Lifestyle

Plemniki w prezerwatywie to zamknięte duszyczki? No ludzie! Długo jeszcze będziemy tego słuchać?

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
28 października 2021
fot. Surachet99/iStock
 

– Katecheci mówią, że homoseksualizm to choroba, którą można leczyć m.in. elektrowstrząsami albo wycięciem macicy, że tampony noszą tylko zboczone dziewczyny, które nie potrafią wytrzymać bez niczego w pochwie. Że jeżeli mąż chce seksu, to żona musi się zgodzić. Że plemniki w prezerwatywie to zamknięte duszyczki, a tabletki antykoncepcyjne zabijają zarodki – mówi aktywistka Klaudia Szubert, która na co dzień przygląda się najróżniejszym szkolnym… „nieprawidłowościom” w kwestiach równości czy seksualności. 

„Ksiądz puścił 12-latkom fragment horroru „Egzorcyzmy Emily Rose”

„Antykoncepcja hormonalna jest współczesną formą kamieniowania kobiet”

„Kiedyś poroniłam i dziś modlę się do ulepionej laleczki”

„Pewnie to zauważacie, że dzieci, które nie chodzą na religię, są bardziej niegrzeczne i niemiłe od was….”

„Jeśli wypisze pani córkę z religii, zniszczy jej pani życie”

„Menstruacja to płacz macicy, w której znów nie zagnieździło się życie”

Co jakiś czas nagłówki krzyczą o kolejnej szokującej wypowiedzi katechety. Plemniki jako zamknięte duszyczki i kobieta, która musi mieć coś w pochwie wstrząsnęły mną na tyle, że w mgnieniu oka pojawiły się wspomnienia z zajęć wychowania do życia w rodzinie oraz… nauk przedmałżeńskich.

Tutaj warto zaznaczyć, że jedne i drugie odbywałam jako osoba pełnoletnia! Pierwsze dlatego, że „za moich czasów” nie było w szkole podstawowej takich zajęć, a katechetkę miałam jak się okazuje zupełnie normalną (dziś już nienormalną, żeby była jasność). WDŻ pojawił się dopiero kiedy byłam w klasie maturalnej, zajmował ze cztery godziny w semestrze na dziewiątej godzinie lekcyjnej w środę. Z podziałem na chłopców i dziewczęta! Zajęcia prowadziła pani Bernadetta, matka czworga dzieci, przykładna katoliczka, członkini rady parafialnej. Skąd wiem? Bo tak się przedstawiła.

I ona mówiła nam, 19-letnim ludziom, że podniecanie się jest złe. Że młodzi ludzie, którzy się spotykają, 80 proc. czasu poświęcają na podniecanie się, a resztę na seks. Miała wykresy, które obrazowały fazy podniecenia u chłopaków i u dziewczyn – kompletnie różne. Kazała nam to przerysowywać do zeszytu. Na kolejnej „lekcji” pokazywała nam jak używać podpaski. Rozdała po jednej. Przypominam mniej uważnym, że byłam w klasie maturalnej. Każda z nas miesiączkowała już co najmniej sześć lat.

Przeczuwałam, że to będzie jakaś gruba akcja, te zajęcia, więc naprawdę rzetelnie prowadziłam zeszyt. Szkoda, że go nie zachowałam…

Kolejna lekcja – film. Film o kobiecie, która terminowała ciążę kilka razy. Nie pamiętam ile, wybaczcie. Dużo. I ona w końcu się nawróciła. Chodziła po łąkach, nadawała swoim nienarodzonym dzieciom imiona. Wszystko w dusznej atmosferze, z dziwną ścieżką dźwiękową, kolorystyką. Irracjonalne i przerażające. Dość, że minęło 21 lat, a ja pamiętam te obrazki niemal ze szczegółami.

Na kolejne zajęcia już nie poszłam. Ani nikt z mojej klasy.

Kilka lat spokoju. Po nich nauki przedmałżeńskie. Zastanawialiśmy się, gdzie na nie iść, żeby oszczędzić sobie przypałów. Padło na kościół akademicki, dla studentów. No co mogło pójść nie tak? Otóż wszystko.

