Lifestyle

Ostatnie chwile szczęścia. Każdy ma prawo do dobrego umierania

Redakcja
Redakcja
17 lipca 2019
Fot. Materiały prasowe
 

Tylko 16 proc. Polaków uważa, że hospicjum (stacjonarne lub domowe) to miejsce, w którym chory otrzyma najlepszą opiekę[1]. Jednocześnie wśród najczęstszych skojarzeń z placówką hospicjum padają takie hasła jak „umieralnia”, „stamtąd się nie wraca” czy „bezsilność”. Puckie Hospicjum w kampanii „Ostatnie Chwile Szczęścia” oraz „Raporcie o dobrym umieraniu” odczarowuje mit „miejsca do umierania”. Tego typu miejsca mają bowiem kojarzyć się nam ze spokojem w obliczu odchodzenia.

„Takie miejsce”…

Ważną częścią pracy psychologów w hospicjum jest oswojenie z nim rodziny odchodzącego. Niechęć do tego typu miejsc często wynika z oczywistych względów – opiece paliatywnej podlegają bowiem ci, których leczenie nie przynosiło oczekiwanych rezultatów. Skierowanie bliskiej osoby w stanie terminalnym do hospicjum kojarzymy z poddaniem się i sytuacją bez wyjścia, od których w życiu codziennym tak często uciekamy.

W naszej kulturze temat umierania jest wypierany i zapomniany, stanowi dla nas tabu. W ten sposób narasta w nas stres i strach związany z odejściem – zarówno naszym, jak i naszych bliskich. Takim nastrojom sprzyja postępująca medykalizacja śmierci. Ponad połowa Polaków umiera w szpitalach, gdzie ostatnie dni i godziny życia coraz częściej upływają w obcym otoczeniu, bez możliwości na zauważenie ostatnich pragnień. Odchodzący w szpitalach nierzadko czują się samotni, zdezorientowani i przestraszeni.

Bliskość śmierci i nasz strach stanięcia w jej obliczu skutkuje wyparciem jakiegokolwiek tematu związanego z odchodzeniem. Dzieci swoich rodziców nie chcą słyszeć o ich ostatniej woli, kwestiach pochówku czy możliwości przejścia pod opiekę hospicyjną. Pojęcie medycyny paliatywnej kojarzy co drugi z nas, ale tylko 2% osób wie,  że są specjaliści tej dziedziny – czyli paliatywiści[2]. Przed hospicjami staje trudne zadanie oswojenia bliskich chorego z miejscem, w którym będzie spędzał swoje ostatnie chwile. Wielu z nas wypiera myśl o śmierci bliskich, a unikanie placówek oferujących opiekę paliatywną zdaje się być metodą na odroczenie pożegnania. Ci, którzy powierzyli opiece hospicyjnej bliską osobę, czują wyrzuty sumienia. Polacy na hasło „hospicjum” przywodzą takie skojarzenia, jak „stamtąd się nie wychodzi”, „szybkie umieranie”, „bezsilność”, „tej nazwy się nie wypowiada”. Tym bardziej ważne jest to, aby zakiełkowała w nas myśl i rozkwitła świadomość, że hospicjum to miejsce bezpieczne i kojące, które wychodzi naprzeciw potrzebom chorego. Powierzenie pod opiekę bliskiej osoby powinno napawać myślą, że jest on pod stałą, troskliwą, kompleksową opieką ludzi, którzy są oswojeni z trudnym tematem śmierci oraz posiadają wiedzę, jak postępować, aby odchodzący czuł komfort, zrozumienie i szczęście, których być może nie miał szansy zaznać w trakcie swojego życia.

– Opieka paliatywna i hospicyjna ma za zadanie poprawić jakość życia chorych, zapobiegać bólowi oraz go uśmierzać, a także łagodzić cierpienia psychiczne – nie tylko odchodzących, ale również jego rodziny i bliskich. To ważne, aby w naszej świadomości budował się i utwierdzał obraz hospicjum jako miejsca, w którym odchodzący osiąga spokój ducha, który będzie mu towarzyszył na ostatniej drodze. Naszym zadaniem jest, aby społeczeństwo odkryło takie miejsca na nowo. W hospicjum stoimy ramię w ramię z odchodzącym oraz jego bliskimi na ostatniej wspólnej ścieżce. Chcemy, aby przeszli ją ze spokojem w sercu – mówi Anna Jochim-Labuda, Dyrektor Puckiego Hospicjum.

Niezastąpiona rola bliskich w odchodzeniu

Niemal co drugi Polak uważa, że osoba w terminalnym etapie choroby nowotworowej może być szczęśliwa. Tym potrzebom naprzeciw wychodzą hospicja. W swoim działaniu dążą one do minimalizacji problemów, zaspokojenia potrzeb umierającego oraz uważności otoczenia na prawdziwe potrzeby chorego, dając tym samym szansę bliskim i choremu na dobre, świadome umieranie. Tym bardziej ważne jest to, aby w naszej zbiorowej świadomości zrodziła się myśl, że kierowanie bliskich do hospicjów jest komunikatem „kocham Cię i chcę Twojego dobra, to miejsce, w którym możesz zapomnieć o dotychczasowych problemach i skupić się na ostatnich chwilach szczęścia, a to jest teraz najważniejsze i nic poza tym szczęściem nie powinno nas obchodzić”.

