Lifestyle

„W pierwszym momencie pomyślałem, że mnie ta akcja nie dotyczy”. Męski głos #metoo

Maciej Rębisz Męskim Okiem
Maciej Rębisz Męskim Okiem
21 października 2017
Fot. iStock/BERKO85
 

Od kilku dni Facebookiem rządzi tag #metoo. Wszystko zaczęło się od aktorek molestowanych seksualnie przez Weinsteina. Kobiety zjednoczyły się w akcji społecznej #Metoo, czyli #Jateż byłam ofiarą przemocy seksualnej. Tagom towarzyszy tekst: „O co chodzi w akcji? Gdyby wszystkie kobiety, które kiedykolwiek były molestowane seksualnie napisały „ja też” w statusie, być może pokazałoby to ludziom, jaką skalę ma to zjawisko. Więc – jeśli to było też twoje doświadczenie, możesz skopiować i wkleić #metoo, #jateż.”

Za tym tagiem poszły wyznania… wstrząsające. Poraża nie tylko treść, ale przede wszystkim ilość osób, których problem dotyczy. Rzecz jasna zaraz za tym poszły wstrętne, obraźliwe odpowiedzi mężczyzn, którzy wytykali, że to mało prawdopodobne by część z pań była molestowana, nie są bowiem wystarczająco atrakcyjne. A nawet jeśli to prawda to powinny być wdzięczne, że ktokolwiek zechciał…

Ale ja nie o tym chciałem… Zmilczmy temat, spuśćmy na idiotów zasłonę milczenia…

W pierwszym momencie pomyślałem, że mnie ta akcja nie dotyczy. Sam molestowany nigdy nie byłem, a skoro jestem fair, skoro jestem przyzwoitym człowiekiem to i pewnie nie molestowałem nikogo. Niemniej… przez cały ten tydzień nie dawała mi ta akcja spokoju.

Zacząłem w głowie przeczesywać wspomnienia, szukając jakichś „momentów”. Okazało się, że to moje „jestem fair” pękło niczym bańka mydlana. I tym bardziej zrobiło mi się przykro… Wstyd i przykro. Pora przyznać się przed samym sobą i bijąc się w pierś stwierdzić, że nie, nie jestem fair.

Już pod koniec szkoły podstawowej „strzelałem” koleżankom z biustonoszy i w dosadny sposób komentowałem ich budzącą się kobiecość, kiełkujące piersi. W liceum moje dłonie wędrowały tam, gdzie nie życzyły sobie moje partnerki. Wielokrotnie też rzucałem seksistowskie uwagi na temat wyglądu koleżanek. Kilkukrotnie w klubach, pod wpływem alkoholu (choć nie jest to żadne usprawiedliwienie i kompletnie mnie to nie tłumaczy) zdarzało mi się wkładać język w usta kobiet, które delikatnie powiedziawszy nie były tym faktem zachwycone. Takich „akcji” z pewnością było więcej. O części pewnie nie chcę pamiętać i skutecznie wyparłem je ze świadomości. To prawda, nigdy nikogo nie zgwałciłem… ale molestowanie to nie gwałt! A przynajmniej nie tylko gwałt!

Teraz po latach, wielokrotnie reagowałem na przemoc wobec kobiet. Za pobicie mężczyzny, który na moich oczach znęcał się nad swoją partnerką miałem sprawę w sądzie. Protestowałem będąc świadkiem naprzykrzania się paniom w klubach. Tym bardziej… jest mi przykro, że i ja… byłem jednym z nich.

Rozmiar akcji #jatez #metoo przeraża. Wydaje mi się, że chyba nikt się tego nie spodziewał. Taki ogrom postów. Opowieści. Tyle okrutnej prawdy. Szczerze powiedziawszy nie sądzę, że uda się coś zmienić. Może jednak da nam to do myślenia. Może to będzie rodzaj przebudzenia i zdamy sobie sprawę w jakim świecie tak naprawdę żyjemy. A może ta akcja da coś tym wszystkim kobietom? Nie od dziś wiadomo, że zjednoczenie daje siłę… A tutaj okazuje się, że ogrom kobiet jest częścią ogólnoświatowej wspólnoty. Kobiet, które ktoś zbrukał. Kobiet, które teraz przestają milczeć. Nie, to nie Wasza wina. Nie, to nie Wam powinno być wstyd.

