Lifestyle Psychologia

„O ja, biedna mała kobietka”. Dlaczego w towarzystwie mężczyzn udajemy kogoś innego?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
16 października 2015
Fot. iStock
 

Drogie panie, jak to się dzieje? Wystarczy tylko, że obok pojawi się jakiś mężczyzna i znajome, które uważałam za mądre i ciekawe świata zmieniają się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Szkoda tylko, że w  infantylne trzpiotki…  Spryt, ciekawość świata znika. Bywa też odwrotnie: moje łagodne, pokojowo nastawione koleżanki na widok faceta pokazują prawdziwe pazury! Najciekawsze metamorfozy? Proszę bardzo, oto kilka „masek”, które zakładamy w towarzystwie panów:

1. Mała, biedna dziewczynka, kobieta – dziecko

Patrzysz i oczom nie wierzysz. Zaradna, w pełni sprawna intelektualnie babka przestaje sobie radzić. „Nieradzenie” dotyczy wszystkiego: komputera („A co tu trzeba nacisnąć?”), samochodu(„Coś mi nie działa, ale nie wiem co”), pilota do bramy(„Wczoraj się otwierało, a dzisiaj jak wjeżdżałam już nie”). Nie dajcie się oszukać. Nie chodzi o PRAWDZIWY problem. To jest przemyślana taktyka, wypatrzona u kota ze Shreka (stąd towarzyszący zjawisku błagalny wzrok) i mająca na celu połechtanie męskiego ego. On sobie na pewno poradzi, przecież jest FACETEM. Ryzykowne. Co będzie, gdy łatka „tej nie za sprytnej” może przylgnie na dłużej?

2. Za to Ty jesteś mądry Misiu, czyli Komplemenciara

Gdy na horyzoncie pojawia się On, Komplemenciara ma tylko jeden cel: zagłaskać słownie, wypieszczochać podziwem, sprawić by facet rozpłynął się z zachwytu nad sobą samym. Moja znajoma podziwia swoich kolegów z pracy regularnie, czym wywołuje ironiczne uśmiechy na twarzach innych pań, kręcących jej symboliczne kółeczko na czole. Ale o dziwo, na kolegów, w znakomitej większości ta szalona taktyka działa. Gdy jednak tylko obdarzony komplementem pan („świetnie napisałeś ten raport, jak Ty sobie z tym poradziłeś?! Do tego bardzo dobrze Ci w niebieskim”) zniknie z pola widzenia, kurtyna opada.

– Naprawdę taki jest dobry? – pytam zdziwiona. – Co Ty, to kompletny kretyn – szczerze odpowiada mi Komplemenciara. Nie szkodzi, że przed chwilą stał obok niej mistrz analiz wszelakich.  – Dwóch sensownych zdań nie skleci…

3. Mężczyzno, nie podchodź, będę gryźć

Przypadek zupełnie inny niż dwa poprzednie.  „Jesteś mężczyzną, nie powinieneś mieć prawa głosu, mogę Cię wysłuchać, ale mi się nie chce, więc ziewnę”. Wyznawczynie takiego podejścia jasno dają do zrozumienia znajdującym się w towarzystwie panom, że ich zdanie się kompletnie nie liczy. Taka jest moja koleżanka ze studiów, obecnie pani dyrektor w sporej zagranicznej firmie. W stosunku do mężczyzn: chłód i arogancja, w babskim towarzystwie: ciepło i zrozumienie. Szczegółów z jej życia osobistego nie znam.

4. „Chodź na ploty”, czyli przyjaciółka wszystkich facetów

Dla niej facet to taka sama babka jak inne. Opowie mu  chętnie o ostatniej randce („Wiesz, chyba go nie pociągam”), zaniepokojona pokaże wykres cyklu, poinformuje co myślą o sobie koleżanki z działu… Zagada na śmierć i nie zrozumie nic a nic, kiedy wściekła narzeczona odbierze za niego wieczorem telefon.

