Lifestyle Psychologia

Nigdy nie jest za późno by zacząć żyć. Ale jak zostawić kogoś, kto tak kocha i potrzebuje?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
24 października 2015
Fot. iStock / milicad
 

– Nie wiedziałam, że czas tak szybko mija – mówi cicho Kasia obracając w palcach kolorowy, jesienny liść. Niewysoka, szczupła blondynka z zadartym noskiem jest tuż przed czterdziestką, ale wygląda poważniej. Tylko buty, kolorowe trampki wołają głośno: Ona jest jeszcze młoda! I jeszcze, te nieudolnie pomalowane krzykliwym lakierem paznokcie. Nastolatki tak je malują, pędząc na łeb, na szyję ku kobiecości.

A Kasia dopiero zaczyna być młoda i kobieca. Poznaje też wszystko to, co kobiety w jej wieku już dawno poznały: kawa z przyjaciółkami, pierwsze randki, spacery w deszczu… i samodzielne decyzje. Blisko czterdzieści lat swojego życia „trwała” jak gąsienica w kokonie, przyczepiona do jakiegoś zielonego drzewa. – Więc dlaczego Kasiu? – pytam wprost i banalnie – Dlaczego dopiero teraz?

– Wcześniej nie mogłam – mówi cicho kuląc się w sobie. Nie mogła. No bo jak tu zostawić mamę, wiecznie upominającą swoją dorosłą córkę i wypominającą jej obowiązek opiekowania się rodzicami? Jak tu się jej sprzeciwić, jak wytłumaczyć, że żyć trzeba samemu, „własnoręcznie”?

Kasia urodziła się kiedy jej rodzice byli już po 40-tce. Ma starszego brata i siostrę, z którymi utrzymuje sporadyczny kontakt. W dzieciństwie nie byli blisko, dzieliła ich spora (17 i 19 lat) różnica wieku. Na studiach rodzeństwo Kasi wyprowadziło się z domu, a potem oboje wyjechali do Niemiec, urządzając sobie życie z dala od czujnego oka mamy. Właściwie prawie się nie znają, niewiele o sobie wiedzą. Kasia przekonuje się o tym najlepiej dzięki przysyłanym co roku prezentom gwiazdkowym – takim, jakie można podarować zupełnie obcej osobie: zestawowi pachnących mydełek, paterze na owoce, czy ozdobnej poduszce, która w ogóle nie pasuje do jej mieszkania…

Jakim była dzieckiem? Bardzo nieśmiałym, spokojnym. Nie umiała inicjować kontaktów z rówieśnikami, z resztą mama mówiła jej, że te znajomości są niepotrzebne. Koleżanki przydają się, kiedy po chorobie trzeba uzupełnić lekcje, ale nie można im ufać, co to, to nie. Prędzej czy później zranią cię, oszukają i wykorzystają.

Więc Kasia nie ufała. Rosła w poczuciu, że świat jest zły, a jedyną osobą, która jej na pewno nie zawiedzie jest jej mama. Tata od zawsze stał z boku, nie wtrącając się w wychowanie Kasi. Kochał ją, chciał dla niej jak najlepiej, ale to „jak najlepiej” z pewnością rozumiała dobrze jedynie jego żona. Tak właśnie myślał.

Koleżanki Kasi dorastały, miały swoje tajemnice, pierwsze miłości, swoje małe grupki i spotkania po szkole. Ona stała z boku. Po lekcjach – prosto do domu, inaczej czekało na nią to pełne zawodu, surowe spojrzenie mamy. Kiedy dziewczyny z klasy buntowały się, kłóciły z rodzicami, opuszczały zajęcia, ona jeszcze bardziej zamykała się w sobie. Dla nich była dziwadłem. – Wiesz, że nie poszłam na żadną szkolną dyskotekę? – przypomina sobie teraz, zdziwiona nowym „odkryciem” – Ja nawet do sklepu bałam się wejść, poprosić o coś, pamiętam te nerwy i pot spływający po plecach.

