Lifestyle

Mam prawo decydowania o sobie, niewiele muszę, za to wszystko mogę – to jest moja niepodległość!

Listy do redakcji
Listy do redakcji
10 listopada 2022
fot. Davidas Smuilovivius/Pexels
 

– Z każdym dniem docieram coraz odważniej w głąb swojego oceanu, odkrywając nowe wyspy na mapie świata widzianego sercem. Czuję wiatr wolności wiejący mi w żagle, kiedy maluję, wycinam, tworzę, wymyślam, piszę, tańczę, śpiewam, medytuję, spaceruję, biegam, kiedy się śmieję i kiedy płaczę, kiedy słucham muzyki i odgłosów natury, kiedy patrzę w niebo i kiedy spoglądam w siebie, choć czasem jest tam bardzo ciemno. To jest moja niepodległość! – pisze w liście do redakcji Małgorzata. Piękne słowa, przeczytajcie!


Od najmłodszych lat, choć byłam raczej grzecznym dzieckiem, byłam trochę na bakier z uległością, i o ile mając lat kilka, mogło to być nawet zabawne, i z pobłażaniem odbierane przez dorosłych, tak w latach późniejszych, objawiało się to już w trochę bardziej odjechanej formie 😉
Wiadomo jednak, że nawet kresz, odpowiednio długo prasowany, nabiera gładkości, tak i ja z czasem nabrałam ogłady. Przestałam się buntować, przestałam zadawać sobie pytania, przestałam tkać wyobrażania o artystycznej przyszłości, bo nici moich marzeń były coraz słabsze.

Płynęłam z prądem, nie trzymając sterów. Raz po raz wypadłam za burtę łodzi. Czułam, że coś jest nie tak. Na chwilę łapałam koło ratunkowe i przywracałam oddech, ale z tyłu głowy nadal kołatała się niewiadoma – z której strony wieje wiatr i jaki kierunek pokazuje kompas?

Moje największe zniewolenie zbudowałam i pielęgnowałam we własnej głowie. Na pozór buntowniczka, w środku toczyłam boje z samą sobą.
Muszę to, muszę tamto, bo tak wypada, bo tak trzeba, bo taka jest tradycja, trzeba to zrobić tak, nie inaczej, musi być najlepiej, najczyściej, najsmaczniej, najpiękniej, na już, na teraz, by komuś nie zrobić przykrości, by nikogo nie urazić, nie zawieść, nie rozczarować , a najlepiej wszystkich zadowolić, i koniecznie uśmiechać się do tego, by nie pomyśleli, że foch, że kapryśna, źle wychowana, aaa nie….., pewnie ma okres…
Kur..a! Nie! Granat wybuchł!

Nie prosiłam się o rewolucję w swoim życiu, ale dziś wiem, że to był dar, za który czuję wdzięczność. Los wcisnął mnie bez pasów do fotelika diabelskiego młyna, z którego przez długie miesiące nie potrafiłam wysiąść. Nie żałuję.
Tak mnie tam wyhuśtało, tak przewietrzyło głowę, że to,co miało zostać odpuszczone, odeszło, to, na co się otworzyłam, przyszło, a cała reszta ułożyła się w nowym porządku.

Moją najulubieńszą bajką jest Vaiana.
Od pierwszego razu, przez całe mnóstwo powtórzeń tego seansu płakałam, i do dziś tak mam, choć łzy już mniej słone.
Zawsze zazdrościłam jej odwagi.

Dziś już nie boję się głośno wyrażać swoich pragnień.
Nie jestem jakaś oderwana od rzeczywistości. Mam świadomość pewnych ograniczeń i zależności, ale to czego zmienić nie mogę, uczę się akceptować, a to, co zmienić się da, biorę na warsztat i przerabiam po swojemu.

Nauczyłam się mówić NIE, uczę się mówić TAK, ( wbrew pozorom, przyjmowanie też jest trudne). Uwolniłam się od brzemienia ludzkich opinii na swój temat. Każdego ranka to ja decyduję , jak będzie wyglądał mój dzień. Uśmiecham się zanim otworzę oczy. Selekcjonuję czym zajmuje się moja głowa. Karmię serce. Odpuściłam relacje, w których nie mogłam być sobą. Buduję nowe, gdzie moje twarze, a jak każdy mam ich wiele , są akceptowane. Najcenniejsza z nich, to ta z sobą samą, oparta na szacunku, miłości i zaufaniu.

Z każdym dniem docieram coraz odważniej w głąb swojego oceanu, odkrywając nowe wyspy na mapie świata widzianego sercem.
Czuję wiatr wolności wiejący mi w żagle, kiedy maluję, wycinam, tworzę, wymyślam, piszę, tańczę, śpiewam, medytuję, spaceruję, biegam, kiedy się śmieję i kiedy płaczę, kiedy słucham muzyki i odgłosów natury, kiedy patrzę w niebo i kiedy spoglądam w siebie, choć czasem jest tam bardzo ciemno.

To jest moja niepodległość!
To co czuję, to co myślę i w co wierzę.
Mam prawo decydowania o sobie!
Niewiele muszę, za to wszystko mogę!
Wypadałoby dać w szyję w imię tej wolności 🥳
Ups… zapomniałam
Mam w dupie, czy coś wypada 😜


Lifestyle

Singapurski pocałunek – na czym polega i jakie niesie doznania?

