Lifestyle

Nie, nigdy nie zdradziła swojego męża. Obiecali sobie, nigdy się nie spotkać, nigdy nie wypić kawy… nigdy

Iga Iguana Kwietniewska
Iga Iguana Kwietniewska
23 marca 2017
Fot. istock / splendens
 

Nie, nigdy nie zdradziła swojego męża, nigdy.

Przez tyle lat była mu wierna, oddana, wspierająca, kochająca. Wybaczyła mu nawet to, co dla innych mogło być nie do przebaczenia. Wychowywała mu dziecko, gotowała mu, sprzątała, dbała o relacje rodzinne i te dalsze. Nie pracowała zawodowo, teoretycznie siedziała w domu, ale bardzo nie lubiła tego określenia…była jedną z tych kobiet które zawsze „wisiały” na telefonie i to ona kończyła rozmowę telefoniczną bo się śpieszyła, nigdy nie można jej było zastać w domu, a umawianie się z nią zawsze odbywało się przy otwartym jej kalendarzu i ustalaniu przez nią godzin. Nieustannie kogoś zawoziła, umawiała spotkania, załatwiała. W pędzie życia jakie prowadziła nie miała czasu by się zatrzymać, spojrzeć wstecz, zastanowić…po co to wszystko?

Mówiła zawsze, że żyje się chwilą, nie lubiła planować, (pomimo jej obszerny kalendarz na to nie wskazywał) ani rozpamiętywać przeszłości.

Któregoś dnia umówiona była z panią od ubezpieczeń, by ustalić warunki umowy, mąż wcześniej wyjaśnił i obgadał szczegóły, ona miała tylko podpisywać papierki.

Siedząc na kawie, czekając na panią, która się już spóźniała dostała właśnie od niej sms-a, że miała stłuczkę w centrum miasta i nie dotrze, prosi jednocześnie o przesunięcie terminu. Odpisała natychmiast, umówiła następny termin, zapisała przypomnienie w telefonie i w kalendarzu dla pewności.

Popijając kawę dostała następnego sms-a, była przekonana, że pani od ubezpieczeń jeszcze chce coś ustalić. Jednak nie. Obcy numer, a słowa w wiadomości spowodowały, że serce waliło jak szalone.

Odnalazł ją!

On, na którego punkcie kiedyś oszalała, gdy była jeszcze głupią nastolatką, tak zresztą się poczuła przez tę chwilę – jak głupia, szalona nastolatka! Wszystko nagle wróciło, obudziło się dzikie pożądanie do niego. Wrócił zapach, smak, wzrok, dotyk. Dostała gęsiej skórki, wypieków na policzkach. Pisała z nim non stop, nie odbierała innych telefonów, nie wróciła do domu o umówionej godzinie. Zatraciła się kompletnie w tym irracjonalnym pisaniu. Wysłał jej zdjęcie… oczy jej się zaświeciły, uśmiechała się sama do siebie i odruchowo przytuliła głupi telefon! Nagle to on był czymś najczulej traktowanym, bo ich łączył, bo im przywrócił wspomnienia i wszystko to co tak mocno ich wiązało. Czuła coraz bardziej, całym swoim ciałem, że chce go tu i teraz! Nie potrafiła oszukać swojego ciała, a ono reagowało na wszystko co do niej pisał.

W iluś zdaniach wymieniali się informacjami o sobie, rodzinach i… , że nie chcą tego stracić, ale to było gdzieś w tle, na drugim planie. Chemia jaka między nimi wirowała, a właściwie między tymi głupimi telefonami była nie do zniesienia. Dzwonił do niej. Nie odebrała za pierwszym razem, przestraszyła się. Po chwili napisał, że będzie tak do niej dzwonił dopóki nie odbierze. Odebrała za piątym razem, nie potrafiła już szybko i rzeczowo rozmawiać jak to miała w zwyczaju, nie poznawała siebie z tym lekko drżącym głosem.

Chcieli siebie tylko fizycznie i metafizycznie, chciała mu się oddać i zrobić z nim wszystko.

On być z nią, w niej od „a” do „z”.

Mieszkali w innych miastach, daleko od siebie. Otaczali się innymi ludźmi, prowadzili skrajnie inne życie, praktycznie nic ich nie łączyło prócz szczeniackiej miłości, zamglonych wspomnień które powracały. To co teraz się między nimi działo to dzikie, zwierzęce pożądanie.

Ona się strasznie tego przestraszyła, nigdy nie czuła wcześniej takiego rozdwojenia pomiędzy ciałem a umysłem. Wszystko mówiło jej, że teraz, tu chce wszystkiego z nim i nic więcej się nie liczy. Nie myśli po prostu, że mąż, że dziecko, że kredyt na mieszkanie, że minęło 20 lat, e jago rodzina, jego żona, jego dzieci, jego dom,że inne miasta…

Obiecali sobie, że nie będą tego robić. Pisać, dzwonić, oglądać swoich zdjęć, w ogóle kontaktować. Przestraszyli się sami siebie, co by było gdyby się zobaczyli, spotkali. Wszystko sobie zresztą opisali i powiedzieli, te pikantne szczegóły.