W liceum poznała podobną dziewczynę, zaprzyjaźniły się. Koleżanka jednak nie przypadła do gustu mamie, a Kasia nie potrafiła się jej sprzeciwić. Odtrąciła tę przyjaźń. Znów była sama. To znaczy z mamą. W tym czasie mocno przeżyła śmierć taty, który zginął w wypadku samochodowym. To nią wstrząsnęło, ale nie na tyle by podjęła jakąś próbę zmian. Na pewno gdzieś, w środku zaczęła zadawać sobie pytanie, czy może jednak życie nie jest takie czarno-białe, jak to przedstawiała jej mama. Jeszcze więcej wątpliwości pojawiło się w jej głowie, gdy poszła na studia. Spotkała ludzi ciekawych świata, radosnych, otwartych. I ona też próbowała się otworzyć. Nie wyszło, coś ją blokowało. Właściwie nie coś. Rozmawiając o kserówkach z wykładu, egzaminie końcowym, czy planach na weekend zawsze miała wrażenie, że mama WIDZI. Że stoi gdzieś obok. Że zaraz powie coś, co sprawi, że Kasia będzie chciała zapaść się pod ziemię. Jak wtedy, gdy na wspólnym spacerze po Starówce spotkały kolegę z jej grupy. Powiedział „cześć”, podał rękę jej mamie i usłyszał : – No, mam nadzieję, że nie narzuca się pan mojej córce. Ona nie jest łatwa, jak wszystkie wasze koleżanki.

Miłość? Tak, przeżyła. To znaczy nie jest pewna, czy to miłość, bo podobno miłość zmienia wszystko. U niej nie zmieniła nic. Ona nawet nie trzymała się z nim za rękę. Ale ta rozmowa i spacer po plaży to najbardziej romantyczne chwile w jej dotychczasowym życiu. Siarczystego policzka i słowa „dziwka”  w ustach mamy nie zapomni nigdy. Mama obserwowała ten spacer z okna domu wczasowego.

Kasia poddała się natychmiast, nie walczyła, chociaż chłopak próbował umówić się z nią na kolejne spotkanie. Trudno, by było inaczej. Mama Kasi powtarzała jej od dziecka, że mężczyzni są niebezpieczni, fałszywi, zdradliwi . Że chodzi im tylko o jedno. Z tego właśnie powodu Kasi nie wolno było założyć obcisłych jeansów, czy bluzki z dekoltem. Nosiła tylko luzne, męskie koszule i obszerne spodnie, maskujące kobiece kształty. – Mamy tylko siebie – powtarzała nieustannie mama – Pamiętaj o tym. To ci nie wystarcza?

Po studiach Kasia została na uczelni, jako pracownik naukowy. O 17-tej wracała do domu i była do dyspozycji mamy. Jadły obiad, robiły zakupy. Wieczorem wspólnie oglądały telewizję. Mama głośno komentowała serialowe życie bohaterów ulubionych filmów. Teatr? Raz na jakiś czas, owszem. Zawsze razem. Kasia zakładała wtedy na siebie swój najlepszy kostium i malowała usta balsamem. Wyobrażała sobie, że to makijaż.

Mama Kasi odeszła pół roku temu. Pierwsze kilka tygodni po jej śmierci Kasia przeżyła w szoku. Nie był to szok po stracie ukochanej osoby. Po prostu dotarło do niej nagle, że nie umie żyć. Mama zadbała o to, by każda minuta jej dnia była zaplanowana i skontrolowana. Do domu Kasia wracała najpóźniej przed dwudziestą, nawet dziesięciominutowe spóźnienie groziło awanturą. Wakacje? Zawsze razem, tam, gdzie chciała mama. Teraz nagle oto wszystko zależy od niej. Jest wolna. Ale od czego zacząć? Gdy pierwszy raz pomalowała sobie rzęsy,  długo śmiała się do swojego odbicia w lustrze. Potem poszła do kina. W ciemności obserwowała twarze widzów, ich emocje. Ukradkiem spoglądała na całujące się pary. I oddychała, głęboko, tak jak to się robi w lesie, czy w parku.

