pisarzy. – Wina czasem za mało, moje dziecko, czyli weny – mruga okiem i pociąga spory łyk. Gdybym grał i wygrał, to kupiłbym moim towarzyszom doli, a głównie niedoli, garnitury eleganckie. Do fryzjera byśmy poszli i wykąpać się, do hotelu jakiegoś. Najpierw wyspać w czystej pościeli, a potem na kolację bym ich zabrał. Jest tu taka restauracja elegancka i kiedyś przechodziłem, to jeden gość tam taka piękną goloneczkę jadł. Takie dzieło sztuki, że jak patrzyłem na nią, to aż smak czułem. A ponieważ dobrze się konsumuje tylko w dobrym towarzystwie, to z kim jak nie z moimi chłopakami?

I do muzeum Beksińskiego bym ich zabrał, żeby trochę sztuki zaznali. Bo taki zacny człowiek, takie dzieła malował, aż żal nie znać i nie zobaczyć. I tym naszym kotom osiedlowym domki postawił. To poczciwe stworzenia. Szkoda i serce boli, jak człowiek patrzy, że marzną. No i oczywiście też bankiet urządził, bo z milionem w garści, to przecież głupio po zwykłym piwie postawić. Kolegów z innych ławeczek bym zaprosił, nakarmił, popatrzył jak się cieszą. Bo cóż jest bardziej wartościowego od radości drugiego człowieka? Od tego, że możesz sobie pozwolić na luksus i ten uśmiech komuś podarować? No sama powiedz, co cię w życiu najbardziej cieszy? Jak się twoi bliscy radują. Więc ja bym radosny bankiet urządził i nikomu niczego, nie żałował. I jeszcze bym taki piękny plac zabaw wybudował dla wszystkich! Nie tylko dla dzieci. Dlaczego? Bo my dorośli często zapominamy, że dotąd  dzieckiem jesteśmy, dokąd nam się tyłki w huśtawkę mieszczą. I chodzimy tacy smętni, szarością oblani. A może jakbyśmy się choć trochę na karuzeli pokręcili, to wszystko wydawałoby się prostsze, ładniejsze. I jeszcze do mamusi mojej, na grób bym pojechał. Lata nie byłem, świeczkę bym zapalił i podziękował. Za ten trud, za tę miłość jaką mi dała, choć tak szybko odeszła. I przeprosił, że mi to życie jakoś tak nie do końca wyszło.

Pan Stasiu

– Wszystko bym moim dwóm synom oddał. Dobre chłopaki są, uczciwe. Pracują, mają rodziny, a wiem bo czasem ktoś mi tam opowiada, co u nich. I raz w ubiegłym roku przypadkiem widziałem jednego z żoną i córeczką. Piękni tacy, jak z obrazka. To ja zawaliłem, wódkę i bezdomność wybrałem, niczyja wina. A zwłaszcza moich chłopaków. Matka ich piękną pracę wykonała, tak dobrze wychowała na porządnych ludzi. Choć  ja ojciec, złamany drań.  A sobie, to tylko jedną rzecz bym kupił. Aparat, żeby zdjęcia robić. Bo kiedyś przeczytałem, że wszystko jest fotografią a ta przecież, zatrzymuje wspomnienia i piękne chwilę. Na zawsze. Pamięć szwankuje, lata lecą a tyle cudowności wokół przecież. Takie zatrzymane na zdjęciu piękne momenty mogą dać człowiekowi siłę w najgorszym momencie. Czasem życie uratować. Jak mi, już zresztą nie raz.

Pan Stasiu drżącymi dłoniami wyciąga coś z kieszeni pomiętej marynarki. – To ja, jak jeszcze byłem młody chłopak, z tatą moim. Mądry człowiek to był ogromnie, pół wioski się do niego radzić przychodziło. Taką dumę czułem, że koledzy mi go zazdroszczą. I jak mi jest tak totalnie paskudnie, to patrzę sobie na to zdjęcie. I nie myślę o tym, że takiego ojca miałem. Tylko sam do siebie mówię: „Stasiek, ty ch*j byłeś i jesteś dla swoich dzieci. Ale popatrz, przypomnij sobie, jakim szczęściem było, posiadać takiego rodzica. Weź ty się w garść człowieku, pomyśl, bo może jeszcze nie wszystko stracone. Może ci jeszcze wybaczą synowie i też takie zdjęcie z tobą, nosić kiedyś będą”. Czasem się przechadzam i zwykłe cuda obserwuję. Jak chłopak dziewczynę przytula, jak nasze Bieszczady jesień maluje, gdy księżyc okrągły i wielki świeci. Zatrzymywałbym to wszystko w tym swoim pudełku jednym pstryknięciem. I gdy źle mi i zimno, ogrzewał się słońcem z fotografii i pocieszał, że za kilka miesięcy na niebo wróci. O! I Heniutkowi ten bilet bym kupił, żeby do matki swej pojechał choć raz. Bo zawsze tak ładnie o niej wspomina.

Mówią, że szczęście jest sumą przypadków. Że nie można go zdobyć za żadne pieniądze. Ale taki milion, mógłby jak widać zdziałać wiele dobra.

Patrząc na mojego ciężko chorego syna, wiem, na co wydałabym w pierwszej kolejności. Potem, zabrałabym Pana Tadzia na golonkę, a Stasiowi sprawiła polaroida. Bo na ławeczce nauczyłam się, że każda wygrana cieszy tylko wtedy, gdy można się nią podzielić. A prawdziwe szczęście to możliwość obserwowania cudzej radości.

A ty? Co zrobiłbyś ze swoim milionem?


Zobacz także

6 zachowań, po których poznasz niewdzięczników i wyzyskiwaczy. Nie daj sobie wejść na głowę

Czekolada, koc i beznadziejność. Uwaga, nadchodzi listopad!

Karl Lagerfeld zmarł z powodu tej choroby. 10 wczesnych objawów raka trzustki / Karl Lagerfeld , Paryż, 2008 r.

Karl Lagerfeld zmarł z powodu tej choroby. 10 wczesnych objawów raka trzustki