Kobiece maski to temat rzeka.  Ale czy panowie nie grają przed nami z równym zacięciem? Czy  nie stroją się w pawie piórka i puszą, byle tylko nam zaimponować? A gdy tylko znikniemy za rogiem i zostają sami, w męskim gronie, usprawiedliwią się szybko: „Co ty, ja tylko żartowałem”…


Lifestyle Psychologia

„Nie kocham kobiety, dlaczego nie mogę widzieć dziecka?”. Nie chciałeś związku, to nie zobaczysz za karę

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
16 października 2015
Fot. iStock
 

Takich jak on jest pewnie wielu. Choć ojcowie coraz częściej walczą o swoje prawa, sami czy z pomocą fundacji, rzadko decydują się mówić o tym głośno. Wiem, że to będzie trudna rozmowa, bo K. nigdy nie był wylewny. Siadamy i widzę, że jest spięty. Uśmiech. Ironiczny.

K.: Tylko nie pisz, że jestem takim kompletnym nieudacznikiem.

Anna Frydrychewicz: A jesteś?

Zawodowo nie. Związkowo, to na pewno. Nie potrafiłem zbudować dobrego związku. Każdy poprzedni kończył się w podobny sposób: moim odejściem. Odchodziłem, kiedy zaczynały się kłopoty, wyrzuty, „gadanie”, kiedy wiedziałem już, że nic z tego nie będzie. W pewnym momencie byłem w stanie przewidzieć, kiedy to się posypie. Wy kobiety działacie podobnie kiedy coś się psuje. Używacie nawet podobnych argumentów.

Nie próbowałeś ratować?

Nie, wiesz nie. Pewnie, gdzieś tam myślę, że w jednej sytuacji mogłem bardziej powalczyć, bo było o co.

Mówisz o związku z mamą Basi?

Tak. Przez chwilę miałem rodzinę. One też miały rodzinę, przynajmniej taką „pełną”, a moja mama się cieszyła, bo została babcią. No i pewnie miała nadzieję, że to potrwa. Jak się dowiedziała, że Beata zabrała dziecko i się wyprowadziła, to nie odzywała się do mnie przez miesiąc.

Dlaczego się rozstaliście? Mogło być pięknie.

To nie było wielkie love story, mogę Ci to szczerze powiedzieć. Więcej tam było chęci, żeby coś w końcu poczuć, coś co mnie zatrzyma na dłużej, niż tych motyli w brzuchu. Czekałem, udawałem, że wszystko jest w porządku, naprawdę miałem nadzieję, że to „zaskoczy”. Potem Beata zaszła w ciążę, spanikowałem. Nie planowaliśmy tego. To znaczy zapewniała mnie, że się zabezpiecza. Powiedziała, że pigułka nie zadziałała. Czy w to wierzę? To teraz bez znaczenia. Dbałem o nią, kiedy była w ciąży. Kiedy urodziła się Basia, poczułem coś takiego… Do dziś nie potrafię tego opowiedzieć. Takie uczucie, że naprawdę jesteś kimś, że stworzyłeś coś wyjątkowego, pięknego. Wiesz, możesz być zerem, ale dziecko jakoś nie wiem… uczłowiecza? Tylko, że fikcyjnego związku nie naprawi. Dwa miesiące po urodzeniu Baśki, Beata stwierdziła, że musimy wziąć ślub, że powinienem poprosić jej rodziców o jej rękę… Prosiłem, tłumaczyłem, żebyśmy poczekali. Pół roku awantur, wizyt u jej rodziny, te spojrzenia, pytania: „Kiedy w końcu?”. Ja przeciągałem tę sprawę, czekałem. Ciągle miałem nadzieję, że coś się we mnie zmieni. Pewnego dnia wróciłem z pracy i dostałem ultimatum: ślub albo dziecko. Myślałam, że tylko tak mówi, że próbuje mnie. Znowu tłumaczyłem, że nie jestem pewny, że nie chce dramatów, rozwodu. To był piątek. W weekend byliśmy u jej rodziców, w poniedziałek rano pożegnałem się z córką przed wyjściem do biura. Wieczorem już ich nie było.