Czego boi się Kasia? Chyba tego, że straconego czasu nie da się odzyskać, że nie zdąży dowiedzieć się tego wszystkiego, co wiedzieć powinna.

Dziś stawia pierwsze, chwiejne kroki  w swojej samodzielności. Przełamuje  nieśmiałość. Szuka terapeuty. Założyła nawet konto na Facebooku i ma coraz więcej znajomych. Przynajmniej tam, w internecie.

– To co teraz? – pytam mając na myśli najbliższy weekend. – Teraz trzeba natychmiast zacząć żyć – odpowiada mi swoim ulubionym cytatem – Okazuje się, że jest później niż myślałam…
Kasiu, trzymam kciuki. Nigdy nie jest zbyt późno, by zacząć żyć.


Lifestyle Psychologia

Każdy ma swój niewysłany list. „Miłość to dziwna rzecz, mój ukochany Eks Mężu”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
24 października 2015
Fot. Unsplash / Alex Hockett / CC0 Public Domain
 

Drogi M., drogi Eks Mężu,

To było pięć lat temu, sama jestem zdziwiona, że ten czas tak szybko mija. Nadal nie wiem, dlaczego Cię zostawiłam. Chyba nie znałam innego scenariusza, wiesz? Znasz moich rodziców, dziadków – wiesz, że u nas miłość zawsze wiązała się z rozstaniem.

Przepraszam Cię za tamtą noc. Spakowałam ją, psa i siebie i zawiozłam do rodziców. Właściwie można powiedzieć, że uciekłam. Tak bardzo bałam się Twojego cierpienia, że po prostu uciekłam. Zawsze powtarzałeś, że jestem małą dziewczynką, a wiesz, jak to jest z dziećmi, one po prostu wychodzą, jak im się coś nie podoba. Ja wyszłam po cichu. Niewiele wzięłam, więc mogłam spokojnie bezszelestnie wyjść, abyś nie zorientował się, że tym razem na serio. Jak dziecko rzucałam słowa na wiatr, a Ty lekceważąco machałeś ręką. Byłeś pewny, że jak ktoś nie ma nic, to nigdy nie będzie miał odwagi odejść. To taki paradoks- może przez to, że miałam tak mało, nie bałam się wtedy?

Chodziło tylko o Maję. Miała 3 lata i ledwo Cię znała. Byłeś nieobecny, więc rozstanie jej z Tobą nie dręczyło mnie specjalnie. Bałam się tylko o utratę bezpieczeństwa. Pokoju. Kubka. Zapachu domu, który tak lubiła. Mogłam zaoferować jej w zamian łóżko ze mną, starą kanapę i kubek z Tesco. Dzieci nie potrzebują więcej, gdy nam ufają. Maja mi ufała, więc nie było ani chwili, by zapytała, kiedy do Ciebie wrócimy. To było, aż smutne widzieć, jak cały jej świat jest we mnie i ze mną, bo tak naprawdę nigdy nie byłam matką samolubną. Byłam matką samotną. Kobietą. Człowiekiem. Z powodu tej samotności odeszłam.

Prawdy i iluzje. Tak można by nazwać moje życie potem.Pierwsza iluzja? Na przykład taka, gdy zrozumiałam, że samotność jest we mnie, a nie w nas. Choć i Ty nie umiesz być blisko. Wybraliśmy się ze względu na tę wspólną cechę albo też nieporadność, mój terapeuta mówił „dysfunkcję”. Zabawne. Z powodu samotności się związaliśmy i z powodu niej się rozstaliśmy.

