Lifestyle

Bartek Olczak: Sam kupiłem kwiaty i dojechałem na randkę autobusem. Jeśli ktoś chce być szczęśliwy, musi walczyć

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
1 kwietnia 2022
Projekt Cupid
 

– Kobietom, które dopiero dostają diagnozę autyzmu u dzieci, mogę dziś powiedzieć brutalnie, ale szczerze: Czeka was bardzo dużo pracy i będziecie makabrycznie zmęczone! Podstawa takiej terapii jest żelazna konsekwencja – opowiada mama Bartka Olczaka Monika Lisowska.

2 kwietnia obchodzimy Światowy Dzień Świadomości Autyzmu. Z tej okazji rozmawiamy z Bartkiem Olczakiem, uczestnikiem programu TTV „Projekt Cupid”. Bartkowi bardzo zależało, by rozmawiać z dziennikarką solo. Bez mamy, ponieważ ćwiczy samodzielność. Dlatego najpierw rozmawialiśmy chwilę z mamą Bartka, a potem już tylko z głównym bohaterem.


Bartek Olczak urodził się z ciąży wcześniaczej. Nie mówił prawie do czwartego roku życia, bardzo późno zaczął chodzić. Nie jest geniuszem, który oblicza matematyczne skomplikowane działania. To  jeden ze stereotypów dotyczących autyzmu. To, jak dziś funkcjonuje, jest zasługą dwóch dekad jego ciężkiej pracy w terapii.

– Przez pierwsze 10 lat były tylko terapia, szpital, poradnia. Gdyby nie pomoc rodziców oraz Zespołu Placówek Edukacyjnych w Olsztynie, nie dałabym rady. Kobietom, które dopiero dostają diagnozę autyzmu u dzieci, mogę dziś powiedzieć brutalnie, ale szczerze: Czeka was bardzo dużo pracy i będziecie makabrycznie zmęczone! Podstawa takiej terapii jest żelazna konsekwencja – opowiada jego mama Monika Lisowska.

Czy irytuje ją fakt, że osobom z niepełnosprawnością nie daje się prawa do miłości? – Cieszę się, że Bartek nawiązał podczas „Projekt Cupid” relację z Kasią. Syn ma wielu znajomych, ale w świecie wirtualnych gier. Natomiast relacja z Kasią jest zupełnie inna, niż wszystkie do tej pory – dodaje Monika i wychodzi, by oddać już głos synowi.

Bartku, co to jest autyzm?

– Powiem tak, że to nie jest nic strasznego. Ludzie z autyzmem są po prostu niepełnosprawni. Nie chcę mówić, że chorzy, bo się może ktoś na mnie obrazić. To nie jest kulturalne tak o kimś powiedzieć. Tacy ludzie jak ja, nie mogą wszystkiego rozumieć. Skończyłem szkołę w Olsztynie w Zespole Placówek Edukacyjnych już rok temu. Tam było świetnie, chodziły tam osoby zdrowe i niepełnosprawne. Dziś mieszkam w domu z dwójką młodszych braci: z dziewięcioletnim Kubą i czteroletnim Tymkiem, mamą oraz jej mężem Krzysiem. Najbardziej nie lubię, jak ktoś na mnie krzyczy, kiedy narozrabiam. Tak nie powinno być. Wolę wszystko na spokojnie. Czasem też mówię sam do siebie i wiem, że to ludzi dziwi.

Czy mówisz do siebie, bo w ten sposób łatwiej ci ogarniać swoje emocje?

– Nie wszystkie pytania rozumiem. Musi pani je jakoś inaczej zadać, ponieważ chciałbym mieć szanse na nie odpowiedzieć.

Dlaczego czasem mówisz sam do siebie?

– Mam taką potrzebę. Jak się denerwuję, to słyszę głosy w swojej głowie. Jednak staram się mieć nad nimi przewagę i to kontrolować. Niektórzy mówią, że to dlatego, że mój świat wewnętrzny jest bardzo bogaty. Staram się z tym walczyć, by nie podpadać. Co mogę jeszcze o sobie powiedzieć? Może powiem o mojej mamie, że ona jest fajna. Jak byłem mały, to pokazała mi gazetę o grach komputerowych „CD-Action” i potem swoją kolekcję oddała mi. I tak zaczęło się kompletowanie roczników. Bez obrazy powiem, że dziś mama gubi się już w moich grach, kolekcjonerkach i gadżetach. Teraz mam wiedzę potężniejszą od niej na te tematy.

Jakie są twoje największe pasje?