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
10 listopada 2022
seks po 40
fot. franckreporter/iStock
 

Singapurski pocałunek, nazywany również techniką kabazza, tak naprawdę nie jest pocałunkiem, a techniką uprawiania seksu. Umiejętność wykorzystania tej techniki ma istotny wpływ na jakość współżycia. Nie trzymamy was dłużej w niepewności, wyjaśniamy.

Singapurski pocałunek – czym jest?

Singapurski pocałunek to starożytna technika seksualna oparta na stymulacji penisa mięśniami pochwy, a w szczególności mięśniami Kegla. Ten niezwykły sposób „całowania” polega na doprowadzeniu mężczyzny do orgazmu tylko i wyłącznie skurczami mięśni pochwy. Choć mogłoby się wydawać, że korzyści z singapurskiego pocałunku czerpie tylko mężczyzna, to tak naprawdę podobne doznania towarzyszą jednej i drugiej stronie. Podczas napinania mięśni kobieta może osiągnąć więcej silnych orgazmów. Wyćwiczone mięśnie Kegla niosą za sobą korzyści nie tylko pod kątem satysfakcji seksualnej, ale i mają wpływ na prawidłowe funkcjonowanie układu moczowo-płciowego.

Krok po kroku

Singapurski pocałunek można wykonać na kilka sposobów, jednak wyróżniamy jedną podstawową metodę.

  • Kobieta siada okrakiem na mężczyźnie i kontroluje intensywność i szybkość ruchów, zaciskając mięśnie dna miednicy.
  • Ważne, by biodra trzymać stabilnie i skupić się wyłącznie na doznaniach płynących jedynie z zaciskania mięśni Kegla.
  • Początkowo zaczynamy od delikatnych skurczy i stopniowo zwiększamy ich intensywność.

Mięśnie Kegla a singapurski pocałunek

Mięśnie Kegla to mięśnie dna miednicy, które znajdują się między kością łonową a ogonową. Mięśnie te wraz z wiekiem ulegają osłabieniu. Niekorzystny wpływ na ich kondycję mają również przebyte porody, ciężka praca fizyczna czy ćwiczenia siłowe. Osłabienie mięśni dna miednicy może doprowadzić do problemów z trzymaniem moczu a także innych patologii. Singapurski pocałunek czyli zaciskanie mięśni Kegla może doprowadzić mężczyznę do orgazmu, bez żadnych ruchów frykcyjnych.

Zobacz również: Pompka do penisa – jak działa? Czy naprawdę powiększa penisa?

Technika kabazza jakie niesie korzyści?

Partnerka obdarzająca swojego mężczyznę singapurskim pocałunkiem na pewno okaże się wspaniałą kochanką. Wielu panów największą przyjemność seksualną odczuwa wówczas, gdy kobieta przeżywa orgazm. Silne skurcze mięśni pochwy zapewniają mężczyźnie w trakcie penetracji bardzo silną stymulację członka. Podczas tego rodzaju zbliżenia to mężczyzna jest stroną bierną, a kobieta czynną. Choć mogłoby się wydawać, że to partner odczuwa większą przyjemność, to przez cały czas trwania zbliżenia podobne doznania towarzyszą jednej i drugiej stronie. Pocałunek „wykonany” z należytą starannością, zapewnia mężczyźnie doznania podobne do tych, odczuwalnych podczas seksu oralnego.

Zobacz także: Kandelabr – jak wygląda? Wady i zalety tej fikuśnej pozycji seksualnej

Singapulski pocałunek – można się go nauczyć

Choć singapurski pocałunek może wydawać się dość skomplikowany i trudny do opanowania, to technika ta możliwa jest do wyćwiczenia. Trening zaczynamy od prostych ćwiczeń. Kładziemy się na łóżku na plecach, napinamy mięśnie brzucha i mięśnie Kegla – skurcz trzymamy przez 5 sekund. Cały czas kontrolujemy oddech – wdychamy przez nos, wydychamy przez usta. Wykonujemy 5 skurczów, ćwiczenie powtarzamy trzy razy dziennie. Po kilku dniach zwiększamy liczbę powtórzeń do 15, a po dwóch tygodniach, wykonujemy 6 serii dziennie.

Do ćwiczeń warto wykorzystać kulki dopochwowe nazywane również kulkami gejszy. Najbezpieczniejsze są te wykonane z hipoalergicznego silikonu medycznego. Kulki wkładamy do pochwy, gdzie staramy się je utrzymać zaciskając mięśnie Kegla. Początkowo ćwiczenie wykonujemy kilka minut dziennie, a z upływem czasu wydłużamy jego długość.

 

 

 



Zobacz także

Dieta 1500 kcal - zasady, efekty, co wolno jeść?

List od młodej mamy do młodej mamy

Depresja – Nie daj się! Zapraszamy na konferencję poświęconą depresji. Zobacz, że nie jesteś sama

„Przyjaźń między facetem a kobietą jest niemożliwa i i tak za jakiś czas wylądują w łóżku”. Naprawdę?