Iluzją było też myślenie o sobie, że jestem bezproblemowa w życiu codziennym. Kompromis był dla mnie jak wata cukrowa. Nic bardziej mylnego. Po prostu w związku z Tobą, w którym brakowało bliskości, kompromis był mało dręczący. Chodziło głównie o wybór filmu, który obejrzymy wieczorem, hotelu, do którego pojedziemy albo koloru auta. Potem zobaczyłam, że pary kłócą się o pieniądze, seks, brak rozmów, czułości. Zawsze dumnie powtarzałeś, że my się nigdy o nic nie kłócimy. To żaden powód do dumy mój kochany. Pustka to antonim konfliktu. Nie było się więc o co i po co kłócić.

To zaboli Cię, ale kolejną iluzją było to, że nie lubię seksu. Nie interesuje mnie lub też, jak to określałam, jestem zimna. Nieprawdopodobne, że kobieta może uwierzyć w swoją aseksualność. Ja po prostu nie lubiłam seksu z Tobą. Tego wiecznego trzyminutowego aktu, najlepiej jak leżałam na brzuchu, a Ty nie musiałeś patrzeć w moją twarz. Mówiłam wtedy „gra wstępna jest przereklamowana”. Jak ja to kocham dziś! Gdy ktoś całuje moją szyję, twarz, ramiona, gdy mówi do mnie w trakcie. Gdy leżymy nago i śmiejemy się z moich pieprzyków na brzuchu. Miałam wielu kochanków po Tobie i każdy seks był „lepszy”. Ale nie łudzę się, wspominasz mnie podobnie. Sama bym się ze sobą nigdy nie przespała wtedy. Doszliśmy do ściany oboje w tym temacie.

Nieprawdą było też to, że potrzebuję z Tobą spędzać każdą chwilę. Tak myślałam wtedy. Nie, nie potrzebuję. Lubię być sama. Rozumiem twoje potrzeby dopiero teraz. Gdy uciekałeś na hamak i czytałeś książki. Twoje wypady w góry samemu. Wiesz, że chodzę Twoimi szlakami? Ja, która nienawidziłam gór! Maja prosi też byśmy powiesiły hamak w domu; jest taka jak my. Lubi być sama i lubi czytać. Żałuję jednak, że nie udało nam się zrobić wielu rzeczy razem.

Miałam wiele chwil, gdy żałowałam tamtej decyzji. Chciałam cofnąć czas, przeprosić, błagać o wybaczenie. Chciałam mieć rodzinną sklejkę. Bo przecież wiem, że nigdy nie bylibyśmy naprawdę razem, bo też nie byliśmy wcześniej. Chodziło mi o tą nieudolną sklejkę, która robi wrażenie rodziny. Chciałam jeść obiad w Ikei razem, chciałam ponarzekać innym na męża, chciałam być żoną, chciałam się pozastanawiać nad kolejnym dzieckiem. Wiesz, jak lubiłam iluzje, nadal lubię to robić. Nie byłoby nic ponad te iluzje.

Niektórzy mówią, że nadal mnie kochasz. W końcu nie ułożyłeś sobie życia z kimś innym.To miłe tego słuchać, ale w głębi serca uważam, że jestem Twoją tarczą przed światem, przed kobietami, intymnością, której tak cholernie się boisz. Wreszcie masz porządne alibi: kocham byłą żonę, więc nie mogę kochać nikogo innego. Śmieszne, że oboje to robimy. Zastanawiałam się, dlaczego tak długo nie mogliśmy się rozwieść. Chyba z tego właśnie powodu: oboje lubimy te sklejki, prawda? I wcale nie jest nam łatwo żyć z innymi.

Przyznam ci się, że to było okropnie trudne zrozumieć, że nie jesteś wszystkiemu winny. Kłopoty wracają. A życie nie układa się w cudowny sposób. Może nawet więcej spieprzyłam w tym związku niż Ty? Przepraszam Cię za to. Dziś wiem, że nie jest łatwo być ze mną. Jestem narcystyczną egocentryczką, która wpada w kolejne schizy na swoim punkcie i nie znosi krytyki. Jestem autystyczną samotnicą, której przeszkadzają inni. Jestem chorobliwie ambitna, choć głęboko to ukrywam. I sfrustrowana, gdy nikt się mną nie zachwyca. Może w wydaniu dziecka było to urocze, ale wierz mi jako dorosła baba bywam nie do zniesienia.