Nie zrobią z tego nic, bo mieli oboje zbyt dużo do stracenia. Wszystko to, co każde z osobna budowało w swoim własnym świecie. Mówili sobie prawie płacząc do telefonu, że mają dobre życia, że nie chcą zmieniać, zwłaszcza tak zmieniać! Te wszystkie dzikie żądze w ich głowach, podniety i wyobrażenia paraliżowały ich coraz bardziej.

Obiecali sobie, nigdy się nie spotkać, nigdy nie wypić kawy, nie jeść razem ciastek czekoladowych które razem uwielbiali, nigdy nie spotkać się na lunch czy kolację pod pretekstem pogadania o dawnych czasach…

Nigdy.

Ona długo nie mogła dojść do siebie, przez moment była kimś innym, a może właśnie była wtedy sobą (?)

Zostawiam to jej do rozważenia. W sercu, albo w głowie.

Nawet opowiadając mi tę historię drżał jej głos, oczy świeciły niespotykanym blaskiem, a wypieki pojawiały się w pewnych momentach. Po tamtej rozmowie uważałam, że nie była sobą, przecież znam ją parę dobrych lat! A może teraz dopiero ją poznałam…?


Lifestyle

Taniec słonia w obronie godności mojego biustu!

Iga Iguana Kwietniewska
Iga Iguana Kwietniewska
10 stycznia 2016
Fot. Flickr/ramos alejandro / CC BY

Kiedy mnie poznał chciał mi wbić nóż w plecy – tak powiedział. W domu gdzie mieszkało około dwunastu dziewczyn, pięciu chłopaków i jeszcze na piętrze w podobnej ilości Bułgarów, musiało dochodzić do wszelkiego rodzaju spięć i nieporozumień. Wszyscy byliśmy tu w jednym celu zarobkowo-turystycznym. Wschodnie wybrzeże, Atlantic City, od strony oceanu ściana kasyn, gdzie każdy z nas miał zatrudnienie. Wszystko czynne było 24 godz. na dobę, więc w domu który wynajmowaliśmy na szczęście się mijaliśmy, dzięki zróżnicowanemu grafikowi.

Któregoś popołudnia, wracając do domu marzyłam o prysznicu.  Człowiek się lepił od klimatyzacji w pracy i skwaru trzydziestostopniowego wraz z bryzy od oceanu na zewnątrz. Wchodząc do domu przywitałam się z zastanymi współlokatorami, jedni imprezowali, inni szykowali się do pracy, jeszcze inni odpoczywali. Łazienka wolna! Ucieszona zajęłam ją planując zrobić sobie małe spa. Maseczki, peelingi, balsamy, takie tam poprawianie urody. Łazienka była dość mała, okno uchylone by nie zaparowało, wyposażone w żaluzje które były tak skręcone by wpuszczać odpowiednią ilość światła, ale pod odpowiednim kątem z zewnątrz by nie było nic widać…

Związałam włosy, rozebrałam się i postanowiłam zrobić sobie peeling całego ciała, kosmetyk gruboziarnisty musiałam porządnie wcierać w suche ciało by uzyskać pożądany efekt jedwabistej skóry. Przed lustrem wcierałam brązowo-beżowy krem z „piaskiem”, by potem wskoczyć pod prysznic i go zmyć – taki miałam zamiar… Bardzo się wczułam, każdy centymetr mojego ciała postanowiłam potraktować tym cud – kosmetykiem nawet ryzykując zużycie połowy tubki. W momencie, gdy okrężnymi ruchami dotykałam moich piersi (bo przecież one też potrzebowały ujędrnienia w wieku dwudziestu paru lat – tak myślałam) usłyszałam zza uchylonego okna ochrypnięty, sapiący głos : ” Oh Yeee baby do it again „.

W jednej chwili chwyciłam ręcznik, zakryłam się nim, otworzyłam drzwi łazienki i wyleciałam z wrzaskiem na środek domu i w rozpaczy wykrzyczałam, że jakiś zboczeniec, że ohyda, że podgląda itd.

Ten co chciał mi wbić nóż w plecy, co delikatnie mówiąc – nie przepadał za mną, rodak, współlokator wysokości ok dwóch metrów, typowy samiec alfa, wstał jak poparzony, wtargnął do łazienki, jedną ręką podciągną żaluzje, spuścił swoje szerokie spodnie wraz z gaciami  i kołysząc w prawo , w lewo swoim przyrodzeniem wrzeszczał : ” Do you like that???  dance of the elephant??!!”

Pokochałam go natychmiast, jak brata, przyjaciela, opiekuna, zbawcę! Stanął w obronie moich piersi, w takim stylu, że długo zapamiętane to było na ulicy Little Rock avenue, gdzie podglądał mnie jakiś stary, samotny dziad, weteran, mieszkający obok, który wszedł na balkon, na piętrze i miał świetny widok, ponieważ żaluzje pod tym kątem nie spełniały swojej roli.

Mój obrońca, gdy podglądacz czmychnął w głąb swojego domu, skończył swoje show, ubrał spodnie, odwrócił się do nas (wszyscy obecni się zbiegli rzecz jasna) i oznajmił, że nikt mu nie będzie lasek podglądał w domu, oczywiście tu i tam dodał zgrabne, polskie przekleństwo.

Dziękuję Ci Kamil! Tak oficjalnie, bo nasze spotkania po latach nie mogą się obejść bez przypomnienia tej historii.