„Skierowanie bliskiego do hospicjum to nie wstyd, choć w takim poczuciu wielu z nas dojrzewało przez lata. Kompleksowa opieka, jaką zapewnia personel hospicyjny ma za zadanie jak najbardziej ulżyć nieuleczalnie choremu na jego ostatniej drodze. Chodzi tu o ulgę fizyczną, ale też psychiczną – nasza kampania Ostatnie Chwile Szczęścia przekonuje do tego, że etap odchodzenia może być etapem szczęścia. Nie powinniśmy pogrążać się w paraliżującym smutku i strachu przed śmiercią, a skupić się na tym, aby jak najlepiej przeżyć z bliskimi chwile, dzięki którym odchodzący człowiek zazna radości, a jego bliscy zapamiętają go uśmiechniętego” – mówi Anna-Jochim Labuda, Dyrektor Puckiego Hospicjum.

Nikt nie zna się tak dobrze na odchodzeniu, jak pracownicy hospicjum

Hospicjum to miejsce, w którym grupa profesjonalistów zaopiekuje się chorym i jego bliskimi. Ten wyjątkowy czas, jakim jest odchodzenie oraz stopniowe żegnanie się z bliskimi, często potrzebuje poparcia ze strony specjalistów – opiekunów medycznych, psychologów, dietetyków, rehabilitantów czy osób duchownych. Kojarzone ze smutkiem miejsca w rzeczywistości mają przynieść pewnego rodzaju ulgę. Chory pacjent ma szansę na relaks, spełnianie marzeń i spokojne spojrzenie na pewne sprawy z dalszej perspektywy. To miejsce na refleksję, pojednanie z bliskimi czy nawet zapalenie papierosa. Pozbawiona chaosu, specjalistyczna pomoc, zarówno medyczna, jak i opiekuńcza, sprawia, że pacjent w tych ważnych, ostatnich chwilach nie musi cierpieć fizycznie, egzystencjonalnie oraz duchowo, a w poczuciu szczęścia skupić się wyłącznie na tym, by jak najlepiej pożegnać się ze swoim życiem doczesnym.

„My chorzy wcale nie potrzebujemy pocieszactwa. Potrzebujemy bliskości. Potrzebujemy przekazu: nie bój się, jestem przy Tobie kocham Cię, nigdy Cię nie zostawię” – ks. Jan Kaczkowski.

Więcej o kampanii Ostatnie Chwile Szczęścia: https://hospitium.org/ostatnie-chwile-szczescia/

[1] Źródło: Raport Puckiego Hospicjum „Raport o dobrym umieraniu”, Zymetria, czerwiec 2019.

[2] Tamże.


Lifestyle

Dlaczego powinniśmy otaczać się ludźmi, którzy dorastali w towarzystwie dziadków

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
17 lipca 2019
Fot. iStock/skynesher
 

Ludzie, którzy dorastali wraz ze swoimi babciami i dziadkami są jednymi z najbardziej serdecznych ludzi, jakich kiedykolwiek spotkasz na swojej drodze. Potrafią wybaczać, są wyrozumiali i chętnie pomogą ci znaleźć rozwiązanie dla twoich problemów. Można na nich liczyć. Dlaczego tak jest?

Bo jeśli wychowano ich z najwyższą starannością, miłością i uczuciem, jakim dziadkowie darzą swoje wnuki, to wychowano ich by wierzyli, że pomaganie innym jest jedną z najszlachetniejszych rzeczy, które mogą zrobić.

Psychologowie uważają, że ci, których wychowali dziadkowie mają bardzo dobrze rozwiniętą empatię. Czują niepokój, gdy ktoś jest nieszczęśliwy. Czują ból każdego, kto cierpi. Czują potrzebę wyciągnięcia ręki i dają szczere rady wszystkim, którzy ich potrzebują.

Ciepło, zainteresowanie i uwaga, którą otrzymaliśmy ze strony dziadków jest nieocenionym wkładem w to, kim się stajemy dorastając. Bierzemy przykład z bliskich, kochających osób, które były zawsze dla nas i zawsze po naszej stronie, akceptując nasze wady (co nie oznacza, że przyjmowały nas bezkrytycznie). Ciekawi nas historia, doświadczenie, które stoi za każdym z nas, nie osądzamy – słuchamy.

Przyjaciele wychowani przez dziadków mogą być twoim systemem wsparcia. Mogą być twoją skałą. Mogą być twoją latarnią morską. Mogą być twoim najbardziej zaufanym sojusznikiem. Mogą być twoimi najlepszymi przyjaciółmi.

Mogą pokazać ci świat zbudowany na miłości, przebaczeniu i akceptacji. Mogą cię nauczyć, jak zawsze widzieć szklankę w połowie pełną.