Czego się tam dowiedziałam?

  • jak to jest trzymać w dłoni abortowany płód
  • jak rozciągliwy jest śluz w różnych fazach cyklu
  • że mężowi nie wolno przeszkadzać kiedy wraca z pracy
  • że jeżeli mąż chce seksu, to żona musi się zgodzić
  • że jak się nie będę starała, malowała, gotowała, to nie mogę mieć pretensji, jeśli mąż mnie zleje
  • że do księdza zawsze można przyjść, jeśli mąż nie będzie mógł

Można pośmieszkować, ale powyższe zagadnienia to tylko kropla w morzu. Więcej nie wytrzymaliśmy. Nie wróciliśmy tam.

Szkoda, proszę państwa, wielka szkoda, że to wciąż tak wygląda. Nie każde dziecko czy nastolatek ma to szczęście, że o wszystkim może porozmawiać szczerze i bez tabu z rodzicami. Nie każda dziewczynka jest przygotowana na okres, nie każdy chłopiec potrafi się ustawić do tego w odpowiedni sposób. Znacie historie kobiet, które nie wiedziały, że są w ciąży niemal do porodu. Znacie kobiety, które nigdy nie były u ginekologa. Znacie obiegowe opinie, że można zajść w ciążę od siadania na kolanach czy seksu oralnego. Znacie historie dzieci gwałconych przez dorosłych, które nie mają pojęcia, co się dzieje, bo nikt im nie powiedział, że ich granice są święte. Znacie kobiety, maltretowane przez mężów, które nawet w kościele słyszą, że muszą to wytrzymać. W imię Boga. Że każdy ma swój krzyż.

Na Boga!!! Czy nie powinnyśmy nad tym zapłakać? Czy nie powinnyśmy zrobić wszystkiego, co w naszej mocy, żeby to się wreszcie skończyło? Żeby nikt nie wciskał naszym dzieciom kitu o zabłąkanych duszyczkach-plemiczkach?

 


Lifestyle

Albo grubo, albo wcale, czyli urlop zniszczy każdego (Polaka)

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
7 lipca 2021
Jastarnia, fot. ewg3D/iStock

Też macie wrażenie, że urlop to dla Polaka to stres, pretensje, niezadowolenie, czas na publiczne rozwiązywanie rodzinnych konfliktów, których źródeł szukać w latach 90. ubiegłego wieku, a jednocześnie – w jakiś schizofreniczny sposób – czas, w którym jest się KRÓLEM ŻYCIA. Za nic mamy dobre maniery, przepisy prawa, czy zwykłą przyzwoitość. Albo grubo, albo wcale – w każdym aspekcie to motto Polaka na wakacjach.

Smród, brud i malaria

Naprawdę, k…, nie można wziąć papierka/butelki/pudełka/patyczka/kapsla/maseczki/bułki/ogryzka/petów i wyrzucić do śmietnika. Widziałam na własne oczy, jest tych kubłów naprawdę sporo. Spoko, nie musisz latać z każdym, ale zbierz je wszystkie, jak schodzisz z plaży czy szlaku.

Inżynieria lądowa na plażach, czyli parawaning

Miejmy ten temat z głowy. Na początek dla przypomnienia: parawan służy do osłonięcia się przed wiatrem. Najczęściej wystarcza nieduży. Tymczasem polskie plaże podzielone są parawanami na mieszkania z trzema sypialniami. Nie jest łatwo się wpasować pomiędzy ze swoim małym kocykiem i książką.

Ale nie brak miejsca jest w parawaningu najgorszy, bez przesady – plaże mamy naprawdę zacne. Problemem, a raczej kłopotem jest to, że parawany dają poczucie prywatności. Niestety jest ono bardzo złudne. Niestety traktujemy je jak inkarnację własnego mieszkania z grubymi ścianami, albo domu, w którym nie mamy sąsiadów.