Wróciłeś i zastałeś puste mieszkanie?

Wróciłem i urwało mi ostatni rok życia. Znikły pieluchy, ubranka z suszarki, kocyki, zabawki. Siedziałem w butach w pokoju Baśki i patrzyłem na to puste łóżeczko godzinę, dwie? Nie wiem. Rozumiałem co się stało, przecież Beata mnie uprzedziła. Ale jakoś… nie potrafiłem się pozbierać, podnieść. To był nokaut. Pewnie myślisz, że zacząłem do niej wydzwaniać, błagać, żeby wróciła. Nie. Dopiero następnego dnia, rano zadzwoniłem. I przez następne kilka godzin, bo nie odbierała.

A Twoje pierwsze myśli?

Że trzeba było wziąć ten cholerny ślub? Że może nie można mieć wszystkiego? Że może nie umiem kochać kobiety tak, jak trzeba, ale miałbym przynajmniej dziecko?

 

Naprawdę tak myślisz?

Wiesz, ile razy w ciągu zeszłego roku widziałem córkę? Sześć. A dzwonię kilka razy w tygodniu z pytaniem kiedy mogę zobaczyć dziecko. Nigdy sam, zawsze w towarzystwie jej babci, bo Beata nie chce się ze mną spotkać. Poza tym Basia ma dwa lata, ciągle mnie zapomina, bałaby się ze mną zostać sama. Spotykamy się na placu zabaw, a jak pada to w kawiarniach dla mam. Za każdym razem od nowa buduję to, co za chwilę zniknie. Bo nie ma mnie przy niej, po prostu. To boli. Ale staram się za każdym razem, żeby poczuła, że ja to ja, jej Tata. Czasem mam poczucie totalnej bezradności. Wtedy muszę szybko zająć się jakimś projektem, wyjść gdzieś, napić się. Myślisz, że idę się nachlać? Czasem tak. Wracam potem do pustego domu i budzę w panice następnego dnia. Boję się, że Beata kogoś na mnie naśle i nie będę już w ogóle widywał córki. Mam paranoję. Nie tylko we mnie to uderzyło. Mojej mamie też nie wolno widywać wnuczki, chociaż jak Baśka była niemowlakiem to często z nią zostawała.

Opowiesz mi o Basi?

Baśka jest dla mnie wszystkim. Pewnie każdy ojciec tak mówi. Ale ja to czuję naprawdę. Jak mam Cię przekonać? Zobacz, mam tu jej zdjęcia z pierwszego roku życia. Każdy miesiąc, jak się zmieniała. Tu są wszystkie aktualne wymiary, waga, numer bucika. Kupuję jej to, co potrzebne. W moim mieszkaniu Basia ma swój pokój, nowe łóżko, bo tamto było niemowlęce. Jest bardzo podobna do mnie, piwne oczy, ciemne włosy. Będzie kiedyś piękną dziewczyną.

Nie próbowałeś namówić Beaty, żeby do Ciebie wróciła?

Miałem taki moment. Przemyślałem sobie wszystko, ułożyłem przeprosiny i oświadczyny. Kupiłem pierścionek.  Ale nie mogłem… To by był fałsz. Nie chcę, żeby Basia żyła w kłamstwie. Dużo bardziej wolałbym mieć z Beatą przyjacielskie, dobre stosunki niż żyć z nią dla dobra Małej i żreć się o wszystko. Wiesz, taka totalna hipokryzja. To nawet nie byłby dom. Poza tym, wiem, że Beata zaczyna nastawiać Baśkę przeciw mnie. Że kilka razy ją mną straszyła. Ona się chce zemścić na mnie, ale nie rozumie, że krzywdzi dziecko. Tydzień temu założyłem sprawę o uregulowanie widzeń z córką.