Pozostaje mi mieć nadzieję, że mimo wszystko nikt nie napisał przeze mnie posta otagowanego #metoo. Niemniej… przepraszam. I to nie tylko tutaj… to przepraszam nie jest pustym słowem rzuconym w przestrzeń, które nie dotrze do zainteresowanych. Postaram się bowiem dotrzeć bezpośrednio do kobiet z odmętów mojej pamięci i je też przeprosić. Nawet jeśli tego po latach nie pamiętają… Mam nadzieję.


Lifestyle

Teraz zastanawiam się czy można kochać więcej niż raz? A co, jeśli prawdziwa miłość zdarza się tylko ten jeden raz w życiu?

Maciej Rębisz Męskim Okiem
Maciej Rębisz Męskim Okiem
21 października 2017
Fot. iStock/AlexanderNovikov
 

Od jakiegoś czasu… mam kryzys. Sam nie do końca wiem czym spowodowany. Dużo myślę ostatnio o miłości. Czy ona naprawdę istnieje? I nie… nie mówię tu o chwilowym (nawet kilkuletnim) uczuciu. Chodzi mi o miłość na całe życie.
Chciałbym zestarzeć się u boku ukochanej. Siedzieć z nią w ogrodzie za domem, rozmawiać sobie i… widzieć miłość w jej oczach. Chciałbym troszczyć się o nią, całować ją, wspominać i z rozrzewnieniem myśleć, że zmarszczki na jej twarzy spowodowane są w dużej mierze tym, że sporo się uśmiechała. Uśmiechała do mnie… przez całe życie.

Obserwuję jednak rodzinę, znajomych z mojego otoczenia i… nie widzę nawet perspektyw na stworzenie takiego związku u kogokolwiek. Większość jest albo nadal sama, albo… znowu sama. Zawodzą ostatnie bastiony – związki, które wydawały się idealne – nagle się rozpadają. Coraz częściej okazuje się, że to tylko ułuda. Obraz wspaniałego uczucia stworzony tak, by z zewnątrz wszystko wyglądało pięknie.

Są też znajomi nadal w związkach, ale i u nich tej miłości za specjalnie nie widać. Raz po raz kłócą się ze sobą. Tak, mam świadomość, że kłótnie są częścią relacji… Ba! Jak cudownie jest później się godzić. 🙂 Niemniej bywa tak, że na pierwszy rzut oka widać, że są ze sobą… z konieczności. Może z przyzwyczajenia. Łączy ich kredyt, łączą dzieci, a uczucie – niekoniecznie. Nie chcę tak. Nie godzę się na to!

Szekspir napisał:”Podróż się kończy, kiedy spotkasz miłość.” To niewątpliwie wspaniała myśl. Z drugiej jednak strony – czy rzeczywiście tak jest? A może to właśnie dopiero początek podróży? Może świadomość, że od tej pory razem będziemy mierzyli się z codziennością, razem zachwycali światem oznacza, że wyprawa dopiero się zaczyna? Zdarzało mi się sporo podróżować po świecie. Także samotnie… To z pewnością interesujące doświadczenie, ale nawet jeśli pojedziesz w najpiękniejszy zakątek świata, a nie masz z kim dzielić tego zachwytu to… moim zdaniem ta podróż jest niepełna.

Literatura raczy nas cudownymi opowieściami o miłości. Uczucie potrafi pokonać wszystko, radzi sobie z każdą przeciwnością losu, a każdy kolejny dzień w związku nie jest monotonny, a jedynie umacnia więź między kochającymi się osobami. Ludzie rozstają się, owszem… ale często, po to by rzucić się w ramiona nowej miłości. Podobnie jest z filmami. Komedie romantyczne dają nam obraz szczęśliwie zakochanych par… Jasne, często rzuca się tej miłości kłody pod nogi, ale tylko po to by… ją wzmocnić.

Żeby nie było. To nie tak, że mnie miłość omija. Zdarzyło mi się kochać. Sercem i duszą. Był czas, że byłem najszczęśliwszym człowiekiem na tej planecie. Ale się skończyło. Jakby uciął nożem… Teraz zastanawiam się czy można kochać więcej niż raz? A co jeśli prawdziwa miłość zdarza się tylko ten jeden raz w życiu? Co jeśli wykorzystałem już mój przydział szczęścia? Każdego dnia wmawiam sobie, że to niemożliwe… że ona gdzieś tam jest. Być może tuż za rogiem.