– Otworzyła pani puszkę Pandory! Będę więc teraz mówił wolno i wyraźnie, żeby mnie pani dobrze zrozumiała. Moje hobby to: gry wideo, kolekcjonowanie broni (ale takiej legalnej na kulki, nie trzeba do tego mieć pozwolenia), masek bohaterów i różnych figurek. Muszę też powiedzieć, że ja odróżniam rzeczywistość od świata fikcyjnego. Mogę naśladować, to co się dzieje w grach. Ale nie mogę stosować przemocy, nie wolno krzywdzić nikogo, nie można wulgaryzmów używać. Teraz mam 22 lata, niedługo 23 lata, więc już to wszystko rozumiem i ogarniam. Wiadomo! Mam też laptop gamingowy i 24 konsole. Niektóre są bardzo unikalne. Wiele rzeczy zbieram. Teraz chciałbym mieć na przykład kolekcjonerkę remake’a gry „Destroy of human” z 2020 roku, która zawiera figurkę kosmity. Marzę też o unikalnej figurce Skyrim – smoka Alduina z 2013 roku. Wszystkie kolekcje mam ułożone w idealnym porządku.

Projekt Cupid


Dlaczego tych rzeczy nie wolno nikomu dotykać?

– Nie to, że jestem jakiś wymagający, ale mnie to po prostu denerwuje. Jeśli ktoś dotknie, to muszę potem sprawdzić, czy wszystko jest okej z tą rzeczą. A jeśli tego nie zrobię, to potem będzie mnie to nękało w głowie, do momentu aż sprawdzę. Szczerze, powiem pani, że dla mnie to jest sprawa życia i też taka… lekko śmierci. Muszę sprawdzać, żeby się nie denerwować. Nawet Przemkowi Kossakowskiemu, kiedy podczas programu wszedł do mojego pokoju, powiedziałem, że może te rzeczy tylko oglądać.

Podczas programu poszedłeś na randkę z Kasią. Czym ona cię ujęła?

– Kasia jest kochana, super, słodka, piękna, ma poczucie humoru. Nasze początki były trudne. Jak Kasia mnie pierwszy raz zobaczyła na randce, zorganizowanej w moim ulubionym miejscu w Media Markt, bardzo się wystraszyła. Dlatego na planie programu pojawiła się pani terapeutka Dominika, która dłuższą chwilę rozmawiała z Kasią. Ja w tym czasie poszedłem z Przemkiem Kossakowskim oglądać konsole na półkach w sklepie. Ale na szczęście sytuacja się uspokoiła i Kasia już była na siłach, by ze mną porozmawiać. Szybko zacząłem ją rozśmieszać.

Okazało się, że mamy wspólne zainteresowania, bo Kasia też gra oraz zna bajki i filmy na Blu-Ray. Jak to odkryliśmy, to już nam nie brakowało tematów do rozmowy i zaczęło być super. Na kolejną randkę poszliśmy do pizzerii. Sam tam pojechałem autobusem i wcześniej kupiłam kwiaty dla mojej dziewczyny. Było genialnie. Zostawiłem nawet kelnerowi napiwek i umiałem się zachować. Dogadujemy się teraz z Kasią dobrze. Mam nawet jej numer telefonu i czasem sobie rozmawiamy.

Bartku, dlaczego miłość jest taka ważna?

– Bardzo chcę mieć osobę, z którą mogę iść do sklepu, do kawiarni albo na spacer. Uważam, że jeśli ktoś chce być szczęśliwy, to trzeba o to walczyć, o ile się nie mylę. Trzeba być też szczerym. O proszę!

Co planujesz robić w przyszłości?

– Bardzo chciałbym procować w Media Markt u nas w Olsztynie, bo to jest mój ulubiony sklep. Bardzo też chciałbym pracować w telewizji w TVN Turbo w takich programach jak „Zakupy kontrolowane”, czy „Zawodowi handlarze”, bo interesuję się samochodami: takimi jak Mercedes, Nissan, Jaguar. Tylko czy to jest możliwe?

Program, w którym bierze udział Bartek oparty jest na belgijskim formacie „Project Cupid”. Widzowie poznają w nim historie osób w spektrum autyzmu, z Zespołem Downa i Syndromem Tourette’a, które postanowiły zawalczyć o swoje marzenia – a szczególnie o miłość. W „Projekt Cupid” towarzyszą im Basia Kurdej-Szatan oraz Przemek Kossakowski.

 


Lifestyle

Zaręczyliśmy się, zamieszkaliśmy razem. A potem dowiedziałam się, że on się nie rozwiódł, że wciąż ma żonę

Listy do redakcji
Listy do redakcji
1 kwietnia 2022
fot. PeopleImages/iStock
Moja historia jest dość prosta, choć dla mnie zawiła. W czerwcu skończę 29 lat. Nie mam męża, nie mam dzieci. Mam wrażenie, że życie ucieka mi przez palce, a ja w swoim życiu trafiam na ludzi, dzięki którym niestety nic nie mogę ułożyć, a tylko dogorywam. Ale może od początku.