To kto Cię wspiera? Masz kogoś, komu możesz się wygadać?

Kolega z pracy jest po rozwodzie, ma podobną sytuację. Mimo zasądzonych spotkań, z dziećmi widzi się raz na dwa miesiące. Jak masz taki problem, to szukasz kogoś, kto Cię zrozumie. W sieci też mam nowych znajomych, pomagali mi przy pismach do sądu. Lepiej wiedzą co napisać. Ja dopiero zaczynam i pewnie trochę to potrwa. Jeśli pytasz, czy jestem teraz z kimś, to nie. Boję się. I nie mam na to siły, czasu. Muszę uporządkować swoje życie, sprawę Basi. Jestem ojcem, przede wszystkim. Ta miłość jest dla mnie najważniejsza.

Kończymy. Podaję rękę człowiekowi, który wydaje mi się teraz kimś innym, niż osoba naprzeciw której siadałam godzinę temu. Ten „nowy” jakby stopniał, skurczył się. Widać, że ta rozmowa kosztowała go więcej emocji, niż jest w stanie okazać.


Lifestyle Psychologia

Całe życie na diecie? Krzątam się, gotuje i TYJĘ… i tak mi dobrze

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
16 października 2015
Całe życie na diecie? Krzątam się, gotuje i TYJĘ… i tak mi dobrze. Dieta 80/20, na czym to polega?
Fot. iStock – Całe życie na diecie? Krzątam się, gotuje i TYJĘ… i tak mi dobrze

Teraz wiem, że Julia Roberts w filmie Notting Hill miała rację (obejrzałam setny raz). W scenie, w której każdy wymieniał swoje nieszczęścia, ona na końcu powiedziała Całe życie jestem na diecie. Nie ma nic gorszego niż chodzić po świecie wiecznie głodnym.

Schudłaś!. Lepiej wyglądasz(czytaj Przytyłaś”). „Świetnie te jeansy na tobie leżą, jak jesteś taka chuda!. No wreszcie masz biust!. Kocham siebie. Nienawidzę siebie. Kocham. Nienawidzę. I tak w kółko Macieju. Podobnie jak tysiące kobiet na przemian chudnę i tyję, uwielbiam siebie i nie znoszę, liczę w kółko kalorie, prześwietlam etykiety, gotuję, piekę i całe życie JESTEM ALBO NA DIECIE ALBO NA WYŻERCE. I podobnie jak tysiące kobiet wolę swoje życie w wersji S albo XS (to raczej nigdy).

Od ponad dwóch tygodni odpoczywam po zamknięciu wielkiego projektu. Schudłam (!), napracowałam się i zbieram siły do dalszego życia. Siedzę więcej w domu i jem. Właściwie krzątam się przy jedzeniu non stop. Gotuję z przepisów, piekę z ulubionego bloga i tyję. I tak mi dobrze, że postanowiłam napisać o tym, dlaczego mi lepiej, gdy jestem grubsza i jem.

A więc:

