Lifestyle

„Nie mów matce, że nie chodzimy do kościoła”. Święta w polskim domu to niezły cyrk

Listy do redakcji
Listy do redakcji
15 kwietnia 2022
fot. coldsnowstorm/iStock
 

Cykl jest prosty – zimą Boże Narodzenie, wiosną Wielkanoc. I w tym cyklu pojawia się rodzinny konflikt, spowodowany głęboko zakorzenionym stresem, wstydem i co tu dużo mówić, dulszczyzną. Te dwa razy w roku puka do naszych drzwi lęk, że „wyda się” jak naprawdę żyjemy. Czyli, mówiąc konkretniej, że nie chodzimy do kościoła. Śmieszne? Pewnie, ale nie dla moich rodziców…

Już prawie o tym zapomniałam, aż tu nagle nastał Wielki Tydzień i widmo awantur, płaczu i pretensji znów zawisło nad moją głową. Jedziemy na święta do moich rodziców. Nawet chcieliśmy się jakoś wymigać, przełożyć wizytę na jakiś „cywilny” weekend, ale cóż, zastosowali klasyczny szantaż emocjonalny pt. „kto wie, ile jeszcze nam świąt zostało…”. No więc jedziemy.

Wczoraj zasępiona zaczęłam rozmowę. – Ej – zaczepiam męża – może jednak się czymś wymówimy. Nie mam ochoty na te święta. – Co znowu? – pyta on. – Niepotrzebnie się tym tak stresujesz. Przecież korona nam z głowy nie spadnie, jak dwa razy pójdziemy na mszę. – A jak pójdziemy z mamą? I ona zobaczy, że wiesz… nie idziemy do komunii.

Tak, sama słyszę ten absurd. Serio! Mam 40 lat, od 20 nie mieszkam z rodzicami, ale kurde ten temat mam nieprzerobiony. Wiem to!

– Daj spokój, po pierwsze, na pewno nie pójdziemy razem, bo twoja matka poleci z samego rana, żeby potem móc spokojnie produkować sałatkę jarzynową i zimną płytę – mąż próbuje zapanować nad moim szaleństwem. – Albo powiemy, że idziemy na popołudnie do dominikanów na rynku i cześć.

Tak, świetny plan, muszę to przyznać. Ale jednak drążę dalej.

A może im powiemy po prostu i już? Na pewno się domyślają zresztą. Słyszałam, jak ojciec ostatnio gadał z moją siostrą i rzucił słuchawką wrzeszcząc „A żyjcie se jak chcecie!”. Na usta mi się wtedy cisnęło: no właśnie tak robimy, tatko! Więc czemu tego nie powiedziałam? Czemu cały czas się boję odezwać?

Nie chodzę do kościoła, moje dzieci (ich wnuki, cholera jasna) nie chodzą na religię… Mam na to wywalone, żeby nie powiedzieć, że jestem zniechęcona oraz wkurzona na tę instytucję po prostu. Czasem wbiję jakąś szpilę, kiedy rodzice bronią kleru, ale zawsze wtedy mama prawie płacze, a ojciec się awanturuje. Wkurza mnie to, jasne, że tak, ale z drugiej strony… co mi to da, że im wygarnę? Co mi to da, że będę się o to kłócić. Przecież ich nie przekonam. Tak samo, jak oni nie przekonają mnie.

Kiedy po raz kolejny pomyślałam: powiem im po prostu i cześć, od razu do głowy przyszła myśl: spoko, ale zastanów się, po co im ta wiedza? Przecież wiem, jak będzie. Ojciec będzie się gorączkował, a mama będzie płakać i jeszcze częściej latać do kościoła, żeby wymodlić nawrócenie dla dzieci. Czy to kłamstwo? Nie wiem, może.


Lifestyle

Chcesz skuteczniej rozwiązywać problemy? Trik Edisona jest dla ciebie

Redakcja
Redakcja
15 kwietnia 2022
drzemka, kobieta, sen, trik edisona
fot. Antonio_Diaz/iStock
 

Trik Edisona – prawda, że brzmi dobrze? Thomas Edison, autor patentu na żarówkę elektryczną i ponad 1000 innych, zasłynął tym, że za najlepsze rozwiązania uważał te najprostsze. Pilnował się tej zasady w dosłownie każdej dziedzinie życia, również w kwestii… snu. Stąd drzemka.