Pochodzę ze Śląska. Tam się urodziłam, tam spędziłam całe swoje życie. 2 tygodnie temu przeniosłam się prawie 200 km od domu. We wrześniu 2021 roku poznałam faceta. Na Facebooku. Zaczęliśmy pisać. Ja ze Śląska, on z Małopolski. Niedaleko Krynicy. Gra w zespole weselnym. Po dwóch tygodniach spotkaliśmy się na żywo. Grał na Śląsku wesele, na które ja przyjechałam do niego jako gość. Nad ranem każde pojechało w swoją stronę i tak zaczęła się nasza historia.
Bo jak nie wierzyłam w miłość od pierwszego wejrzenia, tak wtedy uwierzyłam. Przyjechałam na to wesele i wystarczyło jedno spojrzenie, by odpłynąć. Spotykaliśmy się czasami w tygodniu. Czasami weekendami. Ciągle na telefonie. Smsy. Messenger. Powiedział, że jest w trakcie ciężkiego rozwodu. Ma syna. Okej. Mieszka sam. Zaakceptowałam.
Niedługo później mi się oświadczył. Dodam że jestem po jednym ciężkim związku z facetem uzależnionym od narkotyków i alkoholu, książkowym narcyzem oraz facetem żonatym, który mimo obietnic, nie rozstał się z żoną. Poinformowałam go i wiedział jaki mam stosunek do takich mężczyzn. Po prostu uciekam i nie wchodzę w takie relacje, by nie robić sobie kłopotów.
Były zaręczyny. Samo szczęście. W styczniu tego roku podjęliśmy decyzję, że to ja się przeniosę ze Śląska do Małopolski i tu zaczniemy wspólne życie. Był plan budowy domu. Projekt też już jest. Ja miałam mniej do stracenia. Prościej było, żebym ja sobie tu znalazła pracę, niż on zaczynał od zera na Śląsku i dojeżdżał co weekend w swoje strony grać wesela i imprezy. Nie stanowiło to dla mnie problemu. Tak oto w połowie lutego wynajęliśmy mieszkanie. Powoli co weekend je urządzaliśmy. Ja 2 tygodnie temu przeniosłam się tu już na stale.
I tak oto… Dowiedziałam się, że rozwodu wcale nie było, a jeszcze zanim wynajął mieszkanie, mieszkał z żoną… Czyli jego mieszkania też nie było. Zawalił mi się świat. Wszystko, w co wierzyłam w ogóle nie istnieje! Dlaczego się nie przyznał wcześniej? Mówi, że wiedział, że nie będę chciała z nim być, a zakochał się i nie chciał mnie stracić.
Zaufanie legło w gruzach. Jestem podejrzliwa. Powiedziałam, że ma się rozwieść. Ale przeciąga temat, bo rozwód kosztuje, a na razie nie ma na tyle pieniędzy. Dodam, że już kiedyś się wyniósł od żony i z kimś mieszkał, ale wrócił tam, bo tamten związek nie wytrzymał tego jak zachowywała się jego żona. Było nachodzenie i nękanie. Teraz żyjemy w zawieszeniu. On boi się, że ona zacznie nas nachodzić. Że znowu to zniszczy.
Co mam robić? Nie mam tu nikogo. Nie przyznałam się żadnej koleżance ani przyjaciółce, ani tym bardziej rodzinie, z czym muszę się mierzyć. Jestem sama. Szukam pracy. Zajmuję się domem. I codziennie nie wiem, czy znowu się nie pokłócimy. Jest zmęczony i widzę, że go to męczy. Ale ja też jestem zmęczona tym, że jeden dzień jest dobrze, a później 3 dni jest źle. Fochy, ciężkie nastroje. A ja jestem jak w zawieszeniu. Chciałabym wyjść za mąż. Nie mogę. Chciałabym mieć dziecko, ale też nie, bo nas na nie nie stać i przede wszystkim… Nie teraz. Co robić? Jak sobie z tym poradzić? Zaczynam się łamać. Kocham go, ale jak mam do tego podejść racjonalnie? Pomóżcie… Tracę nadzieję.

Zobacz także

A ty? Dlaczego jesteś brzydka? Obejrzyjcie koniecznie ten filmik

4 sposoby na to, by poczuć się pewniej w swoim związku

Twoje działania, to coś innego niż Ty sama. I jeśli przydarzy Ci się porażka – to nie znaczy, że jesteś porażką