„Cała plaża śpiewa z nami”

Swojskie i sentymentalne Lato z radiem, składanki przebojów muzyki chodnikowej, najnowsze kompilacje DJów z klubów typu Energy czy w końcu to, z czego jesteśmy znani na świecie, czyli muzyka metalowa. Tak brzmią polskie plaże nad morzem, jeziorami i te miejskie. Technika poszła do przodu, bardzo fajnie, że jako naród za nią nadążamy – serio, duma! Ale, do cholery jasnej, słuchaj sobie radyjka tranzystorowego w domciu, zostaw tam też – stanowczo apeluję – boomboxa i bezprzewodowe głośniki wielkości mopsa. A jeśli męczy cię szum morza, polecam słuchawki – to też cud techniki!

Alkohol

Chciałabym mieć pod ręką jakieś fajne przysłowie, ilustrujące imperatyw, jaki kieruje polskim mężczyzną w kwestii alkoholu. Na plaży. Od rana. Coś w stylu „kto nie pije w juwenalia, temu zgniją genitalia”. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że oni to robią w ramach jakiegoś atawistycznej walki o przetrwanie. Wchodzi na plażę rodzina – rozkładają wspomniany parawan, wyciągają kanapki, wiaderka i łopatki, radio (o tym niżej) i kratę piwa. Albo sześć. Charakterystyczny dźwięk „tsss” rozlega się co i raz zza różnych parawanów.

No i oczywiście spoko, nie bronię ludziom pić. Ale od rana na słońcu? Kiedy masz pod opieką małe dzieci i włazisz z nimi do wody? No nie wiem, powiedzmy, że mam wątpliwości…

Dodam jeszcze papierosy. Zwykłe i elektroniczne. No pozdrawiam, naprawdę…

Łeba, fot. Antagain/iStock

Kochanego gołego ciała na deptaku nigdy dość

Miasto Sopot kilka lat temu wprowadziło mandaty za paradowanie bez koszulki poza plażą. I brawo. Nie ma bowiem nic gorszego, niż spocone, opiaszczone ciało w mokrych gaciach, ocierające się o ciebie, kiedy wsuwasz ze smakiem smażonego dorsza czy gofra z owocami, bitą śmietaną, polewą i cukrem pudrem. Albo stoisz w kolejce i czujesz, że koleś za tobą, a raczej jego wielki brzuch, jest stanowczo za blisko…

Albo jak oglądasz te dzieła sztuki tatuatorskiej, których z jednej plaży w Kołobrzegu wystarczyłoby na 365 dni prężnej działalności fanpage’a Janusze Tatuażu. Małych powstańców widziałam więcej, niż ich naprawdę było… Serio – weź się odziej, jeden z drugim! I nie rób dziar za kratę piwa. Dziękuję.

„Ludzie to są, powiem ci, Janinko”

Pogoda nie taka, piasek nie taki, woda za zimna, ludzi za dużo, słońce nie z tej strony, wiatr hula, leci helikopter, rybka była niedobra, drogo, na pokaz… No i to wszystko należy najpierw wyartykułować głośno rodzinie, a później obdzwonić tę część krewnych i znajomych, którzy akurat na kocyku z nami nie leżą. Mamy więc prawdziwy festiwal biadolenia i narzekania plus obgadywania teatralnym szepetem „baby w takim kostiumie, że cała dupa na wierzchu”, piętrowe historie medyczne ze szczegółami, których nie powstydziłby serial „Ostry dyżur” (pamiętacie to?).

Durne komentarze i seksizm

No i to już nie jest zabawne.  Na wielu plażach leżałam, po wielu spacerowałam brzegiem morza, ale tylko na naszych czuję się zawstydzona swoim wyglądem. A od tego roku jeszcze wyglądem swoich nastoletnich córek. Ostentacyjne gapienie się na 15-latki w bikini? Proszę bardzo, tatuś „pilnujący” bawiącego się przy brzegu dziecka i tępy wzrok, który znamy chyba wszystkie – serio, rzygać mi się chciało. Wulgarne komentarze? Proszę bardzo – trzech młodzian na ręcznikach opowiada, co i jak zrobiłoby tej „suce” w błękitnym stroju.

Jest i druga strona, a jakże! „Ale wieloryb, wzywaj Greenpeace, hehe!”

Rewal, fot. ewg3D/iStock