Ale, mój ukochany, jedna dobra rzecz, która się stała dla mnie – to dojrzewanie. Nie jestem już małą dziewczynką. Przestałam grać w berka i chowanego. I choć dorosłość bywa nudna i męcząca i już mnie tak wiele rzeczy nie śmieszy, jak kiedyś, to jest mi tak dobrze ze sobą dzisiaj. Tak mi dobrze naprawdę. W moim małym mieszkaniu, które udało mi się kupić na kredyt. Jestem dumna jak paw, gdy robię Ci kawę z własnego ekspresu, na który zarobiłam. Jestem dumna z siebie.

Po naszym rozstaniu stała się jeszcze jedna piękna rzecz. Maja odzyskała ojca. Zmieniłeś się niewiarygodnie! Uwielbiam na Was patrzeć razem i już nawet mogę umierać spokojna, że dasz radę, a tak się tego kiedyś bałam. Pamiętasz jak panikowałam w samolocie? Właśnie z powodu tego strachu. Musiałam żyć dla Majki. Dziś już nie muszę, mogę żyć też wreszcie dla siebie. To taki komfort mieć w Tobie oparcie jako rodzicu.

Dużo lepiej nam się dziś rozmawia, prawda? Ostatnio nawet robiliśmy wspólne biznes. I jak się śmialiśmy na ostatniej imprezie, gdy tylko Ty rozumiałeś moje anegdoty o tym łysym w czarnym swetrze, pamiętasz? Miłość, to dziwna rzecz, mój kochany Eks Mężu. A małżeństwo, to dziwna instytucja. Chyba podświadomie zawsze czuliśmy w tym temacie niedopasowanie. I pamiętasz, jak oboje zaraz po ślubie zdjęliśmy obrączki? Może kiedyś spotkamy się ponad wszystkimi definicjami i znajdziemy na nowo? Nie wiem. Nie myślmy o tym teraz. I tak zobaczymy się jutro rano. Zrobię Ci pyszną kawę.

Z.


Każdy z nas ma swój „niewysłany list”

Czasem zapisany tylko w sercu. Czekający w szufladzie niezałatwionych spraw. Na wysłanie niektórych jest już za późno, na inne brak odwagi, brak aktualnego adresu…  A może wszystko byłoby inne, gdyby się tylko od nich uwolnić?

Piszcie do nas, anonimowo jeśli chcecie. Wyślijcie wreszcie swoje listy i poczujcie ulgę. Wybrane listy nagrodzimy bonami zakupowymi o wartości 200 zł do Limango.

Listy wysyłajcie na adres kontakt@ohme.pl – w temacie wiadomości wpisując „Niewysłany list”

Wszystkie „Niewysłane listy” możecie przeczytać tutaj.

Sponsorem nagród jest LIMANGO


Lifestyle Psychologia

„Człowiek nie jest stworzony do tego, by zamawiać samotnie taksówkę i wracać do pustego domu…”. Choć tak często próbuje się oszukać

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
23 października 2015
Fot. iStock

Napisz o mnie– mówi Julia. – Mam dość słuchania, że samotność jest fajna, my kobiety samotne;  niezależne, samowystarczalne. Mam 37 lat, od czterech jestem sama, każdy widok rodziny z dzieckiem doprowadza moje serce do drgań, tak zazdroszczę.

Julia na niby: Zarzeka się: „Nie szukam związku, faceci to dranie, myślą tylko o sobie, a ja bawię się życiem”. Ubrania nosi kolorowe i markowe, bardzo pewna siebie. Ciekawa praca, dużo wyjazdów. Od czasu do czasu nowy kochanek.

Julia prawdziwsza: Często pije wino – żeby spać. Nocami wtula się w sweter i sama do siebie mówi: „Moja kochana Juleczka”.