  1. Najważniejsze. Nie chodzę głodna. Co za komfort! Nie zaglądam ludziom do talerzy i nie wzdycham. Nie ślinię się na widok ohydnej drożdżówki z budyniem w spożywczym. Nie mam ochoty zamordować człowieka z hot-dogiem na stacji.
  2. Nie słyszę dziwnych dźwięków ze swojego brzucha. Typu piła wiertnicza na budowie. Albo pisk. Bulgotanie. Syk. Nie umieram ze wstydu na przykład w trakcie wizyty u lekarza czy, nie daj Boże, psychoanalityka, który nic nie mówi.
  3. Mam energię!!! Mnóstwo energii. Nie jest mi słabo, niedobrze i nie boli mnie głowa. Mam siłę jechać na rowerze i na rolkach. Chce mi się!!!
  4. Czuję smaki. Niesamowite smaki. Na przykład trufli. Albo figi. Albo fasolki z czarnym sezamem. Gdy jestem chuda, mam wyłączony zmysł smaku (czasami to anemia).
  5. Mam miękki brzuch i milej się na nim położyć (cytat z dzieci).
  6. Mam większe piersi i milej się na nich położyć (cytat nie z dzieci).
  7. Nie wydaję tyle kasy na ubrania. Przebieralnie omijam szerokim łukiem (!). Jak jestem grubsza, nie kupuję ubrań; czasami buty, ale sezon na kozaki, więc problem z grubą łydką ten sam.
  8. Nie rzucam się w oczy. Doceniam ciemne kolory. Stonowane. Czarne wyszczupla. Idę pod szkołę i ledwo mnie poznają (dresy, kaptur, zero makijażu- nie, bynajmniej to nie depresja!)
  9. Jestem bardziej empatyczna. Mniej krytykuję innych (Kasia, jak dieta? Coooo, znowu?!). Nie jestem upierdliwa (cytat z Kasi). Po prostu nie pytam. A jak ktoś się żali, uśmiecham się ciepło i odpowiadam Kochanego tłuszczyku nigdy za wiele(Od kiedy, Ohme?!). 
    Całe życie na diecie? Krzątam się, gotuje i TYJĘ… i tak mi dobrze

    Fot. Flickr / Mike Seyfang / CC BY / Całe życie na diecie? Krzątam się, gotuje i TYJĘ… i tak mi dobrze

     

  10. Jestem mniej nerwowa. Nie żyję w kieracie tabeli kalorycznej, nie odczuwam napięcia. Jem, kiedy chcę i co chcę. Jestem zrelaksowana i szczęśliwa.
  11. Mało wychodzę. Dzieci zadowolone. Eks też, bo ma wszystkie wieczory wolne. A w co ja bym się miała niby ubrać?!
  12. A ponieważ nie wychodzę, to więcej a) czytam, b) piszę, c) oglądam. Rozwijam się nie tylko w pasie, ale także w głowie.
  13. Poznaję ludzi. W Internecie. Społeczności. Na przykład aby przynależeć do jednej, dowiedziałam się, że należy przysłać próbkę kału. No comments.
  14. Nie piję alkoholu. Wolę słodkie soki. Wreszcie mi wolno. Najbardziej uwielbiam syrop malinowy rozpuszczony z wodą i odrobiną cytryny. Mniam. I herbata z trzema łyżeczkami cukru.

  15. Oddzwaniam. Częściej niż zwykle. Nie pędzę nigdzie. Widzę, kto się wyświetla na moim monitorze i mam czas pogadać (jeśli nie śpię).
  16. No i śpię wspaniale! Nie budzi mnie głód ani niepokój (z głodu). Mam piękne sny, w których jestem woooolna!
  17. Aha, i staje się wierna. Nie flirtuję. Nie uwodzę. Trzymam się Tego, który powtarza mi na każdym kroku Jesteś piękna, a ostatnio Wreszcie wyglądasz jak prawdziwa kobieta!.
  18. A i zaczęłam modlić się wieczorem. Głównie z powodu Klary, która ma zadane na religii. Ale przy okazji modlę się, by moje życie było zawsze takie, jak teraz. SYTE! Boziu, dziękuję, że wreszcie mogę jeść. Kocham Cię!

A więc drogie moje, jeśli macie podobnie, życzę Wam z całego serca: JEDZCIE, MÓDLCIE SIĘ I KOCHAJCIE.

PS: Polecam filety z kurczaka zawijane w szynce parmeńskiej w sosie pomidorowym z rozpuszczoną mozzarellą. I apple pie na kruchym. Smacznego!


Zobacz także

Tak mało trzeba, by kat przestał bić. Dzięki 500 + maltretowana żona mogła się wyprowadzić

Za młodzi na miłość, na związek, na dzieci. Czy mają szansę przetrwać?

Jestem samotną matką, dlaczego ktoś próbuje mi wmówić, że przez to gorszym człowiekiem?