A jak jest z wami? Kochacie? Tak naprawdę kochacie? A może wśród waszych bliskich kwitnie wspaniałe uczucie? Podzielcie się ze mną proszę waszymi miłosnymi historiami. Bardzo ich obecnie potrzebuję. Może przywrócą mi wiarę…

Obiecuję nagrodzić najwspanialszą historię, którą się ze mną podzielicie.


Lifestyle

Co robicie z przeczytanymi książkami? Mam dla was propozycję, może się wam spodoba

Maciej Rębisz Męskim Okiem
Maciej Rębisz Męskim Okiem
20 października 2017
Fot. iStock/vladans

Podobno jeśli chcesz zmienić świat – musisz zacząć od siebie. Ja od jakiegoś czasu zastanawiam się co zrobić, żeby świat był… lepszy, żeby żyło nam się milej, przyjemniej. Naprzekór politykom, którzy próbują nas poróżnić staram się by ludzie byli do siebie nastawieni przyjaźnie, by więcej się uśmiechali.

Przygotowałem sobie listę rzeczy, które mogę zrobić dla świata. Pogodziłem się już jakiś czas temu z tym, że nie wynajdę leku na raka, nie zapanuję nad epidemią głodu, czy nie przyczynię się do zaprzestania wojen. Trudno… Niemniej coś tam zawsze mogę zrobić. 🙂 Choćby dla ludzi wokół mnie.

Jednym z moich pomysłów jest… „wysyłanie w świat” książek. Nie potrzeba do tego znaczka, nie trzeba stać w kolejce na poczcie, zamawiać kuriera. Nie! Nie o takie wysyłanie mi chodzi. 🙂 Zostawiam interesujące – moim zdaniem – książki w przypadkowych miejscach. Głównie upodobałem sobie dworce – mając nadzieję, że ktoś spędzi miło podróż z przypadkowo znalezioną książką. Nagle godziny spędzone w pociągu nie będą monotonne i nużące, bo „porwie go” akcja powieści, którą mu podarowałem 🙂

W każdej z książek pisałem… (Tak, tak, wiem… nie wolno niszczyć książek. Bazgranie po nich to zło! Ale.. skoro sam je kupiłem, skoro to.. chyba mogę z nimi zrobić co zechcę?) Otóż pisałem:

Cześć,
Cieszę się, że ta książka trafiła w Twoje ręce. Mam nadzieję, że jej lektura sprawi Ci przyjemność. Kiedy skończysz – przekaż ją proszę dalej. Zostaw w dowolnym miejscu. A może zechcesz podzielić się ze mną wrażeniami z lektury? Będzie mi bardzo miło. Znajdziesz mnie na FB. Pozdrawiam serdecznie – Maciej Rębisz

Robię tak od pół roku. Zacząłem w marcu i od tamtej pory wysłałem w świat około 30 książek. Miałem nadzieję, że przez ten czas przeczyta je kilkaset osób, a chociaż kilka z nich… odezwie się do mnie na FB. Powiecie pewnie, że to naiwne myślenie, bo przecież mógł je znaleźć ktoś, kto nie ma FB, ale… przecież nie miał po przeczytaniu zatrzymywać tej książki dla siebie, tylko posłać ją dalej. Jestem przekonany, że ktoś z kolejnych osób… jednak miał Facebooka. No chyba, że przeceniam popularność tego portalu. Z drugiej strony… jego siła nie raz już mnie zdumiewała.

W każdym razie… dotychczas nie odezwał się nikt. I trochę mi z tego powodu smutno. Nie poddaję się jednak. Obiecałem sobie, że będę wysyłał kolejne książki do końca roku. Pięć miesięcznie. Dalej będę zostawiał je w przychodni, w galerii handlowej, na dworcu, w kawiarni z nadzieją, że ktoś się jeszcze odezwie.

A nawet jeśli nie – pozostaje mi mieć nadzieję, że przynajmniej przeczytał tę książkę ktoś, kto normalnie by po nią nie sięgnął. A tak… sama wpadła mu w ręce.

A może i Wy chcecie spróbować? Zostawcie książkę z facebookowym namiarem na siebie. Zobaczmy czy ktoś się odezwie. Ciekaw jestem historii tych książek. Jeśli tak się zdarzy – napiszcie koniecznie. Przywróćcie wiarę, że jednak można…

Dopisek do redakcji za zgodą autora

Kochani, to świetna akcja, co wy na to, żeby zostawiać książki w różnych miejscach? Zróbcie zdjęcia, wyślijcie do nas, a może wy znajdziecie jedną z takich pozostawionych książek?