Częsta scena z życia Juli. Powroty. Na dworcu, na lotnisku, późnym wieczorem. Na innych pasażerów czeka rodzina, partner. Ona zamawia taksówkę, wraca do pustego mieszkania. Nawet nie zapala światła. Podchodzi do okna i obserwuje, co się dzieje w domach sąsiadów. Ktoś wspólnie z partnerem ogląda telewizję, ktoś się kłóci, inni szykują się do snu– razem. – To taki mój masochizm – mówi Julia.

ŻYCIE WEDŁUG JULII

„Ależ ja ci zazdroszczę seksualnych doświadczeń”, mówi przyjaciółka mężatka. Nie wiem, czego tu zazdrościć. Z każdym kolejnym mężczyzną masz coraz mniej wiary, że to może być coś na dłużej. A seks? Kochanków odróżniają od siebie detale, a nawet jeśli ktoś jest świetny– to nie macie więzi. Noc bywa upojna, ale potem się kończy. Kiedyś pomyślałam: „Biorę z życia co jest, nauczę się oddzielać seks od emocji”, nie potrafię. Spotykam się z kimś kilka tygodni, zaczyna być intymnie, angażuję się.

ODPOWIEDZIALNOŚĆ

Pięć lat byłam mężatką, wcześniej pięć narzeczoną. Eks odszedł do innej. Znalazłam ich korespondencję, sms–y, próbowałam jeszcze coś ratować, ale on nie chciał. Przeszłam wszystko: odrętwienie, nienawiść, rozpacz. Dziś to już za mną.  Ale życie z nim to było dziesięć lat stałości. Tęsknię za poczuciem, że jesteś z kimś, że ktoś jest z tobą za coś współodpowiedzialny. Teraz odpowiedzialność mnie osacza, jest potrzebna w każdym momencie mojego życia. Gdy biorę kredyt – to jedno, ale nie chodzi tylko o rzeczy wielkie. Rachunki, ogarnianie samochodu, zakupy– dla ludzi w związkach drobiazgi, bo dzielą się tym, dla nas, kobiet samotnych– czasem góra do pokonania.

Kilka tygodni temu. Mój przyjaciel pyta: „Kiedy ostatnio wymieniałaś olej?”. Nie pamiętałam, prawie zatarłam silnik. Albo wczoraj. Zbiła mi się żarówka w kuchennym okapie. Przez godzinę próbowałam wykręcić gwint, w końcu cały okap się przepalił, połamałam paznokcie. Tak, wiem, są kobiety, które ogarniają takie sprawy– ja też ogarniam. Ale jest mi smutno, że nie mogę komuś powiedzieć: „Kur…, spierdolił nam się okap. Co robimy?”. I ten ktoś jakoś zareaguje. Powie: „Luz, coś wymyślimy”, albo się wścieknie: „Ale cholerny pech!”.

Problemem stają się pieniądze. Rozstanie z mężem to obniżenie standardu życia, szczególnie jeśli on dobrze zarabiał– u mnie tak było. Kiedyś w ogóle nie patrzyłam w sklepie na ceny, dziś potrafię stać przed półką z chrupkim pieczywem i szukać najtańszego – nauczyłam się, że nawet 29 groszy  ma znaczenie. Bo jeśli na setce kupionych rzeczy oszczędzisz 29 groszy, to to jest już spora kwota.

TĘSKNOTA

Czujesz ją za często. „Nie mam dla kogo kupować ubrań, nie mam komu wybierać płyt”, myślałam. Zaraz po rozstaniu z mężem nie lubiłam słońca. „To jest piękny dzień, którego nie mam z kim dzielić”, myślałam.  Przypominałam sobie, jak świętowaliśmy takie dni– wyjazdy w góry, nad jezioro, kajaki. Każdy taki dzień kończył się kolacją, bo wspólnie gotować też lubiliśmy. Wszystko mnie bolało, że już tak nie mam. Nie, nie z nim. W ogóle.