Na podstawie: themindsjournal.com


Lifestyle

Zastanawiasz się, czy powinniście skorzystać z terapii? Siedem zaskakujących korzyści terapii par

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
16 lipca 2019
Fot. iStock

Terapia par. Okazuje się, że coraz częściej się na nią decydujemy. Jednak nadal wiele związków nie podejmuje próby skutecznej naprawy tego, co między nimi się popsuło, nie chce iść na terapię par. A jaki jest problem podstawowy w związku? Nie rozmawiamy. A jak już zaczynamy, najczęściej obrzucamy się wzajemnymi pretensjami, nie słuchamy się nawzajem. Rozmowa staje się poligonem nieustającej walki, przez co trudno ją rozmową nazwać.

Wiele osób posiada błędne przekonanie, że wspólne pójście na trapię z góry skazuje ich związek na porażkę. Oczywiście, terapia nie może zagwarantować, że nasz związek przetrwa, ale nie można zakładać, że to się nie uda. Czy wiecie, że według Amerykańskiego Towarzystwa Psychologów terapia par skuteczna jest w 75 proc? 25 pozostałych dotyczy zazwyczaj toksycznych relacji albo gdy jeden z partnerów boryka się z indywidualnymi problemami.

Oczywiście terapia par nie może w magiczny sposób rozwiązać wszystkich problemów, ale może dać każdemu z was narzędzia do lepszego radzenia sobie z problemami.

Zastanawiasz się, czy iść na wspólną terapię? Oto siedem korzyści, które możesz zyskać dzięki pozytywnej decyzji.

Terapia par może poprawić życie seksualne

Kwestie związane z relacją często rozgrywają się w obszarze intymności, więc spojrzenie terapeuty może pomóc wam pracować w bezpiecznej przestrzeni, co z kolei poprawi jakość waszego życia seksualnego. Kiedy terapeuta mówi parom, że jeśli mają seks, który warty jest tego, by go nie tracić, trzeba zrobić wszystko, by mieć go jeszcze więcej. Gabinet terapeuty może stać się bezpieczną przystanią, w której ty i twój partner możecie być otwarci na różnego rodzaju dyskusje.

Terapia par może pomóc uporać się z własnymi problemami

Zazwyczaj to nierozwiązane indywidualne trudności sprawiają, że w związku pojawia się problem. Podczas terapii bywamy zaskoczeni, kiedy terapeuta kieruje nas na indywidualne spotkania. Ni dziwcie się zatem, gdy w trakcie waszej wspólnej terapii zaczniecie skupiać się na czym, co dotyczy ciebie jeszcze z czasów nim wasz związek się zaczął.

Terapia par pomoże ci dostrzec różne mechanizmy w twoim związku

Terapia par polega na pokazaniu obojgu wzorców interakcji, w których utknęli i tego, jak mogą je zmienić. Terapeuci tłumaczą, że nie przejmowaliby się kłótniami, ale tym, w jaki sposób się kłócimy. Kiedy zmieniają się stałe wzorce i mechanizmy, zmienia się także związek.

Terapia par sprawia, że zmiana jest mniej stresująca

Stany przejściowe zawsze wywołują stres, niezależnie od tego, czy zmiana dotyczy jednego partnera, który dostaje nową pracę, gdy w domu pojawia się dziecko. Dostosowanie się do nowych faz życia, może powodować trudności w związku, ale omawianie ich z terapeutą pozwoli wam lepiej się z nimi uporać. Terapia daje parom możliwość negocjowania zmian z jak najmniejszym zakłóceniem i uwzględnieniem potrzeb partnerów.

Terapia może pomóc ci poczuć się komfortowo w konflikcie

Terapia par nie usunie całego konfliktu z twojego związku, ale nauczy was traktować konflikt jako normalny i zdrowy, jeśli tylko nauczycie się w nim współpracować, a nie walczyć.

Terapia par może uczynić cię lepszym rodzicem

Jedną z najważniejszych rzeczy, jaką rodzic może zrobić dla dziecka, to modelowanie zdrowych relacji. Terapia może pomóc wam pracować na różnych obszarach dotyczących rodzicielstwa znajdując wspólną dla was płaszczyznę. Jeśli małżeństwo jest zdrowe, rodzicielstwo staje się o wiele łatwiejsze.

Morał tej historii jest taki, że jeśli rozważasz skorzystanie z terapii par, skorzystaj z tej formy pomocy. Może ona wyprowadzić wasz związek na lepszy, wyższy poziom, a nawet jeśli nie, pomoże zrozumieć was samych.


Zobacz także

Finał akcji Mocne Strony Kobiety 2019

Concept Store YES – miejsce, które przyciąga i uwodzi. Przyjdź ujrzeć blask wyjątkowych pierścionków z Diamentem Idealnym YES®, skosztować szampana i odkryć prawdziwie domową atmosferę.

Otwarcie Concept Store YES w Warszawie

Pierwszy mąż jest jak naleśnik, czyli dlaczego „drugie miłości” bywają lepsze