Na czym polegał jego pomysł? Otóż Thomas Edison ograniczył swój sen tylko do jego pierwszej fazy. Pierwsza faza snu trwa średnio 7 minut. Jest to moment przejścia między czuwaniem a snem. Nasze myśli płyną niespiesznie, ciało się rozluźnia, a wszelkie blokady ustępują. Brzmi enigmatycznie, prawda? Na szczęście poza poglądem samego Edisona mamy też badania naukowców z paryskiego Instytutu Mózgu. Wykazali w nich, że faktycznie krótka drzemka potrafi zdziałać cuda. Jakie daje efekty? Okazuje się, że zwiększa naszą kreatywność i umiejętność rozwiązywania problemów aż trzykrotnie!

Gdy Edisona dopadała niemoc twórcza albo zmagał się z trudnym problemem, odkładał wszystko, siadał w fotelu, chwytał w dłoń piłeczkę i zasypiał. Gdy jego mózg odpoczywał, mięśnie się rozluźniały, uczony wypuszczał piłkę. Uderzenie przedmiotu o podłogę budziło go. I okazuje się, że budziło w najlepszym możliwym momencie.

Do eksperymentu zaproszono grupę 103 ochotników, którym powierzono rozwiązanie matematycznej łamigłówki. Kluczem do jej rozwiązania było odnalezienie ukrytej reguły, która z łatwością pozwoliła rozwikłać logiczną zagadkę. Uczestnicy mieli 30 prób, aby rozwiązać test. Kiedy to okazywało się niewystarczające, zapraszano ich na krótką drzemkę. Wzorem Edisona, badanym wręczano plastikową butelkę, którą trzymali w prawej dłoni, podłączano ich do maszyny monitorującej fale mózgowe i zachęcano do drzemki. I podobnie, jak w przypadku cenionego wynalazcy, gdy następowała pierwsza faza snu, mięśnie się rozluźniały i badani upuszczali butelkę. Ta uderzając o podłogę, wybudzała ochotników, dając sygnał, że pora wrócić do zadania.

Wnioski opublikowano w „Science Magazine”. Czytamy w nim, że ci, którzy drzemali i zostali obudzeni przez spadającą butelkę, mieli trzy razy większe szanse na znalezienie ukrytej zasady pozwalającej rozwiązać zadanie, niż ci, którzy nie zasnęli. Efekt był widoczny nawet u osób, które w pierwszej fazie snu spędziły zaledwie 15 sekund. Naukowcy podkreślili, że moment „Eureka!” nie następował tuż po przebudzeniu i badani potrzebowali dodatkowych prób na rozwikłanie matematycznej zagadki, ale ich szanse były i tak większe niż w przypadku osób, które nie spały lub spały za długo.

 

 


Lifestyle

Sapioseksualizm – kiedy wygląd nie ma znaczenia, a liczy się intelekt

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
15 kwietnia 2022
sapioseksualizm, para, randka
fot. Ridofranz/iStock

Sapioseksualizm jest rodzajem preferencji seksualnej, w której wygląd nie ma szczególnego znaczenia na etapie wyboru partnera. Kluczową rolę odgrywa intelekt. Dla sapioseksualistów liczy się wyłącznie szeroka wiedza, mądry dowcip i ciągłe pragnienie pogłębiania umiejętności.

Czym jest sapioseksualizm?

Sapioseksualizm to stosunkowo nowy termin, który pojawił się zaledwie kilka lat temu. Po raz pierwszy zagościł na jednym z zagranicznych portali randkowych. Choć nie ma on konkretnie określonego pochodzenia, to najprawdopodobniej wywodzi się od łacińskiego słowa „sapio”, co oznacza wiem, rozumiem, ale także kosztuję, smakuję.

Sapioseksualizm jest dość nietypowym i specyficznym wyborem partnerów. To rodzaj preferencji seksualnej, w której główną uwagę zwraca się na inteligencję drugiego człowieka. Na pierwszym miejscu stawia się wiedzę i wysoki iloraz inteligencji, który decyduje czy dana osoba nas pociąga czy nie. Seksowne jest porozumienie na poziomie umysłów, a nie jak zazwyczaj – wygląd zewnętrzny.