Najważniejszy jest jednak dotyk. Człowiek dopóki dopóty nie zostanie sam, nie rozumie, jak ciężko żyje się bez dotyku i fizycznej bliskości partnera.

DOM

Po rozstaniu tonęłam w bałaganie: porozrzucane rzeczy, brudne naczynia. „Nie mam się dla kogo starać”, myślałam. Któregoś dnia wróciłam do domu, zobaczyłam syf i przysięgłam sobie: „Koniec tego”. Wywalałam stare książki, albumy, pomalowałam ściany. Czyste wnętrze przyniosło ulgę. Trochę na siłę zaczęłam więc dbać o dom. Robiłam weki, powidła, piekłam ciasta, na które zapraszałam znajomych, przyjaciółki– namiastka rodzinności w innej formie. Bardzo pomagało.

ROZCZAROWANIE

Po jakimś czasie samotności zaczynasz się rozglądać, szukać. Najpierw w swoim środowisku, wśród znajomych. Jeden romans z kolegą z biura, drugi z klientem, z którym współpracujesz. Mega zapowiadający się początek, a potem wszystko pęka jak bańka mydlana. Rozglądasz się i stwierdzasz: „Boże, czy są gdzieś odpowiedzialni faceci?”. Wtedy jeszcze bardzo dużo oczekujesz, wyobrażasz sobie, każdy do którego się zbliżasz, wydaje się potencjalnym partnerem.

Po jakimś czasie logujesz się na portalach randkowych– bo tak robią wszystkie wolne koleżanki. Zrobiłam to. Kilka fajnych wieczorów z winem, sporo komplementów, trochę dobrze zapowiadających się znajomości, a potem zawsze coś– albo okazywało  się, że on ma żonę, albo że jest lekkoduchem i flirtuje też z innymi. Albo nagle znikał. Albo ja znikałam po randce.

W końcu się wylogowałam z miłości online: „Wolę być sama, niż brać udział w tym targowisku” – stwierdziłam.

Ale poznawałam innych mężczyzn– w ciągu tych czterech lat samotności nie było ich tak wielu, ale każde rozstanie bolało. Nawet jeśli to ja decydowałam o rozstaniu. Z każdym z nich odchodziło marzenie o dziecku.

KOBIECOŚĆ

Na początku kobiecość umiera. Nie masz ciała, nienawidzisz go. Nie lubisz widoku, swoich piersi, nóg. Wszystko było odrzucone przez kogoś kogo kochałaś, więc i ty to odrzucasz. Ja przestałam mieć nawet okres. Siłę daje adoracja innych mężczyzn. Nawet jak są iluzją, są na chwilę to, przez tę właśnie chwilę czujesz motyle, drży ci trochę głos, czekasz, ubierasz się z myślą o kimś.

PRZYJACIÓŁKI

Nie wyobrażasz sobie bez nich życia. Nie oceniają cię, pocieszają, są. Myślę, że tak naprawdę to jest ogromna moc samotnej kobiety – inne kobiety.

Wiesz co najbardziej chciałabym powiedzieć? Że mimo, iż jestem silna, niezależna, mądra i pewnie piękna, szukam bliskości i miłości, choć czasem samą siebie oszukuję,  że nie. Ale człowiek nie jest stworzony do tego, by zamawiać samotnie taksówkę i wracać do pustego domu, patrzeć na życie rodzinne sąsiadów i zazdrościć rodzinom z dziećmi. Do niedziel samotnych, kaw i do samotnego chorowania, gdzie ma tylko serial i kaszel… nic więcej.


Zobacz także

Primavera Jastrzębia Góra ZAPRASZA

Jechać na ferie i nie oszaleć…

Agata Steczkowska: „Miłości nic nie zatrzyma. Czuję się szczęśliwa, bo spełniłam obietnicę złożoną samej sobie”.

Microblading. 5 rzeczy, które powinnaś wiedzieć o makijażu permanentnym brwi