Fizyczne pożądanie

Oczywiście jest, ale pojawia się zdecydowanie później. Dla osób sapioseksualnych wygląd zewnętrzny, zbliżenie i seks nie są podstawą związku. Pocałunki, trzymanie za ręce i głębokie spojrzenia w oczy – to nie w ich stylu. Kluczową rolę odgrywa rozmowa, i tylko wtedy gdy jest głęboka i pełna wartości, pojawia się szansa na kolejną randkę. Inteligentny partner jest w stanie bardziej podkręcić atmosferę i wzbudzić zainteresowanie, niż ten atrakcyjny, który nie ma nic mądrego do powiedzenia. Osoby sapioseksualne dużo czasu spędzają na rozmowach i dopiero wówczas, gdy pojawi się między nimi więź intelektualna, może pojawić się pożądanie fizyczne.

Sapioseksualizm – jak go rozpoznać?

Głębsza rozmowa, inteligentne wypowiedzi, mądre przemyślenia, a także umiejętność kojarzenia faktów i płynne przechodzenie z tematu na temat sprawiają, że osoby sapioseksualne czują motyle w brzuchu i gęsią skórkę na całym ciele. Jednak to nie wszystko co ich kręci i podnieca.

Sapioseksualiści szczególną uwagę zwracają na:

  • obszerną wiedzę,
  • inteligencję emocjonalną,
  • umiejętność słuchania drugiej osoby,
  • inteligentny dowcip,
  • zaskakujące zainteresowania, hobby,
  • otwarty umysł,
  • poprawnie zbudowane wypowiedzi.

Osoby sapioseksualne cenią sobie umiejętność zachowania w każdej, nawet tej najbardziej niezręcznej sytuacji. Wykazują zamiłowanie do konstruktywnego spędzania czasu. Seks jest drugorzędnym elementem związku. Dla sapioseksualistów ukończone studia i dyplomy nie są warunkiem koniecznym, bowiem uwagę zwracają nie tylko na wiedzę zdobytą w szkole i na uczelni, ale głównie w życiu.

Zobacz również: 6 rzeczy, które źle wpływają na intelekt

Jak sprawdzić, czy jesteś sapioseksualistą?

By sprawdzić czy jesteś sapioseksualistą wystarczy udzielić szczerej i przemyślanej odpowiedzi na poniższe pytania.

  1. Czy uważasz, że rozmowa jest ważniejsza niż wygląd?
  2. Czy twoim zdaniem książka jest doskonałym prezentem?
  3. Czy zgodzisz się ze stwierdzeniem, że uroda przemija a intelekt pozostaje?
  4. Czy zrozumienie partnera jest podstawą związku?
  5. Czy seks nie jest najważniejszy w związku?
  6. Czy twoim zdaniem brak hobby i zainteresowań świadczy bardziej o ubóstwie niż zasobność portfela?
  7. Czy uważasz, że ci, którzy nie czytają książek, nie są dla ciebie dobrym partnerem do rozmowy?
  8. Czy uważasz, że jedna z lepszych randek to ta w teatrze/filharmonii?

 

  • Jeśli odpowiedź twierdząca pojawiła się minimum trzy razy – sapiosekusalizm jest ci zupełnie obcy. Zwracasz głównie uwagę na wygląd zewnętrzny. To fizyczność pociąga cię i podnieca najbardziej.
  • Jeśli odpowiedź twierdząca padła od 3 do 5 razy – wykazujesz skłonności sapioseksualne, jednak nie w 100 procentach. Wiedzę, inteligencję i wygląd traktujesz na równi.
  • Jeśli odpowiedź twierdząca pojawiła się ponad 5 razy – wszystko wskazuje na to, że jesteś sapioseksualistą. Długie, wartościowe rozmowy oraz porozumienie dusz odgrywają dla ciebie w związku kluczową rolę.

źródło: Poradnik Zdrowie, Medonet

 

 

 

 

 


Zobacz także

Konkurs „Przygody latającego Zibiego”

Regulamin akcji „Chcesz uporządkować swoje życie? Uporządkuj przestrzeń wokół siebie”

12 miłosnych cytatów Disneya, które zmiękczą twoje serce (i kolana)